sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 18

- Aż ciężko uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło zaledwie w lekko ponad dwa tygodnie... – Westchnęła dziewczyna, gdy już skończyłam opowiadać wszystko ze szczegółami.
- Sama w to wszystko ledwo mogę uwierzyć – odpowiedziałam, szczelniej okrywając nogi kocem. Siedziałyśmy na ganku, na bujanej ławce, z kubkami gorącej herbaty. Cudowne popołudnie. – A ty się dziwiłaś, że nie miałam czasu się wcześniej spotkać. – Zaśmiałam się, szturchając dziewczynę.
- Wiesz, mogłabyś chociaż zadzwonić pomiędzy spotkaniem z Niallem albo Liamem. Jakoś tak. I nie szturchaj mnie, bo wyleję na siebie herbatę!
- Spokojnie, zrobię ci nową. – Uśmiechnęłam się do niej z przekąsem. – Powinnaś mi wybaczyć wszystkie moje winy, w końcu zaprosiłam cię do tego wspaniałego domu. X Factor, kamery, sława, gdzieś tu pewnie jest przyszła gwiazda światowej muzyki, a ty ją osobiście poznałaś...
- Może i ci wybaczę, ale tylko za to, że przed nami faceci grają w nogę. I to całkiem nieźli faceci. – No tak, Kate wiele do szczęścia nie jest potrzebne, wystarczy, że ma na co (a raczej na kogo) popatrzeć. – Kate... Kiedy powiesz Horanowi prawdę? - zapytała po chwili ciszy, przerywanej co chwilę jedynie okrzykami bojowymi chłopaków. – Wiesz, co myślę o budowaniu relacji na kłamstwie, a już tym bardziej związku.
- Wiem, co myślisz – powiedziałam od razu. – Masz za dobre serce, żeby okłamywać ludzi. No, przynajmniej większość ludzi. – Zaśmiałam się na wspomnienie niektórych jej „wybryków”. – Powiem mu. Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, pewnie w środę.
- Dlaczego akurat w środę?
- Bo wtedy wyjeżdżam do Polski. Wolę nie być w pobliżu przez pierwsze kilkadziesiąt godzin, jak się już dowie.
- Myślisz, że będzie aż tak źle? – zdziwiła się.
- Nie wiem. Mam nadzieję, że nie. Na wszelki wypadek, jakby chciał mnie zabić, to wolę być tysiąc kilometrów stąd – powiedziałam, smutno się śmiejąc. O dziwo, ta wizja wcale nie wydawała mi się aż tak niemożliwa. - Ale nie zdziw się, jak po powrocie zaproszę ciebie i twój asortyment z pracy do siebie, żeby utopić wspólnie smutki.
- Wydawało mi się, że tu nie można pić...
- Po pierwsze, już nie udawaj takiej grzecznej, bo doskonale wiem, że wcale taka nie jesteś, tylko dobrze udajesz. A po drugie, raczej wątpię, że przetrwam tu więcej niż dwa lajfy. – Oparłam głowę na jej ramieniu, przymykając oczy. – Już całkowicie pogodziłam się z rzeczywistością.
- Zwariowałaś? – obruszyła się. – Musisz w siebie wierzyć, inaczej nigdy nic nie osiągniesz, najwyżej zrobisz karierę w Tesco na kasie!
- Po prostu słyszałam na próbach jak śpiewa reszta! – broniłam się. – Nawet nie masz pojęcia, jacy są dobrzy.
- Wiara czyni cuda – powiedziała. – Jak będziesz myśleć, że jesteś najgorsza, to tak będzie.
- Nie mówię, że jestem najgorsza. – Wywróciłam oczami. – To źle brzmi. Po prostu... są lepsi.
- Pieprzysz od rzeczy. Dla mnie jesteś najlepsza. – Mocno mnie przytuliła.
- Uważaj, bo się jeszcze wzruszę. – Zaśmiałam się, odwzajemniając uścisk. – I od kiedy używasz takich słów jak „pieprzyć”?
- Przecież zdarza mi się kląć od czasu do czasu, jeśli sytuacja tego wymaga... – Skuliła się, zawstydzona.
- Uważasz, że „pieprzyć” to przekleństwo? – szeroko się uśmiechnęłam. – Boże, Katie, jesteś urocza! – poczochrałam ją po włosach, a ta od razu zaczęła się bronić rękoma, aż usłyszałyśmy obok siebie głośne chrząknięcie.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam dla was dwie wiadomości, jedną dobrą i jedną złą. – „intruzem” okazał się nie kto inny jak Alex. – Od której mam zacząć?
- Złej! – powiedziałyśmy jednocześnie, jakbyśmy się zsynchronizowały. Cóż, to nie pierwsza oznaka naszej dziwnej telepatii.
- Zaraz musimy jechać do studia, czyli będziecie musiały się pożegnać. – Na te słowa, znowu jednocześnie, głośno jęknęłyśmy. Czas zdecydowanie leci za szybko w dobrym towarzystwie.
- A dobra? – zapytałam.
- Sprawdź swój profil na Twitterze, to się dowiesz. – Poinformował mnie chłopak, tajemniczo się uśmiechając.
- Hmmm... You had my curiosity, but now you have my attention. – Zacytowałam Leo DiCaprio z „Django” i wyjęłam telefon, aby następnie sprawdzić, co się takiego niby dzieje na moim profilu. – Chodzi ci o followersów? W sensie, że Simon zaczął mnie śledzić? I wszyscy z One Direction? – zapytałam. – Wiem, mówili, że to nagroda za naleśniki w Tokio. – Zaśmiałam na wspomnienia tamtego śniadania. Nigdy nie zapomnę tego przerażenia Liama, gdy dręczyłam go łyżkami. – Jakby ich śledzenie miało być czymś wyjątkowym... – Kate słysząc moje słowa aż wypluła na trawę herbatę, którą właśnie piła. – No dobra, może jest. Trochę.
- Mam w ich w nosie! – powiedział, zrezygnowany. – Zobacz, co się pojawiło przy twojej nazwie, blondynko.
- Wypraszam sobie nawiązania do mojego koloru włosów! – oburzyłam się. – On tylko CZASAMI ma coś wspólnego z moim zachowaniem. – Dodałam, ale zerknęłam na swoją nazwę. – Zmienili mi nazwę! – krzyknęłam oburzona. – To ma być dobra wiadomość?! – wstałam, zrzucając mechanicznie koc na ziemię. – Lubiłam swoją nazwę! Nie chcę mieć nazwiska i jakiegoś „official” w nazwie...
- Tak łatwiej cię ludzie znajdą.  Najwyżej po programie sobie zmienisz na starą nazwę.
- Pieprzę to, chcę swoją starą nazwę!
- Ale wtedy stracisz ten niebieski znaczek z profilu – powiedział, a dla mnie czas jakby się na chwilę zatrzymał. Zerknęłam ponownie na wyświetlacz i rzeczywiście – moje konto zostało zweryfikowane.
- Wow. – Nie byłam więcej z siebie wydusić. Cóż, to naprawdę było śmieszne uczucie, należeć do tej „twitterowej elity”.
- Każdy z finalistów ma swoje oficjalne konto zweryfikowane. – Wzruszył ramionami. – Tak to już działa.
- To teraz będziesz miała spam... – Westchnęła Kate, stając obok mnie i zaglądając mi przez ramię.
- Tak łatwo się nie poddam. – Wylogowałam się od razu i nacisnęłam „utwórz nowe konto”. – Dalej będę mieć swoją nazwę, tylko na innym koncie. – Już po kilku minutach miałam swoje „nieoficjalne” konto. – Teraz tylko znaleźć kilka najważniejszych osób do śledzenia i mogę żyć dalej.
- Rozumiem, że ja będę pierwsza na twojej liście? – dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa.
- Myślisz, że jesteś fajniejsza niż – zezowałam na Alexa – ten-którego-imienia-przy-nim-nie-powiem?
- Pewnie, że tak! Jak możesz mieć chociaż najmniejsze wątpliwości?
- No dobra, niech ci będzie. Ale to tylko dlatego, że nadal chcę mieć zniżki u ciebie w pracy!
- Jasne, jasne... – Przekomarzała się. – I tak wiem, że mnie kochasz.
- Dobra, obie się kochacie i w ogóle super, ale naprawdę musimy iść, bo jak się spóźnimy, to Simon zabije mnie, a nie was. – Pogonił nas Alex. Zabrałyśmy swoje rzeczy z tarasu, a ja zostawiłam Kate na dole, szybko biegnąc po swoje drobiazgi do pokoju.
Kilka godzin prób zacząć.



Nigdy nie musiałem korzystać ze swoich kluczy do mieszkania Liama. Aż do dzisiaj, bo od kilku dni chłopak nie dawał znaków życia – nie odbierał telefonów, sam nie dzwonił, nawet jego rodzice nie wiedzieli, co się z nim dzieje.
Gdyby nie to, że Kate ma teraz codziennie próby do jutrzejszego, pierwszego show, to pomyślałbym, że ich niedzielna randka poszła aż za dobrze i teraz po prostu przez tydzień nie wychodzą z łóżka, zamawiając tylko do mieszkania pizzę albo jakieś inne take out.
Właśnie, nawet nie zadzwonił pochwalić się, jak mu poszło z Kate! Ale z niego przyjaciel, już ja mu dam za to popalić...
- Liam? – zawołałem, wchodząc od mieszkania i chowając klucz do kieszeni w spodniach. – Liam, do cholery, gdzie jesteś? – krzyknąłem, zaglądając do każdego pomieszczenia po drodze do jego sypialni. – Ja pierdole, serio? – westchnąłem zrezygnowany wchodząc do sypialni i widząc ten obraz rozpaczy przede mną.
- Czego chcesz? – zapytał Liam, nie odrywając wzroku od telewizora nawet na sekundę.
Tego, jak on wyglądał, chyba nie zapomnę do końca życia. Leżał nieogolony w łóżku, wokół niego walały się puste kartony po pizzach i jakichś chińszczyznach, puste butelki po piwach i słodkich napojach. W pokoju tak śmierdziało, że zanim się wziąłem za chłopaka, krzywiąc się, podszedłem do okna i otworzyłem je na oścież.
- Co się stało? – zapytałem, nie ruszając się sprzed okna, nie chcąc odbierać sobie świeżego powietrza.
- Nic się nie stało – odpowiedział niewzruszony, chwytając z pojemnika obok nóżkę kurczaka i beznamiętnie się w nią wgryzając.
- Cholera, Liam, znam cię za dobrze, żeby w taką bajeczkę uwierzyć. Przez cały tydzień tu siedzisz, od soboty nie miałem z tobą kontaktu. Chodzi o Kate? – zapytałem, mierząc go wzrokiem.
- O Kate chodziło mniej więcej do środy. Zostałem friendzoned. Woli kogoś innego – powiedział, nawet się nie kłopocząc z przełknięciem najpierw zawartości swoich ust.
- Jak to „woli kogoś innego”? – prychnąłem. – Przecież ty jesteś chodzącym ideałem, każda dziewczyna by cię chciała!
- Widocznie nie każda, bo ten o to polski przypadek mną pogardził w kwestii miłości. – Wzruszył ramionami i wziął się za drugą nóżkę kurczaka. – Ale w środę pogodziłem się z tym już całkowicie. Teraz rozpaczam nad swoim życiem miłosnym, tak ogólnie. Bo coś nie mogę znaleźć normalnej dziewczyny. A jak już ją znajdę, to ta woli mojego kumpla, zamiast mnie. – Głośno westchnął, zamykając oczy. Ale... co?
- Nie gadaj, że Kate się podoba Andy! – aż podniosłem ton, nie mogąc w to uwierzyć. Przecież Andy ma dziewczynę, Kate chyba taka nie jest, żeby... Moje rozmyślenia przerwał wybuch śmiechu Liama.
- Jesteś naprawdę uroczy, Niall...
- Czyli nie podoba jej się Andy? – już sam nie wiedziałem, o co tu chodzi. - To, w takim razie, kto?
- Pewnie sam się niedługo wszystkiego dowiesz. – Już nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Bo widocznie Liam coś przede mną ukrywał i wydaje mi się, że nie byłbym w stanie wyciągnąć tego z niego nawet na torturach wyjętych żywcem ze średniowiecza.
W takim razie koniec tej rozmowy, czas być prawdziwym przyjacielem i ogarnąć ten syf.
- Dobra, wstawaj. – Jednym ruchem ręki zrzuciłem kołdrę z chłopaka na podłogę, dziękując w duszy Bogu, że miał na sobie spodnie od piżamy. – Spadaj po prysznic, zrób coś z sobą. Za kilka godzin mamy być w studio, zapomniałeś, że nagrywamy program?
- Ach, no tak, Jonathan Ross. – Westchnął i udał się do łazienki. Widząc jego minę miałem wrażenie, że jednak najchętniej zostałby w łóżku już do końca życia.
Boże, kogo Kate może woleć od Liama? Nie mogę tego pojąć. Przecież on jest chodzącym ideałem, Nieba by jej przychylił! I to jeszcze woli jego kumpla? Skoro nie Andy, to kto? Cholera, a jeśli to ktoś z nas? Nie, przecież to niemożliwe. Żadna dziewczyna, szczególnie taka, która poznała nas osobiście, nie chciałaby mnie czy Harry’ego bardziej niż Payne’a! Cuda się zdarzają, ale to już przekraczałoby granice „cudowności”.
Dobra, czas tu ogarnąć, bo inaczej jeszcze jeden dzień i Payne będzie miał nowych współlokatorów, takich małych i brązowych, raczej mało przyjaznych – karaluchy.
Zacząłem od zbierania do wielkiego worka na śmieci wszystkich śmierdzących opakowań po jedzeniu, w których często znajdowały się jakieś resztki. Następnie zmieniłem mu pościel, starą wynosząc do pralni. Zanim Liam wyszedł z łazienki, zdążyłem jeszcze zamieść sypialnię.
- Dzięki, stary. Nie musiałeś. – Do pokoju wszedł już ubrany w świeże ciuchy Liam, z mokrymi włosami.
- Musiałem. A ty musisz się za siebie wziąć, nie możesz się nad sobą użalać do końca życia.
- Okej, okej...
- Opowiesz mi, co się działo w niedzielę? – zapytałem, siadając na łóżku.
- Nie mogę. – Westchnął. – Jeszcze nie teraz.
- Czyli co takiego magicznego musi się stać, żebyś mi powiedział?
- Wszystko zależy od Kate – powiedział, a jego telefon na szafce nocnej się rozdzwonił. – O wilku mowa... – Mruknął.
- Kate? – zapytałem, a ten jedynie kiwnął głową, potwierdzając.
- Cześć, Kate, co tam? – zapytał, odbierając telefon. – Serio?... Nie, nie wymusiłem na tobie tej obietnicy specjalnie. No, może trochę. – Zaśmiał się, zezując na mnie. – Wiesz, w sumie to mam go obok siebie. Chcesz może to od razu załatwić?... Daj spokój, przecież nie potrzebujesz do tego przemowy. – Wywrócił oczami, a ja zaczęłam przeklinać wszechświat, że nie wiem, co mówi dziewczyna. – Okej, już mu daję telefon. – Podszedł do mnie i dał mi telefon.
- Tak? – zapytałem, przykładając telefon do ucha.
- Cześć, Niall. – Usłyszałem niepewny głos Kate. – Mam dla ciebie niespodziankę, jeszcze nie wiem, czy dobrą. Udało mi się dotrzeć do pewnej osoby i załatwić wam spotkanie.
- Brzmi tajemniczo, nawet bardzo. A kto to?
- Masz czas w środę, koło jedenastej rano? – zapytała. – Mógłbyś wtedy się zjawić na lotnisku w Stansted?
- Hmmm... – Zastanowiłem się, starając przypomnieć sobie „zespołowe” spotkania. – Chyba bym mógł. To kim jest ta niespodzianka?
- Dziewczyna, która, jak się okazało, wylatuje na kilka dni z Anglii tak jak ja.
- Boże, nasyłasz na mnie jakąś nawiedzoną fankę? – zaśmiałem się do mikrofonu. – Aż tak mnie nie lubisz? – zapytałem, ale nie usłyszałem śmiechu w odpowiedzi, czego oczekiwałem. Odniosłem wrażenie, że dziewczyna jest zdenerwowana tą rozmową.
- Może i troszkę nawiedzoną...
- Czyli jednak fanką?
- ... ale i anonimową.
- Anonimową? – chciałem się upewnić.
- Moony. – O. Mój. Boże.
- Ale... Jak? – wykrztusiłem z siebie, nie będąc w stanie więcej powiedzieć. Szok.
- Wszystkiego się dowiesz w środę. Po prostu bądź gdzieś przy wejściu, wpół do jedenastej.



Rozmowa z Niallem okazała się bardziej wyczerpująca psychicznie niż się spodziewałam. Może to dlatego, że była to rozmowa-niespodzianka? Bo przecież nie wiedziałam, że akurat jest z Liamem. Chciałam mu tylko powiedzieć, że niedługo będę musiała spełnić daną mu obietnicę powiedzenia Niallowi prawdy, a tu się okazuje, że już mogę zaprosić blondyna na lotnisko.
Tak na marginesie: cóż za romantyczna sceneria. Są dwa możliwe rozwinięcia sytuacji: albo Niall się ucieszy i będzie to scena wyrwana prosto z taniej komedii romantycznej, albo tak się wkurzy, że ochrona weźmie go za terrorystę i zrobi się nieciekawie. Chyba jednak wolałbym pierwszą opcję, ale mam wrażenie, że bardziej prawdopodobna jest ta druga. Chociaż... nie wiem. Nie jestem w stanie przewidzieć jego zachowania, chociaż bardzo bym chciała.
- Gotowe! – podniosłam wzrok na lustro i zobaczyłam w nim swoje chwilowo odmienione oblicze. – Jutro przed występem jeszcze trochę poprawię, ale będzie to wyglądało mniej więcej tak. – Byłam pod wrażeniem. Mimo, że ten makijaż „telewizyjny” rzeczywiście był wyczuwalny, tak jak narzekają osoby pojawiające się w tym środowisku, to efekt był powalający. Wysoko związane włosy przezroczystą gumką, która była niewidoczna na włosach, całość fryzury tak wygładzona, że nawet jeden włosek nigdzie nie odstawał. Makijaż dość neutralny, bez dziwnych kolorów wokół oczu. Ale podkreślał kości policzkowe, róż nadał koloru mojej bladej cerze, a szminka powiększyła optycznie moje usta. Delikatna kreska na powiece i pod okiem podkreślała błękitny kolor moich tęczówek. Byłam zachwycona.
- Wow. Jestem ładna! – nie mogłam się nacieszyć swoim lustrzanym odbiciem. – Jamie, Julia, jesteście niesamowici! Dziękuję – powiedziałam, obracając się do moich cudotwórców i szeroko się do nich uśmiechnęłam.
- Nie dziękuj nam, tylko swoim rodzicom, którzy cię zr... stworzyli. – Jamie ugryzł się w język, patrząc na moją głowę z dumą, powodując wybuch śmiechu u mnie i programowej make-up artist .
- Stevens, jesteś mistrzem subtelności. – Poklepała go po ramieniu. – Kate, Frank czeka na ciebie w garderobie. Będziesz wyglądać obłędnie w tym, co dla ciebie przyszykował.
- Widziałaś to? – zaczęłam się zbierać do wyjścia.
- Widziałam i jest świetne, ten facet naprawdę wie, co robi. No, idź już! – pogoniła mnie z uśmiechem na ustach.
Wyszłam na korytarz i podeszłam do drzwi obok.
- Cześć, Frank, można? – zapytałam, uchylając drzwi.

- Jasne, wchodź, czekałem na ciebie – powiedział, cmokając mnie w policzek. – Już cię ubieramy... – Mruknął, grzebiąc między wieszakami na wielkim stojaku. – Voilà! – wyciągnął przede mną czarny, damski garnitur, który naprawdę wyglądał świetnie . – A do tego będą te buty. – Wskazał na czarne szpilki stojące na stoliku. – I co ty na to?

- Chyba chcę zostać w tym programie do końca życia – odpowiedziałam, ledwo mogąc złapać oddech z wrażenia.

- To jak ci się podoba, to idź za parawan i za dwie minuty chcę cię w tym widzieć. – Tak jak kazał, już po chwili przeglądałam się w lustrze.

- Kate wersja sceniczna zdecydowanie przypadła mi do gustu. – Wyszczerzyłam się.

- W takim razie ładnie jutro śpiewaj, to się jeszcze spotkamy. – Frank dokładnie mnie zmierzył wzrokiem. – Okej, dobrze leży. Fajnie ci te spodnie w połączeniu ze szpilkami wydłużają nogi.

- I żakiet mnie wyszczupla!

- Masz boski dekolt, powinnaś częściej eksponować. – Wskazał na miejsce, które zakrywał (w większości) cielisty materiał, który w telewizji nie będzie widoczny.

- Jak będę chciała eksponować swoje cycki, to pójdę do Playboya. – Wystawiłam mu język.

- Frank, mogę ci już zabrać Kate? – do garderoby weszła jedna z kierowniczek planu.

- A nie widać? – wykonał gest rękoma, prezentując mnie niczym artysta swoje dzieło na otwarciu ekspozycji. – Leć, ale po próbie ładnie wróć i wszystko oddaj. – Dał mi klapsa, poganiając mnie. Gdybym nie wiedziała, że jest gejem, mogłoby to się dla niego źle skończyć.

- Najpierw kilka razy z Simonem przelecisz swój występ na scenie. Potem pójdziesz się przebrać w inną stylizację, również włosy, poczekasz na resztę i nagramy wspólny występ na niedzielę – powiedziała Beth, prowadząc mnie korytarzem scenę. – Okej?

- Jasne, że okej. – Uśmiechnęłam się do niej, wchodząc na scenę, gdzie już czekał na mnie Simon.

- Wow, Kate, bosko wyglądasz! – powiedział, a ja zrobiłam pełną prezentację obracając się wokół własnej osi.

- Mi też się podoba!

- To w takim razie ustaw się tam, gdzie było ustalone z choreografem, tancerze już są. Do dzieła, nie mamy dużo czasu! – klasnął w dłonie.

Godzina na scenie zleciała bardzo szybko. Simon dał mi wiele wskazówek, które pozwolą opanować mi jutro swoje pokręcone nerwy na tyle, żeby nie dać kompletnie plamy i wyjść z tego z twarzą. Niestety należę do bardzo nerwowych ludzi, po mamusi, więc jutro na pewno będę cały dzień świrować.

- Kate, leć się przebrać! – pogoniła mnie Beth, gdy tylko mój czas na scenie się skończył. Tak szybko, na ile pozwoliły mi buty, udałam się ponownie do Franka.

- Witam ponownie w moich skromnych progach. – Przywitał mnie z uśmiechem. – Możesz się już rozbierać, zaraz ci podrzucę strój na występ grupowy.

- Okej! – poleciałam szybko za parawan, gdzie jeszcze leżały moje codzienne ciuchy.

- A co w ogóle śpiewacie? – zapytał podając mi spodnie i jakieś bluzki.

- Change your life, Little Mix.

- O, pasuje nawet jak na pierwszy odcinek X Factora.

- Prawda, w końcu każdy z nas tu jest, żeby właśnie zmienić swoje życie, chociaż trochę.

- Kochanie, twoje życie już się zmieniło o sto osiemdziesiąt stopni. Gwarantuję ci, że w poniedziałek nie będziesz mogła się przejść po ulicy bez zatrzymywania cię przed ludzi, żeby zrobić sobie zdjęcia czy wziąć autograf.

- Naprawdę tak sądzisz? – zapytałam, wychodząc zza materiałowej ścianki.

- Dokładnie tak sądzę. – Poprawił mi ułożenie bluzek i dokładnie mi się przyjrzał. Wskazał palcem na trampki leżące dokładnie w  tym samym miejscu, co przed chwilą szpilki. – To nie jest mój pierwszy sezon, wiem, jak to wygląda. Nawet nie masz pojęcia, jaki w tym kraju jest szał na X Factora. Od dziesięciu lat to jest najpopularniejszy program i niewiele wskazuje na to, żeby miało to się szybko zmienić.

- Brzmi interesująco.

- Jasne, dopóki nie będziesz zmuszona za każdym razem wychodzić z domu z obstawą, jak na przykład One Direction.

- Nie jest z nimi tak źle, trochę czasu z nimi spędziłam. – Musiałam zaprzeczyć. – Wokół hotelu, jasne. Ale jak fanki nie wiedzą, że gdzieś są, to najwyżej jak jakaś się napatoczy, to zrobią sobie zdjęcie i tyle. Poza tym mogę czuć się bezpieczna, bo raczej nie wróżę sobie takiej kariery jak One Direction.

- Życie może cię mocno zaskoczyć, słoneczko.

 

 

 

Wbrew moim wszelkim oczekiwaniom, spałam jak zabita. Najwyraźniej próba, zmiany ubrań, makijażu i fryzur konkretnie mnie wymęczyły. Jednak takiej pobudki to nie planowałam. Głos Alexa, którego łazienka była za ścianą tuż przy mojej głowie, powodował, że miałam na skórze dreszcze, nawet tak wcześnie rano. Ale nie takie dreszcze, jakich się dostaje, gdy słyszy coś dobrego, tylko takie, jakie raczej miewa się przy oglądaniu dowolnej części Piły, gdy postać traci w krwawy sposób swoją część ciała.

Wstałam z łóżka, mrużąc oczy i starają się nie obudzić Jane, której odgłosy Alexa spod prysznica (śpiewem tego nie odważę się nazwać) najwyraźniej nie przeszkadzały. Cholera, powinien od razu jej się oświadczyć i nie marnować czasu na jakieś pierwsze randki, drugiej takiej, co to będzie mogła znosić, nie znajdzie!

Z impetem otworzyłam drzwi od jego pokoju, mało co nie potykając się o jego ciuchy walające się po podłodze i sterty opakować po różnych słodyczach.

- Alex, co do cholery! – zaczęłam walić w drzwi jego łazienki. – Ty tam tylko bierzesz prysznic, czy jakieś świnie zarzynasz?! Daj ludziom spać! – krzyknęłam, ale chłopak był tak zaaferowany swoim głosem wymieszanym z dźwiękiem płynącej wody, że najwyraźniej mnie nie usłyszał. Głośno westchnęłam i już miałam zrezygnowana wychodzić z jego pokoju, gdy mój wzrok przykuło jedno puste opakowanie. Po mojej ulubionej, polskiej czekoladzie. Która w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła przedwczoraj z miejsca, w którym ją zostawiłam. – To oznacza wojnę, Alex – warknęłam pod nosem i wyszłam z jego pokoju, trzaskając jego drzwiami. Budzenie mnie swoim wyciem to jedno, ale wyżeranie moich ulubionych czekolad, to zupełnie coś innego...

- Kate, coś się stało? – zapytała Jane, opierając się na łokciu i patrząc na mnie badawczym wzrokiem.

- Oprócz tego, że właśnie wypowiedziałam mu wojnę, to nic – odpowiedziałam, wybierając ciuchy z szafy.

- A co on ci takiego zrobił? – zaczęła się śmiać, ale gdy zobaczyła moje mordercze spojrzenie, od razu ucichła.

- Zjadł, ba, pożarł!, moją czekoladę!

- Katie, to tylko czekolada, daj spokój. – Wstała z łóżka i zaczęła od razu je ścielić. Podziwiam ją, na mnie to czeka zawsze przynajmniej godzinę.

- Widocznie nie zauważasz powagi sytuacji! – podparłam się o boki i zwróciłam do brunetki. – Najpierw czekolada, a potem co? Może chipsy? Jeszcze czego! Po moim trupie! Już ja coś na niego wymyślę... - Wzięłam pod pachę ciuchy i udałam się do łazienki. – Idę po prysznic, tam się najlepiej myśli. Ale na pewno nie najlepiej się śpiewa, jak możesz teraz usłyszeć. – Kiwnęłam głową w kierunku ściany, za którą nadal trwał koncert dla osób całkowicie pozbawionych jakiegokolwiek słuchu.

Skoro do serca mężczyzny można się dostać przez żołądek, to mi może się uda dotrzeć przez żołądek Alexa do jego mózgu i nauczyć go, że mojego jedzenia się nie podbiera..?

Jako, że pierwsze pomysły są zazwyczaj najlepsze, to od razu miałam wymyślony sposób. Oj, będzie cierpiał...

Nawet się nie obejrzałam, jak minęło kilka godzin i już siedzieliśmy w samochodzie, który wiózł wszystkich uczestników do studia. Ostatnie próby, obiad, szykowanie się i występ. Chwała Bogu, że nie będę pierwsza, prawdopodobnie zeszłabym na zawał tuż przed wyjściem na scenę. A tak to ktoś inny będzie się męczył, a ja w tym czasie będę czekać spokojnie, na pewno bardzo spokojnie, na swoją kolej.

- Kate, od razu leć na scenę na ostatnią próbę ! – pogonił mnie ktoś, gdy tylko wysiadałam z samochodu.

- A mam się przebrać, czy coś?

- Nie, po prostu idź na scenę. Przebierać to się będziesz przed programem. – Skoro tak, to okej. Wzruszyłam ramionami i, zakładając torebkę na ramię, popędziłam do głównej hali, w której mieściła się scena i miejsce dla publiczności.

Zauważyłam, że coś tu się zmieniło od wczoraj. Ach, tak, więcej kamer. No jasne.

- Cześć, Si! – szeroko się uśmiechnęłam na widok mojego mentora, który właśnie przeglądał jakieś kartki, mrucząc coś pod nosem.

- Cześć, Katie, wchodź na scenę i miejmy to z głowy. – Przywitał mnie, nawet nie podnosząc wzroku znad papierów.

- Spędzasz tu cały swój czas, czy co? Mam wrażenie, że nie ruszyłeś się stąd od wczoraj... – Stanęłam przed statywem, kładąc ręce na mikrofonie.

- Cały nie, ale ktoś musi pilnować tego bałaganu. A kto inny się do tego lepiej nadaje niż producent? – westchnął. – Zrobię wam po jednej próbie, upewnię się jeszcze, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik i się prześpię jakieś dwie godzinki.

- Prześpij się, słusznie. – Poparłam jego pomysł. – To by było zdecydowanie dziwne, jakbyś zasnął w trakcie któregoś występu.

- To sprawcie, żebym nie mógł zasnąć! – szeroko się uśmiechnął, a zaraz po jego słowach zaczął lecieć podkład do mojej piosenki. Mogłoby się wydawać, że po wszystkich próbach wokalnych, próbach choreografii, próbach w studio, mogłabym mieć dość tej piosenki. A jednak z każdym kolejnym zaśpiewaniem jej kocham ją tylko bardziej. – Ready, boys? – zapytałam chłopaków, którzy tańczyli obok mnie i zaczęłam wykonywać z uśmiechem pierwsze ruchy, zbliżając się do statywu.

Miałam tak dobry humor, o dziwo, że pierwszy raz przez całą piosenkę nie musiałam udawać uśmiechu, tylko on po prostu był – szczery, prawdziwy. Ta piosenka często tak na mnie działała.

- No, Kate, jak dasz taki występ przed publicznością, to zdecydowanie nie masz się czego obawiać – powiedział Simon, kiedy już skończyłam.

- Dziękuję, dziękuję. – Ukłoniłam się przed nim i przybiłam sobie piątki z chłopakami. – Przede wszystkim wam, jesteście świetni.

- I vice versa, Kate. – Jeden z nich poczochrał mnie po włosach.

- Brawo! – usłyszałam oklaski gdzieś z miejsc, które wieczorem będą należeć do publiczności.

- Liam? – zdziwiłam się, gdy jego postać wyłoniła się z ciemności. – Jesteś sam? – zapytałam, podchodząc do niego, i witając się z nim nieśmiałym uściskiem. Nie wiedziałam, na ile mogę sobie pozwolić po naszym ostatnim spotkaniu w parku. Na ile każde z nas z osobna jest gotowe.

- A co, już ci nie wystarczam? – droczył się ze mną i już jego ręka sięgała moich włosów, ale udało mi się zrobić unik.

- Co wszyscy mają do moich włosów? – wywróciłam oczami. – Mam na plecach jakąś kartkę przyklejoną, żeby męczyć moje kłaki, czy co?

- Oj, już się tak nie denerwuj. Możemy gdzieś pogadać? – zapytał. – Nastąpiła mała zmiana planów co do środy.

- Co? – zapytałam, dziwiąc się. Co takiego mogło się stać przez dwadzieścia cztery godziny, żeby zmienić plany? Chociaż w końcu to One Direction, tego nie ogarniesz... – Jasne, chodź. – Zaczęłam iść w kierunku pierwszego lepszego pokoju, w którym i tak miałam czekać jeszcze kilka ładnych godzin nawet do zaczęcia szykowania się do występu.  – Poczekaj tutaj, wezmę coś do jedzenia i zaraz wrócę. – Otworzyłam Liamowi pokój i kazałam mu tam zostać, a sama poszłam do cateringu, załatwić sobie jakiś obiad.

- Cześć, Kate! – przywitała mnie Sam, z grupy Cheryl Cole. Cudowna kobieta z głosem jak skała. Jeśli mam obstawiać, to właśnie ona będzie w finale.

- Cześć Sam, co dzisiaj jemy? – zapytałam, przeglądając zawartość reklamówek z... kubełkami w środku. Boże, dziękuję! – KFC? O taaaak. Mogę zabrać cały kubełek, czy mamy jakieś limity?

- Jak widzisz, ta dostawa mogłaby wykarmić cały Londyn, a nie tylko nas, więc się nie krępuj. – Zaśmiała się, a ja tylko szerzej sie uśmiechnęłam. Włożyłam cztery, małe opakowania frytek do kubełka, wrzuciłam kilka sosów i jeszcze biorąc pod pachę dużą butelkę Pepsi z nałożonymi dwoma kubeczkami jednorazowymi, wyszłam z naszej prowizorycznej stołówki i wróciłam do Liama.

- Jedzenie przyszło! – wyszczerzyłam się, stawiając na kanapie między nami kubełek, a na stole obok Pepsi.

- Mamy to wszystko zjeść? – Liam wytrzeszczył oczy. – Kate, ja nie jestem Niall, nie wiem, czy dam radę.

- Jak nie dasz, jak dasz? – Otworzyłam pierwszy sos i czując, jak zaczynają pracować moje kubki smakowe, zanurzyłam w nim pierwszego stripsa, aby w końcu wgryźć się w niego ze smakiem. – Tego było mi trzeba. – Jęknęłam, zamykając oczy i delektując się smakiem tego niezdrowego, tłustego, chrupiącego, IDEALNEGO kurczaczka.

- Gdybyś teraz siebie widziała... – Zaśmiał się, a ja zgromiłam go wzrokiem. – No co? Nie mogłabyś być jurorem w MasterChefie, bo wszystko by ci smakowało.

- Wcale nie! Potrafię być wybredna! – broniłam się, biorąc kolejny kawałek. – I lepiej zacznij jeść, bo zaraz zabraknie.

- No właśnie widzę. – Pokręcił z niedowierzaniem głową, zabierając się za jedzenie.

- To co takiego się zmieniło pod względem środy? – zapytałam pomiędzy kolejnymi gryzami.

- Głównie to, że w środę będziemy już w Stanach i to na dość długo – powiedział, a mi humor się od razu zepsuł.

- Czyli co?

- Czyli wylatujemy we wtorek wieczorem. Jak chcesz, mogę przyjechać po ciebie i pożegnasz nas ładnie na Heathrow. – Zaproponował. – Wyjdzie na to samo, tylko że w ten sposób ty przyjedziesz do Nialla, a nie on do ciebie.

- Niby tak... – Westchnęłam. – Okej. Niech tak będzie.

- Kate, jakbyś coś chciała, to będę w swoim pokoju... – W drzwiach pojawiła się głowa Simona. – O, Liam, tutaj się schowaliście. Jak skończycie plotkować i pożerać tego biednego kurczaka, to pogadaj z innymi uczestnikami, na pewno z przyjemnością cię poznają – powiedział i od razu zniknął.

- Zaraz się zaczną pytania o wskazówki, srówki... – Wywrócił oczami.

- Liam, masz jakąś wskazówkę, złoty środek? Co mógłbyś mi doradzić? – zapytałam, z udawaną pasją.

- Żebyś przestała truć mi dupę jak jem, bo dostanę zaraz wrzodów na żołądku. – Warknął, a ja wybuchnęłam śmiechem.

Czyżbyśmy naprawdę potrafili zostać przyjaciółmi?




- Kate, wychodzisz za dziesięć! – pociągnęła mnie za ramię kierowniczka planu, wyciągając z salki, gdzie byli wszyscy uczestnicy i Caroline Flack, prowadząca z nami rozmowy. Gdy tylko znalazłam się poza chwilowym zasięgiem kamer, jakiś facet podszedł do mnie i podał mi słuchawki, które natychmiast włożyłam sobie do uszu. Przypiął mi resztę sprzętu do spodni pod żakietem i od razu zniknął. – Gotowa? – zapytała kobieta, a ja kiwnęłam głową, wchodząc na scenę, na której panowały egipskie ciemności, mogłam jedynie zauważyć tancerzy, ustawionych w pozycjach początkowych. Ale za żadne skarby nie widziałam publiczności, czy chociażby jurorów.
Czułam, jak serce mi przyspiesza, a nogi z mięśni i kości zamieniają się w watę połączoną z galaretą. Z niecierpliwością czekałam na muzykę w moich uszach, abym mogła dać się jej porwać i zapomnieć o fakcie, że właśnie ogląda mnie w studio kilkaset osób, nie mówiąc już nawet o tych przed telewizorami czy komputerami na całym świecie.
Stało się dokładnie tak, jak chciałam. Gdy usłyszałam pierwsze nuty i zaczęłam wydobywać z siebie początkowe dźwięki, a reflektory spoczęły na mnie i chłopakach, poczułam, jak zamieniam się w zupełnie kogoś innego. W dziewczynę, która właśnie spełnia swoje marzenia i nic nie jest w stanie stanąć jej na drodze.
O dziwo, nie musiałam się bardzo skupiać na tańcu, każdy ruch wydawał mi się naturalny. Kamery krążące wokół mnie dodawały mi pewności siebie, kilka razy nawet puściłam do nich oczko. Uśmiech nie schodził mi z twarzy i naprawdę czułam, że się doskonale bawię. Tak, zdecydowanie byłam w swoim żywiole. A może to tylko moje alter ego? Nie wiem, ale czułam się doskonale.
Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy i tak musiało być również w tym przypadku.
- Kate, Kate , Kate... – Zaczął Dermot, podchodząc do mnie. – Czy ty też sądzisz, że Simon wygląda w tym momencie jak dumny ojciec? – zapytał, podstawiają mi mikrofon, gdy oklaski już ucichły.
- Taką mam nadzieję – odpowiedziałam, starając się złapać oddech. Tańczenie i śpiewanie na raz nie jest takie proste dla osoby bez żadnej kondycji, naprawdę.
- W takim razie się o tym przekonajmy! Simon?
- Tak, na pewno jestem z ciebie dumny, Kate. – Zaczął. – Widziałem, jak ciężko pracowałaś przez ten tydzień nad swoją piosenką, która nie należy do najprostszych, nie ma co ukrywać. Nie pozwalałaś sobie nawet na chwilę przerwy i to naprawdę dzisiaj zaowocowało tym występem. Chciałbym, żeby wszyscy w tym programie byli tak pracowici jak ty.
- Dziękuję. – Posłałam mu wdzięczny uśmiech, czekając na pozostałe dwie opinie.
- Katie, powiem ci szczerze, że obawiałam się tej piosenki. Bałam się, że ją skopiujesz, że nie dodasz nic od siebie – powiedziała Cheryl. – Ale moje obawy okazały się nie słuszne. Widać było, jak się doskonale bawisz na scenie, jak się wczuwasz w to, co robisz. Jeśli to był twój pierwszy występ, to już się boję kolejnych, bo nie mam wątpliwości, że jeszcze długo będziemy mogli cię tu oglądać. I świetnie wyglądasz, każdy Brytyjczyk na ciebie dzisiaj zagłosuje.
- Bardzo dziękuję, Cheryl. – Szeroko się uśmiechnęłam do kobiety i powoli czułam, jak zaczynam się rozluźniać. Może nie jestem taka straszna, jak mi się wydawało?
- Louis? – zachęcił go prowadzący, a juror głośno westchnął.
- Nie doceniałem cię. Okazujesz się być naprawdę niezłym zawodnikiem. Szczerze mówiąc, w trakcie tego występu zapomniałem, że jestem w X Factorze i myślałem, że jestem na twoim koncercie. Świetnie sobie poradziłaś z tą piosenką i już nie mogę się doczekać przyszłego tygodnia.
- A ty co sądzisz o swoim występie? – zapytał mnie Dermot.
- Na razie jeszcze nie wiem, co się dzieję. Ale obiecuję, że jak tylko ochłonę, to odpowiem ci na to pytanie. Mam tylko nadzieję, że było znośnie.
- Po opiniach jurorów można wywnioskować, że było lepiej niż znośnie, nie sądzisz?
- Cóż, cały czas pracuję nad swoją pewnością siebie.
- To może widzowie mogą ci w tym pomóc? Jaka końcówka numeru?
- Zero trzy! Z góry dziękuję za wszystkie głosy! – posłałam buziaka do kamery.
- Proszę państwa, Kate Bitner! – krzyknął mężczyzna, a ja zeszłam ze sceny. Ten facet, co poprzednio, zabrał moje słuchawki, a ja mogłam wrócić do pokoju pełnego uczestników. Gdy tylko przekroczyłam próg, wszyscy zaczęli bić brawo i wydawać z siebie dziwne dźwięki. Cóż, ale na tym już polegało wejście każdego uczestnika, więc nie musiało to wiele oznaczać.
- Kate, gratuluję pierwszego występu! – od razu porwała mnie Caroline. Nie umówię cię z Harrym, nie musisz być miła. – Już napięcie opadło?
- Cały czas dobrze trzyma, pewnie tak szybko nie zejdzie.
- Jesteś zadowolona?
- Tak, dałam z siebie sto procent.
- I było to widać. – Zwróciła się do kamery. – Jeszcze piętnaście minut po ostatnim występie będziecie mogli głosować na swoich ulubieńców. Dzisiaj, przez flash vote, zostanie wyłoniona pierwsza osoba do dogrywki. Pamiętajcie, to od was zależy, kto tam się znajdzie! Dermot, oddaję ci głos!
Gdy Caroline dała już mi spokój przedarłam się przez tłum i szybko udałam się do pomieszczenia, gdzie zostawiłam swój telefon.
Oczywiście, milion nieodebranych połączeń, głównie od mamy. I kilka interakcji na Twitterze. Kilka dużo. Sms od Nialla? „Sprawdź, co dodałem z Liamem!” Okeeeeej...
Zdjęcie. Liama i Nialla, z podniesionymi kciukami i szerokimi uśmiechami. „Kate jest niesamowita! Głosujemy! :)”
Oni są cudowni. On jest cudowny. Myśl, że już we wtorek mogę go stracić na zawsze, rozdziera moje serce.
Jest może jakiś magiczny sposób, żeby tak się nie stało? Och, chciałabym go poznać...
Wybrałam jeden numer i odetchnęłam, gdy usłyszałam ten głos, który zawsze sprowadzał mnie na ziemię, ale jednocześnie uspokajał.
- Kasia, oglądaliśmy cię! – krzyknęła mama do słuchawki. – Nawet nie wiesz, jacy jesteśmy z ciebie dumni! Tylko wiesz co.. Bardziej cycków to już chyba nie mogłaś wystawić! – usłyszałam w jej głosie niezadowolenie, na co mechanicznie wywróciłam oczami. – I nie wywracaj oczami!
- Ale jak... ty... – Zaczęłam się wokół siebie rozglądać. Może Simon chciał zrobić mi niespodziankę i zaprosił moich rodziców?
- Po prostu znam cię lepiej, niż myślisz.
- W takim razie powinnaś wiedzieć, że prawie cały dekolt miałam zakryty cielistym materiałem, którego nie było widać w telewizji.
- W takim razie teraz jestem z ciebie dumna już w dwustu, a nie stu, procentach. Nie będę cię naciągać na roaming, pogadamy na Skype’ie, jak już będziesz miała wolne, okej?
- Jasne, ale to będzie pewnie jakoś jutro rano dopiero.
- Nie ma sprawy, puść strzałę na taty komórkę i włączymy wszystko.
- Kocham cię, mamo. – Zamknęłam oczy, starając się nie myśląc o tym, jak bardzo bym chciała ją teraz przytulić.
- Ja ciebie też, Niuńka. Pamiętaj, widzimy się w środę. To pa! – powiedziała, a ja się rozłączyłam.

Myśl o środzie w domu, tym prawdziwym, z rodzicami, z bratem, trzymała mnie przy życiu. Nawet przedstawienie Moony Horanowi nie zmniejszy mojej radości zobaczenia się z rodziną i z przyjaciółmi.




***
Witam Was, Misie moje, po dość długiej przerwie :)
Jak zobaczyłam datę ostatniego posta, to aż mi się zrobiło wstyd... Tym bardziej dziękuję Wam za cierpliwość i zrozumienie, to naprawdę wiele dla mnie znaczy :)
Mam nadzieję, że warto było czekać.
Przyszykowałam dla Was coś gratis, shota, ale będę "uprawniona" do jego publikacji dopiero jakoś na początku grudnia.
Mam nadzieję (wybaczcie powtarzanie się), że ponownie takiej długiej przerwy już nie będzie :)

Buziaki,
@katie093

PS. I dziękuję Wam za już ponad 10200 wyświetleń! Zakładając tego bloga, 500 było moim szczytem marzeń, a tu coś takiego... Wow!

14 komentarzy:

  1. uwielbiam twoje opowiadanie, więc jak najbardziej nie mogłam sie doczekać. wspaniale opisujesz wydarzenia, jakbym sama siedziała na widowni i widziała całą scene i uczestników x-factor. czekam na nowy rozdział!
    pozdrawiam, @hipstahnialler

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, pisanie, że czułaś się, jakbyś była na widowni, to chyba najlepszy komplement, jaki mogłaś mi sprawić :) Postaram się, aby w kolejnych rozdziałach było tak samo :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  2. Uwielbiam długość tego rozdziału! :D Chodź i tak się szybko skończył.
    Za tydzień(miejmy nadzieję) Niall dowie się prawdy. Wreszcie!
    Ale dziś jesteśmy na etapie tego rozdziału.
    Oj Liam, nie masz się nad czym użalać. Na pewno gdzieś czeka na Ciebie ten ktoś idealny. Tak samo jak na Niall'a, który się już chyba naczekał.
    Zaczynam się zastanawiać czy Ty przypadkiem sama nie wybrałaś się do xFactora bo tak dobrze to wszystko opisujesz. A może masz jakieś tajne źródła zza kanału La Manche i wiesz jak to wygląda?
    Nie mogę się po prostu doczekać tego momentu na lotnisku, gdzie będzie Kate i Niall i to wszystko się wydarzy. Jakby punkt kulminacyjny tego wszystkiego.. To będzie ekscytujące!
    Zdziwienie blondyna w tym rozdziale było zadziwiające(nie wiem czy to zdanie ma jakiś sens..). Najpierw o stan Liam'a, potem o Moony.
    Nic się nie stało, że tyle czasu nie było rozdziału. Blog to nie najważniejsza rzecz. ;) Chodź przyznam się, że do cierpliwych osób nie należę i jak przeczytałam na Twoim asku, że w tym tygodniu będzie nowy to już tak bardzo czekałam.
    Teraz pozostaje tylko czekać na następny(co już chyba za dużo razy w tym komentarzu wspomniałam) rozdział.
    Pozdrawiam.
    Patricia x.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłaś te dodatkowe dwie strony..? Jestem pod wrażeniem :) To miało być takie zadośćuczynienie po tej długaśnej przerwie ;)
      Ja się nigdy nie wybrałam do żadnego X Factora i raczej tego nie przewiduję, to wszystko bazuje na mojej wyobraźni i kilku szczegółach, które gdzieś udaje mi się wyczytać :)
      Każde zdanie ma sens, don't worry! ;D Ja też czekam na to lotnisko, będzie się dziać...
      I dziękuję za zrozumienie... :*

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  3. Fajnie, że Liam i Niall wspierają Kate w programie, tylko ciekawe któremu bardziej zależy..

    Pozdrawiam
    Melanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obu nie może zależeć..? Pamiętajmy o ich przyjaźni, mimo że jeszcze we wczesnym stadium ;) Niedługo pewnie stosunki pomiędzy całą trójką się pokomplikują, ale prawdziwa przyjaźń przetrzyma każdą burzę. Podobno ;)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  4. Ty mały (tak właściwie, to nie wiem czy jesteś mała, ale przy moim wzroście praktycznie wszyscy wydają się być mali) potworze!
    Ja zaczynam czytać rozdział z bananem na twarzy, że Niall się dowie, a tu dupa!
    Ale w następnym się dowie prawda?
    Dowie się, prawda?
    Oczywiście, że się dowie. Prawdopodobnie na końcu, ale się dowie! <3
    Co znaczy "pokomplikują się stosunki" w Twoim komentarzu wyżej? ;>
    (Boże, jestem za bardzo zboczona).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy 1.70m to tak mało, zależy jak patrzeć. Ale nie narzekam :P
      Przecież nic nie mówiłam, że Niall się dowie w tym rozdziale :P Nigdy nic nie obiecuję...
      Nie wiem, czy się dowie... To znaczy wiem, ale nie powiem ;P
      Co to znaczy? Pewnie niedługo się dowiesz... ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
    2. I wychodzi na to, że i tak jestem wyższa XD

      Usuń
  5. Tak więc w końcu odzyskałam Internet, nadrobiłam zaległości i doczekałam się nowego rozdziału, wiec mogę wyrazić swoją opinię ;)

    Ten komentarz będzie taki bardziej ogólny, mam nadzieję, że się nie obrazisz ;)

    Zacznę od tego, że podoba mi się w jaki sposób piszesz. Tak inny od tego, co robię ja czy co obserwuję w innych historiach, które czytam. Ale ta 'inność' jest dobra :) Udało Ci się wstrzelić w złoty środek między piękną prozą a 'młodzieżową' mową. Ja bym się tego w życiu nie podjęła, zbyt przerażona tym, że może się nie udać, a tymczasem to, co tu obserwuję jest bardzo dobre. Czyta się bardzo przyjemnie, odnosząc wrażenie, że pisanie również było proste i przyjemne (choć podejrzewam, że nie zawsze tak jest ;p)

    Co prawda dopatrzyłam się paru literówek i odmiany czasowników w złej osobie, ale generalnie piszesz bezbłędnie, a oczywistym jest, że nie da się uniknąć tych wszystkich małych, złośliwych błędów, więc nie mam się do czego przyczepić ;)

    Podoba mi się wygląd bloga. Jest przejrzysty i nieskomplikowany, i naprawdę mniej znaczy w tym przypadku więcej :)

    Uwielbiam długości Twoich rozdziałów, bo chociaż sama nie jestem fanką pisania ich długich, to uwielbiam takie czytać i i tak mam wrażenie, że kończą się za szybko ;p

    Co do samej historii... bardzo mi się podoba pomysł, ale jako że dzisiejszy komentarz jest taki ogólny i zapoznawczy, nie dowiesz się wiele więcej ;p

    Możesz być pewna, że będę śledziła Twoją historię na bieżąco i dzieliła się przemyśleniami pod rozdziałami :)

    Love <3
    Xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chcę jeszcze! Dlaczego tak krótko? Tak długo na to czekałam... :(

      Obrazić się? Na Ciebie? Chyba zgłupiałaś :P

      Szczerze mówiąc, to w nic się nie "wstrzeliwała"... Tak już po prostu piszę, samo tak się pisze... Nie mogę powiedzieć, że wybierałam sobie język, którym będę pisać. Po prostu to miało wyglądać naturalnie na język dwudziestolatki/dwudziestolatków. Przecież nie będę ich myśli wierszem pisać ;P
      Cieszę się, że ten styl przypadł Ci do gustu... I tak, dobrze podejrzewasz. Pisanie nie zawsze jest łatwe :P A mogłoby!

      Staram się wyłapywać błędy jak tylko mogę. Niestety czasami się dobrze, skubane, chowają ;)

      Zakładając bloga dość długo grzebałam w "szablonach". Nic mi jakoś nie przypadło do gustu, albo wskazywało zupełnie na coś innego, niż bym chciała. Po jakiejś godzinie i kilku przekleństwach się poddałam i postawiłam na minimalizm. I bardzo go polubiłam :)

      Hahaha, kilka razy próbowałam pisać krócej, ale się nie dało! No po prostu nie umiem! Tak samo jak z shotem - miał mieć max 10 stron, wyszło 17, a i tak musiałam go skrócić o kilka pomysłów i zostawić kilka spraw na drugą część... Kiedyś mnie to zgubi.

      I właśnie tutaj chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej! Przecież tu właśnie chodzi o historię! Nie masz chyba serca, nie wyjawiając mi tu swojej opinii :(

      Dziękuję za komentarz, Misiu! :*

      <3

      Usuń
  6. Liam jako przyjaciel jest cudowny... Pewnie jest mu strasznie trudno przyjaźnić się z dziewczyną, na której mu zależy. c;
    Kurna, nie mogę się doczekać, co będzie w następnym rozdziale..
    Jak zareaguje Niall, kiedy dowie się prawdy?
    Cholera, nawet nie wiesz jak wciąga Twoje opowiadanie. ;) Przeczytałam dziś wszystko i pewnie położę jutro geografię.;/ No, ale zdarza się. ;)
    Możesz mnie informować o nowych rozdziałach, byłoby świetnie. :)
    Życzę weny. ;)
    @reasontobee_ xo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przyjaciołom też na sobie zależy :) Ja wierzę, że uda im się przyjaźnić i to tylko kwestia czasu...
      Byłam w szoku, gdy przeczytałam, że dałaś radę ze wszystkimi rozdziałami jednego dnia. Wow. Nie sądziłam, że kogoś może to aż tak zainteresować... Dziękuję <3 Chociaż mam nadzieję, że jednak poradziłaś sobie z tą geografią :)
      Jasne, będę informować :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
    2. Skoro wierzysz to się uda. ;)
      Zdolna jestem.. Dobra, nie kłamie, zdolna bywam jeśli chodzi o czytanie. ;)
      A Twoja opowieść mnie bardzo zaciekawiła, więc nawet z kosmiczną ilością rozdziałów pewnie bym przeczytała. ;)
      Też mam nadzieję, że tą geografią nie będzie najgorzej... ;)
      xo

      Usuń