sobota, 12 października 2013

Rozdział 16

W dzisiejszym rozdziale po raz pierwszy będzie piosenka. Bardzo Was proszę, abyście w odpowiednim fragmencie ją włączyli, naprawdę bardzo mi na tym zależy. Ta piosenka jest wyjątkowa i będzie pasować do tego, co chciałam stworzyć w tym fragmencie. Szczerze mówiąc, to przesłuchałam ją jakieś pięćdziesiąt razy, pisząc ostatnią dwie ostatnie perspektywy...

***

Obudziłam się z kacem. Ale nie z takim, który większość zna z autopsji, ale z tym rzadszym. Moralnym.
Gdy Harry nas wczoraj opuścił, po milionie przesłuchań Don’t Let Me Go, wymieniłam z Justyną kilka neutralnych zdań i poszłam pod prysznic, pod którym spędziłam chyba z godzinę, jeśli nie więcej. Pierwszy raz w życiu woda spływająca po moim ciele nie działała na mnie oczyszczająco.
Sen, o dziwo, przyszedł mi całkiem lekko, a noc okazała się spokojna, bez żadnych dziwnych snów.
Otworzyłam oczy z westchnieniem, przeklinając wszechświat za to, że nie mogę zostać pod kołdrą do końca życia. Albo chociaż zapaść w jakiś sen zimowy, jak niedźwiedź.  Obróciłam głowę w stronę szafki nocnej, na której stał budzik – 14.27. Całkiem ładny wynik, jeszcze troszkę i byłby życiowy rekord...
Podniosłam się z łóżka i z telefonem w ręku stanęłam przed lustrem. Bywało w sumie gorzej...
Zerknęłam na wyświetlacz telefonu z nadzieją, że znajdę tam jakieś nieodebrane w nocy połączenie, albo jakiegoś zbłąkanego smsa od Liama.
Ale nic, pusto. Tylko jakiś spam z Twittera.
Cholera.
W pół godziny udało mi się ubrać i ogarnąć twarz wraz z włosami.
Wyciągnęłam kartkę z wczorajszych spodni, na której Harry napisał mi nazwę podobno całkiem magicznego miejsca w Londynie, które raczej nie leży na ścieżkach turystycznych – Wandle Park.
Wzięłam laptopa i usiadłam z powrotem na łóżku, układając go sobie na kolanach. Gdy tylko system się uruchomił, otworzyłam Google i wpisałam nazwę parku, aby zobaczyć, jak to naprawdę wygląda – a nóż Styles chciał mnie zrobić w konia. Znowu.
Jednak to miejsce okazało się na zdjęciach rzeczywiście ładne – dużo zielonych miejsc, jeziorko, rzeczka. Dodatkowo, co było dużym plusem, na oko kilka minut drogi od parku, jest stacja metra. Może być to całkiem dobra, neutralna miejscówa... Szczególnie o godzinie dziewiętnastej w listopadowy, niedzielny wieczór – oby tam nie było zbyt wiele osób.
Uruchomiłam internetowy program GPS i znalazłam to miejsce. Kliknęłam na chyba dość charakterystyczny punkt w parku na mapie i po chwili program podał mi współrzędne geograficzne. Od razu wpisałam je do telefonu, a następnie skopiowałam do wiadomości. Dodałam jeszcze „Dzisiaj, 19. Proszę, przyjdź. Kate”,  wybrałam numer Liama i kliknęłam „wyślij”.
Następną godzinę spędziłam na marnowaniu czasu w internecie, co chwilę zerkając na telefon – oprócz raportu doręczenia smsa, siedział cicho jak nigdy.
Gdy zegar wybił kwadrans po piątej, bez żadnego grymasu wstałam z łóżka, zamknęłam laptopa i zaczęłam pakować do torby najważniejsze rzeczy – portfel, telefon, klucze, parasol, mały kocyk. Następnie wzięłam z szafki swoją ulubioną, szarą bluzę, pamiątkę z Rzymu, i w pośpiechu założyłam na nogi trampki w przedpokoju i opuściłam mieszkanie, przekręcając za sobą zamek w drzwiach. Nałożyłam na uszy słuchawki, i od razu usłyszałam muzykę i głos Eda Sheerana, które zawsze działały na mnie uspokajająco. Szkoda, że dzisiaj było inaczej. Nawet spokojne dźwięki gitary Eda nie były w stanie mi pomóc.
Wyszłam z budynku i zauważyłam, że pomimo wczesnej godziny, powoli zaczyna robić się ciemno. Cóż, listopad. Ale może to i lepiej, mniej ludzi mnie zauważy, o tej godzinie mniej dziwnych Directionerek na ulicach, które mogłyby my mnie zaczepiać. Akurat dzisiaj to była ostatnia rzecz, na jaką miałam ochotę.
Po drodze do metra musiałam zaliczyć jeszcze jeden przystanek. Może niekoniecznie było to wymagane przy każdym spotkaniu towarzyskim, ale jeśli w przeciągu najbliższej godziny nie napiję się wina, to przysięgam, wybuchnę. 
To się nazywa alkoholizm, usłyszałam głos w głowie. Cholera jasna, to nie alkoholizm, tylko tragizm mojego aktualnego życia, który sama sobie pięknie zgotowałam!
Już po kilku minutach szybkiego spaceru ujrzałam napis „OFF LICNECE – 24/H”.
- Boże, chwała Bogu, że ty masz dzisiaj zmianę... – Westchnęłam z ulgą, widząc za ladą znajomą brunetkę.
- O, patrzcie państwo, kto sobie o mnie przypomniał! – dziewczyna założyła ręce na klatce piersiowej, udając obrażoną, co mnie od razu rozczuliło. Mimo że próbowała być na mnie zła, i tak widziałam w jej oczach radość. Na sam jej widok od razu poczułam się lepiej, Kate miała w sobie jakąś tajemniczą moc poprawiania mi humoru, samą swoją obecnością.
- Przepraszam, Katie. – Przytuliłam ją do siebie przez ladę. Po tym uścisku poczułam, jakby zeszło ze mnie całe napięcie, chociaż na krótką chwilę. Kontakt z tą dziewczyną miał na mnie czasami naprawdę uzdrawiający wpływ. – Mam teraz taki zamęt w życiu, że ledwo pamiętam, jak się nazywam. Pożyczysz mi otwieracz do wina? Ten który nosisz w torebce?
- Nie wiem, jeszcze się nie odbraziłam. Musisz być bardziej przekonująca. – Dziewczyna wyraźnie się ze mną droczyła. Doskonale wiedziałam, że długo nie wytrzyma, ma za dobre serce. Nawet jeśli jest zła, to jest miła. No, przynajmniej dla mnie.
- Rozumiem, że fakt, iż dzielimy razem to piękne imię nic dla ciebie już znaczy? – zrobiłam smutną minę, a Kate nawet nie drgnęła, tylko zaczęła z obojętnością oglądać swoje paznokcie. Dobrze, że w sklepie nie ma nikogo oprócz mnie, inaczej pozostali klienci by mnie znienawidzili. – To może przekonam cię zaproszeniem na imprezę?
- Kiedy? Gdzie? Jeśli będziesz na niej gotować, to idę! – od razu się ożywiła. – I masz zaprosić One Direction! Wiem, że już ich znasz, nie ukryjesz tego przede mną! – Zaczęła mi grozić palcem, co mnie rozbawiło. Takie kochane stworzenie, a próbuje być groźne... – Pamiętasz, obiecałyśmy sobie kiedyś, że jak któraś z nas ich pozna, to potem zapozna ich z tą drugą!
- Nie wiem, kiedy. Ale planuję zrobić prawdziwe polskie imieniny, jeszcze w tym miesiącu. – Zaśmiałam się, dziwiąc się, jak w trakcie kilku minut dziewczyna zdołała poprawić mi humor. Ciekawe, ile to potrwa. – I może rzeczywiście ich zaproszę... Ale najpierw to daj mi te dwa tanie, różowe wina i dwa plastikowe kubeczki.
- A może jakieś proszę?
- Proooszęęęę! – mało brakowało, a zaraz bym naprawdę zaczęła ją błagać. Po moim jęku rozpaczy Kate obróciła się i z półki obok ściągnęła dwie butelki różowego trunku i wyjęła spod lady dwa, białe, jednorazowe kubeczki. – I otwieracz. – Posłałam jej szeroki uśmiech, który z założenia miał być uroczy.
- Nie ma sprawy – odpowiedziała i zniknęła na zaplecze, skąd do mnie krzyknęła. – Dam ci go, tylko, błagam, nie uśmiechaj się tak do mnie nigdy więcej. Wyglądasz jak pedofil na placu zabaw!
- No dzięki, serio. Ja tu staram się być urocza...
- Cicho! – uciszyła mnie gestem ręki. – Bo zaraz nie dostaniesz otwieracza i będziesz musiała się męczyć!
- Jak to jest, że zawsze masz na mnie jakiegoś haka? – zapytałam. Bo tak naprawdę było!
- Ma się to coś... – Odrzuciła włosy na ramię jednym ruchem głowy i wzięła ode mnie gotówkę. – A z kim będziesz pić te wina? Z Liamem, z którym masz zdjęcia w Japonii, czy z Niallem, z którym też masz kilka zdjęć?
- Hohoho. Wolę nie krakać, ale mam nadzieję, że nie sama... – Odpowiedziałam smutno, chowając do portfela resztę.
- Jesteś mi winna kawę z plotami – powiedziała, gdy pakowałam butelki i niezbędne akcesoria do torby.
- Mam tego świadomość, Katie – odrzekłam, patrząc jej w oczy. – I obiecuję poprawę, serio. Zadzwonię do ciebie w tym tygodniu, obiecuję! – powiedziałam, otwierając drzwi i machając jej na pożegnanie.
Zapisałam sobie w głowie, że muszę w tym tygodniu spotkać się z Katie i ruszyłam w stronę metra. Włączając ponownie muzykę w telefonie głośno westchnęłam, nie widząc na pasku powiadomień znaku nowej wiadomości.
Po prawie pół godzinie jazdy i jednej przesiadce wynurzyłam się ze stacji metra Colliers Wood. Obejrzałam się wokół siebie, zastanawiając się, gdzie jest ten cały park, którego się naoglądałam dzisiaj za wszystkie czasy w internecie. Drzewa, szukaj drzew! Drzewa to park! Tak, niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce...  Okej, po lewej stronie od wyjścia z metra był jakiś skwerek z kilkoma drzewami i trawką, i w ogóle, ale na park to mi to raczej nie wyglądało. Drogą dedukcji wywnioskowałam, że muszę przejść na drugą stronę ulicy i gdzieś, zaraz, tam powinien być park. Po przejściu po białych pasach i napisach „look right”, „look left”, dzięki którym się jeszcze nie zabiłam chodząc po Londynie, zauważyłam bar, który kojarzyłam z map Google. Gdybym nie miała tych win w torbie, to z całą pewnością to teraz byłby mój przystanek, na odwagę. Pub wyglądał naprawdę zachęcająco: białe ściany, drewniane okna, przy których zwisały kolorowe doniczkowe kwiaty i delikatnie świecące lampy, które rozświetlały coraz ciemniejszy listopadowy wieczór. Gdy weszłam na skrzyżowanie, przy którym się znajdował „The Colliers Tup”, po mojej prawej stronie zauważyłam kilkanaście metrów dalej wejście do parku. Odetchnęłam z ulgą, ciesząc się, że się jednak nie zgubiłam – ja bym była w stanie to zrobić nawet z najdokładniejszym GPS’em.
Weszłam do parku i uruchomiłam aplikację w telefonie, aby dostać się na te konkretne współrzędne geograficzne, które wysłałam Liamowi w smsie i już po chwili stałam pod jednym z drzew przed prawie całkowicie zarośniętym jeziorem – już wiem, dlaczego na mapie było niebieską plamą, a na satelicie nie różniło się prawie niczym od trawy.
Wyjęłam z torby mały zawijaniec, którym był kocyk, rozłożyłam go i położyłam na ziemi, żeby przypadkiem nie złapać wilka, jak to babcia mnie straszyła.
Przy wyciąganiu korka z pierwszej butelki przypomniałam sobie, że popełniłam podstawowy błąd przed spożywaniem alkoholu - nic dzisiaj nie jadłam.



Nie byłem do końca pewny, co powinienem teraz zrobić. Tak naprawdę to uczucie towarzyszyło mi, odkąd się dowiedziałem prawdy...
Odkąd wróciłem do domu, bez słowa opuszczając miejsce naszego koncertu, staram się przetrawić, to, co usłyszałem wczoraj z ust Kate.
To, że ona jest Moony.
Analizowałem każdą chwilę, odkąd tylko się poznaliśmy, od momentu, kiedy się obudziła po utracie przytomności.
Przez pierwsze kilka godzin byłem bardziej na siebie wściekły niż na dziewczynę, bo jak mogłem tego nie zauważyć? Ale potem sobie uświadomiłem, że nie miałem na to szans. Kłamała nam prosto w oczy! Mi kłamała! Dawała nadzieję... Dawała mi nadzieję, że coś może między nami być, mimo że cały czas była TĄ Moony, która kochała Nialla. Ale czy aby na pewno? Jeśli go kochała, to dlaczego między nami tak strasznie iskrzyło? Przecież to by nie było możliwe, gdyby Horan miał być tym „jedynym”. Przecież, gdyby była tą Moony, którą sobie wyobrażaliśmy, to nie odstępowałaby Nialla nawet na krok. Może jednak coś między nami jest i to nie jest tylko moja wyobraźnia?
Trzymałem w ręce telefon, na którego ekranie miałem wyświetlony jej sms z jakimiś współrzędnymi geograficznymi. Oczywiście od razu wpisałem je do odpowiedniego programu i się okazało, że to jakiś mało popularny londyński park, z dala od centrum, całkiem blisko Wimbledonu.
Czy oby na pewno spotkanie z Kate jest teraz dobrym pomysłem? Czy potrafię być dla niej teraz jedynie przyjacielem..?
Nie wiem.
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na żadne z tych dwóch pytań.
Ale nie można ukryć, że bez rozmowy z nią się nie obejdzie, to dlaczego mamy to przedłużać? Nie lepiej mieć już tego z głowy, jak najszybciej?
Pod wpływem tej myśli szybko założyłem kurtkę, buty i spakowałem do plecaka kilka drobiazgów, które o tej godzinie w listopadzie mogą się przydać na świeżym powietrzu, chwyciłem z komody kluczyki do samochodu i wyszedłem z domu, zanim nie zdążyłem się rozmyślić.



Ponownie napełniłam do połowy dwa plastikowe kubeczki, stojące przede mną na płaskiej powierzchni i po chwili oba już trzymałam w lewej i prawej dłoni.
- Na zdrowie Katie, - powiedziałam starając się udawać niski głos Liama – fajnie, że pogadaliśmy. Też się cieszę, Liam! – odpowiedziałam sama sobie już swoim głosem. Następnie opróżniłam jeden kubek po drugim. Byłam sama, jest ciemno, więc chyba mogę sobie beknąć..? Mogę, a co mi tam! Nic nie jadłam od jakichś dwudziestu godzin, wypiłam już cztery kubki wina, kto mi zabroni sobie beknąć!
- Woooow! Niall mógłby ci takich beków pozazdrościć. – Usłyszałam za sobą męski głos. – I nie wiem, czy wiesz, ale picie alkoholu w miejscach publicznych w Wielkiej Brytanii jest zakazane. – Nawet nie zauważyłam, kiedy Liam usiadł bokiem do mnie, opierając się o to samo drzewo. – Ile już wypiłaś? – nie miałam specjalnie odwagi spojrzeć mu w oczy, ale czułam, że posłał mi poważne spojrzenie.
- Nie udawaj, że się interesujesz. Pewnie mnie nienawidzisz. – Prychnęłam. – Ja siebie prawie nienawidzę, wiec bardzo bym się nie zdziwiła, gdybyś ty mnie nienawidził. Cholera, teraz wszyscy będą mnie nienawidzić. Kto by w końcu lubił jakąś dziewczynę, która... – Nie mogłam się zamknąć, aż w końcu Liam zatkał źródło mojego słowotoku swoją dłonią. – Nie zamkniesz mnie, nawet jeśli będziesz próbował. Włączył mi się tryb gaduły po alkoholu i nic na to nie poradzisz, Payne. – To mówiłam, ale chłopak pewnie słyszał tylko niezrozumiały bełkot ze względu na jego łapę, która sprawnie tłumiła moje słowa. – LIAM, DO CHOLERY! – krzyknęłam, ale brunet jakby mnie słyszał.
- Jadłaś coś? – zapytał, cały czas nie odrywając ode mnie swojej dłoni. Jeśli już tak musi trzymać na mnie swoje łapy, to mógłby je chociaż przenieść w jakieś przyjemniejsze miejsce, a nie. Ups, wybaczcie te myśli. Pamiętajcie, nigdy nie spożywajcie alkoholu, jeśli nie jedliście nic przez kilkanaście godzin!
- Nie! – warknęłam i będąc już zirytowana jego łapą na moich pięknych ustach, przez którą byłam już cała obśliniona, ugryzłam go z całych sił w paluchy.
- Ała, zgłupiałaś?! – oderwał, w końcu, swoją dłoń ode mnie i najpierw wytarł ją o spodnie, a następnie zaczął ją rozmasowywać. – Tak bolało, że myślałem, że pół ręki mi odgryzłaś.
- Wybacz. Ale ze mną się nie zadziera – powiedziałam, używając poważnego tonu.
- Masz, zjedz to. – Po chwili ciszy na moich kolanach wylądowała pysznie wyglądająca półbagietka. – I wypij to, duszkiem. – Do bagietki dołączyła półlitrowa butelka wody.
- Nie mogę tyle pić, tu nie ma toalety, a zaraz będę sikać jak z woda z fontanny! – zbuntowałam się, ale i tak ochoczo zaczęłam jeść mój pierwszy, dzisiejszy posiłek.
- Masz dużo krzaków, nie marudź. Musisz się jak najszybciej pozbyć tych niby niewielkich ilości alkoholu z organizmu, musimy poważnie pogadać.
- Widzę, że obudził się w tobie Captain Sensible... – Powiedziałam, zakrywając buzię. Jakieś resztki kultury mi jednak zostały.
- Czekam... – Pogonił mnie Liam, nawet nie patrząc w moim kierunku.
- Kto normalny zabiera ze sobą taki prowiant do parku? – zapytałam, gdy brałam już ostatniego kęsa.
- Miałem w lodówce, to zabrałem. Czułem, że jak idę się spotkać z kimś, kto jest kopią Horana, to żarcie może się przydać. – Wzruszył ramionami.
- Phi! – oburzyłam się, odkręcając posłusznie butelkę wody. – Kopią sropią. Jeśli ktoś tutaj jest czyjąś kopią, to tylko Niall kopią mnie, ja się pierwsza urodziłam, w pełni już tak zajebista jak teraz.
- Mhm... – Mruknął jedynie w odpowiedzi, czekając, aż wypiję całą butelkę wody. Muszę przyznać, że po zjedzeniu tej całkiem sporej buły, jak i wypiciu całej butelki poczułam się o wiele trzeźwiej, żeby nie powiedzieć, że całkowicie trzeźwo. Chociaż na tyle, aby przeżyć tę rozmowę, która mnie czekała. – Już? – zapytał Liam, patrząc na mnie oczekująco.
- Boję się. – Jęknęłam, opierając łokcie na nogach i chowając twarz w dłoniach. – Boję się, że zjebałam po całości. Chociaż nie, to jest już pewne. – Smutno się zaśmiałam, podnosząc głowę i patrząc w staw przede mną. Liam, dlaczego nie zaprzeczasz..? – Ale boję się, że was stracę – powiedziałam już kilka tonów ciszej, uświadamiając sobie w końcu, co mnie gryzie od dłuższego czasu. – Nie przeżyłabym tego, wiesz? – spojrzałam na Liama, który wpatrywał się we mnie z uwagą, nadal się nie odzywając ani słowem. – I nie mówię tego jako fanka, której w końcu udało się poznać tych pięciu facetów, o których do tej pory mogła tylko marzyć, ale mówię to jako Kate, ja, zwykła dziewczyna z Polski, której w kilka dni udało się zyskać cudownych przyjaciół. A którzy są przypadkiem członkami najsłynniejszego boys bandu na świecie. Nie wiem, czy potrafiłabym wrócić, od tak sobie, do życia bez was. Bez ciebie, bez śmiechu Nialla, bez dziwnych spojrzeń Harry’ego, bez głupich żartów Louisa i bez dobroci Zayna, którą zawsze się czuje, gdy jest się blisko niego. Jesteście niesamowici i nie mogę was teraz stracić, zwariuję bez was w swoim życiu.
- To dlaczego nas okłamałaś? Dlaczego nie mogłaś od razu powiedzieć prawdy? – zapytał z wyrzutem.
- Próbuję się usprawiedliwiać tym, że nie chciałam być postrzegana jako wasza fanka. I to nie tylko w telewizji, ale także przez was. Ale teraz sama już nie wiem, dlaczego. Może bałam się, że Niall ma jakieś dziwne, wyidealizowane wyobrażenie o Moony? Bałam się, że nie sprostam jego oczekiwaniom? Wolałam pozostać Kate, sobą, niż się bać, że nie zaakceptuje mnie jako Moony...
- I to według ciebie usprawiedliwia kłamstwa? Życie ci chłopak pewnie uratował na tej premierze, a ty nie mogłaś powiedzieć mu prawdy?
- Właśnie dlatego czuję się z tym tak podle... – Westchnęłam. – Coraz częściej mam wrażenie, że na niego nie zasługuję. On jest wspaniałym człowiekiem, a ja się teraz zdecydowanie nie czuję wspaniałą osobą. – Poczułam, jak w moich oczach zaczyna robić się zdecydowanie zbyt wilgotnie, ale na szczęście udało mi się powstrzymać łzy. Jeszcze tylko tego tu brakuje, żebym się rozryczała.
- Nie sądzisz, że to on powinien o tym zdecydować? – zapytał, ale ja nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Chociaż w sumie to pytanie pewnie i tak było retoryczne. I Liam, i ja doskonale wiedzieliśmy, że ma rację. – A tak poza tym, to myślałaś, jak mu o tym powiedzieć? – zapytał po chwili spędzonej w ciszy.
- Trochę... Wymyśliłam głównie to, że zaraz po tym, jak mu powiem, powinnam się znaleźć gdzieś bardzo daleko, żeby nie miał jak mnie zabić. – Zaśmiałam się smutno, wyginając palce u rąk.
- Czyli co, pierwsza okazja jak gdzieś wyjeżdżasz i mówisz mu prawdę? Obiecujesz? – zapytał, przeszywając mnie wzrokiem. Było już ciemno, ale widziałam jego błyszczące, ciekawskie oczy doskonale.
- Czy ty wiesz coś, o czym ja nie wiem? – odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie. To pytanie wydawało mi się lekko podejrzane...
- Ale obiecujesz? – powtórzył.
- No obiecuję, niech będzie, ale o co ci chodzi? – powoli zaczynałam się irytować.
- Pewnie sama się nie długo dowiesz... – Uśmiechnął się triumfalnie. Wstał i usiadł centralnie na przeciwko mnie. Jego mina spoważniała, a ja poczułam, że przyszedł moment na najtrudniejszą część naszego spotkania.
- Mów, pytaj, cokolwiek – powiedziałam po kilkunastu sekundach niezręcznej ciszy, unikając jego spojrzenia. Nie mogłam znieść tego napięcia, które już nie było tym przyjemnym, elektryzującym, którego przy nim doznałam w Japonii.
- A co ze mną? Co to dla ciebie znaczyło? Przecież wiem, że gdyby Niall był tym jedynym, to nic z tych rzeczy w Japonii by się nie zdarzyło. A może rzeczywistość zmieniła twoje upodobania? – zapytał, a mnie na dźwięk jego cichego, smutnego głosu aż przeszedł dreszcz.
Położyłam się na kocu, wpatrując się w, o dziwo jak na Londyn, gwiaździste niebo. Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy.
- Wiedziałam, że o to zapytasz – od razu powiedziałam, szukając w głowie odpowiednich słów. Zanim zaczęłam cokolwiek mówić, Liam położył się obok mnie, a ja poczułam bijące od niego ciepło. Poczułam jego bliskość. A to wcale nie ułatwiało mi mojego aktualnego zadania. – Pewnie odpowiedź, że ostatnimi czasy ciężko jest ci się oprzeć, bo prawie z dnia na dzień z niewinnego chłopca stałeś się idealnym materiałem na modela bielizny Calvina Kleina, jest zła. To znaczy nie byłaby do końca kłamstwem, ale nie chodziło mi tylko o twój wygląd. Masz coś w sobie, Liam. – Uśmiechnęłam się, wypatrując znanych mi gwiazdozbiorów. – Po zerwaniu z Danielle na przełomie kwietnia i maja coś się w tobie obudziło. Coś, co działało na mnie od tamtej chwili jak magnes. W sumie dopiero wtedy zaczęłam cię bardziej dostrzegać, bo do tamtej pory nie widziałam świata poza Niallem. – Cicho się zaśmiałam na wspomnienie tamtego okresu. Wesoło było, i jakoś tak... łatwiej. – Twoje żarty zaczęły mnie śmieszyć, zaczęłam większą uwagę przykładać do tego jak traktujesz chłopaków, co mówisz w wywiadach, jaki masz stosunek do fanów, rodziny, przyjaciół, do życia. Naprawdę mi się spodobałeś. Ale wtedy myślałam, że to tylko jakiś etap, że to nic takiego. W końcu Horan to ma być miłość mojego życia, nie? A potem byłam u Justyny w maju w Londynie...
- Wiedziałem! – krzyknął Liam, wyrzucając ręce w górę, jakby chciał zerwać kilka gwiazdek nad nami. – Harry mówił, że Anonymous Directioners pasuje mu do tych dwóch lasek z majowej imprezy! – Pamiętasz coś, co podobno tam robiliśmy? – obrócił głowę i spojrzał mi w oczy.
- Nie, nie pamiętam, ale ja jeszcze nie skończyłam, więc proszę cię bardzo grzecznie i uprzejmie, zamknij się. – Posłałam  mu wredny uśmiech i ponownie obróciłam się w stronę nieba. Kurczę, nie macie pojęcia, jak ciężko utrzymać ręce przy sobie, jeśli leży się w parku, nocą, pod gwiazdami, obok Liama Payne’a! – A więc... Wiele nie pamiętałam, a to, że was, ciebie i Harry’ego tam poznałam, to już w ogóle, bo jak przyszliście, to ja już byłam całkiem nieźle wstawiona. Ale dowiedziałam się o tym w Japonii, przez telefon, więc jedziemy dalej. – Wzięłam głęboki oddech. – Muszę powiedzieć, że przez gorrrące wakacje pojawiło się kilka twoich zdjęć bez koszulek. I przyznaję się bez bicia, że miałam kilka z nich na tapecie w telefonie. – Zaśmiałam się, czując, jak policzki zaczynają zalewać mi się purpurą. Tym bardziej, że cały czas czułam na sobie wzrok Liama. – Potem przyjechałam do Anglii, zaczęłam studia, znajomi zaciągnęli mnie do X Factora i BUM. – Zrobiłam rękoma gest wybuchu w powietrzu.
- Bum? – zdziwił się Payne, nie rozumiejąc do końca, co konkretnie chciałam powiedzieć przez ten jakże wyszukany środek stylistyczny.
- W sumie to nie „BUM”, tylko konkretne „JEB”.
- To znaczy?
- To znaczy Simon nas zabrał na wasz koncert, a ja z wrażenia zemdlałam, niczym kilkuletnia dziewczynka... – Zakryłam oczy ze wstydu. – Nadal nie mogę w to uwierzyć. Chociaż to i tak lepsza opcja, niż gdybym przy Simonie i całej ekipie się zapomniała i zaczęła fangirlować, po tym, jak na castingu powiedziałam, że was nie lubię... No i jak się obudziłam, to ty siedziałeś w moim pokoju.
- Chciałbym wiedzieć, co wtedy pomyślałaś! – Liam zaczął się szczerze śmiać, co trochę mnie rozluźniło. I jego chyba też, a taką mam przynajmniej nadzieję.
- Właściwie to nic. Byłam prawie w stu procentach pewna, że za mocno się walnęłam w głowę i mam jakieś halucynacje albo nadal śnię. - Wzruszyłam ramionami, przypominając sobie tamtą chwilę. – A potem zaczęło się coś dziwnego. Musiałam wytężać całą swoją silną wolę, żeby się na ciebie nie rzucić...
- Długo nie wytrzymałaś. – Szturchnął mnie łokciem w bok, śmiejąc się.
- Mogłabym to samo powiedzieć o tobie, Payne. – Odwdzięczyłam mu się troszkę silniejszym kuksańcem. – W każdym razie, to, co czułam, co o tobie myślałam, siedząc przed laptopem, niesamowicie się wzmocniło na żywo. Nagle Nialler zszedł na drugi plan, a ja nie myślałam o niczym innym, jak o... Cóż, dobrze wiesz, o czym.
- Nie wiem, powiedz mi. – Liam się wyszczerzył tak, że jego zęby prawie mnie oślepiły, mimo że było już kompletnie ciemno.
- Nie rżnij głupa, ty nie Louis, jemu to lepiej wychodzi. – Zaśmiałam się. – W sumie znasz ciąg dalszy...
- I co teraz? – zapytał po kolejnej dawce dłuższej ciszy, w trakcie której nikt z nas nie miał odwagi podjąć kolejnego wątku rozmowy. - Powiesz Niallowi, że ty to Moony, ale coś się pomiędzy nami zrodziło się w Japonii i on się okazał tylko fanowskim zauroczeniem? – zapytał, kładąc swoją dłoń na mojej.
- Ale Liam... – Zdrętwiałam i powoli wyciągnęłam swoją dłoń z jego. Myślałam, że to było oczywiste, że zostaję przy Niallu. O Boże, ta rozmowa stała się jeszcze trudniejsza, a jednak to było możliwe. Oczywiście Liam stał się dla mnie kimś szczególnym, ale musiałam dokonać wyboru. Nie mogę przecież mieć ich obu, chociaż to by było dla mnie idealne rozwiązanie.  
- O Boże. Ty wybrałaś Nialla. – Liam zaskoczony się podniósł i usiadł tak, że widziałam już tylko jego plecy. Również się podniosłam, ale nadal zostałam z tyłu.
- Nie musiałam wybierać. To zawsze był on – szepnęłam, bojąc się własnych słów i tego, jak brunet może na nie zareagować.
- A ja? A to wszystko, co przed chwilą o mnie powiedziałaś? – westchnął, ale w jego głosie nie słyszałam już złości. Tylko smutek. Dużo smutku.
- Nie wiem, jak mogę to wytłumaczyć. – Odruchowo wzruszyłam ramionami, mimo że wiedziałam, że nie może mnie zobaczyć. – Może wyobraź sobie, ze spotykasz swój ideał, Leonę Lewis. Też byłbyś nią zafascynowany. Każdemu co jakiś czas wpada jakaś gwiazdka w oko, w zależności od tego, jaki akurat zobaczą film, czy usłyszą piosenkę, nawet jeśli mają swoje miłości, swoich partnerów. Ty byłeś taką moją gwiazdką, której ciężko było się oprzeć. – Zrobiłam krótką pauzę, ale Liam nic nie mówił. – Część mnie strasznie żałuje, że tamtej nocy w Japonii, po koncercie nie spędziliśmy razem nocy. Ale zdecydowanie większa część mnie się cieszy, bo gdyby tamto się stało, to nie miałabym nawet najmniejszej szansy na związek z Niallem...
- Ale wtedy miałabyś szansę na związek ze mną... – Do mojego wewnętrznego bólu doszedł ból Liama, który mogłam czuć w każdym wypowiadanym przez niego słowie.
- Liam, zrozum, jesteś wspaniałym facetem, ale po prostu to nie było nam pisane, jakkolwiek banalnie to brzmi. Jestem pewna, że nawet wbrew mojej woli będziesz zajmował ważne miejsce w moim sercu, ale to nigdy nie będzie to.
- To nigdy nie będzie to samo miejsce, które zajmuje Niall...
- Tak, to nigdy nie będzie to samo miejsce, które zajmuje Niall. – Potwierdziłam jego słowa.
- Mogłem się tego w sumie domyślić. W końcu jesteś Moony. Jego Moony. Od początku, odkąd tylko dowiedzieliśmy się o waszym blogu, nazywał cię „swoją Moony”. – Na te słowa, muszę przyznać, uśmiechnęłam się na krótką chwilę. Jego Moony...
- Nie, Liam, nie chodzi tu o to, że jestem Moony. To jest tylko jakaś internetowa wersja mnie. Odważniejsza, bardziej bezczelna, pyskata, nie bojąca się, że jakimiś swoimi słowami nadepnie komuś na odcisk. – Położyłam mu dłoń na ramieniu, a chłopak lekko się wzdrygnął na mój dotyk. Mimo to nie zabrałam ręki. – Tu chodzi o to, że jestem Katie. Sobą. Dziewczyną, która przez całe swoje dwudziestoletnie życie była w dwóch poważniejszych związkach z facetami, z których jeden, jak się później okazało, okłamywał ją przez ponad rok w większości spraw i do dzisiaj ma mordercze myśli, jak sobie o nim przypomni, a drugi z kolei okazał się być zdecydowanie od niej głupszym, mniej ambitnym nudziarzem, któremu ciężko było ruszyć gdziekolwiek dupę. Był przystojny i idealnie wysoki, ale nie o to przecież chodzi. – Zrobiłam krótką pauzę, przypominając sobie swoje początki jako fanki One Direction. - Aż w końcu poznała swój ideał. Faceta, który był dokładnie taki jak ona pod wieloma względami. Na którego widok zawsze mimowolnie się czule uśmiechała. Na początku trochę ją to przerażało, ale potem coraz częściej myślała, że to nie może być przypadek, że to musi coś znaczyć...
- Na przykład to, że są dla siebie stworzeni i te inne romantyczne pierdoły?
- No, między innymi.
- Może i masz rację. – Tym razem to on wzruszył ramionami, przechylając przy tym głowę. – Z nim będziesz szczęśliwsza.



Miała rację. Niall jest tym, z którym powinna być. To on może dać jej prawdziwe szczęście, a nie ja. On w końcu będzie miał swoją księżniczkę, na którą czekał tyle lat, a ona w końcu będzie miała faceta, który da jej prawdziwe szczęście, który nie będzie jej oszukiwał i, który dla niej będzie w stanie przenosić góry.
- Nie wiem, czy na niego zasługuję... Naprawdę, coraz częściej w to wątpię.– Usłyszałem smutny szept dziewczyny za swoimi plecami. Obróciłem się i zamknąłem jej dłonie w swoich.
- Kate, słuchaj mnie teraz bardzo uważnie. – Spojrzałem jej głęboko w oczy. – Jesteś wspaniałą dziewczyną i nie możesz mówić, że nie zasługujesz na cokolwiek. Mimo że znamy się trochę ponad tydzień, chociaż mam wrażenie, że znamy się co najmniej kilka miesięcy, to jestem pewien tego, co mówię, jak tego, że rano wzejdzie słońce. Może i Niall będzie na początku w szoku, ale gdy się oswoi z tym, że to ty jesteś dziewczyną jego marzeń, to nie będziesz się mogła od niego opędzić, nie odstąpi cię o krok i będzie kochał cię bardziej niż ktokolwiek, kiedykolwiek, kogokolwiek. – Te słowa przechodziły mi przez gardło z wielkim trudem. Ale wiedziałem, że to jest właściwe. Wiedziałem, że nie mogłem im stać na drodze. They’re meant to be togehther... Mimo że moje serce właśnie się rozpadało na miliony kawałków, wiedziałem, że nie mogę myśleć tylko o sobie. Niall był moim przyjacielem, a Kate była dziewczyną, która mogła go uszczęśliwić. Nie mogę mu tego zabrać, nieważne, ile to mnie będzie kosztować. - Myślisz, że przyjdzie taki dzień, że będziemy potrafili być dla siebie tylko i wyłącznie przyjaciółmi, bez żadnego podtekstu? – zapytałem po chwili, mocno ściskając jej obie dłonie.
- Nie wiem... – Szepnęła, patrząc mi smutno w oczy. – Może tak się stanie za tydzień, za miesiąc, a może nigdy... – Gdy to powiedziała, nie mogłem się powstrzymać i splotłem nasze dłonie tak, że teraz tworzyły jedną, wspólną całość. Moje oczy krążyły pomiędzy jej błękitnymi tęczówkami, a naszymi dłońmi.
I nagle zrozumiałem, co jeszcze muszę zrobić, zanim się pożegnamy.
Uwolniłem jej jedną dłoń i dotknąłem jej zarumienionego od chłodu policzka. Dziewczyna od razu wtuliła się w wewnętrzną stronę mojej dłoni i lekko przymknęła oczy. Byliśmy tak siebie blisko, że nie wahałem się nawet sekundy, co do mojego następnego ruchu.
Powoli zbliżyłem swoją twarz do Kate i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Dziewczyna tylko drgnęła, gdy nasze wargi się połączyły po raz ostatni. Zacisnąłem mocno swoje powieki, powstrzymując napływające łzy, go po raz ostatni mogłem poczuć smak jej ust.
Ten pocałunek nie miał nic wspólnego z tymi namiętnymi z mojego pokoju hotelowego w Tokio. Ten był krótki, skromny, nieśmiały. Ale wyjątkowy. Bo ostatni, bo na pożegnanie. Był symboliczny. Chciałem, żeby ta chwila trwała wiecznie. Żebyśmy już tak tkwili razem w na tym kocu, pod gwiazdami złotymi koronami drzew, z wargami, które dzieliły tylko milimetry, żebym już mógł zawsze tak dobrze czuć na sobie jej oddech, słyszeć bicie naszych serc, widzieć z tak bliska jej błękitne tęczówki, które nie odrywały się od moich oczu.
- Dziękuję – powiedziała, gdy oparła swoje czoło o moje. – Że rozumiesz.  – Dodała po chwili. Chciałbym jej odpowiedzieć, że nie ma za co. Że to nic. Ale nie mogłem jej tego powiedzieć, nie byłbym w stanie jej tak okłamać. Czułem, że to by było jeszcze gorsze kłamstwo niż jej.
- Spakujmy rzeczy i jedźmy, już późno. – Z trudem zdołałem się od niej odsunąć i wstać. – Odwiozę cię, nie możesz teraz sama jeździć metrem, to niebezpieczne – powiedziałem, a Kate bez słowa tylko skinęła głową i zaczęła pakować swoje rzeczy do torby.
Po chwili już szliśmy w milczeniu obok siebie w stronę parkingu, gdzie zostawiłem samochód. Co chwilę nasze dłonie się o siebie ocierały. W końcu, nie mogąc wytrzymać, po raz kolejny dzisiaj złapałem jej dłoń i tak doszliśmy na parking, trzymając się za ręce niczym prawdziwa para, którą nigdy nie będziemy.
Wsiedliśmy do samochodu, a ja podałem Kate GPS’a, a ta bez słowa wpisała mi swój adres.
Całą drogę spędziliśmy w ciszy, nawet muzyka z radia wydawałaby się nieodpowiednia w tej chwili. W tej naszej chwili. Gdy akurat nie musiałem zmieniać biegów, lewą ręką pieściłem wewnętrzną stronę dłoni Kate, a ona z kolei wpatrywała się w obrazy za oknem, z tajemniczym wyrazem twarzy.
- Dotarłeś do celu. – Rozbrzmiał głos z elektronicznego urządzenia.
Nie byłem w stanie spojrzeć na blondynkę.
Poczułem jej dłoń na swoim lewym policzku, która delikatnie mnie głaskała.
- Żegnaj, Kate – powiedziałem, nie patrząc na dziewczynę, gdy ta otworzyła swoje drzwi.
- Żegnaj, Liam – odpowiedziała, zamykając drzwi i idąc w stronę wejścia do swojego budynku.
Wiedziałem, że to nie było zwykłe „żegnaj”, jakie można zobaczyć w filmach w trakcie ckliwych scen, bo przecież my się jeszcze nie raz zobaczymy.
Żegnaliśmy swoje pragnienia, które powinny już zostać za nami w Tokio, ale jakaś obca siła nam na to nie pozwoliła.

To koniec, Liam.



***
Mam nadzieję, że nie jesteście zawiedzeni tym rozdziałem. Cóż, muszę przyznać, że gdyby pominąć początek, to mi się całkiem podoba :)
I przepraszam wszystkich z "Team Liam", bo zauważyłam coś takiego w komentarzach. Tak się miało stać. Jak to powiedziała w tym rozdziale Kate: to zawsze był Niall.

I dziękuję Wam za 7000 wyświetleń. Wow.
Cieszę się, że moje opowiadanie przypadło do Wa do gustu i lubicie je czytać, to wiele dla mnie znaczy :)

Jeśli macie jakieś pytanie do mnie, czy do bohaterów, to zapraszam na mojego Aska :)

Buziaki,
@katie093

19 komentarzy:

  1. łaaaał * . *
    Ten rozdział jest rewelacyjny !
    Tyle w nim emocji, uczuć.. Ahh.
    I ta piosenka to strzał w dziesiątkę, dwa ostatnie akapity walczyłam ze łzami, które i tak pod koniec wypłynęły .. :) - ah.. uczuciowa ja :D
    Mam nadzieję, że z czasem Liam i Kate zostaną przyjaciółmi, takimi prawdziwymi.. ;]
    Niall.. Oby tylko wybaczył Kate, i niech będą szczęśliwi razem! Amen! :D
    Powtarzam jeszcze raz : rozdział niesamowity (: !
    Pozdrawiam ciepło :>
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie się cieszę, że spodobał Ci się rozdział :)
      Szczerze mówiąc, to chciałam, żeby ten rozdział właśnie taki był - pełny uczuć. Chciałam jak najlepiej ukazać to, na co Kate i Liam mieli nadzieję, ale ją stracili... Myślą, że w dobrym celu, ale czy oby na pewno? Pewnie przekonamy się już niedługo ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  2. O mój boże. Pomimo tego, że jestem za Niall'em ten rozdział był taki smutny. Aż nie mogę się teraz zebrać, żeby cokolwiek napisać.
    Rozmowa z Liam'em, pijana Kate, chodź tak właściwie to nie całkiem pijana i to wszystko..
    Cieszę się, że Liam wybaczył Kate. Ale boję się, co będzie jak Niall dowie się prawdy. No i jestem okropnie ciekawa o co chodziło Liam'owi z tym wyjazdem. Czyżby to on coś planował?
    Cieszę się, że udało Ci się dodać nowy rozdział. :)
    Pozdrawiam, życzę weny i czasu. No i przepraszam, że taki krótki komentarz, ale jestem tylko na chwilę, bo fizyka na mnie czeka. ;)
    Patricia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chciałam obudzić tym rozdziałem trochę miłości do Liama, nawet od tych zwolenników "Nate" ;) Mam wrażenie, że troszkę mi się udało, mam nadzieję, że się nie mylę :)
      Nikt nie jest w stanie przewidzieć reakcji Nialla na takie rewelacje... Wyobraź sobie, że jesteś na jego miejscu, co Ty byś zrobiła..?
      Fizyka ważna sprawa, nie masz za co przepraszać. Dziękuję, że w ogóle udało Ci się poświęcić odrobinę czasu :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  3. Ty! cnintgxukncgauiognuyac.
    Ej no ryczę! I sama nie wiem czy to jest przez samą treść rozdziału czy przez muzykę i treść rozdziału.
    A tak w ogóle jak ona tam jadła tą bagietkę to moja wyobraźnia podsunęła mi obrazy, że je truskawki. I mam teraz wieeeelką ochotę na truskawki (nieeee, mój nick wcale nie powstał przez moje uwielbienie do tych owoców, wcaaale), że chyba pójdę na dół i sobie przyniosę taki słodki słoik z truskawkami (o ile słoiki mogą być słodkie).
    No więc weny moja droga (napisałabym "moje drogie dziecko" ale jestem trochę młodsza) Ci życzę, a ja idę po te truskawki i będę sobie czytać od nowa. A co! ;3
    (Muszę skończyć dodawać dziwne komentarze w nawiasach.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to zabrzmi brutalnie, ale cieszą mnie Twoje łzy. Oznacza to, że dobrze wykonałam swoją robotę i osiągnęłam cel ;) Właśnie takie emocje chciałam wywołać u czytelników.
      Bagietka zamieniona na truskawki? Nie mam pojęcia jak na to wpadłaś ;P
      A mogę być i dziecko, z przyjemnością bym wróciła do tego okresu w życiu :)

      Dziękuję za komentarz, nawet te małe w nawiasach ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  4. Pięknie to opisałaś, mimo, że tak smutno się zrobiło :P

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  5. KURWAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA TAK!!! TAK TAK TAK TAK TAK!!!!!!!!!! <3
    Ja Cię po prostu KOCHAM! <3
    Dobra... moze to dziwne, że tak pisze po (cholernym) pocałunku Liama i Kate, i może to dziwne, że pisze tak po ich super "słodkiej" rozmowie, ale z drugiej strony super, że sobie wszystko wyjaśnili z Liamem... Lepiej, żeby było tak jak teraz, żyli w przyjaźni, bez tego cholernego pociągu (lepszy samochód haha xD nie no, to był taki żarcik, kosmonaucik :D)
    Wracając do rzeczy... mam wielką nadzieję (tak, wiem... nadzieja matką glupich, ale każdą matkę trzeba kochać, więc...) że Kate w końcu wyzna Niallowi całą prawdę, i będzie wielkie LOVE FOREVER!
    już Ci ostatnio pisałam, jak bardzooo oni do siebie pasują! (dwóch kropli dżemu się nie rozdziela!) :D
    (tak wgl, to zastanawiałam się, co to będzie za piosenka, i tak myślałam, że będzie to "Don't let me go" :))
    Kończąc, pomimo, że rozdział był skupiony tylko na Kate i Liamie, to był super, bo wszystko zmierza ku lepszemu :) No i wiesz, jak kocham Twoje pisanie, więc nic dodać, nic ująć.
    (no i zapomniałam dodać, o nowej bohaterce! :) Kate... bardzo, bardzo, bardzo przypomina mi @KateStylees, ciekawe czemu? ;) )
    Dziękuję Ci za wieczorną lekturę i czekam z niecierpliwością na dalszy bieg wydarzeń! (no i Niallaaaaa! :D)
    Całusy! Xx. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, za każdym razem ten komentarz śmieszy mnie tak samo :D
      Wszyscy płaczą, a Ada skacze ze szczęścia. Tak, to jest zdecydowanie logiczne xD
      Za karę za brak empatii od Ciebie powinnam wziąć przykład z Kate G i przedłużać czajenie się Kate-Niall w nieskończoność :P Jak ktoś się będzie pytał kiedyś, dlaczego, to zwalę winę na Ciebie ;)
      Jakie "Don't let me go"? Ile razy można męczyć w opowiadaniu jedną piosenkę? ;P
      Jak może Ci ta Kate przypominać KateStylees? Przecież one nie mają z sobą NIC wspólnego :P Nic a nic! Ta Kate jest fajna, miła, a Stylees to wredna małpa :P

      Buziaki <3
      @katie093

      Usuń
    2. Bo Ada to oryginał :D tego po prostu nie ogarniesz... (serio, wszyscy płakali?! ;o)
      by the way... lepiej nie bierz przykładu z KateG, bo wtedy to moje shipperskie serce tego nie wytrzyma :c (już mi wystarczy jej przeciąganie ;p)
      tak, tak... wredna małpa... jakoś i tak mnie nie przekonałaś, tym 'zupełnie przypadkowym' zbiegiem okoliczności ;D
      Xx. <3

      Usuń
  6. Kolejny krok zrobiony... Jeszcze trochę i koniec życia w kłamstwie. Oczywiście o ile nie wymyśli kolejnej historii ;) Ale ufam, że uczy się na błędach, jak to przysłowiowa Polka.
    Rozdział dosłownie rozłożył mnie na łopatki... Zrobiłaś mi taki emocjonalny koktajl, że aż dziw, iż się nim nie upiłam ;) Do picia jeszcze wrócę, o ile nie zapomnę... Z jednej strony cieszyłam się jak głupia, że razem z Liamem podeszli do tego rozsądnie i postanowili to zakończyć właśnie w takim momencie. Ale z drugiej strony... Boże, to było straszne! Wyłam jak głupia czytając tą część o pocałunku i potem w samochodzie i jeszcze ta piosenka w tle... Boże, prawie chciałam błagać, by jednak olali Nialla i byli razem... Ale przecież nie mogę tego zrobić blondynkowi... Przecież to zawsze był Niall...
    Teraz mogę tylko mieć nadzieję, że Katie postanowi kuć żelazo póki gorące i pójdzie za ciosem, wyznając prawdę pozostałym chłopakom, a przede wszystkim Horanowi. I co ważniejsze, że on będzie jej potrafił wybaczyć... Cholera, po tej jej przemowie, jaką walnęła Liamowi, nawet ja jej wybaczyłam, a nic bardziej u mnie nie przekreśla ludzi, jak kłamstwo... Tak więc trzymam kciuki, by to rzeczywiście była miłość, która wiele potrafi znieść i wiele wybaczyć. Liczę na jakiś pokaz wściekłości u Nialla (bo ma do tego prawo), ale potem niech ochłonie i zrozumie...
    A teraz Kate... Czy ona ci nie przypomina pewnej Kate? :D Kariera marzenie, no i widzę akcesoria odpowiednie do zawodu nosi w torebce ;) Muszę ci powiedzieć, że albo masz niezły kontrwywiad, albo niesamowitego nosa ;) Wiesz, że przez jakiś czas pracowałam na dziale alkoholowym w Realu? Wprawdzie nigdy nie nosiłam korkociągu w torebce, ale otwieracz-breloczek miałam ;) Z niecierpliwością czekam, co jeszcze wymyślisz, bo taką przyjaciółkę jak twoja Katie, to każdy by chciał :) A podobno ona to ty, więc... Kiedy ta nasza kawa i ploteczki?
    A teraz to co trochę mi się mniej podobało... A może po prostu nie rozumiem tego... Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić pójścia do parku i samotnego zapijania smutków... Ale jeszcze raz - może to tylko ja... Nie jestem wielkim fanem alkoholu i raczej zawsze konsumuję go w towarzystwie, wiec takie zachowanie Katie powoduje grymas na mojej twarzy... I w głowie słyszę słowa mojej babci: "Dziewczynce to nie wypada..." Totalnie się z tym zgadzam. Zapijanie problemów procentami to dla mnie pierwszy stopień do wpędzenia się w alkoholizm... i taka trochę - przepraszam za słowo - gówniarzeria... Zdecydowanie na minus. Oby tylko nie weszło jej to w nawyk ;)
    Rozdział świetny jak zawsze i z niecierpliwością czekam na kolejny. A twoim Liamem to chętnie się zajmę. Podobno jestem całkiem dobra w pocieszaniu :D I zawsze chciałam mieć szczeniaczka (ale mam alergię na sierść i... boję się zwierząt) ;)
    Całuję i życzę wszystkiego dobrego :)

    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że ten rozdział przypadnie Ci do gustu ze względu na kolejną wyjaśnioną sprawę ;)
      Ha! Uczyłam się grania na uczuciach od najlepszych! ;P A rycz, rycz, to zemsta za te wszystkie łzy wylane przy Twoich opowiadaniu...
      Wybaczyłaś Katie <3 TAK mnie to cieszy, że chyba nawet bardziej niż Twoje łzy! Tego się nie spodziewałam...
      Kate, Kate, Kate... Oj tam, jaki niby kontrwywiad... Mówiłam Ci już o mojej przyszłej karierze w Magia TV ;) Nasza kawa i ploteczki? Zależy, czy tutaj, czy tak normalnie... Zdecydowanie z większą niecierpliwością czekam na to drugie ;*
      Jak już Ci tłumaczyłam, to nie miało być samotne picie ;P Kate chciała pić z Liamem, ale chłopak się spóźnił, a potem jakoś nie podchwycił tematu i Kasia całą butelkę przywiozła z powrotem do domu... Wszystko wina Liama! No i mi czasami się zdarzyło wypić jakieś piwko do filmu, w samotny wieczór... Mam nadzieję, że nie pójdę przez to do piekła ;)
      Zobaczymy, czy Liam zechce takiego wrednego małpiszona jak Ty :P I czy sobie na niego zasłużysz... ;>

      Buziaki <3
      @katie093

      Usuń
  7. Szkoda, że nie udało się jej z Liamem, bo prawie się poryczałam przez fragment z jego złamanym serduszkiem ;c
    Ale mam nadzieję, że znajdzie swoją księżniczkę, która zacznie to pęknięte serce powoli składać w całość. Ale ślady pozostaną....
    Kate i Li nie będą się czuli w swoim towarzystwie swobodnie, a Liam będzie cierpiał widząc ją z Niallem.

    A jak Niall dowie się, że Kate jest Moony ? Zdenerwuje się ? A może ucieszy ? Albo stwierdzi, że to źle, bo dziewczyna jego marzeń okłamywała go przez cały czas.
    No cóż, rozdział świetny i nie mogę się doczekać następnego :)
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja wizja cierpiącego Liama aż mnie zasmuciła... Może troszkę więcej optymizmu? ;) W końcu znają się dopiero tydzień, to (jeszcze) nie było nic wielkiego... Liam miał nadzieję na coś więcej. Dużo nadziei, która została mu bezpowrotnie odebrana i go to boli. Ale silny z niego chłopak, wierzę, że sobie z tym szybko poradzi :)

      Niestety to, czy Niall się dowie, a w następstwie, jaka będzie jego reakcja, jest pilnie strzeżoną tajemnicą i nikt się o tym nie dowie, dopóki tego nie napiszę i nie opublikuję ;) W końcu na tym polega to opowiadanie, prawda? ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  8. Dużo mówić nie będę, bo nie mogę poskładać myśli, poryczałam się -,-

    Kurczę pieczonę na ruszczcię.!!!!!!! No ja myślałam, że będzie z LI!!!! I w ogóle jakoś tak mi źle i w ogóle -,-

    Pozdrawiam
    M:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami nie trzeba wiele mówić... ;)
      Przykro mi, że się zawiodłaś ;) Ale jak już gdzieś mówiłam, przyjaźń to też jakiś związek, prawda? Na pewno Kate nie zniknie z życia Liama, a Liam z życia Kate... O to się bać nie musisz. Pozostaną sobie bliscy :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  9. sorry że tak późno ale miałam małe problemy z laptopem i czytałam z tel a tam nie bardzo mogę z komentować no ale nie ważne
    Tak wiec cudowny rozdział i już nie mogę doczekać się kolejnego
    Szczerze mówiąc trochę szkoda że Katie nie będzie z Liamem no ale trudno się mówi Nialler tez jest słodki i wgl do sb pasują.
    Powodzenia w pisaniu.
    Całuje
    London.girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało, sama nie piszę nigdy nic dłuższego na telefonie, bo przez autokorektę szlag by mnie prędzej trafił ;)
      Cieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń