niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 26

Życie jest piękne.

A jak nie życie, to przynajmniej słodkie lenistwo po trzech tygodniach pracy. Nawet, jeśli ta praca jest spełnieniem marzeń, to i tak może męczyć. Szczęście nie może zastępować snu dłużej niż dwa dni, uwierzcie mi na słowo.

Na odpoczynek w moim wypadku składa się nie włażenie rano pod prysznic, jedzenie i picie w łóżku niezdrowych rzeczy, leżenie w swoich włochatym onesie w kształcie sowy z laptopem na kolanach i oglądanie seriali. Dzisiaj wybór padł na Modern Family. Już się mogę doczekać kilku następnych dni, w trakcie których będę robić... dokładnie to samo. Nic. Jedno, wielkie nic.

Boże, jakie to wspaniałe uczucie!

- Nie śpisz już? – do mojego pokoju wparowała Justyna i usiadła na brzegu łóżka.

- Nie śpię i nadal z tobą nie rozmawiam – odpowiedziałam, wpatrując się w ekran laptopa. Byłam na nią zła za to, że tak wparowała wczoraj do namiotu w najgorszym z możliwych momentów. Gdyby nie ona, to... Och! Nawet nie mogę o tym myśleć, bo to może zagrażać jej życiu lub zdrowiu, tak samo jak ostrzegają napisy na reklamach Rutinoscorbinu! Nawiasem mówiąc, gdzie mogę kupić w Londynie trochę arszeniku albo cyjanku? Płatne gotówką, oczywiście, bez pozostawiania po sobie żadnych śladów.

- Ile razy mam cię za to przepraszać? – wywróciła ostentacyjnie oczami. – Poza tym, chyba wczoraj już wystarczająco mnie ukarałaś.

- Niby jak? – zdziwiłam się i spojrzałam na Justynę, która pomimo mojego „focha” wyglądała na dziwnie zadowoloną z życia.

- Swoim rzępoleniem na gitarze do trzeciej w nocy.

- To nie było rzępolenie, tylko komponowanie piosenki, którą napisałam po powrocie do domu. – Warknęłam.

- Widzę, że Horan działa na ciebie inspirująco. – Zaśmiała się. – To powiedz mi w końcu, w czym wam właściwie przerwałam. Chociaż nie, to wiem. Powiedz, co się działo wcześniej.

- Tańczyliśmy – odpowiedziałam zdawkowo.

No jak ja mam jej wybaczyć to, że gdyby nie ona, to pewnie Niall by mnie pocałował? POCAŁOWAŁ. PO-CA-ŁO-WAŁ. NIALL. MNIE. NO CHOLERA JASNA!

- Bez muzyki? – zdziwiła się.

- Tak, bez muzyki. – Westchnęłam. – Niall śpiewał. „Change My Mind”.

- O Boże, jakie to romantyczne. – Justyna zrobiła zniesmaczoną minę. – Czyli co, wasz los już chyba jest przesądzony?

- Nie wiem, wszystko zależy od Nialla. – Wzruszyłam ramionami, pakując do buzi kolejną kostkę gorzkiej czekolady, czyli jedynej, która jest dozwolona w mojej poszpitalnej diecie. – Tak zostałam wychowana, żeby nie latać za facetami. Jak zadzwoni, czy coś, to super. A jak nie...

- To będziesz sama do końca życia. Rozumiem. – Dokończyła za mnie. – Sorry, wymcknęło mi się. – Dodała, gdy zobaczyła moje mordercze spojrzenie. – Nie zapytasz, jak mi minął wieczór?

- Jak widzisz... – Westchnęłam, wracając do oglądania serialu.

- Skoro cię nie interesuje, jak Harry za namiotem przycisnął mnie do ściany tego urzędu i mnie pocałował, to nie... – Zrobiła obojętną minę i wstała z łóżka.

- Co zrobił? – zdziwiłam się. To znaczy wiedziałam, że coś kombinuje, ale że aż tak?

- Wiedziałam, że będziesz chciała o tym usłyszeć. – Zrobiła triumfalną minę i usiadła ponownie na łóżku. – A więc...

- No? – pogoniłam ją, gdy ta „dramatyczna pauza” coraz bardziej się przedłużała.

- No... – Szeroko się uśmiechnęła. – Po pierwszym tańcu Zayna i Perrie wziął mnie na spacer. I daleko nie zaszliśmy, bo za pierwszym zakrętem, gdzie nikogo nie było, przycisnął mnie do ściany.

- I co? – Harry lubi grać ostro? W takim razie to może być odpowiedni facet dla Justyny. Będą mieli naprawdę ciekawy związek.

- I powiedział, że nie chce mu się już bawić w te gierki, bo oboje wiemy, jak to się skończy. – Miałam wrażenie, że zaraz zaczęłaby merdać ogonkiem, gdyby tylko go miała. – Wtedy ja się go zapytałam, że niby jak, a on wtedy mnie pocałował. Gdy skończył, powiedział, że właśnie tak.

- Wow. Gorąco. – Skomentowałam w bardzo elokwentny sposób. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że tak to będzie wyglądać. Ale muszę przyznać, że podoba mi się taka wersja wydarzeń. Ciekawe, czy Niall też potrafi się tak ostro bawić...

- Pewnie, że gorąco. Gdyby mnie wtedy nie obejmował, to prawdopodobnie z wrażenia bym się wywaliła. – Zrobiła krótką pauzę i spojrzała na mnie tak, jakby zaraz miała mi wyjawić jakąś ogromną tajemnicę. – Jakbyś się nie domyśliła, to potem dalej się całowaliśmy – powiedziała.

- Chociaż dobrze całuje? – zaśmiałam sie, gdy udzieliła mi się jej radość.

- Najlepiej! – krzyknęła podekscytowana w momencie, gdy rozległo się pukanie do drzwi.

- Jak tak cię teraz nosi z tego szczęścia, to idź się na coś przydać i drzwi otwórz – powiedziałam i wtuliłam się w swoje onesie, zakładając kaptur i włączając „play”. Obowiązki wzywają, serial w końcu sam się nie obejrzy.

Po chwili, oprócz głosów z głośników laptopa, usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, jakąś cichą rozmowę, a potem charakterystyczny dźwięk, jaki powstaje przy chodzeniu osoby o kulach.

O kurde. To chyba nie...

- Cześć, Kate. – W progu mojego pokoju stanął nie kto inny jak Niall.

Cholera jasna. Gorzej to już chyba nie mogłam wyglądać. Mój strój, brak prysznica i resztki wczorajszego makijażu.

Kill me now.







- Nie uciekasz..? – zapytała po chwili ciszy, podejrzliwie mi się przyglądając.

- Dlaczego miałbym uciekać? – zdziwiłem się, opierając swobodnie o próg. Szczerze mówiąc, nie mogłem się napatrzeć na Kate. Taka nieogarnięta wyglądała wyjątkowo uroczo. – Ty wczoraj nie uciekłaś...

- Jak to dlaczego? – zapytała. – Nie dość, że jesteś kaleką, to jeszcze w dodatku ślepą kaleką? Nie widzisz jak wyglądam?

- Widzę. Ale nadal nie rozumiem, dlaczego miałbym uciekać. – Wzruszyłem ramionami z uśmiechem.

- Bo wyglądam jak pół dupy zza krzaka?

- Wyraźnie siebie nie doceniasz. – Zaśmiałem się, nie odrywając od niej wzroku chociażby na sekundę.

- A co cię do mnie sprowadza? – zapytała z delikatnie zarumienionymi policzkami. Jeśli tak na nią działam, to jest to chyba dobry znak.

- Porwanie. – Westchnąłem. – Ale pewnie zabiłabyś mnie, gdybym pozwolił ci pójść tak ubranej tam, gdzie planuję cię właśnie porwać.

- Tradycyjne porwanie chyba wygląda trochę mniej grzecznie... – Zmierzyła mnie wzrokiem, jakby chciała zobaczyć, czy nie mam przypadkiem gdzieś schowanej szraej taśmy albo sznura, którym mógłbym ją związać. Innym razem, Katie, innym razem...

- I dlatego, gdy tylko wsiądziemy do samochodu, zawiążę ci oczy.

- Chyba nie jesteś poważny, jeśli myślisz, że wsiądę z tobą do samochodu. – Zrobiła minę, jakby właśnie rozmawiała z kosmitą. – I za to, że w ogóle nim jeździsz, powinni ci odebrać prawo jazdy.

- Przecież ja nie prowadzę! – broniłem się. – Mój ochroniarz nas zawiezie.

- Chyba zaczynam się bać... – Powiedziała, patrząc na mnie niepewnie i wstając z łóżka.

- Słusznie. A teraz leć robić z sobą to, co robią wszystkie dziewczyny, a o czym ja nie mam pojęcia.

- Daj mi pół godziny. – Wygrzebała z szafy kilka rzeczy i pobiegła do łazienki. – Możesz się pobawić moim laptopem! – krzyknęła jeszcze z łazienki. – Ale zero włażenia na Twittera i inne Facebooki! – Mogła mówić co chce, ale ja już mam plan.

Ona mi wstawiła już karniaka w Tokio, a ja do tej pory nie miałem okazji się zemścić.

Usiadłem na łóżku i wziąłem laptopa na kolana.

O, ogląda Modern Family! Boże, kocham ten serial!

Ale najpierw praca, potem przyjemności...

Mam nadzieję, że ma Picasę. To jedyny program, który umiem obsłużyć... pomyślałem, przeszukując zawartość laptopa dziewczyny. Gdyby miała system po angielsku, a nie po polsku, z pewnością ułatwiłoby mi to robotę. Ale jest! Okej, teraz trzeba zrobić sobie identyczne zdjęcie, jakie Kate zrobiła sobie na moim laptopie. Kamerka... O, tutaj. I jedziemy. Teraz już z górki, ściągnąć z mojego konta jej zdjęcie i zrobić z nich kolaż... Dobra, czas wejść na Twittera i dodać to z odpowiednim podpisem. „Zemsta smakuje lepiej, niż to sobie wyobrażałem... A, żeby nie było: karniak za niewylogowanie się!”. Hmmm... Brzmi całkiem nieźle.

To teraz mogę w spokoju obejrzeć odcinek serialu.

- Niall, moja krew! – usłyszałem po chwili krzyk Justine z innej części mieszkania. Szeroko się uśmiechnąłem, słysząc jej słowa. Najwyżej, jeśli Kate będzie chciała mnie zabić, to jej współlokatorka mnie obroni.

- Naprawdę? – po kilkunastu minutach Kate opuściła łazienkę i wparowała do pokoju, machając telefonem. – Naprawdę?! Przecież mówiłam, że...

- Zemsta! – stanąłem we własnej obronie. – Za to zdjęcie w Tokio! – powiedziałem, a Kate chwilę się zastanowiła.

- O Boże, rzeczywiście! – pacnęła się w czoło. – Już dawno o tym zapomniałam.

- A ja nie. – Zrobiłem triumfalną minę.

- Okej, niech ci będzie. Ale nie wiem, jak teraz ogarnę swoje mentions.

- Nie ogarniesz, powoli się do tego przyzwyczajaj. – Puściłem jej oczko.

- Dobra, nieważne. Jeszcze tylko wyprostuję włosy, zrobię makijaż i możemy iść. – Zaczęła krzątać się po pokoju. Najpierw włączyła prostownicę, żeby się nagrzała, a w tym czasie zaczęła się malować. Nie wiem, czy to się zalicza jako coś dziwnego, ale obserwowanie jej sprawiało mi ogromną przyjemność. Ubrała się w szarą sukienką przed kolana z nadrukowanymi czarnymi kwiatami, a nogi zakrywały czarne rajstopy. Makijaż zrobiła delikatny, jedynie podkreślając bardziej oczy czarną kredką. Następnie szybko wyprostowała włosy, które potem związała w gładką, długą kitkę.

Wyglądała ślicznie.

- Jestem gotowa. – Obróciła się w moją stronę i przyłapała mnie na wpatrywaniu się w nią. Ups. – Spakuję tylko kilka rzeczy do torby i możemy iść.

- Okej, pójdę ubrać buty. – Tym razem chyba przyszła moja kolej na rumienienie się. Wczoraj prawie nazwałem ją panią Horan, a dzisiaj nie mogę oderwać od niej wzroku. Źle się ze mną dzieje, oj źle...

- Już jestem! – usłyszałem za swoimi plecami w momencie, gdy skończyłem wiązać jednego buta. Na drugiej stopie cały czas ciążył gips, zapakowany w kilka warstw skarpet.

Mam nadzieję, że zdejmą mi go w przyszłym tygodniu, jak to obiecywali na poprzedniej wizycie kontrolnej. Od wypadku minął prawie miesiąc i naprawdę czuję się już dobrze. Czasami, przy gwałtowniejszych ruchach boli mnie miejsce, gdzie byłem cięty, ale poza tym naprawdę jest już dobrze. A ta kula u nogi, dosłownie, bardzo utrudnia życie.

- Nie ma na co czekać, idziemy. – Zakomunikowałem i otworzyłem drzwi. Po przekroczeniu progu podparłem się jedną kulą i zacząłem schodzić na dół.

- Pomóc ci jakoś? – zapytała Kate, zamykając drzwi i idąc za mną schodami.

- Nie, nie trzeba... – Powiedziałem, a po chwili mentalnie sam sobie dałem kopniaka w dupę. Przecież jej pomoc mogłaby oznaczać, że mnie obejmie! Idiota!

- Jesteś pewien? – spojrzała na mnie spod ukosa, idąc obok mnie.

- Może jednak, jeśli chcesz... – Mruknąłem, a dziewczyna od razu objęła mnie w boku, przenosząc na siebie sporą część ciężaru mojego ciała. Boże, dziękuję ci. Nie wiem, dlaczego jesteś dla mnie taki dobry, ale dziękuję. Kula po lewej stronie, a po drugiej Kate. Może jednak ten gips nie jest tak zupełnie bezużyteczny?

- Dobrze, że mieszkam na pierwszym piętrze. – Zaśmiała się. – Przynajmniej za bardzo się nie zmęczysz.

- Dzięki za pomoc. – Posłałem jej uśmiech, stawiając stopę już na chodniku.

- Cała przyjemność po mojej stronie. – Czy ona właśnie puściła mi oczko, czy mam halucynacje? – To twój samochód? – wskazała palcem na czarnego Range Rovera, w którym siedział Paddy, jeden z naszych ochroniarzy.

- Tak, to ten. – Potwierdziłem. – Wsiadaj na tylne siedzenie, zaraz się do ciebie doczołgam. – Kate ruszyła przodem, a ja po chwili do niej dołączyłem. Czarna opaska na oczy leżała dokładnie tam, gdzie ją zostawiłem.

- Paddy, to jest Kate. Kate, to jest Paddy, jeden z naszych wspaniałych ochroniarzy. – Przedstawiłem sobie dwójkę, a ci podali sobie dłonie.

- Miło mi w końcu poznać TĄ Kate. – Uśmiechnął się mężczyzna, a ja słysząc to „tą Kate”, prawie zapadłem się pod ziemię.

- Paddy, chyba musimy jechać! Nie wypada, żeby długo na nas czekali – powiedziałem, starając się uniknąć zdziwionego spojrzenia dziewczyny.

- Tą Kate..? – zapytała z szerokim uśmiechem.

- Widzisz, jaka już jesteś rozpoznawalna. Kilka odcinków w X Factorze wystarczyło. – Wzruszyłem ramionami i wziąłem do rąk opaskę. – A teraz się grzecznie odwróć i daj sobie zawiązać oczy. – Przykro będzie przez najbliższe kilkanaście minut, jeśli nie będzie korków, patrzeć zamiast w jej niebieskie oczy, to na czarny pasek.

Gdy tylko ruszyliśmy, samochód był wypełniany tylko przez głosy z radia. Denerwowałem się przed tym, co niedługo się stanie. Mam nadzieję, że Kate się niespodzianka spodoba. Chociaż jak Simon się zgodził, to ona też powinna. W końcu jemu sprzedać jakiś pomysł, to zawsze jest nie lada wyczyn.

Kiedy mijaliśmy szpital onkologiczny, przypomniało mi się to krótkie opowiadanie, które Justine dodała jakiś czas temu na bloga. Które pisała Kate. O mnie. Było niesamowite. Ciężko było mi uwierzyć, że dziewczyna była w stanie napisać coś tak wspaniałego i smutnego równocześnie. Czytając to z wiedzą, kto to pisał, nie mogłem powstrzymać kilku łez. Miałem ochotę wtedy do niej pobiec i mocno ja do siebie przytulić, tylko niestety byłem jeszcze w szpitalu.

- Kate? – zapytałem. – Mogę cię o coś zapytać?

- Pewnie, że możesz. – Odwróciła głowę w moją stronę z delikatnym uśmiechem.

- Co czułaś, pisząc tego shota, które wrzuciła Justine na bloga? Co cię w ogóle do tego skłoniło? – o dziwo, słysząc to pytanie, Kate zaczęła się śmiać. I to mocno.

- Pytasz konkretnie o tego shota, którego dodała Justine? – upewniła się, a ja od razu potwierdziłem. – Co miałam na myśli... Miałam na myśli, że chcę się podzielić swoją starą twórczością z innym, że tak to nazwę, fandomem.

- Co..? Chyba nie do końca rozumiem.

- Ta wersja opowiadania nie jest oryginalna. Ja teraz po prostu zmieniłam imię i kilka cech na ciebie z poprzedniego bohatera. Ogólnie napisałam to cztery czy pięć lat temu, jak żaden z was nawet nie myślał jeszcze o castingu do X Factora. No, może z wyjątkiem Liama. – Muszę przyznać, że ta informacja trochę popsuła mi humor. To nie o mnie była ta historia? Kate czuła to wszystko, a raczej potrafiła sobie wyobrazić, że to czuje, do kogoś innego? Daj spokój. Ma dwadzieścia lat. Chyba nie myślałeś, że przed tobą nikt jej się nie podobał?, zacząłem się wyśmiewać z siebie w myślach.

- Naprawdę? To o kim była pierwsza wersja? – kim jest moja konkurencja..? Była, ale jednak konkurencja.

- Nie pamiętam, szczerze mówiąc. Albo o Dannym, albo o Dougiem. Z McFly, oczywiście. – Westchnęła z sentymentem. – Powstało o nich jeszcze kilka innych rzeczy. W sumie to chyba przy nich nauczyłam się jako tako pisać.

- A pisałaś coś o mnie? O One Direction? – nie mogłem się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.

- Ba, nawet konkurs tobą wygrałam! – szeroko się uśmiechnęła. – W sumie trochę brakuje mi pisania. Ostatnio w ogóle nie mam na to czasu.

- A mógłbym kiedyś to przeczytać? To o nas?

- Nigdy ci tego nie pokażę, nie ma opcji. – Od razu cała się spięła, jakbym powiedział coś złego.  – To jest zbyt osobiste. Zawsze wkładam dużo siebie w pisanie, bardzo dużo swoich przemyśleń, swoich uczuć. Również dotyczących różnych osób. Czasami zdarzało mi się traktować niektóre opowiadania jak pamiętniki, z trochę bardziej wymarzonego życia. Pokazując ci to, czułabym się chyba zbyt... obnażona.

- Och. Okej, rozumiem. – Nie wiedziałem, co powiedzieć. – Ale... Mam jednak nadzieję, że kiedyś nie będziesz wstydziła się pokazać mi tego, co napisałaś. – Dziewczyna w odpowiedzi jedynie się lekko uśmiechnęła i wróciła do poprzedniej pozycji, siadając prosto.

- Kate, nie uwierzysz, jak ci coś powiem... – Niezręczną ciszę przerwał Paddy i w tym momencie rozpoczął się horror mojego życia. Ochroniarz zaczął opowiadać Kate historie z poprzednich trzech lat, które totalnie mnie upokarzały. Wszystkie głupoty, które kiedykolwiek zrobiłem sam lub z chłopakami w obu trasach, Kate już znała. I mam wrażenie, że będzie się ze mnie śmiać do końca życia, tak jak śmieje się teraz.

- Boże, mam nadzieję, że łzy nie rozmazały mi makijażu pod tą opaską! – dziewczyna ledwo łapała oddech w przerwach między atakami śmiechu. – Inaczej będę wyglądać jak z horroru.

- Na szczęście więcej łez od śmiechu ci na razie nie grozi, bo z tego co widzę, to dojeżdżamy na miejsce.

- A miałbym jeszcze kilka historii w zanadrzu. – Zaśmiał się mężczyzna, parkując pod drewnianą bramą wjazdową na osiedle. – Kiedy mam po was przyjechać?

- Zadzwonię – odpowiedziałem, wysiadając i zabierają swoje kule. Kate powoli otworzyła drzwi, i dzierżąc w ręku torbę, wyszła na oślep z auta. – Czekaj, już idę. – Zatrzymałem ją, kuśtykając w jej stronę.

- Pięknie, kaleka będzie prowadził ślepą... – Zaśmiała się. – Jeśli jedno z nas zaraz znowu nie trafi do szpitala, to będzie cud.

- Spokojnie, nie ma po drodze żadnych schodów, z których mogłabyś spaść. Trzymaj się mnie, to nic ci się nie stanie. – Najlepiej już zawsze.

- Okej, najwyżej będzie na ciebie. – Blondynka złapała się mojego rękawa i moim tempem szła w stronę jednego ceglanego domu, przyozdobionego już na święta. W sumie znając ich, pewnie mają już te ozdoby od połowy października.

Minęliśmy żywopłot, dwa ozdobione lampkami drzewka i, zgodnie z umową, otworzyłem drzwi do domu bez uprzedniego pukania – Kate nie może spotkać żadnego z gości czy domowników przed czasem, a nie mogę ryzykować, że pozna kogoś już po głosie.

- Uwaga, próg. – Ostrzegłem dziewczynę, która powoli, wyczuwając stopą schodek, weszła za mną do środka. – Sama zdejmiesz buty? – zapytałem i kątem oka zauważyłem, jak z salonu machają mi i gestykulują, że dziewczyna wcale nie musi ściągać butów.

- Jasne. – Nawet nie zauważyłem, kiedy pozbyła się brązowych kozaków. Nie czekając ani chwili dłużej, złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę salonu, gdzie wszyscy już w ciszy na nas czekali.

Jasny pokój oświetlały lampki świąteczne i choinka stojąca w rogu, sprawiając, że ta chwila miała jeszcze bardziej magiczny klimat, niż wcześniej to sobie wyobrażałem.

Stanąłem zestresowany chyba jeszcze bardziej niż Kate, która mocno ściskała moją rękę, nie wiedząc, czego się spodziewać.

Lekko skinąłem głową w stronę czterech facetów, którzy kilka lat temu skradli serce tej blondynce obok mnie, a teraz siedzą na kanapie na przeciwko nas. Kanapę obok zajmowały trzy piękne kobiety, które zdążyły skraść im serca przed Kate, co na pewno było powodem jej rozpaczy w pewnym czasie.

Gdy zauważyli mój gest, jeden z nich cicho szepnął Raz, dwa, trzy, cztery i zaczęli uderzać w struny, wydobywając z dwóch gitar znaną wszystkim tu obecnym melodię.

Jak tylko Kate usłyszała kilka pierwszych dźwięków, poczułem, jak mocniej ściska moją rękę. W sumie to miażdży. Spojrzałem na nią i zobaczyłem, jak lekko opadła jej dolna szczęka, ukazując częściowo jej zęby. Gdy usłyszała pierwszy głos, zakryła ręką usta z wrażenia, a po chwili po jednym policzku spod opaski popłynęła jej jedna łza.

- Hej, nie płacz. – Zaśmiałem się, puszczając jej rękę i obejmując ją w boku.

- Błagam, powiedz, że to nie jest na żywo... – Szepnęła w moją stronę, ale zostawiłem jej prośbę bez odpowiedzi. – Niall? – zapytała, ale teraz jej głos zamienił się w cichy szloch. – Oni... Tu są? – zapytała, kierując swój wzrok przed siebie, gdzie siódemka osób obserwowała ją z uśmiechem, dwójka wokalistów właśnie skończyła refren, a gospodarz domu zabrał się za drugą zwrotkę. - Nie wierzę... – Szepnęła, wtulając się w moje ramię. Przez koszulkę poczułem, że opaska na oczach dziewczyny jest już kompletnie przemoczona od łez. – Nie wierzę... – Powtórzyła jeszcze raz, ale tym razem już się cicho śmiejąc. Na szczęście pod koniec piosenki śpiewała już razem z chłopakami, ale na tyle cicho, że tylko ja mogłem to usłyszeć.

W końcu nadszedł ten moment, w którym dźwięki gitary ucichły, a razem z nimi wszelkie dźwięki w pokoju.

- Zdejmę ci opaskę – powiedziałem i wyswobodziłem się z objęć dziewczyny, co akurat średnio mi się podobało. Stanąłem za nią i delikatnie, aby przypadkiem nie pociągnąć ją za włosy, rozwiązałem opaskę, którą potem schowałem do kieszeni w spodniach.

Wszyscy zaczęli się śmiać, ale nie miałem pojęcia, dlaczego. Wróciłem na swoje poprzednie miejsce i wszystko stało się jasne: Kate mocno zaciskała oczy, jakby miała jakiś światłowstręt.

- Kate, możesz otworzyć już oczy – powiedziałem, śmiejąc się razem z resztą.

- Boję się – odpowiedziała z uśmiechem. – Bo zaraz się okaże, że to tylko sen i znowu będę łaziła po Londynie i wypatrywać ich w tłumie, albo stalkowała jak niewyżyte nastolatki.

- Chętnie cię uszczypię, ale nie tak przy wszystkich...  – Szepnąłem jej do ucha, zanim zdążyłem się ugryźć w język. Może, gdybym wypowiedział to innym głosem, innym tonem, to nie zabrzmiałoby to tak, jak właśnie zabrzmiało. Zboczuszek.

Ale tyle właśnie wystarczyło, żeby Kate otworzyła oczy i spojrzała na mnie zaskoczona. Cóż, grunt, że zadziałało...

- Mam nadzieję, że nasz widok nie burzy twoich wyobrażeń na nasz temat... – Powiedział Tom, ściągając na siebie uwagę dziewczyny.

- To naprawdę wy. – Kate zaczęła się wachlować dłonią. – Boże, nie mogę w to uwierzyć... – Szepnęła.

- Może lepiej usiądziemy. – Lekko pchnąłem dziewczynę w stronę wolnej sofy, na przeciwko Gi, Izzy i Georgii.

- Nie, nie, nie! – zbuntował się Danny, wstając i odkładając gitarę. – Najpierw się musimy przywitać porządnie z naszą fanką. – Podszedł do nas i wyciągnął ramiona w stronę blondynki, która właśnie zrobiła jeszcze bardziej zdziwioną minę, niż miała dotychczas. Ale mimo swojego zdziwienia mocno się wtuliła w śmiejącego się bruneta.

- Gdybyś wiedział, jakie fanfiki z tobą pisałam, to teraz tak swobodnie byś mnie nie przytulał... – Powiedziała cicho, ale jednak wszyscy to usłyszeli i zaczęli się śmiać. – Ale jak byłeś wolny, bo jakoś nie umiem myśleć „w ten” sposób o zajętych facetach. – Dodała od razu, patrząc w stronę Georgii, która śmiała się razem z resztą.

- Ale ja jestem wolny! – teraz do przytulania Kate wyrwał się Dougie. Muszę przyznać, że wcale nie było to takie miłe patrzeć, jak inni faceci przytulają dziewczynę, co do której mam całkiem poważne plany. Zazdrosny zboczuszek?

- Jaki tam wolny. To, że trochę sobie pozaprzeczacie z Ellie plotkom na wasz temat nie znaczy, że nikt w to nie uwierzy... – Odpowiedziała mu, odwzajemniając uścisk.

- Z kobiecą intuicją nie wygrasz. – Westchnął Tom, następny w kolejce. – Cześć, Kate. Miło mi cię poznać – powiedział, przytulając delikatnie blondynkę.

- Pan Idealny. – Westchnęła. – Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. – Powiedziała raz jeszcze, ściskając ostatniego już w kolejce Harry’ego.

I teraz spojrzała chyba pierwszy raz na kanapę pod ścianą zajmowaną przez trzy śliczne kobiety.

- Was też uwielbiam tak samo jak ich, mogę..? – zapytała nieśmiało, a panie Fletcher, Judd i przyszła pani Jones wstały i z uśmiechem przytuliły Kate. – Teraz mogę już spokojnie umrzeć, jestem człowiekiem spełnionym – powiedziała, siadając w końcu obok mnie.

- Lepiej nie, bo Niall będzie miał wyrzuty sumienia, że tak szybko zaaranżował to spotkanie. – Zaśmiał się Danny, zamieniając się miejscami z Giovanną, dzięki czemu siedział obok swojej narzeczonej, a państwo Fletcher siedzieli razem.

- Ja też chcę być obok swojej kobiety! – zbuntował się Harry i po chwili Izzy siedziała mu na kolanach. – Od razu lepiej.

- Właśnie, Niall. – Kate zwróciła się do mnie i nareszcie przyszła moja kolej na przytulanie. – Dziękuję. – Szepnęła mi do ucha.

- I jak Kate, nasz widok cię nie zawiódł? Albo nasze wycie na żywo? – zapytał Tom, odrywając uwagę Kate ode mnie. No dzięki, Tom. Serio, dzięki.

- Wręcz przeciwnie. – Szeroko się uśmiechnęła. – Jest dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam. Kocham tę piosenkę i każde jej wykonane, co chyba zauważył Niall na naszych warsztatach w Tokio i wam przekazał. I uwielbiam wasze McFamily odkąd tylko pamiętam.

- Nas to rozumiem, ale je..? – skrzywił się Doug, drocząc się z partnerkami swoich przyjaciół, przez co po kilku sekundach oberwał poduszką.

- Właśnie według wszelkiej logiki, to je powinnam bardziej lubić! – odpowiedziała Kate, zaskakując wszystkich swoją wypowiedzią. – Z wami jakoś się skomunikować to jest odpowiednik cudu. A Gi w maju zrobiła RT jednego mojego tweeta, a jak Giorgia miała jeszcze kiedyś publicznie dostępne konto na Facebooku, to podziękowała mi, że stanęłam w jej obronie, gdy jakieś hiszpańskojęzyczne dziewczyny z zazdrości o Danny’ego ją krytykowały. – Dodała, tłumacząc się. – Nawet moje znajome zrobiły sobie z nimi zdjęcia, po koncercie w Royal Albert Hall.

- Pamiętam je! – Gi aż podskoczyła na sofie. – Kilka Polek, prawda? Były przemiłe... Ale ze mnie za gospodyni! – brunetka się skrzywiła, przypominając sobie o czymś. – Kate, czego się napijesz?

- Herbaty, jeśli mogę prosić – odpowiedziała grzecznościowo, ale z każdą minutą czuła się już chyba coraz bardziej swobodnie. – Pomóc ci może? – od razu się zaoferowała. Kate potrafi być tak bardzo miłą osobą, jeśli akurat nie jest wredna!

- Nie... – Zaśmiała się brunetka, wstając z ręką na już dobrze widocznym brzuchu. Termin już za trzy miesiące, nie mogę się doczekać, aż poznam piątego członka McFly! – Chyba, że zrobię herbatę już dla wszystkich, to wtedy byś mi się przydała.

- W takim razie idę – powiedziała Bitner, wstając i zostawiając mnie z resztą gości, idąc z Giovanną do kuchni.







- Katie, rozluźnij się, przecież nikt cię tu nie zje! – zaczęła się śmiać Gi, włączając czajnik zapełniony wodą. – W tamtej szafce są kubki, wyjmij dziewięć, damy świeże. – Wskazała mi palcem szafkę nad moją głową, a ja od razu do niej sięgnęłam.

- Po prostu odkąd wystartowałam w X Factorze, moje życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni i ciężko mi jest się do niego tak całkowicie przyzwyczaić... – Westchnęłam, patrząc na Giovannę, która w ciąży wyglądała jeszcze lepiej niż kiedykolwiek na jakimkolwiek zdjęciu. – Mogę chyba powiedzieć, że średnio kilka razy w tygodniu spełnia się jakieś moje marzenie. – Zaśmiałam się, pocierając niezręcznie czoło. – A teraz jeszcze wy.

- Oj, chyba nie jesteśmy aż tak straszni. – Podeszła do mnie pudełkiem, z którego następnie wyjęła odpowiednią ilość woreczków z herbatą.

- Oczywiście, że nie! – od razu zaprzeczyłam. – Po prostu totalnie nie wiem, jak mam się zachować. Co myśleć. Wiesz... – Starałam się ubrać w słowa to, co kłębiło się teraz w mojej głowie. – Uwielbiam was wszystkich, całe McFamily już od ponad czterech lat, nieustannie. Wiem, że do niektórych fanek mi daleko, ale i tak, takie nagłe spotkanie was, wszystkich na raz... To coś niesamowitego. Najlepsze jest to, że jestem z waszym życiem „na bieżąco” przez Twittera, Instagrama, czytałam Unsaid Things. A teraz stoję z tobą w kuchni, którą jeszcze kilka dni temu oglądałam na zdjęciach, marząc, jak by to było spotkać was na żywo.

- Tylko uważaj, bo nadmiar szczęścia też może nieźle człowiekowi w głowie namieszać...

- Wiem, wiem. I dlatego staram się to jakoś sobie układać, ale nie jest lekko. – Zrobiłam krótką pauzę, przypominając sobie mnie w Londynie kilka lat temu, na zwykłej wycieczce szkolnej. – Pamiętam, jak byłam w Londynie trochę ponad dwa lata temu. Wszędzie chodziłam z zeszytem i przynajmniej jedną płytą McFly, na wypadek, gdybym kogoś z nich spotkała i mogła wziąć od nich autograf. A zaraz będę sobie z nimi sączyć herbatę!

- Widzisz, jak życie może się ułożyć. – Wzruszyła ramionami. – Jeśli to cię pocieszy, to mi też nie było  łatwo przyzwyczaić się do tego życia, mimo że jestem „tylko” osobą poboczną.

- Wcale nie! Dla mnie masz tę samą rangę jak Tom! – od razu się zbuntowałam. – Byłam zachwycona Billy And Me tak samo jak muzyką chłopaków. I wprost nie mogę się doczekać drugiej książki!

- Och, jesteś tak bardzo miła! – Gi mnie krótko objęła, widocznie z nagłego napadu czułości. Hormony w czasie ciąży i tak dalej... – A z tą książką może da się coś zrobić, w marcu powinnam dostać pierwsze kopie.

- O Boże, jeśli tylko byś mogła...

- Pff! Ja wszystko mogę, jestem w ciąży! – powiedziała z udawanym dramatyzmem, rozśmieszając mnie. – No, jak już możesz się swobodnie przy mnie śmiać, to chyba pierwsze lody już są przełamane? – zapytała, zalewając kubki z woreczkami herbaty gorącą wodą.

- Chyba tak... – Uśmiechnęłam się szeroko i wzięłam głęboki oddech. Może uda mi się już zachowywać całkowicie normalnie?

Na dużej tacy postawiłam wszystkie kubki i ostrożnie ją uniosłam.

- Lepiej już chodźmy, bo nam uschną wszyscy z pragnienia. – Puściła mi oczko i ruszyła przodem. Poszłam za nią bardzo powoli, starając się za bardzo nie ruszać tacą, aby nie rozlać tego wrzątku ani na siebie, ani na kafelki po drodze.

- No, kelnerką to ty byś raczej nie była... – Zaczęli się śmiać chłopacy, widząc jak ślamazarnie idzie mi bawienie się w kelnerzenie.

- Trzeba było, Kochanie, samemu ruszyć tyłek i przynieść dziewięć kubków. – Zbeształa swojego narzeczonego Horsley.

- Dziękuję! – uśmiechnęłam się, dziękując Georgii.

- Stary, nie wygrasz z solidarnością jajników. – Harry poklepał kumpla pocieszająco po plecach.

- Dopiero teraz się o tym przekonujecie? – zapytałam, powoli się rozluźniając. Cholera! Marzyłam o takiej chwili i mam zamiar się nią cieszyć, a nie siedzieć jak szara myszka w kącie! Koniec tego przeżywania, jestem z ludźmi, których chciałam poznać już od tak dawna, trzeba zacząć z tego korzystać!

Usiadłam na swoje miejsce obok Nialla, który natychmiast przysunął się w moją stronę tak, że nasze całe boki – nogi, tułów, ramiona – się stykały. Chyba nie muszę mówić, że bardzo podoba mi się jego ta potrzeba bliskości. Wzięłam jeden kubek ze stołu, który akurat, jak kilka pozostałych, był z postacią z Disneya – mi się trafiła ich największa gwiazda, Myszka Miki. Przy okazji wzięłam stojący obok, z Minnie, i podałam go Niallowi.

- Powinniście mieć kubki na odwrót! -  od razu zauważył Tom, ciesząc się jak dziecko. – Już, zamieniać się! – wręcz rozkazał, wyciągając telefon. Nie wiedząc jeszcze, o co mu chodzi, posłusznie zamieniłam się z kubkami z równie zdezorientowanym Niallem. – Uśmiech! – krzyknął, a ja od razu uśmiechnęłam się z wytrenowany na rodzinnych zdjęciach uśmiechem, opierając głowę o ramię Horana. – Piękne! Kate i Niall z kubkami najsłynniejszej mysiej pary u Disney’a. – Zaczął coś wpisywać w swojego iPhone’a. O kurde, jak dziewczyny zobaczą mnie na Instagramie Toma, to pospadają z krzeseł.

- Może to wróżba na przyszłość? – zapytał Doug z tym swoim uroczym uśmiechem, który sprawiał, że wyglądał na nastolatka, mimo że już dawno ma za sobą ten etap w życiu.

Mechanicznie cała się zarumieniłam. Kojarzycie ten moment, kiedy wszyscy już wiedzą, że coś poważnego się święci, ale jeszcze w sumie nie było tak naprawdę niczego, co miałoby to potwierdzić? No, to jest właśnie ten moment. A teraz dodatkowo zaległa niezręczna cisza. No pięknie.

- Kate, to nie jest jeszcze koniec niespodzianek. – W końcu tę ciszę przerwał nie kto inny jak Niall.

- No chyba powariowaliście! – zaczęłam się nerwowo śmiać. – Czy wy chcecie, abym zeszła na zawał w wieku dwudziestu lat?

- Nie, ale może podniesiemy twój poziom szczęścia. – Pałeczkę przejął Tom.

- Uwierz mi, to już nie jest możliwe. Jak będę jeszcze bardziej szczęśliwa, to zwyczajnie będzie to nieprzyzwoite w stosunku do innych ludzi.

- Cóż, jednak już na to jest za późno i będziesz sama musiała zdecydować, czy chcesz się na coś zgodzić lub też nie.

- Jeśli ma to coś wspólnego z kimkolwiek z was, to zgadzam się w ciemno. – Uśmiechnęłam się szeroko, będąc całkowicie szczera.

- Na pewno? – Danny zdziwił się moją natychmiastową decyzją.

- Tak, raz się żyje. – Wzruszyłam ramionami. Może właśnie mój poziom szczęścia przekroczył normowe granice i zaczynam wariować?

- W takim razie właśnie zgodziłaś się, żebyśmy wyprodukowali dwie piosenki na twoją płytę – oznajmił Tom z szerokim uśmiechem.

- Zajęlibyście się w końcu swoim albumem, a nie tylko... Czekaj. – Nagle doszło do mnie to, co powiedział Fletcher. – Czy ty właśnie powiedziałeś, że chcecie wyprodukować dwie piosenki na moją płytę?

- Napisać, skomponować i nagrać. Tak. – Potwierdził Jones, obserwując moją reakcję.

- Simon już o wszystkim wie, czekamy tylko na twoją zgodę – powiedział Niall, patrząc na mnie niepewnie.

- To twoja sprawka? – uśmiechnęłam się do niego czule, a on pokiwał głową, odpowiadając na moje pytanie.

- My już z nimi współpracowaliśmy kilka razy i było super. Pomyślałem, że ty też byś...

- Dziękuję! – mocno go przytuliłam, starając się nie wylać ani swojej, ani jego herbaty. – Dziękuję za wszystko, Niall – szepnęłam mu do ucha. – Dokładnie wtedy, kiedy wydaje mi się, że moje życie już nie może być ani trochę lepsze, ty sprawiasz, że jednak jest. Dziękuję.

- Ej, ej, ej, koniec tego szeptania w towarzystwie! – krzyknął Harry, rzucając w nas kawałkiem ciastka, przez co od razu się od siebie odsunęliśmy na bardziej bezpieczną odległość.

- Miałabyś jakiś pomysł na piosenki? – zapytał Tom.

- W sumie wczoraj jedną napisałam po powrocie z wesela i wydaje mi się, że nadawałaby się do współpracy z wami... – Powiedziałam, drapiąc się po głowie. Ale za Chiny nie zaśpiewam jej teraz przy Niallu.

- To idę na górę po gitarę i zaraz nam ją zagrasz, zaśpiewasz, co wolisz. – Tom wstał i zanim zdążyłam zaprotestować już go nie było. Cholera.

- Miałaś wczoraj jeszcze siłę coś pisać? – zapytał zdziwiony Niall.

- Cóż... Wena lubi przychodzić w najróżniejszych chwilach, nawet jeśli jest się zmęczonym.

- Święte słowa! – poparł mnie Danny, gdy akurat zaczęła wibrować moja komórka. Tata?

- Przepraszam was na chwilę, rodzice dzwonią. – Przeprosiłam wszystkich i odstawiłam kubek na stolik, a następnie szybko przeszłam do holu, odbierając telefon. – Cześć, tato. Coś się stało?

- To już musi coś się stać, żebym dzwonił do własnej córki? – usłyszałam ucieszony głos swojego taty. Nie widzieliśmy się lekko ponad miesiąc, a już za nimi tęsknię. Na szczęście już za kilka dni Święta i będę mogła spędzić z nimi przynajmniej te kilka dni.

- Jasne, że nie... – Westchnęłam. – To co tam u was?

- Wszystko w porządku. – Mogłam wyczuć nawet na odległość dwóch godzin samolotem, że coś kombinuje. W sumie mój tata nie byłby sobą, gdyby czegoś nie kombinował. – Wybrałem z mamą, Marcinem i Martyną na małą wycieczkę i właśnie jesteśmy w jakimś hotelu. Pomyśleliśmy, że do ciebie zadzwonimy.

- Gdzie was znowu wywiało? – zaśmiałam się, wyobrażając sobie swoją rodzinkę w środku lasu. Bardzo bym się nie zdziwiła, gdyby byli w takim miejscu w rzeczywistości.

- Nie wiem, w sumie. – Westchnął. – Patrzę przez okno i widzę jakieś czarne taksówki, czerwone, piętrowe autobusy i wszyscy jeżdżą tu po lewej stronie, jakiś kompletny absurd. – Chyba zaczęło mi się robić słabo. Oparłam się o ścianę, która okazała się bardzo pomocna w utrzymaniu równowagi. – Masz może pomysł, co to za dziwaczne miejsce?

- Tato... Jeśli sobie nie robisz jaj i naprawdę jesteście w Londynie, to za dziesięć sekund chyba zemdleję.

- Zamiast mdleć, to przyjedź pod Notting Hill Hostel, wyślę ci adres smsem. Pójdziemy na jakiś spacer, obiad.

- Dobra. – Zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębszych wdechów. – Postaram się jak najszybciej przyjechać, po drodze sprawdzę, co jest w okolicy i zrobię jakiś plan.

- To co, widzimy się za piętnaście minut? – zapytał, a ja aż prychnęłam.

- Tato, jesteśmy w Londynie, a nie w Szczecinie. – O Boże, oni naprawdę tu są. Bożebożebożebożeboże! – Jesteście gdzieś w centrum?

- Tak mi się wydaje, ale nie wiem, co tu jest centrum, a co nie.

- Jeśli jesteście w centrum, to dajcie mi pół godziny, może nie będzie korków. Dobra, do zobaczenia! – rozłączyłam się i od razu zadzwoniłam po taksówkę. Może to mnie wybawi od śpiewania tej cholernej piosenki? Kurde, zachciało mi się wczoraj tworzyć...

- Jaki tu jest adres? – krzyknęłam w stronę salonu i, gdy otrzymałam już swoją odpowiedź, wykręciłam numer swojej zaufanej korporacji. Dzięki karcie kredytowej, którą podarował mi Cowell, zaczęłam zdecydowanie częściej korzystać z taksówek niż wcześniej. Takiego szefa to ja mogę mieć!

- Czy mi się tylko wydawało, czy właśnie zamówiłaś taksówkę? – zapytał Niall, gdy wróciłam do salonu.

- Moja rodzina jest w Londynie – powiedziałam, ciągle nie mogąc do końca w to uwierzyć. – Postanowili zrobić mi niespodziankę, muszę do nich jechać.

- Widzę, że niespodzianka im się udała. Wyglądasz lepiej niż jak nas zobaczyłaś. – Zaśmiał się Jones.

- Ale nie wykręcisz się z piosenki! – Tom, który już zdążył wrócić, wręczył mi gitarę. – Akurat zanim przyjedzie taksówka, to zdążysz nam zagrać.

Może i to nie był taki zły pomysł? Może ucieczka w muzykę pozwoli mi się uspokoić, co w tym momencie było wręcz niezbędne.

- No, dobra. – Westchnęłam. – Ale ostrzegam, to jest dopiero wersja „na brudno” – powiedziałam i zamykając oczy, zaczęłam grać na gitarze. Dzięki potrzebnemu skupieniu, którego wymagało ode mnie granie i śpiewanie, zapomniałam, dla kogo gram. I, że adresat piosenki siedzi tuż obok...

Oczy odważyłam się otworzyć dopiero, gdy skończyłam już grać całość.

- Napisałaś to wczoraj wieczorem? – zdziwił się Tom. – Naprawdę nieźle jak na kogoś, kto dopiero zaczyna.

- Coś z tego wyjdzie? – zapytałam niepewnie. Kątem oka zauważyłam szeroki uśmiech Nialla, który chyba połączył ze sobą takie fakty jak to, że napisałam to wczoraj po weselu i to, jaki brzmi ten tekst. Wkopałam się?

- Na pewno. Powiesz nam, jaki masz ogólny pomysł na płytę i coś wymyślimy – odpowiedział Danny, przytulając swoją narzeczoną.

Usłyszeliśmy zza okno trąbienie samochodu.

- Chyba na mnie czas. – Wstałam z kanapy i przejechałam po wszystkich wzrokiem. – Niesamowicie miło było was wszystkich poznać. A skoro niedługo spotkamy się w studio, to się nie żegnajmy, bo się jeszcze popłaczę i mój makijaż się rozmaże.

- Odprowadzę cię. – Niall się zaoferował i poszedł za mną do holu.

- Jeszcze raz ci dziękuję. – Szeroko się uśmiechnęłam, zakładając buty, a następnie płaszcz. – Zrobiłeś mi najlepszą z możliwych niespodzianek.

- Naprawdę nie ma za co. – Schował ręce do kieszeni, kołysząc się na piętach.

- Jest. – Westchnęłam i podeszłam do niego. Spojrzał na mnie niepewnie i wykonał jeden krok w moją stronę. Wyglądał tak, jakby nie był do końca pewny, czy może wykonać następny, jakże oczywisty, ruch.

I dokładnie w tym momencie usłyszeliśmy jakiś brzdęk z salonu i od razu głosy karcące osobę, która ten dźwięk spowodowała. I dokładnie w tym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy obserwowani. No pewnie, że tak.

- Do zobaczenia wkrótce? – zapytałam z uśmiechem, naprawdę mając na to nadzieję.

- Jasne. – Od razu się zgodził z uśmiechem. – Daj znać jak stoisz z rodziną i może się zgadamy przed świętami. Kiedy masz lot?

- W poniedziałek, pojutrze.

- W takim razie czekam na telefon. – Niall zbliżył się do mnie, nie zważając na siedem par oczu, które aktualnie skupiały na nas swoje spojrzenia, i czule pocałował mnie w policzek.

Taksówkarz wyraźnie był mało cierpliwy, bo znowu zatrąbił.

- Cześć wszystkim! – otworzyłam białe drzwi wejściowe i po chwili uderzył mnie chłód grudniowego powietrza. Teraz czas dowiedzieć się, co ta moja zwariowana rodzina wymyśliła.







Spędzanie czasu z Kate zaliczało się aktualnie do jednej z moich ulubionych czynności. Kiedy w końcu przyzwyczaiła się do mojej osoby i przestała mnie traktować jak chłopaka z pierwszych stron gazet, tylko zwykłego dwudziestolatka, którym byłem tak samo jako ona, nasza znajomość zaczęła się rozwijać w bardzo obiecującym kierunku.

Tym razem też bawiłem się świetnie już od pierwszej minuty naszego spotkania.

Po wieczornym seansie w mało popularnym kinie, gdzie oprócz nas na sali były może jakieś cztery osoby, zabrałem Kate do restauracji na kolację. Część mnie chciała jej „zaimponować”, więc nie była to nawet średniej klasy restauracja, tylko na pewno jedna z tych lepszych. Miałem jedynie nadzieję, że nie będzie się tu czuć niezręcznie, bo gdy tylko przekroczyliśmy próg lokalu zauważyłem po minie dziewczyny, że często nie bywa w takich miejscach.

- Jej, już się nie mogę doczekać trzeciej części! – powiedziała podekscytowana, gdy kelner wręczył nam dwa menu. Otworzyła je i z konsternacją przeglądała karty.

- Z przyjemnością na trzecią też cię zabiorę. – Od razu zaproponowałem. – Tylko tym razem weźmiemy dwa popcorny, żeby starczyło też na film, a nie tylko reklamy.

- No jeszcze zaraz powiesz, że to ja cały wyjadłam! – zbuntowała się ze śmiechem.

- A co, niby ja? – uwielbiałem się z nią droczyć.

- Niby ty, bo ja byłam zajęta swoimi żelkami. Po co mi był twój popcorn?

- Żeby mi go zjeść i żebym nie miał co dziamdziać w trakcie filmu. Proste. – Wzruszyłem ramionami, aby podkreślić oczywistość moich podejrzeń.

- Gdyby tak było, to teraz nie byłabym głodna. – Ponownie zanurzyła nos w menu. – Ale jak w końcu coś zrozumiem z tych francuskich nazw dań, to rzeczywiście prosto z restauracji będziemy mogli pójść na trzecią część Hobbita, bo pewnie krócej niż rok mi to nie zajmie. – Mruknęła, rozszyfrowując tym razem już angielskie opisy dań, ale to chyba wcale nie było łatwiejsze, biorąc pod uwagę składniki tych dań. Jednak głupi pomysł z tą knajpą.

- Kate, mały test. – Zdecydowałem, że jeśli go zda, zostaniemy tu. A jeśli nie, to weźmiemy taksówkę i skoczymy do McDonalda. Przynajmniej będzie szybciej. – Do czego służy ten widelec? – wskazałem na widelec do ryb, który leżał obok tego do mięs lub innych dań głównych, poza rybami.

- Do jedzenia..? – zapytała niepewnie, mimo że doskonale wiedziała, o co pytam.

- Już nie bądź taka cwana... Do jakiego rodzaju jedzenia? – gdy usłyszała to pytanie, tym razem bardziej sprecyzowane, mina jej zrzedła.

- Nie wiem, do sałatek? Do mięs? – wzruszyła z obojętnością ramionami. - Boże, widelec to widelec, po co się tak rozdrabniać?

- Wstawaj, idziemy po płaszcze. – Wstałem od stolika i podałem jej ramię. Wstała skonsternowana od stołu i złapała mnie pod ramię, a ja od razu poprowadziłem ją w stronę wyjścia, gdzie stał pracownik, który zabrał nasze płaszcze. – Możemy prosić nasze odzienia? – zapytałem oficjalnie, wiedząc, jaka etykieta panuje w takich miejscach.

- Już państwo nas opuszczają? – zapytał zdziwiony.

- Poczułem się niedobrze, wolę jechać już do domu. – Skłamałem, gdy mężczyzna pomagał założyć nam płaszcze. – Ale oczywiście mam nadzieję niedługo tu wrócić.

- Również mamy taką nadzieję.

- Mógłbym prosić o zamówienie taksówki? – zapytałem, a pracownik skinął głową i wyszedł na zewnątrz.

- Co ty wyprawiasz? – zapytała szeptem Kate, przyglądając mi się, jakby co najmniej nagle wyrosło mi jakieś drzewo na czole.

- Nie będziemy się męczyć w tym sztywnym miejscu. Co powiesz na McDonalda? – zapytałem z szerokim uśmiechem.

- Cholera, ciebie jednak naprawdę nie da się nie lubić. – Od razu zauważyłem, że dziewczyna wyraźnie się rozluźniła.

- Państwa taksówka już czeka. – Facet wrócił do środka i grzecznie nam się ukłonił. – Życzę panu szybkiego powrotu do zdrowia.

- Dziękuję. – Kiwnąłem mu głową i szybko z brunetką opuściliśmy lokal i weszliśmy do taksówki, która czekała na nas tuż przed wejściem.

- Dobry wieczór państwu, gdzie jedziemy? – zapytał od razu taksówkarz, a ja podałem mu adres swojego wieżowca.

- I prosimy o zahaczenie po drodze do McDonalda, do Drive Thru.

- Się robi, proszę pana! – odpowiedział, odpalając silnik i ruszając spod restauracji.

- Dokąd ty mnie porywasz, że jedziemy tylko do Drive Thru? – Kate spojrzała na mnie podejrzliwie.

- Wywożę cię do lasu! – zaśmiałem się.

- Liaaaam! – wywróciła oczami. – Ja się serio pytam!

- A dlaczego wywożenie cię do lasu nie może być serio?

- Jak zaraz cię walnę, to się dowiesz, dlaczego. – Mruknęła, zakładając ręce na piersiach.

- Zabieram cię do siebie. – W końcu powiedziałem, żeby bardziej jej nie denerwować. – Pomyślałem, że tam będzie lepiej, niż w Macu, gdzie wszyscy pewnie by nas zaczepiali.

- Jedziemy do ciebie? – zapytała zdziwiona. Och, to mogło rzeczywiście źle zabrzmieć.

- Obiecuję, że ręce będę trzymał przy sobie. – Zaśmiałem się. Kate znowu wywróciła oczami, ale tym razem cicho się śmiejąc.

Jazda do Maca zajęła nam mniej czasu niż się spodziewałem, tak więc po chwili byliśmy przy mikrofonie, składając zamówienie przez otworzone okno.

- Poproszę dwa zestawy powiększone z frytkami i colą. Raz będzie Big Mac, a raz... – Spojrzałem pytająco na Kate.

- Chicken Legend z majonezem.

- A raz Chicken Legend z majonezem.

- Coś jeszcze dla pana?

- Chcesz coś jeszcze?

- Nie, dziękuję – odpowiedziała kręcąc głową, a ja podziękowałem ekspedientce.

- Proszę o przygotowane sumy widniejącej na ekranie i zapraszam po odbiór zamówienia do następnego okienka. – Usłyszałem głos z głośników i poklepałem lekko fotel kierowcy.

- Możemy jechać dalej – powiedziałem do kierowcy, zapisując sobie w głowie, żeby dać mu napiwek.

Po kilku minutach jechaliśmy już w stronę mojego wieżowca, którego światła były już widoczne na horyzoncie.

- Mmmm... Jak to cudnie pachnie. – Kate się „inhalowała” zapachami z wielkiej papierowej torby, które automatycznie zaczęły wypełniać taksówkę.

- Poczekaj jeszcze kilka minut, zaraz będziemy na miejscu.

- A nie mogę już sobie chociaż kilka frytek dziabnąć?

- Nie je się w samochodach, jeszcze coś zaciapiesz!

- Nie jestem tobą, żeby brudzić wokół siebie.

- Pfff... Udam, że tego nie słyszałem. – Zrobiłem obrażoną minę, rozśmieszając tym dziewczynę.

- Już nie udawaj takiego delikatnego.

- Wbrew pozorom pod tą warstwą mięśni skrywa się wrażliwa dusza!

- Warstwą czego? – zapytała, jakby chciała się upewnić, czy dobrze słyszy.

- Nie no, teraz to już serio z tobą nie gadam. – Obróciłem się w stronę okna, przez co Kate jeszcze bardziej zaczęła się śmiać.

- Jesteś niesamowity. – Westchnęła, gdy się już uspokoiła. Mimo, że nadal udawałem obrażonego, to coś we mnie się szeroko, triumfalnie uśmiechnęło. Jestem niesamowity!

- Dwanaście sześćdziesiąt poproszę! – nawet nie zauważyłem, kiedy taksówka zatrzymała się pod moim domem. Szybko wyciągnąłem portfel z kieszeni i podałem mu należną kwotę, z dodatkowym napiwkiem.

- Zapraszam panią w moje skromne progi - powiedziałem, otwierając przed Kate drzwi wejściowe do niższego z dwóch wieżowców, gdy już opuściliśmy czarny samochód.

- Już się nie fochamy? – zapytała, podnosząc brwi.

- Ja jestem facetem, pięć minut nam wystarczy. – Szeroko się uśmiechnąłem i podszedłem do windy, która była na dole. Wszedłem do środa razem z Kate i nacisnąłem przycisk z liczbą „34”. Kilkunastosekundową jazdę na górę spędziliśmy w całkowitej ciszy, przerywanej jedynie cichą, nijaką muzyczką, które miały w zwyczaju lecieć w windach.

- Szybciej wyciągaj te klucze, zimne frytki to niedobre frytki! – pospieszyła mnie brunetka, gdy grzebałem w kieszeni.

- Już, spokojnie, przecież ci ich nie zjem. – Zaśmiałem się, wyciągając w końcu klucze z kieszeni i przekręcając zamek w drzwiach. Przepuściłem przodem dziewczynę, która od razu zdjęła płaszcz i odłożyła na wieszak w przedpokoju, a następnie zdjęła buty i ustawiła je przy drzwiach. Poszedłem w jej ślady, zastanawiają się, czy przypadkiem nie zostawiłem w domu bałaganu. Oby nie.

- Za mną! – ruszyłem przodem, niosąc torbę z McDonalda, i udałem schodami na piętro. Wziąłem z czarnego fotela dwie duże poduszki i położyłem na podłodze, tuż przed oknem panoramicznym. Usiadłem na jednej z nich i położyłem torbę na kaflach. Spojrzałem na Kate, która cały czas stała przy schodach, i poklepałem poduszkę obok siebie.

- Wydawało mi się, że zimne frytki to niedobre frytki, czy coś w tym stylu.

- Wielkiego Liama Payne’a nie stać na stół i musi jeść na podłodze? – zaśmiała się, ale podeszła do mnie i zajęła miejsce na miękkiej poduszce.

- Wielki Liam Payne lubi czasami usiąść przed tym równie wielkim oknem i po prostu podziwiać panoramę Londynu nocą. – Delikatnie się uśmiechnąłem, wyciągając z torby jedzenie i podając dziewczynie jej zestaw. – Teraz nie ma wyjątkowo żadnych chmur, jest ciemno, wszędzie palą się światła... Uwielbiam ten widok. Jest taki...

- Hipnotyzujący. – Dokończyła się za mnie Kate, dostrzegając w tym widoku to samo, co ja.

- Dokładnie tak, hipnotyzujący. – Zgodziłem się z nią, zaczynając jeść naszą kolację.

W trakcie posiłku wyjaśniałem Kate, na co tak właściwie teraz patrzy. Oprócz London Eye, można było zobaczyć naprawdę kilka interesujących obiektów. Chciałbym jej te obiekty kiedyś pokazać. Może tym razem z bliższej odległości.

Takie siedzenie miało dodatkowe plusy, oczywiście poza obłędnym widokiem. Mogłem bez żadnych skrupułów patrzeć na Kate, której obraz odbijał się w szklanej powierzchni. To dopiero był widok...

- Zgaszę światło, będzie lepiej widać – powiedziałem, wstając z podłogi, gdy już została nam tylko rozwodniona lodem cola. Podszedłem do włącznika i po jednym kliknięciu przełącznikiem, w pokoju zapanowała kompletna ciemność, rozświetlana jedynie światłami z zewnątrz. – Od razu lepiej. – Wróciłem na swoje poprzednie miejsce.

- Londyn jest naprawdę magiczny. – Szepnęła Kate, spoglądając na mnie kątem oka. Kilkoma ruchami bioder przysunęła się bliżej mnie i oparła swoją głowę na moim ramieniu. Mmmm... Skądś znam ten zapach.

- Jakich używasz perfum? – zapytałem szeptem, do którego zachęcała mnie cisza panująca wokół nas.

- Nie poznajesz go? – zaśmiała się cicho. – Twój menagment nie byłby z ciebie dumny. – Dodała, cały czas się ze mnie podśmiewując.

- Our Moment? – zapytałem, a ona podniosła głowę, patrząc mi prosto w oczy.

- Tak, dokładnie. Nasz moment. – Szepnęła takim głosem, z naciskiem na „nasz”, że od razu zrobiło mi się gorąco. Nie kontrolując własnych ruchów, położyłem jedną rękę na jej biodrze, bardziej ją do siebie przyciągając.

- Ktoś tu obiecywał, że będzie trzymał swoje łapki przy sobie. – Kate była już tak blisko mnie, że prawie stykaliśmy się czubkami nosów. Jeszcze trochę... – Całe szczęście, że ja nic takiego nie obiecywałam. – Dodała, obejmując moją szyję rękoma. Przymknąłem lekko oczy i zakończyłem swoją katorgę, złączając nasze usta w pocałunku. Nasze języki zaczęły od razu jakiś dziki taniec, nie mogąc się nasycić sobą nawzajem.

Gdy jedna dłoń Kate znalazła się pod moją koszulką, delikatnie pieszcząc brzuch, do głowy przyszła mi jedna myśl – to będzie długa noc. Ale za to jaka przyjemna...









To były naprawdę zwariowane cztery dni. Dopiero dzisiaj rano, w Boże Narodzenie, tata, mama, Marcin i Martyna wylecieli z lotniska do Polski – nie wiem, ile musieli zapłacić za bilety akurat w ten dzień, ale chyba wolę pozostać w niewiedzy.

Teraz, gdy już zostałam całkowicie sama, bo Justyna również opuściła Londyn na Święta i wróciła do domu, mogłam odpocząć po zwiedzeniu według mojej mamy. Dopóki nie przyleciała tu ze swoim przewodnikiem, w którym zakreślała wszystko, co chciała koniecznie w trakcie tych czterech dni zobaczyć, myślałam, że już zwiedziłam Londyn. Oj, jak bardzo się myliłam... Pierwszy raz dotarło to do mnie, gdy już w sobotę przy zwiedzaniu okolic hostelu, który okazał się być położy tuż przy Hyde Parku, poczułam jak nogi przysłowiowo wchodzą mi w mi w dupę. Moja mama nie zna litości, jeśli chodzi o zwiedzanie. Nawet w największej dziurze potrafi znaleźć kilka miejsc do zobaczenia (dokładnego zobaczenia, oczywiście), a to jest przecież Londyn. Mogę się założyć, że o połowie muzeów, w których teraz z nimi byłam, nie słyszała połowa londyńczyków, którzy się w tym mieście urodzili. Oczywiście nie pamiętam już żadnych obrazów czy rzeźb, do których podziwiania zmusiła mnie mama-historyczka, ale przynajmniej ona jest zadowolona. A ja też się dobrze bawiłam, bo przy dziesiątym muzeum z kolei, razem z bratem i tatą tradycyjnie robiliśmy sobie jaja z mamy i otaczającej nas sztuki, żeby zwyczajnie nie zwariować.

Jednak wszyscy mieliśmy największą zabawę w muzeum, albo galerii, Madame Tussauds. Bawiłam się tam świetnie, robiąc sobie zdjęcie przy każdej  figurze. Nawet z One Direction!

Oczywiście, mój brat z tatą nie byliby sobą, gdyby nie wpadli na pewien genialny, w ich mniemaniu, pomysł. Otóż powiedzieli, że mam stanąć nieruchomo w dziale muzyki – Skoro jesteś już tak rozpoznawalna, to może ktoś się nabierze, że już masz tu swoją figurę!

No tak, zapomniałabym. Nie miałam pojęcia, szczerze mówiąc, ile mnie teraz jest w internecie. Cóż, zwyczajnie się odgrodziłam od większości plotkarskich stron, jedynie co jakiś czas sprawdzając linki, które podsyłali mi znajomi. O swojej „rozpoznawalności” dowiedziałam się właśnie podczas zwiedzania Londynu, kiedy to całe dnie spędzałam praktycznie na zewnątrz, a nie zamknięta w studio. Kilka razy zdarzyło się, że jakieś dziewczyny mnie zatrzymywały, aby pogadać o moich muzycznych planach, One Direction, czy po prostu zrobić sobie zdjęcie. A trochę więcej razy ludzie dziwnie mi się przyglądali, robili mi zdjęcia z oddali i się dziwnie zachowywali w moim pobliżu. Powiedzieć, że „czułam się obserwowana”, to zdecydowanie za mało.

Wracając do mojej „figury woskowej”, z wielką łaską i w towarzystwie wywracania oczami, stanęłam nieruchomo pomiędzy Adele a Rihanną, podczas gdy dwóch najważniejszych mężczyzn w moim życiu stanęło na przeciwko, udając, że wcale mnie nie obserwują.

Gdy już miałam się poddać, bo nikt z przechodzących osób nie zwracał na mnie uwagi, do muzycznego działu weszło kilka dziewczyn, na oko w wieku późnego gimnazjum albo wczesnego liceum.

- Patrz, to Kate Bitner! – podeszły do mnie podekscytowane. Tak bardzo miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, a przecież nawet nie mogłam normalnie oddychać!

- Ta od One Direction? – zapytała druga, równie zdziwiona, co moi mężczyźni, którzy nagrywali telefonem całą sytuację, ledwo powstrzymując śmiech. – Ledwo co z X Factora odeszła, a już ma figurę. Jak ona to zrobiła?

- Rzeczywiście, przecież nawet jeszcze finału nie było. – Dopowiedziała trzecia. – Z jej tweetów wynika, że siedziała ostatnio cały czas w studio. I to chyba Edem, czaisz?

- Sheeranem?

- No, pewnie, że Sheeranem, a jakim? Skubana, jak tak zaczyna, to pewnie zrobi niezłą karierę...

- I jeszcze to zdjęcie, które na jej konto wrzucił Niall! Myślicie, że z nim kręci?

- Nie wiem... Na początku myślałam, że kręci z Liamem, ale rzeczywiście, na wzajem sobie wrzucają zdjęcia na Twittera, była na jego TwittCamie... Sama nie wiem.

- Nawet mnie nie denerwuj! – krzyknęła ta, która podeszła do mnie jako pierwsza. – Jeśli zabierze mi Nialla, to osobiście tu przyjdę i zniszczę jej tą woskową twarz! – tutaj już nie wytrzymałam razem z Marcinem i tatą i wszyscy w trójkę wybuchliśmy śmiechem.

- Proszę, tylko bez rękoczynów – powiedziałam, podnosząc ręce w obronnym geście. – Jestem za młoda, żeby umierać. – Musiało upłynąć kilkanaście sekund, zanim trzy dziewczyny zrozumiały, że to tylko taki skromny żarcik.

- O Boże, ty żyjesz! – powiedziała jedna dziewczyna bardzo odkrywczo.

- Tak, wszystko na to wskazuje. – Zaśmiałam się. – I macie rację, ostatni miesiąc spędziłam w studio, między innymi z Edem. – Ale o Niallu nic wam nie powiem, możecie sobie pomarzyć.

- Ja... My... – Zaczęła się jąkać jedna z nich. – Możemy mieć z tobą zdjęcie?

- Jasne. - Szeroko się uśmiechnęłam. – Mój brat może nam zrobić zdjęcie, żebyście były wszystkie, co?

- O, byłoby super. – Właścicielka aparatu podała Marcinowi urządzenie, który był już purpurowy od powstrzymywania śmiechu. – Jej, jesteście identyczni!

- Prawdziwe rodzeństwo. Uśmiech! – szeroko się uśmiechnęłam do aparatu, obejmując dziewczyny obok siebie.

Jedna z dziewczyn wyjęła jakiś zeszyt.

- Mogłabyś nam dać swój autograf? – Mój co? Autograf? Ale ja nie mam swojego autografu...

- Mój autograf? – zapytałam, zdziwiona.

- No tak – uśmiechnęła się nieśmiało i wyciągnęła w moją stronę zeszyt z markerem. – Najlepiej trzy, żeby było dla każdej z nas. Dla Meggie, Alice i June. – Wymieniła imiona dziewczyn, a ja z bijącym w szaleńczym tempie serce zastanawiałam się, co mam właściwie napisać. Kate? Kate Bitner? Katie? Cholera...  Finalnie zdecydowałam na zwykłe Kate Bitne, napisane moim zwykłem pismem, bez żadnych dziwactw.

- Kasia, chyba musimy iść. – Mój tata stwierdził, że czas dla „obcych” ludzi doszedł końca.

- Jak cię nazwał twój tata? – zapytała nieśmiało jedna z dziewczyn, chyba Alice.

- Kasia. To polska wersja mojego imienia, pełną formę mam w dowodzie, prawie jazdy i tak dalej.

- Musisz już iść? – zapytała June.

- Tak, jeszcze mamy do zwiedzenia sporo rzeczy. Mama mnie zabije, jeśli nie zobaczymy dzisiaj tego, co ma w planie. – Cała trójka spojrzała na mnie zaskoczona moją normalnością. To takie dziwne, że się słucham mamy? – To cześć, dziewczyny, miło było was spotkać. – Pożegnałam się z nimi i ruszyłam w kierunku kolejnej sali z tatą i bratem, gdzie czekała na nas mama ze swoją synową.

Teraz już jest środa, moja rodzina już wylądowała w Szczecinie, szykując się na pójście do wujka, gdzie razem z ciocią i moim kuzynem od kilku lat szykowali drugi dzień Świąt. A ja siedzę przy biurku w eleganckiej sukience, ze zrobionymi włosami i starannym makijażem, bo mają dzwonić na Skypie, gdy już będą wszyscy razem przy stole. Cóż, Wigilię miałam rodzinną, ale Boże Narodzenie już mamy na odległość, gdyż się okazało, że mój tata żartował z rezerwacją samolotu dla mnie, bo chciał zrobić niespodziankę przyjazdem do Londynu.

Włączyłam na laptopie „Kevina Samego w Domu”, bo dla mnie bez tego filmu zdecydowanie nie było  Świąt. Herbata z cytryną, film i sałatka jarzynowa, którą zostawili mi po wczorajszej kolacji. Zrobiła zdjęcie, które przedstawiało włączony film, kubeł z herbatą i sałatkę. Lewy przycisk... Share via... Twitter.

Kate sama w domu – mam nadzieję, że mnie nie napadną dzisiaj żadni londyńscy złodzieje tak jak Kevina ;)”.

Po tym tweecie stało się coś, czego się w ogóle nie spodziewałam – dostałam dziesiątki zaproszeń na rodzinne kolacje. Oczywiście zrobiło mi się od razu niesamowicie miło, gdy tak wiele osób nie chciało, żebym była dzisiaj sama. Ale przecież nie będę, będę ze swoją rodziną. Lepszy Skype niż nic, prawda?

Nie martwcie się! W Polsce ważniejsza jest Wigilia i ją spędziłam ze swoimi rodzicami, bratem i jego żoną. Dzisiaj będę miała z nimi święta na Skypie, i to jeszcze z babcią, wujkiem, ciocią i kuzynem! :)”

Jednak to wcale nie uspokoiło moich followersów, nadal pojawiały się propozycje kolacji, niektóre nawet zza oceanu – Boże, kto mnie tam zna?! Co się dziwisz, sama dobrze znałaś większość osób z otoczenia One Direction. Teraz i ty się do niego zaliczasz. Właśnie, One Direction! Miałam się podzielić ze światem swoim zdjęciem z ich figurami woskowymi! Otworzyłam na laptopie folder ze zdjęciami z wizyty rodzinki w Londynie i znalazłam swoje zdjęcie z podobiznami chłopaków. Załadowałam je na Twittera i dodałam z podpisem „Patrzcie, kogo ostatnio spotkałam! Nigdy jeszcze nie wytrzymali tak długo bez gadania żadnych głupot, jak podczas tego spotkania! ;)”. Enter.

Odłożyłam wyciszony telefon na łóżko i włączyłam film. Delektowałam się każdą sceną, mimo że oprócz samych właśnie scen, to znałam już na pamięć większość dialogów. Ale ten film miał w sobie coś takiego, że bawił mnie niezmiennie każdego roku.

Jednak spokojne oglądanie filmu nie było mi dane, nawet z odłożonym i wyciszonym telefonem. Mniej więcej pod koniec filmu, właśnie wtedy, gdy zaczynała się najlepsza akcja, ktoś zaczął pukać w moje drzwi. Zignorowałam. W dupie to mam, nikogo nie zapraszałam, nikt się nie zapraszał do mnie również, więc nikogo się nie spodziewam. Zaczęłam oglądać dalej, ale „niespodziewany gość” był wyjątkowo uparty. Najwyraźniej, podczas gdy ja nie wykazałam najmniejszego zainteresowanie jego osobą, gość odkrył istnienie dzwonka do drzwi, co zdecydowanie bardziej uprzykrzało mi mój świąteczny seans filmowy. Ale co tam, ja się tak łatwo nie poddam! Zobaczymy, kto pierwszy wymięknie.

Walenie do drzwi.

Dzwonek.

Walenie.

Dzwonek.

Walenie.

Dzwonek.

NOSZ KURWA MAĆ! I tyle wyszło z mojego nie przeklinania w Święta.

- Dobra, poddaję się! – krzyknęłam sama do siebie, już porządnie wkurzona. Szybko podeszłam do drzwi i nie patrząc przez judasza, otworzyłam drzwi. – Pali się?! –krzyknęłam, a moim oczom ukazał się... Święty Mikołaj, jak Boga kocham. Ale wystarczyło jedne spojrzenie nad sztuczne wąsy i już wiedziałam, kto się kryje pod tą czapką. I gdy doszło do mnie, kto to naprawdę jest, wybuchłam chyba największym śmiechem od kilku tygodni. To była w sumie histeria.

Nie mogąc się uspokoić, opadłam na podłogę w przedpokoju, trzymając się za bolący brzuch. Bolący bardziej niż zwykle... Kiedy mi to minie?

- O Boże, nie mogę płakać! Mój makijaż! – otarłam łzy, spływające po moim policzku, starając się jako tako uspokoić, ale widok „Mikołaja”, który wszedł do mieszkania i zamknął za sobą drzwi, skutecznie mi to uniemożliwiał.

- Ho, ho, ho! – zawył niskim głosem. – Ładnie się tak śmiać z Mikołaja? – zapytał z naprawdę dziwnym akcentem. – Nie śmiej się, albo nie dostaniesz prezentu!

- Niall, co to za akcent? – zapytałam, wstając, cały czas się lekko śmiejąc. – Z Bieguna Północnego? – prychnęłam, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Cóż, niektóre rzeczy są ode mnie silniejsze. Widok Nialla w naprawdę dobrym kostiumie Mikołaja, z brodą, czapą, wielkim brzuchem, zdecydowanie zaliczał się do jednej z takich rzeczy.

- Niall? Nie mam pojęcia, o kim mówisz... – Ten akcent był naprawdę cudowny. Cudownie śmieszny, oczywiście.

- W takim razie drogi Mikołaju, co cię do mnie sprowadza? – zapytałam z udawaną powagą.

- Moim zadaniem  w ten dzień, oprócz obdarowania grzecznych dzieci prezentami, jest pewność, że nikt nie będzie sam. Dlatego zabieram cię do pewnej irlandzkiej rodziny, która się zwaliła na głowę biednemu chłopakowi, który bez wsparcia dobrej duszy sam tego nie ogarnie.

- Niall, to znaczy Mikołaju, – szybko się poprawiłam, bawiąc się w jego grę – jestem umówiona z pewną polską rodziną na Skype’a.

- Słyszałem plotki, że w domu tego Irlandczyka są urządzenia, które posiadają ten program. Na pewno się nie obrażą, jeśli na godzinkę ich zostawisz, aby pogadać ze swoją rodziną – powiedział tym niskim, mikołajowym głosem. Czułam, że nie mam wyjścia. Albo pójdę z nim dobrowolnie, albo zapakuje mnie w jakiś mikołajowy worek, wrzuci na sanie zaprzęgane reniferami i ruszymy w stronę jego mieszkania.

- Dobra. – Westchnęłam zrezygnowana. – Wyłączę laptopa, wezmę kilka drobiazgów i możemy iść – powiedziałam i zobaczyłam szereg wyszczerzonych białych zębów, które przebijały się przez sztuczne wąsy.

Dopiero, gdy schodziliśmy po schodach, zauważyłam, że Niall już nie ma gipsu na nodze.

- Gdzie się podział twój gips, Mikołaju? – zapytałam z uśmiechem, wychodząc z klatki schodowej i idąc za czerwoną postacią do znanego mi już czarnego Range Rovera.

- Mikołaj musi mieć sprawne wszystkie kończyny na Boże Narodzenie, żeby dzieci na całym świecie podostawały swoje prezenty! – odpowiedział zadowolony, wsiadając na miejsce kierowcy, gdy ja zajęłam miejsce obok niego.

- Wszystkie kończyny..? – nie byłabym sobą, gdybym nie zadała tego pytania.

 Niall mnie zmierzył wesołym spojrzeniem swoimi niebieskimi oczami, w których tańczyły małe diabełki.

- Mówiłem, że musisz być grzeczna, bo nie dostaniesz prezentu. – Skarcił mnie.

- To jeszcze są jakieś prezenty przewidywane? – zaskoczył mnie tym, szczerze mówiąc. – Ale ja nic nie mam! – o nie o nie o nie o nie o nie o nie! Nie cierpię przychodzić nieprzygotowana! Byłam pewna, że tradycją jest dawanie sobie prezentów rano w Boże Narodzenie, nie wieczorem!

- Został tylko już tylko jeden, dla ciebie – powiedział już swoim głosem, najwyraźniej zapominając się na chwilę.

- Och, Niall... – Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie byłam przygotowana na wymianę prezentów. Nawet jeśli miałabym mu coś dać, to co by to mogło być? Co dać chłopakowi, który ma już wszystko?

- Ten Niall musi być bardzo fajnym chłopakiem, skoro cały czas nazywasz tak kogoś tak świetnego jak ja, Święty Mikołaj! – iiiiiiii Mikołaj wrócił.

- Tak, bardzo fajny z niego chłopak... – Odpowiedziałam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

W radiu akurat zaczęło lecieć All I Want For Christmas Is You i razem z Niallem zaczęliśmy to całkiem głośno śpiewać. On, oczywiście przez śpiewanie tym dziwnym głosem, sprawiał, że co chwilę wybuchałam śmiechem, nie mogąc śpiewać. I tak nam zleciała cała podróż do jego domu – Last Christas, Santa Claus Is Coming To Town – to się okazało być Nialla ulubioną piosenką, oczywiście – Rocking Robin, Let It Snow... Nawet nie wiedziałam, że znam te wszystkie teksty na pamięć.

- Mikołaju, muszę złożyć reklamację na transport! – powiedziałam „zbulwersowana”, wysiadając z auta na parkingu podziemnym. W odpowiedzi dostałam tylko zdziwione spojrzenie chłopaka. – Od kiedy to Mikołaj przemieszcza się jakimiś Range Roverami? Liczyłam na przejażdżkę saniami z reniferami... – Wydymałam wargi, niczym obrażone dziecko, czekając obok Nialla na windę.

- Cholera, na to nie wpadłem. – Jęknął niezadowolony, gdy drzwi windy się otworzyły i weszliśmy do środka. – Za rok obiecuję poprawę! – posłał mi szeroki uśmiech, a ja się lekko zdziwiłam. Za rok? Za rok też będziemy spędzać razem święta?

- Kaaaaate! – usłyszałam zbiorowe powitanie, gdy weszliśmy do mieszkania Nialla. – Jak ci się podoba Mikołaj? – Maura mocno mnie uścisnęła.

- Nie jest najgorszy. – Zaśmiałam się, odwzajemniając uścisk. – Bardzo dziękuję za zaproszenia.

- Naprawdę nie ma za co! – puściła mnie, a ja się przywitałam z resztą rodziny Nialla, czyli z jego tatą, bratem, Denise z Theo i... kto to jest? – Kate, to jest Chris, mój mąż. – Wyjaśniła Maura, a ja się przywitałam z mężczyzną. Dziwne, że Bobby nie czuje się niezręcznie. Ale może to kwestia przyzwyczajenia?

Oddałam Gregowi swój simonowy płaszcz, który stał się ostatnio moim ulubionym, i usiadłam z resztą rodziny Nialla przy stole na miejscu, które jako jedyne wyglądało, jakby nie było zajęte. Tylko Niall gdzieś zniknął.

- Denise, Kochanie, daj tatusiowi jego dziecko, a mi pomóż z indykiem – powiedziała Maura, biorąc się za krojenie. – Kate, jadłaś kiedyś takiego tradycyjnego, pieczonego indyka? – zapytała mnie, krojąc to wielkie ptaszysko na kawałki i rozdając wszystkim talerze.

- Nie, jeszcze nigdy nie miałam okazji. W Polsce indyk nie jest tradycyjnym daniem...

- Och, to szykuj się na zakochanie się w tym daniu! – obok mnie nagle usiadł Niall, ale już jako on, a nie Mikołaj. Wyglądał B-O-S-K-O. Miał czarne dżinsy, białą koszulę i luźno zawiązany czarny krawat. Uwielbiałam go w takim wydaniu. To znaczy nadal uwielbiam. – Mamo, nigdy więcej nie wkopiesz mnie w bawienie się w Mikołaja. Myślałem, że się ugotuję w tym kostiumie! – wywrócił oczami, biorąc dwa talerze – jeden dla mnie, jeden dla siebie. Nie dając mi żadnego pola do wyboru, sam nałożył mi na talerz puree ziemniaczane, jakieś warzywa i wszystko polał sosem pieczeniowym.

- Wiesz, Niall, ja umiem sama sobie nałożyć jedzenie. – Zaśmiałam się wraz z pozostałymi gośćmi. – Ale dziękuję.

- Sorki, rozpędziłem się. – Uśmiechnął się ujmująco. – Soku? – zapytał, nalewając sobie do szklanki soku pomarańczowego.

- Poproszę! – uśmiechnęłam się, a blondyn nalał mi pomarańczowego płynu. – Dziękuję.

- No patrzcie, jaka ta dzisiejsza młodzież kulturalna! – zaśmiał się Bobby, obserwując naszą dwójkę. – Maura, dobrze wykonaliśmy swoją robotę jako rodzice!

- Tak, Bobby, bardzo dobrze. – Mama Nialla i Grega spojrzała z dumą na swoich synów. – Nie mogłabym być z was bardziej już dumna, chyba bym pękła – powiedziała ze łzami w oczach. – Ale nie ma co płakać, jedzmy, bo wszytko wystygnie!







- Było pyszne, dziękuję – powiedziałam, odkładając miseczkę po tradycyjnym angielskim puddingu. Chociaż jak się dowiedziałam, również tradycyjnym IRLANDZKIM puddingu.

- Na pewno nie chcesz dokładki? – zapytał Niall, pakując w siebie już trzeci pudding.

- Chyba zwariowałeś – na samą myśl, że miałabym coś jeszcze w siebie wcisnąć, zrobiło mi się niedobrze. – Ja już jadłam kolację, zanim przyszedłeś mnie porwać.

- W takim razie zasłużyłaś sobie na małą przerwę. – Och, łaskawy pan...

- Mogę was na chwilę przeprosić? Zadzwonię do rodziców i przesunę naszego Skype’a na później.

- Oczywiście, nie krępuj się! Czuj się jak u siebie w domu – powiedział Bobby, jako głowa rodziny, a ja od razu wstałam od stołu i udałam się do sypialni Nialla. – Niall, taką synową to mógłbym mieć... – Usłyszałam jeszcze głos taty Horana, gdy zamykałam za sobą drzwi.

- Tato! Tu wszystko słychać! – blondyn prawie krzyknął, upominając swojego tatę.

Usiadłam na łóżku i wybrałam telefon swojego taty.

- Cześć, Kasia córka! – uśmiechnęłam się, gdy się do mnie zwrócił do mnie tak, jak ma mnie zapisaną w swoim telefonie. – Gotowa na Skype’a?

- Cześć, tatuś. Ja właśnie dzwonię w tej sprawie.

- Coś się stało?

- Przyjaciel mnie zaciągnął na kolację ze swoją rodziną i jakbyście mogli zaczekać, aż wrócę do siebie, to byłoby super.

- Przyjaciel..? Ten cały Niall?

- Naprawdę? Niall to wszystko, co wyłapałeś z tego, co właśnie powiedziałam? – zapytałam, śmiejąc się. To są właśnie minusy bycia Córeczką Tatusia. Są zazdrośni o każdego faceta w życiu swoich córek! O Marcinie już lepiej nie wspomnę, bo bije ojca na głowę swoją zazdrością...

- No dobra, rozumiem. To zadzwoń, jak już będziesz mogła pogadać – powiedział. – Tylko nie siedź tam za długo!

- Tatooooo... – Jęknęłam, wywracając oczami. Kiedy przestanie mnie traktować jak małą dziewczynkę? Pewnie nigdy...

- Co tato, co tato? Martwię się o moją córkę, to źle?

- No dobrze, ale wszystko w granicach rozsądku. – Zaśmiałam się, a do sypialni weszła Denise z Theo na rękach i torbą na ramieniu. – Muszę kończyć.

- Baw się dobrze!

- Dzięki tato, ty też. Do usłyszenia. – Rozłączyłam się i usiadłam na łóżku obok Theo, którego Denise zaczęła rozbierać. – Pomóc ci?

- Nie, dzięki, nie trzeba. – Uśmiechnęła się w wdzięcznością. – Wiesz... Polski to chyba najdziwniejszy język, jaki kiedykolwiek słyszałam.

- Chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie, a Szczebrzeszyn z tego słynie. – Zawsze w takich sytuacjach wymawiałam najbardziej „szeleszczącego” łamańca. I tak jak myślałam, Denise mocno wytrzeszczyła oczy.

- Co to właśnie było? – zapytała, a ja się zaczęłam się śmiać, przez co z kolei zaczął się śmiać Theo.

- Polski łamaniec językowy. – Wzruszyłam ramionami.

- I w tym momencie twój język ojczysty stał się dla mnie jeszcze dziwniejszy – powiedziała, sprawnie zakładając chłopcu świeżą pieluszkę. – Popilnujesz go chwilę? Ja pójdę podgrzać mleko, a potem go uśpię.

- Jasne, bardzo chętnie – zgodziłam się, uwielbiając takie kilkumiesięczne, wesołe brzdące.

Gdy Denise wyszła z pokoju, wzięłam Theo na ręce i zaczęłam się z nim bawić, kręcić w kółku, skacząc, nisko (bardzo nisko) podrzucając. Nagle chłopiec zaczął się mocno szarpać, kopiąc nóżkami i machając rączkami na wszystkie strony świata. Skąd takie małe dzieci mają tyle siły? Po chwili do pokoju wróciła Denise z butelką mleka w ręce i dokładnie w tej sekundzie Theo tak się do niej mocno wyrwał, że prawdopodobnie z całej swojej siły pięciomiesięcznego dziecka kopnął mnie dokładnie w to miejsce, gdzie kilka tygodni temu mnie cięli na stole operacyjnym.

- Ałaaa! – jęknęłam z bólu i, gdy tylko już bratowa Nialla przejęła swoje dziecko, dosłownie zgięłam się w pół i usiadłam bez tchu na łóżko.

Na co dzień praktycznie w ogóle już nie czułam żadnego bólu, ale w takich sytuacjach ból wraca z potrójną siłą.

- Boże, Kate, tak bardzo cię przepraszam za niego! – Denise usiadła obok mnie i patrzyła na mnie z przerażeniem. – Nie wiedziałam, że on...

- To nie jest niczyja wina, daj spokój – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że mój obraz jest aż rozmazany. Cholera, to chyba tak łatwo nie przejdzie. – Możesz poprosić Grega, żeby przyniósł moją torebkę? Mam w niej maść przeciwbólową na takie wypadki od lekarza. Wisi na moim krześle.

- Jasne, już mu mówię! – zerwała się, widocznie spanikowana. – Połóż się na łóżko, zaraz Greg przyniesie ci maść!

- Spokojnie, ja nie umieram. – Starałam się lekko zaśmiać, aby ją uspokoić, ale wyszedł z tego tylko kolejny jęk. – I nie panikuj, Niall jeszcze nic nie wie. – Ostrzegłam ją całkiem poważnie i słuchając się kobiety, z ulgą położyłam się na łóżko, podnosząc sukienkę pod stanik. Podziękowałam sobie w głębi duszy, że mam kryjące rajstopy i nie czuję się półnaga, a Denise lekko uchyliła drzwi.

- Greg, możesz mi podać torebkę Kate? – zapytała, wychylając z pokoju tylko głowę. – Zaraz przyniesie – powiedziała, patrząc na mnie przejęta i kołysząc w ramionach Theo, który nie wiedział, co się w wokół niego dzieje.

- Super, dziękuję. – Szepnęłam, zamykając oczy.

- Całkiem spora ta blizna... – Powiedziała, najwyraźniej zauważając jeszcze lekko różowy ślad skalpela na moich prawych żebrach.

- Musieli się tam jakoś dostać, nie? – uśmiechnęłam się, naprawdę starając się, żeby nie było po mnie widać  tego, jak bardzo mnie to boli. Cholera, nigdy się nie spodziewałam, że Theo może mieć tyle siły.

- Torebka Kate raz! – do pokoju wszedł... Niall?! Otworzyłam szeroko oczy, patrząc na chłopaka z przerażeniem. – O Boże. – Szepnął, wbijając swoje niebieskie tęczówki prosto w to samo miejsce, które przed chwilą przykuło wzrok Denise. Po jego twarzy było widać, że właśnie przez głowę przelatuje mu milion różnych myśli.

- To ja może zabiorę Theo do gościnnego. – Kobieta zmyła się w przeciągu kilku sekund. No dzięki, serio, zostaw mnie tu teraz samą.

- Niall, ja... – Chciałam się podnieść i podejść do niego, ale gdy tylko lekko się zgięłam do pozycji siedzącej, moje ciało przeszedł ból, który od razu rzucił mnie z powrotem na poduszki.

- Boże, Kate, nie ruszaj się, leż! – powiedział i wszedł na łóżko, siadając obok mnie. – Nie wiem, co... – Powiedział, a ja tylko wyciągnęłam bez słowa rękę po torebkę. Podał mi ją, cały czas oszołomiony, a ja od razu wyjęłam z niej maść, otworzyłam tubkę i wycisnęłam żel prosto na bliznę. – Mam taką samą maść  - powiedział, jakby nadal wszystkiego do końca nie rozumiał. Nagle potrząsnął głową, jakby chciał wyrzucić z niej wszystkie zbędne myśli i wyjął mi maść z ręki. – Daj, ja to zrobię. – Wycisnął zimny żel sobie na rękę, po czym delikatnie zaczął wmasowywać ją w bolące mnie miejsce. – Nie za mocno? – zapytał, a ja pokręciłam przecząco głową, obserwując okrężne ruchy jego dłoni na moim ciele. Ciepła, duża dłoń chłopaka w połączeniu z zimnym żelem szybko przynosiła mi ukojenie. A może to jego dotyk tak na mnie działa? – Zgaduję, że nie spadłaś ze schodów, co? – zapytał, nieprzerwanie mnie masując.

- Sto punktów za spostrzegawczość wędruje do ciebie, Niall. – Mruknęłam, zamykając oczy. Może w ten sposób ta rozmowa będzie łatwiejsza.

- Dlaczego? – doskonale wiedziałam, o co mnie pytał.

- Bo nie było w pobliżu nikogo innego, kto mógłby ci pomóc. Gdy się dowiedziałam o wypadku i o tym, że tylko ja mogę ci pomóc, nie było wtedy dla mnie nic ważniejszego. Nic. Nieważny był program czy jakiekolwiek możliwe konsekwencje. Wiedziałam, jak będę się czuć po operacji i ile czeka mnie po niej ograniczeń. Ale wtedy nic z tego się nie liczyło. Miałam w głowie tylko ciebie. – Niall oderwał ode mnie swoją dłoń, a ja natychmiast otworzyłam oczy. Sięgnął po pudełko chusteczek higienicznych, stojące na szafce nocnej, następnie wycierając w jedną rękę z resztek żelu. Spokój, który malował się na jego twarzy, był godny niejednego mnicha. Mam nadzieję, że te chusteczki przy łóżku były mu potrzebne, bo miał katar... Boże, o czym ja TERAZ myślę?!

­- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że to ty? A ten gips, który miałaś na nodze?

- Gips był dla zachowania pozorów, żeby łatwiej ci było uwierzyć w wersję ze schodami. Przepraszam, że znowu cię okłamałam... – Westchnęłam, czując na sobie ciężar własnych słów. – Nie chciałam ci powiedzieć, bo wtedy nasze stosunki nie były najlepsze, musisz przyznać. Przed waszym wyjazdem do Stanów rozeszliśmy się w niezbyt przyjaznych okolicznościach. Nie chciałam, żebyś patrzył potem na mnie przez pryzmat tego, że oddałam ci część siebie, abyś mógł normalnie żyć. Nie chciałam, żebyś robił coś wbrew sobie, z litości czy z wdzięczności.

- A X Factor? – zapytał, kładąc się obok mnie i podpierając głowę na łokciu.

- Na tym programie świat się nie kończy... – Delikatnie się uśmiechnąłem, patrząc w jego oczy.

- To co, na mnie się kończy? – zaśmiał się, a ja słysząc jego pytanie mogłam się jedynie szerzej uśmiechnąć w odpowiedzi. Oczywiście, że się na tobie kończy. Zaczyna i kończy.

- Maść chyba zaczyna działać... – Szepnęłam, przywracając jedną ręką sukienkę do właściwej formy. – Dziękuję.

- To ja ci dziękuję, Kate. – Westchnął, delikatnie mnie przytulając. – Tak bardzo ci dziękuję. – Szepnął wprost do ucha, przyciągając mnie mocniej do siebie.

- Nie jesteś na mnie zły? – zapytałam niepewnie. Nie ma do mnie żadnych pretensji? Nic a nic?

- Jeśli myślisz, że mógłbym być na ciebie teraz choć trochę zły, to jesteś głupsza niż myślałem. – Zaczął się śmiać prosto w moje włosy, a mnie najzwyczajniej w świecie zatkało.

- Co? – lekko się odsunęłam, żeby móc spojrzeć na jego roześmianą twarz.

- To tak na początek, żebyś nie myślała, że będę cię nagle jakoś inaczej traktować, wiedząc już o tym, co dla mnie zrobiłaś. – Jego oczy były tak cudownie roześmiane. Takie... szczęśliwe.

- Idiota. – Wywróciłam oczami, śmiejąc się.

- Cóż, najwyraźniej udzieliło mi się już twoje DNA, które teraz w sobie mam.

- Niall! – krzyknęłam przez śmiech.

- No co? – zapytał, już o wiele ciszej. Przybliżył się do mnie, zahaczając swoim nosem o mój, bawiąc się jak małe dziecko, które się bawi z rodzicami w „noski-noski”. Tylko ta wersja była bardziej intymna. Powolna. Subtelna. Delikatniejsza.

Poczułam na sobie przyspieszony oddech chłopaka, który uderzał w moje rozgrzane policzki. Bicie mojego serca przyspieszyło do niespotykanej prędkości, gdy Niall przestał bawić się już naszymi nosami i lekko przechylił głowę tak, że obiekty jego zabawy wyminęły się w bezpiecznej odległości.

Przymknęłam oczy i po chwili poczułam na swoich ustach miękkie wargi Nialla, które delikatnie pieściły moje, jakbym była z porcelany. Położył jedną dłoń na moim prawym policzku, głaszcząc go opuszkami palców.

Po kilku sekundach tego najdelikatniejszego pocałunku w dziejach ludzkości, odsunął się ode mnie, ale tak, że nadal dzieliły nas dosłownie milimetry.

- Bądź moja. – Szepnął, prawie bezgłośnie.

- Jestem, już od dawna. – Odpowiedziałam, a Niall odetchnął z ulgą.

Jego ręka z policzka powędrowała na moje biodro i mocno je chwytając, przycisnął mnie do siebie tak, że całe nasze ciała już się ze sobą łączyły. Włożyłam jedną nogę między jego i położyłam dłoń na jego szyi, delikatnie głaszcząc ją paznokciami.

Tym razem była moja kolej.

Zaczęłam go najpierw delikatnie, nieśmiało całować, ciesząc się każdą milisekundą tej chwili. Jednak Horanowi to już nie wystarczało. Zassał moją dolną wargę, lekko ją przygryzając. Po chwili ją uwolnił i zaczął pieścić mój język swoim, a ja wcale nie pozostawałam mu dłużna. Włożyłam swoją dłoń między jego włosy, przyciągając jego twarz do swojej, pogłębiając pocałunek.

Pukanie do drzwi. No pewnie, że tak.

- Dzieci, chodźcie do nas! – na szczęście Maura nie weszła do sypialni, wystarczyło jej tylko pukanie.

- Chyba ciąży nad nami jakaś klątwa, że tak nam wszyscy cały czas przerywają... – Jęknął Niall, kończąc pocałunek, ale cały czas trzymając mnie w swoich objęciach.

- Też o tym pomyślałam. – Zaśmiałam się prawie w jego usta, które jeszcze przed kilkoma sekundami były na moich. – Coś zdecydowanie musi być na rzeczy. – Dodałam, śmiejąc się i wstając z łóżka. – Chodź, bo zaraz twoja mama zaciągnie nas tam siłą. – Obciągnęłam sukienkę, wyjęłam z torebki szczotkę i kilkoma ruchami ręki przeczesałam włosy.

- Nie myśl, że teraz tak łatwo cię wypuszczę. - Niall obszedł łóżko i objął mnie, wiążąc swoje dłonie na moich plecach. – Jeszcze tu wrócimy.

- Na nic innego nie liczę, panie Horan. – Szeroko się uśmiechnęłam.

Ledwo udało mi się powstrzymać, żeby nie zacząć skakać ze szczęścia.




26/27

27 komentarzy:

  1. 26/27 a ja płacze jak jakaś idiotka bo najlepsze opowiadanie na świecie zaraz sie skończy a ja nie będe miała co zrobić ze swoim życiem (oprócz zabicia się oczywiście)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieeee płaaaacz, bo ja też będę, i co wtedy? I lepiej też nie zabijaj, bo potem TVN do mnie przyjdzie do domu i nie będzie ciekawe ;)
      Podobno koniec jednego jest początkiem czegoś nowego, tego się trzymajmy ;)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  2. O mój boże. To chyba będzie jeden z moich ulubionych rozdziałów. Niall wreszcie zna prawdę! I wreszcie się pocałowali.. cudowny rozdział. Aż mi się udzieliła ta świąteczna atmosfera i zatęskniłam za Bożym Narodzeniem..
    Zdecydowanie nie umiem zebrać myśli teraz. Jestem taka szczęśliwa. ^^ ale szkoda, że został już tylko jeden rozdział do końca. Naprawdę lubię to opowiadanie. Masz w planach pisanie czegoś nowego? :)
    Pozdrawiam
    Patricia x.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te trzy ostatnie rozdziały (jeden "in the making") też będą moimi ulubionymi ;)
      Mam w planach pisanie czegoś nowego. Czegoś zupełnie innego, ale jeszcze się okaże, co z tego wyjdzie ;)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  3. W końcu wszystko zaczęło się układać <3 szkoda tylko, że to zwiastuje koniec opowiadania, ale chyba wszyscy wiemy, że nic, co dobre nie trwa wiecznie :(
    Myślę, że nie mogłabyś wymyślić lepszego sposoby, by Niall dowiedział się, kto był dawcą. I ta scena w muzeum figur woskowych albo Niall, jako św. Mikołaj - śmiałam się jak głupia Xd
    Wiem, że rzadko umieszczam komentarze pod rozdziałami, ale zawsze było tak, że inni przede mną napisali to, co sama czułam i miałam do powiedzenia. Dzisiaj jest inaczej, ponieważ to przedostatni rozdział i chciałam żebyś wiedziała, że tu jestem.
    Uważam Twoje FF za najlepsze, jakie do tej pory przeczytałam. 1D jest dokładnie takie jak sobie wyobrażam, reszta postaci jest zabawna i różnorodna, nic nie dzieje się za szybko (np. w 1 pierwszym rozdziale się poznają, a w drugim już miłość), opowiadanie nie jest przesłodzone, jest tak jak w prawdziwym życiu, a mimo to fabuła jest ciekawa i niebanalna. Mam naprawdę wielki szacunek do osób, które tak jak ty potrafią pogodzić naukę, pracę, życie prywatne ze swoim hobby, pasją. I to jeszcze w taki sposób, by było to idealne.
    Mam nadzieją, że po zakończeniu tego opowiadania będziesz dalej pisać. Jak nie FF to coś innego, ale chyba się tym z nami podzielisz...?
    Oooo właśnie, prawie zapomniałam. Wspominałaś kiedyś o pomyśle napisania bloga z Liamem w roli głównej, prawda? Czy nadal jest to aktualne??
    Ech, pewnie masz już dość tych moich wypocin. Nawet nie zauważyłam, że aż tak się rozpisałam. Nie mogę się doczekać następnego i chyba już ostatniego rozdziału. Na pewno będzie idealny. No cóż to chyba wszystko. Chciałam Ci jeszcze tylko podziękować za to, że dla nas piszesz. Życzę Ci dużo weny i mnóstwa świetnych pomysłów. Kocham Cię <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nic, co dobre, nie trwa wiecznie. I właśnie dlatego lepiej to skończyć, dopóki jest w miarę dobre, a nie potem przynudzać ;)
      Ja też śmiałam się, pisząc te dwie sceny! Uff, dobrze, że nie jestem jedyna... :)
      Cieszę się, że zdecydowałaś się jednak dodać komentarz - wbrew pozorom każdy jest jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy. No i wiem, że tu jesteś ;)
      Bardzo mi miło, że uważasz moje FF za najlepsze... To naprawdę ogromny komplement dla osoby, która w sumie czyta aktualnie tylko jedno. Starałam się, żeby to opowiadanie było w możliwym stopniu jak najbardziej realne, wiarygodne... Fajnie, że mi się to udało :)
      Tak, planuję pisać drugie opowiadanie. Będzie o mniej przyjemnej tematyce, ale mam ochotę na coś poważniejszego. Niestety nie mam w planach publikować tego zbyt prędko, ale kiedyś na pewno - nawet już bloga założyłam, żeby nikt mi po drodze adresu nie zajął :) I tak, to opowiadanie będzie z Liamem w roli głównej.
      Nigdy nie mam dość żadnych "wypocin", które są komentarzami na tym blogu! Masz zakaz mówienia takich bzdur :P

      Dziękuję za wspaniały komentarz <3
      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  4. Wybacz, że tak dawno mnie u Ciebie 'komentarzowo' nie było, ale postanowiłam wreszcie spiąć dupsko i napisać coś od siebie ;)

    Szkoda, że to już ostatnia prosta Twojego opowiadania (w zasadzie przedostatnia, ale co tam ;p), bo bardzo je polubiłam i będzie mi brakowało Twojej pisaniny (chociaż widzę, że na Twoim bloggerowym profilu wyświetla się jeszcze jeden blog i mam ogromną nadzieję, że zaczniesz na nim zamieszczać kolejną historię, i że nie będziemy na nią musieli jakoś strasznie długo czekać, i że będzie tak samo cudowna i... i w ogóle odbiegam od tematu...).

    Widzę, że wreszcie sprawy przyjmują właściwy obrót i mam nadzieję, że jesteś fanką happy endów, bo jak mi coś zepsujesz w tym ostatnim rozdziale, to... jeszcze nie wiem co zrobię, ale wymyślę coś strasznego ;)

    Niall i Kate w końcu razem! Łiiii!!! Liam i Kate razem! Łiiii!!! Tylko dlaczego przerwałaś Liamowo-Kasiową scenkę w takim momencie, no? :(

    Chciałam napisać "wszystkiego dobrego na nowej drodze życia", ale ogarnęłam, że chyba jakoś nie bardzo to pasuje ;) Niemniej jednak życzę Ci miłego tygodnia, mnóstwo czasu na pisanie i weny, weny, weny (również na to nowe cudo) :)

    Lots of love <3
    Xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dlaczego przerwałaś Liamowo-Kasiową scenę? Nie ładnie ;)

      Usuń
    2. Misiaaaaaa, jak miło mi Cię tu znowu widzieć :D
      Tak, to zdecydowanie moich wypocin, będziesz się musiała dalej męczyć ;)
      Czy będzie cudowna..? Chyba nie. Czy będziecie musieli na nią długo czekać? Chyba, niestety, tak.
      Kurde, z takimi groźbami od Ciebie chyba serio nie mam innego wyjścia, tylko zrobić ten happy end ;)
      Dlaczego przerwałam tę scenę? Wydaje mi się, że w ramach zemsty, ale nie jestem pewna ;P

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    3. Kate: Ty już wiesz, dlaczego, Małpiszonie! :P

      Usuń
    4. Aww... jak się słodko zrobiło ;)
      Nawet nie wiesz jak się cieszę, że będę się musiał dalej z Tobą 'męczyć', a chociaż nie jestem zbyt cierpliwa, będę grzecznie czekać na nowe dzieło :)
      Moje groźby to poważna sprawa, więc pilnuj się ;p
      Xx.

      Usuń
  5. ło maatko, chyba mój najulubieńszy rozdział *__*
    Tak bardzo się cieszę, że Kate jest nareszcie szczęśliwa, i to tak prawdziwie szczęśliwa. I to wszystko dzięki pewnemu blondynowi.. Ah :>
    To wspaniałe, że Horan pomógł spełnić marzenia Kate i dziewczyna mogła poznać swoich idoli, Cudownie ! ♥

    Ha, czułam od początku, że znajomość Katie i Liama nie skończy się na tym jednym spotkaniu.. Uwielbiam tę parę, niesamowicie się uzupełniają i cieszę się, że Liam jest szczęśliwy. Ich randka była rewelacyjna, awrr! :>

    No i w końcu nadszedł ten moment na który czekałam praktycznie od początku historii. Kate i Niall są razem, aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! O matko tak bardzo się cieszę, że normalnie bardziej nie mogę. Jestem mega szczęśliwa, że Horan zna prawdę i, że pomiędzy tą dwójką wszystko się układa. *____* Jednak święta to magiczny czas, i marzenia się spełniają. Ahh. :D

    A i wiedziałam, że między Justyną i Harrym iskrzy i to bardzo! o! Dopinguję im, i życzę jak najlepiej. Oni są dla siebie stworzeni i obydwoje mają charakterki. :>

    Boli mnie tylko jedno, a mianowicie to : -----> 26/27 - ale że jak? To był przedostatni rozdział?! :C Tak bardzo się zżyłam z historią Kate, że trudno będzie się pożegnać, ajj :<
    Mam nadzieję, że będę miała okazję czytać jeszcze nie jedno Twoje dzieło ♥
    Kocham Ciebie i Twoją twórczość ! ♥

    Całuję x
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że jest szczęśliwa. Kto by nie był? ;)
      Kate mi zdradziła w tajemnicy, że jej ta randka też się bardzo podobała... :D
      Właśnie, Święta do magiczny czas. I trochę tej magii zawitało w życiu Kate i Nialla... :)
      Haha, oni dla siebie stworzeni? Pewnie oboje by się zbuntowali, bo takie charakterki jak oni nie potrzebują nikogo do szczęścia. Chyba tylko do rozrywki. Uparciuchy ;)
      Tak, to był przedostatni rozdział... Dlatego taki długi (21 stron!), bo chciałam go doprowadzić do tego momentu.

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  6. "W sumie znając ich, pewnie mają już te ozdoby od połowy października." Tom Fletcher?!
    Ej, co się ze mną dzieje? Dlaczego oczy mi się pocą po przeczytaniu zwykłego "Raz, dwa, trzy, cztery"? ;P Not alone ♥
    Ooo, Kate Bitner opowiada o mnie :D Tak, Georgia przemiła osoba, no Gi też, w ciąży wtedy była, to można jej wybaczyć, że spieszyło jej się do domu ;)
    Tak dobrze opisałaś McFly, że jak Danny komentował to jaką kelnerką jest Kate od razu wiedziałam, że to on, mimo, że nie podpisałaś ;)
    Nadmiar szczęścia Kate promieniuje na czytelników! :)
    Nie napisałaś na czym byli w kinie.. ale zajęło mi to jakieś 30 sekund, żeby połączyć co leciało w kinach w grudniu i będzie miało trzecią część ;)
    Ok, napisałaś ;P Sorki za moje komentarze, że takie chaotyczne, ale mam w drugiej karcie otwarte i na bieżąco komentuję ;)

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż nie mogłam uwierzyć, że to Twój komentarz! Się rozpisałaś... :D Oczy Ci się pocą, bo kochasz ich tak samo jak ja :D
      Usłyszeć od Fanki No1, że się dobrze opisało McFly... Och, mów mi jeszcze :D
      Takie chaosy się najfajniej czyta! :P

      (Buzz)iaki,
      @katie093

      Usuń
    2. Usłyszeć, że jestem fanką No1..nie wiem czy zasługuję, ale dzięki, miło mi ;)

      Melanie

      Usuń
    3. Biorąc pod uwagę Twoją aktywność na Twitterze - tak, zdecydowanie jesteś fanką No1 :D

      Usuń
  7. Juhuhuhuhuhuh!
    Jestem na bieżąco!
    I teraz już doskonale rozumiem to co czytałam wczoraj na twitterze!
    AAAAA to było takie piękne!

    W ogóle to musisz mi wybaczyć moje chaotyczne komentarze, ale zawsze jak czytam tak całe opowiadanie od początku to się ekscytuję jak głupek. Mam nadzieję, że w przyszłości wykażę się większą elokwencją, czy coś...

    Pozdrawiam serdecznie ! Masz nową fankę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię w moich skromnych progach... :D

      Cieszę się, że te dziwne wytwory mojej wyobraźni przypadły Ci do gustu :)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  8. Nie możesz mi tego zrobić. Nie możesz skończyć pisać tego opowiadania, ono jest DOSKONAŁE. Od dwóch lat nie trafiłam na tak idealne opowiadanie o Niallu. W dodatku Kate jest odpowiednikiem mnie, a Niall...taki cudowny, taki jak go sobie wyobrażam.
    wreszcie się doczekałam i są parą, jejku, myślałam, że scena kiedy Niall poznaje prawdę o przeszczepie będzie wyglądała nieco poważniej, ale i tak mi się podobało, jezu, szczęście kate przechodzi na mnie, sjhajihdesjgrfjewshygtruew <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę, ale chyba jedna muszę ;) Lepiej skończyć to teraz, gdy jest w opowiadaniu do tego odpowiedni moment, niż nudzić przez następne 20 rozdziałów :)
      Jednak cieszę się, że moje opowiadanie spodobało Ci się aż tak bardzo, to dla mnie wiele znaczy.
      A ta scena, o której wspominasz, wygląda właśnie tak, jak to sobie od razy wyobrażałam ;)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  9. Cooooo?? 26/27 czyś ty oszalała?? To jest jedno z najlepszych opowiadań wienc błagam cie nie kończ!! Teraz wszystko sie kończy :(((( jejku zrób to dla mnie i innych i nie konc jeszcze musi buc + 18 z Niallem !! :D hej to za wcześnie! Wież ze cie uwielbiam !! Wienc serio jak skończysz to cie znajdę i przyuje fo komputera * śmieje sie * bladaaaaaaaaammmmmmm nieeeeeee kkkoooonnnncccczzz!!!:* to do następnych ROZDZIAŁÓW !! Pa pa :* xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oszalałam, wręcz przeciwnie... Może taki układ księżyca na niebie, że wszystko się kończy? Albo kończy się zima, kończą się opowiadania... :P
      Mówisz, że musi być +18 z Niallem. Coś mi się wydaje, że wtedy Ty byś tego nie mogła przeczytać, co? ;)
      Przykro mi, że Cię muszę zasmucić, ale został jeszcze jeden rozdział, na zakończenie, i to już będzie koniec. I nic nie jest w stanie zmienić tej decyzji. Mam w planach nowe opowiadanie i to nim się będę przez najbliższy rok zajmować :)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    2. Yyy wiesz mam 17 lat wiem mysle ze bym mogla :)) trudno ale to jest jedno z najlepszych opowiadań jakie czytał bede za nim tensknie :// xx

      Usuń
    3. Genialne opowiadanie:D
      Dopiero zaczęłam czytać a ty już kończysz:(

      Usuń
    4. Wszystko ma swój koniec... Moje opowiadanie też :)
      Ale cieszę się, że Ci się podoba :)

      Usuń