sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 24

Wolne dni zawsze płyną szybciej niż pozostałe. Spanie całymi dniami, przeplatane jedzeniem, serialami czy zwyczajnym siedzeniem na najróżniejszych portalach społecznościowych wypełniało ostatnie kilka dni.
Teraz nadszedł już czas na pakowanie i opuszczenie szpitala, czyli powrót do rzeczywistości. Niekoniecznie bezbolesny, pomyślałam, cały czas odczuwając skutki operacji, która miała miejsce prawie tydzień temu. Ciekawe, jak długo jeszcze będę to tak mocno czuć.
Oprócz bólu czysto fizycznego, dręczyły mnie słowa ludzi, którzy wypowiadali się o mnie w internecie. Chociaż krąg tych ludzi mogłabym z łatwością zamknąć na fankach One Direction, które już mają milion teorii spiskowych dotyczących mojej osoby. Romans z Liamem, Niallem... Ba, nawet gdzieś się natknęłam, że coś mnie łączy z Harrym, chociaż nie mam pojęcia, na jakiej podstawie ktoś tak stwierdził. Ale te „miłosne plotki”, to jeszcze nic.
Czytałam naprawdę długie teksty dotyczące tego, jak taka dziewczyna jak ja nawet nie powinna się zbliżać do chłopaków. Bo jestem za brzydka, za gruba, nie umiem śpiewać, posługuję się nimi, żeby robić karierę. A do X Factora dostałam się pewnie dlatego, że przespałam się z każdym z producentów.
Uwierzcie, to jest jeszcze jedna z łagodniejszych wersji tego, jak postrzegają mnie niektóre fanki.
- Znowu myślisz o tych bzdurach, które o tobie ludzie wypisują? – zapytał Niall, siedząc na fotelu w rogu mojego pokoju. Właśnie skończył rozmowę z jakimś zagranicznym dziennikarzem – reszta zespołu wyruszyła w świat na promocję Midnight Memories, a Horan musiał zostać w Londynie ze względu na swoje zdrowie. Jedynie czasami dołącza się do niektórych wywiadów przez telefon, aby nikt nie miał wątpliwości, że nadal jest w One Direction.
- Po prostu nie mogę zrozumieć, co oni, one, mają z takich tekstów. Co im to daje? Jakąś dziwną satysfakcję, że mogą mi przysrać? – zapytałam retorycznie, pakując do walizki kolejną z moich rzeczy.
- Akurat mi tego nie musisz mówić... – Westchnął i wywrócił oczami. – Już od X Factora mówili mi, że jestem brzydszy i mniej utalentowany niż reszta. Że się nie nadaję do One Direction i byłoby dla mnie najlepiej, żebym wrócił do Mullingar i już z niego nigdy nie wyjeżdżał.
- Tylko byś spróbował – mruknęłam, grożąc mu palcem, wywołując tym samym uśmiech na jego twarzy.
- Nie poddałem się i ty też nie możesz. Ludzie zawsze zazdrościli innym sukcesów i zawsze będą. Tak już działa ten świat. – Wzruszył ramionami, dodając swoim słowom czegoś zwyczajnego. – Jesteś dopiero na samym początku swojej kariery i jeśli teraz nie nauczysz się ignorować hejterów, to z czasem będzie już tylko gorzej.
- I kto by pomyślał, że ty jesteś taki mądry... – Westchnęłam z podziwem, a następnie cudem uniknęłam lecącej poduszki ze strony Nialla.
- Każdy. Jestem mądry, zabawny, przystojny i ogólnie najwspanialszy na świecie!
- Załóżmy, że to prawda. – Zaśmiałam się i wróciłam do pakowania. Podeszłam kulejąc z usztywnioną nogą do komody i zabrałam z niej różne pierdoły. – Jakieś genialne rady od Pana Idealnego? – zapytałam go, robiąc poważną minę.
- Skąd wiedziałaś jak mam na trzecie imię? – odpowiedział mi z taką samą powagą.
- Wiesz... Kobieca intuicja i te sprawy. – Puściłam mu oczko i wrzuciłam rzeczy luzem do już pełnej walizki.
- Ach, to wiele by w takim razie tłumaczyło. – Rzeźba „Myśliciela” przy jego aktualnej minie to pikuś. – W każdym razie, nie polecam siedzenia całymi dniami na Twitterze czy innych stronach.
- Ale ja muszę! – zbuntowałam się. – Przecież ja się komunikuję tam ze znajomymi!
- To przejdź na normalnie rozmowy, od tego w końcu jest telefon.
- Nie lubię rozmawiać przez telefon. Jestem dziwna, ale nie lubię.
- To esemesy? – podpowiedział. – Uwierz mi, nie zbankrutujesz, a za to będziesz miała lepszy humor przez unikanie dziwnych tweetów i komentarzy. – Cóż, rzeczywiście trzeba będzie znaleźć jakiś złoty środek. Ostatnio dzięki tym wszystkich portalom dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Na przykład to, że Kate obudziła się z ogromnym kacem i ma niezłe luki w pamięci, z czasu, kiedy Liam ją odwoził. A to, co pamięta, raczej nie jest warte chwalenia się... Liam, cholerny, Payne, nie chce mi nic zdradzić, tylko się śmieje do siebie jak głupi! Trzeba znaleźć na niego jakiegoś haka, żeby powiedział mi w końcu, co Kate takiego głupiego zrobiła, że ta się wstydzi, a ten się śmieje.
Dzięki nieprzerwanemu dostępowi do internetu dowiedziałam się także o tej idiotycznej sondzie na blogu, którą dodała Justine, i mogłam ją usunąć zanim Niall to zobaczył.
- Nie mooooogęęęęęę! – jęknęłam siadając na brzegu łóżka. – Jestem uzależniona od internetu!
- To w takim razie załatw sobie serię wizyt u jakiegoś dobrego psychologa, bo zwariujesz.
- Po co mi psycholog? – wzruszyłam ramionami. – Od tego mam przyjaciół. – Wyszczerzyłam się.
- O nie, nawet nie myśl, że ja będę wysłuchiwał twoich lamentów... – Niall zrobił wystraszoną minę.
- Jeszcze się zdziwisz. – Uśmiechnęłam się diabelsko.
Nasze przekomarzanie się przerwało ciche pukanie do drzwi.
- Proszę! – krzyknęłam, a drzwi się powoli uchyliły.
- O Boże. – Chyba na kilka sekund straciłam oddech na widok mojego gościa.
- Cześć, mogę wejść? – uśmiechnięta blondynka nieśmiało zapytała i, gdy drętwo pokiwałam głową, nie mogąc wydusić z siebie słowa, weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. – Widzę, że się pakujesz. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? – zapytała, a ja znowu nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, jedynie pokręciłam znowu głową, tym razem horyzontalnie.
- Te, Kate, ty masz podobno coś z nogą, a nie z gardłem. – Horana najwyraźniej bardzo rozbawiła ta sytuacja.
- W końcu się poznajemy, tyle o tobie słyszałam... – Podeszła do mnie i wyciągnęła dłoń. – Perrie.
- Kate. – W końcu odzyskałam głos. – Przepraszam, ale zupełnie mnie zaskoczyłaś. Nie miałam pojęcia, że...
- Niall ci nie powiedział? Specjalnie do niego wczoraj dzwoniłam, że przyjdę, bo nie mam twojego numeru – powiedziała i obie spojrzałyśmy na blondyna, który był już aż purpurowy przez duszenie w sobie śmiechu.
- Ups. – Wzruszył ramionami, jakby nic się nie stało. – Chyba mi się zapomniało...
- Jassssssne. – Syknęłam. – Chyba przy przeszczepie się pomylili i przez przypadek wycięli ci mózg.
- Jeszcze musiałby go mieć, żeby mogli go wyciąć. – Poparła mnie Pers, która najwyraźniej nie była zwolenniczką niezapowiedzianych wizyt, podobnie jak ja. Tak to bym się chociaż przygotowała psychicznie!
- No nie! – wyrzucił ręce w górę. Mało brakowało, a uderzyłby się w głowę gipsem. Może by ożywił te swoje szare komórki takim wstrząsem... – Dwie blondynki się na mnie uwzięły! Czy to nie jest jakiś biblijny znak Apokalipsy?
- Zaraz ci zrobię biblijny znak Apokalipsy, na dupie. – Zaśmiałam się, mimo że próbowałam być śmiertelnie poważna.
- Dobra, przyszłam tu w konkretnym celu. Poza tym nie chcę ci zabierać czasu, a sama też mam teraz masę spraw na głowie. – Perrie zaczęła grzebać w swojej wielkiej torbie. – Ostatnio z Zaynem zdecydowaliśmy, że chcielibyśmy, abyś uczestniczyła w najważniejszym wydarzeniu w naszym życiu. – Wyjęła z torby ładną, beżową kopertę i mi ją wręczyła. – Otwórz. – Zachęciła mnie z uśmiechem. – Pierwotnie mieliśmy razem ci to dać, ale Zayn wyjechał na promocję i jak zwykle wszystko zostawił na mojej głowie.
Otworzyłam kopertę i moim oczom ukazała się piękne zaproszenie na... ślub.
- Zapraszacie mnie na ślub..? – zapytałam, będąc pod ogromnym wrażeniem. Mnie? Na pewno Perrie nie pomyliła mnie z nikim innym? – W ogóle, bierzecie ślub? Przecież...
- Tak, bierzemy. Już za kilka tygodni. Tylko nie chcieliśmy nic mówić mediom, dlatego wszystko jest w całkowitej tajemnicy.

„Perrie Edwards i Zayn Malik
wraz z rodzicami

zapraszają
Sz.P. Kate Bitner z osobą towarzyszącą
na uroczystość zawarcia związku małżeńskiego, która odbędzie się 20 grudnia 2013r. o godz. 15.00 w Mayfair Library w Londynie.

Po ceremonii zapraszamy na przyjęcie w ogrodzie.”

- Byłoby nam bardzo miło, jakbyś miała czas tego dnia i przyszłabyś na nasz ślub.
- Perrie, pewnie, że przyjdę! – pisnęłam cichym głosikiem. Co ja mam dzisiaj z tym głosem!? – Nawet jakbym miała inne plany, to bym je przełożyła – powiedziałam, a dziewczynie zaczął dzwonić telefon.
- Tak? – odebrała komórkę. – Już jest? Cholera, ja teraz... Okej... Mogę tam być za piętnaście minut... Do zobaczenia. – Rozłączyła się i spojrzała na mnie przepraszająco. – Wybacz, ale sobie nie poplotkujemy. Musze lecieć do znajomej krawcowej przymierzyć suknię po poprawkach.
- Nie ma sprawy, na pewno jeszcze będziemy miały niejedną okazję. – Uśmiechnęłam się do niej szeroko i  po chwili już nie było po niej śladu.
- Kolejne wesele, na którym będę się sama bawić... – Westchnęłam, wkładając kopertę do torebki, aby przypadkiem nie zginęła mi w tajemniczych okolicznościach. – Dobrze, że ty i Liam też idziecie, bo nie widzę innej opcji, to będę was męczyć.
- Właściwie to... Ja... Tak jakby nie idę sam. – Niall zaczął się plątać w swoim słowach. Ta informacja była dla mnie jak grom z jasnego nieba. Byłam pewna, że Niall z nikim się nie spotyka...
- A, spoko. – Naprawdę ciężko jest teraz udawać, że ta informacja nic dla mnie nie znaczy. – W takim razie zostaje mi Payne, chyba że on też kogoś zabierze.
- Kate, ja już we wrześniu obiecałem znajomej, że ją zabiorę... – Zaczął się tłumaczyć, jakbym o to prosiła.
- Ale przecież nic się nie stało! – zaśmiałam się, wymuszając uśmiech. – Przecież nic nas nie łączy, nie musisz się tłumaczyć. – Te słowa bolały bardziej niż się tego spodziewałam. Ale co miałam zrobić? Przecież naprawdę nic nas nie łączy poza przyjaźnią. Niall nie jest moją własnością i nie powinnam czuć się urażona tym, że zabiera na ślub Zayna i Perrie jakąś inną dziewczynę. Poza tym, obiecał jej to, zanim się poznaliśmy. Najwyraźniej poznanie mnie i to, co nas zaczęło łączyć, nie znaczy dla niego tyle, ile dla mnie.
W sumie to i lepiej, mam swoją karę za okłamywanie go o AD. Tylko dlaczego ta kara musi być taka surowa..?
- Racja, nic nas przecież nie łączy. – Niall podniósł się z fotela z niewyraźną miną. O co mu chodzi? Przecież to on zabiera na wesel jakąś laskę, nie ja!
- Cześć, już jestem! – do pokoju wkroczył Simon, a za nim jakaś kobieta z kilkoma wieszakami.
- Cześć, ja właśnie wychodzę... – Niall bez słowa opuścił pokój, nawet na mnie nie patrząc.
- Dziwne. – Skomentował Cowell, ale zachowanie blondyna nie zajęło jego uwagi na długo. – Kate, to jest Natalie. Przebierz się w tę spódnicę i golf, a ona następnie zrobi ci makijaż i fryzurę.
- Ale po co..? – zdziwiłam się. Na drogę do samochodu i do domu muszę być wystrojona jak Stróż w Boże Ciało?
- Bo mamy zaraz biznesowy obiad z ludźmi z wytwórni i menagementu. – Oznajmił. Szkoda, że wcześniej nie podzielił się ze mną tą informacją. – Musisz na nich zrobić dobre wrażenie, więc szybko leć do łazienki i za dwie minuty widzę cię przebraną. – Dla efektu klasnął w dłonie.
Lekko zdezorientowana wzięłam ze sobą ciuchy i chwiejnym krokiem weszłam do łazienki.  Usiadłam na brzegu wanny i z trudem zdjęłam już te ciuchy, które miałam na sobie.
Na nogę bez gipsu założyłam pończochę, a następnie naciągnęłam na tyłem żółtą, skórzaną spódnicę. Mniej problemów miałam z założeniem czarnego golfu, którego materiał był bardzo miękki i przyjemny w dotyku. Kaszmir? Może...
- I teraz siadaj na krześle i pozwól Natalie wykonać swoją pracę. - Gdy tylko wyszłam z łazienki, Simon od razu wskazał mi palcem krzesło, przy którym już czekała dziewczyna.
Po pół godzinie miałam ładnie ułożone włosy i nienaganny makijaż. Czułam się... ładnie. Może nawet poczułam się trochę lepiej po tej rozmowie z Niallem?
- Nie ma na co czekać. Zakładaj ten czarny but na wolną nogę i jedziemy. – Zarządził Simon, a ja bez słowa wykonałam jego polecenie.
Tak teraz będzie wyglądać moje życie?



- Witam w restauracji Foxtrot Oscar. Nazywam się Nathan i będę dzisiaj państwa kelnerem. – Przy naszym stoliku stanął młody chłopak, z wypracowanym uśmiechem na twarzy. – Mogę podać państwu coś do picia? – zapytał, dając mi i Simonowi kartę.
- Jeszcze czekamy na dwie osoby, więc się wstrzymamy z zamówieniem jedzenia, ale na razie poproszę butelkę jakiegoś dobrego, wytrawnego białego wina. Poleca pan coś? – zapytał Simon, wbijając swoje brązowe oczy w młodego chłopaka, który teraz pewnie czuł się jak na przesłuchaniu do X Factora czy innego Mam Talent. Cowell chyba tak już po prostu działa na ludzi.
- Polecam  La Giustiniana Lugarara, włoskie białe wino. Produkowane ze szczepu winogron Cortese, bardzo popularnego wśród win z gatunku Gavi. Można wyczuć w nim wiele owocowych aromatów. Doskonale pasuje do posiłków mięsnych, jak i rybnych.
- Dobrze, w takim razie poproszę butelkę. – Zadecydował Simon.
- Ja poproszę świeży sok z pomarańczy. – Poprosiłam, a  Simon na mnie dziwnie spojrzał. – Co, naprawdę pomyślałeś, że będę mogła po ostatnich wydarzeniach pić alkohol? – spojrzałam na niego jak na idiotę. Mam nadzieję, że on inaczej odbierze to spojrzenie, bo inaczej mogę mieć przesrane.
- A, tak, wybacz, masz rację. W takim razie poprosimy to wino i świeży sok z pomarańczy. Zamówienie złożymy, gdy dołączą do nas pozostali goście.
- Dziękuję, za kilka minut wrócę z winem i sokiem. – Kelner lekko się ukłonił i odszedł w stronę baru.
- Boże, gdzie ty mnie zabrałeś? – zaśmiałam się, przekładając kule pod ścianę, aby nikomu nie przeszkadzały. – Nigdy chyba nie byłam w takim miejscu. – Zaczęłam się rozglądać po wytwornej restauracji z jedną gwiazdką w swoim logo.
- Przyzwyczajaj się. – Szeroko się uśmiechnął. – Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to niedługo będziesz jadać tylko w takich, a nawet lepszych, miejscach.
- Nie mogę, bo zapomnę, jak się wodę na herbatę gotuje. – Zaśmiałam się. – Lubię gotować. – Stwierdziłam. – Ostatnio obejrzałam wszystkie serie MasterChefa z Gordonem Ramseyem, jego program, gdzie gotuje w domu i nawet zainwestowałam w jego książki kucharskie. Więc mam czego się uczyć. – Już się nie mogę doczekać, aż wkroczę do swojej kuchni z książką i zacznę czarować według przepisów mojego kulinarnego idola.
- To jeszcze tylko Hell’s Kitchen i będę mógł powiedzieć, że jesteś moją fanką, tak? – usłyszałam z boku znajomy głos i po raz drugi dzisiejszego dnia zupełnie oniemiałam. – Cześć, Simon, miło mi cię ponownie gościć.
- Cześć, Gordon. – Podali sobie ręce, a mi serce przyspieszyło do takiej prędkości, że kierowcy Formuły 1 mogliby mi zazdrościć. – To jest Kate, moja przyszła gwiazda.
- To na niej teraz będziesz zarabiać? – zaśmiał się, przyglądając mi się. – Cześć, miło mi cię poznać. Uważaj na tego staruszka, bo cię zamęczy na śmierć.
- Kto jak kto, ale akurat ty nie powinieneś robić ze mnie potwora. – Simon wywrócił oczami, co mnie wyjątkowo rozbawiło.
- Nawet pan nie wie, jak miło pana poznać. Jest pan moim kulinarnym idolem, zdecydowanie. – Odzyskałam głos i podałam mu rękę, którą silnym i zdecydowanym gestem uścisnął. – Patrzenie jak pan gotuje...
- Jest lepsze niż porno? – zaśmiał się Cowell, przerywając mi, a ja oczywiście zalałam się piękną purpurą.
- Chciałam powiedzieć, że jest czystą przyjemnością i nie mogę się doczekać aż spróbuję czegoś, co wychodzi z pana kuchni.
- Waszych dań przypilnuję osobiście, żeby utrzymać u ciebie tak dobrą opinię. – Posłał mi szeroki uśmiech. Podziękowałam Bogu, że już siedzę, czując, jak mi miękną nogi. Jaki jest męski odpowiednik MILF? DILF?
- Przyłączysz się może do nas? – zaproponował Simon, a ja w myślach błagałam, żeby się zgodził. Każda minuta w otoczeniu swojego mistrza to coś wspaniałego.
- Na razie mam szaleństwo w kuchni, ale może uda mi się na chwilę wyjść na deser.
- Cóż, może do tej pory Kate będzie mogła wydusić z siebie więcej niż kilka słów...  – Cowella wyraźnie bawiło moje przejęcie się poznaniem Gordona. No pewnie, że się tym przejmuję! On jest BOSKI!
- To na razie lecę, przyszedłem tylko się przywitać. Poza tym, wasi towarzysze chyba właśnie nadchodzą. – Wskazał ruchem głowy dwóch mężczyzn, którzy właśnie się zbliżali do naszego stolika. Gordon posłał nam jeszcze ostatni uśmiech i żwawym krokiem odszedł w stronę wejścia do kuchni.
- Zbyt dużo wrażeń na jeden dzień jak dla mnie... – Westchnęłam, opierając się o krzesło. Perrie, Gordon, co jeszcze?
- Kate, poznaj Clive’a i Richarda. – Simon przedstawił mi dwóch mężczyzn, którzy właśnie podeszli do naszego stolika.
- Nie wstawaj! – powieli równocześnie, gdy zaczynałam się podnosić.
- Nie męcz się z tym gipsem. – Rękę podał mi mężczyzna w okularach. – Richard Griffiths, mów mi Richard.
- A ja jestem Clive. – W ślad kolegi poszedł drugi mężczyzna i następnie usiedli po mojej lewej i prawej stronie przy okrągłym stole.
- To co, składamy zamówienie? – zapytał po chwili Simon, gdy wszyscy już przestudiowaliśmy karty z wykwintnymi daniami. Szczerze mówiąc, miałam ogromny problem, żeby zdecydować się tylko na trzy dania...
Wszyscy sie zgodziliśmy i Simon przywołał kelnera do naszego stolika.
- Kate? Panie przodem.
- Co pani sobie życzy na przystawkę?
- Zupę z dzikich grzybów. Na danie główne chętnie spróbuję gołębia. – Cóż, to było jedyne, czego pełny opis wszystkich składników rozumiałam w całości z tej karty. Chyba czas podszkolić się w kulinarnym angielskim.
- Dla panów? – kelner skierował swoją uwagę na pozostałych gości.
Po kilku minutach panowie już się delektowali winem, a ja swoim sokiem. Prowadzili standardową gadkę szmatkę, a ja się ciekawiłam, kiedy się dowiem, co to w ogóle za spotkanie.
- Kate, nie powiedziałem ci najważniejszego. – Zaczął Simon. – Richard jest współwłaścicielem Modestu, który pewnie już kojarzysz, a Clive zajmuje równie wysokie stanowisko w Sony Music. A wiesz, że ja, oprócz zabawy w X Factor, jestem właścicielem Syco Music.
- Nie przedłużając, już sami uzgodniliśmy, że chcielibyśmy podjąć z tobą współpracę. Jeśli oczywiście tylko się zgodzisz. – Głos przejął Clive.
- Po podpisaniu z naszą trójką kontraktów, miałabyś za sobą sztab profesjonalistów, którzy dbaliby o twój wizerunek w mediach, załatwialiby ci wywiady, występy. Syco Music z Sony zapewni ci najlepszych profesjonalistów i muzyków do stworzenia płyty, którą byś zadebiutowała. Teksty, muzyka, nagrywanie. Musisz się tylko zdecydować.
- Nie wiem... Jeśli to miałoby wyglądać tak, że mogę mówić tylko, co ode mnie oczekuje wytwórnia, mam mieć takich znajomych, jakich oczekuje wytwórnia... – Miałam milion wątpliwości. Słyszałam kilka razy, jak menagment i wytwórnie kontrolują życie artystów i nie chciałabym, żeby moje życie było całkowicie reżyserowane.
- Ach, to są nasze błędy z przeszłości. – Westchnął Richard, biorąc spory łyk wina. Może i rzeczywiście to są błędy z przeszłości? Obserwując nawet wpisy One Direction na Twitterze mam wrażenie, że mają o wiele więcej swobody niż kiedyś. – Poza tym Simon zarzeka się, że jesteś odpowiedzialną dziewczyną, która wie, co robi, więc raczej nie będziemy musieli mieć nad tobą takiej kontroli jak nad większością początkujących artystów.
- Śpiewanie to na pewno coś, co chciałabym robić w życiu. Ale nie podejmę takiej decyzji w piętnaście minut. – Uśmiechnęłam się do nich przepraszająco w momencie, w którym kelner przyszedł z naszymi przystawkami.
- To jest bardziej niż oczywiste! - zgodził się ze mną Clive. – Damy ci po obiedzie pierwsze wersje umów z wytwórnią i menagementem. Jeśli będziesz miała jakieś wątpliwości, to będziesz mogła się z nami skontaktować bez żadnych pośredników, aby wszystko było dla ciebie przejrzyste, żebyś niczego nie musiała robić wbrew sobie.
- W momencie, w którym podpiszesz kontrakt, zaczniemy pracę nad twoim pierwszym albumem – powiedział Simon. – Myślałaś o tym, w jaki rodzaj muzyki chciałabyś pójść?
- Nie masz trudniejszych pytań? – zaśmiałam się smutno. Ale taka była prawda. Jedynym gatunkiem muzycznym, którego nie lubię, jest hip hop. Ale nawet tam znajdę wyjątki, np. takie współprace jak Jay-Z z Alicią Keys, którzy stworzyli razem coś wspaniałego. Najbardziej bym chciała, żeby moje piosenki wyglądały jak mieszanka Adele i Beyonce, jeśli to jest w ogóle możliwe.
Większość tekstów i tak mam już napisane, wszystko zależy od muzyki, która zostanie do tych tekstów ułożona. Producent mojej płyty będzie miał ze mną przesrane... Zdecydowanie.



03.12.2013r.

Cześć, tu ShadowCat!

W świecie One Direction zaczyna się promocja ich nowej płyty, Midnight Memories. Z tej okazji chłopcy dzisiaj lecą do Nowego Jorku na nagranie do programu Saturday Night Live, gdzie zaśpiewają dwie piosenki.

Wczoraj wspaniały Harry Edward Styles był gościem na gali rozdania nagród British Fashion Awards, gdzie zgarnął również dla siebie jedną statuetkę. Nie wiem, kto to sędziował, no ale okej. Nie wiedziałam, że żeby stać się ikoną stylu wystarczy nosić podarte, czarne rurki :P
Chociaż pewnie szanowne jury nie mogło się oprzeć tej słodkiej kiteczce, którą już kilka razy nam prezentował. Chyba zbyt dużo czasu spędza z Lux i zaczął czesać się jak ona...
W każdym razie, zdjęcia z imprezy znajdziecie w galerii.

Po BFA Harry udał się na imprezę 60-lecia Playboya – no, tam już jest prędzej jego miejsce niż na BFA ;)
Z tej imprezy również zobaczycie zdjęcia w galerii.

W tym miesiącu chłopcy jeszcze zawitają w ramach promocji do Hiszpanii, Włoch i Francji.
Mam nadzieję, że zbierają punkty za przeloty, chętnie bym takie przygarnęła ;D

A na zakończenie... Dzieło Moony. Napisała kiedyś i broniła się przed dodaniem na bloga. A ja tego shota uwielbiam, mimo że nie jest on najweselszy.
Czas, żeby w siebie uwierzyła ;)

Buziaki,
ShadowCat

A teraz życzę Wam miłej lektury...



I’ve never felt this way before…

Nigdy wcześniej tak się nie czułam.
To był największy szok w moim życiu. To wszystko takie niespodziewane, nagłe.
Mogłabym przysiąc, że na kilka godzin stanęło mi serce, a cały mój wszechświat zamarł w miejscu. 
A w głowie miałam tylko jedno: musisz żyć.

Kolejny zwykły koncert.  Tak to się przynajmniej zapowiadało i na taki wyglądało przez pierwsze trzydzieści minut.  Dokładnie w trzydziestej drugiej minucie, czterdziestej szóstej sekundzie… Upadłeś. Podobnie jak tysiące twoich fanów zgromadzonych na stadionie myślałam, że to kolejny żart sceniczny w stylu „One Direction”. Nawet Twoi kumple się śmiali, włączając Paula, który siedział obok mnie.  Minęło kilkanaście sekund, a Ty nadal nie wstawałaś. Wtedy chłopcy przestali się śmiać, a fani zaczęli szeptać między sobą, zaczęły pojawiać się na trybunach wokół mnie szlochy i wycie przestraszonych fanek. W moich oczach pojawiły się łzy, nie wiedziałam, co robić. Siedziałam przez pierwsze kilka sekund jak sparaliżowana, czując jak powoli wypełnia mnie strach. Liam do Ciebie podbiegł, najwyraźniej również się przestraszył. Po chwili zawołał sanitariuszy, którzy przybiegli z noszami i zaraz znieśli Cię ze sceny. Dłużej nie mogłam tam siedzieć, zaczęłam biec w twoją stronę. Szybko zbiegłam z trybun, tuż za mną był Paul, już gdzieś dzwoniący. Miałam wrażenie, że przeciskanie się przez fanki przy barierkach zajęło mi  kilka godzin, choć było to zaledwie kilka sekund. Pewnie nabiłam kilku dziewczynom spore siniaki, gdy w panice przedzierałam się przez ten tłum, pomagając sobie łokciami. Przy barierkach pokazałam  ochroniarzowi swoją „VIP’owską” wejściówkę trzęsącymi się rękoma i pobiegłam w miejsce, gdzie według planu powinna stać karetka. Na szczęście nie zmieniła swojej lokalizacji i ze łzami podbiegłam do noszy, przy których stali zmartwieni chłopcy. Gdy mnie zobaczyli, jeszcze bardziej posmutnieli – to już był ten moment, w którym mój makijaż był cały rozmazany i musiałam wyglądać paskudnie. Tak, wiem – według Ciebie nigdy nie wyglądam paskudnie…
Zobaczyłam Cię nieprzytomnego, bezwładnie leżącego na noszach. Jeden sanitariusz badał Ci puls, drugi podłączał do jakiejś kroplówki. Byłeś wtedy przeraźliwie blady, jak tru… Nie. Złe porównanie. Spojrzałam wyczekująco na mężczyznę, który skończył Cię już badać i coś zapisywał. Chciałam wiedzieć tylko dwie rzeczy:  co Ci się stało i czy Twoje życie nie jest zagrożone. 
- Co z nim jest?
- Nieprzytomny. Oddycha,  biorą go na badania. – Odpowiedział mi głos Zayna, sanitariusz najwyraźniej był zbyt zajęty.  Wyczułam, że brunet martwi się tak samo jak ja. – Do St. Julian’s.
Gdy usłyszałam nazwę pobliskiego szpitala, w głowie miałam jeden, jedyny cel: dostać się tam i być przy Tobie. Przetarłam rękawem załzawione oczy i już chciałam wsiadać do karetki, do której przed chwilą wnieśli Twoje nosze, lecz ratownik powstrzymał mnie ręką.
- Tylko rodzina.
- Jestem z nim od 3 lat! Nie ma tu nikogo mu bliższego niż ja! – krzyknęłam zrozpaczona. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby ktoś teraz mi Cię zabrał! Nie mogłam Cię teraz zostawić!
- Tylko rodzina, powiedziałem! – siłą odciągnął mnie od wejścia do karetki, gdy mimo jego zakazu chciałam tam wejść.
- Jego rodzina jest na innej wyspie, idioto! Ktoś musi przy nim być! – już prawie go uderzyłam ze złości, ale moją świerzbiącą rękę przytrzymał Harry, któremu łzy leciały równie mocno co mi.
- To proszę ich poinformować, a panią i pani przyjaciół zapraszam do szpitala. – Odpowiedział ze stoickim spokojem, zamykając za sobą drzwi i po chwili odjeżdżając. Stałam jak zamurowana patrząc, jak się oddalasz. Z tego „transu” wyciągnął mnie Styles, który cały czas trzymał mnie za rękę mocno ją ściskając, a teraz zaczął ciągnąć mnie w stronę parkingu.
- Jedziesz ze mną? – zapytałam kierując się już do mojego nowego samochodu, który jeszcze kilka dni temu razem wybieraliśmy w salonie. Najwyraźniej moje pytanie usłyszał Paul, trzeźwo myślący nawet w takich sytuacjach.
- Nie myśl sobie, że będziesz prowadzić w takim stanie. Jedziemy wszyscy busem, techniczni nam jeden odstąpią. – Zakomunikował i po chwili wraz z chłopakami siedziałam w busie prześmierdniętym papierosami – ale nawet to mi nie przeszkadzało, chciałam tylko jak najszybciej znaleźć się obok Ciebie, trzymać Cię za rękę.
Spojrzałam na Twoich przyjaciół i zauważyłam, że są w podobnym stanie jak ja, ale mimo wszystko trzymają się trochę lepiej – mężczyźni i ich trzymanie emocji na wodzy. Tylko Harry siedział oparty o moje ramię, które po chwili było całe mokre od jego łez. Bez przerwy trzymaliśmy się za ręce, duchowo się wspierając.
Droga do szpitala, mimo że w teorii krótka i nawet bez korków po drodze, strasznie się dłużyła. Co chwilę zerkałam na zegarek dziwiąc się, że w mojej głowie godzina jest niczym minuta na zegarku.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, kierowca nas zostawił przed wejściem, a ja od razu pobiegłam do recepcji.
- Niall Horan, przed chwilą został przywieziony! – prawie krzyknęłam w twarz pielęgniarki.
- Pani to ktoś z rodziny? – zapytała, mierząc mnie wzrokiem. Najwyraźniej pomyślała, że należę do fanek, które chcą wykorzystać okazję i się do Ciebie dostać.
- Nosz kurwa, kolejna… - Wywróciłam oczami, coraz bardziej tracąc cierpliwość. Już miałam nieźle nakrzyczeć na kobietę, która w sumie wykonywała tylko swoje obowiązki, gdy obok mnie pojawił się trzęsący się Liam.
- Wszyscy jesteśmy jego rodziną.  – Powiedział, delikatnie gładząc moje plecy, próbując mnie uspokoić.
- Przykro mi, ale dopóki nie przyjedzie jego lekarz, to mam związane ręce. – Kobieta wzruszyła ramionami, wyciągając „spod lady” pudełko chusteczek i stawiając je przede mną.
- Jego lekarz..? – powtórzyłam zdziwiona jak echo. Jaki lekarz? Przecież Ty nie masz żadnego swojego lekarza! Przecież bym o tym wiedziała, gdyby taki byłby Ci potrzebny! Prawda..?
- Tak, doktor Fletch, powinien się tu zaraz pojawić.
- Jaki doktor Fletch..? – nie mogłam zrozumieć. – Przecież Niall nie ma żadnego swojego lekarza…
- Najwyraźniej nie wie pani o nim wszystkiego. – Smutno się uśmiechnęła. Miałam wrażenie, że zaraz doda „z facetami zawsze tak jest”. Ale Ty nie jesteś jak typowy facet! Ty jesteś MÓJ!  - Jeśli on uzna, że państwo mogą się widzieć z pacjentem, to za około godzinę powinien być już po badaniach i będziecie mogli go zobaczyć. Na razie zapraszam na fotele, proszę być cierpliwym… - Dodała wskazując na kanapy i fotele, których większość zajmowali Louis, Harry, Zayn i Paul.  Usiadłam na Pustyn fotelu wpatrując się w ziemię, myśląc o „Twoim lekarzu”. Co takiego się stało, że go w ogóle miałeś? Co to jest, że to przede mną ukrywałeś?
Minęło kilkanaście minut i do recepcji wbiegł około czterdziestoletni mężczyzna, wyraźnie słyszałam, jak się przedstawia jako „lekarz tego chłopaka, którego przed chwilą przywieźli”. Od razu zerwałam się na równe nogi i do niego podeszłam. Gdy się obrócił w moją stronę, w jego oczach wyraźnie było widać, że wie, kim jestem. Zaraz te jego oczy wypełniły się smutkiem.
- Annie… - Szepnął, jakby właśnie zobaczył ducha. – Jestem Tony, lekarz Nialla. – Wyciągnął do mnie dłoń, ale ja cały czas ze stresu miałam splecione ręce, inaczej prawdopodobnie wyrywałabym sobie włosy z głowy.
- Po co mu lekarz? – Bez żadnych ceregieli zadałam mu pytanie, nie miałam czasu ani ochoty bawić się w jakieś podchody.
- Ann, to nie jest takie proste… - Zaczął coś kręcić.
- Nie rozumiesz, że MUSZĘ wiedzieć, co się z nim dzieje?! – krzyknęła. Miałam wrażenie, że cały medyczny świat był w tamtym dniu przeciwko mnie.
- Dobra, na razie muszę iść do niego i zobaczyć, jak się trzyma. Potem postaram się wszystko wytłumaczyć. – Wbrew moim protestom, wręcz pobiegł w stronę oddziału, na który nie pozwalano mi wejść. Zaczęłam krążyć niespokojnie po całej poczekalni, modląc się do wszystkich bogów znanych światu, żeby wszystko było w porządku. Żeby to było „po prostu” przemęczenie i żebyś jutro już był ze mną z powrotem w domu, na kanapie, przytulał mnie i oglądał ze mną jakieś straszne filmy.

Po godzinie byłeś już po najróżniejszych badaniach. Tony wrócił do poczekalni i machnął ręką w moją stronę, dając mi najwyraźniej znak, że mam pójść za nim. Od razu zerwała się i reszta, ale najwyraźniej ktoś, może Paul, dał im znak, że mają mnie na razie zostawić samą. Lekarz po drodze do Twojej sali unikał kontaktu wzrokowego, ignorował moje natarczywe pytania…
- Odzyskał przytomność w trakcie badań, ale teraz śpi, jest bardzo zmęczony. – Zatrzymał się przed jakimś pokojem, prawdopodobnie Twoim. – Ann…
- Co mu jest?  – Wyraźne warknęłam zdenerwowana ciągłym przedłużaniem tej całej sytuacji. Mężczyzna spuścił wzrok i wziął głęboki oddech.
- Zaawansowana białaczka. – Mruknął niewyraźne odwracając wzrok. Poczułam, jak opadają ze mnie wszystkie emocji. Pustka.
- C-co? – zająknęłam się. – Pan chyba żartuje… - Oparłam się o ścianę i powoli się zsunęłam po niej na podłogę, nawet nie zauważając, kiedy łzy zaczęły ponownie lecieć po moich policzkach.
- Zaawansowana białaczka.  – Powtórzył, tym razem o wiele wyraźniej. – Był u mnie pierwszy raz dwa miesiące temu. Zrobiłem mu chyba pierwsze badanie krwi od kilku lat…  Najwyraźniej jego tryb życia i zawód pozwoliły wszystkim na ignorowanie nieustającego zmęczenia, bladości, łatwego pojawiania się siniaków. Bardzo mi przykro. – Nie mogłam w to uwierzyć. Rak? U kogoś tak pełnego energii jak Ty? Dobra, od pewnego czasu rzeczywiście łatwo się męczyłeś, byłeś bledszy niż zazwyczaj, ale to wszystko wydawało się takie… normalne. Przecież… Nie, to musi być jakiś popieprzony sen! Zaraz się obudzę, a Ty będziesz spał obok mnie, z tym cudownym uśmiechem…
- Czy można to jeszcze wyleczyć? – zapytałam szeptem wpatrując się pustym wzrokiem w szpitalną ścianę, gdy już odzyskałam zdolność mówienia.
- Niestety nie. Zgłosił do mnie w zbyt późnym stadium. – Zrobił pauzę, dając mi czas na przetworzenie informacji. Gdy powiedział, że nie można Cię już z tego gówna wyciągnąć, mój świat się zawalił. Pojedyncze  łzy zamieniły się w strumienie, ale starałam się je wycierać i być dzielną – dla Ciebie, żebyś byś mógł być ze mnie dumny.
- A chemia? – wydusiłam z siebie, próbując wyregulować swój oddech. – Nie da się jakoś załagodzić objawów, żeby było mu lżej?
- Proponowałem mu to, ale również powiedziałem, jakie byłyby tego konsekwencje. Niall woli żyć krócej, ale intensywnie, niż dłużej, ale powodując cierpienie u innych i męczyć się osłabieniem po chemii, mdłościami, wypadaniem włosów czy szpitalami. Mówił, że przemyślał tą decyzję i nic nie może jej zmienić. Myśli, że tak będzie lepiej dla wszystkich. – Kucnął obok mnie i spojrzał tak, jakby chciał sprawdzić, czy na pewno może mnie tutaj zostawić. – Ann, na razie muszę iść. Ty możesz tu zostać, ale staraj się go nie budzić. Jutro powinni go wypuścić do domu, ale postaraj się go oszczędzać. Osłabł od momentu, w którym go ostatnio widziałem i raczej będzie dalej słabnąć. – Położył swoją dłoń na mojej. – Niall dużo mi o tobie opowiadał. Czuję, że ma facet niesamowite szczęście mając przy sobie taką dzielną kobietę jak ty. Trzymaj się. -  Odszedł, zostawiając mnie na korytarzu. Byłam w szoku. Raz po raz, analizowałam słowa Tony’ego, nie mogąc w nie uwierzyć. Za kilka miesięcy miało Cię już nie być na tym świecie? Osoby, bez której od kilku lat nie wyobrażam sobie życia? Która sprawia, że każdy problem wydaje się błahostką, dzięki której mam po co żyć?
Nawet nie zauważyłam, gdy obok mnie pojawili się chłopaki.
- Już wiesz, o co chodzi z Horanem? – zapytał Louis, siadając na podłodze obok mnie.
- On… On… Ma białaczkę. Zaawansowane stadium.  – Gdy tylko to przeszło mi jakimś cudem przez gardło, znowu straciłam panowanie nad swoimi łzami. Bolało już mnie gardło, nie wspominając o brzuchu, nosie czy oczach – ale to nie mogło powstrzymać tego strumienia. Poczułam, że Tomlinson mnie obejmuje, a reszta, podobnie jak ja, nie mogła się ruszyć i wydusić z siebie chociażby jednego słowa. W mojej głowie krążyło jedno słowo, które nie chciało odejść, tylko cały czas rozpaczliwie krzyczało: „dlaczego?!”.



I never thought I’d need you there when I cry…

Nigdy nie myślałam, że potrzebowałabym cię, gdy płaczę. Zawsze przecież wszystko robiliśmy razem, włącznie z płaczem, nawet od tych kilku lat nie miałam okazji przekonać się, jak to jest robić coś samemu.

Te kilka miesięcy minęło.
Umarłeś.
Nie ma Cię już.
Jestem sama, bez swojej bratniej duszy, która, paradoksalnie, była zawsze blisko mnie nawet wtedy, gdy była na innym kontynencie.
Za każdym razem, gdy to sobie ponownie uświadamiam zaczynam płakać. Od tamtego dnia, gdy po raz ostatni na mnie spojrzałeś i kiedy ostatni raz wyszeptałeś „Kocham cię”, nie mogę się pozbierać. Z każdym dniem coraz bardziej pogrążam się w tęsknocie za Tobą, coraz bardziej przekonuję się, jak przez te ostatnie kilka lat uzależniłam się od Ciebie. Teraz każda czynność sprawia mi trudność. Nie potrafię wyjść po zakupy do najbliższego sklepu… Chociaż tak naprawdę pewnie zwyczajnie nie chcę. Najchętniej zamknęłabym się w pokoju, w łóżku pod kołdrą, cały czas czekając aż się obudzę z tego koszmaru. A jeśli to nie sen, to czekając aż przyjdzie ten dzień, w którym znowu się zobaczymy, pewnie już na tym innym świecie.
Nasi przyjaciele próbują mnie wyciągnąć z domu, żebym zaczęła żyć. Mówią, że powinnam sobie znaleźć nowego faceta i zacząć nowy rozdział w życiu. Na wyrażenie „nowy facet” aż mam dreszcze. Nie mogę sobie wyobrazić, że potrafiłabym całować kogoś innego. Nie chcę, żeby dotykał mnie ktoś oprócz Ciebie. Nie chcę. Na samą myśl o takim czymś robi mi się po prostu niedobrze.
Nawet znaleźli mi psychoterapeutę, ale do niego nie zadzwoniłam, żeby się zapisać na wizytę.
Ja nie jestem chora, a to nie jest depresja.
To rozpacz. To moja własna żałoba, której nikt nie może mi zabrać.
To szalona tęsknota za Twoim śmiechem, głosem, dotykiem, kochającymi oczami…  Za Tobą.



Everything that I do reminds me of you…

Wszystko, co robię, przypomina mi o Tobie.
Każdy krok, każdy oddech, każda ściana, każdy ruch, każda myśl, każda rzecz, każde miejsce…

Kilka dni temu chciałam iść na spacer, wyjść z domu. Ubrałam trampki…
To Ty kazałeś mi je kupić, mimo że mi się nigdy nie podobały. Cóż, dla Ciebie wszystko. Potem przez tydzień mnie potwornie obcierały i przeklinałam to, że się znowu dałam Tobie na coś namówić. W ramach zadośćuczynienia masowałeś mi co wieczór stopy – muszę przyznać, że Twoje dłonie idealnie się do tego nadawały.  Potem to stało się jednym z naszych zwyczajów, nawet jeśli nic mnie nie bolało. Zawsze lubiłam dotyk Twoich dłoni na moim ciele.
… i wyszłam z mieszkania. Zamknęłam drzwi na klucz, przy których wisiał breloczek z Paryża…
Pamiętam, nasza pierwsza wspólna podróż. Prawie siłą zabrałeś mnie ze sobą do Paryża na Wasz koncert. Byłam wtedy przeziębiona i podróże raczej nie były mi wtedy głowie, ale Ty się jak zwykle uparłeś i po prostu kazałeś mi się ciepło ubrać i wziąć ze sobą opakowanie aspiryny. Doktor Horan się znalazł od siedmiu boleści. Nie mogłeś zrozumieć, że to miasto jest dla mnie strasznie przereklamowane. Tutaj muszę przyznać, że tą wycieczkę wspominam o wiele lepiej niż tą kilka lat wcześniej, z rodzicami. Chyba do tego dość mocno przyczynił się fakt, że to właśnie  Paryżu, pierwszy raz usłyszałam „Annie, kocham cię.”. Przy okazji pewnie też słyszało to jakieś pół Francji, bo oczywiście musiałeś to wykrzyczeć stojąc na czubku wieży Eiffla. Pamiętam to jak dziś, że wszyscy turyści wokół nas dziwnie się na nas patrzyli, a ja się najpierw zaczęłam śmiać, współczując mieszkańcom okolicznych budynków, a potem powiedziałam „Boże, jestem z debilem”, pocałowałam Cię i wyszeptałam te dwa najważniejsze słowa Tobie do ucha – równowaga w przyrodzie musi być zachowana. 
i zbiegłam schodami. Po chwili gorące, letnie powietrze wypełniło moje nozdrza. Słońce paliło w skórę, więc szybko schowałam się w najbliższy cień.
Instynktownie zaczęłam iść do parku. Po drodze minęłam nasz ulubiony sklep muzyczny…
Ku mojemu zdziwieniu to tu przyprowadziłeś mnie na pierwszą randkę, właściciel był Twoim dobrym znajomym. Pamiętam, że mieliśmy niezły ubaw grając na wszelkich możliwych instrumentach. Cały czas mam w głowie to Twoje uwielbienie w oczach, gdy wzięłam do rąk gitarę i zaczęłam na niej grać, przy okazji śpiewając. Potem mówiłeś, że to był moment, w którym postanowiłeś, że nigdy nie pozwolisz mi odejść – najwyżej przykujesz mnie kajdankami do kaloryfera, dopóki nie pogodzę się z faktem, że już zawsze będę tylko Twoja. Jak widać, kajdanki nie były tu potrzebne.
…lecz szybko go minęłam starając się ominąć również wspomnienia z nim związane. Przeszłam kilka przecznic ze spuszczoną głową, ignorując co jakiś czas głosy w rodzaju „Czy to nie przypadkiem ta dziewczyna Nialla, tego z One Direction? Kurczę, widać, że nie może się pozbierać.”. Miałam je gdzieś. Nie miałam wcale zamiaru się zbierać. W głębi duszy mam nadzieję, że Bóg się nade mną zlituje i jak najszybciej zabierze mnie do Ciebie. Wiem, przepraszam – kolejny raz złamałam daną Ci obietnicę kilka dni przed Twoim odejściem, że nie będę myślała o własnej śmierci. Cóż, obiecałam Ci także, że nie będę płakać – ostatnio nic innego nie robię. Nie mogę nic poradzić na to, że zrobiłabym wszystko, aby móc ponownie poczuć Twoje ciepło…
 Doszłam do parku. Podniosłam głowę i zobaczyłam tabliczkę „Bushy Park”…
Tam się poznaliśmy. Wracałam wkurzona z pracy, jedząc wystane w długiej kolejce rollo. Było strasznie zimno, ponad pół metra śniegu, a na chodniku lód – trzeba było bardzo uważać, żeby nie stracić równowagi. Bawiłeś się tu z kumplami, jak małe dziecko, w bitwę na śnieżki. Niestety (stety) przechodziłam przez wasze pole bitwy i oberwałam od ciebie zlodowaciałą śnieżką. Jakoś tak mnie to wystraszyło, że przy okazji się poślizgnęłam i boleśnie wylądowałam na tyłku. Ale, dzięki Bogu, kebab się uratował, inaczej bym Cię wtedy chyba zabiła. Zaczęłam się rozglądać za sprawcą moich bolących czterech liter, a w momencie gdy mój wzrok zarejestrował Twoją wystraszoną twarz, od razu wiedziałam, że to wina tego „tlenionego blondyna”. Wstałam i już szłam w Twoją stronę z mordem w oczach, gdy krzyknąłeś, próbując się oddalać ode mnie stopniowo: „Kupię ci jeszcze takiego jednego kebaba, tylko mnie nie bij!”. Zaczęliśmy się w tym momencie licytować, czym bardzo rozbawiliśmy resztę zespołu. W końcu stanęło na czterech rollo. Pamiętam, że po zakończeniu tych emocjonujących pertraktacji  usłyszałam za nami: „Jeszcze nie widziałem dziewczyny, która by tak walczyła o kilka placków z mięsem. Horan chyba znalazł miłość swojego życia.”  Tak to wszystko się zaczęło. Co by było, gdyby szef mnie nie wkurzył albo nie było kolejki w barze? Aż boję się myśleć.
i szybkim krokiem przeszłam przez niego starając się myśleć o wszystkim – drzewach, trawie, słońcu, niebie – byleby tylko nie myśleć o Tobie. Nie mogłam sobie pozwolić na płacz w miejscu publicznym. Wtedy już pewnie wsadziliby mnie do jakieś pseudoszpitala od depresji…
Usiadłam na ławce przy stawie…
Tutaj w każdą sobotę, jeżeli akurat nie byłam razem z Wami w trasie, razem karmiliśmy kaczki. Pamiętam, jak kiedyś się ścigaliśmy „kto pierwszy”. Tak bardzo zależało Ci na wygranej, że nie zdążyłeś wytracić prędkości i z pięknym pluskiem wylądowałeś wśród kaczek. Tak to komicznie wyglądało, że ze śmiechu aż się położyłam na trawie przy brzegu, zamiast pomóc Ci wyjść. W efekcie sam próbowałeś tego dokonać, co również wyglądało po prostu cudownie, jak kilka razy się poślizgnąłeś i z powrotem lądowałeś w wodzie. Nigdy nie śmiałam się tak mocno jak wtedy! Trochę gorzej było jak stwierdziłeś po wyjściu z wody, że masz ogromną ochotę mnie przytulić…
i przypomniałam sobie, że zapomniałam wziąć chleb. Jasne, to przecież Ty zawsze go zabierałeś, na moją dziurawą pamięć nie ma zazwyczaj co liczyć.
Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze tu przyjdę. Sama czuję się tu niezręcznie, zresztą podobnie jak w każdym innym miejscu. Odzwyczaiłam się od samotności i jakoś nie potrafię przywitać jej z powrotem w moim życiu.
I kto teraz będzie karmił te biedne kaczki..?



And the clothes you left they lie on my floor, and they smell just like you.

Ciuchy, które zostawiłeś, leżą na podłodze.
Wszystko zostało tak, jak było tamtego dnia.
Wiem, to może wydawać się chore, ale nie sprzątam, niczego nie zmieniam, bo gdzieś w głębi duszy cały czas mam nadzieję, że to wszystko to tylko zły sen, że zaraz się obudzę, a Ty będziesz spał obok mnie z delikatnym uśmiechem na ustach, jak to miałeś w zwyczaju. Że będziesz zdrowy i, że znowu co wieczór będziemy snuć dalekosiężne plany o ślubie, rodzinie, dzieciach… Pamiętasz to? Kładłam Ci głowę na klatce piersiowej, Ty mnie głaskałeś po głowie. Patrzyliśmy się w sufit i rozmawialiśmy o teraźniejszości, planowaliśmy przyszłość…
W lodówce nadal stoją trzy butelki Twojego ulubionego piwa. Po każdym koncercie ty piłeś dwie, a ja, żebyś nie pił w samotności, piłam jedno. Tak dla relaksu i dojścia do siebie po tym całym szumie.
Na wannie nadal stoi Twój żel po prysznic. Czasami go używam, potem całą noc czuję Twój zapach i wyobrażam sobie, że leżysz tuż obok mnie i obejmujesz mnie w pasie jedną ręką.
Czasami zastanawiam się, czy Ciebie tu naprawdę nie ma. Nie mówię o ciele, ale o duchu, jakiejś niewidocznej cząstce Ciebie, która przy mnie została. Ile razy już sięgałam po coś, dzięki czemu mogłabym znaleźć się obok Ciebie, ale nagle słyszałam Twój głos mówiący „Obiecałaś mi, pamiętasz? Nie rób tego.”? Wtedy zawsze odkładałam tą rzecz, a gdy już doszłam do siebie, słyszałam ponownie Ciebie, mówiącego „Dziękuję. Kocham Cię.” Ten głos był taki… realistyczny, jakbyś stał tuż obok mnie. Może miałeś rację mówiąc, że zawsze przy mnie będziesz, niezależnie od tego, co się stanie…
Co jakiś czas otwieram Twoją szafę i dziwię się, jak Liam, Pan Rozsądny, mógł mi powiedzieć, żebym oddała Twoje ciuchy biednym. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Nie mogłabym pozbyć się czegoś, co nadal jest przesiąknięte Twoim zapachem, zapachem Twoich ulubionych perfum. To są jedne z nielicznych rzeczy, które mi po Tobie jeszcze zostały.
Nie mogę się tego pozbyć.
Nigdy.



I can hardly breathe, I need to feel you with me…

Ledwo oddycham,  muszę czuć, że jesteś obok mnie.
Byłeś dla mnie jak powietrze. Gdy byłeś obok mnie, czułam się swobodnie, czułam się szczęśliwa. Gdy Cię nie było, dusiłam się.
Teraz… duszę się.

Tydzień, lub dwa po tym, jak Twoje serce przestało bić, znalazłam swoją komórkę, której szukałam już kilka tygodni przed Twoim ostatnim koncertem. Z czystej ludzkiej ciekawości podłączyłam do niej ładowarkę i włączyłam. Od razu dzwonek przychodzących wiadomości rozszedł się po wypełnionym ciszą mieszkaniem. Najpierw wszystko zignorowałam i zadzwoniłam pod Pocztę Głosową, która zawsze  puszczała wiadomości od najnowszej do najstarszej.
- Ann, odezwij się do nas. – Usłyszałam głos Perrie. – Wiemy, że jest ci ciężko i chcemy ci pomóc. Dzwonimy, żeby ci powiedzieć, że wyjeżdżamy do Hiszpanii, odpocząć od tego wszystkiego. Trzymaj się i dzwoń do nas!
- Cześć Ann, tu Pers. Szkoda, że nie chcesz jechać z nami do Hiszpanii. Może poznałabyś tam jakiegoś Hiszpana… Czemu nie odbierasz telefonów i nie oddzwaniasz? Martwimy się.
- Hey Hi Hello, tu Harry. Chcemy się wszyscy razem wybrać do Hiszpanii na dwa tygodnie. Chcesz jechać z nami? Zgódź się, będzie super, a ty wyrwiesz się przynajmniej z tego mieszkania. Oddzwoń jak najszybciej.
- Annie, jak się trzymasz? Minął tydzień od pogrzebu, a ty się nie odzywasz. Błagam, zadzwoń do mnie.
- Jak tam? Tu Joanna. Współczuję z powodu choroby Nialla. Ile mu jeszcze dają?
Nigdy jej nie lubiłam.
Jeszcze jedna wiadomość. Data wskazuje, że to był… Dzień Ostatniego Koncertu.
- Cześć , kochanie. To ja, Niall. Przyjdziesz na koncert, prawda? Na komodzie zostawiłem ci wejściówkę. Do zobaczenia, kocham cię najmocniej na świecie *cmok*.
Wiadomości się skończyły, a ja przez następne kilka minut stałam osłupiała z telefonem przyłożonym do ucha i odtwarzałam w kółko ostatnią wiadomość.
Twój głos.
W ostatnim czasie starałam się znaleźć wszystkie nasze wspólne zdjęcia, filmy. Niestety ich nie znalazłam, bo Lou zabrał wszystkie płytki i ramki ze zdjęciami, „dla mojego dobra”. Tak bardzo tęskniłam za Twoim głosem. Tak bardzo mi go brakowało.
Kocham cię najmocniej na świecie.
Zapisałam tę wiadomość w telefonie w kilku różnych folderach.
Kocham cię najmocniej na świecie.
Ja Ciebie też.



Do you see how much I need you right now?

Widzisz, jak bardzo Cię teraz potrzebuję?

Nie mogę sobie wyobrazić,  NIE CHCĘ sobie wyobrażać,  że już nigdy więcej Cię nie zobaczę.
Że już nigdy więcej nie będziemy się kłócić o ostatni kawałek pizzy czy ostatniego chipsa.
Że już nigdy więcej nie poczuję Twojego dotyku na moim ciele.
Że już nigdy więcej nikt mnie nie rozśmieszy tak jak Ty.
Że już nigdy więcej nie spojrzysz na mnie w ten sposób.
Że już nigdy więcej nie usłyszę Twojego śmiechu.
Że już nigdy więcej nie usłyszę Twojego głosu.
Że już nigdy więcej mnie nie pocałujesz.
Że…
Już nikogo nigdy nie pokocham tak jak Ciebie.


I miss you.







13 komentarzy:

  1. Łołołoł <3 ten shot... o Boże. czytałam już kilka historii o chorobie z związku, śmierci i beczałam oczywiście, ale ten... BOŻE <3 Płaczę tak bardzo, wybacz jesli pisze z błęędami ale ledwo widzę xd Ledwo dokończyłam czytanie <3
    Aż poczułam w środku<3 Jeju nawet nie wiem jak mam to napisać. To było piękne. Takie... h\isnuaskldceejsybe <3
    Co do całego rozdziału, jak Niall mógł już kogoś zaprosić... :cc
    I jeszcze się najeżył za to co powiedziała. No nie :/ Wziąłby się w garść i jakoś to ,,popchnął " do przodu <3
    Czekam na kolejny :)
    Zapraszam w wolnej chwili do siebie na opowiadanie o Niall`u : http://lietomefanfic.blogspot.com/
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku Twoje łzy są dla mnie najlepszym komplementem :) Szczerze mówiąc nie planowałam go pierwotnie w rozdziale, ale z samego planu wyszło mało stron i zdecydowałam się na wepchnięcie tego shota właśnie do rozdziału. Jakby co mam jeszcze jednego w zanadrzu ;)
      Cóż, Niall mógł kogoś zaprosić, bo wtedy jeszcze nawet nie wiedział o istnieniu Moony...

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  2. Mam ochotę Ci coś w tym momencie zrobić za tego shota "wstawionego" na bloga w opowiadaniu! Wiesz jak ciężko sie czyta płacząc?! Ciesze się tylko, że to shot a nie prawda, bo wtedy to byś miała jeszcze większe kłopoty. ;)
    Następny w kolejce do zabicia do jest Niall. Jak on może iść z kimś innym na wesele?! Chodź w sumie:
    a) jestem ciekawa z kim
    b) liczę, że jednak zmądrzeje i odwoła tamto
    c) mam wrażenie, że to jest to mieszanie pomiędzy nimi, o którym ostatnio wspomniałaś.
    Ale to głupie! Oboje posmutnieli po tym wszystkim. Grr... głupie wszystko.
    Zaproszenie Kate na ślub. ♥ Ahh... to akurat cudowna część rozdziału. Tak samo jak jej droczenie się z Niall'em. Tak, wtedy się śmiałam, ale przez kogoś skończyłam płacząc.
    Propozycja Simona... Liczyłam na to, że jednak on coś jej zaoferuje po tym jak zrezygnowałam z xFactora żeby ratować kochanego blondasa. Ciekawi mnie tylko to, co Kate na to. Czy się zgodzi(sama nie wiem na co liczę tym razem) czy odrzuci propozycję przez to wszystko co o sobie czyta i wróci do bycia niesławną osobą..
    Zostawiłaś mnie teraz z tyloma pytaniami na koniec... No ale przynajmniej teoretycznie wszystko zaczyna iść w lepszy kierunku niż było 3/4 rozdziały temu. :D
    Mam nadzieję, że znajdziesz czas i wenę żeby napisac coś na następny tydzień. Uwielbiam Twoje opowiadanie.
    Całuje
    Patricia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płakanie raz na jakiś czas jest wskazane! Oczy sobie oczyścisz i w ogóle... :P
      a) przekonasz się szybciej niż myślisz ;)
      b) hmmmmm....
      c) dobre masz wrażenie ;)
      Oj tam, nie masz czym się denerwować? :P Dorośli są, wiedzą, co robią... Chyba.
      Tego, jaką decyzję podejmie Kate, też się wkrótce dowiesz... :D
      Wszystko idzie w dobrym kierunku, bo w sumie dużymi krokami zbliżamy się do końca opowiadania... A przynajmniej pierwszej części opowiadania. Więc siłą rzeczy trzeba kilka spraw wyjaśnić i zakończyć :)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  3. O mój boże.
    Ryczę jak bóbr, ten shot jest idealny, o matko! o.o
    Piękna historia, o prawdziwej, wiecznej miłości.Takie to wszystko było prawdziwe. Niesamowite. ! *__*

    A co do opowiadania.. Och, NIall, czemu musiał komuś obiecywać, że pójdzie z tym kimś na ślub..? Ahh. Cieszę się bardzo ze szczęścia Perrie i Zayna. :>
    No i ciekawe czy Kate zgodzi się na współpracę i podpisze umowę..?
    Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale będzie więcej Nialla i Kate.
    Ale za tego shota, jestem w stanie to wybaczyć. ! Masz ogromny talent ! :>

    Rewelacja! ^ ^

    Całuję xx
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że shot Ci się spodobał :)
      Ciekawe, jak Niall zareaguje, gdy to przeczyta... ;)
      Odpowiedzi na większość swoich pytań znajdziesz w następnym rozdziale jak się pojawi, kiedyś ;P
      I w następnym rozdziale będzie chyba więcej wszystkich, nie tylko Nialla i Kate :) A przynajmniej taki jest plan.

      Dziękuję za te wszystkie komplementy :*

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  4. Płaczę. Naprawdę, łzy ściekają właśnie po moich policzkach, a całe oczy wyglądają jakbym chlusnęła w nie morską wodą. Zazwyczaj nie płaczę na filmach czy czytając książki, ale tutaj... Jak sobie wyobraziłam, że to ja jestem Annie i tracę kogoś tak bliskiego jak Niall i do tego wszystko wokoło wydaje się sprzeciwiać mi i przypominać o tej osobie... Płaczę, po prostu. Ten shot autorstwa Moony aka Kate jest tak bardzo smutny... Na chwile wręcz zapomniałam, że czytam Guilty Pleasure. O Boże, takie smutne.
    Po co ShadowCat to dodała? Żeby mnie dobić? Mamusiu. Może Niall to przeczyta i odbierze jakąś aluzję, że Kate na nim zależy. Bo teraz zaczyna się ten niezręczny moment: zaczęli wszystko od początku, nikt nie robi tego pierwszego kroku, zostają w cholernym friendzone mimo że oboje chcą czegoś więcej. Kurde!! Tak nie może byyyyć. Mam nadzieję, że ten shot pomoże Niallowi.
    Jedyne co mnie dziwi, to to, że zaprosił na ślub Zayna i Perrie jakąś laskę kilka miesięcy szybciej. Ja rozumiem, oni mogli to planować itd, ale żeby od razu Niall miał ją zaprosić? No dziwne. Tak w mojej głowie knuje się pomysł, że tylko tak powiedział, a na serio chciał zaprosić Kate, ale to chyba nie wypali. Pewnie Kate pójdzie z Liamem.
    Jeny, nie wiem co napisać jeszcze. Weszłam na bloggera, patrzę, a tam tyle nowych, nieprzeczytanych rozdziałów! Jak zobaczyłam, że u ciebie jest nowość to aż mi się gęba od ucha do ucha uśmiechnęła. I zostawiłam sobie na koniec, wiesz, taka wisienka na torcie. No i rzeczywiście, bardzo smakowita.
    Kurcze, ja nie napiszę nic wiecej, idę się wić w kącie i płakać nad losem Annie. To taki smutny shot. Ojejku.
    Pozdrawiam, życzę weny, do dwudziestki piątki! xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje łzy są dla mnie najlepszym komplementem :)
      ShadowCat to dodała, żeby Moony uwierzyła w swoje umiejętności. I może, żeby Niall zobaczył, że czegoś takiego nie może napisać osoba, której jest on obojętny.
      Na ślub zawsze się zaprasza ludzi sporo wcześniej, żeby mogli zaplanować swój czas ;) Normalnie zaproszenia się dostaje ok. pół roku wcześniej :P
      Oj, nie płacz już :*

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    2. Jenyy, wszystko jasne :D Byłam w sumie na dwóch ślubach w życiu, więc... ma się tę słabą pamięć xd Ale to aż dziwne, że Harry nikogo nie zaprosił! Może miał plan wyruszyć na wesele samotnie i wyrwać jaką dziewczynę jak John i Jeremy w "Polowaniu na druhny"! Taka moja luźna teoria, ale finalnie idzie z Justyną, a Kasia - na razie! - samotnie. Kij Niallowi w oko, oczywiście żartuję, jakby nie miał oczu to nie miałabym się nad czym rozpływać. Niech kurcze przeczyta tego one shota i zrozumie że Moony aka Kate czuje coś do niego, co za tym idzie jeśli on coś więcej czuje do niej - a czuć musi - to on musi coś zrobić żeby nie zostali w friendzone forever!
      Jakoś się pozbieram po tym shocie. Wyszłam z kąta, ale szczerze, naprawdę, z przynajmniej dwie godziny po przeczytaniu rozdziału byłam strasznie smutna i aż się zdziwiłam że nikt nie raczył zapytać co się stało.

      xxx @Malgosiaa_

      Usuń
  5. Niall ja zaprosił jak się poznali c'nie ? I to jej to obiecał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętasz, że Niall poznał Kate w listopadzie? ;) A tutaj powiedział, że swoją osobę towarzyszącą zaprosił na wesele już we wrześniu...

      Usuń
  6. Lubisz opisywać śluby swoich idoli? ;P Na wesele Toma i Gi "zabrałaś mnie" ze sobą :D

    Ten shot..co Ty z nami robisz? ;P

    Pozdrawiam
    Melanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to, że lubię - samo tak wychodzi :D

      Co ja z Wami robię? Mam nadzieję, że coś dobrego, bo nie lubię robić ludziom krzywdy... ;D

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń