piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 27

02.08.2014r.

Cześć, Misie!

Wczoraj miał miejsce pierwszy koncert chłopaków w Ameryce Północnej, w Toronto w Kanadzie. W galerii mamy dla Was z tej okazji wiele zdjęć, jak i filmów – co spostrzegawczy zauważą, że zmienili kolejność wykonywania piosenek, oraz mają nowe ciuchy ;)
Nawet na kilku zdjęciach co bardziej spostrzegawcze fanki utrwaliły na tym koncercie dziewczyny chłopaków - Perrie, Eleanor, Kate i Justine. Na nieszczęście dla Nialla, druga Kate dopiero co skończyła promocję swojego drugiego singla, a z tego, co można wywnioskować po jej wpisach na TT, aktualnie dogląda ostatnich prac przy albumie, który ukarze się jeszcze w tym miesiącu. Was też ciekawi, co dziewczyna naszego ulubionego irlandzkiego skrzata nagrała na swój pierwszy album, oprócz tych dwóch singli? ;)

Wiadomo, że nasze ukochane Misiaczki musiały się jakoś do tej wielkiej i wspaniałej Ameryki dostać, więc mamy dla Was zdjęcia z lotniska! A nawet udało się nam znaleźć zdjęcia Nialla, Liama, Harry’ego, Zayna i Louisa z samolotu, czego nie znajdziecie na żadnym innym blogu!

Szczerze mówiąc, jako fanki (anonimowe, oczywiście), uwielbiamy, kiedy są w trasie. Mamy milion zdjęć, filmików, wywiadów, wszystkiego. A tego, niestety, za dużo nie ma, gdy grzeją dupki w domach. No i trenują z Markiem! Boże, nareszcie ciało Liama wróciło do formy z Take Me Home! I Louis już nie wygląda jakby mu ktoś dom zamienił na średniej wielkości most (tutaj lecą wielkie dzięki do Louise, która w końcu dorwała go ze swoimi fryzjerskimi ostrzami). Widzicie? Same plusy! Zapomniałybyśmy o koncertach! Nie może być chyba nic lepszego od spotkania swoich „mężów” na żywo, prawda? My już też coś o tym wiemy... ;)

Dzisiaj chłopcy mają drugi koncert w Toronto. Oczywiście albo dzisiaj wieczorem, albo jutro w ciągu dnia, zdamy Wam z niego fotorelację.

Informacja dla fanek w Toronto:
Doszły nas słuchy, że One Direction od razu po dzisiejszym koncercie jadą do hotelu na noc, więc nie ma sensu stać pod areną i czekać, aż wyjdą! Oczywiście to tylko plotki, ale z całkiem wiarygodnego źródła ;)

 Teraz nadszedł czas na ogłoszenia parafialne.
Kilka razy w komentarzach pojawiały się pytania, czy nie potrzebujemy pomocy w prowadzeniu bloga. Wtedy nie potrzebowałyśmy, ale czasy się zmieniają i obie jesteśmy maksymalnie zajęte – i z tego powodu ogłaszamy casting! Oczywiście, to wcale nie oznacza, że kompletnie znikniemy z tego bloga – cały czas będziemy miały tu „najwięcej do gadania”, ale potrzebujemy kogoś, kto będzie mógł nam pomóc w zbieraniu informacji czy wrzucaniu raz na jakiś czas nowego posta.
Zgłaszać się może każdy, ale pod jednym warunkiem – musi mieć ukończone osiemnaście lat. Napiszcie nam coś o sobie, co miałoby nas zachęcić do wybrania właśnie Was! Może nawet skusimy się na kilka osób, a nie tylko jedną? Wszystko zależy od Was! Czekamy na zgłoszenia do końca sierpnia, możecie je wysyłać na naszego maila, który znajduje się w zakładce na blogu o nazwie „kontakt”.


Buziaki,
Niech directionowa moc będzie z Wami!
Moony & Shadowcat


Zamknęłam laptopa i odłożyłam go na siedzenie między mną a Rickiem, który przez całą drogę z lotniska grzebał coś w telefonie.
- Aleś ty rozmowny... – Zaśmiałam się, chcąc go chociaż na chwilę oderwać od telefonu.
- Widzisz, Katie, bycie twoim menadżerem to ciężka praca. – Westchnął, ale schował komórkę do kieszeni. – Właśnie zarezerwowałem nam lot do Nowego Jorku, prywatny samolot.
- A nie byłoby taniej polecieć zwykłymi liniami? – zapytałam, unosząc brwi. Na początku fajnie było pobawić się w tym luksusie, poczuć się jak w wielkim świecie, ale bez przesady – nie marnujmy tak pieniędzy, można je wydać na coś lepszego.
- Pewnie, że byłoby taniej, ale Simon nie lubi komercyjnych i państwowych linii.
- Co ma gust Simona do mojego latania? Jakoś teraz do Stanów przylecieliśmy British Airways i jeszcze nie dzwonił, że znowu coś źle zrobiłam. – A kilka już takich telefonów było, oj było...
- Bo teraz będzie leciał z nami.
- O.
- O, o. Powiedziałbym ci, gdybyś pozwoliła mi dojść do słowa. – Westchnął.
- Ale i tak mnie kochasz, prawda? – zrobiłam maślane oczka w kierunku swojego menadżera.
- Taaa... – Wyjrzał z miną męczennika za okno, podziwiając Los Angeles.
Poszłam w jego ślady i automatycznie zaczęłam uważnie obserwować każdego przechodnia z myślą, że to może być jakaś gwiazda filmowa, w końcu to jest LA! Gdzie mam spotkać gwiazdy, jak nie tutaj? Nie spałam już od trzech dni, mając przed sobą perspektywę pierwszej podróży do Stanów. Jestem tak podekscytowana! Od niepamiętnych czasów chciałam ten kraj odwiedzić – i oto jestem. Pierwsze wrażenie jest dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam, czyli jest po prostu cudownie. Słońce, palmy, ocean. Magia.
- Zaraz będziemy na miejscu, szykuj się na spotkanie z szefem.
- Którym? – zapytałam, wiedząc, że pewnie za jakieś pół godziny będę miała nowego szefa – amerykańskiego.
- Obu. I ja przy okazji też.
- Rick, przestań się tak stresować! – szturchnęłam go łokciem z uśmiechem. – Ja tu jestem od denerwowania się z byle powodu. - Facet był postury Paula Higginsa, ale raz na jakiś czas zachowywał się, jakby zaraz miał się wystraszyć myszki. Raz na jakiś czas, czyli przed spotkaniami z Simonem. Czy tylko na mnie tak nie działa? Uwierzcie mi, wystarczy raz spojrzeć na jego buty i dżinsy, żeby przestać się go bać na przynajmniej kilka lat. – Jak już dolecimy do Nowego Jorku, to przed imprezą pójdziemy do jakiegoś pubu i postawię ci piwo na rozluźnienie, okej? – zaproponowałam, a Rick spojrzał na mnie z ukosa. – No co? – zapytałam po krótkiej chwili ciszy nie wiedząc, o co może mu chodzić.
- A nic, przez chwilę zapomniałem, że dwa miesiące temu skończyłaś dwadzieścia jeden lat i możesz legalnie pić w Stanach.
- Sądzisz, że ja, JA, byłabym skłonna zrobić coś wbrew prawu?! – w dramatycznym wydźwięku sytuacji położyłam dłoń na piersiach, drugą zakrywając oczy. – Za kogo ty mnie masz? – zapytałam, aby po kilku sekundach wrócić do poprzedniej pozycji. Spojrzałam na menadżera, którego mina wskazywała na jedno, wielkie politowanie nad moją osobą. – Za dobrze mnie znasz, Misiu.
- Boże, z kim ja pracuję...  – Przewrócił oczami, ale na jego twarzy cały czas tkwił szeroki uśmiech. I tak wiem, że mnie kocha, nawet jeśli czasami nie chce się do tego przyznać.
- Uważaj, powoli przejmujesz teksty Paula. – Zaśmiałam się, klepiąc go po ramieniu.
- Aż ciężko sobie wyobrazić, że on może mieć pod opieką pięć męskich wersji ciebie, albo i gorzej. Zwariowałbym!
- Chyba ze szczęścia! – przytuliłam go mocno na kilka sekund, gdyż nagle zaczął wibrować mój telefon w tylnej kieszeni. – Rick, która jest teraz godzina w Londynie? – zapytałam, widząc, kto dzwoni. Mężczyzna spojrzał na swój zegarek z czterema strefami czasowymi.
- Za piętnaście siódma. Wieczorem.
- Ok, dzięki. – Przeciągnęłam zieloną słuchawkę przez szerokość ekranu i przyłożyłam telefon do ucha. – Cześć, Kochanie!
- Kocham jak tak do mnie mówisz. – Usłyszałam w słuchawce radosny głos swojego chłopaka. Albo raczej faceta, jak woli być nazywany. – Co porabiasz?
- Właśnie wracam ze studia do domu... – Ziewnęłam, dla podkreślenia, jak bardzo jestem zmęczona po końcowych pracach przy albumie. – O siódmej jestem umówiona z rodzicami na Skypie. A co u ciebie?
- Zaraz zaczynamy soundcheck, a o mojej ósmej wchodzimy na scenę. Pozdrów rodziców, koniecznie.
- Jasne, że pozdrowię.
- I jeszcze jedno, Kate, dzięki za wprowadzenie w błąd naszych fanek... – Zaśmiał się przez telefon. Ale co...
- Jak to, „wprowadzenie w błąd”?
- Napisałaś w poście na blogu, że po koncercie od razu wracamy do hotelu, mimo że wczoraj ci mówiłem, że od razu jedziemy na lotnisko, gdzie już będą na nas czekać bagaże. I lecimy do Nowego Jorku.
- A, tak, rzeczywiście. – Przypomniałam sobie. Szybki jest, ledwo co dodałam post, a on go już przeczytał. - Mam nadzieję, że ta plotka się rozniesie, to może nie będzie takiej masakry na lotnisku, jak to czasami bywa.
- W takim razie teraz się, Kochanie moje największe, wytłumacz, dlaczego dodałaś zdjęcia z samolotu, które tobie wysłałem? – zapytał takim tonem, jakbym była jego córką, która coś przeskrobała, a nie dziewczyną.
- Pomyślałam sobie, że skoro ratuję wam tyłki na lotnisku, to coś z tego będę miała i wybrałam sobie jako nagrodę publikację tych zdjęć. – Wzruszyłam ramionami.
- To już moja dozgonna miłość ci nie wystarcza jako nagroda za wszystko? – zapytał, udając płacz. Czasami mam wrażenie, że Niall wyminął się w powołaniem – byłby genialnym aktorem.
- Wiesz, że jestem bardzo wymagającą dziewczyną...
- A moja wymagająca dziewczyna nie mogłaby chociaż na kilka dni odwiedzić swojego stęsknionego chłopaka w Stanach? – nie widziałam jego twarzy, ale mogłabym przysiąc, że właśnie wydymał wargi na kształt podkówki.
- Niall, przecież doskonale wiesz, że gdybym tylko mogła, to wsiadłabym w pierwszy samolot i do ciebie przyleciała. Te trzy tygodnie bez ciebie, bo albo ja gdzieś latam i promuję singiel, albo ciebie nie ma, działają na mnie tak samo jak na ciebie. I w dodatku Rick musi jeszcze wymyślić, jak przyspieszyć zabawę z wizami dla mnie.
- Wiem... – Mruknął niezadowolony. Oj, jak bardzo się zdziwi dzisiaj wieczorem... Aż nie mogłam się powstrzymać przed szerokim uśmiechem. Mam nadzieję, że go nie wyczuje. – Po prostu chciałbym cię mieć cały czas tylko dla siebie. Tyle na ciebie czekałem, cholerne dwadzieścia lat, a jak już cię mam, to pół roku i jesteśmy na różnych kontynentach.
- Dobra, Miś. – Westchnęłam, starając się brzmieć jak najbardziej wiarygodnie. – Pojutrze widzę się z Simonem i poproszę go, żeby ustalił dla mnie z Rickiem jakieś wolne, okej? Ale nic nie obiecuję, bo cały przyszły tydzień i tak mam już zawalony promocją. – Ha, wcale nie. Już mam skończoną zabawę w singiel. Chwila przerwy, trzy wywiady na krzyż, i zaczniemy promocję albumu, to dopiero będzie istne szaleństwo. I właśnie dlatego będę przy nim przez ten następny tydzień, zawalony co najwyżej właśnie nim.
- Dziękuję. Kocham cię, Kaś. – Powinnam sobie przyznać nagrodę za nauczenie go poprawnej wymowy „Kasia” i „Kaś”. Nie zapomniałam, oczywiście, o polskim „kocham cię”.
- Ja ciebie też. Widzimy się dzisiaj w nocy na Skypie?
- Nie, nie chcę cię trzymać do trzeciej rano na nogach. Wyśpij się w końcu. – Awwww! Jakie to miłe, jak ktoś o mnie tak dba, i to jeszcze mu za to nie płacą. Oj, dzisiaj się wyśpię. Nigdy nie śpi mi się lepiej, niż gdy jestem wtulona w Horana. Zdecydowanie nadaje się na moją osobistą poduszkę. – Muszę lecieć na soundcheck.
- Baw się dobrze! Wyślij mi smsa, jak już bezpiecznie wylądujecie w NY. – Nigdy nie przestanę się o niego martwić i troszczyć. Możliwe, że czasami brzmiałam ze swoimi prośbami bardziej jak jego mama, ale przynajmniej mogę spokojnie w nocy spać, wiedząc, że jest bezpiecznie na ziemi w towarzystwie ochroniarzy.
- Jasne, do usłyszenia.
- Do zobaczenia, Miśku  – powiedziałam, zanim zdążyłam się ugryźć w język. Miejmy nadzieję, że Niall pomyśli, że zwyczajnie się pomyliłam. W końcu angielski nie jest moim pierwszym językiem...
- Ładnie to tak kłamać? - zapytał Rick, gdy samochód zatrzymał się przed wejściem do budynku Columbia Records. Główną siedzibę mają w Nowym Jorku, ale spotkanie odbywa się w Los Angeles ze względu na Simona, który załatwia jakieś biznesy z tutejszą telewizją.
- Bez takiego drobnego kłamstewka nie byłoby niespodzianki... - Westchnęłam z szerokim uśmiechem i wysiadłam z auta wprost na kalifornijskie słońce. Sierpień w LA to naprawdę gorący okres.



Podpisałam dokumenty i podałam je prawnikowi wytwórni, który towarzyszył mi, Simonowi, Rickowi i Johnowi, przedstawicielowi Columbia Records, w sali konferencyjnej z widokiem na całe miasto.
- To teraz mamy już pełne prawo produkować i sprzedawać fizyczne kopie twoich singli i, już wkrótce, albumu. - John uśmiechnął się do mnie. - Simon, mogę liczyć na promocję albumu w USA, prawda? - zwrócił się do Cowella, który na razie bezpośrednio sprawował pieczę nad rozwojem mojej kariery.
- Tak, staramy się to zorganizować - odpowiedział mu od razu, splatając swoje dłonie na stole. - Kate tu nie było przy promocji obu singli, więc chyba nadszedł na to najwyższy czas. Jeśli album będzie się dobrze sprzedawał, to pewnie chcielibyśmy zrobić tu jakąś niewielką trasę.
- Oczywiście, że tak. - Miałam wrażenie, że w oczach Amerykanina zabłysły nie tylko iskierki, ale takie znaki dolara, jakie się pojawiają w oczach bohaterów kreskówek na myśl o dużym zarobku. Boże, jak ja nie lubię tej biznesowej strefy mojej pracy. Ale mus to mus.
- Dobrze, w takim razie to chyba wszystko? - zapytał Simon, zerkając na zegarek. - Czeka nas pięciogodzinny lot do Nowego Jorku, więc... - Spoglądał wyczekująco na Johna i na prawnika wytwórni.
- Tak, tak. - Dwójka wysoko postawionych pracowników CR wstała od stołu i wyciągnęła do nas ręce.  - Dziękuję, że tu przyjechaliście. - Uścisnął dłoń Simona, a następnie podszedł do mnie. - Mam nadzieję, że już niedługo zobaczymy się ponownie.  
- Ja również. - Odwzajemniłam uścisk dłoni z uśmiechem. - Mam nadzieję, że przy okazji uda mi się choć trochę zwiedzić Stany...
- Kate, naprawdę już musimy iść. - Pogonił mnie Simon, stojący z Rickiem u boku przy drzwiach.
- Do zobaczenia! - powiedziałam w stronę mężczyzn i udałam się za swoimi menadżerami. - Myślałam, że jak mamy lecieć prywatnym samolotem, to możemy lecieć, kiedy nam się podoba? - zapytałam podejrzliwie, wsiadając z nimi do windy.
- Bo możemy. - Westchnął Cowell, wciskając guzik z literą "P", co pewnie oznaczało "parking". - Po prostu jakoś wyjątkowo nie trawię tego gościa. - Dodał, a ja prychnęłam śmiechem. - No co?
- Nie, nic... - Wyjęłam telefon z torby i wybrałam numer Justyny. Odebrała już po kilku sygnałach.
- Rozmowa bezpieczna, oddaliłam się od Nialla na odpowiednią odległość. - Szepnęła konspiracyjnie, a ja zaczęłam się śmiać. Boże, akcja niczym w najnowszym filmie o Bondzie!
- Super. Dzwonię, żeby powiedzieć, że zaraz ruszam z chłopakami na lotnisko i lecimy do NY. Czyli za jakieś pięć godzin z hakiem powinniśmy być na miejscu.
- O, to idealnie! - powiedziała z podekscytowaniem. - My mamy lot za cztery godzinki, to spotkamy się na lotnisku. My będziemy lecieć coś plus minus godzina.
- To rzeczywiście idealnie. - Przyznałam z radością. Od lotniska będę już z dziewczynami, same plusy. - Niall się nie dziwi, że lecicie wcześniej od nich?
- Wystarczyło powiedzieć, że chcemy pozwiedzać spokojnie Nowy Jork. - Zarechotała. Pewnie czuła się jak jakiś geniusz zbrodni. - W sumie to nawet nie jest kłamstwo.
- No tak, będziemy miała kilka godzin. Ja chcę zobaczyć koniecznie Central Park i Statuę Wolności. I Empire State Building. Na Times Square będzie impreza, więc spoko. A ja i tak muszę tam zajść wcześniej do Hard Rock Cafe po koszulkę i piwo.
- Rozumiem, że my idziemy z tobą?
- Justyś, obiecałam Rickowi, że mu postawię piwo.
- Dobra, ale obiecaj, że to sobie odrobimy na kręglach.
- Obiecuję. Ale obiecuję też sobie, że będę w miarę trzeźwa.
- No pewnie, że tak, w końcu długo się nie widziałaś ze swoim blondaskiem. - Zaśmiała się w taki sposób, że od razu wiedziałam, co ma na myśli. - Mam tylko nadzieję, że wasz pokój nie będzie obok mojego i  Stylesa. Pewnie stopery by nie wystarczyły, żeby...
- Justyna, pohamuj się! - warknęłam, ale nie mogłam powstrzymać śmiechu. Głupi głupek. - Nawet jeśli jest choć trochę prawdy w tym, co właśnie insynuujesz, to na pewno mielibyśmy dużą konkurencję w postaci ciebie i Harry'ego.
- No, nawet jakbym chciała, to bym nie mogła powiedzieć, że MAŁĄ. Albo małego.
- Nie, koniec, błagam. - Jęknęłam. - Widzimy się za pięć godzin. Szykuj sobie wygodne buty, bo w trzy godziny mam zamiar zobaczyć wszystko to, co powiedziałam. I jeszcze zdążyć na piwo z Rickiem. Czeeeść! - rozłączyłam się, wzdychając.
- Czasami naprawdę się cieszę, że nie rozumiem żadnego słowa po polsku... - Westchnął Rick, podejrzliwie mi się przyglądając.
- Ja też. - Przyznał mu rację Simon w momencie, gdy drzwi windy otworzyły się na parkingu. - Mam wrażenie, że przez większość rzeczy, o których rozmawia z Justine miałbym koszmary w nocy.
- Nie mogę zaprzeczyć. - Zaśmiałam się, wsiadając do samochodu, który czekał na nas przy wyjściu z windy. - Dla waszego zdrowia psychicznego lepiej nie próbujcie tłumaczyć naszych rozmów.  Obaj panowie tylko na siebie popatrzyli ze zrozumiem, a ja w głębi serca poczułam, jak bardzo się do nich przywiązałam. To jest już moja druga rodzina.
Po kilku minutach zaczęłam zwiedzanie Los Angeles przez szybę samochodu już po raz drugi dzisiejszego dnia.  Naprawdę nie mogę się doczekać, aż tu przyjadę na dłużej niż jeden dzień i będę mogła zobaczyć przynajmniej te najsłynniejsze miejsca. Tym razem nawet nie udało mi się zobaczyć nawet przez chwilę Beverly Hills, ani nawet znaku Hollywood. Tylko z lotniska do centrum i teraz z centrum na lotnisko. Jestem tu od ósmej rano, pewnie kilka minut przed dwunastą wzbijemy się w powietrze, a czuję, jakbym była tu dziesięć minut. Jeśli wszyscy muzycy właśnie tak "zwiedzają" świat, to chyba się popłaczę.
Nie minęło więcej niż pół godziny, gdy nasz samochód wjechał na płytę lotniska, podwożąc nas pod samo wejście do maszyny.
Prywatny samolot, którym lecieliśmy do Nowego Jorku okazał się bardziej luksusowy niż przypuszczałam. Na tej stosunkowo niewielkiej powierzchni znalazła się nawet łazienka. Może i miała jakieś dwa metry kwadratowe, ale oprócz standardowej toalety i umywalki, znalazło się tam miejsce nawet na prysznic! Szczerze mówiąc, bardzo ułatwiło mi to sprawę z odświeżeniem się po dwunastogodzinnym locie i przebraniu w kwiecistą sukienkę, którą miałam już mieć do końca dnia.
Oprócz wizyty w łazience i pod prysznicem, lot spędziłam głównie na spaniu w ogromnym, niesamowicie wygodnym fotelu, w którym pewnie zmieściłyby się trzy osoby, a nie jedna. Gdyby nie perspektywa spotkania się z Niallem po tak długiej przerwie, to pewnie zostałabym w tym fotelu. Na jakiś tydzień. No, w porywach do dwóch, nie dajmy się zwariować.
- Kate, obudź się. Chyba chcesz to zobaczyć. - Rick podszedł do mnie i lekko mnie szturchnął, wyciągając mnie ze snu. Otworzyłam oczy i się przeciągnęłam. - I zapnij pasy, podchodzimy do lądowania. - Dodał i sam usiadł na swoim miejscu, od razu zapinając pasy.
Posłuchałam się menadżera i najpierw zapięłam pasy, a następnie podniosłam małą roletę, która zakrywała okno.
- O jaaaaaaaa! - pisnęłam, z wrażenie łapią się za czoło. - Jesteśmy w Nowym Jorku! - dodałam dokładnie tym samym piskiem, podziwiając pod sobą panoramę jednego z miast, które chciałam zobaczyć, odkąd tylko pamiętam. Tyle ulubionych seriali i filmów miało tam swoją akcję! Plotkara! Seks w wielkim mieście! Jak poznałem waszą matkę! Glee! Suits! I ja teraz będę w tym mieście! Aaaaa!
- Uspokój się, bo zaraz nam na zawał zejdziesz z tego szczęścia... - Zaczął się śmiać Simon, widząc moją reakcję na pierwsze spojrzenie na Nowy Jork.
- Nie jest to tak mało prawdopodobne. - Uśmiechnęłam się szeroko, nie odrywając wzroku od okna.
Pilot wykonał kilka okrążeń nad miastem, powoli tracąc wysokość i kierując się na pas lotniska, które z każdą sekundą zajmowało coraz większą część mojego pola widzenia, aż w końcu zajęło całe.
Jestem w Nowym Jorku, pomyślałam, gdy koła samolotu zetknęły się już z ziemią, a samolot zaczął wytracać prędkość.
Gdy z przodu samolotu zgasł znak, nakazujący zapięcie pasów, a stewardessa otworzyła drzwi, z prędkością światła założyłam torbę na ramię i wybiegłam z samolotu, chcąc być w Nowym Jorku już tak na sto procent. 
- Kate! - usłyszałam za sobą w momencie, gdy moje stopy zetknęły się z asfaltem. Obróciłam się i zobaczyłam cztery dziewczyny, opierające się o duży samochód.
- Dziewczynki moje! - odkrzyknęłam i podbiegłam do nich, mocno je wszystkie przytulając. - Jak cudownie was znowu widzieć.
- Wieki się nie widziałyśmy! - powiedziała Perrie, obejmując mnie ramieniem. - Musisz nam wszystko opowiedzieć o płycie i promocji, umieram z ciekawości.
- Kate, czekaj! - usłyszałam za sobą Ricka, zanim wsiadłam za dziewczynami do samochodu. - Najpierw sprawy organizacyjne, potem sobie jedźcie. - Dodał, gdy stanął przede mną. - Na to piwo możemy iść jutro, dzisiaj już sobie odpuśćmy.
- Dlaczego? - zrobiłam smutną minę.
- Bo macie trzy godziny do imprezy i spędźcie sobie ten czas razem, nie będę wam przeszkadzał. Okej, to jedno. - Zrobił krótką przerwę, masując czoło. Skierował wzrok do środka samochodu, gdzie już się rozsiadły dziewczyny. - Druga sprawa, wasze bagaże powędrują do pokoi chłopaków w hotelu. Tylko twój, Kate, pójdzie do przechowali, a potem obsługa go przeniesie do twojego i Nialla pokoju, gdy już wszyscy pójdą do kręgielni. A co do kręgielni, to bądźcie tam tak przed dwunastą. Gadałem z Paulem i mówił, że o jedenastej będą już w Nowym Jorku. Damy im godzinkę na ogarnięcie się.
- Coś jeszcze? - zapytałam podekscytowana, nie mogąc się doczekać, aż zobaczę to miasto.
- Jedzie z wami jeden ochroniarz, Nick, ale i tak na siebie uważajcie. - Westchnął z troską w oczach. - I bawcie się dobrze.
- To te dwie rzeczy się nie wykluczają? - zaśmiałam się i wsiadłam do samochodu, zajmując miejsce przy otwartym oknie.
- Kate, nie prowokuj mnie, bo zaraz pojadę z wami i nie będzie już tak przyjemnie. - Pokręcił głową z groźną miną.
- Też cię kocham! - wysłałam mu buziaka, gdy kierowca ruszył z miejsca.
- Gdzie panie chcą jechać? - zapytał z przodu samochodu, zmierzając do wyjazdu z lotniska.
- A poleca pan coś szczególnego? - odpowiedziała mu pytaniem na pytanie Eleonor, ubrana w zwykłe szorty i koszulkę, podobnie jak Kate i Justyna. Tylko ja i Perrie zdecydowałyśmy się sukienki.
- Jak bym się postarał, to łamiąc kilka przepisów mógłbym was w piętnaście minut dostarczyć na prom na Statuę Wolności. Może zdążyłybyście na końcówkę zachodu słońca. - Zaproponował nasz kierowca, a mi wystarczyło jedno spojrzenie na dziewczyny, żeby wiedzieć, jaka jest nasza decyzja.
- No to jedziemy na zachód słońca na Statuę Wolności! - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
Wyjęłam aparat z torby, który się ładował całą drogę z Los Angeles. - Gotowe na trzygodzinną sesję zdjęciową z Nowym Jorkiem w tle?




Nowy Jork okazał się jeszcze lepszy, niż to sobie kiedykolwiek wyobrażałam. A wyobrażałam sobie wiele! Na pewno nie jest to idealne miasto - tutaj też z budynków odpada tynk, są śmieci na ulicach, a ludzie się wszędzie spieszą, nie zwracając uwagi na drobne rzeczy wokół nich, które mogłyby uczynić ich dzień piękniejszym.
Jednak moim faworytem jest Statua Wolności o zachodzie słońca. Chyba zrobiłam tam z milion zdjęć, może nawet więcej.
Niestety tak dużo czasu zeszło nam właśnie w tym miejscu, że zdążyłyśmy jeszcze tylko pojechać w miejsce katastrofy WTC, a potem spacerkiem, w towarzystwie Nicka, przeszłyśmy na Times Square, co nam zajęło pozostały wolny czas.
- Dziewczyny, jutro nie ma spania do dwunastej. - Ostrzegłam je i weszłam do kręgielni, gdzie mieliśmy zarezerwowaną całą salę. - Wstajemy rano i idziemy oglądać wszystkie pozostałe atrakcje!
- Już tak nie strasz... - Westchnęła Kate, która już po tym spacerze wyglądała, jakby miała paść na najbliższe krzesło i nigdy się z niego nie podnieść.
- Dobry wieczór, stolik na pięć osób? - zapytał nas mężczyzna, który stał obok szatni.
- Nie, dziękujemy - powiedziała Perrie, uśmiechając się. - Mamy zarezerwowaną salę, Rick już powinien być. - Dodała, a pracownik podejrzliwie zmierzył każdą z nas.
- Sprytne. - Syknął. - Chyba nie sądzicie, że w to uwierzę?
- Ale w co..? - zapytała El, zmieszana.
- Proszę was! - wywrócił oczami. - Nie pierwszy raz ktoś sławny robi tu imprezę i jakieś fanki próbują się wbić.
- No chyba cię... - Justyna już wyrywała, ale zatrzymałam ją ręką. Dla bezpieczeństwa tego faceta. Nie chcemy dzisiaj żadnych ofiar.
- Dobra, zadzwonię do Ricka - powiedziałam, wyjmując telefon i wywołując tym prychnięcie u tego niedowiarka. - Cześć, stoimy przy szatni. Obsługa nie chce nas wpuścić..Ok, czekamy. - Rozłączyłam się i spojrzałam na bruneta. - Zaraz przyjdzie i się wszystko wyjaśni.
- To ja może lepiej usiądę, bo pewnie sobie poczekamy. - Usiadł na stołeczku i przyglądał nam się z kpiącym uśmiechem.
- Przysięgam, że zaraz mu tak wywalę, że facet będzie mógł straszyć twarzą w parkach rozrywki. - Warknęła Justyna.
- Spokojnie, nie ma sensu się denerwować. - Westchnęłam.
- Właśnie, lepiej, że tak pilnują, niż żeby każdy z ulicy mógł tu wejść. - Poparła mnie Kate, przestępując z nogi na nogę.
- Jakiś problem? - do holu wszedł Rick z naprawdę groźnym wyrazem twarzy. I to się nazywa twardziel!
- Te dziewczyny... - Wskazał na nas palcem pracownik, wyraźnie zaskoczony pojawieniem się Ricka.
- Jeśli już, - mój menadżer mu przerwał - to te PANIE. I one są tutaj równie ważnymi gośćmi, co One Direction. Traktuj tak dalej zaproszone tu osoby, a możesz się pożegnać z napiwkiem... - Mruknął groźnie, a następnie skierował na nas swoje spojrzenie, które natychmiast złagodniało. - Chodźcie, dziewczyny. - Zaprosił nas gestem ręki do oddzielnego korytarza, który najwyraźniej prowadził do zupełnie innej, prywatnej sali. Drugi korytarz pewnie prowadził do tej ogólnodostępnej części.
Gdy minęliśmy ochroniarza, którego głównym posiłkiem w ciągu dnia pewnie były sterydy na zmianę z odżywkami, weszliśmy do naprawdę ogromnej sali. Przy ścianie przy wejściu były loże, a na przeciwko nich rozłożone stoły, na których  stały już zimne przystawki.  Na samym końcu wielkiej sali były tory, wypolerowane tak, że cały sufit idealnie się w nich odbijał.
- Kate, najlepsza wiadomość dla ciebie i Nialla. - Usłyszałam za sobą głos Ricka. - Nasza sala ma osobną kuchnię i kucharzy.
- Super! - ożywiłam się, a do głowy wpadł mi od razu nowy pomysł. - Schowam się w niej i zrobię Niallowi kanapkę. Ciekawe, czy pozna, że to moje dzieło.
- On tak uwielbia twoje żarcie, że na pewno. - Westchnęła Justyna, rozglądając się po sali.
- Kate! - usłyszałam krzyki Perrie i El, dochodzące z jakiegoś innego zakamarka sali. - Tutaj! - krzyknęły jeszcze raz, a ja obróciłam się w lewo, skąd dochodziły ich głosy. Stały na całkiem pokaźnej scenie w towarzystwie sprzętu do karaoke i kilku mikrofonów. - Zaśpiewamy coś razem?
- O nie... - Kate obok mnie głośno jęknęła. Wzięłam ją i Justynę pod rękę, która miała minę podobną jak brunetka, i pociągnęłam je w stronę Perrie i Eleanor. - Nie oczekujcie, że będę śpiewać.
- Ani ja! - od razu poparła ją Justyna. - Nie chcecie chyba, żeby wszyscy tu obecni ogłuchli?
- Dziewczyny, dajcie spokój! - Perrie zrobiła minę "kota ze Shreka". - Musimy być w piątkę. Zrobimy Second Direction!
- Boże... - Dziewczyna Liama ponownie jęknęła. Była wyraźnie przerażona tym pomysłem. - Okej. - Po chwili się zgodziła.
- Co?! - krzyknęła Justyna, która najwyraźniej straciła swojego jedynego sojusznika.
- Polecę z playbacku. Albo będę miała wyłączony mikrofon. - I już znamy powód jej kapitulacji.
- O, na taki deal to ja też mogę pójść.
- Naprawdę to jest jedyny warunek? - zapytałam je, a one zgodnie pokiwały głowami. - Okej.
- To co zaśpiewamy? - Eleanor wyglądała jakby się naćpała. Ta jej radość była aż nienaturalna.
- Jakbyście chciały, to mam wszystkie podkłady z nowej płyty Little Mix na telefonie... - Wzruszyła ramionami pani Malik, a mi się automatycznie rozświetliły oczy.
- Wiem! "Nothing Feels Like You"! - zaproponowałam, a po minach Perrie i El zauważyłam, że im ten pomysł też przypadł do gustu.
- To będzie świetne. - Perrie aż zatarła ręce. - Wszystkie dziewczyny chłopaków z One Direction będą dla nich śpiewać. Tylko teraz musimy się podzielić piosenką. Ja mam śpiewać swoje części? - spojrzała na mnie i El.
- No, możesz.
- Ja wezmę Jessy - powiedziała Tomlinsonowa. - Ty sobie lepiej poradzisz z Jade. - Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Okej, a co z Leigh? - zapytałam, tym razem ja.
- Ty weź zwrotkę, a ja przejście, i tym samym zaśpiewam je całe. - I w ten sposób skończyłyśmy stronę techniczną.
- Dziewczyny! - krzyknął Rick z jednej z lóż. - Już wyjechali z hotelu, będą tu za jakieś pięć minut!
Jednak nowojorskie korki mają jakieś zalety. Nie było ich jeszcze ponad dziesięć minut, dzięki czemu mogłyśmy dokładnie ustalić plan naszego show, które miało zwalić ich z nóg.
Dokładnie w ostatniej chwili złapałam swoją torbę i mikrofon i uciekłam do kuchni, w której pewnie dane będzie mi się chować przez co najmniej najbliższe pół godziny, zanim chłopaki wkroczyli do sali.
- Szefie, mogę zrobić burgera dla swojego mężczyzny? - zapytałam kucharza, który wyglądał jak prawdziwy król tej kuchni.
- Jasne, tam masz wolną kuchenkę i blat. - Wskazał mi oddalony kącik bez mrugnięcia okiem. - Na razie jeszcze nie ma burdelu, więc powiedz tej dziewczynie, - wskazał uśmiechniętą blondynkę, która obierała jakieś warzywa - co potrzebujesz.
- Dzięki wielkie - powiedziałam z wdzięcznością i udałam się do blondynki. - Cześć, jestem Kate.
- Wiem, kim jesteś. To znaczy... - Wyraźnie się zmieszała. - Ja jestem Natalie. W czym mogę ci pomóc?
- Potrzebuję jednego noża, deski do krojenia, patelni, piersi z kurczaka, bułki, pomidora, sałaty lodowej, majonezu, keczupu, soli, pieprzu, suszonego oregano, oliwy i mozzarelli.
- Zaraz wszystko ci przyniosę - powiedziała z uśmiechem i udała się w inną stronę kuchni, zostawiając mnie zdziwioną, że nigdzie tego wszystkiego nie musiała zapisać. Wow.
Poszłam na swoje "stanowisko" i po kilku minutach dzięki Natalie znalazły się na nim wszystkie potrzebne mi rzeczy.
Czas się wziąć do roboty.



- Mmmm.... - Głośno mruknąłem, pokazując radość moich kubków smakowych wszystkim dookoła. Będę musiał powiedzieć kelnerce, żeby podziękowała kucharzowi. - Ten burger jest zdecydowanie wart tego, żeby tu z wami przyjść.
- A widzisz, mówiłem, że warto! - poklepał mnie Liam siedzący obok mnie, prawie powodując, że się zakrztusiłem tą pysznością.
- Smakuje dokładnie tak jak ten, który zawsze robi mi Kate. - Westchnąłem z tęsknotą, patrząc na bułkę. Naprawdę smakuje identycznie. No, może poza drobnymi szczegółami, takimi jak rodzaj majonezu czy keczupu.
- Z tej tęsknoty za nią już ci kompletnie odbija... - Zaśmiał się Harry. Pewnie miał rację. Gdy jestem bez Kate, nie czuję się sobą. Już nie chodzę z nimi na imprezy, po prostu wracam do hotelu i idę spać. Nie mam ochoty już się bez niej bawić. W ciągu całego dnia czekam jedynie na moment, kiedy będę mógł z nią porozmawiać...
Ta kanapka wcale nie poprawia sytuacji, jeśli już, to tylko chwilowo. Przypomniała mi tylko, jak cudownie było jeść to, co gotowała mi Kate. Nawet najprostsze rzeczy wychodzące spod jej rąk smakowały mi bardziej niż zrobione przez kogoś innego. Bo z miłością.
- Szybki jesteś. - Perrie otworzyła zdziwiona oczy, gdy mój talerz już świecił pustkami.
- Mówisz tak, jakbyś mnie nie znała. - Uśmiechnąłem się do niej, starając się nie psuć atmosfery. Tylko dlaczego wszyscy byli ze swoimi dziewczynami, tylko moja teraz śpi beze mnie w naszym łóżku w Londynie?
- Dobra, dziewczyny, czas rozruszać to towarzystwo. - Calder wstała od stołu, a jej śladem podążyły Perrie, Justine i Kate. Spojrzałem pytająco na chłopaków, ale żaden z nich nie wiedział, o co chodzi w równym stopniu, co ja. - A wy też wstawać!
- Właśnie, tam jest scena i macie się zachowywać jak napalone fanki na waszych koncertach. - Zaczęła się śmiać Perrie, ciągnąc za sobą trzy dziewczyny. Justine i Kate lekko się opierały, ale może tylko mi się wydawało.
Razem z Liamem, Louisem, Harrym, Zaynem i większością towarzyszącej nam ekipy, ruszyliśmy pod scenę. Nie minęło nawet trzydzieści sekund, zanim nie zaczęły lecieć pierwsze dźwięki piosenki, która wydawała mi się dziwnie znajoma.
- Śpiewają piosenkę Little Mix, super! - ucieszył się stojący obok mnie Zayn. Mistery solved.
Pierwsze kilka wersów zaśpiewała delikatnie Eleanor, nie odrywając wzroku od Louisa, który wyglądał teraz na jeszcze bardziej zakochanego, niż zazwyczaj.
- But all that's a fantasy, nothing like I wanna be. Baby you and me it's real. - Usłyszałem w głośnikach głos Kate. Mojej Kate, nie Liama. Tej Kate, która przecież jest w Londynie. Przez głośniki brzmiała tak, jakby była gdzieś tutaj, z nami, ale po milisekundzie ekstremalnego szczęścia doszła do mnie smutna prawda - teleportacji jeszcze nikt nie wymyślił, a kilka godzin temu Kate była jeszcze w Londynie. - Something like a masterpiece, we'll be up in galleries. You and I, that's real. - Solówka Kate się skończyła, ale nadal mogłem wychwycić jej głos w refrenie między głosami Pers i Eleanor. Wystarczyło zamknąć oczy, aby wyobrazić sobie, że ona tu naprawdę jest.
Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy dzięki mojej wyobraźni jej głos z każdą sekundą przestawał brzmieć słabymi głośnikami, tylko coraz bardziej realistycznie. Co najmniej jakby stała tuż za mną. I w dodatku ktoś tu ma jej perfumy... Boże, tego było mi trzeba. Przynajmniej tego złudzenia jej obecności. Od razu mi jakoś lżej.
Jednak ktoś nagle objął mnie od tyłu i pocałował w policzek, co od razu wyciągnęło mnie z mojej niewinnej fantazji.
 Już miałem się rzucać, bić, krzyczeć, gdy po obrocie o sto osiemdziesiąt stopni zobaczyłem...
- Kate? - powiedziałem ledwo słyszalnie przez głośną muzykę.
 - Baby even when we're miles apart, you'll always stay inside my heart... - Kontynuowała śpiewanie, delikatnie głaszcząc mnie po policzku.
Gdy doszło do mnie, że ona tu naprawdę jest, że to nie żadne halucynacje, szybko ją do siebie przyciągnąłem i zachłannie pocałowałem, wkładając w to całą swoją tęsknotę, która zbierała się przez kilka tygodni.
- Boże, nie całujcie się do mikrofonu! - jęknął zdegustowany Liam. Kate się ode mnie oderwała ze śmiechem, przez co miałem ochotę przywalić Payne'owi. On już, cholera, miał okazję nacieszyć się swoją dziewczyną, teraz moja kolej!
Kate pobiegła na scenę, zanim zdążyłem ją ponownie złapać w swoje objęcia, i zaczęła szaleć na scenie razem z pozostałą czwórką.
Wyglądała tak pięknie. Ta sukienka zdecydowanie jest zbędna. Już się nie mogę doczekać, aż z niej ją zerwę w hotelu.
Piosenka dłużyła się w nieskończoność, ale w końcu dźwięki muzyki ucichły, a Kate zeszła ze sceny i stanęła tuż przede mną, prawie stykając się swoją twarzą z moją.
- Cześć, Niall. - Szepnęła z szerokim uśmiechem. - Niespodzianka.
- Byłaś tu cały czas? - zapytałem, nie mogąc oderwać oczu od jej niebieskich tęczówek, które ostatnio śniły mi się po nocach.
- Tu nie, w kuchni. - Uśmiechnęła się szeroko, łapiąc mnie za rękę i mocno wiążąc swoje palce z moimi.
- Wiedziałem, że ten burger smakował za bardzo jak twój, żeby ktoś inny go zrobił... - Zaśmiałem się i od razu przytuliłem ją do siebie, nie mogąc do końca uwierzyć, że ona tu jest. - Ale mnie wkręciłaś - westchnąłem, wdychając zapach jej szamponu wymieszanego z perfumami, co w efekcie dawało moją ulubioną mieszankę dwóch zapachów. Jej zapach.
- Czyli niespodzianka się udała? - odchyliła się lekko i spojrzała na mnie roześmianymi oczami.
- Nawet bardzo.  - Przyznałem. - To rozumiem, że jak ostatnio rozmawialiśmy, to nie byłaś w drodze do domu w Londynie?
- Nie, byłam w drodze na spotkanie z Simonem i jakimiś ważniakami z Columbia Records w Los Angeles. - Odpowiedziała, z trudem powstrzymując śmiech. Boże, jak ją niesamowicie cieszy to, że udało się jej mnie wkręcić! Co za mały troll.
- Los Angeles? - zdziwiłem się. - To ile razy zmieniłaś strefy czasowe w ciągu ostatniej doby?
- Nooo...  -Zastanowiła się przez chwilę, robiąc śmieszną, "myślącą" minę. - Z Londynu do LA to raz, no i potem tutaj. To dwa razy, nie jest tak źle.
- A jak jet lag?
- Jestem na nogach od prawie trzydziestu godzin, ale chwilę się przespałam w samolocie jak tu lecieliśmy. Nie jest najgorzej.
- Ach, a już myślałem, że na nogach trzyma cię miłość do mnie! - sztucznie zapłakałem i oparłem czoło o jej ramię. Dziewczyna zaczęła mnie od razu głaskać po głowie i mówić do mnie głosem jak do dziecka.
- Pewnie, że miłość do ciebie też mnie trzyma na nogach, Misiu.
- Teraz już za późno. - Odsunąłem się na krok, ale nie puściłem jej dłoni.
- I co, teraz niby oczekujesz jakichś specjalnych przeprosin..? - mruknęła, ponownie do mnie się zbliżając tak, że czułem jej oddech na swoich ustach. - Poczekaj chociaż, aż wrócimy do hotelu...
- Hej! - chłopacy zaczęli na nas krzyczeć z naszej loży.
- Możecie z tym zaczekać? - krzyknął Liam. - Nie każdy ma ochotę oglądać wasze wielkie powitanie!
- Kate, wychodzimy! - krzyknąłem, śmiejąc się, a blondynka od razu mi zawtórowała.
- Kurde, i nie będę mogła znowu skopać ci tyłka w kręglach. - Skrzywiła się.
- To był tylko wypadek przy pracy, ile razy mam ci to powtarzać? - Wywróciłem oczami. Raz jej się udało i teraz będzie wypominać mi to do końca życia! - Masz tu jakieś swoje rzeczy?
- Idąc do ciebie z kuchni rzuciłam torebkę na lożę...
- To idziemy do loży, łapiemy taksówkę i jedziemy do hotelu. - Pociągnąłem ją w stronę miejsca, gdzie siedzieli wszyscy nasi przyjaciele.
- Niall się boi, że znowu go pokonam w kręgle i zabiera mnie do hotelu. - Kate zrobiła smutną minę, sięgając po swoją torebkę.
- Jakoś nie wyglądasz na zrozpaczoną... - Zaśmiał się Louis, przytulając do siebie El.
- To tylko dobra mina do złej gry.
- Jasne. Bo nikt z nas nie wie, co wy tam będziecie wyprawiać. - Wywróciła oczami Justyna, popijając piwo.
- Nie wiem, o czym mówicie. - Kate zrobiła zaskoczoną minę, gdy już ciągnąłem ją do wyjścia.
- Do zobaczenia jutro rano! - krzyknąłem do wszystkich, opuszczając salę z Kate.
- Niall, spokojnie, nie musimy biec! - zaśmiała się, dorównując mi krokiem.
- Chcę mieć cię w końcu tylko dla siebie, z dala od tych wszystkich ciekawskich oczu. - Wyszedłem z kręgielni i podszedłem do krawężnika, machając na przejeżdżające żółte taksówki.
- A myślałam, że to ja jestem w tym związku zboczeńcem... - Zaśmiała się, stając za moimi plecami.
- Bo jesteś, tylko lepiej się z tym kryjesz przy ludziach ode mnie.
- Cóż... Nie mogę zaprzeczyć. - Wypięła dumnie pierś, co wcale mi nie pomogło w tej sytuacji. Dobrze, że hotel jest blisko. Pięć minut taksówką i będziemy na miejscu...
Na szczęście Bóg wysłuchał moich cichych modlitw i przede mną w końcu zatrzymała się taksówka.
- Wsiadamy! - otworzyłem drzwi i puściłem Kate przodem.
- Gdzie jedziemy? - zapytał taksówkarz, zerkając na nas przez lusterko.
- Hotel Plaza - odpowiedziałem i oparłem się wygodnie o fotel.
- Plaza? - zdziwiła się Kate, patrząc na mnie zaskoczona. Najwyraźniej jeszcze nie wiedziała, gdzie będziemy mieszkać w Nowym Jorku.
- A co, myślałaś, że będziemy mieszkać w jakimś hostelu na Bronksie? - zaśmiałem się.
- No niby nie... Ale jeszcze nigdy nie spałam w takim luksusowym miejscu - powiedziała, kładąc dłoń na moim lewym udzie. Spojrzałem na nią zaskoczony, ale Kate miała wzrok odwrócony w drugą stronę. - Chociaż kto tu mówi o spaniu. - Dodała szeptem, podziwiając przez okno mijane ulice.
Jej ręka zachowywała się, jakby była odłączona od ciała Kate, która zdecydowanie nie wyglądała teraz tak, jakby poświęcała mi choć odrobinę swojej uwagi. Długie palce głaskały przez spodnie moją skórę, co kilka sekund, co kilka okrążeń, przesuwając się lekko w górę. Poczułem, jak robi mi się gorąco w miejscach, które stykały się z dłonią mojej dziewczyny. Boże, jak ona na mnie działa!
Zaczęła lekko masować moje udo, a jej ręka wspinała się coraz wyżej, sprawiając, że powoli traciłem zdolność myślenia.
- Osiem dolarów! - usłyszeliśmy głos mężczyzny, a ja dopiero wtedy oprzytomniałem i otworzyłem oczy, które, nie wiem kiedy, zamknąłem.
Gdy już zapłaciłem za przejazd, cały czas pozostając jedną nogą w świecie fantazji, zorientowałem się, że Kate czeka już z triumfalnym uśmiechem na zewnątrz przy moich drzwiach.
- Masz, zasłoń się tym. - Podała mi swoją torebkę. - Chyba że chcesz, żeby jutro internet obiegły twoje jednoznaczne zdjęcia... - Uśmiechnęła się, w ten niegrzeczny sposób i złapała mnie za wolną rękę.
- Idziemy. Prosto. Do. Windy. - Jęknąłem, czując, jak opięte spodnie zaczynają się bardzo nieprzyjemnie o mnie ocierać. Akurat przed hotelem, przed którym stoją paparazzi.
-  Niall! Kate! - słyszałem z każdej strony. - Kate! Długo będziesz z chłopakami w trasie? - pociągnąłem dziewczynę za rękę do środka hotelu, unikając aparatów i zasłaniając swoje strategiczne miejsce torebką dziewczyny. Jeszcze by tego brakowało, żebym teraz udzielał wywiadów.
- Cóż za wspaniała mina pokerzysty, Kochanie - powiedziała z podziwem Kate, gdy wchodziliśmy do windy.
- Poczekaj tylko, aż wejdziemy do pokoju... - Mruknąłem, starając się nie myśleć o tym, co się zaraz stanie, albo moje ulubione spodnie będą do wyrzucenia.
Nikt chyba tak mocno nie wciskał guzika z jedną liczbą w tej windzie jak ja. Jeszcze... Tylko... Chwila...
Jednak los lubi płatać mi figle. Gdy drzwi windy już się prawie zamknęły, jakiś natręt włożył między je rękę, zatrzymując windę na parterze. Cholera jasna!
- Mało co i byśmy nie zdążyli. - Do naszej dwójki dołączyła starsza para, stając przed nami z walizkami i wciskając guzik z numerem piętra. - Dzień dobry.
- Dzień dobry. - Odpowiedziałem równocześnie z Kate, zmuszając się do uśmiechu. Dziewczyna zmieniła miejsce na tuż przede mną, aby zmieścić bagaże naszych towarzyszy. Stanęła tak blisko, że cały jej tył przylegał do mojego ciała. A przynajmniej ta część tyłu, którą lubię najbardziej.
Czy ona to robi specjalnie?! Głupie pytanie, pewnie, że tak.
Złączyła swoje dłonie na plecach, aby po chwili zacząć głaskać po mnie brzuchu przez cienką koszulę. Z każdym piętrem jej dłoń była coraz niżej, aż w końcu znalazła na moim rozporku, co wcale nie oznaczało, że jej ręka stanie w miejscu. Wręcz przeciwnie, zaczęła jeździć po wypukłości na spodniach w górę i dół, powoli, bawiąc się tą sytuacją.
- O, chyba rozwiązałam buta - powiedziała cicho i, przerywając ten masaż, schyliła się do butów, jednak ani na chwilę nie uginając nóg chociaż na centymetr. Jej pośladki ocierały się o mnie przy choćby najmniejszym ruchu Kate, sprawiając, że zaczynało brakować mi oddechu.
- Nasze piętro, Kate - powiedziałem niskim, szorstkim głosem, gdy winda się w końcu zatrzymała na naszym piętrze. Nie myślałem o tym, co mogą ci starsi państwo zobaczyć i, szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie to nawet w najmniejszym stopniu.
Pociągnąłem dziewczynę za rękę i szybko ruszyłem korytarzem w stronę naszego apartamentu, wyciągając wolną ręką kartę z kieszeni.
- To się teraz doigrałaś - powiedziałem, otwierając drzwi i przepuszczając dziewczynę przodem.
Nie pozwalając jej nawet zdjąć butów, przycisnąłem ją do ściany. Zamknąłem jej ręce w swoich palcach i uniosłem je nad jej głowę.
- Tęskniłem - powiedziałem, zastanawiając się jak rozpiąć ten zamek z przodu sukienki bez użycia rąk. Zębami? Hmmm. To zdecydowanie kusząca opcja.
- Ja też, Niall. Dlatego tu jestem - odpowiedziała, patrząc na zmianę to na moje usta, to w oczy. Gdy przygryzła dolną wargę, nie mogłem już dłużej czekać.
Zrobiłem jeden krok, stykając się swoim ciałem z Kate i uniosłem po ścianie jej ręce jeszcze wyżej o kilka centymetrów. W końcu, bez żadnych gapiów, złączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku, pełnym tęsknoty i tego niesamowitego uczucia, które nas łączyło. Nasze języki z łatwością się odnalazły, zaczynając wspólną zabawę, zagubiając się w swoim własnym tańcu.
Puściłem jedną rękę dziewczyny,  a ta od razu objęła mnie za szyję, przyciągając mnie bliżej siebie. Podwinąłem wolną, lewą ręką sukienkę dziewczyny i położyłem dłoń na jej pośladku i przycisnąłem jej biodra do swoich. Nie mogłem się oprzeć i wolnym ruchem ręki przeniosłem ją na udo Kate i je uniosłem, kładąc sobie jej nogę na swoje biodro.
Gdy uwolniłem drugą rękę blondynki, ta mnie objęła już dwoma rękoma za szyję i do jednej jej nogi na moim biodrze doszła druga, Kate wskoczyła na mnie, a ja utrzymywałem ją w górze, trzymając ją za tyłek.
Przez tę zmianę pozycji, przed swoją twarzą nie miałem już jej cudownych oczu, lecz dekolt i piersi, na których cudowność również nie mogłem narzekać. Wystarczyło, żebym przejechał jedynie nosem przez długość jej dekoltu, od obojczyka do obojczyka, aby na skórze Kate pojawiła się gęsia skórka, a ona zaczęła ciężej oddychać. 

Czas się przenieść.

Z Kate na sobie, zacząłem iść do najważniejszej aktualnie części naszego apartamentu - sypialni. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności rozpięcia zamka od sukienki pod drodze do łóżka, przy pomocy zębów.
- Och, Kate... - Jęknąłem, gdy zobaczyłem, że ma na sobie stanik, który zdecydowanie był moim ulubionym i ona o tym wiedziała. - Zawsze wiesz, jak mi sprawić przyjemność. - Położyłem ją na łóżko, zdjąłem jej sandały i sam pozbyłem się adidasów i skarpetek. Usadowiłem się na niej, wpasowując między nogi. Rozpiąłem jej sukienkę do końca i moje podejrzenia co do drugiej części jej bielizny okazały się słuszne, miała również do kompletu te piękne koronkowe i bardzo skąpe bokserki. Wyciągnąłem sukienkę spod jej pleców i wspiąłem się na niej, ponownie sięgając do jej usta swoimi, z każdą chwilą coraz bardziej jej pragnąc. Moje dłonie pożądliwie witały się z jej ciałem, dotykając każdy jego zakamarek.
Kate najwyraźniej nie chciała zostawić mnie w tyle, przez co z jej pomocą już po chwili moja biała koszulka wylądowała gdzieś na podłodze w okolicy jej sukienki. Jej delikatne palce zaczęły jeździć po moich plecach i szyi, pieszcząc każdy ich fragment.
Po chwili wsunąłem ręce pod jej plecy, zaczynając zabawę z zamknięciem stanika, który jednak tym razem nie stawiał już takiego oporu, jak na początku. Trening czyni mistrza. Złapałem za ramiączka i uwolniłem piersi dziewczyny z tego materiału, który był nam już całkowicie zbędny.
Gdy zacząłem czule całować jej szyję, tworząc na niej językiem najróżniejsze wzory, Kate przeniosła swoje obie dłonie na zamek od moich spodni, które w efekcie szybko i zręcznie pozbawiły mnie spodni, pozostawiając mnie tylko w bokserkach.
- Nawet nie wiesz, jak seksownie teraz wyglądasz. - Oderwałem się na chwilę od szyi dziewczyny, aby oblecieć wzrokiem jej niemal nagie ciało, zarumienione policzki, rozszerzone z podniecenia źrenice. - Taką mam ciebie ochotę... - Szepnąłem, pochylając się nad jej piersiami. Zacząłem całować jej prawą pierś, lekko zasysając sutek, przez co stał się jeszcze twardszy niż był wcześniej. Prawą dłonią zacząłem głaskać wewnętrzną stronę jej ud. Kate, czując, co się zbliża, wypięła lekko biodra do góry, dając mi zielone światło. - Spokojnie, Kate... - Powiedziałem. - Jeszcze chwila. - Mmm, jak ja uwielbiam jej piersi. Są idealne. Nie za duże, nie za małe. Po prostu idealne. 
Nie przerywając pieszczenia jej obu piersi, moja prawa dłoń dotknęła w końcu czarnej koronki, która była już podniecająco wilgotna. Taaaak, to wszystko dla mnie... Osunąłem delikatny materiał w dół i za pomocą kilku ruchów nóg Kate, dziewczyna była już kompletnie naga. Moja dziewczyna. Cała moja.
­­- Niall, proszę... - Jęknęła Kate z półotwartymi oczami.
- Prosisz? A kto jeszcze przed chwilą był taki cwany i bawił się moją wytrzymałością? - uśmiechnąłem się triumfalnie, czując swoją przewagę nad dziewczyną, która już coraz mocniej poruszała biodrami w poszukiwaniu mojego ciała.
- Przepraszam... Proszę... - Szeptała, patrząc na mnie z pożądaniem.
- A będziesz już grzeczną dziewczynką? - zapytałem, a Kate od razu pokiwała energicznie głową. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, bo doskonale wiedziałem, że kłamie. Może nie całkiem świadomie, ale kłamie. Ona i "grzeczna dziewczynka" to antonimy.
Jednym ruchem pozbyłem się bokserek, czując ulgę, gdy już nic boleśnie mnie nie ograniczało. Powróciłem na miejsce pomiędzy nogami dziewczyny i kładąc się na nią, powoli w nią wszedłem, zamykając z rozkoszy oczy. Z ust Kate dobiegł mnie cichy jęk.
Szybko odnaleźliśmy swoje dłonie, które od razu razem spletliśmy, poruszając się tym samym rytmem, który szybko wspólnie odnaleźliśmy. Jej oddech stał się coraz bardziej urywany, coraz głośniejszy, tak samo jak mój. Odnalazłem jej usta i złożyłem na nich delikatny pocałunek.
Spojrzałem jej w oczy, wykonując biodrami głębokie ruchy. Uwielbiałem patrzeć w te niebieskie tęczówki, gdy się kochaliśmy. Nadawało to takiej wyjątkowej intymności, jeszcze bardziej nas to ze sobą wiązało.
- Tak bardzo cię kocham, Niall - szepnęła, przeczesując moje włosy.
Może to te słowa, a może tęsknota, ale po jeszcze kilku ruchach, poczułem jak zbliżam się do wspaniałego orgazmu. Gdy mięśnie Kate zaczęły się wokół mnie zaciskać, czemu towarzyszył jej cichy jęk, nie mogłem się już dłużej powstrzymać i po chwili opadłem na nią, oddychając ciężko jeszcze przez kilka minut.
- To co, wspólny prysznic? - zapytała Kate, gdy już ochłonęliśmy. Leżałem wtulony w jej nagie piersi, a dziewczyna delikatnie głaskała mnie plecach. Nikt nie robi tego tak dobrze jak ona. Nikt.
- Jasne, Kochanie. - Zgodziłem się, tylko mocniej wtulając w dziewczynę, czym wywołałem u niej śmiech. I przy okazji sprawiając, że moja głowa zaczęła się mocno trząść na jej śmiejącym się ciele. - Nie ruszaj się tak, wszystko psujesz.
- Bo ja taka psuja jestem. - Cmoknęła mnie w czoło i wyczołgała się spode mnie. Obróciłem się za nią, gdy szła zupełnie naga do łazienki, nie mogąc oderwać od niej wzroku.  Ale ze mnie szczęściarz.



Uwielbiałam wspólne prysznice z Niallem. Takie zwykłe prysznice, nie te wyjęte z życia Anastazji Steel i Christiana Grey'a. Takie zwyczajne. Uwielbiałam stać z nim pod strumieniem ciepłej wody, czy delikatnie namydlać nasze ciała. To jest po prostu coś wspaniałego. Naszego.
- Mam coś dla ciebie - powiedział Niall, sięgając po swój plecak, gdy wyszliśmy z łazienki owinięci w hotelowe szlafroki. Po kilku sekundach wyjął z niego małe pudełeczko owinięte wstążką. - Chciałem, żebyś miała coś, co będzie ci przypomniało o tym, jak bardzo cię kocham, gdy akurat nie będzie mnie w pobliżu. - Podał mi pudełko, a ja zaciekawiona je otworzyłam.
- Słuchawki i breloczek? - zdziwiłam się. Jasne, breloczek był śliczny. Srebrny z małymi, białymi kryształkami. Ale co to miało oznaczać?
- Breloczek, jak to nazwałaś, ma wejście na słuchawki. Włóż je tam, załóż słuchawki i gdzieś tam jest taki ukryty przycisk. - Niall wskazał na jedną z części srebrnej ozdoby, a ja wykonałam jego polecenia. Po wciśnięciu tego przycisku, który był rzeczywiście niewidoczny na pierwszy rzut oka, w słuchawkach rozbrzmiał cichy szum.
- Nagrywa się? - usłyszałam głos Nialla. Spojrzałam na niego zdziwiona, a on tylko uśmiechnął się nieśmiało. - Ty. Twój uśmiech. Twoje oczy. Twój wredny charakter, który masz po swojej mamie, a ona po swojej mamie. To, jak wyglądasz, gdy mnie słuchasz. I, gdy próbujesz mnie ignorować. To, jak śmiejesz się z naprawdę słabych żartów. - Poczułam, jak łzy zaczynając wypełniać moje oczy. Szybko przytuliłam się do chłopaka, tak naprawdę rzucając się do niego. Objął mnie, a ja wpasowałam głowę między jego ramię a szyję, słuchając dalszej części nagrania. - To, jak się chowasz przed całym światem, gdy jesteś smutna. To, jak wyglądasz, zanim mnie całujesz. I, kiedy mówisz kocham cię. Masz swoje surowe zasady, ale tylko po to, żeby je łamać. Znam cię już tak długo, a zarazem krótko, ale cały czas znajdujesz sposób, żeby mnie zaskoczyć. W twoim świecie porządek i chaos nie wykluczają się nawzajem. - Zrobił krótką pauzę, a ja się zorientowałam, że moje policzki są już kompletnie mokre. - I za to wszystko - kocham cię. Mocniej niż kiedykolwiek, kogokolwiek, już na zawsze. Kocham cię. - Nagranie zakończyło się charakterystycznym kliknięciem.
- Niall... To było... - Spojrzałam na niego, ocierając policzki.
- Ciii... Nie musisz nic mówić. - Ujął moją dłoń i pocałował czule jej wnętrze. - Tylko obiecuj mi jedno. Że już zawsze będziemy razem. Nie mogę znieść myśli, że w moim życiu mogłoby ciebie zabraknąć.

- Obiecuję.







11.05.2013-04.04.2014r.
1 opowiadanie
27 rozdziałów
255 stron
154 616 słów


Mogłabym tu napisać wiele rzeczy, ale napiszę jedno słowo, które zawiera w sobie wszystko, co chciałabym powiedzieć:


Dziękuję 





39 komentarzy:

  1. Szkoda że się skończyło ;(
    Jak zwykle przechodzisz samą siebie w pisaniu życzę ci kolejnych świetnych opowiadań jak to. Naprawdę masz talent .
    Dziękuje za twoją twórczość przynajmniej nie nudziło mi się przed komputerem ; D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy ;) Tylko Moda Na Sukces trwa wiecznie! Cóż, przynajmniej mam nadzieję, że było dobre...
      Dziękuję za Twoje miłe słowa, od razu mi cieplej na sercu :)
      I cieszę się, że mogłam urozmaicić Twój wolny czas ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  2. Nie wierzę, że to już koniec! Będzie mi tak smutno bez tego opowiania. Zastanawiałam się właśnie, kiedy dodasz nowy rozdział, a tu niespodzianka już jest. Chodź sama już nie wiem czy to dobrze czy źle...
    Kate i Niall, Niall i Kate. Sama nie wiem co napisać. Rozdział jest cudowny! Idealne zakońzcenie opowiadania. Wreszcie ta dwójka jest szczęśliwa! A niespodzianka Kate była genialna. Chodź przyznam, że jakoś od początku jak zaczęłam czytać ten "wpis na bloga", zaczęłam też coś takiego podejrzewać.
    Popłakałam się już na tej końcówce. To wszystko było i jest takie cudowne.
    Dobra, zdecydowanie muszę przyznać, że nie mam pojęcia co więcej napisać.
    Dziękuję za to opowiadanie! Nie mam pojęcia jak je znalazłam, ale tak bardzo się z tego powodu cieszę. Na pewno jest i pozostanie w moich ukochany opowiadaniach. ^^
    A możemy się spodziewać publikacji czegoś nowego w przyszłości? :)
    Dziękuję.
    Całuję.
    Patricia. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nie wierzysz?! :P Przecież ostrzegałam! :P
      Cieszę się, że takie zakończenie przypadło Ci do gustu :) Długo nad nim myślałam, szczerze mówiąc...
      Ty dziękujesz mi, a ja dziękuję Tobie, że byłaś tu ze mną tak długo i zawsze znajdowałaś czas, żeby coś napisać.
      Oczywiście, że możecie. Jeszcze tylko nie wiem, z której strony to ugryźć, żeby było dobrze :P

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    2. Ostrzeżenia ostrzeżeniami, ale to i tak jest smutne. Przywiązałam się do tego opowiadania! Jak tylko wpisywałam "m" w pasku, odrazu mi się Twój blog wyświetlał jako propozycja.
      Jak już będzie coś nowego, to możesz mieć pewność, że znów będę to czytać. Obym tylko czas miała. ^^

      Usuń
  3. KONIEC?!
    O NIEEEE
    DLACZEGO MNIE TO SPOTYKA
    DLACZEGO TO WSPANIAŁE OPOWIADANIE SIĘ KOŃCZY!?

    Muszę ci podziękować z całeeeego serduszka! Bardzo bardzo bardzo się cieszę, że trafiłam na twoje opowiadanie. Bo jest cudowne. Tyle co się w trakcie tej historii śmiałam, to nie uwierzysz. Myślę, że kiedyś do niej wrócę, przeczytam sobie wszystko raz jeszcze, by raz jeszcze śmiać się ze wszystkich żartów, które nam zaserwowałaś. I płakać na tych smutnych momentach. Ja po prostu ubóstwiam to opowiadanie. Nie wiem co mam napisać. Przykro mi, że się skończyło, naprawdę mi przykro. I jeszcze bardziej mi przykro, że nie byłam z nim od początku, tylko bardzo krótko. Ale to nie zmienia mojego nastawienia, że je kocham. I mam nadzieję, że kiedyś wrócisz do nas z jakąś historią, a wtedy ja jakoś ją znajdę, bo twój styl pisania jest świetny. Nie chcę się powtarzać, brakuje już mi synonimów, po prostu... DZIĘKUJĘ ♥ Naprawdę. Dziekuję. I mam nadzieję do zobaczenia.

    Chlip, idę się wypłakać w poduszkę, że to koniec i że teraz nie będę miała do czytania historii autorstwa Kasi. Chlip.

    @Malgosiaa_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, trochę ochłonęłam i zaczęłam się zastanawiać: czy Niall wie, że dostał od Kasi wątrobę? Bo mnie się wydaje że jednak nie wie i żyje w błogiej nieświadomości ;x Nie wiem czy odpowiesz na to pytanie, ale tak ję zadaję...
      A poza tym, jak sobie wyobraziłam naćpaną Eleanor... HAHAHAHA. Od razu się humor poprawia, mimo, że to już koniec.
      Dobra, tyle, bo się znowu rozkleję, może coś dopiszę jeszcze jak mi coś do głowy przyjdzie.

      Usuń
    2. Najpierw odpowiem na Twoje pytanie: tak, Niall wie o tym, że Kasia oddała mu fragment swojego narządu. To było w w 26 rozdziale, na samym końcu. Coś w stylu "mam teraz w sobie twoje DNA" - Niall zobaczył na brzuchu Kate bliznę, taką samą, jaką on ma. I jeszcze mówił, że ma taką samą maść. Każdy by się na takich wskazówkach domyślił, nawet Niall ;)
      Naprawdę nie wiesz, jaką radość mi sprawiasz swoimi słowami. Ogromnie się cieszę, że udało mi się Ciebie rozbawić swoimi słowami - lub też wzruszyć. To dla mnie największa nagroda z możliwych.
      Dziękuję :)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    3. Naprawdę, twoje opowiadanie sprawiło mi tyle radości! Nadrabiałam opowiadanie przez kilka dni i codziennie w szkole siedziałam jak na szpilkach z myślą "ciekawe co się dalej dzieje u Kate, Nialla, Liama..." itp. Ta ciekawość mnie zżerała od środka, a kiedy w końcu czytałam, to wybuchałam śmiechem na te żarty ^^ Kocham je <3
      Mam nadzieję cię kiedyś jeszcze ee przeczytać :D

      Usuń
  4. Zdecydowanie dzisiaj nie jest dla mnie dobry dzień do czytania wzruszających rzeczy!
    Jeeeej! Zakończenie było takie idealne! No po prostu czułam jak się rozpłyyyyyywam! Cudowne!

    Cały rozdział był świetny! Wiemy, że Kasia nagrywa płytę, że wszyscy są razem, że się przyjaźnią, że mają się dobrze. Było śmiesznie, dynamicznie, romantycznie. Idealnie. Wszystko w perfekcyjnych dawkach na zaserwowałaś!

    Jaka szkoda, że trafiłam tutaj dopiero na sam koniec, ale... Wspaniałe jest to, że w ogóle w końcu tutaj trafiłam!

    Dziękuję bardzo!
    To pierwsze opowiadanie na które trafiłam, w którym Niall jako główna postać jest tak dobrze napisany!

    Jesteś rewelacyjna Kobieto! :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszających? Co tu jest wzruszającego? Ten rozdział miał być wesoły, a nie wzruszający. Kurde :P
      Och, zaraz się rozpłynę przez te Twoje komplementy. Co za dużo, to nie zdrowo! Szczególnie w tej dziedzinie ;)
      Przysłowie "lepiej późno, niż wcale", skądś się w końcu wzięło... ;)
      Cieszę się, że moje opowiadanie aż tak Ci się spodobało! Dziękuję :)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  5. Świetny:)
    Szkoda, że to już koniec tego opowiadania:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Cóż, wszystko "comes to an end", jak to śpiewała Nelly Furtado ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  6. Ja również mogłabym napisać wiele rzeczy, lecz tego nie zrobię. Mam do ciebie tylko jedno, wiele mówiące i zupełnie szczere słowo - DZIĘKUJĘ.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć Kaś :)

    Zupełnie nie wiem jak się za to zabrać... Nie lubię pisać ostatnich komentarzy, bo są takie... takie ostateczne (if you know what I mean). Chodzi mi z grubsza o to, że to co się tu pojawi jest podsumowaniem tego wszystkiego co myślę o Twoim opowiadaniu. Będzie ten komentarz i tyle. Już nigdy nic więcej.

    Dlatego czuję, że powinnam wypisać ze słownika wszystkie pozytywne określenia i emocje, bo właśnie tym było dla mnie Twoje opowiadanie. Jednym wielkim, szczęśliwym uśmiechem. Nawet jeżeli akurat w danym momencie nie działo się w Twojej historii najlepiej, to gdzieś tam w podświadomości miało się nadzieję, że wszystko się ułoży. Dziękuję Ci za sceny, które sprawiały, że ze śmiechu omal nie oplułam laptopa i to mógł być jego koniec (na szczęście nie był, bo nie miałabym jak czytać, a poza tym nie stać mnie na nowego ;p). Dziękuję również za wszystkie wzruszenia, trafne przemyślenia i za ten cudowny ostatni rozdział.

    Nie jestem pewna jak nazwać to niezwykłe coś, które widzę w niektórych opowiadaniach, ale mogę Cię zapewnić, że w Twoim to było, a zakończenie tego bloga utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Było idealnie: wzruszająco i zabawnie jednocześnie. I co z tego, że to tylko fikcja, i tak kocham Twoich bohaterów jak najlepszych przyjaciół i będę za nimi bardzo, bardzo, bardzo tęsknić. I mam szczerą nadzieję, że w tym alternatywnym świecie Kate i Niall będą razem na dobre i na złe już do końca.

    Wiem, że mówiłaś, że nie będziesz nowego cuda publikowała przez jakiś tam dłuższy czas, ale mam nadzieję, że zmienisz zdanie (nie wcale nie będę Cię o to męczyć ani błagać ;p) albo że chociaż będziesz publikowała jakieś shoty (robi maślane oczka, bo już nie może się doczekać), bo mogę Cię zapewnić, że już teraz tęsknię za Twoją pisaniną. Aż strach pomyśleć co będzie za jakiś czas...

    Życzę Ci wielu wspaniałych pomysłów, czasu na pisanie i publikowanie oraz fantastycznych, pozytywnych i wyrozumiałych czytelników (myself included ;p).

    Dziękuję Ci za cudowną podróż i przygodę jaką było 'My guilty pleasure' ♥‎

    Po raz ostatni tu:
    Lots of love ♥‎
    Xx.

    P.S. Sprawdzałam ten komentarz cztery razy i jestem niemal pewna, że wreszcie nie ma w nim żadnych błędów ;) W razie gdyby coś się trafiło, to przepraszam, ale coś mi dzisiaj nie idzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy, że to zemsta za zakończenie Twojego aniołka ;)
      Jeeeeej, jak mi słodzisz :O Aż tak mi się to udało? Nie spodziewałam się. Fakt, że sama pisząc niektóre fragmenty, płakałam ze śmiechu, ale nie sądziłam, że aż tyle osób zrozumie moje popieprzone poczucie humoru! :P
      "Coś"... Może ograniczona liczba błędów? :P Jestem takim trochę grammar nazi :P
      Bunt! To nie jest fikcja! Oni na pewno są właśnie tacy fajni! I to jest moja wróżba dla siebie na przyszłość. No, może nie trafię do X Factora, może nie nagram płyty, ale jakoś poznam swojego blond idiotę :D
      I znowu powiem - zemsta. Ja musiałam długo czekać na Twoje pisanie, teraz Twoja kolej... :P

      Dziękuję <3
      Buziaki,
      @katie093

      P.S. Nie znalazłam żadnych błędów, możesz spać spokojnie ;D

      Usuń
  8. To ja Ci dziekuję ! pamietam jak zaczynałam czytać to opowiadanie to pierwsze co bylo chwilowe napady śmiechu xd .!Coś pięknego .

    OdpowiedzUsuń
  9. "Szczerze mówiąc, jako fanki (anonimowe, oczywiście), uwielbiamy, kiedy są w trasie. Mamy milion zdjęć, filmików, wywiadów, wszystkiego. A tego, niestety, za dużo nie ma, gdy grzeją dupki w domach." No właśnie, czekamy na trasę McBusted, chociaż w ich przypadku na brak zdjęć, nie mamy co narzekać ;P (Przepraszam, takie zboczenie "zawodowe", żeby wszystko komentować w temacie McFly ;P )

    Z takimi wiarygodnymi źródłami, to można prowadzić blog o 1D ;)
    Co do Nowego Jorku, to właśnie oglądam najnowszy odcinek Glee ;)
    Second Direction, dobre ;P

    255 stron, niezła książka ;)

    My też dziękujemy ;*

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie byłabyś sobą, gdybyś nie napisała nic o McFly, co? :P Dobrze, że ich uwielbiam <3

      Tak, trochę tego mi wyszło... Aż sama się zdziwiłam. Zaczynając pisać pierwszy rozdział, myślałam, że wyjdzie góra jakieś 50 :)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  10. Heeej ♥
    Nie wierzę, że to już koniec.. :C
    Świetna historia. Pokochałam ją od pierwszych rozdziałów.. Naprawdę miałaś genialny pomysł na to opowiadanie.. :)
    Dziękuję Ci za to, że pisałaś dla nas i znajdowałaś czas w tym zabieganym życiu.. Dziękuję za wszystkie emocje i uczucia, które wywołałaś u mnie podczas czytania Twoich rozdziałów..♥ !
    Cieszę się bardzo, że historia skończyła się właśnie tak. I że Kate i Niall są wreszcie szczęśliwi, razem :> Reszta chłopców również ułożyła sobie życie, no i Kate i Liam są razem, yeee! Czułam to :D
    Uwielbiam to! ♥

    Całuję x
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heeeej <3
      Szczerze mówiąc, ja też nie. Jak się coś pisało przez prawie rok, i nagle tego nie ma... Dziwne uczucie. Ale kiedyś to musiało nastąpić ;)
      Niektóre pomysły mają to do siebie, że jak się przyczepią do człowieka, to nie chcą puścić. Upierdliwe stworzenia :P
      To wielki komplement, przeczytać, że udało mi się u kogoś wzbudzić tyle emocji :) Dziękuję!

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  11. Uff! W końcu znalazłam czas, żeby skomentować ten rozdział (jak widać, czasem opłaca się zaspać do szkoły...), choć szczerze powiedziawszy, w tym komentarzu powinno się chyba znaleźć ogólne podsumowanie całego opowiadania...
    Jak wiadomo, wszystko ma swój początek i musi mieć koniec. Szkoda... Z wielkim smutkiem muszę stwierdzić, że nie lubię "końców" takich rzeczy. Jak dla mnie to opowiadanie mogłoby się ciągnąć i ciągnąć, i myślę, że koniec końców, nadal by mi się nie znudziło :)
    Pamiętam jak dziś, jak gdzieś natrafiłam na link do Twojego opowiadania i zaciekawiona, otwarłam go i zaczęłam czytać. Długie rozdziały, ciekawa fabuła już od samego początku, i wprost nie mogłam się oderwać od laptopa! Nagle film lecący w telewizji, rodzinka rozmawiająca gdzieś z boku, chodzący ludzie po mieszkaniu, stanęli za kurtyną, a ja wciągnięta czytałam bez przerwy pierwsze rozdziały Twojego opowiadania, które już wtedy były na nim opublikowane. Chyba właśnie to sprawiło, że bez zastanowienia stwierdziłam, że jest to opowiadanie, którego losy na pewno będę śledzić do samego końca. Było inne niż wszystkie, napisane prostym dla czytelnika językiem, co ułatwiało sprawę. Nie było absolutnie nudne oraz było spójne i zrozumiałe. Do samego końca zawsze świetnie się bawiłam, czytając rozdziały, a przede wszystkim niejednokrotnie, popłakałam się ze śmiechu jak głupia, czytając słowne potyczki bohaterów, lub jakieś śmieszne sytuacje, które im się przytrafiły.
    Jak dobrze wiesz, od samego początku kibicowałam Kate i Niallowi, a przy końcu tego rozdziału, mało brakowało, a skakałabym jak głupia po pokoju, gdy upewniłam się, że są ze sobą, już na zawsze! :) (myślę, że gdyby nie to, że nie byłam sama w pokoju, to tak by się to skończyło xD)
    Następną sprawą jest to, jak bardzo, bardzo, bardzo się cieszę ze względu na to, że każda osoba w Twoim opowiadaniu, znalazła (lub już miała) swoją drugą połówkę i nikt nie został sam! :D
    Nie raz potrafiłaś doszczętnie mnie wzruszyć, lub rozśmieszyć tak bardzo, że musiałam na moment przestać czytać, bo zupełnie nic nie widziałam, przez łzy, które zapełniły mi oczy. (oczywiście pozytywne łzy!)...(chociaż czasem też zdarzyły się te wzruszenia...)
    Jest mi okropnie przykro, że to opowiadanie się już skończyło... :( Mam jednak ogromną nadzieję, że szybko przeczytam na twitterze, że planujesz coś nowego, i że nie będziemy musieli długo czekać na kolejne cudeńko! :) (liczę na Ciebie, Kaś! ;))
    No i co tu dużo mówić? (teraz, jak już piszę ten rozdział, to czuję dopiero, że to taki prawdziwy, najprawdziwszy koniec i jest mi naprawdę smutno! :c) Do usłyszenia (mam nadzieję) niebawem, dużo pomysłów, którymi czuję, że jeszcze nie raz nas zaskoczysz, dużo weny i przede wszystkim czasu, żebyśmy nadal mogli czytać Twoją twórczość, a Ty, żebyś mogła jeszcze bardziej rozwinąć się pisarsko! :)
    Dziękuję za to, że mogłam przeczytać Twoje opowiadanie i przeżywać przygody razem z bohaterami, za to jak zawsze starałaś się śpieszyć z rozdziałami, żebyśmy nie musieli na nie długo czekać, za cały poświęcony czas i przede wszystkim dużo pracy i serca włożonego, w to, co robisz :) Opowiadanie MGP, było zdecydowanie oryginalne, cudowne, a zakończenie wprost boskie, więc nie pozostaje mi nic innego, jak jeszcze raz podziękować i zyczyć dalszych sukcesów! :)

    Ściskam mocnoooo i przesyłam mnóstwo buziaków do Szczecina :) <3
    Xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff! W końcu znalazłam czas, żeby odpowiedzieć na ten komentarz... ;P Więcej już napisać nie mogłaś, co?! :P Ale super, uwielbiam Cię za to, wiesz o tym <3
      Natrafiłaś na mnie pewnie gdzieś u KateStylees, ona była takim moim troszkę promotorem ;) Wydaje się, jakby to było wieki temu, co?
      Rozdziały początkowo miały być krótsze. Ale... NIGDY. NIE. POTRAFIŁAM. SIĘ. ZE. WSZYSTKIM. ZMIEŚCIĆ. W. SIEDMIU. STRONACH. Czyli rozdziały musiały być dłuższe ;P
      Ja też ich shippowałam od samego początku! (No, z małymi przerwami na Liama. Ale ciiiii....)
      "Katie093 Company - Wspieramy happy endy!" ;)
      Jaka presja z tym kolejnym opowiadaniem... Dajcie mi chwilę odsapnąć :P
      Dziękuję, że byłaś tu ze mną <3

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  12. Gratulacje!!! Nominuje Cie do LIEBSTER AWARDS!
    Po więcej informacji zapraszam tu
    http://upadla-i-lowcy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Skończyło się :'< Będę płakać :(
    Przeczytałam całe opowiadanie i ono jest po prostu świetne <3
    Mam nadzieję, że będziesz pisać następne :)
    @horax_queen ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz! Bo ja też będę, i co wtedy? ;)
      Cieszę się, że Ci się spodobało, takie słowa wiele dla mnie znaczą :)
      Tak, będę ;) Ale nie jestem w stanie podać nawet przybliżonej daty, kiedy zaczną je publikować...

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  14. Mogę liczyć na twoją opinię?

    Zawsze jest szansa, że wejdziesz, zobaczysz, pokochasz ( mam nadzieję lol )
    youngloovers.blogspot.com
    loovelorn.blogspot.com
    fromyourlust.blogspot.com
    ifindyourlips.blogspot.com
    Nawet jak nie masz teraz ochoty, to kiedyś pewnie będzie ci się nudzić, zerknij, może warto :)

    OdpowiedzUsuń
  15. przeczytałam całe opowiadanie ( zajęło mi to aż 2 dni w czasie kiedy powinnam się uczyć ) ale czego sie nie robi dla dobrej lektury :D ! mam nadzieję, że nie zakończysz tutaj swojej przygody i będę miała okazje przeczytać jeszcze coś twojego autorstwa ;P

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem pod wrażeniem, że napisałaś tak cudne opowiadanie. Z każdą chwilą zastanawiałam się co zdaży się dalej w życiu bohaterów. Szkoda, że już koniec no ale jak już powiedziałaś wszystko co dobre kiedyś się kończy. Powiem jedno uwielbiam cię i to jak całe swoje serce włożyłaś w każdy rozdział. To jak połączyłaś każdego z chłopaków z dziewczynami. Jesteś poprostu cudowna i nie podawaj się. Mam cichą nadzieję, że dalej będziesz rozwijać swoje umiejętności. I kiedyś może zobaczę książkę twojego autorstwa. Powodzenia <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Nominuję twojego bloga do Liebster Award.
    Więcej szczegółów na: http://kocham1d69.blogspot.com/
    Nominuję, chociaż to koniec. Po prostu chcę dać szanse innym na wejście na tego GENIALNEGO bloga!

    OdpowiedzUsuń
  18. Cześć, Kasia! :) x

    Nareszcie zmobilizowałam sobie leniwe dupsko by zasiąść do komentowania Twojej historii. Oczywiście na początku przeproszę Cię za to, że komentarz może być chaotyczny i pozbawiony sensu, ale tak to już ze mną jest :)

    "My (little) guilty pleasure" już samego początku bardzo mi się spodobało. Prawda jest taka, że rozpoczynałam wiele opowiadań z 1D, ale w niewielu udawało mi się przedrzeć przez pierwszy rozdział. U Ciebie nie miałam takiego problemu, bo od pierwszego słowa czułam, że ta historia może mnie zaskoczyć. Później było tylko lepiej. Lekka, przyjemna, z mnóstwem żartu, śmiechu i beztroski. Oczywiście z nutką odpowiedniego dramatu, ale nie dominował on. Historii tego typu i napisanych w dobrym stylu - jak Twoim - jest mało. Bardzo się cieszę, że postawiłaś na humor, a nie dramat/horror/thriller/psychologię itp. Po kilku "cięższych" historiach, Twoja była miłą odskocznią :)

    Kolejnym plusem jest fakt, że na głównego bohatera nie wybrałaś Harry'ego czy Zayna, którzy moim zdaniem w tej "roli" dominują. Oczywiście Harry miał tutaj dość znaczącą kwestię, ale nie był na pierwszym planie. Nie wszystko toczyło się wokół niego. Bardzo się cieszę, że to właśnie Nialla wybrałaś na główną postać męską. Uwielbiam go! A jeszcze jak dodamy parę scen z nim i Liamem, to wychodzi prawdziwa uczta dla moich oczu. Gdybyś tylko widziała moją minę ilekroć czytałam z nimi jakąś akcję, to z pewnością wysłałabyś mnie do psychiatryka :) Ups?

    Podobał mi się także wątek z tym blogiem. Nie spotkałam wcześniej niczego, chociażby w minimalnym stopniu, podobnego i bardzo dobrze! W Twoim wykonaniu czytało się to naprawdę dobrze :)

    Także bohaterki były dobrze wymyślone. Rozumiem, że były wzorowane na autentycznych osobach (tzn, Ciebie i Twojej koleżanki), więc tym bardziej się z tego powodu cieszę. Nie stworzyłaś idealnych osób, z wszystkimi możliwymi zdolnościami, ale żywe postacie, którymi może być każda z nas :)

    Ponadto Twoja historia nie tylko bawiła, ale także pokazała nam, że jeśli czegoś bardzo się pragnie i marzy się, o tym, należy do tego dążyć i wierzyć w siebie. To mądre i ani trochę przesadzone :)

    Podsumowując: bardzo się cieszę, że napisałaś tą historię i podzieliłaś się z nią razem z nami, poświęcając swój czas :) Gratuluję także oryginalnego pomysłu.

    Ściskam, matrioszkaa! :) xx

    OdpowiedzUsuń
  19. 50000! Gratuluję Ci z całego serca i życzę dalszych sukcesów!

    Wiktoria

    OdpowiedzUsuń
  20. [SPAM] Fanfiction Niall Horan, Miranda Cosgrove, Luke Hemmings Justin Bieber
    Kiedy idziesz ze znajomymi na imprezę myślisz, że nic złego się nie stanie. Pozwól, że coś ci uświadomię. Jesteś w błędzie. Poznaj grupę przyjaciół, która budzi się z niewyjaśnionych przyczyn w opuszczonej szkole. Szybko zaczynają rozumieć, że dokuczanie innym nie jest dobrym pomysłem.
    Zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=DiCzMjOiG3s
    http://murderous-event-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytalam to drugi raz 😊 i jestem pod wrazeniem. Uwielbiam czytac ta historie. Jest taka inna niz wszystkie i taka bardziej realna 😃 szkoda ze juz nie piszesz tego drugiego opowiadania 😊 na pewno wroce do tego opowiadanka. Jest z niej niezla ksiazka 😃 zastanow sie nad wydaniem

    OdpowiedzUsuń
  22. Przeczytałam to już już nie wiem ,który raz ,ale po prostu uwielbiam to opowiadanie.
    Mam do Ciebie pytanie myślałaś może tym ,żeby opublikować je na wattpadzie?

    OdpowiedzUsuń
  23. Cholera to opowiadanie chyba mi się nigdy nie znudzi nawet jeśli znam je już prawie na pamięć i wiem co się zdarzy 😭 kurczę nie wiem co jeszcze napisać ale ten blog jest za mało doceniany.. Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń