piątek, 27 grudnia 2013

Shot 1 [2/2]

Przez moją podświadomość przebił się znajomy dzwonek telefonu. Mojego?
Lekko otworzyłam oczy, leżąc na brzuchu i wyciągając rękę spod kołdry, aby chwycić i uciszyć urządzenie, które tak bezczelnie przerwało mój piękny, spokojny sen. I przy okazji najdziwniejszy sen. Kto to widział cofanie się w czasie, aby poznać i zakochać się w jakiejś gwiazdeczce, która zapewne w rzeczywistości jest zupełnie kimś innym, niż to sobie wyobrażamy? Okej, może i są dziwniejsze sny, chociażby latanie, które osobiście ubóstwiam, ale serio? Cofanie się w czasie? To chyba już nawet przebiło to moje latanie...
- Halo? – odebrałam zaspanym głosem, zamykając ponownie oczy. Kto śmie mnie budzić o tej barbarzyńskiej porze, jakakolwiek by ona nie była?
- Kate, mam podpisać fakturę od dostawcy dalej jako Chmielnik, czy może już wolisz jako Horan? – usłyszałam radosny, żartobliwy głos jakiejś dziewczyny, mówiący do mnie po angielsku. Co jest?
- Nie wiem, kto mówi i, o co chodzi. Ale błagam, nie truj mi dupy jak śpię, okej? – mruknęłam, starając się przestawić na angielski chociaż na kilka minut, aby dokończyć tę farsę na warunkach osoby dzwoniącej. – I ktokolwiek dzwoni, to żarty z Niallem już mnie nie bawią. Wystarczy, że raz osoba o bardzo wyrafinowanym poczuciu humoru zamówiła mi taksówkę na nazwisko „Horan” i potem czułam się najdziwniej na świecie siedząc z tyłu i widząc na taksometrze to nazwisko. Cholera, do teraz żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia. – Rozgadałam się. Cóż, jeśli chodzi o Nialla, to mogę nawijać bez przerwy, nawet od razu po przebudzeniu. – Tak więc dobranoc. – Od razu się rozłączyłam i na wszelki wypadek wyłączyłam telefon, aby uniemożliwić żartownisiom psucie mi tego poranka.
Jednak gdy ponownie zamknęłam oczy, w głębi duszy poczułam, że coś jest zwyczajnie nie tak. Już po wzięciu jednego, głębokiego wdechu zauważyłam, co się nie zgadza. Ta pościel nie pachnie jak moja pościel. I ten pokój zdecydowanie inaczej pachnie, niż powinien.
Otworzyłam szeroko oczy, czując jak poziom adrenaliny w mojej krwi gwałtownie wzrasta.
- Gdzie ja, do cholery, jestem? – mruknęłam pod nosem, siadając na łóżku. Które, tak gwoli ścisłości, również nie było moim łóżkiem. Było wielkie, miękkie, z dziesiątkami poduszek. Na podłodze była rozciągnięta włochata wykładzina, a ściany były pomalowane na pastelowe, słoneczne kolory. Na ścianie, w której znajdowały się drzwi, wisiały ramki ze zdjęciami, ale z tej odległości nie byłam w stanie dostrzec, co lub kto na nich jest.
Nie miałam pojęcia, gdzie się znajduję. Ani to mój pokój, ani żaden inny, w którym się dotąd kiedykolwiek znajdowałam.
Wstałam z łóżka tak cicho, jak tylko potrafiłam i podeszłam do ściany ze zdjęciami, które mogły dać mi chociaż małą podpowiedź.
Gdy rozpoznałam pierwszych kilka twarzy, w tym swoją, moją głowę przeszył jakiś dziwny impuls, ból, jakiego dotąd nie znałam. Jedną ręką oparłam się o ścianę, a drugą odruchowo złapałam się za głowę, marząc o tym, aby ten ból jak najszybciej zniknął. Moją świadomość, myśli, całą moją głowę zaczęły wypełniać obce mi obrazy, wspomnienia, ale częstotliwość ich zmian uniemożliwiła mi ułożenie ich w jakimkolwiek porządku. Były to po prostu chaotyczne „zdjęcia”, które nie miały dla mnie żadnego sensu.


Obok pierwszej ramki po prawej stronie wisiał jakiś dyplom, jakby za ukończenie liceum. Po dokładniejszym przyjrzeniu się , zauważyłam, że pochodzi on z londyńskiego liceum, a jego absolwentem jest... Katarzyna Chmielnik?


- Kate, już jest kwiecień. Musisz pogadać z rodzicami, bo zaraz będzie za późno. – Niall męczył mnie na Skypie już od godziny.
- Ale ja się boję tej rozmowy. – Westchnęłam. – Ja nie umiem mówić, tylko pisać.
- Przecież cię nie zabiją... – Wywrócił oczami. – Byłem zimą u was, poznałem ich i wiem, że nie mieliby serca cię skrzywdzić.
- Nie zgodzą się.
- Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz. I proszę cię, walcz o to. – Poprosił z błagalnym spojrzeniem.
- Niall, przecież ja tego chcę tak samo jak ty, albo i bardziej. – Westchnęłam. – Dobra, idę. Zadzwonię, jak już będę po.
- Trzymam kciuki – powiedział. – Kate? – zapytał, zanim nacisnęłam czerwony przycisk kończący rozmowę. – Kocham cię.
- Ja ciebie też. Gdyby było inaczej, nawet bym się za to wszystko nie zabierała. Do zobaczenia, Miśku. – Rozłączyłam się, wzięłam kilka głębszych wdechów i w końcu wyszłam ze swojego pokoju. – Chciałabym z wami porozmawiać. – Weszłam do salonu, gdzie mama i tata oglądali telewizję i usiadłam na fotelu na przeciwko nich.
- Chcesz iść do liceum w Londynie. – Od razu oznajmiła mama, bacznie mi się przyglądając.
- Ale jak..? – zdziwiłam się, że wiedziała, o co chcę ich prosić.
- Myślisz, że nie zauważyliśmy tych broszur, które Niall ci przywiózł w lutym? – zapytała retorycznie. – I tak byłam w pozytywnym szoku, że nie chciał cię ściągnąć do Mullingar, tylko do Londynu.
- To wy o wszystkim wiecie? – zapytałam ponownie, nie mogąc wyjść z szoku.
- Nawet więcej. – Przejął głos tata. – Szukałem kilku szkół z internatem, z których raz na jakiś czas mogłabyś wyjechać do Irlandii, albo gdzie Irlandia mogłaby przyjechać do ciebie. – Puścił mi oczko.
- Czyli co... W ogóle dopuszczacie taką możliwość, żebym wyjechała stąd do Anglii?
- Nie ma co się oszukiwać, że tam miałabyś lepszy start. – Mama wzruszyła ramionami. – Mimo że będę strasznie za tobą tęsknić i nie spać po nocach, zamartwiając się, to wiem, co dla ciebie byłoby najlepsze.
- O Boże. – Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. – To jest jakieś Prima Aprilis? Wy naprawdę się zgadzacie?
- Nie szalej, spokojnie. – Tata się obruszył, próbując ściągnąć mnie na ziemię. – Najpierw musisz napisać dobrze testy gimnazjalne, a potem czekają cię egzaminy w londyńskiej szkole, którą ci wybierzemy. Każda, która nam pasuje, przewiduje takie egzaminy. – Jakoś testy gimnazjalne mnie nie przerażały. Szczególnie, że raz już je pisałam...
- O Boże, nie mogę uwierzyć, że się udało. – Poczułam, jak całe napięcie ze mnie spada, a jednocześnie łzy ulgi i szczęścia zaczynają wypełniać moje oczy. – Czuję się jak jakaś sparaliżowana, nie wiem, co teraz ze sobą zrobić.
- Może zadzwoń do Nialla, pewnie denerwuje się bardziej od ciebie. – Zaśmiała się mama, a ja od razu wystrzeliłam z salonu niczym strzała i od razu zadzwoniłam do Horana na Skypie.
- I co? – odebrał już po pierwszym sygnale, najwyraźniej nie odchodząc od komputera po naszej rozmowie.
- Niall... – Starałam się zrobić najsmutniejszą minę, na jaką było mnie tylko stać. Nie powiem, łzy spływające po policzkach mocno ułatwiły mi moją rolę.
- Nie udało się. – Z blondyna zeszło całe powietrze i tak sie zgarbił, że z ledwo ponad metra siedemdziesiąt wzrostu, skurczył się chyba do metra.- Prawie cały rok za nami. I kolejne trzy przed nami, a potem już będziemy razem.
- Niall, ale ja nie powiedziałam, że się nie udało. – Szeroko się uśmiechnęłam. – Lepiej sobie rezerwuj dużo biletów do Londynu na przyszły rok, a nie wpadasz mi tutaj w depresję.
- Zgodzili się?! – krzyknął z radością i aż podskoczył na krześle.
- Tak, za rok będę mieszkać w Londynie. – Nie mogłam się powstrzymać, aby nie okazać tej radości również jak on.


To ten sen nie był jednak snem..? To się wszystko wydarzyło..? Wróciłam po wakacjach do domu i zwyczajnie byłam z Niallem w związku na odległość, widując się ze sobą na Skypie i na dłuższe weekendy..?
O Boże.
To nie był sen.
Spojrzałam na drugie zdjęcie, na którym byłam znowu ja i Niall z numerem z X Factora naklejonym na piersi. Nagle mój umysł przywołał jedno ze wspomnień, które przeleciały mi przed chwilą przez umysł z prędkością światła.


Były wakacje dwa tysiące dziesięć. Trzecie wakacje z rzędu, które spędzałam w Mullingar, poza dwoma tygodniami, w trakcie których jechałam gdzieś z rodziną.
- Kate, boję się – szepnął Niall, mocno ściskając moją rękę, którą pewnie przez kilka kolejnych dni nie będę mogła swobodnie ruszać. – Tamtym się spodobałem, ale tutaj może być gorzej. Simon Cowell pewnie mnie zmiażdży. I jeszcze Katy Perry! Przecież to prawdziwa gwiazda, wyśmieje mnie! – panikował Niall, a ja się nie mogłam powstrzymać przed wywróceniem oczami.
- Ile razy mam ci powtarzać, że to właśnie dzięki niej przejdziesz dalej?  - zapytałam, mocno go przytulając. – Będzie dobrze, Kochanie. Uda ci się.
- Mam nadzieję, że to twoje jasnowidztwo zadziała.
- Mówiłam, że w jury będzie Katy Perry? Mówiłam. I teraz mówię, że przejdziesz dalej, więc przestań się stresować, tylko daj z siebie wszystko i będzie dobrze.
- Obiecujesz? – zapytał, jakby potrzebował mojej obietnicy do tego, żeby w ogóle wyjść na scenę.
- Oczywiście, że obiecuję. – Chwyciłam jego twarz w obie dłonie i go pocałowałam, aby dodać mu otuchy.
- Dobra, dzieciaki, proszę mi tu bez żadnych zboczeństw! – dołączył do nas Bobby wraz z Gregiem i Maurą, śmiejąc się pod nosem. – Najpierw niech Greg się ożeni i da mi wnuki, potem przyjdzie czas na ciebie. – Poklepał blondyna po plecach, a nas jednocześnie oblały bordowe rumieńce.
- Niall Horan? – kobieta ze słuchawkami na uszach wyszła z korytarza prowadzącego na scenę i wywołała jego nazwisko. – Zapraszam wraz z rodziną.- Pomachała na naszą grupę, zapraszając do wejścia na scenę.
- Cześć, gotowy? – od razu przywitał nas Dermot, gdy do niego podeszliśmy.
- Chyba nie mam innego wyjścia... – Mruknął, patrząc z przerażaniem na wejście na scenę.
- Wchodzisz za pięć! – krzyknęła ta sama kobieta, przechodząc obok nas.
- Będzie dobrze. – Jeszcze raz mocno go przytuliłam, doskonale wiedząc, jaki będzie ciąg dalszy.
- Powodzenia! – Dermot klepną go po plecach, wypychając na scenę. Gdy Niall pojawił się przed publicznością, salę wypełniły oklaski, a nawet można było usłyszeć kilka dziewczęcych pisków. No tak, dziewczyny zawsze miały słabość do blondynków, przykład – ja.
Horan zaczął śpiewać i momentalnie cała sala zamilkła.
Boże, nigdy nie sądziłam, że będę mogła to zobaczyć inaczej niż na YouTube. Ale cóż, ostatnio moje życie było ciągiem spełniania marzeń.
I przyszedł czas na głosowanie. Simon – tak. Cheryl – nie. Louis – tak. Los Nialla pozostał w rękach Katy... Mimo że czułam, jaka będzie jej odpowiedź, bałam się. Kto wie, czy los nie postanowił zrobić nam psikusa i dać normalne życie, zamiast tego szału, milionów zazdrosnych o mnie dziewczyn i paparazzi na każdym kroku?
Czułam napięcie w każdej milisekundzie, czekając, co powie Perry.
- Of course, you’re in! – wypowiedziała dobrze znane mi słowa, a blondyn zaczął się ogromnie cieszyć. Gdy spojrzał na mnie jeszcze ze sceny, wypowiedziałam nieme „A nie mówiłam?”, a ten się zaśmiał pod nosem, posyłając mi całusa.


Uśmiechnęłam się pod nosem, wyraźnie już widząc w pamięci ten okres, wakacje dwa tysiące dziesięć, oraz okoliczne miesiące.
Postanowiłam wyjść z sypialni i już po chwili schodziłam po drewnianych schodach na parter. Gdy zobaczyłam hol, znowu poczułam napływającą falę wspomnień.

- Gdzie ty mnie prowadzisz? – zapytałam, podczas gdy Niall od pół godziny ciągnął mnie za rękę po mieście, z zawiązanymi oczami.
- Mówiłem, niespodzianka. Prezent na twoją osiemnastkę. I moją za trzy miesiące w sumie też... - Odpowiedział, a ja wyczuwałam, że jego uśmiech był drugą rzeczą widzianą z kosmosu zaraz po Murze Chińskim. – Schody, sztuk trzy! – ostrzegł mnie, a ja ostrożnie weszłam po przeszkodzie. Usłyszałam, jak Niall wyciąga coś dzwoniącego, może klucze, a następnie moich uszu dobiegł dźwięk otwieranego zamka w drzwiach.
- Uwaga... – Popchnął mnie lekko do przodu, a ja poczułam, że znalazłam się w jakimś zamkniętym pomieszczeniu. – Gotowa?
- Tak, od momentu, w którym uparłeś się, żeby zawiązać mi oczy.
- Nie wywracaj ślepiami! – zaśmiał się zza moich pleców, powoli zabierając się za rozwiązywanie tych supłów na chustce, która zasłaniała mi widok na świat.
- Skąd możesz wiedzieć, że wywracam, jak nie widzisz? – zapytałam zdziwiona, bo Niall rzeczywiście zgadł.
-  Zapomniałaś, że znam cię lepiej niż ty sama siebie? – westchnął z czułością, a chustka opadła na podłogę. Niall skradł mi całusa i wyminął mnie, stając kilka kroków przede mną.
- Gdzie jesteśmy? – zaczęłam się rozglądać po słonecznym holu, który najwyraźniej był początkiem całkiem ładnego domu.
- W domu. – Niall nieśmiało się uśmiechnął i wyjął z kieszeni małe pudełeczko, klękając przede mną na jedno kolano. O Boże. Czy to jest to, o czym myślę? – Kate. Kocham cię. Zaraz miną trzy lata, odkąd jesteśmy razem. Nie zawsze było jak w bajce, wiadomo, ale i tak zasługujesz na medal za to, że wytrzymujesz z takim idiotą jak ja. – Zaśmiał się, a ja nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Ale mamy dopiero osiemnaście lat, czy on zupełnie już zwariował? – Dlatego chciałbym cię o coś prosić. I od razu zaznaczam, że dostałem błogosławieństwo twoich rodziców. – Szybko dodał, a moje serce robiło wszystko, żeby najwyraźniej wyrwać się z klatki piersiowej, mocniej chyba już nie mogąc bić. – Kate, czy... – Powoli otwierał pudełko, a ja już chciałam krzyknąć „TAK”, nie myśląc o tym, co powiedzą inni. Jednak zawartość pudełka okazała się zupełnie inna, niż się spodziewałam.
W środku był klucz.
-  Czy zechcesz zamieszkać z takim irlandzkim skrzatem, który kocha cię ponad wszystko?
- Niall, ty idioto! – krzyknęłam i rzuciłam sie na niego ze śmiechem, udając złą i wciskając mu palce między żebra, za karę. – Chciałeś, żebym dostała zawału?! – Siedziałam na jego biodrach starając się go męczyć, ale Horan zaczął się tak śmiać, że żadna ilość palców wciskana między jego kości nie była teraz w stanie zepsuć mu humoru. - Zabiję cię kiedyś, przysięgam!
- A o czym pomyślałaś? – zapytał, gdy już się trochę uspokoił, robiąc poważną minę. Może i jego mina była poważna, ale jego oczy wcale nie przestały się śmiać.
- Ty już dobrze wiesz, o czym.- Pacnęłam go jeszcze raz w brzuch, starając się jak najdłużej utrzymać złą minę.
- Nie wiem. – Jednym ruchem obrócił mnie tak, że to on leżał między moimi nogami, przytrzymując moje dłonie swoimi nad moją głową.
- Wiesz. – Zaśmiałam się i próbowałam się wydostać spod jego cielska, bez skutku.
- Okej, wiem. – Tego uśmiechu nawet diabeł by się nie powstydził. – To jak, zgadzasz się? Samemu będzie mi smutno w takim domu. – Zrobił smutną minę.
-  A mam inne wyjście? – westchnęłam niczym największy męczennik na świecie.
- Nie masz, słuszna uwaga. – Pochylił się nade mną. – Jutro zabieramy twoje rzeczy z internatu, wszystko już uzgodnione z wychowawcami.
- Czy tylko ja nie miałam pojęcia, że kupiłeś nam dom? – zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi, bo usta Nialla zdecydowały się zająć czymś zupełnie innym, niż mówieniem.
- Gotowa na zwiedzenie domu? – zapytał po chwili. – Proponuję zacząć od naszej sypialni.


Zarumieniłam się na te wspomnienia i szeroko uśmiechnęłam. Czyli to jest nasz dom? Tak, zdecydowanie to jest nasz dom.
Przeszłam przez hol i weszłam do salonu, w którym były porozstawiane nagrody Nialla za osiągnięcia One Direction, na ścianach wisiały platyny za płyty i single i pojedyncze wycinki z gazet. Na jednym nawet byłam ja i mama Nialla, Maura. Ale same? Co to za artykuł? To jest jakaś recenzja..? „Kawiarnia Na Krańcu Świata, należąca do Kate Chmielnik i Maury Gallagher, dwóch najważniejszych kobiet w życiu członka One Direction, Nialla Horana – nowy punkt do londyńskiego Must See” . Mam kawiarnię? Z mamą Nialla?


Siedziałam przy stoliku w restauracji z Niallem i jego mamą oraz moimi rodzicami, po odebraniu dyplomu za ukończenie liceum.
- I teraz rok przerwy, trasa koncertowa z Niallem, zwiedzanie świata. Żyć, nie umierać. – Oparłam się o tył krzesła, gdy kelnerka zabierała nam talerze po drugim daniu.
- A do domu przyjedziesz chociaż na chwilę? – zapytał tata z uśmiechem.
- Oczywiście, że tak! – posłałam mu uśmiech przez stół.
- Tylko z tego szczęścia nie zapomnij o studiach... – Powiedziała mama, zręcznie sprowadzając mnie na ziemię.
- Nie chcę się wtrącać, ale... – zaczęła niepewnie Maura. – Jak może wiecie, teraz jestem w trakcie remontu lokalu, a za kilka miesięcy będę otwierać kawiarnię. Ale poza nią mam też pracę i przydałaby mi się osoba, której mogłabym w stu procentach zaufać i która zechciałaby prowadzić kawiarnię razem ze mną, jako wspólnik. – Przejechała wzrokiem po naszych twarzach. Gdy wyczułam, do czego zmierza, z trudem powstrzymałam się od szerokiego uśmiechu. – Kate, jesteś dla mnie jak córka, której nigdy nie miałam, i uczyniłabyś mnie najszczęśliwszą kobietą na świecie, jeśli zgodziłabyś się prowadzić razem ze mną tę kawiarnię jako współwłaścicielka. Oczywiście nie proszę o żadne pieniądze na wkład, bo przecież lokal i wyposażenie było prezentem od Nialla, który nagle postanowił spełniać marzenia swojej starej matki.
- Nie wiem, co powiedzieć... – Wydusiłam z siebie. Poczułam, jak Niall łapie pod stołem mnie za rękę, dodając otuchy. – Zawsze mówiłam, że posiadanie własnej kawiarni byłoby szczytem marzeń, ale teraz zwyczajnie osłupiałam.
- Rozumiem, jeśli potrzebujesz trochę czasu na decyzję. I nie chcę ci stawać na drodze do studiów, rozumiem, że za rok miałabyś już mniej czasu niż teraz.
- Nie, nie potrzebuję czasu na decyzję. To jest właśnie to, co chciałabym robić. – Natychmiast się zdecydowałam, nie zważając na miny rodziców, mówiące „Dziecko, w co ty się pakujesz?!”.
- Dziękuję, Katie. – Maura od razu wstała i podeszła do mnie, mocno mnie obejmując.
- To ja dziękuję.


Kolejne miejsca w pamięci wypełniły wspomnienia urządzania kawiarni, skupowania książek w antykwariatach, które na regałach miały nadać charakterystyczny klimat kawiarni, pieczenie ciast i ciasteczek na otwarcie, które w trakcie podkradał Niall, uciekając ze śmiechem przede mną z wałkiem. Mój i Maury stres, gdy czytałyśmy pierwsze recenzje w gazetach i Internecie. Nasza radość, gdy nasze „dziecko” okazało się sukcesem.
Widocznie ludzie potrzebowali miejsca, gdzie mogą w spokoju usiąść, poczytać dobrą książkę z równie dobrą muzyką w tle, gdzie nie ma zegarków na ścianach, przypominających o pośpiechu, ani gdzie nie można wziąć kawy na wynos, spiesząc się. To właśnie miało być miejsce, gdzie się można zatrzymać.
Czyli tamta dziewczyna, która mnie obudziła, to moja pracownica, a przynajmniej wszystko na to wskazuje. Chyba wypadałoby zaraz do niej oddzwonić.
Pierwszym pomieszczeniem, do którego trafiłam po holu, była kuchnia. No tak, jasne, a gdzie indziej miałabym się znaleźć?
Jakie było moje zdziwienie, gdy przy wyspie siedziała dobrze mi już znana staruszka.
- Witaj, Kasiu... – Przywitała mnie, odkładając filiżankę na spodek.
- Co pani tu robi? – Usiadłam na przeciwko niej, bojąc się, co tym razem przyniesie jej wizyta.
- Muszę zakończyć swoje zadanie. – Posłała mi ciepły uśmiech, ale to wcale nie sprawiło, że się rozluźniłam. – Jak możesz się domyślić, wasza miłość okazała się już na tyle silna po dwóch miesiącach, że żadna magia nie była w stanie stanąć wam na drodze. Miłość jest najpotężniejszą magią i żadna inna nie może się jej równać.
- Czyli to już koniec?
- Przypomniałaś sobie przeprowadzkę do Londynu oraz wszystkie najważniejsze wspomnienia, które sprawiły, że jesteś teraz właśnie tutaj – powiedziała. Wolałam się nie pytać, skąd wie o tym, co się dzieje w mojej głowie. – Lecz zapomniałaś o tym najważniejszym... – Jej wzrok z moich oczu powędrował na moją lewą dłoń, która spoczywała na kuchennym bacie.
Pierścionek.
Jak mogłam go wcześniej nie zauważyć?
- Zaręczyliśmy się? – zapytałam, zszokowana, a staruszka szeroko się uśmiechnęła.
- To były niesamowite zaręczyny – szepnęła, patrząc mi prosto w oczy, a ja myślami przeniosłam się do... Sylwestra 2012/2013.


- 10...! 9...! 8...! – wszyscy zaczęliśmy odliczanie do północy, obserwując w zagrodzonym skrawku brzegu Tamizy, gdzie spędzaliśmy z przyjaciółmi tegorocznego Sylwestra, zmieniające się cyfry na wieżowcu za London Eye. - 7...! 6...! 5...! – Niall objął mnie od tyłu i oparł brodę na moim barku, łaskocząc szyję swoim niewidzialnym zarostem. – 4...! 3...! 2..! 1...! – Cały tłum wpadł w szał, a z London Eye zaczęły strzelać fajerwerki na wszelkie możliwe strony w akompaniamencie muzyki.
- To co, zaczynamy szósty rok razem? – Niall obrócił mnie do siebie i blisko przyciągnął.
- To powiemy w lipcu, Kochanie. A na razie szczęśliwego Nowego Roku! – mocno go przytuliłam.
- Z tobą nie może być inny, tylko szczęśliwy. – Splótł nasze dłonie i pocałował pierwszy raz w nowym roku dwutysięcznym trzynastym.
- Mmmm... – Mruknęłam, gdy nasze usta jeszcze tkwiły w pocałunku. Lekko się odsunęłam i szeroko uśmiechnęłam. – Nie słyszałeś, że to, co się robi w Nowy Rok, potem robi  cały rok? Jeśli będziesz tak całować przez najbliższe trzysta sześćdziesiąt pięć dni, to zespół zawalisz, bo ja na pewno się od ciebie nie odkleję.
- Sugerujesz, że dotąd ci się nie podobało, jak całuję? – udał minę obrażonego.
- Musiałam cię na początku trochę poduczyć i w końcu widzę efekty... – Wzruszyłam ramionami. Uwielbiałam się z nim przekomarzać.
- Wredna małpa. Oglądaj lepiej fajerwerki, a nie próbujesz mnie zdenerwować już w pierwszej minucie nowego roku. – Obrócił mnie tyłem do siebie, ponownie przyjmując poprzednią pozycję.
Fajerwerki w Londynie były na wyższym poziomie niż w innych miastach. Poza międzynarodowym festiwalem sztucznych ogni w Szczecinie, gdzie co roku zbierałam szczękę z ziemi, nigdy nie widziałam lepszego połączenia efektów pirotechnicznych z muzyką.
Minęło kilkanaście minut i, gdy już wszyscy myśleli, że limit niespodzianek na dzisiejszą noc się wyczerpał, z głośników rozbrzmiał głos prowadzących imprezę.
- Nowy rok... Jest to czas na nowe wyzwania, nowe cele, nowe etapy w życiu. Pewien młody człowiek stoi właśnie przed nowym etapem w swoim życiu i poprosił nas o pomoc, aby wejść w ten etap w szczególny sposób. Poświęćmy więc jeszcze kilka minut swojego czasu, aby zobaczyć, co przygotował z pomocą kilku osób.
Z głośników zaczęły lecieć pierwsze nuty doskonale znanej wszystkim piosenki Bruno Marsa, Marry You.
- Aż tak ci zimno, że się trzęsiesz? – zapytałam Nialla, trąc jego trzęsące się dłonie na moich brzuchu. Ten tylko pokręcił głową, wpatrując się w niebo.
Na niebie ponownie zaczęły pojawiać się piękne fajerwerki, oczywiście w rytm muzyki. Po czterech minutach, gdy muzyka się już wyciszała, na niebie pojawiły się trzy ostatnie kolorowe szlaczki: jeden w kształcie litery „K”, drugi w kształcie serca, a trzeci w kształcie litery „N”.
Byłam w takim szoku, że nawet nie zauważyłam braku obecności Nialla tuż za moimi plecami.
Obróciłam się, a ten klęczał na jednym kolanie, z niepewnym uśmiechem, trzymając otworzone pudełko w trzęsących się dłoniach. Tym razem to nie był klucz.
- Katie... – Zaczął, a wszyscy wokół nas zamilkli. Dopiero teraz zauważyłam Williego krążącego z kamerą. – Wiesz doskonale, że jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Kocham cię od lipca dwa tysiące osiem i marzę o tym, żeby móc w końcu przysięgnąć przed Bogiem, naszymi rodzinami i przyjaciółmi, że będę cię kochał do końca życia. I po śmierci też. – Zaśmiał się nerwowo. – Cholera, na koncertach nie mogę się zamknąć, a teraz pieprzę głupoty. – Otaczający nas tłum cicho się zaśmiał, obserwując całą sytuację. – Nadałaś prawdziwy sens mojemu życiu i chciałbym dostąpić tego zaszczytu, aby móc nazywać cię swoją żoną. Kate, - spojrzał mi głęboko w oczy – czy wyjdziesz za mnie?
- Tak! – krzyknęłam, nieudolnie powstrzymując łzy szczęścia i mocno przytuliłam Nialla, który jeszcze nie mógł przestać się trząść. – Boże, Niall, ale mnie zaskoczyłeś. Chociaż w pierwszej chwili myślałam, że kupiłeś znowu jakiś dom i chcesz mi dać klucz. – Zaśmiałam się i tym razem to ja pocałowałam jego, z całą miłością, jaką go darzyłam.


- Jesteśmy zaręczeni... – Mruknęłam pod nosem, nie mogąc się przestać dziwić.
- Tak, te zaręczyny przeszły do historii. – Westchnęła z nostalgią staruszka. – Ale teraz musisz podjąć ważną decyzję. Jeśli zdecydujesz się na życie u boku Nialla, znikną twoje wspomnienia z poprzedniego życia, z tych pięciu lat. Nie będziesz pamiętała nic czasów liceum w Szczecinie, czy ze studiów, bo zwyczajnie to się wtedy nigdy nie stało. Będzie to życie, które sobie przypomniałaś w trakcie ostatniej godziny. Wtedy również Niall i otaczające was osoby zapomniałyby o wszystkich tych rzeczach, które im przepowiedziałaś. Nie będziesz pamiętała, że pisałaś dwa razy ten sam egzamin gimnazjalny. Nie będziesz już miała podwójnych wspomnień. Będziecie po prostu normalną, szczęśliwą parą.  
- Czyli muszę odrzucić tamte pięć lat, aby być z Niallem, tak jak teraz?
- Dokładnie tak. Czy byłabyś na to gotowa?
- Powiedz tylko, co muszę zrobić.
- Przy waszym pierwszym pocałunku, od tej chwili, zapomnicie te rzeczy, o których mówiłam – powiedziała i dokładnie w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Bez słowa poszłam do holu i otworzyłam drzwi. Gdy po drodze jeszcze się obróciłam w stronę staruszki, tej już nie było. Została tylko brudna filiżanka na blacie.
- No, dlaczego byłam pewna, że jeszcze nie będziesz nawet ubrana? – na progu stała uśmiechnięta postać z burzą brązowych loków. – Nie stój jak słup, tylko leć na górę się ubrać! Chłopaki zaraz przylatują, a obiecałyśmy odebrać swoich mężczyzn. – Weszła do domu, a ja zamknęłam za nią drzwi.
- Danielle..? – zapytałam.
- A niby kto? Uderzyłaś się w łeb, czy coś, że ludzi nie poznajesz? – zaśmiała się. – Ruchy, ruchy, bo twój narzeczony się na ciebie obrazi i jeszcze ślub odwoła, a zaproszenia już powysyłane! – Klasnęła w dłonie dla dodania efektu.
- Daj mi pięć minut! – krzyknęłam, nie chcąc drażnić dziewczyny Liama i biegnąc po schodach na górę. Instynktownie wybrałam drugie drzwi po prawej i znalazłam się w garderobie. Po prawej stronie była „damska” strona, a po lewej „męska”. Wybrałam zwyczajne skinny jeans i top, związałam szybko włosy i nałożyłam delikatny makijaż. Psiknęłam się kilka razy Our Moment, które znalazłam na jednej z półek i szybko się wróciłam do sypialni. Chwyciłam telefon i schowałam go do tylnej kieszeni. Zbiegłam na dół, ale Danielle nie było już w holu.
- Jestem gotowa! – krzyknęłam, wołając dziewczynę i zakładając buty i następnie jesienny płaszczyk, który wisiał przy wejściu.
- No to jedziemy. – Dziewczyna pojawiła się obok mnie.  – Boże, nie było ich dwa miesiące, a mam wrażenie, jakby rok minął. – Westchnęła.
Chwyciłam z miseczki klucze i wyszłam, a za mną brunetka. Przekręciłam zamki w drzwiach i pobiegłam za Peazer, która już otwierała swój samochód.
- Dawaj, Horan, bo fanki zdążą ich pożreć, zanim po nich przyjedziemy!
- Z tego co sie orientuję, to jeszcze Horan nie jestem. – Zaśmiałam się, zapinając pasy na miejscu pasażera.
- Ale musisz się przyzwyczaić. I od tego masz przyjaciół. – Wyszczerzyła się, ruszając  w stronę Heathrow.
Właśnie, przyjaciele. A co, jeśli ich też zapomnę?
Wyjęłam telefon i w notatce zapisałam wszystkie najbliższe mi osoby spoza rodziny, z dopiskiem „Są zajebiści. Kochaj ich!”
 Cóż, jeśli się „dotąd” nie poznaliśmy, a część z tych osób należy do Directioners, to się zdziwią, jak napisze do nich nagle narzeczona Horana z tekstem „Cześć, X, co u ciebie? KIEDY NOWY ROZDZIAŁ, DO CHOLERY?!”. Oj, dałabym wiele, żeby zobaczyć miny niektórych dziewczyn.
Po godzinie i kilku korkach wjechałyśmy na teren lotniska, wjeżdżając za barierki i przy okazji za tłum fanek, czekających na powrót zespołu.
Wysiadłyśmy z auta i oparłyśmy się o maskę, czekając aż nasi mężczyźni wyjdą z hali przylotów prywatnych samolotów.
Gdy zaczęli wychodzić pierwsi ochroniarze, rozległy się piski dziewczyn za barierkami, a ja się cała spięłam. Ostatni chwile ze wspomnieniami z pierwszego życia. Tego bez Nialla, w którym on był tylko jakimś nieosiągalnym marzeniem.
- Cześć, przyszła pani Horan! – usłyszałam radosny głos Nialla, który właśnie wyszedł na parking z szerokim uśmiechem. Moje nogi same zaczęły prowadzić mnie w jego stronę, a kąciki ust same rozciągnęły moje usta w uśmiechu od ucha do ucha. Gdy tylko znaleźliśmy się blisko siebie, rzuciliśmy się sobie w ramiona. – Stęskniłem się za tobą, moja czarownico. – Mówił tak na mnie, odkąd spełniły się wszystkie moje przepowiednie. To już się skończy za kilka sekund. Za chwilę zamienię pięć lat bez Nialla na całe życie właśnie z nim, z miłością mojego życia.
Chłopak lekko odchylił się z uścisku, przymierzając się do pocałowania mnie na oczach fanek i fotografów. Jednak położyłam palec na jego ustach, chcąc coś jeszcze powiedzieć.

- Kocham cię, Niall, przy tobie zapominam o całym świecie – szepnęłam, zdając sobie sprawę z prawdziwości tych słów. Powoli przybliżyłam się do niego i w końcu złączyłam nasze wargi w pocałunku, godząc się na oddanie mu całego swojego życia. Godząc się na poświęcenie przeszłości, aby móc go kochać i być przez niego kochaną.



***
Cóż... Może nie każdy tak to sobie wyobrażał :) Może i jest za słodko, ale miałam ochotę na happy end, nawet na taki bardzo happy. I coś takiego, mam nadzieję, wyszło. Nie jest zbyt kiczowato, prawdaaaaa? ;)

I ja chyba nigdy nie będę z siebie zadowolona.

Jeszcze jedno. Sytuacja z początku rozdziału, z zamawianiem taksówki na nazwisko "Horan". 
Nie, to nie jest fikcja literacka. Pozdrowienia dla Niny, przez którą jechałam przez pół Warszawy z burakiem na twarzy! I dla Justynki też, bo gdyby jej tam nie było, to pewnie nie byłoby w ogóle tej sytuacji :* 
Nigdy nie zapomnę, jak wsiadam do taksówki, a kierowca się pyta: "Pani Horan?" Dobrze, że wystarczyło mu zwykłe potwierdzenie, a nie sprawdzał dowodu, bo bym musiała drugą taksówkę zamawiać... Ale kto wie, może wykrakał? ;D


Buziaki!
@katie093

9 komentarzy:

  1. AHAHAHAHAHAHA... po przeczytaniu o taksówce nie mogłam przestać się śmiać... Widzisz... mogłaś poczuć się jak pani Horan :DD
    Co do shot'a, to byłam mega ciekawa, jak to postanowisz zakończyć i jestem mega zadowolona :) (ja też liczyłam na happy end :D)
    Te wszystkie wspomnienia były tak bardzo słodkieee... już w ogóle nie mówiąc o zaręczynach Kate i Nialla (ja też takie chcę!) Na początku myślałam, że ta kobieta pozwoli jej zostać i normalnie pamiętać wszystkie wspomnienia, ale Ty sprytnie wymyśliłaś, że żeby zostać, musi zapomnieć o "tamtym życiu"... hmm... dobry pomysł na to zakończenie ;)
    hahahaha... "Cześć X, co u Ciebie? KIEDY NOWY ROZDZIAŁ DO CHOLERY?!" to mnie rozwaliło na łopatki... nie dość, że ma żywego Horana... co ja mówię! całe one direction pod ręką, to jeszcze będzie o nich czytać... CAŁA TY! :D <3
    szczerze to nie wiem co tu napisać, bo pomimo, że wstałam (co ja gadam... obudziłam się) te 35 minut temu, to nadal do końca nie kontaktuję...
    Wiedz więc, że jestem usatysfakcjonowana tym zakończeniem i bardzo mi się podobało! (choć myślałam, że pociągniesz jeszcze ich przygody conajmniej do ślubu, psa i dzieci ;p)
    Całusy! Xx. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłam, poczułam i stwierdziłam, że bardzo mi to pasuje, to bycia Panią Horan :D
      Ufff... Kamień z serca. Serio się bałam, że to będzie niewypał. Ale akurat te wspomnienia, a przynajmniej to, że one właśnie tak się będą pojawiać, miałam już dawno w głowie. Tylko gorzej było z wymyśleniem tych wspomnień ;)
      Pewnie, że bym dalej czytała fan fiction! I tłumaczyła im co lepsze fragmenty... :D
      Co Ty masz z tym psem i dziećmi? Jakieś zboczenie? :P Już któryś raz mi o tym trujesz! :P

      <3

      Usuń
    2. Bo pies, dom i dzieci, to podstawa! Inaczej Kate z Horanem sobie nie wyobrażam i moja głowa, ma taki piękny obrazek, pięknej rodzinki... (nie spieprz tego wyobrażenia :D)
      Te lepsze fragmenty... nie. STOP. Moje zboczenie (ale nie zawodowe) się włączyło... koniec tematu! ;p

      Usuń
  2. Ale mi niespodziankę zgotowałaś, kochana... To ja sobie obmyślam, co tu napisać w komentarzu pod ostatnim rozdziałem, gdy tylko uda mi się dorwać komputer, a tu nowy post na mnie czeka! Nie powiem, ucieszyłam się, bo nie mogłam się doczekać kontynuacji konkursowego shota.
    Wiem, że marudziłam ci, że sen... że to takie szablonowe... że to najłatwiejsze wyjście z sytuacji... i że w ogóle jakoś takie normalne... Muszę ci jednak powiedzieć, że nic z tego co przeczytałam przed chwilą nie jest w najmniejszym stopniu szablonowe. Wspaniale to wymyśliłaś! Te wspomnienia, które do niej wracały i powoli zapełniały białe karty jej życia, to było genialne posunięcie. Cudownie się czytało i naprawdę nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć, czego już bym nie mówiła... Przecież wiesz, że uwielbiam twoje pisanie :)
    To niesamowite jak potoczyło się ich życie... To, że o sobie nie zapomnieli i naprawdę byli razem. To, że Katie wyjechała do Londynu... A to, jak poprosił ją o wspólne zamieszkanie... Boże... Od razu mi stanął przed oczami ten filmik, który mi kiedyś podesłałaś, o tym chłopaku, który 'opóźniał' zaręczyny ;) Niesamowite były ich zaręczyny, choć zdziwiłam się, że nie napisał dla niej piosenki ;P Ale najlepsze było to, że pamiętała... Miała wszystkie swoje wspomnienia i sądząc po tym, że bez wahania wybrała Nialla, była w tym 'drugim' życiu bardzo szczęśliwa... Ciekawe, czy notatka w telefonie coś jej powie, gdy już zapomni... właściwie to byłby świetny pomysł na kolejnego shota ;P
    ej! Tak mi teraz przyszło do głowy, że przez to całe cofane w czasie Katie była od niego trochę więcej niż o kilka miesięcy starsza ;) Dwa razy kończyła szkołę? Starucha z niej :P
    Pani Horan, tak? Myślisz, że miałaś powody do czerwienienia się? Czyżby polscy taksówkarze byli dokształceni w dziedzinie "nazwiska członków popularnych zespołów" (ale mi teraz coś głupiego przyszło do głowy - chyba powinnam już przestać pisać)?
    Tak w ogóle, to mam depresję... Przez Alexa. Zapakowałam paczkę dla ciebie i jeszcze jednej osoby. Poprosiłam, by to, co w kopercie wysłał pocztą, a to co w pudełku kurierem... I on mi dzisiaj mówi, że nie chciało mu się dwa razy biegać i puścił wszystko pocztą. Jak dostanę mandat za wysyłanie zakazanych rzeczy pocztą, to się zastrzelę. Mam nadzieję, że paczka do ciebie dojdzie szybko, bo z nerwów chyba zejdę na zawał. Mam takiego 'stresa', że pewnie gdybym nie siedziała właśnie w pracy, pobiegłabym na pocztę błagać, by oddali mi tą paczkę. I po co on mi to powiedział? Lepiej mi się żyło w nieświadomości... Tak więc czarownico, zaklinaj tą paczkę, by dotarła do ciebie ekspresem, bo nie wiem ile tak pociągnę... A książki nadal nie ma :(
    Pozdrawiam, ściskam, całuję... albo może niech lepiej Horan to zrobi ;)
    xx

    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, specjalnie Ci nie mówiłam, że gotowe i publikuję ;) I chyba tak zacznę robić, a miej niespodzianki... Oby tylko miłe ;)
      Sęk w tym, że to nie był sen! Jej się tylko wydawało, na początku, że to sen :P W końcu się obudziła w łóżku Horana, prawda? A nawet w ich wspólnym...
      To "proszenie o zamieszkanie razem" wyszło całkowicie spontanicznie. Jakoś podpasowało.... I zostało. Osobiście bym go zabiła za taką akcję, a przynajmniej spróbowała ;P
      Pomysł na kolejnego shota? Trzecia część? Hmmm... Nie, chyba nie :P Albo sama napisz, ze swojej perspektywy, jak to narzeczona Nialla do Ciebie nagle pisze i czyta Twoje opowiadanie :P
      Oj, wcale nie jest od niego starsza... W dowodzie ma cały czas '93 :P Po prostu dwa razy przeżyła pewien okres w swoim życiu. A, że o tym pierwszym potem zapomniała, to on się już nie liczy. Te okres, w sensie :D
      On nie musiał wiedzieć, kto to jest. Wystarczy, że ja wiedziałam, żeby dziwnie się poczuć... :P

      Buziaki! <3

      Usuń
  3. O Boże! Mam fangirling widnsjnsuamjabauwndjdkjans ! Uwielbiam to jak to rozegralas juz myslalam ze na końcu będzie tak dziwnie ze nie będzie mi sie podobac i wg a tu SURPRISE swietnie to wymyslilas ! Normalnie nie mogę sie doczekac wiecej takich niespodzianek z Twojej strony ! Myslalam ze bedzie AZ za bardzo slodko ale bylo IDEALNIE ❤ pisz dalej Słońce ! / @believein_dream

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak Ci się spodobało? Super! :D
      Teraz było za słodko, czyli następny shot będzie wyciskaczem łez, dla równowagi ;)

      Pozdrawiam!
      @katie093

      Usuń
  4. Witam. Z tej strony Spis opowiadań o One Direction.
    Bardzo uprzejmie chciałyśmy poinformować o tym, że Twój blog został nominowany do Bloga miesiąca: Grudzień. Więcej informacji znajdziesz tutaj: http://spis1d.blogspot.com/2013/12/poczatek-i-koniec-bm-1112.html
    Oraz: http://spis1d.blogspot.com/p/blog-miesiaca.html
    Jeśli chcesz sondę jako "gadżet" - po boku strony, napisz do nas na e-mail, podany w zakładce "Współpraca i kontakt".
    Pozdrawiamy i gratulujemy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale to jeszcze nie koniec opowiadania prawda ? :( Za bardzo je kocham, żeby to był koniec, bo co będę na lekcjach robić ? :)

    OdpowiedzUsuń