środa, 18 września 2013

Rozdział 13

Słoneczny, jesienny czwartek został prawie w całości pochłonięty przez moją uczelnię. Cóż, należało się tam pojawić pierwszy raz od dłuższego czasu. Mimo to i tak mało zaliczyłam obecności na wykładach czy ćwiczeniach, głównie chodziłam po wykładowcach i upewniałam się, czy nie mają mi za złe mojego notorycznego opuszczania zajęć. Nie każdy z nich był bardzo miły i wyrozumiały, co niestety dość mocno sprowadziło mnie na ziemię. Może i teraz, w trakcie semestru, nie mamy jakichś kolokwiów, testów itd., ale i tak zaliczeń egzaminów w angielskim odpowiedniku sesji nie uniknę, chociażbym dedykowała prowadzącym zajęcia każdą piosenkę na występach w X Factorze. A jeśli chciałabym tu zostać również na semestr letni, to już na pewno muszę wszystko śpiewająco (o ironio) zaliczyć.
Kto powiedział, że studiowanie w Londynie, gdy się równolegle próbuje ruszyć swoje życie w kierunku muzyki, będzie łatwe? No właśnie, nikt.
Po zajęciach międzynarodową ekipą udaliśmy się do pobliskiej pizzerii, która była jednym z ulubionych miejsc studentów z mojej uczelni – tanio, dużo i dobrze. W zamian za pozdrowienia na wizji udało mi się nawet wyżebrać notatki od różnych osób z różnych przedmiotów – przynajmniej znajomi byli bardziej wyrozumiali niż wykładowcy. I nie powiem, z każdym piwem byli coraz bardziej skłonni do kolejnych przysług za coraz to mniejsze ceny...
- Kate, słyszysz, co do ciebie mówię? – na kanapę obok mnie rzucił się brunet, wyciągając mnie tym z moich myśli.
- Od siódmej, cholera, rano, słucham ciebie i twoich głupot, musiałam się w końcu wyłączyć. Wytrzymałam już sześć godzin, i tak chyba pobiłam rekord Guinnessa. – Zaśmiałam się,  drocząc się z dziewiętnastoletnią gwiazdą.
- Ho ho ho. – Przez kilka sekund udawał obrażonego. – Pytałem się, czy podoba ci się to, co przed chwilą śpiewałem.
- Powiem ci tak, Haroldzie. – Zrobiłam najmądrzejszą minę, na jaką tylko było mnie stać. – To, co śpiewasz, jest zajebiste. Mój tekst, moja kompozycja, a chłopaki z zespołu zrobili rano genialną robotę tworząc podkład dla twojego głosiku. I chyba nie zastosowałeś się do moich rad po poprzednim wykonaniu, bo teraz prawie zasnęłam. – Zrobiłam przepraszającą minę. – Mówiłam ci przecież, gdzie masz podnieść głos...
- A nie możesz mi po prostu pokazać, gdzie mam zacząć? – westchnął. Chyba sam już był zmęczony śpiewaniem po raz setny każdego fragmentu piosenki.
- Nie wzdychaj, sam chciałeś zdążyć z tą piosenką na album, który ma premierę za niecałe trzy tygodnie.
- I powoli zaczynam żałować tej decyzji...
- Dobra, nie wymiękaj, Styles, tylko idź do mikrofonu, a ja ci będę dyrygować! – Podniosłam się z kanapy, klepiąc młodszego kolegę po plecach.
- Gotowy? – zapytał Sam, który nagrywał każdy dźwięk przy konsoli z milionem przycisków. Jak on się w tym odnajduje..?
- Tak, dawaj – odpowiedział Styles, zakładając słuchawki na głowę. W głośnikach rozbrzmiały pierwsze dźwięki fortepianu, a Harry zamknął oczy, nawet już nie patrząc na kartkę z tekstem, którą miał na stojaku tuż przed jego nosem. Po kilku sekundach z jego gardła wydobył się ten niski głos, śpiewając słowa, które zrodziły się w mojej głowie. Widząc skupienie na jego twarzy, z jakim śpiewa tę piosenkę, moją piosenkę, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Boże, jeszcze tydzień temu nigdy bym się nie ośmieliła marzyć, że Harry Styles będzie śpiewał moją piosenkę.
Nagle Harry otworzył oczy i wbij we mnie te swoje magiczne, zielone ślepia. Lekko zmarszczył brwi, nie przestając śpiewać, a ja zrozumiałam, czego ode mnie chce. Wiedząc, że szyba dzieląca nasze dwa pomieszczenia jest dźwiękoszczelna, zaczęłam śpiewać razem z chłopakiem dokładnie tak, jak chciałam, żeby ta piosenka brzmiała. Żeby ułatwić chłopakowi zrozumienie moich zamiarów, oprócz czytania z ruchu moich warg, prawą ręką  ruszałam w dół i do góry, sugerując mu, czy ma akurat szeptać tekst, czy wręcz przeciwnie, głośno go śpiewać.
Gdy śpiewaliśmy sobie ten tekst, z tą melodią, z tymi instrumentami w tle, patrząc prosto w oczy, poczułam się dziwnie. Nie, nie poczułam dziwnego uczucia w żołądku czy coś w tym stylu. Szczerze mówiąc, poczułam ulgę. Bo teraz się upewniłam w stu procentach, że urok Harry’ego Stylesa na mnie nie działa. Jego oczy, wbijające się we mnie, nie sprawiały, że nogi pode mną się uginały.
Kamień z serca. Inaczej to już w ogóle miałabyś przesrane. Dokładnie, inaczej już w ogóle miałabym przesrane. Poza tym, że Justyna by mnie zamordowała, to przecież jeszcze sama nie do końca nie zdecydowałam, co mam zrobić z Niallem i Liamem. Czy zdecydowałam? W sumie...
- Wow – skomentował Sam, gdy po skończeniu utworu wyszedł z sali nagrań i do nas dołączył. – Brawo, brawo. – Krążył wzrokiem między mną a chłopakiem.
- Mamy to?  -zapytał brunet z dumnym uśmiechem.
- Na sto procent! – mężczyzna klasnął entuzjastycznie w dłonie. – Zaraz się biorę za montaż. To, co teraz śpiewałeś, będzie użyte do większości piosenki, a do tła damy te pierwsze wersje, gdzie jeszcze śpiewałeś tak niepewnie. – Tylko...
- Tylko co? – zapytał Paul, wchodząc do studia dokładnie w tym momencie, kładąc na stoliku cztery kubki ze Starbucksa.
- Boże, Paul, kocham cię... – Jęknął Styles, prawie rzucając się na biały kubek.
- Ja chyba też. – Poszłam w ślady chłopaka, po chwili połykając  już życiodajny płyn. Nie ma co się dziwić, w końcu żeby być tu już o siódmej rano, musiałam wstać o piątej... Czuję, że dzisiaj szybko padnę.
- Tylko co? – Paul nasze modlitwy i jęki dziękczynne puścił mimo uszu i powtórzył pytanie do Sama.
- Stary, mówię ci. – Zaczął ten w odpowiedzi, aż wstając z podekscytowania z fotela. – Piosenkę samego Harry’ego już mamy. Ale Kate przed chwilą zaśpiewała to równolegle z nim. A ja w jednym uchu miałem słuchawkę, słuchając chłopaka, a w drugim jej nie miałem, słuchając Kate.
- I..? – zapytał beznamiętnie menadżer. Szczerze mówiąc, nie przykładałam większej uwagi do ich rozmowy, tylko razem ze Stylesem, opierając głowę na jego ramieniu, siedziałam na kanapie, wytężając całą swoją silną wolę, żeby teraz nie zasnąć. Albo czekając, aż kofeina wejdzie mi do krwiobiegu, pobudzając mnie choć trochę do życia.
- I w mojej głowie te dwa głosy stworzyły niesamowity duet, czaisz?! – Sam prawie krzyknął.
- Sugerujesz, że warto nagrać ich duet w tej piosence? – Menadżer najwyraźniej chciał się upewnić, czy dobrze rozumie słowa mężczyzny. - Nie wiem, czy fankom ten pomysł by się spodobał patrząc, jak reagują ostatnio na postać Kate w życiu chłopaków.
- Dobra, może i nie na pierwszą edycję albumu, ale jakieś Deluxe Edition czy coś... – Westchnął. – Po prostu jak ich razem nie nagramy, to do końca życia nie będę mógł przez to spokojnie spać.
- Myślisz, że wyrobimy się z tym w godzinę? Bo zaraz kończy nam się wynajem studia i musimy się stąd zmywać.
- Harry’ego już mam. I to milion wersji. A teraz tylko nagrać raz czy dwa Kate, i tak samo ich razem.  – Przez chwilę wyraźnie się nad czymś zastanawiał.  – Tak, powinniśmy się wyrobić. – Kiwnął pewnie głową. – Dobra, na razie mamy tam jeden mikrofon, to... KATE! – krzyknął tak głośno, że aż podskoczyłam. Kurczę, jedną nogą chyba już byłam w krainie snów.
- Coś się stało? - zapytałam, starając się złapać ostrość wzroku na Samie.
- Tak, wchodzisz do sali nagrań i śpiewasz swoją piosenkę.
- Nie wystarczył wam ten raz w domach jurorskich..? – zapytałam sennie, nie do końca rozumiejąc, co mu chodzi po głowie.
- Masz to zaśpiewać, ja to nagram, a potem kilka razy zaśpiewasz to razem z Harrym. – Zrobił pauzę najwyraźniej widząc, że nadal nie wiem, o czym on do mnie rozmawia. – Robię wasz duet.
- Aaaa... To wiele wyjaśnia. A mogę o coś zapytać? – powoli mój mózg wracał do formy życiowej z tego kilkuminutowego zawieszenia systemu.
 - Nie możesz, nie ma czasu. – Sam praktycznie wepchnął mnie pod sam mikrofon. – Zakładaj słuchawki, zaraz puszczam muzykę.
- Teraz ja się będę z ciebie śmiał, cwaniaro! – zdążyłam jeszcze usłyszeć Harry’ego, zanim Sam zamknął drzwi i usiadł przed konsolą.
Szczerze mówiąc, dzisiejszy dzień w studiu był moim pierwszym razem. I w dodatku nie spodziewałam się, że ktoś oprócz Stylesa będzie stał dzisiaj przed mikrofonem.
Nie miałam czasu na rozmyślanie, co się ze mną w tym momencie dzieje i o tym, że właśnie nagrywam duet ze słynnym Haroldem.
Gdy w słuchawkach usłyszałam znaną mi już doskonale melodię, skupiłam się na jak najlepszym zaśpiewaniu tej piosenki.
Zaśpiewałam ją kilka razy, w każdej wersji zmieniając kilka rzeczy, lub po prostu robiąc tzw. „chórki”, aż w końcu dołączył do mnie Harry.
- Kate? – zapytał, gdy Sam w tym czasie instalował drugi mikrofon w sali nagrań. – Nie masz wrażenia, że gdzieś się już kiedyś widzieliśmy? – jego wzrok znowu się we mnie wbijał.
- Nie, nie mam takiego wrażenia. – Od razu pewnie odpowiedziałam, starając się uciąć jak najszybciej ten temat. We wtorek na konwencie męczył Justynę, a teraz zaczyna mnie? Cholera, czy on naprawdę coś podejrzewa?
- A ja mam... – Mruknął, podchodząc do swojego mikrofonu.
- Nikogo teraz nie obchodzą twoje dziwne wrażenia, Styles. – Usłyszeliśmy oboje w słuchawkach głos Sama. – Brać się do roboty, zaraz musimy stąd spadać. Na tekstach zaznaczyłem wam, kto co śpiewa.
Muszę przyznać, że śpiewanie z Harry’m należało z pewnością do tych przyjemnych rzeczy w życiu. Niestety, coś pod koniec mu odbiło, i zamiast skupić się na śpiewaniu, to ledwo udawało mi się powstrzymywać od śmiania się z jego durnych min.
- Dobra, koniec. – Usłyszeliśmy w słuchawkach głos Sama. – Myślę, że jeszcze dzisiaj coś z tego skleję.
- Aż taki szybki jesteś? – zaśmiałam się, wychodząc z sali do pomieszczenia, gdzie był Sam i Paul. I ponownie mogłam się dossać do mojej kawy, teraz już lekko mrożonej.
- Szybszy niż by ci się mogło wydawać. – Puścił mi oczko, a ja zaczęłam się śmiać. Gdyby nie ta obrączka na jego lewej dłoni, wystraszyłabym się, że ze mną flirtuje.
Nagle poczułam wibrujący telefon w kieszeni. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam imię mojej najdroższej przyjaciółki, która tylko udaje, że mnie kocha, żebym nie przestała jej gotować.
- Słucham cię! – radośnie przeszłam na język polski. – Czyżby to kolejna próba sabotażu mojej wizyty w studiu wraz chłopakiem-którego-imienia-nie-powiem-bo-będzie-wiedział-że-o-nim-rozmawiamy?
- Kaś, straszna rzecz się stała. – Usłyszałam jej dziwny głos. Dziwny, bo nigdy takiej wersji Justyny nie słyszałam. Jakby się mnie... bała?
- Czyli nie dzwonisz, żeby mi przeszkodzić w sesji z Ha... z nim?
- A w dupie teraz mam Harolda...
- Chciałabyś. – Nie mogłam się oprzeć, aby nie przerwać jej tą skromną uwagą.
- Kaś! – krzyknęła. – Tragedia się stała, a ty sobie żarty stroisz. – Mogę przysiąc, że w tym momencie pewnie tupnęła swoją nóżką.
- No mów.
- Chciałam być dobrą gospodynią i nauczyć się coś robi w kuchni. – Oznajmiła i najwyraźniej czekała na moją reakcję.
- Boże, coś ty znowu tam narobiła? Zapomniałaś jak ci mówiłam, że w kuchni to możesz najwyżej kanapki robić, a poza tym to sprzątać?
- No ale myślałam, że ugotowanie kaszy jest na poziomie przedszkolaka i sobie z tym poradzę! – jęknęła.
- A co można zepsuć w gotowaniu kaszy? Zapomniałaś o niej i się przyjarała do garnka, czy co? – bezwładnie opadłam na kanapę, opierając głowę na ręce, dumając nad beznadziejnością Justyny pod względem kulinarnym.
- Bo wybuchła. – Te dwa słowa na początku bardzo mnie zdziwiły, ale gdy ich sens dotarł do mojego niewyspanego mózgu, wybuchłam potężnym śmiechem, a po chwili z moich oczu popłynęły łzy. – No śmieszne. Bardzo. – Rozpacz w głosie Justyny była wręcz namacalna.
- Jak kasza mogła wybuchnąć? – wydusiłam z siebie, co chwilę jednak prychając powstrzymywanym śmiechem.
- Gdybym to, cholera, wiedziała, to pewnie by nie wybuchła  – warknęła. – Wstawiłam, ładnie bulgotało, poszłam do pokoju, a po chwili takie „JEB”. To podreptałam z powrotem do kuchni, a na podłodze rozbita pokrywka, a w promieniu dwóch metrów od garnka wszędzie kasza.
- Ty naprawdę jesteś totalnie upośledzona w kuchni. – W końcu doszedł do mnie ten fakt. – Chyba przestanę cię tam wpuszczać. Coraz bardziej się przekonuję do tego, że kuchnia to tylko moje królestwo.
- Ej, ja też płacę za czynsz, to też moje królestwo! – oburzyła się.
- Kochanie, - chciałam zabrzmieć bardzo poważnie i groźnie. – twoim królestwem przez najbliższy czas będzie wiadro od mopa. Jak wrócę, a to będzie całkiem niedługo, to ma tam nie być ani ziarnka kaszy. Zrozumiano?
- Postaram się... A na pocieszenie zrobisz obiadek?
- Przecież jest już zrobiony. – Westchnęłam. – Jak wrócę to podgrzeję żurek, a do schabu zrobimy frytki i ogórki.
- Mogę wstawić żurek na kuchenkę, będzie szybciej – zaoferowała.
- NIE! – od razu krzyknęłam. – Nie chcę, żeby się przypalił, czy co gorsze, wybuchnął. Nie dotykaj niczego oprócz miotły i mopa do mojego powrotu, okej?
- No dopsz. Kaś?
- Czego?
- Chciałam dobrze...
- A wyszło jak zwykle. – Przekomarzałam się z nią. – Nie myśl, że szybko ci tę kaszę zapomnę.
- Wiem, porażka. Dobra, lecę sprzątać, bo inaczej do jutra nie skończę.
- Leć, głupku.
- To jest chyba oficjalnie najdziwniejszy język, jaki w życiu słyszałem – powiedział z przerażeniem w oczach Harry, gdy skończyłam rozmowę.
- Popatrz, a ja go tak doskonale znam. Jaka ja zdolna. – Niczym pierwsza diva na świecie jednym ruchem głowy przerzuciłam włosy na jedno ramię.
- Wmawiaj sobie, wmawiaj... – Wystawił mi język i wybiegł ze studia, zabierając po drodze ze stolika swoje kluczyki od samochodu i telefon. – Do zobaczenia jutro na koncercie! – usłyszałam jeszcze tylko jego krzyk z korytarza.
- Co to było? – zapytałam Paula, śmiejąc się i wskazując na drzwi, za którymi w ułamku sekundy zniknął Styles.
- To właśnie był Harry. – Pokręcił głową, ale na jego twarzy również zagościł uśmiech, niczym u dumnego ojca. – Dobra, to chyba możemy się zbierać? – zapytał, ogarniając miejsce wzrokiem.
- Chyba tak, ja swoje rzeczy już mam. – Poklepałam swoją torbę w odpowiedzi.
- Ja też już wszystko spakowałem, jeszcze dzisiaj powinniście dostać na maile pierwsze wersje obu wersji.  – Powiedział, biorąc pod pachę laptopa i torbę ze swoimi gadżetami. – To znaczy, wersję duet i wersję solo.
- Już się nie mogę doczekać. – Zatarłam podekscytowana dłonie i posłałam szeroki uśmiech Higginsowi, który przepuszczał mnie w drzwiach.



- Obraz nędzy i rozpaczy – skomentowałam stan kuchni, zastając Justynę na kolanach, zbierającą resztki kaszy.
- NIE SKRADAJ SIĘ TAK, DO CHOLERY! – krzyknęła na mnie. – Zawału chcesz, żebym dostała?
- Zemsta. – Wyszczerzyłam się zadowolona. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam z niej gar zupy, a następnie postawiłam na kuchence, zgrabnie omijając dziewczynę na czworaka.
- Jak nagrywanie z Harry’m? – zapytała, wstając z podłogi i otrzepując swoje spodnie.
- Długie. – To było pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy, mające określić dzisiejsze nagrania. – Miło było, Harry to sympatyczny chłopak... – Powiedziałam, zaczynając mieszać żurek. – Wiesz, że będzie duet?
- Co? I będziesz na ich płycie? – zapytała zdziwiona, wyciągając frytki z zamrażalnika.
- Na pewno nie na tej pierwszej, ale może na jakąś deluxe edition, czy coś. – Wzruszyłam obojętnie ramionami. – Zaskoczyli mnie tym, ale mam nadzieję, że jakoś względnie dobrze to wyjdzie.
- I ty mówisz o tym tak spokojnie? – zapytała ponownie, wbijając we mnie zszokowane spojrzenie. – Dziewczyno, nagrałaś piosenkę z pieprzonym Harry’m Stylesem z One Direction, największego aktualnie boysbandu na świecie! – krzyknęła, jakby to miało pomóc mi w przyswojeniu tego faktu.
- No wiem. – Ponownie wzruszyłam ramionami pilnując, żeby gęsta ciecz nie przywarła do coraz gorętszego dna naczynia.
- „No wiem”?! Czy ty siebie słyszysz? Tak po prostu „no wiem”? – odepchnęła mnie mało subtelnie na bok, wyciągając blachę z piekarnika.
- A co, mam skakać z radości, drzeć się jak napalona fanka?
- Mniej więcej właśnie tak! – z emocji aż wyrzuciła ręce do góry. - Jeszcze kilka tygodni temu twój kontakt z nimi ograniczał się do fan fiction, a teraz prawie każdego dnia spędzasz z nimi czas, a dzisiaj nagrywałaś piosenkę z pieprzonym Stylesem!
- Za każdym razem teraz do imienia Harry’ego będziesz dodawać „pieprzony”? – nie mogłam się oprzeć i oblizałam chochelkę, którą mieszałam zupę. Gdy Justyna wywróciła dość mocno oczami, postanowiłam się wytłumaczyć. A przynajmniej spróbować. – Chyba przez te kilka dni zdążyłam się do nich przyzwyczaić, wiesz? – jedną ręką oparłam się o blat, a drugą ponownie zaczęłam mieszać zawartość garnka, wbijając wzrok w gęstą ciecz. – Wiem, że to się może wydawać kosmicznie dziwne, ale chyba właśnie tak jest. Wiadomo, na początku miałam z tym spore trudności, ale z czasem... Kurde, wiesz, że oni to naprawdę najzwyczajniejsi faceci na świecie? Po prostu mają niezwyczajną pracę.
- Nie zapominajmy o wyglądzie, którego mógłby im pozazdrościć niejeden model... – Współlokatorka prawdopodobnie zaczęła mnie rozumieć.
- Tak, tu masz zdecydowanie rację. – Uśmiechnęłam się na wspomnienie Liama w samych spodniach dresowych, ale szybko pozbyłam się tego obrazu z głowy. – Istnieje jeszcze opcja, że ta sytuacja do mnie nie zdążyła na razie dotrzeć. One Direction, Niall, Liam, X Factor... Dużo wrażeń na raz, nie? – posłałam jej spojrzenie błagające o zrozumienie i wyciągnęłam z szafki dwie miski.
- Niby tak. A co, jak nagle to do ciebie dojdzie to będziesz potrzebować psychiatry, czy coś?
- Od tego mam ciebie. – Puściłam jej oczko i ustawiłam przed jej nosem gorący, polski żurek. Z suszarki wyjęłam dwie łyżki i, po nalaniu zupy również sobie, usiadłam naprzeciwko przyjaciółki.
- To wtedy chyba ja zwariuję... – Westchnęła, zaczynając jeść zupę. – Aż strach się bać, co będzie jak Harry się dowie, że się znamy. Myślisz, że zacznie coś podejrzewać?
- O, właśnie, miałam ci powiedzieć. – Przypomniałam sobie sytuację ze studia i opowiedziałam natychmiast dziewczynie, jak to Harry’emy się wydawało, że skądś mnie zna. W międzyczasie sięgnęłam ręką w stronę piekarnika i wcisnęłam kilka guziczków, włączając go, aby się nagrzał.
- No to ładnie. – Skomentowała. – Najpierw przyłazi do mnie na konwent, a teraz męczy ciebie. Zaczynam myśleć, czy moja obecność obok ciebie na ty całym iTunes jest dobrym pomysłem...
- Daj spokój, najwyżej nie pójdziesz ze mną na backstage. Ale koncert musimy w końcu zobaczyć, nawet jeśli przez to Harry się dowie, że my to Anonymous Directioners! – oburzyłam się. Naprawdę chcę być tam z nią. – Najwyżej jak reflektor pójdzie w naszą stronę, to się rzucisz na ziemię i nikt cię ze sceny nie zauważy. – Dodałam z szerokim uśmiechem już to sobie wyobrażając.
- Pewnie, ty już raz wylądowałaś na ziemi na ich koncercie, to teraz moja kolej? – zaśmiała się.
- Ale nie mówisz nie? – teraz ja zaczęłam cicho się śmiać, kończąc swoje pierwsze danie.
- Ja tam bym w ogóle się zdekonspirowała... – Wstała i zabrała nasze miski.
- Też się na to zbieram, ale jakoś nie mam do końca pewności. – Wstałam od naszego stołu i wrzuciłam frytki na blachę, a następnie wszystko powędrowało do piekarnika. – Kurde, jakby się tak tym nigdy nie jarali, to byłoby łatwiej. A nie zdziwiłabym się, jakby zaraz się złożyli i wynajęli jakiegoś detektywa czy hakera, który by nas znalazł.
- Kochanie, łatwiej to by było, jakbyś od razu się przyznała, a nie udawała, że nawet ich imion nie znasz.
- Oj, czepiasz się – powiedziałam, mimo że doskonale wiedziałam, że ma rację.
- Ta, jasne  – mruknęła. – Niech ci będzie, nie pójdę po koncercie na backstage. Ale pewnie i tak długo nie uda ci się ukrywać swojej boskiej przyjaciółki, czyli mnie jakby ktoś pytał, jeśli masz zamiar nadal utrzymywać z nimi bliskie kontakty.
- Wiem – warknęłam, wyciągając z lodówki miskę z kotletami i dwa ogórki na surówkę.  Czas na subtelną zmianę tematu. – Ty, a w co się jutro ubierzemy na tak specjalną okazję?
- Z tobą może być nieciekawie, ale ja tam we wszystkim zajebiście wyglądam. – Zrobiła pozę niczym Anja Rubik w sesji do Vogue’a.
- I naprawdę sądzisz, że ktoś uwierzy w takie kłamstwa..? – zaśmiałam się, zaczynając obierać ogórki.



Sobotni poranek okazał się być zaskakujący tuż po moim przebudzeniu. Chociaż nie jestem pewna, czy sama się obudziłam, czy to te nieziemskie zapachy z kuchni postanowiły wyciągnąć mnie ze snów. Spojrzałam na zegarek w telefonie i się centralnie wystraszyłam. Było ledwie po dziewiątej, czyli to niemożliwe, żeby to Kate coś kuchciła w naszej (jej) kuchni. Czyli to oznacza tylko jedno: intruz.
Tak cicho, jak tylko potrafiłam, podniosłam się z łóżka i po podejściu do biurka, wyciągnęłam z niego najgłupszy i najbardziej nieprzydatny dla osoby niepalącej, którą jestem, przedmiot. A mianowicie zapalniczkę w kształcie pistoletu. No, oby się obeszło bez rękoczynów, może ten ktoś się wystraszy, że mam broń.
Bezszelestnie wyszłam ze swojego pokoju, przyklejając się do ściany, która za kilka metrów kończyła się wejściem do kuchni. Przycisnęłam do klatki piersiowej zabawkową spluwę i powoli przesuwałam się w stronę źródła dźwięków, a myślach starałam się przypomnieć sobie podstawowe chwyty z kursu samoobrony, do którego kiedyś zmusiła mnie mama.
- STÓJ, BO STRZELAM! – krzyknęłam i szybko stanęłam w bojowej pozycji w progu kuchni, obiema dłońmi trzymając przed sobą pistolet.
- Serio? – blondynka stojąca nad foremkami do zapiekania różnych dziwnych rzeczy spojrzała na mnie z politowaniem. – Jak już tu przylazłaś, to możesz włączyć piekarnik, ja jestem zajęta. – Powiedziała, układając plasterki szynki w porcelanowych foremkach. – No co tak stoisz i gapisz się na mnie jak sroka w gnat? – dodała po chwili, gdy ja nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa.
- Ale... Jest dopiero dziewiąta... Myślałam, że śpisz... Myślałam, że ktoś się włamał...- Wykrztusiłam z siebie po chwili.
- Posrało cię już kompletnie? – zaśmiała się, słuchając moich słabych tłumaczeń i chyba dostrzegając moją minę. – To, że pół nocy nie mogłam spać i w końcu miałam dość obracania się z boku na bok i wstałam zrobić nam śniadanie, to jeszcze nie jest powód do paniki.
- A może jesteś chora? – zmartwiłam się i podeszłam do niej z zatroskaną miną. W końcu jej zachowanie zdecydowanie nie należy do normalnych. No, normalnych dla niej, oczywiście. – Może coś załapałaś w tej Japonii? Może te ich maski na gęby nie służą tylko ochronie przed zanieczyszczonym powietrzem, ale jakimś choróbskiem?
- Nie wiem, możesz mi sprawdzić czoło. – Wzruszyła z obojętnością ramionami, a ja wyciągnęłam do niej dłoń, odgarnęłam blond grzywę i przyłożyłam dłoń do jej czoła.
- Cholera, masz. – Westchnęłam tak złowrogo, jak tylko potrafiłam.
- Gorączkę? – zapytała, obracając się do mnie zdziwiona.
- Nie, czoło. – Posłałam jej szeroki uśmiech i kucnęłam przy piekarniku, starając się go uruchomić.
- A gorączkę?
- A co ja, lekarz jestem? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Jeśli już, to głupkiem, a nie lekarzem. Ustaw na dwieście stopni i możesz mi herbatę zrobić.
- Dziękuję za tę możliwość, o pani. – Zaśmiałam się, ale i tak nastawiłam wodę na herbatę. W końcu ona robi coś dziwnego na śniadanie, to ja chociaż tyle zrobię... – A co takiego się stało, że spać nie mogłaś?
- Nie wiem. Mam jakieś złe przeczucie.
- Do czego?
- Do tego koncertu dzisiaj. – Westchnęła, wkładając  suszone pomidory na dno naczyń, a następnie do każdego wbiła po jednym jajku.
- Serio nie masz czym się przejmować? – zapytałam, wyciągając z szafki swój kubek i jej wiadro, w którym miała zwyczaj pić herbatę.
- Po prostu czuję, że stanie się tam coś złego. – W jej głosie mogłam wyczuć autentyczny strach. Oby się myliła.



- Pięć minut przerwy! Chłopaki, ogarnijcie Nialla! – krzyknął do nas nasz choreograf, Paul Kochany Roberts. Na wspomnienie mojego imienia wywróciłem oczami. Jakby się nie miał do kogo innego przyczepić.
Zszedłem ze sceny i usiadłem na ziemi, opierając o głośnik.
Rozejrzałem się po sali, w której za kilka godzin będziemy grać ostatni na jakiś czas koncert, w której byli na razie tylko ludzie zajmujący się obsługą naszego show. Wbrew pozorom czasami myślałem, że oni są tutaj tak naprawdę najważniejsi, bo gdyby nie oni, to wszystko nie wyglądałoby tak niesamowicie.
- O czym tak myślisz, co? – obok mnie prawie od razu usiedli pozostali chłopacy. Chyba wzięli sobie prośbę Paula za bardzo do serca. – I co cię tak rozprasza? Przecież znasz tę choreografię na pamięć. – zapytał mnie Liam i objął ramieniem.
- Gdzieś tutaj będzie dzisiaj Moony... – Mruknąłem, patrząc na balkony, na które miejsca podarowaliśmy bilety dla AD. Katie też tu będzie, usłyszałem ucieszony głos w mojej głowie, ale szybko go uciszyłem. Nie mogę myśleć o dziewczynie w inny sposób niż o przyjaciółce. Nie mogę.
- Boisz się, że zrobisz coś głupiego i już nie będziesz jej ulubionym? – zaśmiał się Zayn, odkręcając butelkę z wodą.
- Nie, pewnie myśli, że zapomni języka w gębie jak już w końcu ją pozna. – Swoją teorię wygłosił Louis, a ja wiedziałem, że to jest ten moment, w którym muszę zacząć puszczać wszystko mimo uszu, bo inaczej zwariuję.
- O, Louis, my znamy kilka niezłych tekstów na podryw! – na twarzy Harry’ego zagościł uśmiech od ucha do ucha, gdy najwyraźniej przypomniał sobie kilka „wybornych” sposobów na podryw.
- Nie jestem pewien, czy chcę je usłyszeć... – Oparłem głowę o głośnik, zamykając oczy.
- Harry, wiesz, że twoimi oczami interesuje się NASA? – Louis zmienił głos na niski, który chyba miał zabrzmieć bardziej ponętnie.
- Nie, dlaczego? – natomiast Styles postanowił chyba udawać kobietę, o czym miał świadczyć jego wysoki głos.
- Bo są wyjebane w kosmos. – Dokończył Tomlinson, a reszta wybuchnęła śmiechem. Cóż, ja też się nie mogłem powstrzymać.
- Jak będziesz bardzo zdesperowany, - zaczął z szatańskim uśmiechem Zayn. – to możesz jej pokazać chusteczkę i zapytać: Hej, czy ta chusteczka pachnie chloroformem?
- Malik, to już jest drastyczne. – Zakryłem twarz rękoma, próbując się nie śmiać.
- Ale skuteczne! – wybuchnął śmiechem, ledwo unikając zakrztuszenia się wodą.
- To chyba właśnie poznaliśmy historię, jak Zayn poderwał Perrie  – skomentował Louis, na co kolejny raz wszyscy razem wybuchliśmy śmiechem. Kocham takie chwile jak ta...
- Ho ho ho, ja jestem taki cudowny, że nie potrzebowałem takich środków. – Oburzył się, ale po chwili wyraźnie sobie o czymś przypomniał. – Mam pomysł, co możesz powiedzieć, jak będzie czarna!
- Biały się odezwał. – Zaśmiał się Liam, szturchając chłopaka łokciem.
- Oj, cicho... Mała, twój tata pewnie był złodziejem. – Powiedział, patrząc głęboko w oczy Payne’owi.
- Bo ukradł wszystkie gwiazdy i schował je w moich oczach? – Liam zatrzepotał rzęsami.
- Nie. Bo jesteś czarna. – Gdy tylko to powiedział, znowu wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
- Nie powinniśmy się z tego śmiać, to złe! – stwierdziłem, próbując się uspokoić.
- Jeszcze jeden! Mój ulubiony! – wyrwał się Louis. – Hej, babe, wijesz się jak liana i tak myślę, że brakuje ci Tarzana. – Tym tekstem chyba obudził kreatywność u reszty, bo po chwili wszyscy zaczęli się przekrzykiwać z coraz to głupszymi tekstami.
- Co tak stoisz jak widły w gnoju?! Zatańczmy!
- Cześć... Zgadnij jak masz na imię!
- Zajebista jesteś dupa z ryja!
- Podobasz mi się, nie spierdol tego.
- Haha, albo jak podoba ci się laska na siłowni, która jest na bieżni! – Harry nie zauważył, jak zanim stanął nasz choreograf z dziwnym wyrazem twarzy. – Cześć, gdzie tak zapierdalasz?
- Co to, konkurs na najgorszy tekst na podryw? – zapytał, a Styles aż podskoczył przestraszony, nieświadomy obecności Paula za sobą. Jego reakcja rozśmieszyła nas wszystkim bardziej niż jego tekst. – Amatorzy... – Prychnął.
- Tylko Paul już nie dodawaj nic od siebie, i tak mnie już brzuch boli od śmiechu – powiedziałem błagalnym tonem, ale szybko zauważyłem po wyrazie twarzy naszego trenera, że nie ma zamiaru mnie posłuchać.
- Cześć, maleńka. – Objął w pasie Harry’ego i spojrzał mu głęboko w oczy. – Masz szczęście – szepnął mu do ucha, ale tak, że my też mogliśmy to usłyszeć. – Dzisiaj znów wyrywam.
-No, Paul, prawie mnie poderwałeś. – Harry wczuł się w swoją rolę i położył dłoń na policzku mężczyzny.
- O nie, o nie, o nie, Harry, ja mam dziewczynę! – uciekł na scenę przed Stylesem, który zaczął go gonić.
- Czyli to, co mi powiedziałeś, to było kłamstwo?! – pisnął dziewczęcym głosikiem, nie przestając go gonić między rozłożonymi instrumentami. – Nie możesz mnie teraz tak zostawić!
- Boże, kocham nas. – Skomentowałem, nie mając już siły na śmiech.
- Wszystko okej? – zapytał kontrolnie Liam, a ja kiwnąłem twierdząco głową. – Na pewno?
- Tak, na pewno. A ty jesteś gotowy na koncert swojego życia dla Kate? – zapytałem go, a w środku poczułem ukłucie zazdrości. Co się ze mną dzieje..?
- Pewnie, że tak. – Na jego twarzy od razu zagościł uśmiech. – Może znowu będziemy się oblewać wodą? To wtedy nie będzie mogła oderwać ode mnie wzroku.
- Jest to jakiś sposób. – Westchnąłem i wstałem z ziemi, kierując się na scenę na dalszą część próby.



Dwie dwudziestokilkuletnie dziewczyny siedziały w pokojowym hotelu, niedaleko „The Round House Theatre”, gdzie co roku odbywał się iTunes Festival, a obok nich na stoliku leżały puste talerze po hotelowych śniadaniu.
- Dobra, to wszystkie ich posty mamy już obcykane. I wywiad z The Sun też. Pamiętasz dokładnie, w czym masz być podobna do Horana? – zapytała siedzącą obok niej blondynkę.
- Jedzenie, blond, aparat na zęby, gitara, taniec irlandzki, grupa krwi... Coś jeszcze? – zapytała. -  Wybacz, ale to wszystko cholernie ciężko zapamiętać. – Posłała swojej towarzyszce przepraszające spojrzenie.
- Chwała Bogu ta ShadowCat o sobie niewiele wspomina. Poza tym, że muszę być sarkastyczna i wyszczekana, to niewiele muszę robić. – Obróciła się w stronę drugiej dziewczyny. – Pamiętaj o tym cholernym hiszpańskim, naucz się kilka podstawowych zwrotów, a nóż coś ci powie i cała akcja się zawali.
- Wiem, wiem, cały dzień będę nad tym siedzieć. Przynajmniej najbliższe kilka godzin, dopóki nie będziemy musiały zacząć się szykować. – Ciężko westchnęła, otwierając na laptopie przeglądarkę internetową i wpisując w Google „podstawowe zwroty w języku hiszpańskim”. – Justyna, myślisz, że to się uda? – po chwili niepewnie zapytała.
- Cholera, Nina, gdybym nie miała takiej pewności, to nawet bym się za to nie zabierała! – krzyknęła, szybko wstając z łóżka i zaczynając nerwowo chodzić po pokoju. – Jeśli wszystko pójdzie tak, jak planujemy, jak ja planuję, to to łykną. Proszę cię, przecież obie doskonale wiemy, że żadne z nich Einsteiny. Mamy tak obcykanego tego cholernego bloga, że odpowiemy na każde pytanie, nawet o te szczegóły. – Zlustrowała groźnym wzrokiem blondynkę. – I zacznij się uczyć tego hiszpańskiego, do cholery. Tylko podstawowe zwroty, jak się nazywasz, skąd jesteś i jak się masz. Lepiej się do tego przyłóż, bo jak przez to zawalimy akcję, to przysięgam, w całości do domu nie wrócisz. – Groźnie zakończyła swój monolog i wyszła do łazienki.
Oparła się rękoma o krawędź zlewu i spojrzała w swoje odbicie w lustrze.
Jej wzrok był przepełniony dumną. Ale taką inną, nie taką, którą można na co dzień zauważyć u dumnego rodzica, przyjaciół czy swojego partnera. Ta duma, widoczna w jej oczach była... zła. Groźna. Zdawała sobie sprawę, że może nie do końca zachowuje się normalnie, racjonalnie, ale kto by na to teraz zwracał uwagę. Na pewno nie ona.
Gdzieś głęboko, prawie niewyczuwalnie, miała wrażenie, że Nina się dziwnie zachowuje. Jakby się jej bała.
- Jasne... – Prychnęła, nie odrywając zimnego spojrzenia od powierzchni lustra. Przecież to niemożliwe, żeby przyjaciółka jej się bała. Znają się już tak długo, ponad sześć lat! Mają w kolekcji tyle wspólnych, cudownych chwil, które sprawiły, że były prawie jak siostry! Na przykład tamten koncert McFly na Wembley! Tak mocno, jak wtedy biło jej serce, to chyba jeszcze nigdy nie biło. Albo jak właśnie po tym koncercie z radości upiły się nad Tamizą winem za kilka funtów – miały szczęście, że nie zgarnęła ich policja, gdy zdecydowanie zakłócały ciszę nocną, śpiewając na całe gardło repertuar McFly z minionego show. Przecież Nina nie może jej się bać.
- Szkoda, że wtedy nie było takiego bloga i nie wpadłam na taki pomysł – powiedziała sama do siebie z diabelskim błyskiem w oczach. – Cholera, jestem geniuszem! – zaczęła się śmiać sama do siebie. – Powinnam po śmierci przekazać swój genialny mózg do badań, dla przyszłych pokoleń! – tak ją rozśmieszyła ta wizja, że aż w końcu zdołała oderwać wzrok od samej siebie.
Nagle o czymś sobie przypomniała i szybko powróciła do pokoju, który dzieliła z przyjaciółką.
- Nina! – prawie że krzyknęła, rzucając się na wolne miejsce obok blondynki.
- Boże, przecież się uczę, już się tak nie czepiaj – mruknęła, powtarzając pod nosem hiszpańskie zwroty.
- Ale ja nie o tym. – Pokręciła przecząco głową. – Przypomniał mi się dość ważny szczegół techniczny.
- No? – pospieszyła ją druga dziewczyna.
- Pamiętaj, że będziemy tam miały jakieś dwadzieścia, trzydzieści sekund. Nie mamy czasu na bezsensowne wpatrywanie się w nich, tylko od razu musimy wejść do akcji.
- Domyśliłam się. – Wzruszyła obojętnie ramionami. – Tylko wiesz co? Jest jedna rzecz, która nie do końca mi się w tym planie podoba. – Zrobiła pauzę obserwując przyjaciółkę, jakby szukając w jej wyrazie twarzy pozwolenia na kontynuowanie. – Niall. On mi się tu nie podoba. Nigdy nie podobał i raczej nigdy nie będzie. Pieprzę to, że tej całej Moony to on najbardziej przypadł do gustu. Ja chcę Harry’ego.
- Cholera jasna, nie możesz chcieć Harry’ego, bo przez najbliższe kilkadziesiąt godzin to jesteś tą pieprzoną Moony! Rozumiesz?! – szatynka nagle wybuchnęła, wbijając Ninę swoim głosem w ścianę.

- Ja wolałabym Zayna, ale co z tego, skoro ShadowCat napisała, że najbardziej jej się podoba Harry?! Najwyżej po poznaniu ich zmienimy swoje preferencje blogerskie! Nie wiem, ale na razie nie jesteś Niną. – Spojrzała jej prosto w oczy. – Teraz jesteś Moony.  A ja ShadowCat.



****
Czeeeść :D
Dziękuję za ponowne trzymacie kciuków w poniedziałek! Udało się, znowu mam oficjalne wakacje przez najbliższe dwa tygodnie! :D
No to mamy trzynasty rozdział. Pechowy? 
Szybko mi się go napisało, więc postanowiłam, że będę mieć dobre serce i dodam go kilka dni przed terminem :) 
Mam nadzieję, że Wam się spodoba, chociaż mi się wydaje chaotyczny...

Buziaki,
@katie093

PS. Sytuacja z kaszą naprawdę się wydarzyła Justynie! Jak tylko mi o tym powiedziała, to wiedziałam, że muszę to wykorzystać ;)


17 komentarzy:

  1. Tak, potwierdzam, kasza mi wybuchła!
    Wprawdzie nie tak drastycznie jak w Kasinym story, ale zawsze.:D
    Na szczęście, jestem bardziej utalentowana kulinarnie niż fikcyjna Justine i dzisiaj ugotowałam smaczeny obiad BEZ WYBUCHÓW.

    Dobra, do rzeczy.
    Co za wspaniałe teksty na podryw! Jak z wiejskiej remizy! A nas, Kasiu, nie da się podrobić. Więc radziłabym tym larwom nawet nie próbować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kulinarnym beztalenciem i tego się trzymajmy ;P
      Te teksty na podryw to moje ulubione <3
      Nas nie da się podrobić. Nikomu na to nie pozwolę, spokojna Twoja rozczochrana!

      Buziaki, głupku <3
      @katie093

      Usuń
  2. Wyjątkowo zabawny rozdział, mam na myśli rozmowy z Samem i Kate z Justyną w kuchni. No i druga Justyna taka niedobra ;P haha

    Siostra dziękuje za pozdrowienia :) A ja dziękuję za rozdział szybciej niż to wcześniej bywało :)

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam nadzieję, że taki właśnie będzie :)
      Kate z Justyną są zawsze śmiesznie, niekoniecznie zawsze w pozytywnym sensie... Ale to w nich lubimy najbardziej, prawda? ;)

      A jak koncert? Nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę... ;)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  3. świetny jak zwykle i uśmiałam się do łez, wiesz zapierdalanie zawsze spoko :D
    #cudowna♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz <3 Zawsze przyjemniej się to pisze i wymyśla kolejne sceny, jeśli ma się tę świadomość, że to się podoba :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  4. Świetny rozdział ;** Nie podoba mi się intryga tej Niny i Justyny(o ile dobrze zapamiętałam). Nie mogę się doczekać następnego. Dzisiaj krótki komentarz, bo nie mam czasu. Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że rozdział Ci przypadł do gustu :) Zawsze przyjemniej się pisze, czy wymyśla nowe sceny, jeśli ma się tę świadomość, że komuś się podobają moje pomysły i ich późniejsze wykonanie...
      Intryga Niny i Justyny... Pewnie nikomu ona się nie podoba, oprócz tych dwóch dziewczyn, ale pewnie wcale ich to nie obchodzi. Mają swój wyznaczony cel i mogę się założyć, że są w stanie wiele zrobić, aby go osiągnąć ;)

      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz (szczególnie, że nie miałaś czasu)
      @katie093

      Usuń
  5. hahahahahahahahaha xD Te genialne "sucharystyczne" teksty na podrywy, po prstu przebiły wszytsko, hahahaha :D
    hahahaha... "Harry, wiesz czemu twoimi oczami interesuje się nasa? Bo są wyjebane w kosmos!" hahaha, kobieto, co ty ze mną robisz? Czytam ten rozdział 3 raz i nie mogę przestać się śmiać xD

    (dobra, daj mi chwilę, muszę się ogarnąć...)

    Wracając do rozdziału... coś nie zabardzo mi się podoba to podszywanie się pod Kate i Justynę, i myślę, że wyjdą z tego niezłe jaja... Teraz, to Kate będzie porządnie żałować, że nie powiedziała chłopakom prawdy :(
    Mrr... nagrywanie z Harrym płyty... LUBIĘ TO! :D
    Dobrze, że uroki Stylesa nie działają na Kate, bo wtedy to by były podwójne, jak nie potrójne jaja! xDD Niech Styles zostanie dla Justynki :D
    Hahaha.. wracając do Justyny i... o zgrozo KASZY xD Nie no... uwielbiam ją po prostu! hahahaha, jak kasza może wybuchnąć, no powiedzcie mi JAK? :D
    Uśmiałam się podczas tego rozdziału po wsze czasy! :D
    No... i niech Niall nie smuta, bo jego miłość jest na wyciągnięcie ręki i mam nadzieję, że przekona się o tym niebawem, i żadna nieprawdziwa Moony, nie zawróci mu w głowie! :)
    Dziękuję za wspaniały rozdział i przepraszam za poślizg z komantarzem. Nie mogę się doczekać tego koncertu i wgl. rozwiązania akcji!
    Całuję Xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiem jak, ale mi kasza jaglana wybuchła, choć ciut mniej malowniczo niż w opowiadaniu. Pozdrawiam serdecznie, Justine xxx

      Usuń
    2. Tak! Te teksty właśnie miały to zrobić! Czekały w zakładce kilka miesięcy na tę okazję! :D
      Nina z Justyną na pewno nieźle zamieszają w życiu chłopaków i AD. Ale jak dokładnie będzie to wyglądać, dowiemy się już całkiem niedługo ;)
      Też ją uwielbiam! Jej życie sprawia mi wiele radości, a raczej jej przygody! I ile daje mi inspiracji... Bez niej bym marnie zginęła ;)

      Dziękuję za cudowny komentarz <3
      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  6. Hahahahaha, to po pierwsze.
    Po drugie: weszłam na tego bloga przez przypadek i powiem ci, że jestem zachwycona. Ten rozdział był genialny i do tej pory gdy przypominam sobie niektóre sceny to chce mi się śmiać. Bardzo fajnie piszesz, masz jakiś taki.. lekki styl, co przypadło mi do gustu. :)
    Czekam na kolejny.
    http://drive-harry-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie przypadki ;) Cieszę się, że spodobały Ci się wytwory mojej chorej wyobraźni...
      Mam lekki styl? Staram się pisać tak zwyczajnie, tak jak się myślą, mówią osoby w wieku One Direction... Na szczęście jestem w ich wieku i potrafię sobie to wyobrazić ;) Może dlatego to tak wygląda.

      Dziękuję za miły komentarz :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  7. I pomyślałby kto, że na urlopie będę miała więcej czasu, by nadrobić wszystkie zaległości... To jakaś bujda! Właściwie mam wrażenie, że mam go jeszcze mniej, niż zawsze, a zaległości dosłownie mnie przerażają, tyle ich jest... Ale całkiem możliwe, że jest to spowodowane tym, że sporo czasu przesypiam (nareszcie nie muszę wstawać o 4-tej) lub chodzę na uczelnię (trzeba się chociaż raz pokazać profesorom)... Chociaż gdybym miała być całkiem szczera, to dochodzą jeszcze zakupy i bezmyślne szwendanie się po mieście... No i komputerowe sprawy zeszły na dalszy plan...
    Ale oczywiście nie mogłam nie przeczytać twojego rozdziału :) Szkoda, że nie ma czegoś takiego, że nie możesz odejść od laptopa dopóki nie napiszesz komentarza... Może to by mi pomogło się zmobilizować... Choć znając mnie i tak znalazłabym sposób, by to obejść ;)
    Kaś i Harry w jednym studio? To mi się całkiem, całkiem podobało... Chyba lubię "twojego" Harry'ego troszkę bardziej niż ostatnio. Ciekawe co będzie w końcowych rozdziałach? Pewnie ołtarzyk założę ;) Efekt końcowy solowych występów Stylesa już znam, ale taki duecik to chętnie bym sobie posłuchała...
    Akcja z kaszą? Naprawdę nie ogarniam... Jako zapalony fizyk musiałam to zbadać i... jeżeli nie gotowała jej w szybkowarze, to... dalej nie ogarniam... Oczywiście mogłaś trochę to podkoloryzować, wiec może to wcale nie był prawdziwy wybuch...
    Nie wiem dlaczego, ale postać Katie zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu niż Justyna... I wcale nie dlatego, że mam tak samo na imię ;) Zazwyczaj trochę trwa n im bohaterowie przekonają mnie do siebie. Początkowo miałam Justynę za pozytywnie zakręconą wariatkę, która zrobiłaby wszystko dla swojej przyjaciółki i to bardzo mi się spodobało... Tylko, że skoro to już wiem, zaczęłam zwracać uwagę na inne rzeczy... Może i jest wariatką, a ja takowych ludzi lubię, ale chwilami jej zachowanie jest wręcz dziecinne i chyba to mi nie pasowało do tej jej osoby, którą stworzyłam sobie w głowie... Niektóre dialogi dziewczyn dosłownie zwalały mnie z nóg i skręcałam się ze śmiechu, a niektóre sprawiały, że tylko brew mi się unosiła... Muszę chyba jeszcze lepiej ją poznać, bo jak na razie to tylko namieszała mi w głowie - tak jak El u matrioszki - raz ją kocham, raz wręcz przeciwnie...
    Boże te teksty na podryw są "wyjebane w kosmos" ;) Gdyby ktoś ich na mnie użył, musiałby albo zbierać moją szczękę z podłogi, albo lecieć po mopa, bo bym się posikała ze śmiechu... Idioci ;) Ale takich ich kocham najbardziej...
    "Może znowu będziemy się oblewać wodą? To wtedy nie będzie mogła oderwać ode mnie wzroku..." Serio, Liam? No więc właśnie stracił u mnie kilka punktów... Prawdę mówiąc na widok jego w mokrym podkoszulku dostałabym takiego ślinotoku, jak podczas każdej wizyty u dentysty, ale fakt, że on zdaje sobie z tego sprawę, trochę umniejsza tą jego "niewinną" urodę... W końcu najseksowniejsi faceci, to ci, którzy kompletnie nie zwracają uwago na swoją urodę i przede wszystkim nie czerpią z niej korzyści z premedytacją... Oj, Liam, wciąż jesteś seksowny jak sam diabeł, ale straciłeś trochę ze szczeniaczka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Końcówka TOTALNIE mnie zaskoczyła. Wprawdzie nie miałam żadnego pomysłu na to, jak załatwisz sprawę z koncertem, ale taki plan rodem z komedii kryminalnej? Wow... Jestem w szoku i czuję, że będzie się działo. Trochę szkoda mi dziewczyn (Kaś i Justyny), bo to nie jest zbyt przyjemne, gdy ktoś podszywa się pod ciebie, ale trochę będą miały za swoje... Kłamstwo nie popłaca. Ja już dawno twierdziłam, że to idiotyzm wypierać się swojego idola, przed nim samym... Rozumiem ich punkt widzenia jeżeli chodzi o znajomych i nieznajomych, ale reszta jest już dla mnie głupotą... No, ale jesteśmy tylko ludźmi, więc głupie błędy są dla nas codziennością ;) No i pojawiają się dwie nowe postacie. Więcej bohaterów do kochania... ewentualnie nienawidzenia ;)
      Rozdział jak zawsze genialnie zaskakujący :) Z niecierpliwością czekam na koncert i spotkanie z dziewczynami - jednymi i drugimi. Martwię się o Horanka, ale liczę, że jest na tyle mądry, że nie da się omamić tym złym... Trzymam za to kciuki. Gdybym miała czarodziejską moc, to tak bym kopnęła Katie w jej szanowne cztery litery, że by jej się odechciało kłamania. Normalnie należy jej się nauczka. Ciekawe, co powie, gdy Niall przedstawi jej "Moony", albo będzie opowiadał jaka "Moony" jest fantastyczna (oby nie dał się nabrać). Życzę jej, żeby ją aż skręcało z zazdrości i ze złości... bo sama jest sobie winna...
      Jestem dziś zła i tak teraz myślę, że może ten komentarz wyszedł taki dziwny... Ale pewnie jutro dodasz rozdział, więc chciałam być na bieżąco...
      Z niecierpliwością czekam na koncert no i randkę Liama... Oj będzie się działo ;)
      Całuję xx

      @KateStylees

      Usuń
    2. Ups... Chyba trochę mnie poniosło z tym pisaniem ;) Miało być krótko...

      Usuń
    3. Nie masz czasu na urlopie? W takim razie możemy sobie przybić piątkę, bo mam dokładnie tak samo! Za 4h odjeżdża mój pociąg do Warszawy, a ja jeszcze się nawet nie zaczęłam pakować, a przydałoby się też jakiś prysznic wziąć czy coś.
      Mój Harry jest fajnyyyy, wieeeeeem ;D Lubię swoje wyobrażenie o nim, o nich, i będę je tu sobie pielęgnować i rozwijać, a kto mi zabroni ;) Tak z innej beczki, to czasami mnie zastanawia, ile nasze wyobrażenia o nich mają wspólnego z rzeczywistością...
      Też nie ogarniam kaszy ;P Ale jest to autentyczne zdarzenie! Może to rzeczywiście jest tu trochę podkoloryzowane do opowiadania, ale naprawdę dostałam od Justyny wiadomość „KAŚ. KASZA MI WYBUCHŁA.” A co sobie wtedy wyobraziłam, to moje ;)
      Cóż mogę Ci powiedzieć... Justyna jest specyficzną osobą, którą chyba się albo kocha, albo... nie lubi ;) Ja kilka lat temu wybrałam tą pierwszą opcję i tak mi zostało do dzisiaj. A Justyna w opowiadaniu jest też trochę podkoloryzowana, ale na pewno ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Jej wady dodają jej uroku, mimo że czasami mam ochotę spędzić w pociągu prawie 10h, żeby tylko ją strzelić w łeb i od razu wrócić do Szczecina.
      Też uwielbiam te teksty! Znalazłam je kiedyś w dziwnych internetach i od razu sobie postanowiłam, że je kiedyś wykorzystam. No i w końcu się udało :) Gdyby ktoś je na mnie wykorzystał, to z pewnością zarobiłby wielkiego plusa na starcie za poczucie humoru ;)
      Oj tam, niech nie traci punktów! Jest chłopak świadomy tego, jak wygląda i tyle! Ma lustro ;D No i widział reakcję Kate, jak łaził po hotelowym apartamencie w samych spodniach, to już mu wiele powiedziało ;)
      Czyli widzę, że misja wykonana, bo miałam Was, Ciebie, zaskoczyć. Będzie się dziać, troszkę. Strasznie chcę, żeby kolejny rozdział był idealny, i chyba przez to trochę się opóźnię z terminem dodania go na bloga... Tak jak do poprzednich wystarczało mi je po prostu napisać i raz, czy dwa, przeczytać, tak tutaj ta ilość czytań zwiększy się wielokrotnie. Musi być idealny. Musi.

      Komentarz nie jest dziwny, nie bój się ;)
      Każdy Twój komentarz jest wspaniały i na pewno nie za długi. Uwielbiam je czytać. Zawsze dodają mi weny, i gdybym teraz nie musiała się pakować, to na pewno bym pisała ;)

      Buziaki,
      Kate <3 Kate
      @katie093

      Usuń