sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 21


- To ty jesteś tą blondyną, która kręci się obok mojego narzeczonego? – usłyszałam kobiecy głos za plecami. Najpierw pomyślałam, kto to może być i o jakiego narzeczonego może jej chodzić, ale gdy się obróciłam, od razu znałam odpowiedź na oba te pytania.
- Katy Perry? – można powiedzieć, że mnie onieśmieliła. Nie sądziłam, że podczas swojego występu w programie będzie zagadywać uczestników. I to w szczególności tuż przed ich wyjściem na scenę, chyba tylko po to, żeby ich jeszcze bardziej zestresować.
- Po prostu Katy. – Przytuliła mnie z szerokim uśmiechem. – Ty i Niall coś...?  - zapytała, a ja w tym momencie prawdopodobnie wyglądałam jak ryba, której zabrakło tlenu.
- N-nie wiem... – Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- To dobry chłopak. I na tym waszym TwittCamie fajnie wyglądaliście. – Puściła mi oczko. Ale jak to, chwila... Katy Perry to oglądała? – Ale nie bój się, widziałam tylko fragmenty na YouTubie. Nie jestem jego prześladowczynią, tylko czasami naprawdę się nudzę w samolocie. Co dzisiaj śpiewasz?
- Adele, One and Only. – Chociaż tyle mogłam z siebie wydusić.
- Znając twoje wcześniejsze występy, na pewno dasz sobie radę. – Nie wiadomo skąd, w jej dłoni znalazł się telefon. – Masz, wpisz mi swój numer. – Podała mi urządzenie, a ja drżącymi rękoma wpisałam tych kilka cyfr. – Puszczę ci sygnał, żebyś miała mój. Jakbyś kiedyś potrzebowała jakiejś rady, czy pogadać, to możesz śmiało pisać czy dzwonić.  – Uśmiechnęła się. – A teraz zdjęcie! Brad, trzymaj telefon, a ty się szeroko uśmiechnij! – podała komórkę mężczyźnie obok, chyba swojemu menadżerowi i objęła mnie ramieniem. Posłusznie się uśmiechnęłam, patrząc w telefon.
- Katy, musimy już iść... – Mruknął mężczyzna, chowając telefon do kieszeni po wykonaniu zdjęcia.
- Trzymaj się, Kate, miło było cię poznać. Pozdrów Nialla przy najbliższej okazji! – pomachała mi i już jej nie było. To się nagadałam... Westchnęłam do swoich myśli. Brawo, na pewno teraz ma cię za sympatyczną i rozmowną osobę. Te dwa niepełne zdania, które z trudem z siebie wydobyłaś, gapiąc się w nią jak sroka w gnat z rozdziawioną paszczą na pewno wywarły na niej dobre wrażenie.
- Gotowa? – obok mnie stanęła Shelley, która została dzisiaj wytypowana jako druga osoba do dogrywki.
- To się zaraz okaże – odpowiedziałam z półuśmiechem, czekając aż otworzy się przed nami wejście na scenę. Muszę mówić, że się potwornie stresowałam? Ale to już chyba nie jest żadna nowość.
- Witamy z powrotem, oglądacie The X Factor! – usłyszałyśmy w słuchawkach Dermota, który witał publiczność po przerwie reklamowej. – Shelley zmierzy się w dogrywce Kate. Obie zaśpiewają po jednej piosence, a potem ich los zostanie w rękach jurorów, którzy zadecydują o tym, która z nich się dzisiaj z nami pożegna. Przed państwem, Kate Bitner i Shelley Smith! – przedstawił nas prowadzący, a na widowni aż zawrzało. „Telebimowa ściana” przed nami się rozsunęła, a ktoś z ekipy, stojący obok nas, machał ręką na znak, że mamy wyjść na scenę. Shelley złapała mnie za rękę i lekko pociągnęła, bez czego chyba nie mogłabym się ruszyć z miejsca. Zeszłyśmy pod schodach i stanęłyśmy naprzeciwko jurorów.
- Okej, pierwsza będzie śpiewać Kate, więc Shelley, zapraszam cię na bok do mnie – Powiedział Dermot, a kobieta od razu przeszła na prawą stronę sceny, stając poza światłem reflektorów. – Simon, zapowiedz swoją uczestniczkę.
- Kate, uwielbiam cię i tutaj powinien stać ktoś inny zamiast ciebie – powiedział, opierając się łokciami o stół. - Pokaż widzom, że popełnili błąd nie głosując wczoraj na ciebie, powodzenia.
Reflektory na kilka sekund całkowicie przygasły, aby w tym czasie pracownik studia mógł postawić przede mną statyw z mikrofonem.
Szybciej, niż bym tego chciała, kilka reflektorów zaświeciło wprost na mnie, a wokół mnie rozbrzmiały pierwsze dźwięki fortepianu. Zamknęłam na dwie sekundy oczy, uruchamiając swoją wyobraźnię, i już nie śpiewałam przed wielką publicznością w studiu iTV. Tylko dla jednej osoby. Dla niego.

You've been on my mind,
I grow fonder every day,
Lose myself in time,
Just thinking of your face,
God only knows why it's taken me so long to let my doubts go,
You're the only one that I want.

(Byłeś w moich myślach
Wchodziłam w to głębiej, każdego dnia
Zagubiłam się w czasie
Po prostu myśląc o Twojej twarzy
Bóg jeden wie, ile zajęło mi rozwianie moich wątpliwości
Jesteś jedynym, którego pragnę.)


Już nawet nie jestem w stanie zliczyć tych wszystkich godzin, które zajmowało mi myślenie o Niallu. Po prostu jego obecność w moich myślach była już czymś tak naturalnym, że nawet przestałam na to zwracać uwagę. Łażąc po mieście, robiąc zakupy, będąc pod prysznicem, gotując, tańcząc, śpiewając, czekając na autobus, leżąc w łóżku, czekając aż przyjdzie sen. Zawsze Niall. Nawet gdy co jakiś czas „rozmawiałam” z Bogiem, zawsze w tej rozmowie wspominałam o Niallu i po prostu prosiłam Boga, żeby Horan był szczęśliwy. Tak po prostu. Nie prosiłam go o to, żeby mnie spotkał, poznał, zakochał się we mnie. Tylko o to, żeby był szczęśliwy. Może właśnie na tym polega miłość? Na pragnieniu szczęścia drugiej osoby, bez oczekiwania niczego w zamian?
Jestem na siebie wściekła, że pozwoliłam sobie na jakiekolwiek wątpliwości. Te wszystkie sytuacje z Liamem. Zachowałam się niczym nieodpowiedzialny bachor, który nie wie, który cukierek wybrać. Mimo że w głębi serca doskonale wiedziałam, że Niall jest jedynym, którego chcę.

I dare you to let me be your, one and only,
Promise I'm worth it,
To hold in your arms,
So come on and give me a chance,
To prove I am the one who can walk that mile,
Until the end starts


(Odważ się pozwolić mi być twoją, twoją jedną i jedyną
Obiecuję, że jestem tego warta
Abyś trzymał mnie w swoich ramionach
Więc chodź, daj mi szansę
Aby udowodnić, że jestem jedyną, która może przejść tę milę
Zanim zacznie się koniec)


Ten tweet, w którym zacytował fragment Over Again, dał mi nadzieję. Że odważy się dać mi jeszcze jedną szansę, której nie pozwolę sobie zmarnować. Że jeszcze nic nie jest stracone. Że uda mu się może jeszcze kiedyś mi zaufać, tak w stu procentach.
Gdy muzyka ucichła, a publiczność zaczęła bić brawo, ocknęłam się ze swojego snu na jawie, powracając do tej nerwowej rzeczywistości. Simon stał dumnie i klaskał, posyłając mi uśmiech, jak i reszta jurorów. Może nie jestem stracona?
- Dzięki, Kate, zapraszam do mnie – powiedział Dermot. – Shelley, idź zajmij swoje miejsce.
Po wykonaniu kobiety widać było, że zależy jej na zostaniu w programie nie mniej niż mi. Wkładała w tę piosenkę całe swoje serce i mimo że nie byłam osobiście fanką jej głosu, to nawet ja mogę przyznać, że bardzo dobrze ją zaśpiewała. Widać to było również po publiczności i jurorach, którzy wcale nie szczędzili jej oklasków.
- Wow – skomentował Dermot, idąc w stronę Shelley. – Kate, zapraszam do nas. – Zawołał mnie, a ja, ledwo trzymając się na nogach, poszłam za nim.
W tej chwili nie było dla mnie tu żadnych kamer. Nie było publiczności, z której co chwilę ktoś coś wykrzykiwał w naszą stronę. Byłam tylko ja, Dermot, Shelley, Simon, Cheryl i Louis.
- Świetny sing off, moi drodzy – powiedział prowadzący. – Kate i Shelley zrobiły wszystko, co w ich mocy. Niestety za tydzień będziemy mogli ponownie usłyszeć tylko jedną z nich, druga natomiast opuści nas już dzisiaj. O tym, jak potoczy się ich los, zadecyduje Simon, Cheryl i Louis. Więc... Simon, uczestniczka, którą wysyłasz dzisiaj do domu, to..?
- Okej, - zaczął Cowell – od razu powiem, że oba występy były wspaniałe. Shelley, świetnie sobie dzisiaj poradziłaś. Ale oczywiście trzymam się z Kate, która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i naprawdę wiążę z nią wielkie nadzieje, nie tylko w tym programie. Uczestniczką, którą wysyłam do domu jest... Shelley.
- Cheryl, teraz przejdziemy do ciebie. – Podziwiałam Dermota. Jak on może wytrzymać to napięcie? On pali trawkę gdzieś na zapleczu, czy coś? Jeśli tak, to chyba za tydzień się do niego dołączę... – The act you’re sending home...
- Kate. – Westchnęła ze smutną miną, nie przedłużając. Oczywiście, trzymała się swojej drużyny, tak jak Simon i każdy inny mentor w historii programu.
- Louis, teraz ty musisz podjąć swoją decyzję. – Dermot wskazał palcem na Walsha. – Twój głos zadecyduje o tym, kogo będziemy mogli usłyszeć już w sobotę.
- To była wspaniała dogrywka, ale o tym wiemy wszyscy. Muszę wybrać tą uczestniczkę, która ma największy potencjał artystyczny, która ma większą szansę na karierę. Shelley, naprawdę dzisiaj pokazałaś, na co cię stać i co potrafisz zrobić swoim głosem. Jesteś przesympatyczną osobą, ale... The act I’m sending home tonight is... Shelley.
Udało się.

Jestem bezpieczna.
Kamień, który właśnie spadł z mojego serca, chyba przebił się aż do jądra Ziemi.



Nieważne, co powiedzą inni. Ja jestem pewien, że Kate to śpiewała do mnie. Widziałem ten występ już milion razy na YouTube od niedzieli i z każdym razem przekonuję się o tym coraz bardziej.  Tylko dlaczego cały czas nie odpisała nic na mojego tweeta? Albo chociaż napisała cokolwiek, co bym mógł za nią uznać.
Nad moją głową zapaliła się czerwona lampka, oznajmująca, że mam zapiąć pasy. Wyjrzałem za okno i na horyzoncie zobaczyłem Londyn. Nareszcie będę mógł się wyspać w swoim łóżku, chociaż kilka dni. Nasz samolot właśnie wynurzał z chmur burzowych, które sprawiają, że czuję się bardziej jak na rollercoasterze niż w samolocie.
Po kilkunastu minutach wychodziłem już z lotniska na parking ze swoimi bagażami, w otoczeniu chłopaków i ochrony. Deszcz i wiatr uderzały w moją twarz, wręcz sprawiając mi tym ból.
- Niall! – usłyszałem swoje imię zza barierek. Fanki zawsze nas znajdą, nawet na prywatnym lotnisku... I to nawet w deszczu.
Pomachałem im, nie mając siły po całym locie nawet do nich podejść i zrobić kilka zdjęć. Będę je musiał potem przeprosić, że stały na tym deszczu na marne.
- Jesteś pewny, że sam pojedziesz do domu? – zapytał mnie Preston, pomagając z moją torbą, gdy otwierałem bagażnik. – Nie jesteś zbyt zmęczony?
- Nie bardziej niż ty, Preston. – Westchnąłem, wiedząc, że na niego czeka żona z dziećmi. – Dam sobie radę, bez przesady.
- Tak, ale jak coś ci się stanie po drodze w tej pogodzie, to będzie na nas, a nie na ciebie. – Mruknął.
- Powiedziałem, że dam sobie radę. Jedź do Karen i dzieciaków. – Poklepałem go po plecach i obszedłem samochód, aby w końcu usiąść w swoim aucie i pojechać do domu. Byłem wyczerpany. Ochroniarz westchnął, kręcąc głową, ale mi odpuścił. – Cześć, chłopaki!  - krzyknąłem do reszty pakującej się do pozostałych pojazdów. – Do zobaczenia za kilka dni! – machnąłem, zamknąłem drzwi i odpaliłem silnik, nie zapominając o wycieraczkach na najwyższych obrotach
Droga do Londynu z lotniska była nudna. Wokół puste pola, albo odgrodzone domy. W radiu leciała muzyka, jakby ktoś właśnie umarł. Musiałem ze sobą walczyć, aby nie zamknąć oczu i po prostu jechać przed siebie.
Gdy przejeżdżałem przez jedno ze skrzyżowań po drodze, przetarłem oczy. Nie wiem, czy byłem bardziej zmęczony, zamyślony czy zwyczajne zamulony po tym okropnie długim locie.
Ale nagle, w trakcie kilku sekund, wydarzyło się kilka rzeczy.
Oślepił mnie blask reflektorów z lewej strony.
Usłyszałem pisk opon i ciągły klakson.
Potem huk, bardzo blisko mnie, wręcz ogłuszający.
Jakaś siła rzuciła mną w bok, ale pas zadziałał i boleśnie wbił się w moją skórę, trzymając mnie na fotelu.
Coś mocno przygniotło mnie do drzwi od lewej strony i poczułem ból w klatce piersiowej, ale tak jakby niżej. Może to żebra?
W następnej mikrosekundzie oberwałem białą, dmuchaną poduszką w twarz.
I potem była wielka czarna plama, przeplatana silnymi impulsami bólu.



Nareszcie w domu...
Wszedłem do apartamentu i rzuciłem torbę na bok, nie mając ochoty bawić się teraz w rozpakowywanie. Podszedłem do okna, spoglądając na ten pogodowy Armagedon, który dział się na zewnątrz. Wiatr szalał razem z deszczem , uniemożliwiając normalne przemieszczanie się jakimikolwiek środkami transportu, jakieś śmieci latały w powietrzu, sprawiając, że Londyn wyglądał jak scena z filmu katastroficznego. Aż cud, że udało nam się w ogóle wylądować.
Podskoczyłem lekko wystraszony, gdy nagle rozdzwonił się mój telefon w tylnej kieszeni.
Paul?
­- O czymś zapomnieliśmy? – odebrałem, wzdychając. Nawet na kilka dni nie można się odciąć od naszej „pracy”, zawsze coś wychodzi w trakcie.
- Niall miał wypadek. – To zdanie sprawiło, że od razu cały zdrętwiałem, a zmęczenie przegoniła ogromna dawka adrenaliny. Nawet nie zauważyłem, gdy moje ciało bezwładnie osunęło się po ścianie na podłogę. – Liam, jesteś? – zapytał Paul po chwili ciszy z mojej strony.
- Tak, jestem. – Westchnąłem. – Błagam, powiedz, że nic mu się nie stało. – Potarłem czoło, starając się doprowadzić moje emocje do normalności, przynajmniej względnej.
- Chciałbym ci to powiedzieć, naprawdę. Karetka przywiozła go do Royal Hospital, czekam aż ktoś z lekarzy przyjdzie i coś mi powie. Na razie zadzwoniłem do jego rodziców, a teraz dzwonię do was.
- A dziennikarze i paparazzi? – zapytałem, starając się skupić na organizacji wszystkiego dookoła Nialla, niż na nim, żeby zwyczajnie się nie załamać i nie wybuchnąć płaczem.
- Cały Modest jest postawiony na nogi. Na razie chcemy ukryć przed mediami ten wypadek. Jeśli to się nie uda, to dodamy z konta Nialla kilka tweetów, żeby wszyscy myśleli, że jest już w domu. Nie możemy dopuścić, żeby ktoś się dowiedział, że jest w tym szpitalu. Nie będzie dało się w wtedy tu dostać, a personel nas zabije.
- Paul, możesz nic nie mówić teraz o zabijaniu? – upomniałem mężczyznę, zważając na okoliczności. – Postaram się być jak najszybciej.
- Proszę cię, jedź ostrożnie. I wjedź od tyłu, żeby nie zwracać na siebie uwagi.
- Jasne – odpowiedziałem i się rozłączyłem, chowając telefon do kieszeni. Od razu podszedłem do wieszaka i założyłem kurtkę, oraz buty. Nie zwlekając ani chwili dłużej, wyszedłem z mieszkania i zamknąłem drzwi i zjechałem windą na parking, aby po chwili już z niego wyjechać swoim samochodem.
Starałem się skupić na drodze i na wszystkim dookoła, żeby tylko nie myśleć o najlepszym przyjacielu, który teraz pewnie jest w nienajlepszym stanie.  Nie przeżyłbym, gdybym go stracił...
Przez kolejne kilkanaście minut jazdy próbowałem odgonić wszystkie czarne myśli, starać się myśleć pozytywnie. Nigdy nie przypuszczałem, że pozytywne myślenie może być aż takie trudne.
- Cześć, chłopaki. – Wszedłem do poczekalni, w której byli już wszyscy, włącznie z kilkoma ochraniarzami. – Co z nim?
- Jeszcze nic nie wiemy. – Po chwili ciszy odezwał się Zayn, prawie zlewając się z białą ścianą, o którą się opierał, mimo swojej ciemnej karnacji.
Już miałem usiąść na kanapie obok Harry’ego, który wpatrywał się ślepo w jakiś punkt przed sobą, gdy do poczekalni wszedł lekarz, mierząc nas wszystkich wzrokiem.
- Wy wszyscy do pana Horana? – zapytał, stając przed nami.
- Tak. – Paul wstał i podszedł do mężczyzny. – Co z nim?
- Jest cały czas nieprzytomny, jego stan jest ciężki, ale stabilny. – Westchnął doktor. – Ma złamaną nogę i lewą ręką w dwóch miejscach.
- Matko boska... – Louis złapał się za głowę i schował twarz w dłoniach.
- Wyjdzie z tego? – stanąłem obok Paula, starając się uzyskać jak najwięcej informacji o stanie Nialla.
- I tu mamy problem. – Lekarz zmarszczył czoło. – W wypadku jego żebra uległy złamaniu i bardzo uszkodziły ważną część wątroby. Udało nam się zatrzymać krwotok wewnętrzny, ale... wątroby nie możemy już uratować. – Poczułem, jak robi mi się słabo. Musiałem się złapać Higginsa, aby samemu zaraz nie zemdleć i wylądować na oddziale. – Jedyną opcją jest przeszczep. Niestety jest tylko możliwość przeszczepu od żywego dawcy, bo inne są od razu przeszczepiane osobom, które od dawna na nie czekają. I stąd moje pytanie... Czy jego rodzina jest na terenie Anglii albo jest w stanie dostać się do nas w trakcie maksymalnie kilku godzin? Mam na myśli tą najbliższą, czyli rodzice i rodzeństwo.
- Cholera jasna! – krzyknąłem, mocno się denerwując. Wszyscy dookoła dziwnie na mnie spojrzeli, zupełnie nie rozumiejąc, co się dzieje. – Cała jego rodzina, nawet kuzyni, są w Irlandii, bo Theo będzie miał teraz chrzest i przy okazji robią sobie jakiś zjazd rodzinny. Niall miał do nich lecieć już jutro, jeśli tylko pogoda by na to pozwoliła.
- A przez tę pogodę nikt z nich nie będzie mógł się dostać do UK, nawet jakby mieli swój prywatny samolot. – Dokończył moją myśl Paul. – Już z nimi rozmawiałem i wiem, że robią wszystko, aby znaleźć się tutaj, przy nim, ale ruch powietrzny został całkowicie wstrzymany. Nie mówiąc już o morzu, na którym jest porządny sztorm.
- To w takim razie mamy naprawdę niewiele czasu, żeby znaleźć kogoś, kto mógłby być dawcą fragmentu wątroby.
- Jakimi kryteriami musimy się kierować? – zapytałem najpoważniej, jak tylko umiałem. Jestem w stanie zrobić dla niego wszystko.
- Najważniejsza jest ta sama grupa krwi, czyli A minus. Byłoby też dobrze, gdyby dawca miał ukończone osiemnaście lat, żeby mógł podejmować decyzję sam za siebie, bez udziału rodziców, aby uniknąć czasochłonnych formalności.
- Ja mam zerową grupę krwi! – poderwał się Louis, pochodząc do nas. W jego oczach paliły się iskierki nadziei, które również pewnie pojawiły się u nas wszystkich po tym stwierdzeniu.
- Zero minus? Tylko ta może go ratować... – Lekarz uważnie mu się przyjrzał.
- Zero plus... – Iskierki zgasły szybciej niż się zapaliły.
- To teraz trzeba znaleźć osobę, która jest identyczna jak pan Horan. Pod względem krwi, oczywiście. – Gdy usłyszałem „osobę, która jest identyczna jak pan Horan” po prostu nie mogłem nie pomyśleć o Kate. Od razu wyjąłem telefon i szukałem w historii wywiadu o AD z The Sun, którego udzieliła mu właśnie Kate. Czułem, że tam coś mówiła o krwi...
- Tak! – krzyknąłem triumfalnie. – Kate mówiła w wywiadzie z The Sun, że ma nawet tę samą grupę krwi, co Niall! – ucieszyłem się.
- Dzwoń do Simona. – Polecił mi Paul z grobową miną. – Najpierw załatw to z nim.
- A nie z Kate? To chyba o nią tu chodzi. – Zdziwiłem się.
- Ale to jest program Simona, w którym Kate bierze udział i z którym podpisywała kontrakt. Wiadomo, że by się zgodziła na ten przeszczep jak każda inna wasza przyjaciółka czy fanka, nawet nie patrząc na prawne aspekty w umowie z X Factorem. Nie możemy jej o to prosić, jeśli to mogłoby jej zaszkodzić. – Wyjaśnił nasz menadżer. Chwilę się zastanawiałem nad jego słowami, bo przecież życie Nialla jest tu teraz najważniejsze i żadne kruczki prawne w żadnych umowach tego nie zmienią. Ale, po przemyśleniu, muszę przyznać, że Paul ma rację. Jeśli to miałoby zrujnować Kate pod względem finansowym czy jakimkolwiek innym, nie możemy ją o to prosić.
- Okej... – Wybrałem numer Cowella i westchnąłem z ulgą, gdy ten odebrał już po drugim sygnale.
- Cześć, Liam, co tam? – zapytał wesołym głosem. Niestety musiałem mu zepsuć mu ten dobry humor.
- Simon, mamy problem. Niall miał wypadek – powiedziałem i w trakcie następnych kilkunastu sekund postarałem się jak najlepiej wszystko mu przekazać. – I bez tego przeszczepu Niall nie ma szans na... Wiesz. I chyba Kate ma tę samą grupą krwi i tylko ona jest tu na miejscu. Jeśli nie ona, to już nie wiemy, co możemy zrobić... Apel na Twitterze do ludzi to już zupełna ostateczność, bo chcemy to utrzymać poza mediami.
- Mam z nią pogadać?
- Ale jakby się zgodziła, to co z programem?
- Liam, myślisz, że nie poradzę sobie z pozostałymi producentami? Jeśli Kate będzie musiała przez to zrezygnować z programu, oczywiście z własnej woli, to trudno. Wszelkie konsekwencje zerwania kontraktu wezmę na siebie, obiecuję. A jeśli Kate uratuje temu skrzatowi życie, to osobiście zaśpiewam z nią piosenkę na jej debiutanckiej płycie z wdzięczności – powiedział, a ja na myśl o śpiewającym Simonie prychnąłem, powstrzymując śmiech, i przy okazji będąc zgromionym przez pozostałe osoby, które nie słyszały tej rozmowy.
- Dobra, to czekamy na Kate.
- Jeśli nie kłamała i ma też tę grupę, co Niall, to możesz na nas liczyć. Jestem pewien, że się nawet nie zawaha – powiedział Simon i od razu się rozłączył.
- Doktorze, czy pracuje tu ktoś z Polski? – zapytałem lekarza, który cały czas przy nas stał.
- Tak, jest kilka specjalistów. A dlaczego pan pyta?
- Bo właśnie Cowell się zgodził i rozmawia z Polką, która prawdopodobnie ma tę grupę krwi. Ona bardzo dobrze mówi po angielsku, ale myślę, że jednak z medycznymi pojęciami może mieć problem...
- Ach, rozumiem. – Mężczyzna chwilę pomyślał. – Postaram się przyprowadzić tu kogoś z personelu. A na razie muszę iść zadbać o waszego przyjaciela... – Powiedział i wyszedł z poczekalni.
- Simon się zgodził? – zapytał Harry, przeszywając mnie wzorkiem.
- Nawet chwilę się nie zastanawiał. Podszedł do tego z zimną krwią, jak to ma w zwyczaju.
- Czyli życie Nialla spoczywa w rękach Kate. Jakie to, kurwa, poetyckie. – Westchnął Zayn, mając na myśli prawdopodobnie wydarzenia ostatnich tygodni.



- Kate, mogę wejść? – zapukałem do drzwi pokoju, w którym mieszkały dwie z moich dziewczyn, Kate i Jane. Zza drzwi dochodziły mnie przyjemne dźwięki gitary, co oznaczało, że blondynka ćwiczy piosenkę do sobotniego występu. Szkoda, że teraz wszystkie wysiłki dziewczyny mogą pójść na marne.
- Jasne, Simon, wchodź! – brzdąkanie na gitarze od razu ustało, a ja otworzyłem drzwi i zobaczyłem uśmiechniętą Kate siedzącą na łóżku z gitarą i rozłożonymi kartkami przed sobą. – Chyba sto lat minie, zanim się nauczę grać dobrze tę piosenkę. Może mógłbyś załatwić mi prywatne lekcje u Dana albo Toma z McFly, w końcu to ich piosenka?
- Oni są zajęci, nie zapominaj o tym... – Mruknąłem, siadając na krawędzi jej łóżka. Cholera, nie cierpię tej myśli, że zaraz jej dobry humor i uśmiech znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. – Kate, jest problem – powiedziałem i złączyłem ręce, szukając odpowiednich słów. Dziewczyna odłożyła gitarę i usiadła obok mnie, patrząc na mnie wyczekująco. – W dużym skrócie Niall miał poważny wypadek i połamane żebra bardzo mocno uszkodziły mu wątrobę. Bez przeszczepu fragmentu wątroby nie przeżyje prawdopodobnie nawet dwóch dni.  Potrzebna jest osoba z jego grupą krwi, a jego rodzina nie może się dostać do Londynu...
- Ja mam A minus! – od razu się poderwała i wyjęła małą walizkę spod swojego łóżka, pakując do niej ciuchy i różne drobiazgi. – I wiem, że to ta sama, co Nialla!
- Co ty robisz..? – zapytałem, obserwując jej szybkie ruchy.
- Pakuję się do szpitala, nie widać? – odpowiedziała, a ja poczułem się dumny niczym jej ojciec. Niewiele jest ludzi, którzy są w stanie poważnie narazić własne zdrowie dla drugiej osoby.
- Nie sądzisz, że to jest decyzja, nad którą warto się chwilę zastanowić?
- Simon. – Stanęła w pół kroku z koszulką w dłoni i spojrzała na mnie tak dojrzale, że nagle wyglądała jak trzydziestolatka, a nie jak dwudziestolatka. – Ja bym była w stanie odciąć sobie dla niego rękę, jeśli tego by wymagał jego stan zdrowia. Jeśli mogę mu uratować życie przez wycięcie kawałka wątroby, który i tak mi odrośnie po jakimś czasie, to nie mam nad czym się zastanawiać. Będę patrzeć z uśmiechem na ustach na bliznę na brzuchu, która pewnie po tym mi zostanie, ciesząc się, że mogłam to dla niego zrobić.
- A nie martwisz się o program? – zapytałem. Musiałem być pewien, że Kate zdaje sobie sprawę ze wszystkich konsekwencji. – Po operacji pewnie zostaniesz w szpitalu nawet tydzień, czyli to już cię ominie jeden live. Potem będziesz musiała siedzieć głównie w domu i dochodzić do siebie. Nie wydaje mi się, żeby to było zgodne z tokiem programu i tego, co on wymaga od uczestników.
- Nawet jeśli miałabym zrezygnować dla Nialla z X Factora, to jestem w stanie to zrobić – powiedziała, nie przestając się pakować.
- W takim razie jeszcze jedna kwestia. Co z kontraktem, który tą decyzją byś złamała?
- Myślę, że gdybyś sam nie był w stanie się tym zająć, to byś nawet mi nie powiedział o wypadku Horana, a co dopiero o tym, że aktualnie jestem jedyną kandydatką na ratowanie mu życia.
- A to podobno ja jestem tym, który potrafi przejrzeć zamiary drugiej osoby w kilka sekund... – Westchnąłem, patrząc na dziewczynę z podziwem. – Brawo, znamy się ledwo kilka tygodni, a ty już zdążyłaś mnie poznać. Niewielu to się udaje...
- Dziękuję za te gratulacje, ale chyba nie ma czasu na te rozmowy. Jedziemy twoim samochodem czy ktoś nas zawozi firmowym? – stanęła przede mną z walizką. – Ubieram buty i jedziemy.
- Yyy... Moim, lepiej nie zwracać na nas uwagi pod szpitalem autem z logo TXF. – Zdziwiłem się, że minęło kilka minut, a ona już jest gotowa. – Wzięłaś jakieś dokumenty?
- Tak, wszystkie, które mam tu ze sobą – odpowiedziała ciągnąc za sobą walizkę na korytarz, zostawiając mnie na jej łóżku.
- Kate, poczekaj! – krzyknąłem za nią. – Chociaż ci poniosę tę walizę. Teraz już się lepiej nie przemęczaj, skoro za kilka godzin pewnie wylądujesz na stole operacyjnym.
- Spoko, jakoś mnie ta wizja nie martwi. Pół dzieciństwa spędziłam w szpitalu albo na izbie przyjęć, nie boję się stołów operacyjnych. – Byłem z niej dumny. Bez chwili zastanowienia zgodziła się pomóc Niallowi. Nawet nie wyglądała na choć trochę wystraszoną tym, co ją czeka w najbliższych godzinach.




Byłam przerażona.
Chociaż to tempo pakowania się i jazdy do szpitala trochę oderwało moją uwagę od tego, co się działo w mojej głowie. Na samą myśl, w jakim stanie teraz jest Niall, drętwiałam i miałam ochotę wybuchnąć płaczem i zakopać się pod kołdrą. Ale to jest ten moment w życiu, kiedy muszę być twarda i zrobić to, co powinnam. Byłabym w stanie zrobić o wiele więcej niż oddanie mu kawałka wątroby, żeby ratować jego życie.
- Kate! – krzyknął na mój widok Liam, gdy weszłam z Simonem do poczekalni.
- Cześć, Liam. – Mocno mnie przytulił, jakbym to właśnie ja była tym, czego teraz potrzebował. – Wiadomo coś nowego?
- Nie, czekaliśmy na ciebie – powiedział i odwrócił się w stronę Paula. – Paul, możesz iść po lekarza? Kate chyba teraz musi przejść jakieś badania...
- Okej – odpowiedział mężczyzna i wyszedł z poczekalni.
- Dzięki, że się zgodziłaś. – Podeszła do mnie pozostała trójka i każdy z nich po kolei mnie mocno przytulił. – Nie musiałaś.
- Nawet nie miałam nad czym się zastanawiać. Zrobiłabym wszystko, żeby tylko Niall wyzdrowiał i mógł w miarę normalnie żyć.
- Będziemy cię na rękach nosić, jeśli to wszystko się uda. – Harry głośno westchnął. – A Niall to teraz już ci się chyba oświadczy.
- Chłopaki...  – Zaczęłam, kierując słowa do całej czwórki. – Nie chcę, żeby Niall wiedział, że to ja jestem dawcą.
- Dlaczego? – zdziwili się wszyscy jednocześnie.
- Bo nie chcę go brać na litość. Coś w stylu, „uratowała mi życie, więc poświęcę się i zaproszę ją na randkę”. Nie chcę, żeby był mi cokolwiek winny.
- Bez sensu. – Skomentował mój pomysł Malik.
- To jest jedyny warunek, bez którego się nie zgodzę na operację. – Dodałam poważnym tonem. - Wy wiecie, Paul, Simon i wasi ochroniarze, którzy tu akurat są. Nikt więcej nie może o tym wiedzieć.
- A pozwolisz chociaż jego rodzicom ci podziękować za uratowanie mu życia? – zapytał Louis, patrząc na mnie poważnie.
- Nie wiem. Im więcej osób wie, że to ja, tym bardziej prawdopodobne jest to, że Niall się dowie.
- Pani Bitner? – do sali wszedł mężczyzna w białym fartuchu. Na jego pytanie kiwnęłam głową.  – Proszę usiąść. – Wskazał ręką pusty fotel, na którym jeszcze przed chwilą siedział Zayn. On usiadł obok mnie. – Jeśli czegoś nie będzie pani rozumiała, z tego co mówię, to proszę powiedzieć. Zawołamy kogoś z naszego personelu, kto jest z Polski i wszystko pani wytłumaczy. Dobrze?
- Tak, oczywiście – odpowiedziałam. Dopiero teraz doszło do mnie, na co się godzę. Potną mnie. To operacja, nie zwykły zabieg...
- Czy rozumie pani, co panią czeka, jeśli zgodzi się pani na przeszczep? – jedyne, o czym teraz pomyślałam, to zbyt duża ilość „pani” w jednym zdaniu. Czeka się cię operacja, a przejmujesz się składnią lekarza, który prawdopodobnie będzie cię ciął, zamiast tym, że przez najbliższe miesiące twoje życie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Brawo.
- Tak, rozumiem. Wytniecie mi fragment wątroby, który uratuje życie Nialla.
- Musi pani wiedzieć, że ten fragment może się zregenerować, ale to się nie dzieje we wszystkich przypadkach.
- Ale jeśli mogę bez niego żyć, a Niall nie może, to nie ma nawet nad czym się zastanawiać.
- Dobrze... W takim razie muszę mieć pewność, że nikt pani do tego nie zmusza. Czy decyduje się pani na to z własnego wyboru?
- Tak, z własnego.
- Okej. Teraz musimy przeprowadzić kilka badań, żeby mieć pewność, że kwalifikuje się pani do tego przeszczepu. Zajmie to nam jakąś godzinę, a dzięki temu, że mamy u siebie laboratorium, wyniki powinny być po kolejnej godzinie. Jeśli wszystko się będzie zgadzać, to będziemy mogli zacząć przygotowania do operacji. Będzie pani musiała podpisać oświadczenie, że rozumie pani zagrożenia, jakie może nieść za sobą ten przeszczep.
- Nawet gdybyście grozili mi śmiercią, to mnie nie zniechęcicie. – Uśmiechnęłam się smutno, będąc pewna swojej decyzji w stu procentach.
- Jakie badanie musicie przeprowadzić? – zapytał Liam, stając za mną niczym mój prywatny ochroniarz.
- Musimy zbadać krew, czy wszystko jest w normie. Musimy też zrobić angiografię, MRI i biopsję wątroby.
- Nie mam pojęcia, co to jest angiografia i MRI, ale mam zaufanie do angielskiej służby zdrowia – powiedziałam.
- W takim razie za chwilę ktoś po panią przyjdzie i rozpoczniemy badania. Ma pani tu już swoje rzeczy? – zapytał, a ja wskazałam na walizkę stojącą pod ścianą. – Bardzo dobrze, jeśli wszystko w badaniach będzie się zgadzać, zagości tu pani na kilka dni... Do zobaczenia za chwilę.
- Naprawdę to robisz... – Szepnął Paul, gdy lekarz opuścił poczekalnię. – Wszyscy będziemy mieć u ciebie dług do końca życia.
- Paul, to nie jest coś, za co można mieć u kogoś dług. Ja to robię bo go ko... – Ugryzłam się w język w ostatnim momencie. - Bo jest dla mnie kimś niesamowicie ważnym. – Tak, to zdecydowanie lepiej brzmi. Mówiłam już, że nie mogę go kochać. Tego się nie robi „od tak”, do tego potrzeba czasu. A może jednak? Nie.
- Pani Bitner? – do poczekalni weszła pielęgniarka z wózkiem.
- To ja, ale chodzić na razie mogę, nie potrzebuję wózka. – Wstałam z fotela i podeszłam do kobiety.
- Musi się pani oszczędzać, żeby mieć siły na badania i operację. Nawet najmniejszy wysiłek fizyczny jest teraz niepożądany. – Wskazała ręką siedzenie, nakazując mi usiąść. Czułam, że nie mam co się kłócić i posłusznie usiadłam.
- Trzymajcie kciuki! – posłałam chłopakom wymuszony uśmiech, ruszając na badania.
Po kilku igłach w moich żyłach, po leżakowaniu w rezonansie magnetycznym jak w Dr. Housie, po tej traumatycznie grubej igle, która służyła do wykonania biopsji wątroby i po półtorej godzinie siedziałam ponowie z chłopakami w poczekalni, czekając na wyniki wszystkich badań, które mogły pojawić się lada chwila.
Grobową ciszę i to napięcie, które panowało w tej sali, przerwał dzwonek telefonu Higginsa.
- Halo? – odebrał, chodząc w tę i z powrotem. – Tak, znalazł się anonimowy dawca – powiedział do telefonu, zezując na mnie. – Teraz czekamy na wyniki, czy może być dawcą. – Zrobił krótką pauzę, słuchając , co mówi jego rozmówca. – Oczywiście, będę was informował na bieżąco. Jeśli coś się zmieni w lotach do Londynu, to bierzcie pierwszy, jaki tylko będzie możliwy. My pokryjemy wszystkie koszta, nie przejmujcie się cenami. – Posłuchał jeszcze chwilę i się rozłączył. – To Maura.
- Nie wiem, co ona musi teraz czuć – powiedział Simon, martwiąc się równie mocno, co my wszyscy. – Niall nie jest moim synem, a i tak prawie teraz wychodzę ze... – Jego wypowiedź przerwał lekarz, wchodząc do poczekalni.
- Mam wyniki! – pomachał nam kartkami przed nosami. – I dobrą wiadomość. Może być pani jego dawcą. – Od razu wszyscy westchnęliśmy z ulgą. – Teraz musimy szybko wypełnić formalności. Wszystko, co potrzebne, mamy z badań. Tylko pytanie, czy chce pani, żeby pan Horan znał pani tożsamość, czy nie?
- Nie, chcę być anonimowym dawcą – od razu odpowiedziałam.
- W takim razie nie potrzebuję już pani adresu ani danych osobowych. Tutaj jest oświadczenie, proszę się z nim zapoznać. – Podał mi kartkę papieru, którą natychmiast zaczęłam studiować wzrokiem. Było tam dokładnie to, czego się spodziewałam – możliwe komplikacje w trakcie zabiegu, a nawet możliwość zgonu.
- Tutaj mam podpisać? – zapytałam, wskazując miejsce na dole kartki po przeczytaniu jej zawartości.
- Tak, dokładnie tutaj. – Potwierdził lekarz, a ja złożyłam w tym miejscu swój podpis. – Wszystko już mamy. Zapraszam za mną.
- Módlcie się, żeby za te dwanaście godzin wątroby Nialla i moja działały poprawnie... – Westchnęłam, sięgając po swoją walizkę i podając ją pielęgniarzowi, który od razu usadowił mnie na wózku. – I pamiętajcie, ani słowa, nikomu! – pogrożenie im palcem było ostatnią rzeczą, jaką zdążyłam zrobić przed opuszczeniem poczekalni.
Zamknęłam oczy, jadąc wózkiem przez szpitalny korytarz i starając się wyciszyć przed operacją.
Niall ma już od dawna moje serce, to teraz do jego kolekcji moich narządów dojdzie i wątroba.




***
Cześć, Misie :)
Drama time, co? ;D

Jeśli mogę Was prosić o głos w sondzie na Blog Miesiąca - sonda znajduje się tutaj, gdzieś po prawej stronie :) Jestem wdzięczna za każdy głos <3

I dziękuję za Waszą cierpliwość.


@katie093

46 komentarzy:

  1. Rozmowa Katy z Katy.. Ach, fantastyczna. :)) Katy P. zachowała się tak sympatycznie.:)) Dokładnie, tak jak ją sobie wyobrażam!;)
    Wow, Kate bezpieczna! Kamień spadł mi z serca również. ;d
    O mój Boże. Siedzę z otwartymi ustami i próbuję złapać powietrze!!! Niall miał wypadek? O matko...
    Kate oddaje kawałek siebie Niallowi? ;> Było pewne, że podejmie taką decyzję.:) Mimo wszystko bardzo mnie to cieszy;))
    Wow... Jestem przerażona tym co się dzieje...
    Mam nadzieję, że w następnym rozdziale wszystko się unormuje.;)) Bo inaczej nie ręczę za siebie, moja Droga. ;)
    Jezuu, znów grożę. ;c Wybacz mi;*
    Cóż, czekam na 22.;) ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak sobie wyobrażam Perry ;) A, że naprawdę występowała w drugim tygodniu występów live w tegorocznej edycji X Factora, to to wykorzystałam ;)
      Ależ oczywiście, że ta decyzja była pewna! Dla niektórych osób można zrobić wszystko :)
      Grozisz mi..? Mam nadzieję, że nie mieszkasz za blisko Szczecina i mogę czuć się bezpieczna :)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    2. Szczerze...? Dzieki Twojemu opowiadaniu ogarnęłam jakie są mniej więcej zasady X-Factora, nigdy nie oglądałam tego programu. ; p
      Masz szczęście, bo jestem z Wawy. ;))
      xx

      Usuń
    3. Warto pamiętać, że tak naprawdę każda edycja X Factora, w różnych krajach, rządzi się własnymi prawami... Np. polski X Factor bardzo się różni pod wieloma względami od brytyjskiego. Amerykański jest też inny niż te dwa...

      Usuń
    4. To nie jest tak samo w każdym kraju? Wydaje się to bardzo skomplikowane... ;o

      Usuń
    5. Właśnie nie... To mi, szczerze mówiąc, popsuło plany. Bo na początku myślałam tak jak Ty, że wszystko jest wszędzie tak samo i pisałam X Factora UK tak, jak to wyglądało u nas. A jak zaczęłam go oglądąć, to wpadłam w panikę - chcę, żeby wszystko było tu jak najbardziej autentyczne, jak to tylko możliwe (np. milion razy sprawdzałam długość lotu Londyn-Tokio i liczyłam strefy czasowe, aby nie psuć godzin). Troszkę naciągnęłam tegoroczną edycję, ale chyba wiele osób tego nie zauważyło... ;)

      Usuń
    6. Kobieto, ile Ty czasu w to wkładasz? Nie śpię, bo liczę strefy czasowe ? xd
      Mamoo, a gdzie w tym masz czas na naukę, rodzinę, znajomych? ; o
      Ja nigdy nie oglądałam X Factora w Polsce, a co dopiero w innym kraju...
      Czyli Twoi uczestnicy nie są prawdziwi? ;>

      Usuń
  2. Chyba sobie żartujesz?! W takim momencie? Takie coś? Jak mogłaś!?
    Dobra, ochłonęłam chwilę. Teraz muszę się przyznać, że jak tylko była mowa o pogodzie i tym że może być wypadek to wiedziałam, że będzie wypadek i że coś się stanie i Kate będzie potrzebna. Wolę nie wiedzieć skąd to wiedziałam, ale wiedziałam.
    Sprawy z anonimowością nie zgadła, ale rozumiem chyba Kate. Chodź miejmy nadzieję, że nasz kochany blondas jeśli się kiedyś dowie to nie będzie miał jej tego za złe.
    No i najważniejsze: miejmy nadzieję, że przeżyje! Chodź nie wątpię w Twoje dobre serce, wiec go nie uśmiercisz. Nie możesz, prawda?
    Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się w następny weekend, bo czekanie będzie stresujące. Nie jestem cierpliwym człowiekiem. Więc tak ładnie proszę, napisz kolejny.
    Pozdrawiam i życzę szczęścia na sesji na studiach, która z tego co wiem to się zbliża. ;)
    Patricia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakim takim momencie? :P Moment tak samo dobry jak każdy inny :P
      Musiało być coś o tej pogodzie... Musiałam jakoś usprawiedliwić "niemożność" dotarcia do Londynu z Irlandii rodziny Nialla...
      Cóż, Kate znowu będzie coś ukrywać przed Horanem, jeśli operacja się uda... Ale jeszcze wiele rzeczy może się zdarzyć, więc nie ma co mówić o tak dalekiej przyszłości ;)
      Sesja? Jaka sesja? Co to jest? Nie, chyba wolę nie wiedzieć :P

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    2. Wcale że nie tak samo dobry jak każdy inny! Jak dla mnie mogłoby być jeszcze o wiele więcej tego rozdziału. :p
      Co masz na myśli mówiąc, że wiele rzeczy może się jeszcze zdarzyć? Niech lepiej nie dzieje się nic złego. Takiego bardzo złego. Przecież Horan wracał z myślą, że da Kate drugą szansę. Nie straci pamięci, prawda? Bo to zła rzecz, uwierz, sprawdziłam. ;p
      Może lepiej Ci nie wiedzieć, co to sesja. To ja mogę powiedzieć, że jeszcze nie wiem.^^

      Usuń
  3. Wow dzieje się dzieje ta rozmowa Katy z Katy haha nie umiała się wyslowic ;D.
    Ale martwię się o Niallera :/ ale napewno z tego wyjdzie a znając niewyparzone buzię chłopaków pewnie i tak któryś się wygada ze to katy była dawca ;)
    @1DNiallerek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, Katy Perry dość mocno zaskoczyła i onieśmieliła naszą Katy ;) Miejmy nadzieję, że Perry teraz nie ma Kate za jakąś niedorozwiniętą idiotkę :P
      Oj, oby wyszedł... Wszystko w rękach chirurgów, prawda?

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  4. Ugh! Ty chyba chcesz, żebym zeszła na zawał?! Nie no, zawał to troszkę za dużo, ale Nialler miał wypadek!!!! Jak?! Dlaczego?!
    Bohaterska Katy jest bohaterska i ratuje Nialla nie podpisując się pod to! Ugh, umieram ze słodkości i miłości.
    Kiedy Preston powiedział, że mogłoby mu się coś stać, w mojej głowie zapaliła się lampka pt. "Na pewno coś się stanie!" Dlaczego ta głupia lampka miała rację?!
    Rozdział świetny. Bardzo podobała mi się rozmowa z Katy Perry. Ciekawe, czy się zaprzyjaźnią? :)
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie chcę, żebyś zeszła na zawał! Nigdy w życiu! Kocham swoim czytelników i zależy mi na ich zdrowi <3 Ale raz na jakiś czas trochę adrenalinki nie zaszkodzi ;)
      Te lampki w głowach już tak mają, że lubią mieć rację ;)
      Na przyjaźń raczej bym nie liczyła, ale kto wie..?

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  5. Bardzo mi się spodobał twój blog ^^ Czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :*
      Więcej pojawi się albo za tydzień, albo za dwa... :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  6. #DramaTime ... człowieku, coś Ty temu biednemu Horanowi zrobiła! Wiem, że mówiłam, żeby trochę pocierpiał za swoją głupotę, ale nie tak dosłownie! xD
    Chyba nawet domyślam się, co może się potem dziać... ale na razie zostawię to tylko w moich przypuszczeniach i okaże się wszystko potem, jak dodasz kolejne rozdziały.
    No właśnie! Przez Ciebie, następny rozdział, to będzie chyba najbardziej wyczekiwany przeze mnie rozdział w historii tego opowiadania! (więc mam nadzieję, że kochasz mnie na tyle, że nie dasz mi długo na niego czekać i rozwiejesz moje wątpliwości ;p)
    Hmm... przez to całe Drama Time z Horanem, zapomniałam o reszcie rozdziału... cóż... kto by się spodziewał, że Kate jest taka rozchwytywana i to nawet przez Katy Perry! ;) niezłe ma powodzenie dziewczyna...
    No to teraz czekam na udaną operację (BEZ ŻADNYCH KOMPLIKACJI!!!), oświadczyny Horana, nagranie wspólnej płyty, dużą willę, ogródek, psa i gromadkę dzieci, bawiących się razem z psem, w tymże ogródku... Chyba nie proszę (albo raczej moje serducho nie prosi) o zbyt wiele... ;p
    Całusy! Xx. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tak, chciałaś, żeby cierpiał, to cierpi! Nie ma wykręcania się teraz! :P
      Ciekawi mnie Twoja wizja dalszych losów bohaterów.. Możesz się nią podzielić ;)
      Najbardziej wyczekiwany rozdział? A ja myślałam, że czekasz na dzieci i psa :P
      Kate nie jest rozchwytywana... Po prostu Perry miała wtedy tam swój występ (w "realu" też, w drugim tygodniu "lajfów" była w TXF :P ) i przy okazji zagadała do naszej Katie :)
      Cholera, długa ta Twoja lista życzeń... Zdecyduj się na jedno :P

      Buziaki!
      @katie093

      Usuń
    2. Najlepiej wszystko zwalić na biedną Ade... :c Wszyscy ostatnio na mnie zwalają i jeszcze mnie czarownicą nazywają ;p
      TERAZ NAJBARDZIEJ! Na dzieci i psa jest jeszcze czas! (a tak btw. wyobrażam siobie ich z takim golden retriverem (czy jakkolwiek się to nazywa/pisze))
      w takim razie... NA RAZIE czekam na udaną operację i u jednego i u drugiego ;p

      Usuń
  7. Uwielbiam ! *_____*
    Czułam, że zdarzy się coś niedobrego jak Niall wyjeżdżał z lotniska swoim samochodem.. Ale nie wiedziałam, że będzie aż tak źle :C
    Nawet sobie nie mogę wyobrazić co czuli chłopcy, gdy dowiedzieli się o wypadku.
    Ta pogoda, która uniemożliwia przelot rodzinie Nialla i to, że chłopcy mają inna grupę krwi.. Ah.. Ale te wszystkie rzeczy miały pewnie swój mały udział, w tym, aby to właśnie Kate została dawcą.. :>
    Wiedziałam, że gdy chłopcy poproszą Kate o zostanie dawcą, to ona bez wahania się zgodzi. To jest właśnie miłość ! Dla Kate jest ważne to, aby Horan mógł żyć, i skłonna jest tak wiele dla niego poświęcić. To jest piękne *___*
    Rozumiem Kate, że chciała zostać anonimowym dawcą, na pewno chce aby Niall zrozumiał sam co tak naprawdę czuje do niej, a nie żeby to robił z wdzięczności..
    Mam nadzieję, że operacja się uda i wszystko będzie dobrze.. Bo musi być dobrze.
    Czekam na moment, aż Niall porozmawia z Kate, tak szczerze, i zrozumieją, że oni muszą być po prostu razem, o ! :>

    Rozdział rewelacja, warto było czekać.
    Czekam niecierpliwie na kolejny :>

    Pozdrawiam.
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może ten wypadek jeszcze mu wyjdzie na dobre pod jakimś względem..? ;)
      Na Kate mogą zawsze liczyć, jeśli chodzi o Nialla! :D
      Tak, właśnie na tym polega miłość :) Bezinteresownie pomóc drugiej osobie, aby tylko była szczęśliwa, albo żeby miała możliwość bycia szczęśliwą...
      Musi być dobrze? Oj, nie kuś losu... ;P
      Ten moment... Jeśli przeszczep się uda, to może będą mieli do tego okazję. Jeśli.

      Dziękuję za miłe słowa :*

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  8. koooooochaaam!!! to opowiadanie jest rewelacyje. nie bede sie za batdzo rozpisywala (bo jakos tak nwm co napisac ;p ) ale wiedz, ze chyba umre jak szybko nie napiszesz kolejnego rozdzialu :/
    czekam z niecierpliwoscia ;*
    -K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podobają Ci się wytwory mojej wyobraźni ;)
      Proszę, nie umieraj! Nie mogłabym żyć z tymi wyrzutami sumienia... ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
    2. okey nie umre ;p tylko dlatego zebys nie miala wyrzutow sumienia i dlatego, ze chce wiedziec co bd dalej :D
      czekam na 22 rozdzial ;*

      Buziaczki,
      K.

      Usuń
  9. Co tu się porobiło.. nic tylko czekać na kolejny rozdział ;)

    Zagłosowane :)
    Melanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jakiś czas coś się musi porobić, żeby za nudno nie było ;)

      Dziękuję!

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  10. Zapraszamy <3
    http://sophieandzayn.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. OMG!!!!!!!!!!! weszłam na twój blog wczoraj i już go pokochałam przeczytałam wszystkie rozdziały i myślę że TWOJE opowiadanie jest NIESAMOWITE i już nie mogę się doczekac następnego rozdziału !!!
    Zagłosowane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lejesz miód na moje serce swoimi słowami :) Podziwiam Cię, że chciało Ci się czytać tak wszystko na raz... Cały czas ciężko jest mi uwierzyć, że to może się komuś aż tak podobać.

      Dziękuję za Twoje miłe słowa! :)
      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  12. NIE SPALAM CZYTAJĄC TWOJEGO BLOGA!Stwierdzam ze jest absolutnie cudowny :)
    Ps.Ale jak jutro nie wstanie do szkoły to bedzie twoja wina :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Cię, ja bym zdecydowanie bardziej wolała spać ;) Ale cieszę się, że aż tak to Cię wciągnęło. To dla mnie ogromny komplement :)
      Mam nadzieję, że jednak udało Ci się wstać...

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  13. swietnie piszesz, byle tylko weny ci nie braklo bo bedzie zle:P
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoje słowa :*
      Grozisz mi..? ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  14. Skoro wszyscy już ci posłodzili (mam nadzieję, że wystarczająco), to teraz przyszła kolej na mnie i moje marudzenie... A jako że "I'M NOT TALKING TO YOU ANYMORE", to chociaż sobie popiszę...
    Dla odmiany robiłam sobie notatki czytając, więc jestem wyjątkowo przygotowana i mam milion zarzutów do... zarzucenia ;P
    Uwielbiam Kate Perry i zawsze ją sobie wyobrażam jako taką wyluzowaną dziewczynę z sąsiedztwa, która nie struga wielkiej gwiazdy i zawsze chętnie pożartuje, czy "strzeli" fotkę. Jednak zaskoczyłaś mnie z tą wymianą numerów, bo zawsze wyobrażałam sobie, że ci "popularni" bardziej strzegą swojej prywatności (czy też dostępu do siebie). Choć oczywiście zawsze mogłaby się poskarżyć Niallowi, gdyby ją Katie za bardzo gnębiła telefonami ;)
    Ta piosenka Adele idealnie tu pasuje... Tekst jakby wręcz napisany specjalnie, by mogła wyśpiewać go Niallowi.
    Myśli o Niallu pod prysznicem? Leżąc w łóżku? Nie, ja wcale nie mam teraz na twarzy wielce wymownego uśmiechu 'a la pedofil' (nowe powiedzonko Alexa).
    Dobrze, że jest na siebie wściekła. Wszystko zepsuła swoimi kłamstwami. Nie tylko między sobą, a blondynem, ale wprowadziła też kłamstwo między Nialla i jego przyjaciół. Cytując po tobie: "zachowała się niczym nieodpowiedzialny bachor..." Mądry Polak po szkodzie... Akurat dobrze się składa, że jest Polką ;)
    Co do wstawiania angielskich zdań do opowiadania (oczywiście nie mówię o słowach piosenki), to mam mieszane uczucia... W końcu to opowiadanie pisane jest po polsku, a gdyby trzymać się tego, że dzieje się w Anglii, to wszystkie dialogi powinny być po angielsku. Albo żadne...
    Wiedziałam, że nie odpadnie :P

    Niall jest taki kochany... Zwłaszcza z tym jak martwi się, że ona jeszcze mu nic nie odpisała... Nie podoba mi się to, że mimo TAKIEJ pogody Preston odpuścił i dał mu jechać samemu. Ale w sumie w końcu Niall tam 'rozkazuje'... Poza tym lepiej jeden poszkodowany, niż dwóch. I zgodzę się z innymi komentującymi, że trochę uprzedziłaś wydarzenia tą złą pogodą i wspominaniem o niej... Wiadomo było, że będzie wypadek, jeszcze nim wsiadł do samochodu... Ja byłam pewna w momencie, gdy Preston się odezwał z tym, że będzie na nich...
    Mój biedny Irlandczyk...

    Za to pogodowy Armagedon idealnie wyjaśnia, że rodzina Nialla nie zdąży na czas... Liam to ma jednak głowę na karku. Mówiłam już że go uwielbiam? Przy nim już zawsze mogłabym się czuć bezpiecznie, bo on myśli o wszystkim... Ach... Rozmarzyłam się...
    Jestem idiotką (wiem), ale popłakałam się, gdy Louis zerwał się z tą gotowością do zostania dawcą, a raczej, gdy dowiedział się, że jednak się nie nadaje... Może i on jest wielkim dzieciakiem, ale uwielbiam w nim to, że dla ludzi, na których mu zależy jest gotowy zrobić wszystko. No i raczej nie można mu zarzucić braku odwagi...
    Przyznam się, że trochę nie rozumiem tego "gdyby miało to jej zaszkodzić pod względem finansowym czy jakimkolwiek innym", bo do cholery tu chodzi o ratowanie życia! I nawet jeżeli ten głupi kontrakt by ją zrujnował, to chyba takie One Direction byłoby stać na uregulowanie jej domniemanych długów. Wątpię też, by telewizja (czy ktokolwiek inny) odważył się wyciągać wobec niej jakieś konsekwencje w tym konkretnym przypadku. W końcu tu chodzi o życie NIALLA HORANA! No, ale przynajmniej mogliśmy zobaczyć jaki to Simon jest nieustraszony i wszechmocny i przy okazji uraczyłaś nas jego perspektywą. Super!
    Zayn jet moim bogiem! "Jakie to, kurwa, poetyckie." Lałam z tego dobre piętnaście minut, a potem kolejne piętnaście, gdy doszło do mnie, że nie ma w tym nic śmiesznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (oczywiście, że się nie zmieściłam w ilości znaków - kto to wymyślał te limity?)

      Wow... Po tym wszystkim co Katie nawyprawiała do tej pory... Naprawdę chciałabym się gniewać, ale tym swoim szczerym podejściem i bezinteresowną chęcią pomocy nabiła sobie u mnie sporo plusów... Powiedzmy, że postaram się jej wybaczyć i zapomnieć tamte kłamstwa...

      A jednak nie... Oczywiście, że Katie musi znów zrobić to, co wychodzi jej najlepiej. Kolejne kłamstwa i znów wciągnięcie w nie wszystkich dookoła? Oczywiście tym razem całkowicie rozumiem to, dlaczego chce być anonimowym dawcą, ale nie zmienia to faktu, że dopiero starała się naprawić poprzednie swoje kłamstwa. Miejmy tylko nadzieję, że Niall nie odbierze tego tak, jak ja i nie podejdzie do tego w tych kryteriach... No i druga sprawa... Na pewno nie domyśli się, że to ona, gdy nagle zabraknie jej w programie. I przecież będą musieli podać powód jej nieobecności telewidzom... A, zapomniałam... Przecież mogą kłamać. Ona ma w tym praktykę ;)
      Trochę jestem na nią cięta (wiem, trochę bardzo), bo ja po prostu tak strasznie nie lubię, gdy ludzie usprawiedliwiają swoje kłamliwe decyzje, troską o dobro innych, czy jeszcze innym gównem... Dlaczego tak trudno jest być szczerym? Czasami mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach jak nie potrafisz kłamać i kombinować, to niczego nie osiągniesz. Nawet ciężką pracą... To smutne... A może po prostu jestem bardzo nieżyciowa...

      Mimo tego, że musiałam się w kilku przypadkach podzielić moimi spostrzeżeniami, to rozdział jak zresztą zawsze bardzo mi się podobał i jestem chora z niecierpliwości. Mam nadzieję, że nie nabawię się wrzodów, czekając na rozwój wydarzeń. I choć wiem, że Katie i Niall są sobie pisani, to mam takie chwile, gdy mi się wydaję, że ona na niego nie zasługuje... Ale potem przypominam sobie, że nikt nie jest idealny i ludzie są wręcz stworzeni do popełniania błędów. Ważne, by potrafili wynieść z nich jakąś naukę. Miałam nadzieję, że po poprzednim kłamstwie dziewczyna będzie mądrzejsza, ale może (jak to Polacy mają w zwyczaju mówić) do trzech razy sztuka... Oby tylko pewien Irlandczyk był dobry w wybaczaniu...
      Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego xx

      @KateStylees

      PS.
      I muszę ci powiedzieć, że przyszła paczka z ptasim mleczkiem w środku. Alex mi przed chwilą napisał (I dziękuje ci bardzo - już opędzlował połowę). Ale podobno książki w niej nie ma :(

      Usuń
    2. Marudzenie Kasi? No dooobraaaa, ktoś musi.
      To dawanie numery telefonu przez Perry w mojej głowie miało bardziej znaczenie takie, że Katy wie, że Katie (to jest zbyt popularne imię.) przyjaźni się z zespołem i skoro do tej pory internet nie zalała fala prywatnych informacji i numerów 1D, to ona też jej może zaufać.
      Już zanim zaczęłam pisać to opowiadanie, to wiedziałam, że kiedyś gdzieś wykorzystam tę piosenkę. Nie wiedziałam, w którym dokładnie momencie, ale wiedziałam, że tak się stało. Uwielbiam ją jak i całą Adele.
      Od pewnego czasu nie mogę się zdecydować, kto jest z waszej dwójki bardziej zboczony: ty czy Alex. Dylemat życia, serio. Boję się poznać was na żywo, zniszczycie mi psychikę :P
      O o o. O. I jeszcze raz o. A propo tych kłamstw. Ty taką świętą udajesz i tak gardzisz kłamstwem, a jednak z pracy się wcześniej wymykasz mówiąc, że się źle czujes. A ucieszkasz na imprezy i randki :P To nie jest kłamstwo? Alboooo... Jesteś miła dla osób, dla których wcale nie masz ochoty taka być ( nie będę wskazywać palcem, w końcu to „miejsce” publiczne, nawet bardzo). To też się liczy jako kłamstwo. I co teraz, cwaniaro? Kate już nie jest taka zła?
      Bardzo walczyłam ze sobą, aby wstawić „the act you’re sending home” po polsku. Ale każde możliwe tłumaczenia sprawiało, że miałam ochotą walić głową w klawiaturę. Po prosto miałam w głowie głos Dermota i to, jak to mówi i za Chiny nie byłam w stanie napisać tego po polsku. Musisz mi to wybaczyć.
      Oj, ja też wiedziałam :P To będzie zdecydowanie mniej spektakularne...

      Cóż, trochę zepsułam zabawę z Prestonem i tą pogodą od razu. Ale musiałam to napisać już wtedy, bo chciałam, żebyście wyobrazili sobie tę pogodę jak coś, co już trwa od dłuższego czasu. Nie chciałam, żeby pogoda się zepsuła w momencie wypadku Nialla, żeby tylko zdążyć się zepsuć, zanim rodzina Nialla wystartuje z Dublina. To by było chyba troszkę gorsze, moim zdaniem.

      Ty mi się tu nie rozmarzaj :P Nie mówiłam ci chyba jeszcze o tym, że ostatnio śnił mi się dwa razy. Z czego raz był tam NA BANK moim facetem. Nigdy nie zapomnę tego momentu, kiedy on leży na łóżku, a ja się tak beztrosko w niego wtulam, a on mnie obejmuje i całuje... O kurczaczki. Teraz to ja się rozmarzyłam :P Chyba ostatnio za dużo myślę o następnym opowiadaniu...
      Ty masz centralnie słabość na punkcie Louisa :P Popłakać się tam? :P Dobra, to jesteś ty. Ale i tak cię kocham :D

      Cóż, Kate podpisałam kontrakt. Zobowiązała się do czegoś pod względem prawnym. Wg mnie prawo jest bezwzględne i nie obchodzi je, dlaczego Kate zerwała kontrakt, tylko że to zrobiła. Oni mają w nosie takie sprawy. Wydaje mi się, że odejście z programu nie jest wcale takie łatwe. Dlatego właśnie tak to zrobiłam.

      Ostatnio „jakie to poetyckie” stało się moim powiedzonkiem. Nie mogłam się oprzeć dodaniu tego w tym momencie. No ale to jest poetyckie! Niall będzie żył dzięki osobie, z którą kilka dni wcześniej nie chciał mieć nic do czynienia! Pewnie, że to jest „kurwa, poetyckie” :D

      (uwielbiam, jak się nie mieścisz w ilości znaków. też muszę powrócić do tego zwyczaju.)

      Ja osobiście nawet teraz mogłabym ratować mu (im) życie, jeśli by tylko tego potrzebowali. Mi ta wątroba by odrosła, mogłabym nawet żyć bez tego fragmentu. A uratowanie komuś życia to duży plus u „Tego Na Górze”, a tych plusów nigdy za wiele ;)
      I o kłamstwach już więcej nie mówmy... :P

      Rozumiesz, o co jej chodzi. Uff. To dobrze. Bo kto by chciał miłości z litości? Ja wiem, jak Niall to odbierze, muahahaha... :D
      A tą swoją uwagą o zniknięciu jej z programu podsunęłaś mi całkiem dobry pomysł. I mam też dzięki tobie pomysł na to, jak zmusić chłopaków, żeby trzymali gęby na kłódkę. Dziękuję ci, moja inspiracjo! :D

      Usuń
    3. „Dlaczego trudno jest być szczerym?” Hmmm... Aż się prosi, żeby zacytować niektóre twoje słowa, w których wyjaśniasz, dlaczego „jesteś miła, chociaż nie chcesz”. Ja naliczyłam na razie 3 osoby. Może 4, razem ze mną :P O, już mam kolejną! Patrz, jak łatwo mi to idzie. Widzisz, nie jesteś wcale taka wolna od kłamstwa i nieszczerości jak ci się wcześniej wydawało, Kochanie. Jesteś jednak normalnym człowiekiem, który czasami udaje coś, kłamie, kombinuje, bo „tak będzie lepiej”. Kate też myśli, że tak będzie lepiej. Dlaczego ona ma być gorsza od ciebie czy ode mnie pod tym względem?

      Kate i Niall nie są sobie jeszcze pisani :P Dopiero będą. Na razie są... Myślani? ;D A może i nie..? Kto wie, co mi wpadnie do głowy...
      Myślę, że teraz Niall nie ma już nic do wybaczania Kate. Najwyżej będzie mógł ją nosić na rękach z wdzięczności. W końcu taksówki są drogie (metro w Londynie też), a ona to tylko biedna studentka.

      I tak cię kocham, Marudo <3
      @katie093

      (i ja też się nie zmieściłam, żebyś nie była sama)

      Usuń
  15. Dziewczyno !
    Całego twojego bloga przeczytałam w ciągu jednej nocy ( Tak, właśnie tak ! Przez Ciebie poszłam niewyspana do szkoły ! A tu klasa maturalna ! Powinnam chodzić wypoczęta :D)
    Jest to chyba najlepszy blog jaki kiedykolwiek czytałam !
    Edit.
    Jest to najlepszy blog jaki czytałam !
    Wszystko jest opisane tak szczegółowo i interesująco, że nie mogłam się oderwać.
    Czytałam odczuwając wszystkie emocje bohaterów. Utożsamiłam się z Katy, której charakter jest niezwykle podobny do mojego ^^
    Wszystkie przemyślenia i ważne sprawy ujęłaś w takich zdaniach i słowach, że gdyby nie to, że siedzę na podłodze to pewnie i tak bym na nią spadła. Wciągnęłam się w tego bloga tak bardzo, że nie wiem jak będzie wyglądało moje życie jak go skończysz ! Poważnie. Dopadnę Cię ! - Wiem gdzie jest Szczecin ! xD ( i umiem to wymówić !! :D)
    Jesteś idealnym przyładem, że nie potrzeba nieziemskich szablonów by przekonać do siebie czytelników.
    Jak na dzień dzisiejszy, oraz na dni kolejne jestem Twoją mega,mega fanką, więc proszę o wysłanie autografu ! :P

    Zrobiłaś, ze mną coś takiego, że mimo iż przeczytałam ten rozdział kilka godzin temu, to nadal na samo wspomnienie, targają mną emocję.
    Dziękuję, że pojawiłaś się na świecie taka TY i postanowiłaś podzielić się z nami swoim darem.
    Mam nadzieję, że moje umiejętności pisarskie, dorównają za jakiś milion lat świetlnych Twoim umiejętnościom :)
    Dziękuję !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo poprawiłaś mi humor swoim komentarzem. Naprawdę, chyba będę go czytać za każdym razem w momencie, kiedy nic mi się nie będzie chciało, wszystko będzie złe itd. Aż go pokazałam mamie, żeby wiedziała, że są jakieś efekty tego mojego ślęczenia nad klawiaturą! :)
      Odebrałaś mi mowę. Uff, dobrze, że jeszcze mogę pisać zamiast mówić ;)
      Ciągle nie mogę zrozumieć, jak ktoś mógł to wszystko przeczytać w jedną noc, mimo że było kilka takich przypadków. Może kiedyś też tak spróbuję, jak będę miała wolne. Chociaż nie wiem, czy to jest zbyt dobry pomysł – co akapit będę na siebie zła, że mogłam zrobić coś inaczej (lepiej). Cóż, muszę to jeszcze jednak rozważyć ;)
      Wiesz, gdzie jest Szczecin..? To teraz pytanie sprawdzające, zakaz patrzenia na mapy! Jest nad morzem czy nie? ;D
      Może i bym miała niebiański szablon, ale nie było nic ciekawego, gdy zakładałam tego bloga. A jestem zbyt leniwa na to, żeby robić go samemu :P To wybrałam taki, który zmusiłby czytelnika do poświęcenia większej uwagi na treść opowiadania niż wyglądu bloga. Cieszę się, że mi się to udało :)
      Autograf..? Ja..? O Boże. To znaczy jako nastolatka ćwiczyłam coś takiego, wierząc, że będę kiedyś znaną piosenkarką/aktorką/kimś sławnym, ale już? Przerażasz mnie... :P

      Ja również dziękuję, że TY się pojawiłaś na świecie. Bo dzięki Tobie mam teraz wspaniały nastrój i mam wrażenie, że „mogę wszystko” :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
    2. Nawet sobie nie wyobrażasz jak teraz mi zrobiło się miło ! No wręcz rozpływam się jak ptasie mleczko w ustach ^^
      I nie, nie czytaj swojego bloga, bo ja jak to robię na swoim to mam ochotę go usunąć i zniknąć z powierzchni ziemi :D

      Zawsze możesz wszystko ! A widząc tyle pozytywnych komentarzy powinnaś być wręcz tego pewna ! Ja z niecierpliwością, obgryzjąc paznokcie wyczekuje kolejnego rozdziału ! Pośpiesz się bo inaczej stracę palce i nici z kolejnych komentarzy ode mnie ! :D

      P.S. Nie ważne, że jako nastolatka. Podam Ci adres, ty troche poćwiczysz i mi podeślesz :D
      Przynajmniej będę się miała czym chwalić jak już będziesz KIMŚ w tym wielkim świecie. A czuję w kościach, że możesz coś takiego osiągnąć.
      A wtedy ja bez funduszy na dalsze życie, odnajdę Twój autograf, zhandluję i stanę się milionerką !!! :D

      P.S.2
      Boże zabij mnie jeśli źle odpowiem, ale jestem 99,9% pewna, że nie leży :D

      Mocno,mocno całuję !! :)

      Usuń
    3. Nie znikaj z powierzchni ziemi! Kto wtedy będzie mi pisał TAKIE komentarze? ;)

      Nie obgryzaj paznokci, to jest podobno niezdrowe! :P

      Haha, czułabym się z tym co najmniej dziwnie :P Ja i autografy? Nie :P Wpadaj do Szczecina, to pójdziemy na jakąś kawę, czy coś ;) Albo będę nie długo w Warszawie, może tam masz bliżej? :)

      Nie leży, brawo! A spora część Polski jednak myśli, że leży... Nawet krąży kilka legend po mieście, o turystach, którzy szukali w centrum plaży ("jasne, jest, na dworzec główny i 2h pociągiem do Międzyzdrojów!"). Punkt dla Ciebie ;)

      Usuń
  16. Hej xx
    Zostałaś nominowana do Liebster Awards!
    Więcej informacji tutaj: http://opowiadanieo1dxxx.blogspot.com/2014/01/liebster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  17. O matkoo. Właśnie przeczytałam wszystkie rozdziały. Twoje opowiadanie jest genialne! Per-fect! Po prostu... Opowiem o moich wrażeniach :D
    Przede wszystkim humor - całkowicie szczerze, nigdy, ale to nigdy nie śmiałam się tak bardzo czytając cokolwiek! Niektóre teksty dalej chodzą mi po głowie, choćby ten gdy Zayn powiedział coś w stylu 'a co, Kate bałaby się wejść bezpośrednio do mojego pokoju?' i (chyba, popraw mnie jeśli się myle) Louis odpowiedział 'no jak cie spotkałem na początku to też sie ciebie bałem, wiesz Allah Akbar i to wszystko'. Pozdrawiam z podłogi! Naprawdę, twoje opowiadanie jest prześmieszne, tak cudownie pozytywne!!
    Sama historia po prostu zżerała mój mózg i mój wolny czas kiedy powinnam się uczyć czy robić cokolwiek innego rownie przydatnego. Z każdym rozdziałem siedziałam i tylko myślałam "O Boże, a co teraz będzie?!". To naprawdę interesująca historia, z tą podwójną tożsamością i internetami. Fantastyczna. I najfajniejsze jest to, że nie poszło za łatwo, teraz, gdy Kate przyznała się że jest Moony. Już się bałam że będzie typowy oklepany happy end, ale na szczęscie nie :D Dodam jeszcze że to jest jak do tej pory jedyne fanfiction w których Polki odgrywają główną rolę które mi się podoba ;) Zawsze mnie to drażniło i będzie drażnić, ale My Little Guilty Pleasure jest wyjątkiem.
    Nie wiem co mogłabym w tej chwili jeszcze dopisać. No, że jestem już teraz stałą czytelniczką wszystkiego co napiszesz to chyba logiczne, prawda? I będę oczywiście komentować, bo wiem jak dla blogerów jest to ważne, wiedzieć ile osób tak naprawdę lubi twoją twórczość. Mam tylko nadzieję, że zależy ci aż tak bardzo na followsach, bo ode mnie go nie dostaniesz z prostej przyczyny - nie mam pojęcia na czym musiałabym mieć konto, a że na blogspocie nigdy nie prowadziłam bloga (jestem wierną onetowiczką mimo że żaden blog który czytam w nim nie jest) i raczej nie będę. Ale jeśli potrzeba tylko np. konta google (oł jee, takowe mam), to tylko powiedz jak co zrobić a cię obserwuję od razu :) Mmm...
    Co do rozdziału 21 - noo, drama. Taki wypadek to, to... no niespodziewany element wystroju. Zdążyłam pomyśleć o Kate jako dawczyni przed Liamem, hohoho. Teraz tylko poczekać aż jej wytną kawałek jej i wczepią go jemu i już. Tak bardzo romantycznie XD i najlepsze jest teraz to że Zayn, Louis, Liam i Harry wiedzą że Niall jednak kocha Kate, ale ona go nie chce brać na litość, a jak się obudzi i ją zobaczy to może jeszcze wyskoczy z własnego łóżka i zacznie się martwić nią a nie sobą. I będzie słodko. Choć wydaje mi się, że to trochę zbyt proste by było...? Chyba, że zmierzasz ku końcowi opowiadania, no to wtedy nie. Noo, dopisałabym coś jeszcze mądrego, albo i nie, ale naprawdę nie wiem co. A zaraz dostanę bezsensownego słowotoku, więc lepiej już skończę, póki wiem, że to powinnam zrobić. No. Czekam ze zniecierpliwieniem bardzo na kolejny, fenomenalny rozdział który mam nadzieję ujrzeć na dniach! Nie wiem jak często je dodajesz, ale ten był już 10 dni temu :D O, to od razu zapytam - w razie gdybym nie ogarnęła jak zaobserwować, informujesz jakoś o nowych rozdziałach?
    Pozdrawiam bardzo serdecznie! Liczę na kolejne dawki śmiechu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję! Lejesz miód na moje serce swoimi słowami :)
      Cieszę się, że mogłam Cię rozbawić! I ten tekst z Zaynem? Boże, to było wieki temu, sama zdążyłam już o tym zapomnieć... Gratuluję pamięci ;)
      Oklepany happy end? Na niego jeszcze przyjdzie czas, chociaż osobiście mam nadzieję, że nie będzie aż tak oklepany ;)
      Szczerze mówiąc, to ja nie czytam FF, gdzie są Polki. Ale tutaj mi to jednak tak pasowało. Może dlatego, że bardzo się utożsamiam z Kate?
      Jakie kocha? Tu nie ma nic o kochaniu ;P Jeszcze...
      Ja lubię bezsensowne słowotoki! :)
      Jeśli tylko chcesz, to podaj mi swojego Twittera - powiadamiam o nowych rozdziałach te osoby, które tego sobie życzą :)

      Dziękuję za cudowny komentarz <3
      @katie093

      Usuń
  18. *nie zależy ci tak bardzo na followsach ;d
    czasem składnia bardzo pomylona dość nieprzypadkowo i celowo wręcz w sumie, gdyż lubię mistrza Yodę poudawać XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak na statystki nie patrzę ;) Sam komentarz o i tak już jest świetna sprawa, uwielbiam czytać, co inni myślą o moim opowiadaniu :)
      Mistrz Yoda jest super, tak swoją drogą ;D

      Usuń