sobota, 26 października 2013

Rozdział 17

Kto. Do. Cholery. Dzwoni. Do. Mnie. O. Tej. Nieludzkiej. Godzinie.
- Czego? – warknęłam, gdy już z wielkim wysiłkiem udało mi się dotknąć na wyświetlaczu zieloną słuchawkę, przeciągnąć ją wzdłuż szybki i przyłożyć telefon do ucha. Niestety nie miałam już siły, żeby oderwać twarz od poduszki, więc mój głos mógł być troszkę stłumiony przez materiał.
- Kate, - usłyszałam głos należący do osoby, która raczej nie powinna być witana przeze mnie w ten sposób – błagam cię, nie mów mi, że dopiero się obudziłaś?
- Simon? – od razu podniosłam się z łóżka i usiadłam na jego brzegu. – Przecież jakieś tam spotkanie jest dopiero za trzy godziny... Zdążę dojść do studia. – Nagle sobie uświadomiłam, że nie jestem do końca pewna, czy to pierwsze spotkanie ma być właśnie w studio. – Albo gdziekolwiek tam, gdzie to ma się odbyć.
- Próba próbą, ale najpierw wszyscy się spotykamy na spotkaniu organizacyjnym w domu finalistów. – Westchnął, wyraźnie załamany moją postawą. – Kate, za jakieś pół godziny pod twoim domem będzie czekał na ciebie samochód. Mam nadzieję, że się spakowałaś.
- Spakowałaś? A po co? – coraz bardziej się dziwiłam. – Gdzieś znowu jedziemy?
- Ty jedziesz – powiedział z, o dziwo, stoickim spokojem. – Do domu finalistów. Zamieszkać tam. Razem ze wszystkimi innymi finalistami, jak nazwa wskazuje. I radzę ci być gotowa za te pół godziny, bo inaczej na pierwszy live będę ci kazał zaśpiewać taką piosenkę, że cały świat będzie się z ciebie śmiać przez najbliższe dziesięć lat. – Po tych słowach się rozłączył, nie czekając na moją odpowiedź.
Cholera.
Głośno jęknęłam i odłożyłam telefon na szafkę nocną.
- JUSTYYYNAAA! – wydarłam się, wstając z łóżka i wyciągając spod niego walizkę, z którą tu przyleciałam. W momencie, kiedy otworzyłam szafę i zaczęłam przenosić rzeczy z niej do walizki, do pokoju weszła Justyna, ogarniając wzrokiem bałagan, który zaczęłam wokół siebie tworzyć.
- A ty co, wyprowadzasz się do Horana? Czy może jednak przez noc przemyślałaś jeszcze raz sprawę i wolisz zamieszkać z Liamem? – oparła się nonszalancko o ścianę z kubkiem kawy w ręce.
- Nie. Dwa razy nie, w sumie. – Westchnęłam, wykładając kolejne rzeczy, które mogą mi się przydać w domu X Factora. – Cowell zadzwonił, że za pół godziny przyjeżdża po mnie samochód i poinformował mnie, że w najbliższym czasie będę mieszkać w domu X Factora!
- O, to w takim razie po co ci aż tyle rzeczy? – zmierzyła wzrokiem walizkę, z której ciuchy i inne niezbędne mi do życia rzeczy powoli się z niej wysypywały. – Przecież za tydzień wracasz z powrotem. – Kątem oka zauważyłam jej wredny uśmiech.
- Spadaj. Lepiej byś mi pomogła i ładnie te rzeczy ułożyła, żebym mogła zamknąć walizkę. – Wzięłam kilka drobiazgów i poszłam do łazienki.
- Chyba śnisz! – usłyszałam jej krzyk, zanim weszłam pod szybki prysznic.
- A może chcesz, żebym powiedziała Harry’emu, że masz majtki z „I <3 Harry”? – cóż, czasami trzeba ją zaszantażować. I co z tego, że to ja jej te majtki sprezentowałam?
- Nienawidzę cię! – krzyknęła, ale i tak uznałam to za swego rodzaju zwycięstwo.
Po dziesięciu minutach wyszłam z kabiny. Okej, czyli za piętnaście muszę być przed budynkiem.
Szybko rozczesałam mokre włosy i związałam je w koka, pozwalając jedynie grzywce spokojnie schnąc na czole. Ubrałam się i nałożyłam delikatny makijaż, a następnie akcesoria do normalizacji wyglądu mojej twarzy schowałam do kosmetyczki i wyszłam z łazienki na korytarz, na środku którego stała już zamknięta walizka.
- Dziękuję! – krzyknęłam w stronę kuchni, skąd dochodziły jakieś ciche pomruki mojej współlokatorki. Lekko otworzyłam zamek tak, aby udało mi się jeszcze wepchnąć do środka kosmetyczkę. Ubrałam płaszcz, buty i stanęłam przed drzwiami. – Przytulisz mnie chociaż na pożegnanie?
- Jasne. – Wyłoniła się z kuchni z szerokim uśmiechem. – Spakowałam ci jeszcze do torby laptopa i zasilacz.
- Och, ja ciebie też kocham! – jej pamięć o tym, że nigdzie się nie ruszę na dłużej bez swojego laptopa, zdecydowanie zasługiwała na takie wyznanie. – Będziesz tęsknić?
- Lepiej się wystaw, to ci skopię tyłek na szczęście. – Posłusznie się obróciłam, bojąc się jej siły.
- Tylko lekko!
- Pewnie, że lekko.
- Ała! – aż podskoczyłam. – Miało być lekko!
- Duży kopniak, duże szczęście. – Wyszczerzyła się od ucha do ucha.
- Jakoś ciężko mi uwierzyć, że chodziło ci o moje szczęście, wredoto. – Przyciągnęłam ją do siebie i mocno przytuliłam. – Nie spal nam mieszkania, okej? Może czasami uda mi się stamtąd wyrwać, to wpadnę na kontrolę.
- Okej, okej, idź już sobie, bo się zaraz rozkleję i wyjdzie, że jestem miękka. – Oderwała się ode mnie i podała mi z komody torebkę. Która, przez laptopa stała się nadzwyczajnie ciężka.
- No to lecę. Trzymaj kciuki, żeby Simon mnie się nie pozbył jeszcze przed sobotą. – Otworzyłam drzwi i ostatni raz posłałam jej uśmiech, zanim z walizką zaczęłam zmierzać schodami w dół.
Jak mogłam się domyślić, przy chodniku stał już zaparkowany duży, czarny SUV, z logo X Factora na bocznych drzwiach, czym przyciągał uwagę przechodniów. Gdy się zbliżyłam do samochodu, wyszedł z niego jakiś chłopak, bez słowa otworzył bagażnik i zapakował walizkę środka.
- Cześć..? – przywitałam się niepewnie, nie wiedząc, dlaczego potraktował mnie jak powietrze.
- Cześć. – Spojrzał na mnie przelotnie i wsiadł na miejsce kierowcy. Wzruszyłam ramionami i udałam się do przodu, siadając obok niego.
- Kate. – Przedstawiłam się z uśmiechem, nie poddając się tak łatwo. Nie odrywając rąk od kierownicy, spojrzał na mnie badawczym wzrokiem.
- Czemu jesteś miła? – zapytał, jakby nie był do końca pewny, co się właśnie dzieje. Odpalił silnik z miną mówiącą WTF.
- A dlaczego miałabym być niemiła? – odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie, nerwowo się śmiejąc.
- Bo wszyscy mówią, że będziesz gwiazdorzyć... I myślałem...
- Co? – zdziwiłam się tak, że oczy wyszły mi z orbit i moje gałki oczne zapewne teraz zasłaniały chłopakowi drogę. – Kto „wszyscy”?
- Nooo... Wszyscy. – Wzruszył ramionami, skręcając w jedną z ulic. – Uczestnicy, którzy już przyjechali do domu. W sumie ty jesteś ostatnia...
- Ale dlaczego sądzą, że będę gwiazdorzyć? Przecież jestem w tym programie na takich samych warunkach co inni. – Muszę przyznać, że lekko mnie to zdenerwowało. Nawet mnie jeszcze nie poznali, a już oceniają?
- Bo poznałaś One Direction i dzięki ich wsparciu masz już finał w kieszeni.
- Zwariowali. – Westchnęłam ze zrezygnowaniem. – Mam przepraszać za to, że poznałam piątkę tych idiotów i się polubiliśmy? Po moim trupie.
- Ja tylko mówię, co tamci mówili...
- Tak, tylko mówisz, a od samego startu mnie oceniałeś po tym, co właśnie mówili – powiedziałam, wypominając mu to chłodne przywitanie.
- Przepraszam..? – powiedział niepewnie, zerkając na mnie, jednak cały czas trzymając wzrok na drodze.
- Przeprosiny przyjęte. – Uśmiechnęłam się. - Teraz tylko muszę zmienić swoją opinię u reszty osób i będę mogła zasnąć spokojnie.
- Ze mną ci szybko poszło, z nimi nie powinno być gorzej. – Posłał mi pierwszy, szczery uśmiech. – Tylko nie radzę wspominać o One Direction.
- Na to, to już sama wpadłam. – Zaśmiałam się. – Ale dzięki za radę.
 Po kilkunastu minutach chłopak, którego imienia nadal nie znałam, zwolnił i wyciągnął z kieszeni pilot. Podniosłam wzrok z ulicy i spojrzałam na dom, przed którego bramą się zatrzymywaliśmy.
Wow.
Naprawdę imponująca, ceglana posiadłość. Otoczona wysokim żywopłotem i murkiem z płotem, pewnie miała na celu zapewnić mieszkańcom prywatność. Muszę przyznać, że bardzo podobała mi się wizja zamieszkania tu przez najbliższe tygodnie.
- Przy wejściu są kamery, - zaczął chłopak – ja się zajmę twoją walizką i torbą, nie martw się. Teraz się szeroko uśmiechaj, bo od tej chwili w twoim życiu będą wszędzie kamery, a raczej nie chcesz wyjść na gbura. – Puścił mi oczko.
- W takim razie dzięki za podwiezienie. – Uśmiechnęłam się, kładąc dłoń na klamce.
- Do zobaczenia w środku, Kate!  -krzyknął za mną, gdy zamykałam za sobą drzwi.
- Do zobaczenia... Ktoś. – Wzruszyłam ramionami, idąc w stronę otwartych drzwi, w których były już dwie kamery. A to przecież tylko wejście...
- Cześć, Kate! – od razu po przekroczeniu progu znalazłam się w mocnym uścisku Simona.
- Cześć, Simon. Duuusisz. – Jęknęłam i wyswobodziłam się z jego ramion. Ku mojej radości, po jego porannej irytacji nie było już ani śladu.
- Jak ci się podoba? – ręką ogarnął cały hol. Wielkie drewniane schody, salon, dalej wejście (chyba) do kuchni... Byłam zachwycona.
- Mogę tu zamieszkać na zawsze? – moje pytanie wyraźnie rozbawiło mojego mentora, ponieważ wybuchnął głośnym, szczerym śmiechem. – Ej, to nie był żart!
- Dobra, choć do salonu. Wszyscy już są, zostałaś tylko ty. – Objął mnie ramieniem i popchnął w stronę salonu, z którego dochodziło wiele, wymieszanych głosów. Gdy tylko weszliśmy tam z Simonem, zapadła cisza, a wszystkie spojrzenia zostały skupione na mnie. No, to tyle, jeśli chodzi o moją niechęć do bycia w centrum uwagi.
- Cześć, jestem Kate! – uśmiechnęłam się tak wesoło, jak tylko mogłam. W odpowiedzi dostałam tylko jakieś pojedyncze pomruki.
Oj, chyba tak łatwo z nimi nie będę miała jak z „moim” kierowcą.
- Siadaj, Kate. - Wskazał mi wolny fotel. – Zaczynamy! – klasnął w dłonie i ruszył do przodu, gdzie stali już Louis Walsh wraz z Cheryl Cole.
Idąc na swoje miejsce uśmiechnęłam się do znajomych mi już twarzy, Nicka i Jimmiego, którzy siedzieli naprzeciwko mnie. Odpowiedzieli mi pokrzepiającymi uśmiechami i poruszyli ustami, jakby na kształt „wszystko będzie dobrze”. Oby się nie mylili.
- Jak pewnie już zauważyliście, ta edycja wraca do korzeni, gdyż są tylko 3 grupy. – Zaczął Simon, a kamery rozpoczęły swój bieg między nami. – To znaczy zespoły, grupy poniżej i powyżej dwudziestu pięciu lat. Jesteście dziewiątką wspaniałych uczestników, których wybraliśmy z naprawdę niemałym trudem.
- Jednak... – Pałeczkę przechwyciła Cheryl. – Jednak nie mogliśmy spać przez to, że pozwoliliśmy tak wielu uzdolnionym osobom, czy zespołom, odejść. W niektórych wypadkach naprawdę decyzja o odrzuceniu takich talentów była strasznie trudna, granicząca z niemożliwym. Ale jednak się stało, takie są zasady tego programu. – Na koniec wzruszyła ramionami i spojrzała wymownie na Walsha, który głośno westchnął, a następnie przebiegł wzorkiem po naszych twarzach. Tak samo jak pewnie większość tu zebranych finalistów zastanawiałam się, o co tu chodzi i co właśnie nam próbują przekazać.
- Nie, Cheryl. Takie były zasady programu do tej pory. – Dosłownie wszystkim opadły szczęki. Mam nadzieję, że w telewizji nie będzie to aż tak strasznie wyglądać, jak mi się wydaje. – Po wielu długich rozmowach z producentami i między sobą zdecydowaliśmy się powtórzyć historię sprzed kilku lat. – Zrobił krótką pauzę, aby jeszcze spotęgować napięcie. Czy to w ogóle było możliwe? – Każdy z nas, jurorów, dostał możliwość podarowania jednemu z uczestników ze swoich drużyn w Domach Jurorskich, którzy odpali, tak zwanej „dzikiej karty”.  I z wielką przyjemnością chcielibyśmy, abyście teraz się obrócili za siebie i przywitali tę trójkę wybrańców! – dłonią wskazał przestrzeń gdzieś za naszymi plecami i wszyscy na raz się odwróciliśmy w tamtym kierunku.
- JANE! – pisnęłam, od razu wstając i podbiegając do dziewczyny, co do której się obawiałam, że nie prędko ponownie spotkam. Mocno ją do siebie przytuliłam, a ta śmiała mi się do ucha.
- Też się cieszę, że cię widzę. – Odwzajemniła uścisk. – Cześć, chłopaki! – przytuliła się także do Nicka i Jimmiego, którzy również przyszli się przywitać. – Dobrze was znowu widzieć.
Szczerze mówiąc, wokół zapanował mały chaos. Trzy drużyny witały nowych finalistów, a radość była widoczna  na wszystkich twarzach.
- HEJ! – Simon krzyknął tak głośno, że aż się zdziwiłam, że szyby zostały nienaruszone w oknach. –Wracajcie na swoje miejsca, to nie koniec naszego spotkania organizacyjnego. – Posłusznie każdy z nas usiadł z powrotem tam, gdzie siedział, nawet dla „nowych” znalazło się miejsce. – Dziękuję. – Westchnął, gdy w salonie ponownie zapanowała cisza. – Jeszcze jedna zmiana nastąpi w tej edycji. Będzie to dotyczyć głosowania. W skrócie mówiąc, w sobotę zostanie już wytypowana jedna osoba do dogrywki, a druga zostanie wytypowana w niedzielę.
- Reszta zasad pewnie wyjdzie w praniu. - Przerwał mu Louis. – Teraz trochę o zasadach panujących w tym domu. Najpierw przedstawimy wam waszych opiekunów, każdy z nich będzie miał oko na jedną grupę. – Spojrzał gdzieś w dal. – Możemy was już prosić? – krzyknął, a po chwili obok jurorów stanęła trójka młodych ludzi, w tym chłopak, który mnie tu przywiózł. – To jest Natalie, Luke i Alex. Natalie zajmie się starszymi, Alex młodszymi, a Luke zespołami. Zaraz was z nimi zostawimy i pozwolimy im wyjaśnić kilka prostych, podobno, zasad, które w tym domu obowiązują .
- Mamy was za zdolnych artystów, przed którymi jest wielka przyszłość – powiedziała Cole, wpatrując sie w nas z uśmiechem. – Chcemy wam dać już teraz temat pierwszego odcinka, abyście popołudniu, na spotkaniu z nami, mogli wybrać sami utwory, które chcielibyście zaśpiewać w sobotę. Tym tematem są Divy muzyki. Współczesnej, jak i tej z ubiegłego stulecia.
W trakcie monologu jurorki poczułam ciche burczenie w brzuchu. Przynajmniej mam nadzieję, że było ciche i otaczające nas mikrofony go nie wychwyciły. No tak, co się dziwić, w końcu nic jeszcze dzisiaj nie jadłam.
- Okej, to na razie was zostawiamy z tym wyborem i widzimy się koło piątej – powiedział Louis i już po chwili na miejscu jurorów stała trójka naszych „opiekunów”. I tutaj podkreślam zdecydowanie cudzysłów. Przecież oni nie są wiele starsi ode mnie, jeśli nie są w moim wieku...
- Dobra, to zaczniemy od formalności. Jak już Cheryl nas przedstawiła, ja jestem Alex, a to Natalie i Luke. – A, czyli to Alex. Dobrze wiedzieć, w końcu. - Mamy dziesięć podstawowych zasad, których naprawdę radzimy wam przestrzegać, dla własnego dobra.
- Przede wszystkim, - głos zabrała Natalie – zero alkoholu i nieodpowiednich stosunków między uczestnikami. To dwie najważniejsze. Jak możecie się domyślić, konsekwencją tej drugiej będzie trzecia zasada, czyli dziewczyny śpią w swoich pokojach, a faceci w swoich. Jeśli ktoś z was ma partnera lub partnerkę, mogą oni was odwiedzać, ale nie mogą zostawać tu na noc. – Och, jak dobrze, że jestem forever alone. Przynajmniej ten problem mam z głowy. - Podobnie macie zakaz jakichkolwiek związków z fanami programu, jeśli będą bardzo natrętni, zróbcie sobie z nimi kilka zdjęć, czy coś, ale nie możecie pozwolić i sobie, i im na coś więcej.
- Ja powiem o zasadach, które was obowiązują przy nabraniu ochoty na spacer poza teren posiadłości – powiedział Luke, zakładając ramiona na klatce piersiowej. – Oczywiście jest to możliwe, to nie jest żadne więzienie czy Big Brother, nie dajcie się zmylić ilością kamer. – Lekko się zaśmiał, próbując rozluźnić atmosferę. – Po prostu każde wyjście, których też nie może być jednak zbyt wiele, musicie zgłaszać swojemu opiekunowi. Jak możecie się domyślić, zawsze będzie wam towarzyszył ochroniarz. Od początku waszego udziału w programie, staliście się osobami publicznymi, rozpoznawalnymi i nie możemy pozwolić, aby coś się stało któremuś z was.
- Chyba jeszcze warto wspomnieć, -wtrąciła Natalie – o zerowej tolerancji dla pornografii w domu i jakichkolwiek narkotyków. Jedyna używka, która jest dozwolona, to papierosy, ale to i tak można palić tylko na tarasie, aby nie uprzykrzać życia niepalącym uczestnikom.
- Na razie to koniec informacji i możecie iść zobaczyć swoje pokoje. – Klasnął w dłonie Alex, jakby pozwalając nam opuścić w końcu salon. – Na piętrze są wasze pokoje, na każdych drzwiach jest kartka z imionami osób, które będą w tym pokoju mieszkać. Są tam już wasze rzeczy. – Popatrzył na nas badawczo. – Cóż mogę więcej powiedzieć? Jak będziecie mieć jakieś pytanie, problem, to możecie nas szukać w naszych pokojach, na pewno łatwo będzie nas znaleźć. Dzięki za waszą uwagę i dodam na koniec, że to była nasza pierwsza i ostatnia taka oficjalna rozmowa.
Po tych słowach wszyscy wstaliśmy z naszych miejsc i ruszyliśmy masowo wielkimi schodami na pierwsze piętro, gdzie znajdowały się podobno nasze pokoje.
Cóż, Alex nie kłamał. Już po chwili znalazłam drewniane drzwi z przyczepioną do nich kartką „Kate, Jane – drużyna Simona”. Nacisnęłam klamkę i od razu zobaczyłam niesamowity, jasny pokój, z którego najchętniej bym nie wychodziła do końca życia. Dwa, wielkie łóżka, z milionem poduszek przy zagłówku, wielkie szafy, dwa drewniane, rzeźbione biurka, nad którymi wisiała na ścianie ogromna plazma.
- Cholera, Simon to nas jednak musi mocno kochać, skoro załatwił nam taki pokój. – Usłyszałam zza swoim pleców głos, a ja tylko byłam w stanie pokiwać twierdząco głową. Kurczę, nie wierzę, że będę tu mieszkać w najbliższym czasie. Pieprzyć wygraną, ten pokój to jest dopiero prawdziwa mobilizacja do dania z siebie wszystkiego w sobotę! – A do czego te drzwi? – Jane podeszła do kremowych drzwi obok jednej z szaf.
- Pewnie jakaś kolejna szafa, czy inna graciarnia... – Wzruszyłam ramionami.
- Nie e. To łazienka. Nasza! – w sekundę stałam obok brunetki i ogarniałam wzorkiem nie łazienkę, tylko pomieszczenie, które mogłoby robić za jakieś małe spa. Wanna z hydromasażem, wielka kabina prysznicowa chyba z wbudowanym radiem i sauną, wielkie lustro na długości całej ściany, pod którym były dwie umywalki.
- Kurde, aż dziw, że kibel nie jest ze złota... – Mruknęłam, cały czas będąc pod ogromnym wrażeniem miejsca, w którym mieszkam od chwili obecnej. – Mogę się tu jakoś zameldować na pobyt stały, żeby móc tu już zostać na zawsze?
- Nie ma sprawy, na pewno coś wymyślimy, ale najpierw chodź do kuchni zrobić coś do jedzenia, bo tak ci głośno burczy w brzuchu, że zaraz ogłuchnę. – Jane się zaśmiała i pociągnęła mnie za ramię ku wyjściu. Muszę przyznać, że z tego zachwytu aż zapomniałam o moich głodnym brzuszku. Ale głodny brzuszek nie zapomniał o mnie, o nie...
O dziwo, korytarz był już pusty, a głosy dochodziły jedynie zza zamkniętych drzwi. Bez słowa zbiegłyśmy po schodach i weszłyśmy do wielkiej kuchni. Drewniane szafki, wielka kuchenna wyspa i nowoczesny sprzęt. Chyba właśni znalazłam swoje miejsce na Ziemi (przepraszam za to stwierdzenie wszystkie feministki).
- Trzy lodówki? – zdziwiłam się, podchodząc do tej na której wisiała kartka „Grupa Simona”. – Każda drużyna ma swoją? W sumie ma to jakiś sens... – Otworzyłam naszą lodówkę i od razu humor mi się pogorszył. – Nie. Cofam to, co przed chwilą powiedziałam. Miałoby to sens, gdyby coś w niej było oprócz jakichś resztek dziwnego spaghetti, które chyba miało przypominać bolognese. – Wyjęłam garnek i niepewnie powąchałam jego zawartość, ale nie odrzuciło mnie tak, jak się bałam. Chyba nawet dam radę to zjeść.
- Zjesz to? – zapytała Jane, widząc jak przekładam makaron z sosem do dwóch misek i wkładam je do mikrofali.
- Poprawka. – Posłałam jej wesołe spojrzenie. – MY zjemy.
- Ale ja nie jestem głodna! – stwierdziła, stając obok mnie i patrząc mi przez ramię.
- Ale jak coś to nie będzie tylko na mnie, tylko na nas. – Wzruszyłam wesoło ramionami.
- Jakby co? – zapytała, łapiąc się pod boki.
- Jakby to przypadkiem okazało się nie do jedzenia dla nas. – Odłożyłam garnek do zlewu i zaczęłam go myć, aby w razie czego nie było dowodów zbrodni.
- No dobra, ale ja odmówię zeznań. Będę milczeć jak grób. – Westchnęła brunetka, siadając przy wyspie i czekając, aż podam jej podgrzany makaron. Długo nie musiała czekać, bo już po kilkunastu minutach siedziałyśmy przy pustych miskach, najedzone.
- Cześć, dziewczyny, szukałem was! – do kuchni wkroczył z uśmiechem Alex, lecz na widok naszych misek zrzedła mu mina. – Co jadłyście?
- Spaghetti z naszej lodówki – odpowiedziałam, jak gdyby nigdy nic.
- Ale to było moje spaghetti! To miał być mój obiad! – przysięgam, wyglądał jak kilkuletnie dziecko, któremu mama zabrała ulubioną zabawkę. Błagam, niech się tylko nie rozpłacze.
- Oj przestań, nie było aż tak dobre, żeby po nim płakać! – wywróciłam oczami. – Jakby było coś w tej lodówce oprócz światełek, to bym zrobiła na później jakiś normalny obiad dla wszystkich.
- A ty przypadkiem nie pomyliłaś programów? – złapał się pod boki, niczym Jane kilkanaście minut temu. – To jest X Factor, a nie Masterchef.
- Spoko, jak mi tu nie wyjdzie, to na pewno też sie zgłoszę do tego drugiego. – Zaśmiałam się. – No weź się tak nie naburmuszaj, coś ugotuję jak tylko będę miała z czego. – Alex zmierzył mnie groźnie wzrokiem, jakby nie był do końca pewny, czy może mi wierzyć na słowo. Jednak po chwili jego wyraz twarzy zmienił się na weselszy i stał na przeciwko nas z jakąś kartką i długopisem.
- No dobra, załóżmy, że ci wierzę. – Westchnął. – Zaraz jadę na zakupy, żeby już nie było tak pusto w tej naszej lodówce i szafkach. Macie jakieś propozycje? – zapytał, a ja wyciągnęłam się przez całą wyspę i wyrwałam mu i kartkę, i długopis.
Niewiele czasu zajęło mi zapełnienie całej kartki – w końcu tu nie było dosłownie NICZEGO. Jedzenie, picie, herbaty, kawy, wszystko.
- Żadnych chipsów!Jjak je kupię i przez to utyjecie, to Simon mi jaja pourywa! – krzyknął Alex zza moich pleców. Kurczę, tak się wczułam w zapisywanie niezbędnych mi do życia produktów spożywczych, że nawet nie zauważyłam, kiedy chłopak się przemieścił.
- Jak ich nie kupisz, to ja ci te jajka pourywam.  –Zmierzyłam go groźnie wzrokiem, a ten aż się odsunął i asekuracyjnie zasłonił swoją strategiczną część ciała.
- Nie, nie zrobisz tego. – Mogę przysiąc, że w jego oczach dostrzegłam autentyczny strach. Postanowiłam powstrzymać się od śmiechu i dalej grać swoją aktualną rolę.
Wstałam ze stołka i zbliżyłam się do niego na kilka kroków.
- Mam starszego brata, musiałam sobie jakoś z nim radzić przez wszystkie lata dzieciństwa. Wasza męska słabość była zawsze moją ostatnią deską ratunku. Uwierz mi, mam wieloletnie doświadczenie w sprawianiu bólu mężczyznom.
- Błagam nie, mam już jedną traumę, drugiej nie przeżyję! – pisnął przerażony. – Kupię ci nawet karton chipsów, tylko błagam, zostaw mnie i moje skarby w spokoju!
- Jaką traumę już masz? – zaciekawiłam się, a chłopak, wykorzystując chwilę mojej nieuwagi uciekł na przeciwną stronę blatu, chowając się za wyspą.
- Jak byłem jeszcze szczęśliwym i beztroskim dzieckiem, - zaczął opowiadać – poprosiłem przyjaciółkę, żeby mnie kopnęła... tam, bo nie znałem tego bólu i byłem ciekaw – powiedział, a ja z Jane od razu wybuchłyśmy śmiechem. Boże, takich mądrych dzieci to jeszcze nigdy nie spotkałam! – No i ta właśnie przyjaciółka za bardzo się wczuła w swoją misję. Wczuła się do tego stopnia, że wylądowałem na izbie przyjęć. – Dodał, a ja poczułam, że ta informacja mnie znokautowała. Leżałam z głową na blacie, czując, jak po policzkach spływają mi łzy od śmiechu. Na szczęście nie byłam sama, bo Jane robiła dokładnie to samo obok mnie. – No bardzo śmieszne. Bardzo. – Warknął z ironią. Po kilku sekundach podszedł do mnie, wyrwał z rąk listę i już go nie widziałyśmy. Jedynie po chwili usłyszałyśmy odjeżdżający samochód spod podjazdu. Gdy myślałam, że już się uspokoiłam, obróciłam twarz w stronę Jane i stało się to, czego się obawiałam. Jedno spojrzenie na siebie i znowu płakałyśmy ze śmiechu ledwo łapiąc oddech.
- Boże...  – Westchnęła z trudem. – Jak ktoś może poprosić o coś takiego? – pisnęła i znowu zaniosła się śmiechem.
- Chyba będziemy mieć z nim wesoło. – Otarłam rękawem mokre policzki i zaniosłam miski do zmywarki, biorąc w trakcie kilka sporych wdechów, które miały mi pomóc w wygonieniu z głowy obrazu, gdzie mały Alex dostaje kopniaka życia od przyjaciółki. A uwierzcie mi, to nie było wcale takie łatwe.
- Trzeba coś zrobić, żeby się uspokoić. – Stwierdziła Jane i idąc moim śladem, otarła łzy z zarumienionych policzków.  – Masz jakieś propozycje?
- Jesteśmy od godziny w wielkiej willi. Może przydałoby się ją zwiedzić? – uśmiechnęłam się i stanęłam w pozie niczym prezenterka pogody, machając łapami na wszystkie strony.
- Okej, przekonałaś mnie. – I tak właśnie udałyśmy się na zwiedzanie domu, zabierając się od poddasza, na którym były dwie sale do ćwiczenia choreografii – ładny parkiet, wokół lustra i głośniki. Tak chyba właśnie wyglądają sale do choreografii, prawda? Już siebie tu wyobrażam, jak przy pięciu krokach jestem oblana potem i nie mogę złapać oddechu. To nie będzie dla mnie sala do ćwiczenia choreografii, tylko sala tortur.
Jak przypuszczałam z Jane, na piętrze znajdowały się jedynie sypialnie uczestników i naszych opiekunów. Nie będę kłamać i nie powiem, że na widok drzwi z kartką „Alex” nie zaczęłyśmy się znowu śmiać. Biedny chłopak...
Dotarłyśmy na parter, gdzie znalazłyśmy kilka pokojów na tyłach domu z instrumentami, mikrofonami i toną sprzętu do nagrywania. Czyli tutaj pewnie będziemy spędzać większość swojego czasu między występami... Oprócz tych pokoi, kuchni i salonu znalazłyśmy basen dokładnie za tym ostatnim.
- Kurde, nie wzięłam kostiumu. – Jęknęłam niepocieszona. – Może Justyna mi dowiezie...
- A po ci kostium? – zaśmiała się obok mnie brunetka.
- Jak to po co? – zdziwiłam się jej oczywistym pytaniem.
- A masz coś elektronicznego w kieszeniach? – przysięgam, mogłam zobaczyć w jej zielonych oczach coś diabelskiego.
O nie.
- Nie, Jane, błagam, nie wpychaj mnie do wo... – nie zdążyłam nawet dokończyć zdania, gdy znalazłam się w basenie, w ciuchach. – TY MAŁPO! – krzyknęłam , kaszląc wodą, gdy wypłynęłam na powierzchnię.  Jednak, gdy zobaczyłam, kto się skrada naprawdę cicho za dziewczyną, nic nie powiedziałam, tylko szeroko się wyszczerzyłam.
- A ty co tak się szczerzysz, jak głupi do sera? – zapytała mnie, gdy już przestała się śmiać.
- A tak jakoś... – Odpowiedziałam, nie mogąc się doczekać, aż Jane wyląduje obok mnie.
- Aaaaa! – wydarła się, gdy Jimmy ją bardzo sprawnie pchnął do wody. – Jimmy, jak mogłeś?
- Jane, jak mogłaś? – powtórzyłam jej pytanie, chlapiąc ją wodą.
- Jak obie mogłyście? Jest zakaz kąpania się! – nie wiadomo skąd przy basenie pojawiła sie Natalie, i raczej nie było jej do śmiechu.
- Ona mnie wepchnęła! – od razu wskazałam palcem na Jane pluskającą się obok mnie.
- On mnie wepchnął! – Jane najwyraźniej nie chciała, aby cała wina spadła na nią i wskazała palcem na śmiejącego się Jimmy’ego.
- Nieważne, kto kogo wepchnął, wyłazić i się suszyć do pokoju. Jeszcze tylko tego brakuje, żeby któraś się rozchorowała.
- Dobrze, że to złapaliśmy... – Co? Kamery? Jakim cudem ich nie zauważyłyśmy? W sumie, one są chyba wszędzie. Trzeba zacząć myśleć o tym, co się mówi i robi w tym domu...
- Okej, okej, już wychodzimy - mruknęłam, podpływając do  drabinki i wychodząc z basenu. Gdy po kilku minutach zdołałam na tyle wycisnąć wodę z ciuchów, żeby nie zostawić za sobą śladów po drodze do pokoju, wyszliśmy wszyscy z „pływalni” i poszliśmy biegiem do swoich pokojów. – Za karę, że mnie wrzuciłaś do basenu, zajmuję pierwsza łazienkę! – z kosmetyczką pod ręką i suchymi ciuchami zamknęłam się w łazience.
- Tylko szybko zmywaj z siebie ten chlor, ja też chcę jeszcze dzisiaj coś ze sobą zrobić!
Jak na życzenie mojej nowej współlokatorki, już po dziesięciu minutach wyszłam z łazienki i zajęłam się rozpakowywaniem swoich rzeczy do szafy i małej szafki przy łóżku. Gdy już to mi się udało zrobić, rozsiadłam się na łóżku i otworzyłam laptopa na kolanach. Podłączyłam słuchawki i założyłam je na głowę.
Szczerze mówiąc, to odkąd usłyszałam temat pierwszego odcinka, „Divas”, wiedziałam, czyją piosenkę chcę wykonać. Beyoncé. Jedna z największych postaci współczesnej muzyki, która daje niesamowite show, ma jeszcze bardziej niesamowity głos, a to wszystko potrafi doskonale połączyć ze swoim małżeństwem i wychowywaniem córeczki. I z całą pewnością jest divą.
- Co robisz? – z łazienki wyłoniła się brunetka z... lokami?!
- Szukam piosenki na sobotę – powiedziałam, nie mogąc oderwać wzroku od jej głowy, na której zawsze widziałam proste włosy. – A mogę wiedzieć, coś ty pięknego zrobiła swoim brązowym włosom?
- A, to. – Machnęła ręką. – Tak zawsze wyglądam. Po prostu je prostuję. – Wzruszyła ramionami i zaciągnęła swoją walizkę pod wolną szafę. – To moje naturalne włosy, po prostu je zawsze gwałcę prostownicą.
- CO ROBISZ?! – krzyknęłam. – Zakazuję ci to robić! Gdybym miała takie włosy w życiu bym ich nie prostowała! – oburzyłam się. – To powinno być prawnie zakazane!
- Dobra, już dobra... – Praktycznie zignorowała moje słowa. – Nie chcesz się dowiedzieć, jak dostałam dziką kartę? – spojrzała na mnie rozbawionym wzrokiem.
- Nie zmieniaj tematu. I chcę wiedzieć.
- No to.. – zaczęła mówić, ale przerwało jej pukanie do drzwi, a zaraz w szparze między drzwiami a framugą pojawiła się głowa Luke’a.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale wasz opiekun jest cały czas na zakupach, więc przejąłem jego obowiązki. Simon już jest, któraś z was jest gotowa na spotkanie z nim? –zapytał, błądząc wzrokiem po naszych twarzach.
- Ja nie jestem, przepraszam. – Jane spojrzała na chłopaka smutnym wzrokiem.
- W sumie to ja jestem. – Wstałam z łóżka, zdejmując słuchawki, i ruszyłam w stronę wyjścia. - Ale nie myśl, że ci odpuszczę te loki. – Pogroziłam jej palcem, czym wywołałam u niej tylko śmiech, i wyszłam z pokoju.
- Parter, pierwszy pokój na prawo za schodami. – Wskazał mi drogę Luke i zostawił samą.
No dobra, raczej się tu już nie zgubię.
Znalezienie pokoju wskazanego przez opiekuna zespołów nie sprawiło mi wiele trudności. Przed brązowymi drzwiami czekał na mnie jakiś facet z mikrofonem i akumulatorem, które od razu musiałam sobie przypiąć. No tak. Telewizja. Prawie jak Truman Show.
Zapukałam lekko w drzwi i weszłam do środka. Simon siedział na białej, skórzanej kanapie pod oknem, przeglądając jakieś kartki. Pod ścianą stał piękny, błyszczący czarny fortepian, a obok niego mikrofon.
- Cześć, Katie, siadaj. – Poklepał miejsc obok siebie, a ja posłusznie tam usiadłam. – I jak, masz jakiś pomysł na piosenkę?
- Mam pomysł na wokalistkę, co do piosenki nie jestem do końca pewna. – Westchnęłam, a Cowell spojrzał na mnie pytająco. – Beyoncé.
- O, ambitnie. Myślisz, że dasz radę? Nie, żebym w ciebie nie wierzył, czy coś, ale to w końcu Beyoncé.
- Wiem, wiem. To będzie na pewno wyzwanie. Ale mam przecież cały tydzień na ćwiczenie. Mam nadzieję, że dam radę.
- Podesłać ci jakiegoś zaprzyjaźnionego trenera śpiewu? –zaproponował, a mi ten pomysł od razu przypadł do gustu.
- Na pewno się przyda. – Chętnie przyjęłam jego propozycję. – Szczególnie do piosenki, która z każdą minutą coraz bardziej nie chce się ode mnie odczepić.
- To znaczy?
- Love On Top.
- Super piosenka, wesoła, skoczna, świetny tekst i muzyka. Ale i trudna. Jesteś pewna?
- Uwielbiam tę piosenkę. – Wzruszyłam ramionami. – Poza tym, trzeba sobie stawiać wysoko poprzeczkę, prawda? W ten sposób się rozwijamy.
- Mądrze powiedziane, Kate. – Simon pokiwał powoli głową, mrużąc oczy, jakby trawiąc moje słowa. – Okej. W takim razie jutro i połowę środy będziesz miała zajęcia ze śpiewu. Drugą połowę środy i czwartek zajmie ci nasz choreograf. A w piątek pojedziemy do studia i zrobimy próbę na scenie z pełną charakteryzacją. Co ty na to?
- Szykuje się pracowity tydzień, ale w końcu po tu jestem... – Uśmiechnęłam się.
- Super. To ode mnie wszystko, chyba, że ty masz do mnie jakąś sprawę.
- Właściwie to tak... – Nerwowo przeczesałam włosy, bojąc się reakcji Simona na to, co mam mu zaraz zamiar powiedzieć. No, ale w końcu czas najwyższy, przecież bez jego wiedzy i tak nic nie zrobię. – W piątek za tydzień mój brat się żeni...
- O, gratulacje! – o dziwo Simon się ucieszył tą nowiną. – I co z tego?
- No, to, że wypadałoby, żebym tam się pojawiła, nie sądzisz? – zapytałam. – W końcu jestem jego siostrą.
- A, to o to ci chodzi. Czyli chcesz wyjechać w przyszłym tygodniu na kilka dni? – chciał się upewnić.
- Jeśli dałoby radę, to chciałabym wylecieć w środę, żeby jeszcze pomóc mamie w przygotowaniach –powiedziałam nieśmiało, bo nie miałam pojęcia, na ile mogę sobie pozwolić. – Oczywiście wróciłabym pierwszym samolotem w sobotę! – do razu szybko dodałam.
- Rozumiem... – Westchnął. – Ale w takim wypadku miałabyś tylko jedną próbę w studio. I do środy musiałabyś już mieć opracowaną choreografię i charakteryzację. Bo piosenkę może uda ci się samej ćwiczyć w Polsce.
- Dam radę, tylko potrzebuję twojego błogosławieństwa. – Zrobiłam maślane oczka. – I to oczywiście i tak tylko wtedy, jeśli uda mi się dostać do drugiego odcinka.
- Akurat w to nie wątpię. – Simon wyraźnie nad czymś bardzo intensywnie myślał. – Okej, zgadzam się. Nawet dam ci do dyspozycji samolot na te kilka dni, żebyś uniknęła opóźnień w komercyjnych liniach, na to sobie nie możemy pozwolić, szczególnie w sobotę.  Ale to wszystko tylko pod jednym warunkiem.
- Boże, Simon, zgodzę się na wszystko! – prawie złączyłam dłonie jak do modlitwy, ale się jednak powstrzymałam.
- Pojedzie z tobą kamerzysta i jakaś osoba z naszej ekipy. Pokażemy w następnym odcinku twój dom, twoją miejscowość. Jakby twój brat się zgodził, to może nawet udałoby się nakręcić kilka rzeczy na weselu, to już w ogóle byłoby super. – Spojrzał na mnie badawczo. – To co, mamy umowę?
- Jasne! – rzuciłam się na niego i mocno go uściskałam. – Bałam się, że się nie zgodzisz i ominie mnie wesele własnego brata! Chyba bym w depresję wpadła... – Oderwałam się od niego i wstałam. – To w takim razie do zobaczenia?
- Do zobaczenia, Katie. – Posłał mi szeroki uśmiech, a ja wyszłam z pokoju i oddałam mikrofon temu samemu facetowi, który stał kilkanaście minut temu.
Wracając do pokoju zdałam sobie sprawę, co nastąpi w przyszłym tygodniu i aż mnie oblał zimny pot. Nie, nie chodzi tu o wesele brata, tym to on się może stresować.

Wyjeżdżam. Obiecałam Liamowi, że... O kurde.



****
Po ostatnim rozdziale pełnym emocji i różnych uczuć, macie coś spokojnego, sielankowego (jeśli nie nudnego) ;) Jane wróciła! Cieszycie się tak samo jak ja? :) Co myślicie o wyborze piosenki Katie na pierwszy występ na żywo? W końcu to trudna piosenka, jak większość Beyonce. I będzie wyjazd na wesele brata... 

Przepraszam, że musieliście czekać tak długo na ten rozdział. Niestety, studia robią swoje, a to w dodatku pierwszy miesiąc... Nie mam lekko, ale staram się jak mogę :) 
Mam nadzieję, że się nie zawiedliście :)

A teraz lecę oglądać X Factora UK, tego "prawdziwego", bo właśnie się zaczyna ;D

Buziaki!
@katie093

13 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że Kate gdzieś wyjedzie niedługo po poprzednim rozdziale! Ciekawi mnie tylko czy Liam wiedział, że dziewczyna ma wesele brata. Wtedy jego prośby o obiecanie, że przy najbliższym wyjeździe powie Niall'owi prawdę nabrałyby większego sensu.
    Skoro wyjeżdża, to znaczy, że niedługo prawda wyjdzie na jaw. W sumie wyszła już, ale wreszcie dowie się ta najważniejsza osoba. ♥
    Przyznam się, że nie kojarzę tej piosenki, ale z ciekawości aż ją sobie zaraz znajdę i posłucham. ;)
    Akcja z basen, była genialna. Jestem ciekawa jakie to uczucie coś takiego przeżyć, chodź chyba wolałabym go nie poznać...
    Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się za tydzień, bo naprawdę nie mogę się doczekać co też wymyślisz. :) No ale studia ważniejsze! Więc życzę powodzenia w znalezieniu czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Liam mógł wiedzieć jedynie tyle, że Simon będzie chciał zrobić jakiś materiał z nią poza Londynem ;) Wątpię, żeby wiedział o szykującym się weselu...
      Niall coraz bliżej prawdy ;) Albo raczej prawda coraz bliżej Nialla ;) Zobaczymy, jak na tę prawdę zareaguje :)
      Nie kojarzysz? Koniecznie zajdź i koniecznie posłuchaj! Jedna z moich ulubionych Beyonce ;)
      Tyle razy byłam wpychana do wody, że mam to obcykane... Nie polecam, w każdym razie ;)
      Czyli widzę, że dzielimy te same nadzieje... :)

      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  2. Genialnie, zresztą jak zawsze !
    Normalnie czuję się jakbym sama była uczestniczką X Factora . Tylko z moimi zdolnościami wokalnymi mogę o tym zapomnieć, haha ! :D Fajnie poznać to wszystko tak od "kuchni" i wyobrazić sobie jak to wygląda ^ ^
    oołł jeea. Taka willa to marzenie ! :D
    Mam nadzieję, że jeszcze przed wyjazdem Kate wyjaśni wszystko Niallowi. I będzie teraz wszystko zmierzało w dobrym kierunku ! ♥
    Pozdrawiam ciepło ♥
    Powodzenia na studiach. ! (:
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał :)
      Skoro tak się poczułaś, to znaczy, że dobrze mi się udało napisać to, co chciałam, w takim razie bardzo mi się podoba to, że tak się poczuła! O Boże, czy to zdanie ma sens? Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi ;)
      Ale mnie wszyscy męczą z tym Horanem... A co jeśli Kate zginie w katastrofie lotniczej i nigdy nie będą razem? :P

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
    2. haha, zrozumiałam, spokojnie :D !
      Noo nie, nawet tak nie żartuj, oni muszą być razem, no ! ;x
      Amen!. :D
      @blue_eyes_9

      Usuń
    3. Skoro "Amen", to teraz chyba nie mam już innego wyjścia, skoro angażujemy w to siły wyższe ;) Chyba...

      Usuń
  3. Jak Ty mi cholero napiszesz jeszcze raz, przy takim rozdziale, że był nudny, to serio, przyjadę chyba do tego Twojego Szczecina i Cię kopnę!
    Jak już wspominałam, Alex ze swoją historią rozwalił całkowicie system... chociaż wcześniej o tym czytałam, to teraz nie mogłam przestać się śmiać! :D
    JANE WRÓCIŁA! <3 tak, tak, tak, tak, taaaaak!
    Cholera... czy tu chodzi o to, że obiecała Liamowi, że powie o wszystkim Niallowi, czy mnie pamięć zwodzi? Jak tak, to jest kiepsko...
    Mimo wszystko, zaczynam się zastanawiać nad tym, kto taki będzie uczył Kate do występu w X-Factorze... ;> Ciekawe co twoja bujna wyobraźnia wymyśli tym razem :D
    Tak samo, ciągle mnie intryguje, co takiego wymyśliłaś z tą piosenką, którą Ci wysłałam... hmm... cóż, chyba nie zostaje mi nic innego, jak czekać z niecierpliwością na kolejny wspaniały rozdział :)
    Dziękuję za ten i całuję! Xx. <3
    (p.s. pamiętaj, że masz kopniaka!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było nudno! Nie było chłopaków, czyli było nudny! Wszyscy narzekają mi prywatnie, ze ich nie było :P Jakby oni byli tu najważniejsi, a nie Katie :(
      Ale możesz wpadać do Szczecina, nie mam nic przeciwko ;)
      Jak przeczytałam tamte historie Alexa u Kasi... Po prostu wiedziałam, że muszę je wykorzystać. Od razu miałam wizję jego w swoim opowiadaniu. W sumie to i lepiej, bo lubię wzorować postacie na tych "prawdziwych", albo chociaż tak troszkę prawdziwych.. ;)
      Dlaczego kiepsko? Nie chcesz, żeby Niall się dowiedział prawdy? Jakoś w to nie wierzę :P
      A kto ma ją niby uczyć? Co Ci chodzi po głowie, Głupku? :P
      Tego, z tą piosenką, się dowiesz, jak już to napiszę :P
      A na to raczej jeszcze trochę poczekamy... ;)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    2. Widzisz! Dla mnie najważniejsza jest Kate! :D
      (point for me!)
      Kiepsko, w sensie, że nie powie Niallowi, bo nie zdąży, czy coś... Ja chcę, żeby mu powiedziała! :)
      Mi ma coś chodzić po głowie? nieee... skądże ;D Spytałam tak czysto hipotetycznie ;p

      Usuń
  4. wiesz co?
    zaczynam sobie czytać rozdział i przez cały czas krążyły w mojej głowie jakieś dziwne obrazy i pytanie. a mianowicie:
    "Gdzie jest Horan?"
    czytam i czytam, a Horana jak nie było tak nie ma.
    a potem nagle się okazuje, że nasza tleniona Kasia sobie wyjeżdża! (nawet nie wiesz jaki szeroki uśmiech się u mnie pojawił) i będzie musiała Niallowi powiedzieć, że jest Moony (Boże, tak bardzo Cię kocham!).
    historia Alexa mnie tak urzekła, że śmiałam się dobre dziesięć minut, bo mój zdolny kolega zrobił kiedyś coś bardzo podobnego, ale nie skończyło się na izbie przyjęć :< (może to i lepiej dla niego?)
    może ja się już nie będę rozwodzić na takie tematy, bo to bezsensowne jest?
    powodzenia na studiach Ci życzę :D (i tak w ogóle, to jeśli wierzyć różnym internetom, to chyba jeszcze mocnej głowy, albo trzeźwości Ci powinnam życzyć).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musicie mi wybaczyć brak chłopaków w tym odcinku. Szczerze mówiąc, miałam w planach któregoś z ich perspektywę, ale tak się rozpisałam z tym wszystkim w Domie X Factora, że na chłopaków nie starczyło miejsca. No, ale to w końcu opowiadanie głównie o Kate, czyż nie? ;)
      Cieszę się, że spodobało Ci się to, że Kate wyjeżdża... Ciekawe, co z tego wyniknie...
      Skoro Twojemu koledze przytrafiło coś podobnego, to w takim razie serdecznie mu współczuję ;)
      Oj tam, pijany non stop student to zwykły mit ;) Ja ostatnio piłam alkohol w ostatni weekend września, aż wstyd przyznać...

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  5. Obiecałam sobie, że skomentuję, więc komentuje, ale prawdę mówiąc wynalazłam już sto i jeden powodów, by przełożyć to na jutro. Boziu, dlaczego nie wynaleźli jeszcze lekarstwa na lenia? Potrzebna mi by była końska dawka. Myślisz, że jak się rozpiszę o jakiś pierdołach na siedem stron, to będzie się to liczyło jako komentarz? Pewnie nie... To przygotuj się na najbardziej nieogarnięty wywód w moim wykonaniu... Żeby nie było, że nie ostrzegałam. Przeczytawszy rozdział ponownie, oto co następuje (zawsze chciałam tak napisać, a nigdzie mi nie pasowało):
    Oj, Katie, Katie... Ty naprawdę tak olewasz tego x factora, czy tylko tak na niby? Kurcze, jakbym ja się dostała do finałowej dwunastki, to raczej bym koczowała z walizką pod drzwiami, czekając na tą magiczną karocę. No, chyba że, nikt jej wcześniej nie poinformował o tym, że czeka ją przeprowadzka... Hmmm... Tak chyba nie można, co nie? No nic, przynajmniej się wyspała ;)
    "Duży kopniak, duże szczęście..." To mi się tak spodobało, że postanowiłam to wprowadzić w moje życie. Nie wierzę, że Ta-Nie-Bardzo-Cię-Lubię (sorry, jeszcze nie zapałałam do niej miłością) Justyna jednak wniosła coś do mojej codzienności...
    Matko, jaki dzikus z tego Alexa... Nie ma to jak sobie wyrobić zdanie jeszcze przed poznaniem kogoś. Dupek. Tym swoim zachowaniem pokazał jej, że to akurat on zadziera nosa i nie potrafi samodzielnie myśleć ;) A co, pojadę po nim po całości ;) Niech ma. Dobrze, że się Katie nie dała i pokazała mu jaką to gafę strzelił. Jak Alex, to i musi wcinać makaron. Prawie się udusiłam kawa, gdy to przeczytałam. Makaron mnie prześladuje! Mówię ci! Alex i jego trauma z czasów, gdy był "jeszcze szczęśliwym i beztroskim dzieckiem" mnie też znokautowały ;) Boże, nie mogę tego zapomnieć. Myślałam, że go zabiłam! Dzieci to czasami są głupie ;) (od Alexa: Zdecydowanie opowiedziałbym to z większą dramaturgia, by wyjść na jakiegoś macho...) I jeszcze zagroził, że mnie zabije, więc jakby co, to zbieraj na wieniec ;)
    Ja jakoś sama nie wiem, ale nie robi mi większej różnicy to, że wróciła Jane. Prawdę mówiąc nie odebrałam jej wcześniej jako ważnej postaci, a może jednak będzie miała swój wkład w wydarzenia. Zobaczymy...
    Ja też chcę tam zamieszkać! Może potrzebują gosposi, albo chłopca basenowego (przebiorę się, a cycki się wytnie)? Choć może jeszcze to przemyślę... Czy te zasady to tylko uczestników obowiązują? Bo wiesz... zero seksu... zero używek... Oni tam zakon otwierają? Pierwsza zasada telewizji - seks się sprzedaje!
    Przyznam się, że wybój piosenki trochę mnie zaskoczył, bo chyba spodziewałam się czegoś innego, może bardziej rockowego... I najlepsze, że sama nie wiem dlaczego? Chyba tak sobie wyobrażałam głos Katie... Do tej piosenki zawsze miałam mieszane uczucia - początek mnie nie porywa, ale potem się rozkręca... Dobrze, że to opowiadanie, więc w mojej głowie będzie brzmiała tak, jak to sobie wymyślę ;) Zrobię z niej gwiazdę rocka, choćby tylko w mojej głowie ;)
    No i planujemy wyjazd :) Z tego cieszą się chyba wszyscy. Nie będę gorsza. Zresztą już tyle razy marudziłam ci o tym, by Katie wyznała prawdę Niallowi, że pewnie przewracasz już oczyma, gdy o tym czytasz ;) Co ja poradzę, że chcę, by ostatecznie wszystko między nimi było dobrze, a nie buduje się uczuć na kłamstwie...
    Rozdział nie był nudny, to na pewno nie, aczkolwiek trochę mi brakowało jeszcze perspektywy kogoś innego - tak dla równowagi. Chyba po prostu już mnie przyzwyczaiłaś do tego, że mamy ich kilka, więc rozdział pisany oczami Kate, choćby nie wiem jak piękny i długi, wydaje mi się niepełny... To śmieszne, bo przecież nie poprawia się autora... Zobacz, co twoje pisanie ze mnie zrobiło - rozwydrzonego bachora ;) Ciągle mi mało ;) Mogę powiedzieć, że to twoja wina?
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i pierwszy występ Katie na żywo :)
    Całuję i życzę wszystkiego dobrego...

    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie Ty tu widzisz marudzenie, marudo? ;P
      Jakbyś kiedyś gdzieś jednak znalazła to lekarstwo na lenia, to znasz adres wysyłki ;) Chętnie skorzystam! Myślę, że moje studia by na tym zyskały.
      Kaś, dla mnie możesz się rozpisywać na siedem stron o pierdołach. Serio, nie przeszkadzałoby mi to. U Ciebie nawet pierdoły byłyby ciekawe.
      Hahaha, przeczytawszy to zdanie ponownie, stwierdzam, iż zawsze jest ten pierwszy raz ;D
      Ona go nie olewa! Po prostu nie sądziła, że Dom Finalistów jest również dla tych osób z Londynu, tylko, że to dla tych „spoza”. Bo w Polsce tak to wyglądało...
      Cieszę się, że Justyna, kreowana przez moją skromną osobę, w końcu w czymś Ci się spodobała! A możesz mi zdradzić, w jakiej formie wprowadziłaś to w życie..? :P
      Masz okazję po nim bezkarnie jeździć, to jeździł. Pewnie nie przeczyta, więc śmiało! ;) Pewnie, że makaron! Jeszcze nie raz do niego zrobię jakieś nawiązanie. Przez obgadywanie Alexa przez Ciebie, jest on dla mnie bardzo „makaronowy”. W sumie mógłby mieć tak na drugie imię.
      Alex jako macho? Coś w stylu piosenki „Ja jestem macho, niech kobiety mi wybaczą”? Hmmm. Nie, wolę go w swojej wizji jako makaronową ciapę, która oberwała solidnie od przyjaciółki w dzieciństwie, zdecydowanie :D I niech on tylko Cię tknie. Wiem, gdzie on mieszka! Jakby coś, to dzwoń i Cię obronię!
      Jane nie była bardzo ważną postacią, to prawda. Ale była pozytywną. I się właśnie waham, czy z kimś jej nie zeswatać... To jest dopiero dylemat!
      Zasady wbrew pozorom nie są fikcją literacką. Są chyba jedynie z wersji US, a nie UK. Ale są autentyczne... Wszystkie.
      Jeszcze nie słyszałaś głosu Katie... ;) A rockowe Divy? Kate uwielbia Beyonce i nie mogła pojawić się w X Factorze, nie śpiewając jej piosenki ;)
      Jeszcze nie przewracam, ale jest blisko! Na razie się jedynie uśmiecham z politowaniem ;P Lekko nie będzie. A dobrze? Jedyne, co jest pewne do tego „dobrze” to to, że jeśli już nastąpi, to ta droga do niego może się okazać długa... Albo i nie? Kto wie?
      Nie e, nie jesteś rozwydrzonym bachorem. Jesteś po prostu wredną małpą, a to różnica :P

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń