piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 7

Stałam z Jane na korytarzu, jako ostatnie do odstrzału. Producenci, albo reżyser, tak to sprytnie zorganizowali, że osoby po otrzymaniu wyniku tego etapu wychodzili innymi drzwiami, nie mając najmniejszej szansy na spotkanie z nami, aby przekazać informację, ile jeszcze zostało miejsc na występy na żywo.  
Żadna z nas nie miała odwagi się odezwać - za bardzo się polubiliśmy przez ten krótki okres czasu, żeby teraz wzajemnie sobie źle życzyć, czy, co gorsze, udawać, że ta druga bardziej zasługuje na dostanie się do kolejnego etapu. Doskonale wiedziałam, że teraz tak naprawdę może zdarzyć się wszystko. W tym momencie, na tak wyrównanym poziome, można liczyć tylko na osobiste względy Simona i na to, jak odebrał nas jako osoby i czy to jest w stanie zapewnić dostanie się do etapów na żywo.
- Kate, teraz ty. – Nieznana mi kobieta otworzyła drzwi do sali i zaprosiła do środka gestem ręki. Spojrzałam na Jane, której przerażony wzrok był tak intensywny, że aż mi się udzielił. Złapałam ją za dłoń i lekko uścisnęłam.
- Będzie dobrze. – Przytuliłam ją. – Nie wiem, w jakiej sytuacji będziemy za dziesięć minut, ale będzie dobrze. – Westchnęłam, zbierając w sobie siły, aby wejść do tej sali i dać z siebie wszystko. - Jak już będziesz nagrywać swoją płytę, to weź mnie wciśnij jakiś duet, co? – Zaśmiałam się, rozluźniając uścisk.
- Okej, ale najpierw ty mnie weźmiesz do chórku do nagrywania singla po wygraniu programu. To mój warunek – odpowiedziała mi śmiechem pełnym stresu.
- To mamy umowę. – Smutno się do niej uśmiechnęłam i wzięłam głęboki oddech, wchodząc już dzisiaj po raz kolejny do tej samej sali, w której aktualnie zasiadał tylko Simon, z miną, która nie zdradzała żadnych emocji.
Kamery obserwowały każdy mój ruch, gdy szłam do jurora i siadałam obok niego na miękkiej kanapie.
- Cześć, Katie. – Posłał mi niewielki uśmiech. – Jesteś zadowolona ze swojego dzisiejszego występu?
- To był taki stres, - zaczęłam – że niewiele z niego pamiętam. Ale dałam z siebie wszystko.
- Tylko że ja szukam osób, które są w stanie dać z siebie więcej niż sto procent. To musi być dwieście procent. – Mogę się założyć, że właśnie cała krew odpłynęła mi z twarzy, a ja się zamieniłam z zarumienionej dziewczyny w jakieś blade zombie. – Szukam osoby, która uczy się czegoś z każdego swojego występu, aby na każdym kolejnym dawać z siebie jeszcze więcej.  Ty akurat ten warunek spełniłaś, poczynając od castingu do dzisiaj, zrobiłaś ogromne postępy. Zaskoczyłaś mnie i chłopaków własną piosenką, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Ale poziom całej twojej grupy był, jest, wyjątkowo wysoki i musiałem podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji, jakich musiałem dokonać jako juror. Kate, bardzo mi przykro...
O Boże, to koniec. Zawaliłam sprawę, nie przechodzę dalej. Poczułam, jak łzy momentalnie zaczynają napływać mi do oczu, a podbródek niebezpiecznie drgać. Nie wiedziałam, że aż tak źle się poczuję, odpadając z programu. Przecież od początku starałam się to traktować na luzie, nie nastawiając się na jakieś większe sukcesy. Ale niestety od zawsze należałam do tych ludzi, u których nadzieja umierała ostatnia. I dlatego pewnie tak mnie to teraz boli.
- ... ale będziesz musiała się dalej użerać z takim telewizyjnym chamem jak ja, bo przechodzisz dalej.
- Żartujesz. – Tylko tyle wyszło z moich rozdziawionych ust. Czyli że padłam ofiarą tych jurorskich sztuczek? Nie przechodzisz, ale jednak przechodzisz, taki tam żarcik i granie na emocjach twoich i widzów?
- Nie żartuję, jesteś moim pewniakiem. – Przygarnął mnie do siebie i przytulił, a kamery zaczęły wokół nas wirować. Och, jakie to, kurde, wzruszające. – Teraz wszystko w rękach widzów. Cieszysz się?
- Nie wiem – odpowiedziałam oszołomiona. – Ale chyba tak. – Zaśmiałam się, starając uporać z własnymi emocjami.
- Dobra, już cię nie męczę. Do wieczora masz wolne, potem będziemy świętować. – Poklepał mnie po plecach, co miało być chyba gestem wsparcia.
- Boże. Będę w występach na żywo – powtórzyłam na głos swoje myśli, ledwo mogąc w to uwierzyć. Chociaż nie, ja nie mogę w to uwierzyć. Przecież te kilka ostatnich dni to chyba tylko jakiś przydługi sen...
- Tak, będziesz. – Simona najwyraźniej bawiła moja reakcja, bo zaczął się śmiać. – Dziewczyno, jak zaczniesz wierzyć w siebie i w swoje umiejętności, to świat będzie u twoich stóp. A teraz idź ochłonąć, widzimy się wieczorem.  – Hmmm. Wygania mnie? No dobra.
Wychodząc z pomieszczenia,  nie wiedziałam, kto kieruje moimi nogami, ale to na pewno nie jestem ja. Niedowierzanie i szok zabrały mi całkowitą zdolność myślenia i kontroli nad własnym ciałem.
Oparłam się o ścianę w korytarzu i powoli osunęłam na ziemię.
Udało się.
Z każdą sekundą coraz bardziej to sobie uświadamiałam, a na mojej twarzy rósł uśmiech, który z kolei przerodził się w śmiech, może nawet histeryczny. Poczułam, jak powoli schodzi ze mnie to całe napięcie, które uniemożliwiało mi normalne funkcjonowanie przez ostatnie tygodnie. Teraz już nie mam się czym stresować, przecież i tak zaszłam dalej, niż kiedykolwiek bym się spodziewała.
Do głowy przyszła mi przyjemna myśl, a w sumie pragnienie, podzielenia się moją radością z całym światem. A szczególnie z pewną piątką, która jednak zajmuje spory kawałek tego mojego świata.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do windy, która miała mnie zaprowadzić na piętro pokoju, który był mi jedynym znanym. Może przy odrobinie szczęścia będzie tam ktoś jeszcze niż tylko Zayn – chociaż w sumie nim też nie pogardzę, w końcu to ZAYN. 
Jednak winda nie chciała przyjechać, a czekałam już tam całą wieczność, a dokładnie jakieś pięć sekund. No ile można czekać na windę, jeśli tak bardzo mi się spieszy, aby podziękować za wsparcie na warsztatach i pewnie też u Simona, sam by mnie na pewno nie wybrał.
Spojrzałam na znajdujące się obok mnie schody, zastanawiając się , czy ta droga nie jest lepsza.  Cóż, bardzo mi się spieszyło, więc szybko ruszyłam w górę schodami, pokonując kilka stopni na raz. Dzięki temu udało mi się dotrzeć na piętro Malika (a może ich wszystkich) szybciej niż myślałam. No bo... Biorąc pod uwagę stan mojej kondycji fizycznej, a raczej jej całkowity brak, wczołganie się kilka pięter wyżej powinno mi zająć jakiś rok, i to jeszcze tylko jeśli biegłabym (czyt. wdrapywałabym się na czworaka) z wiatrem.
Stojąc pod pokojem mulata, starałam się złapać oddech, a najlepiej oprócz złapania go, to jeszcze go wyrównać.
Kaśka, po powrocie zaczniesz chodzić z Justyną na siłownię. Tak nie może być. Masz gorszą kondycję niż twoja dziewięćdziesięcioletnia babcia. 
Oparłam się rękoma o uda, stojąc dokładnie przed drzwiami chłopaka. Zewnętrzną stroną dłoni przetarłam czoło, na którym pojawiło się kilka małych kropelek potu. Zamknęłam oczy, próbując odzyskać równowagę, fizyczną jak i psychiczną.
- Yyy... Cześć, Kate. – Usłyszałam męski głos. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jakieś adidasy prawie przed moim nosem. Podniosłam głowę i zobaczyłam właściciela apartamentu.
- Cześć, Zayn. – Podniosłam się już do pozycji pionowej. – Wybacz, połączenie mojej kondycji i schodów to zła kombinacja. – Przerwałam i szeroko się do niego uśmiechnęłam, pozwalając mojemu szczęściu ponownie wypłynąć na zewnątrz. – Czego otwierasz drzwi jak jeszcze nie pukałam?
- Chciałem coś zabrać z holu pokoju i zaciekawiło mnie to sapanie pod moimi drzwiami. – Zaśmiał się.
- No dobijaj mnie dalej. – Wywróciłam oczami, starając się zachować powagę, chociaż mi samej chciało się śmiać z mojej formy fizycznej. - Chciałam wam podziękować, a wiem tylko, gdzie jest twój pokój.
- Za co chcesz nam dziękować? – zdziwił się, stojąc cały czas w progu.
- Za warsztaty. Za to, że przeszłam dalej. I w ogóle jesteście super – powiedziałam i podeszłam do niego bliżej, aby go uściskać. – Jednak nie jesteście tacy źli, jak mi się wydawało, zanim was poznałam.
- Miło mi to słyszeć, ale to naprawdę nie jest nasza zasługa, tylko twoja. – Zayn odwzajemnił uścisk. – Chcesz wejść do środka? Mamy małe zebranie, reszta jest w środku.
- Nie, lecę spotkać z Jane, ciekawe jak jej poszło. – Mina chłopakowi zrzedła, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. – Uściskaj i wycałuj chłopaków ode mnie! Wiem, że to lubicie. – Zaśmiałam się i wysłałam mu buziaka, odwracając się na pięcie.
Tym razem zdecydowałam się na windę, niezależnie od tego, ile miałabym na nią czekać. Drugi raz jednego dnia takiego wysiłku fizycznego mój organizm nie jest w stanie przeżyć.
Na szczęście długo nie musiałam czekać i już po chwili byłam na swoim piętrze. Podeszłam pod pokój nowej koleżanki i zapukałam.
-Otwarte! – usłyszałam ze środka i pociągnęłam za klamkę. Zaraz po przekroczeniu progu zobaczyłam zapłakaną Jane, nerwowo pakującą swoje ciuchy.
O nie.
- Jane..?
- Nie przejmuj się, wcale nie jest mi jakoś niesamowicie smutno. – Pociągnęła nosem, wpychając do torby ostatnie rzeczy. – Po prostu wszystko ze mnie zeszło, a to jakiś dziwny sposób na uspokojenie – powiedziała i znowu wybuchnęła płaczem.
- Misiu... – Podeszłam do niej i mocną ją do siebie przytuliłam, nie zważając na to, że zaraz będę mieć całą przemoczoną bluzkę.
- Kate, nie mogę teraz. Muszę się pakować, wieczorem mam z Michaelem lot powrotny. Wy chyba wrócicie z zespołem... – Próbowała się odsunąć, ale ja tylko wzmocniłam uścisk.
- Wiesz, że cię uwielbiam i powinnaś zostać tu razem ze mną, prawda? – zapytałam, a jakaś część mnie skakała z radości, gdy dotarło do niej, że Michael odpadł. Czyli ja, Jimmy i Nick? Ujdzie.
- Wiem. – Przestała się buntować i mocniej się do mnie wtuliła. – Ale miałam nadzieję...
- Jak każdy0 – przerwałam jej. – Jesteś cudowna i musisz o tym wiedzieć. Świetnie śpiewasz. – Trochę się od niej odsunęłam i spojrzałam jej prosto w oczy. – Pamiętaj, nagramy razem jakiś „bonus track” na moją piątą płytę, okej?
- Ej, umowa była, że na pierwszą! – zbuntowała się i zaczęła śmiać przez łzy.
- No dobra, ale tylko pod warunkiem, że przestaniesz się mazać i się spotkamy na kawę po powrocie do UK.
- Chyba mogę się na to zgodzić. Pomożesz mi znieść rzeczy na dół? – zapytała, wycierając mokre policzki. – Ja sobie pojadę na lotnisko z tym dupkiem, a ty sobie pójdziesz na obiadek.
- Kup po drodze jakieś zatyczki do uszu, żebyś nie musiała słuchać jego ględzenia... – wywróciłam oczami, biorąc do ręki jej jedną torbę.
- Spoko, mam jeszcze te, które dał nam Simon przed koncertem. Wiedziałam, że się mogą przydać.



- Kto to był? – zapytał Paul, gdy Zayn już wrócił do głównego pokoju.
- Kate. – Spojrzał niepewnie na mnie i Liama, który od razu odżył. Ciekawie, kiedy mu minie...  Pewnie przy pierwszym telefonie Danielle, jak go poprosi o kolejną szansę. – Prosiła, żebym wam podziękował za warsztaty i w ogóle wszystko. Kazała was ucałować. – Posłał nam buziaki w bardzo damski sposób, jeśli taki sposób istnieje.
- Chyba za bardzo wczułeś się w swoją rolę z „Best Song Ever”, Zayn, masz coraz bardziej kobiece ruchy... – Zaśmiałem się, widząc jak kręci tyłkiem siadając na kanapie.
- Jeśli chcesz zobaczyć jak bardzo jestem męski, to mogę wstać i ci pokazać, ale wtedy będziesz musiał iść wcześniej na make up, żeby zakryć ślady mojej męskości – oburzył się Mulat.
- Dziwnie to zabrzmiało, wiesz? – zaśmiałem się, starając się odepchnąć wizje „pokazu męskości” w wykonaniu Zayna.
- Możemy wrócić do tematu? – przerwał nam Paul. – Chcecie śpiewać na ostatnim koncercie w trakcie tej trasy coś jeszcze poza stałym repertuarem?
- Skoro już i tak śpiewamy BSE, to chyba aktualny repertuar mamy wyczerpany... Zayn pewnie by chciał się specjalnie przebrać do BSE z okazji ostatniego koncertu. – Uśmiechnąłem się, a ten tylko wywrócił oczami.
- Mam tweeta od AD! – do rozmowy włączył się Harry, niekoniecznie jednak na temat. – Słuchajcie tego... –  Przeleciał pewnie tweeta wzrokiem, a potem spojrzał na nas z tajemniczym uśmiechem. – Dzięki za wejściówki, już czekają w ważnym miejscu w naszym mieszkanku. Na pewno będziemy! Mamy blisko z domku, w sam raz na szybki spacerek na arenę. Do zobaczenia za kulisami na M&G (tylko idiota by nie skorzystał z możliwości śmiania się z was na żywo) – SC.
- Będą na koncercie!
- Będą na M&G!
- Myślicie, że je poznamy? A może same się nam przedstawią?
- Nie, raczej nie... To byłoby za proste...
- Hej! – krzyknął Liam, uciszając naszą czwórkę. – Czy żaden z was nie wyłapał tego, że mieszkają w Londynie?
- Czyli teraz nasze poszukiwania mogą się ograniczyć do troszkę ponad ośmiu milionów... To zdecydowanie nam ułatwi sprawę – powiedział Louis robiąc poważną minę.
- Idealne zwieńczenie tej trasy... – Rozmarzyłem się. – Poznanie AD i idealnej dziewczyny.



Siedziałam przy stole w restauracji i zajadałam się już kolejną porcją pysznych kalmarów w cieście, gdy do restauracji wkroczył dziarskim krokiem Simon, idąc w moją stronę. Coś zrobiłam? Może jednak pomyliłam mu się z Jane albo z Michaelem i nie przechodzę dalej?
- Kate, noś do cholery ze sobą swój telefon. Szukam cię po całym hotelu.
- Coś się stało?
- Liam mówił, że masz z nimi jechać na koncert, podobno mu to obiecałaś. – Ajć, rzeczywiście. W zamian za podwózkę do Maca. Czego to się nie robi dla jedzenia... – Masz piętnaście minut i potem masz się stawić na parkingu podziemnym. Ja lecę odwieźć Jane i Michaela na lotnisko, a potem z resztą pozwiedzać trochę miasto. O szesnastej jesteś na dole! – pogroził mi palcem i szybko opuścił restaurację. Mi nie pozostało nic innego jak pójść jego śladem – może tym razem uda mi się zrobić coś ze sobą i wyglądać jak człowiek.
Mam jednak jakiś talent, bo potrafię się spieszyć. Tak, to może być umiejętność. Przykładem jest to, że z obiadokolacji dotarłam do swojego pokoju w dwie minuty. DWIE! Ha, jestem miszczem!
Szybko w łazience obmyłam twarz i nałożyłam swój tradycyjny, naturalny makijaż. Wyjęłam z walizki swoją ulubioną sukienkę – luźną, łososiową, w tzw. stylu hiszpańskim, przed kolana. Na szyję założyłam naszyjnik, składający się z kilku rzędów złotych listków. Nie mogłam się oprzeć i na nogi założyłam jasnobrązowe obcasy – najwyżej jutro nogi będą mnie tak boleć, że zostanę ochrzczona Kaczką Roku, ze względu na mój sposób chodzenia. W ostatniej chwili udało mi się wyprostować włosy i spiąć je wysoko w koński ogon.
Kilka drobiazgów w torebkę, troszkę perfum i jestem gotowa. Ostatnie, kontrolne spojrzenie w lustro i mogłam wyjść z pokoju. Spojrzałam na zegarek i z zadowoleniem zauważyłam, że pobiłam swój życiowy rekord – całość zajęła mi tylko dziesięć minut. Szybkim krokiem (na tyle szybkim, na ile pozwalały mi buty...) udałam się do windy i wszystko wskazywało, że tego dnia wykorzystam swój limit szczęścia na najbliższy rok, ponieważ winda stała właśnie na moim piętrze.
- Boże, też cię kocham – mruknęłam patrząc w sufit i wsiadłam do tego cudu techniki. Wcisnęłam przycisk z literką „P”. Może pójdziemy wszyscy na jakieś afterparty, skoro już się wystroiłam jak Stróż w Boże Ciało.
Drzwi się rozsunęły i wyszłam na parking, szukając wzrokiem znajomych twarzy.
- WOW! – usłyszałam za plecami jakieś zbiorowe pogwizdywanie. Obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni i zobaczyłam piątkę moich ulubieńców w otoczeniu nieznanych mi mężczyzn – pewnie ochroniarze.
- Cześć, chłopcy. – Posłałam wszystkim swój uśmiech numer pięć. – To co, jedziemy? Nie mogę się doczekać, aby trochę się z was pośmiać.
- Możesz się z nas śmiać nawet bardziej niż trochę, ale ja siedzę obok ciebie... – poinformował mnie Liam, mierząc mnie wzrokiem.
- Ja zajmuję miejsce z twojej drugiej strony. – Tym razem to Horan decydował o moim miejscu w samochodzie. – Boże, i to taka laska grała na mojej gitarze?
- Przestańcie już, bo się zarumienię i w ogóle jakoś zawstydzę i nie będę mogła się odezwać do rana...
- Wsiadajcie do auta, zaraz się zaczynają Meet and Greet, a nas tam jeszcze nie ma! – pogonił chłopaków i mnie jakiś facet z siedzenia kierowcy.
- Panie przodem... – Liam otworzył przede mną drzwi, a ja z uśmiechem wsiadłam do samochodu.
- Musieliście wszyscy tak się gapić na jej tyłek? – usłyszałam z zewnątrz śmiech jednego mężczyzny, którego nie rozpoznałam – to zawsze Justyna orientowała się w ich ochroniarzach, ja się wolałam skupić na nich ( ;) ).
- Słyszałam! – krzyknęłam, siadając po środku siedzeń, a reszta wybuchnęła śmiechem, wchodząc za mną. Tak jak obiecywali, po mojej prawicy zasiadł Payne, a po lewicy Horan. Chyba mogę śmiało powiedzieć, że jestem w siódmym niebie. A także w pierwszym, drugim, trzecim itd...
- Katie, wyglądasz przecudownie  – skomplementował mnie Harry, ale czułam, że coś się pod tym kryje. – Normalnie nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem tak piękną dziewczynę.
- Dobra, Styles, mów, czego chcesz, a nie się tak czaisz. – Wywróciłam oczami, a cały zespół wybuchnął śmiechem. Jejku, „nasza” ekipa jedyne co robi w swoim towarzystwie, to się śmieje.
- Jak ktoś mi po tym powie, że nie da się poznać człowieka w dwa dni, to opowiem mu tę historię... – stwierdził Tomlinson, czochrając przyjaciela po jego bujnej czuprynie.
- No wiesz co? – oburzył się brunecik. – Nasza towarzyszka naprawdę wygląda wybornie, a wy szukacie tutaj jakiegoś podtekstu. – Cztery pary oczu spojrzały na niego wyczekująco. – Dobra. Katie, mówiłaś, że w nocy bawiłaś się w poznawanie nas w internecie i na YouTubie, prawda?
- Prawda. – Przyznałam, nie będąc pewną, do czego on zmierza.
- Umieram z ciekawości, w kilku kwestiach. Mogę cię o nie wypytać? – Styles zaczął się wiercić niczym małe dziecko, które zaraz ma dostać swój wyczekany prezent od Świętego Mikołaja.
- Możesz, ale na razie moje informacje o was są dość ogólne... – tłumaczyłam się, udając świeżynkę w temacie „One Direction” .
- Pytanie numer jeden. – Aż zatarł rączki. – Kto jest najprzystojniejszy? – na to pytanie zaczęłam się śmiać.
- Ależ drogi Haroldzie, każdy ma inny gust. Powinieneś to pytanie inaczej sformułować: Kto ci się najbardziej podoba?
- No to? – pogonił mnie.
- Każdy z was ma w sobie coś magnetycznego. – Przejechałam po wszystkich wzrokiem. – Ale nie jestem w stanie wybrać tylko jednego. To jest fizycznie niemożliwie. Mogłabym, jasne, ale minimum dwóch. Ale i tak wam tego nie zdradzę.
- Jaaaaak toooo.... – Harry wyraźnie się zawiódł. Poczułam, jak ciało Liama, który siedział blisko mnie i mnie mimowolnie dotykał, rozluźnia się. Ciekawe.  – To w takim razie którą piosenkę lubisz najbardziej?
- Znam tylko single, wczoraj zajęłam się teledyskami... – zaczęłam dość pewnie, bo spodziewałam się, że prędzej czy później może paść takie pytanie, więc miałam czas, aby się przygotować.  – Sama piosenka to chyba Little Things. Wciskanie się w dżinsy, picie herbaty przed snem, awersja do swojego nagranego głosu... To jest zbyt o mnie, żeby ta piosenka nie była moim ulubionym singlem. A teledysk... – Udałam, że się zastanawiam. Gdy tylko pomyślałam o tym konkretnym video, nie mogłam powstrzymać śmiechu. – Powiem tak. – Spojrzałam na Zayna. – Przez ciebie pierwszy raz w życiu podobała mi się kobieta. – Obróciłam głowę w prawo, patrząc na Liama. – A tę scenę, w której mówisz sam sobie, że jesteś „per-fect” mogłabym oglądać bez przerwy...
- Nie mów, że nie pokochałaś Marcela, bo nie uwierzę...
- Harry, akurat ty byłeś najmniej zrobiony z nich wszystkich. U ciebie mi się podobały twoje miny, jak Liam, czy tam Leeroy, tańczył swoją choreografię. Chociaż twój taniec z damską wersją Zayna na początku przyprawił mnie o dreszcze.
- Nie pokochałaś największego przystojniaka z teledysku? Foch.
- Och, czyli koniec pytań. – Ucieszyłam się. – Jakie te wywiady mogą być męczące... – westchnęłam.
- Z przytupem – dodał Styles, tupiąc w podłogę.
- Jesteś słodki jak się gniewasz. – Posłałam mu szeroki uśmiech, a ten po prostu nie mógł go nie odwzajemnić po kilku sekundach.



- Tutaj możesz na nas poczekać, a my pójdziemy spotkać się z fanami – powiedział Louis, gdy weszliśmy do jakiegoś pokoju, gdzie były kanapy, stół do ping ponga i stół z jedzeniem i napojami.
- Ma któryś z was laptopa z dostępem do internetu albo jakieś urządzenie ze Skypem? – zapytałam z nadzieją. Muszę zadzwonić do Justyny, no po prostu muszę.
- A myślisz, że po co wszędzie noszę swój magiczny zielony plecaczek? – zaśmiał się Niall i ściągnął z ramion wspomniany pakunek. Zaraz z niego wyciągnął MacBooka i mi go podał.
- Podejrzewałam, że masz tam prędzej tony jedzenia niż jakieś sprzęty elektroniczne... – Szeroko się uśmiechnęłam, biorąc od chłopaka laptopa. – Będę się nim dobrze opiekować. – Posłałam mu uśmiech i od razu rozłożyłam się z jego sprzętem na kanapie, siadając tyłem do drzwi. – Musicie mi wybaczyć, ale jak tylko wszystko mi się tu włączy, to ja będę w tym pokoju tylko ciałem. – No cóż, dwudniowy odwyk od internetu robi swoje. 
Przez nadrabianie zaległości na wszelkich portalach społecznościowych  nie zauważyłam, kiedy zostałam sama w tym ogromnym pokoju. Nie powiem, ucieszyło mnie to.
Zdjęłam buty i podreptałam do stołu z tymi wszystkimi pysznościami. Nie lubię się rozdrabniać, więc od razu wzięłam cały półmisek z obiecująco wyglądającymi miniburgerami, a pod pachę dużą butelkę Pepsi – w duszy dziękowałam ludziom odpowiedzialnymi za te zapasy, że kupili właśnie Pepsi, a nie Coca Colę. Należę do tej grupy ludzi, którzy je odróżniają i zdecydowanie wolą napój z niebieską etykietką.
Wróciłam na kanapę, położyłam nogi na stoliku przede mną, wzięłam laptopa na kolana i rozpoczęłam swoją ucztę.
Nigdy specjalnie nie miałam szansy na zabawę tym systemem operacyjnym,  bo należę do dzieci Windowsa, więc trochę zajęło mi znalezienie Skypa. No i w dodatku jestem blondynką, co na starcie utrudniało sprawę.
- Cześć, pałko głupia. – Nie ma to jak miłe przywitanie przez przyjaciółkę.
- Cześć, idiotko – odpowiedziałam, biorąc do ręki pierwszego burgera. – Od razu mówię, dopóki jeszcze pamiętam. – Zrobiłam groźną minę.  – Masz mi usunąć coś z wpisu na blogu.
- Bosz, jeśli coś ci się nie podoba, to nie możesz tego sama zrobić, Marudo? – wywróciła oczami.
- Nie, nie mogę, bo nie chcę się logować na laptopie Horana na żadne konta i wchodzić na blogowe strony. Ledwo umiem włączyć przeglądarkę, nie znam się na usuwaniu historii.
- JESTEŚ NA LAPTOPIE HORANA?! – wydarła się, robiąc wielkie oczy. – BŁAGAM, ZRÓB MU JAKIEGOŚ KARNIAKIA NA TWITTERZE! BŁAAAAGAAAAAM!
- Zrobię, ale masz usunąć to: „To takie... brzydkie było. I pewnie wredne. I pewnie zostawia swoich przyjaciół na pastwę mikrofal”.  – Zamknęłam oczy i złapałam się za czoło, aby podkreślić tragizm moich następnych słów. – Nie wiem, jakimi oni muszą być idiotami, żeby nie skojarzyć faktów i nie połączyć mnie z Moony. Naprawdę nie wiem. Przecież to nawet ty na ich miejscu byś to zauważyła, a reprezentujesz już najbardziej zaawansowane stadium debilizmu. Ja byłam z nimi w pokoju, jak to czytali! Myślałam, że umrę!
- Bez kitu, sorki. – Zrobiła minę niewiniątka. – Tak mi się napisało. Zaraz się tym zajmę, obiecuję. A ty już jesteś po kolejnym etapie? I coś ty taka wystrojona?
- Jestem w występach na żywo. – Wyszczerzyłam się do kamerki, dzieląc się z Justyną tą szczęśliwą informacją. Nie spodziewałam się takiej reakcji, jaka nastąpiła... Konkretnie, Justyna wybuchła tak ogromnym śmiechem, że po kilku sekundach zaczęły lecieć jej łzy, w kolejnym etapie złapała się za brzuch, a na koniec wylądowała z głośnym hukiem na podłodze.
- KURWA JEGO MAĆ! – śmiech ucichł, ale za to rozległo się wymienianie wszelkich znanych ludziom przekleństw. Zdążyłam tylko zauważyć, jak zgięta w pół biegnie gdzieś w stronę łazienki, nie przerywając prezentacji współczesnej polszczyzny. Wzruszyłam na to ramionami, bo skoro żyje i jest przytomna, to jest okej. To jest większe chodzące nieszczęście ode mnie. Jeśli miałabym do niej odwołać zasadę „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”, to ona byłaby już pięć razy nieśmiertelna.
Zminimalizowałam okienko rozmowy i otworzyłam przeglądarkę, wpisując od razu adres Twittera. Co by mu to zrobić... No jak to co, karne zdjęcie!
Kilka minut zajęło mi dojście do tego, jak mogę zrobić zdjęcie kamerką wmontowaną w laptopa. Gdy w końcu już odkryłam tę niesamowicie skomplikowaną rzecz, zrobiłam kilka zdjęć z najdurniejszymi minami, na jakie tylko stać moją skromną osobę i wybrałam to najgorsze. I-DE-AL-NE!  Jak szaleć to szaleć, nie?
A co do opisu zdjęcia..? Cześć, jestem Niall i daję dziwnym ludziom laptopa z zalogowanym TT. A to są tego skutki. Karne zdjęcie, bicz! :*
- KAŚKA! – usłyszałam, jak Justyna się wydarła, czyli znowu jest przed laptopem. – Rozwaliłam sobie nos! – Tym razem to ja zaczęłam się śmiać, gdy zobaczyłam jej piękny obraz jak trzyma chusteczkę przy nosie.
- Złamałaś? – nie mogłam przestać się śmiać.
- Chyba nie, ale cholerstwo boli i trochę krwi się polało... – Słyszałam, jak stuka w klawiaturę. – Boże, japoński klimat chyba ci nie służy... CO TO MA BYĆ? – Czyli chyba zobaczyła moje nowe, piękne zdjęcie.
- Karne zdjęcie. – Wyszczerzyłam się. – I gdzie są w ogóle jakieś gratulacje, co? I usuwaj mi ten fragment wpisu!
- Już, już... Właśnie wchodzę w edycję, Marudo – mruknęła, odkładając zaróżowioną chustkę na biurko. – I przesyłam moje szczere gratulacje, szykuj się na ostre chlańsko jak już wrócisz do domu.
- I to rozumiem. – Przez chwilę się nad czymś zastanowiłam. – Justyś, mogę ci coś powiedzieć? – zapytałam, szykując się na jej ostrą krytykę.
- Dawaj. Tylko spróbuj tym razem nie wywołać u mnie spadania z krzeseł, drugi raz tego nie przeżyję.
- No bo... Liam.
- Co Szczeniak?
- Mówiłam ci, żebyś tak na niego nie mówiła... – Nie mogłam się powstrzymać i wywróciłam oczami. – On się dziwnie zachowuje.
- Próbował cię zgwałcić, czy coś? – zapytała, a ja głośno westchnęłam z irytacją. – Chociaż nie, to by ci się przecież podobało. To musi być coś innego.
- Mam wrażenie, że coś do mnie ma.
- W sensie, że mu się podobasz? – chciała się upewnić, a ja nieśmiało skinęłam głową. Oczywiście, znowu usłyszałam jej śmiech. – Boże, Kaś, szalejesz. A on ci się podoba?
- Nie wiem. – Wzruszyłam ramionami wydymając dolną wargę, niczym małe dziecko. – No zrobił się ostatnio ciachem jakich mało, jest przemiły i w ogóle... I wiesz, że był zawsze moim numerem dwa w zespole.
- Tak, zaraz po Horanie. – Justyna zrobiła minę myślicielki. – I liczymy też Louisa, który był twoją wielką, nieskończoną miłością aż po grób przez cały tydzień?
- Justyna, serio mówię...
- To weź się ogarnij. Przecież nie zdecyduję za ciebie. Wiesz, że dla mnie on ma twarz jakiegoś Reksia i nic tego nie zmieni. – Nagle coś sobie przypomniała – zawsze robi w takich sytuacjach dziwną minę, więc łatwo to poznać. – Wiesz, że mamy bilety na iTunes od nich? Przyszły na maila. I to za kulisy.
- O, coś mi się obiło o uszy...  – Chwilę pomyślałam, myśląc nad sensem mojego pomysłu. - Może załatwię nam jeszcze tak normalnie, żebyśmy mogły tam być nie ujawniając się?
- Dobry pomysł, wspólniczko. – Na chwilę zaległa cisza, ale przypomniało mi się, że nie tylko ja odnoszę tu jakieś sukcesy.
- Misiu, a jak przygotowania na twój konwentowy debiut?
- Nijak. Pójdę na żywioł. Najwyżej zrobię z siebie idiotkę i już nikt nie będzie czytał mojego bloga.
- W sumie to by nie było nic nowego... No dobra. To chyba będziemy kończyć, nie?
- Spoko, tylko weź postaraj się nie wrócić z małym Liamem w brzuchu. Albo Horanem. Cholera, nie wiem, co gorsze...
- Tak, tak, a ty, jeśli rano będziesz wyglądać jak Pinokio, to weź idź do lekarza, okej?
- Dobrze, mamo. Do zobaczenia w domku! – i już jej nie było.
- Co tu Niall trzyma na pulpicie... – Mruknęłam pod nosem, wyłączając Skype’a i zaczęłam się rozglądać po jego pulpicie. Jakieś dziwne programy, przeglądarki, komunikatory, foldery ze zdjęciami i...
NOWE GTA?! Jakim cudem? Przecież to nawet nie miało jeszcze swojej premiery. Cholerne plusy bycia w najpopularniejszym boysbandzie na świecie.
Nie mogłam się oprzeć i dwa razy kliknęłam w ikonkę na pulpicie.
- Kate, zaraz się zaczyna koncert! – usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi i do mnie krzyczy, ale ja już byłam całkowicie pochłonięta przez wzbudzoną we mnie ciekawość i rosnącą adrenalinę.
- Okej, już idę... – krzyknęłam, nawet się nie odwracając.
Jej, czekałam na to kilka lat! Moje GTA! No tak, teoretycznie Nialla, ale aktualnie ja tu jestem tzw. „panem i władcą”. Moje oczy, w trakcie uruchamiania się gry i oglądania filmu na wstępie, pewnie miały kształt dwóch bijących serc niczym w kreskówkach.
Po chwili zobaczyłam kilka standardowych opcji do wyboru, w stylu „nowa gra”, „zapisane gry” itd. Nie mogłam się oprzeć i weszłam w to drugie, aby sprawdzić, ile misji już udało się przejść mojemu (może kiedyś) blondynkowi. Dopiero cztery?! Ale frajer. Zdecydowałam się otworzyć nową, własną grę i już po chwili zapomniałam o całym bożym świecie, a już na pewno o koncercie, który się właśnie zaczynał kilka ścian ode mnie.



- Paul, gdzie siedzi Kate? Nie mogę jej wypatrzeć. – Zapytał się Liam w czasie ostatniej przerwy, w trakcie której się przebieraliśmy i mogliśmy załatwić najpilniejsze potrzeby.
- Nie wiem, chyba została w tamtej sali... – Wzruszył ramionami, podając mi moją gitarę.
- Nawet na kilka minut nie mogła przyjść? A może nikt po nią nie poszedł? – ciągle się dopytywał.
- Mark po nią poszedł i podobno powiedziała, że zaraz przyjdzie.  Od tego zaraz minął prawie cały koncert,  a ona podobno nie wyszła nawet się wysikać. – Wzruszył ramionami nasz opiekun i poszedł pod scenę.
- Załatw jej wejściówki na iTunes, może wtedy się uda. – Zaśmiałem się, klepiąc go po plecach. – Chodź, jeszcze kilka piosenek i koniec trasy, skup się teraz na tym. – Dodałem, wychodząc ponownie na scenę.
- Właśnie Payne, do trzech razy sztuka! – Zayn krzyknął do nas, starając się przebić głosem przez otaczające nas wrzaski.
Zastanawiało mnie, co dziewczyna może tyle robić na moim laptopie, aby przegapić koncert. Bo przecież nawet w sieci nie da się tyle siedzieć, tak bez przerwy. Mam nadzieję, że nie znalazła TEGO folderu...
Cóż, wszystkiego się dowiemy już za kilkanaście minut...
Po finalnym zejściu ze sceny wszyscy udaliśmy się do garderoby, aby założyć własne ciuchy i zmyć te niewielkie ilości makijażu, które musimy zawsze mieć w trakcie show.
Gdy już ostatni z nas znajdował się w rękach Lou i stylistek, do garderoby wszedł roześmiany Preston.
- Nie uwierzycie, jak zobaczycie, co robi ta wasza Kate. – Nie mógł przestać się śmiać. – Tylko wejdźcie po cichu i posłuchajcie chwilę. Gwarantuję, że was nie usłyszy. – Dalej się śmiał, wzbudzając w nas sporą ciekawość. – I Niall, raczej prędko nie odzyskasz swojego Maca... Chyba, że będzie jej głupio, że przegapiła koncert i ci go odda bez walki.
Co? Ej, tak się nie bawimy...
Popatrzyliśmy z chłopakami po sobie, każdy z nas miał uniesione ze zdziwienia (albo z ciekawości) brwi.
- Idziemy? – zapytał Harry z coraz bardziej powiększającym się uśmiechem. – Umieram z ciekawości, co było ciekawszego od nas, wydurniających się na scenie.
- Pewnie wszystko... – Zaśmiał się Louis, i wtedy ruszyliśmy w stronę „pokoju rekreacyjnego”.
- Zabij gnoja! – usłyszeliśmy jeszcze zanim nawet otworzyliśmy drzwi. Popatrzyliśmy na siebie jeszcze bardziej zdziwieni i w końcu weszliśmy po cichu do pokoju. Widok był niesamowity, chyba całej naszej piątce odebrało oddech.
Mianowicie, blondynka siedziała z nogami na stole, z moim laptopem na kolanach, ale nie wiedziałem, co robi, bo zasłaniała ekran swoim ciałem. Po jej lewej stronie leżał w większości opróżniony półmisek z moimi ulubionymi miniburgerami (wyjadła mi!!!), a po prawej  prawie pusta butelka po Pepsi.
-  No zeza masz, czy coś?! – krzyknęła w ekran. – Zabij go, - tutaj intensywnie zaczęła walić w klawisze klawiatury, - a teraz zabierz jego kasę. I jeszcze to. Tak! – wyrzuciła z radością ręce w górę. – Kolejna misja zaliczona! Horan, frajerze, to ja powinnam dostać to przed premierą, a nie taki amator jak ty...  Mieć tylko trzy misje zaliczone, co za wstyd... – Mruknęła w stronę laptopa, a cała nasza piątka, włącznie ze mną, wybuchnęła głośnym śmiechem.
Nie wierzę, że grała cały ten czas w GTA, i w dodatku, z tego co widzę, zaszła dalej ode mnie, mimo że już w to gram po nocach od tygodnia. Dziewczyna grająca z taką pasją w taką grę? Niesamowite zjawisko.
Zauważyłem spore uwielbienie dla niej w tym momencie w oczach Liama. No tak, akurat pod tym względem pasowaliby do siebie idealnie.
Blondynka się wystraszyła, pewnie myślała, że jest nadal sama w pokoju. Odłożyła laptopa na bok i spojrzała na mnie przepraszająco. Wydawała się zawstydzona po przyłapaniu w takiej sytuacji.
- Wybacz, poniosło mnie... – Zamknęła grę, oczywiście ją zapisując pod swoim imieniem. Usiadła już tak „po kobiecu” i odłożyła laptopa na stół. – To kiedy ten koncert? – zapytała, starając się uniknąć tematu jej gry. Na to pytanie nie mogliśmy inaczej zareagować niż ponownie zacząć się śmiać.
- Właśnie skończyliśmy. – Powiedziałem, siadając obok niej i wciskając do ust jednego z ostatnich burgerów. – I nie masz za co przepraszać. Pochwal się, ile misji przeszłaś? – zapytałem.
- Co? Przegapiłam wasz koncert? – zapytała z niedowierzaniem, rumieniąc się. – Przepraszam, nie wiedziałam, że aż tak się w to wciągnę...
- To co, pokonałaś Nialla czy nie? – Harry podchwycił temat, chyba myśląc, że pozyska nowy powód, aby się ze mnie nabijać. Już widzę oczami wyobraźni, jak mówi swoim prawnukom, że wujka Nialla pokonała baba w GTA...
- Przeszłam dziewięć pierwszych misji, nic specjalnego. – Wzruszyła ramionami, jakby to nie było nic nadzwyczajnego. A było, szczególnie w tak krótkim czasie.
- O Boże, ja się męczę z trzecią od dwóch dni... – Załamałem się, ale po chwili mnie oświeciło. W końcu jako facet muszę być w czymś od niej lepszy. – Kate, szkoda, żeby twój piękny strój się zmarnował, prawda, chłopaki?
- Co kombinujesz? – zapytał Liam, siadając po drugiej stronie dziewczyny.
- Idziemy na imprezę. Może nie prześcignę cię w GTA, ale na pewno będę lepszy w piciu.
- Niall, ona jest z Polski... – Zayn wywrócił oczami. – Ty już będziesz leżeć, a jej się będzie dopiero zaczynało robić wesoło.
- A ja jestem z Irlandii i gwarantuję wam, że ta walka nie będzie taka łatwa jak się wam wydaje...
- Przyjmuję zakład! – dziewczyna się ożywiła i wyciągnęła w moją stronę dłoń, którą natychmiast pochwyciłem, zanim nie zmieni zdania. – Liam, tnij. – Powiedziała, utrzymując ze mną cały czas kontakt wzrokowy, lekko rozbawiona.
Po zapieczętowaniu zakładu przez Payne’a, blondynka sięgnęła po butelkę Pepsi i nalała sobie do kubka tego czarnego trunku.
- Wy tu tworzycie jakieś dziwne konkursy, a ShadowCat dodała całkiem zabawny wpis... – Harry szczerzył się jak głupi do telefonu. – Wiedziałem, że będzie moja...


02.11.2013r.

Krótki wpis, w sumie tylko wiadomość dla Moony – chcę, żebyście byli świadkami tego oświadczenia, tak na wszelki wypadek.

Droga Moony!
Najpierw był Louis.
Później (i do dzisiaj) Niall.
A teraz zaczynasz coraz więcej pieprzyć o szczeniaku, który wabi się Liam Payne.
Ja Cię teraz, przy świadkach, ładnie i grzecznie ostrzegam: jeśli pewnego dnia przyjdzie u Ciebie pora na Harolda, to Ci powyrywam te blond kłaki. Zrozumiałyśmy się?

PS. On i tak będzie wolał mnie.
;*



Chyba ją już totalnie popierzyło. Usunęła jedno, to musiała dodać drugie. No pewnie. Najwyraźniej spadając z tamtego krzesła uraz nosa przeszedł jej na mózg.
Gdy Harry skończył to czytać, jak akurat piłam swój ulubiony napój, z wrażenia aż się zakrztusiłam.
Już chcieli mi ruszać na ratunek, ale podniosłam rękę w geście, że sobie poradzę.
- No proszę, Harry, jak o ciebie walczy... – Zaśmiałam się, starając nie okazywać większych emocji.
- I to jest idealny powód, żeby iść i się napić. Oczywiście zaraz po wypiciu za skończoną  trasę. – Styles zaczął wymieniać kolejne powody, za które koniecznie trzeba pić.

- To będzie długa noc... – Powiedział Louis niby zmartwionym głosem, ale na jego twarzy pojawił się mimowolnie uśmiech.



***
Siemanko :*
Patrząc na ten rozdział stwierdzam, że nauczyłam się lać wodę i finalnie to opowiadanie zajmie mi więcej rozdziałów niż 10, czego się początkowo obawiałam (uff, 15 to zawsze lepszy wynik, nie?). Ale i tak zobaczymy, bo to różnie w życiu bywa ;)

Jestem już w domku, i od jutra mam małą wiejską imprezę w moim mieście i zobaczę własnymi niebieskimi oczętami Nelly Furtado, Alex Hepburn ("Under" <3) i kilka polskich gwiazdek. Już się tak bardzo nie mogę doczekać, że aż musiałam się Wam pochwalić! Jak ktoś ma blisko do Szczecina, to zapraszam ;)


PS. Apel ShadowCat jest w stu procentach autentyczny... Dostałam dokładnie taką wiadomość od Justyny, tylko bez tego " o świadkach" - kochana, prawda? 

7 komentarzy:

  1. Na początku pragnę powiedzieć, że rozdział świetny. A teraz po kolei:
    Szczerze? Tak myślałam, że tak będzie... Jak chłopcy rozmawiali z Simonem i padło, że dziewczyna ma odpaść, to pomyślałam, że to będzie Jane, bo Kate zrobiła za dużo postępów i była za dobra, żeby ją wyrzucić. Po prostu wiedzieli, że może się jeszcze wiele nauczyć a tu chodzi o show, prawda? ;)
    Simon nieźle to wykombinował, ale kolejny raz powiem, że tego się spodziewałam. W końcu napięcie dla oglądających musi być! ;D
    Trochę mi jest szkoda Jane, bo Kate na pewno lepiej by się czuła, mając przy sobie w programie kogoś, z kim się zaprzyjaźniła, ale bardzo podoba mi się pomysł nagrania przez dziewczyny jakiejś wspólnej płyty, czy coś... :)
    Mmm... hahaha... do kogo Kate poszła najpierw? No oczywiście, że do chłopców! :D hahaha.. i tekst "wyczołganie się kilka pięter wyżej powinno mi zająć jakiś rok, i to jeszcze jeśli biegłabym (czyt. wdrapywałabym się na czworaka) z wiatrem" haahahahaha... leżę i nie wstaje, ten tekst był genialny! :D i jeszcze ten Malika "... i zaciekawiło mnie to sapanie pod moimi drzwiami" hahaha.. to się nazywa pocisk xD
    (p.s. nie to, żebym ja też tak nie miała po wdrapaniu się na kilka pięer po schodach ;D)
    A teraz jedno wielkie JESTTTTTT! Michael też wraca do domu! :D Kate przynajmniej nie będzie musiała się z nim użerać...
    Mrr... Liam, mieszkają w Londynie.. szkoda chłopie, że nie wiesz kim tak na prawdę jest Moony, a ty Styles nie wiesz kim jest ShadowCat :D Ojj... będzie się działo!
    Chociaż patrząc na to z drugiej strony... jeżeli Kate nie powie im, że jest Moony i pójdą na M&G to przecież chłopcy już pokojarzą fakty! (chyba takimi debilami nie są...) chociaż mam nadzieję, że Kate im o tym powie wcześniej, bo im później, tym potem może być gorzej... w końcu co jak co, ale ona ich okłamuje...
    W samochodzie kolejna konfrontacja Liam vs. Niall... uhhh... Kate to ma dobrze... dwaj chłopacy, jeden jej ideał, drugi przystojny i pociągający i obaj chcą siedzieć akurat obok niej! Ciekawe, czy wybierze tego po swojej prawicy, czy lewicy... ;>
    Hahaha... Harry w tym samochodzie, to nie wiem, czy chciał, żeby Kate powiedziała, że to on jest najprzystojniejszy, czy żeby powiedziała to o Liamie i Niallu i wtedy jego przypuszczenia by były trafne... ale mimo wszystko, to było nieźle śmieszne :D
    Kolejna śmieszna rzecz, a mianowicie rozmowa Kate i Justyny... hahahaha... biedna złamała noss... xD Ale ich rozmowy są jedną z najśmieszniejszych rzeczy w tym rozdziale, zdecydowanie uwielbiam ich pokręcone konwersacje! :D
    No i oczywiście pokonanie Horanka w GTA... uhh.. jaki bulwers, że to jeszcze nie wyszło, a blondyn już to ma... Kate zdecydowanie miałaby więcej korzyści będąc z nim ;>
    Nie no... Niall... baba w GTA Cię pokonała? Wstydź się Horan, wstydź się...! :D
    Apel ShadowCat... hmm... Zdecydowanie z jednej strony ma rację (szczególnie z tym że Harold będzie wolał ją ;p)
    Huhuhu... czuję, że następny rozdział będzie zajebiście ciekawy! :D Wyzwali się z Horanem na picie? Wow... będzie ostro, z jednej strony rodowita Polka, z drugiej Irlandczyk... ten wynik może się okazać zaskakujący :D
    Nie mogę się doczekać tego pojedynku i tego co podczas niego się okaże (wiesz... po pijaku ludzie robią różne dziwne rzeczy... ;p)
    Nie pozostaje mi nic innego jak czekanie na następny rozdział, na który wprost nie mogę się doczekać!
    p.s. Jak dla mnie, to może być i 50 rozdziałów... ja tam nie będę narzekać :D
    Pozdrów przyjaciółkę, dobry apel hahaha ;D

    Całusy Xx.

    @charls_grey

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, napięcie dla publiczności musi być. Zawsze jak oglądam ten fragment X Factora to po prostu umieram przy każdym uczestniku, chciałam to w jakimś stopniu oddać ;)
      Cieszę się, że ten fragment Cię rozbawił, wyszedł mi on dość spontanicznie - wszystko wyjęte z życia, niestety ;P
      Myślisz, że Kasia i Justyna pójdą na ten koncert na wejściówkach od chłopaków..? Oj, żebyś się nie zdziwiła... ;P
      A te rozmowy Kate i Justine są, można powiedzieć, również z życia wzięte. Dla Justyny dzień bez wkurzenia mnie/śmiania się ze mnie to dzień stracony. A ja wcale nie zostaję dłużna ;)
      Po pijaku to ludzie mają więcej odwagi, która może doprowadzić do różnych rzeczy... ;)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  2. Co ja się nacierpiałam, by w końcu napisać ten komentarz... Najpierw męczyłam się na telefonie, bo skoro miałam czas, to pomyślałam sobie: "Dlaczego nie?" I już przypomniałam sobie, dlaczego tak bardzo nie lubię pisać na komórce. Najpierw coś tam nacisnęłam i straciłam jakąś godzinę pisania, a potem wywaliło mnie z bloga. Dziś podejście numer... Sama nie wiem ile. Ale w tle leci Best Song Ever, więc musi się udać ;)
    Znasz to uczucie, gdy oglądasz X Factor i są domu jurorskie, a ty masz swojego faworyta? Trzymasz kciuki, wydaje ci się, że był na tyle dobry, że powinien przejść, a potem wchodzi po werdykt, a ty i tak umierasz z nerwów, obgryzając paznokcie? Potem załamujesz się z każdym słowem jurora i klniesz na czym świat stoi, płaczesz, bo się nie udało, a tu nagle euforia i zbijasz wazon z tej całej radości. A potem siadasz jak taki tata-gangster, wkładasz wyimaginowane cygaro do ust, zaciągasz się i pada wielkie: "Wiedziałam..." Właśnie tak miałam czytając ten początek. Wiedziałam, że Kate musi przejść. Wiedziałam. Naprawdę. Ale wazonu już nie odzyskam... W sumie i tak był brzydki. I nie był mój. Może właściciel się nie kapnie ;) Ta umowa między dziewczynami, to coś, co częściej powinno gościć w programach tego typu. Oby ich znajomość przetrwała... No, a Simon nazywający siebie chamem? Ja się pytam, dlaczego mnie tam nie było? No i Michael odpadł? A ja tak liczyłam na jakieś jego kolejne zgryźliwości... Oczywiście żartuje ;) Dobrze tak, lizusowi...
    Czy ona jest szalona? No, wiem, że jest, ale serio? Kto biegnie schodami, gdy obok jest winda? Nawet ja to wiem, a boję się jeździć windą. I w dodatku mam nie lepszą kondycję... Wariatka... Ale przynajmniej udało jej się zaciekawić Malika ;) Choć z drugiej strony... Czy z nim wszystko w porządku? Na co on liczył otwierając drzwi? Gdyby ktoś mi tak sapał pod drzwiami, to raczej zablokowałabym je wersalką.
    Ale ja cię proszę... czy ty chcesz mnie zabić? Weź ostrzegaj, bym nic nie piła przy czytaniu. Normalnie kola mi przeczyściła drogi oddechowe. W obie strony. Ślady męskości Malika? Ślady. Męskości. Malika. Nie chcesz wiedzieć, co mi pierwsze do głowy przyszło ;) Nie chcesz wiedzieć, co pomyślałam, gdy już doszłam do siebie po tej pierwszej wizji. Po tej drugiej wciąż jeszcze dochodzę do siebie...
    Liam, ty Sherlocku Holmesie! Mieszkają w Londynie? Szukaj ich! Ups... To trochę zabrzmiało jak komenda dla pieska... Sorry, Liam. Ale ja tam lubię szczeniaczki... Zwłaszcza, gdy chcą się bawić ;) Mam nadzieję, że załapałeś ;D
    Kalmary w cieście? Boże, co rozdział przez ciebie umieram z głodu. I w dodatku mam smaka na coś, czego oczywiście nie mam pod ręką. Ja chyba powinnam odpuścić sobie lekarza, a zająć się podrywaniem kucharzy. Trzeba myśleć przyszłościowo. Kalmary... Nie lubię cię ;P
    Idę coś zjeść.
    Będzie więcej... Jak to się pisało? Cdn?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam zjeść nudną kanapkę, która smakowała gorzej niż zazwyczaj, bo w głowie miałam inne jedzonko.. Ale jesteśmy umówione i już nie mogę się doczekać :)
      Liam... Jaki pamiętliwy ;) Nawet ja zapomniałam, że obiecała mu pójście na koncert... No, ale ja mam trochę więcej w głowie (zabrzmiało jak kłamstwo... ciekawe dlaczego?), a on ostatnio to ma głównie ją. Przez ciebie zaczęłam ostatnio inaczej na niego patrzeć i cholera... gorrrący jest :P A ja tak zmarzłam dziś w nocy...
      Ale diva ze Stylesa :) Normalnie nie wiem, jak ona mogła nie wybrać Marcela? Przecież to był najseksowniejszy i najmniej zarośnięty chłopak w wideoklipie... Przecież wszyscy ślinią się na jego widok! Kate, może już czas do okulisty ;)
      Magiczny, zielony plecaczek Nialla... Co też mi chodzi po głowie...
      PEPSI?!? CO? Hmmm... Nikt nie jest idealny... (westchnęłam tak, że aż papiery z biurka pospadały... I teraz jeszcze muszę się schylać... Dzięki...) Dam ci za tą Pepsi plusa po znajomości, ale głównie dlatego, że twoja miłość do niej oznacza, że nie wychlejesz mi Coca Coli ;)
      Rozmowy Kate z Justyna sprawiają, że o mała ja sama nie skończyłam z uszkodzonym nosem. Wprawdzie osobiście nie przepadam za pieszczotliwym wymienianiem się przezwiskami przez przyjaciółki i sama nigdy tak nie robię, ale nie można mieć wszystkiego. W końcu artystom się wiele wybacza...
      Nowe GTA? Że co? Czy ja powinnam wiedzieć, o co chodzi? Wiesz, że nie lubię jak czegoś nie rozumiem... Przypomnij mi następnym razem, bym nie pytała Marka o gry komputerowe. Mogłabym napisać pracę magisterską na temat ewolucji tej gry i podać jeszcze co najmniej dwadzieścia innych, podobnych... Litości... Czy tylko ja jestem analfabetą, jeżeli chodzi o takie rzeczy?
      No i w ogóle jak to tak można? Liam za nią tęskni... dopytuje się o nią... martwi się... A ona gwałci komputer Horana? Ta gra rzeczywiście musi być wciągająca... Choć mi już zbrzydła po kilku godzinach słuchania i niej...
      Ale zaraz. Wróć. Jakiego TEGO folderu? Boże, Niall ma tam jakieś rozbierane zdjęcia! No bo co innego? Prowadzi jakieś Sex-Files? Hmmm... Kiedy kolejny rozdział? Ty się uczysz, zamiast pisać?!? Tak nie może być! Co ważniejsze? Nie myśl tylko o sobie, pomyśl o nas ;)
      I znowu?!? Miniburgery? Wyjadła mu JEGO miniburgery? Na stos z nią!
      W końcu się pogubiłam z tymi poziomami Nialla - trzy, czy cztery, ale w sumie i tak cienki Bolek z niego, skoro ona jest na dziewiątym ;) Kim ona jest, tak w ogóle? Twórcą tej gry? Czy po prostu Horan jest do niczego?
      "To kiedy ten koncert?" Zabiła mnie tym zdaniem. Zdecydowanie cytat roku. A taka z niej wielka fanka... Oczywiście anonimowo ;) A tu taką okazje przepuścić. Znowu. Może jednak powinnam zerknąć na tą grę. Właśnie się dowiedziałam, że "czasami jak się wciągniesz, to jest lepsza niż seks!" Brzmi intrygująco ;)
      Niall wyzywa ją na chlańsko? O matko... Będzie się działo... A co oni maja do Polaków i picia? Ja jestem Polką, a głowę mam słabą jak noworodek (o ile ktoś podałby mu alkohol).
      Starcie Polska - Irlandia. Oj, będzie się działo. Po pijaku zawsze się coś dzieje...
      Jeszcze moment...

      Usuń
    2. Trochę mnie martwi to całe udawanie Kate... Z każdym kłamstwem tylko bardziej się pogrąża... Jak długo będzie to ciągnąć? Z jednej strony jest fajnie i można się pośmiać z tych rożnych akcji, ale z drugiej... krzywdzi ich. A przynajmniej skrzywdzi, gdy się dowiedzą, że wszystko było jedną wielką szopką...
      Zawsze uważałam, że Niall i Liam są najwrażliwsi w zespole i tak teraz dziwnie mi z tą świadomością, że ona perfidnie ich oszukuje. No bo przecież jest tą całą AD tylko przed znajomymi i innymi ludźmi, a przed ukochanym zespołem dlaczego musi udawać?
      Gdybym była na miejscu Liama, to poczułabym się zdradzona. On za nią biega, ewidentnie go do niej ciągnie, a tu nagle się okazuje, że 90% słów, które do niego wypowiedziała, to były kłamstwa.
      A Niall? Czy bierze pod uwagę to, że jego druga połówka jest kłamczuchą? Ile zdoła wybaczyć swojej ukochanej Moony?

      Tak mnie wzięło pod koniec. Właściwie, gdy o tych wideoklipach zaczęli gadać i trzymało mnie do końca... Jestem ciekawa, jak to będzie wyglądać... Bo chyba raczej nie obejdzie się bez zranionych uczuć...

      Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Co tam nauka! Są ważniejsze rzeczy! A przynajmniej powinny być ;)
      Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)
      Kate ❤ Kate

      Całuję xx

      @KateStylees

      Usuń
    3. Oj, Kasia, Kasia... Nie mam pojęcia, jak odpowiedzieć na to Twoje cudo. Mogę to sobie wydrukować i powiesić nad biurkiem?
      Mam nadzieję, że odpowiedź na komentarz zawarła się w naszych rozmowach na gg czy na asku ;)
      Po prostu powiem Ci, że Cię kocham i nie mogę się doczekać Twojego urlopu :*

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  3. To teraz ja się krztuszę tak jak Twoja Kate. Ze śmiechu! Jak dobrze, że do Ciebie trafiłam! :D To jest świetne! Anymous Directioner jezu sama bym chętnie do nich należała!!! :D
    Lecę czytać dalej.
    W ogóle o co chodzi, że we wszystkich najlepszych blogach główna bohaterka ma na imię KATE?!

    OdpowiedzUsuń