piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 11

- No proszę cię... – Prychnął ten zboczeniec, patrząc na mnie z pogardą i mierząc wzrokiem od góry do dołu. Wstał i podszedł do mnie tak, że dzieliło nas maksymalnie pół metra. – Byłeś kilka razy na siłowni i może już nie wyglądasz jak zagubiony chłopiec, ale nadal nie sięgasz mi nawet do pięt. – Poczułem na sobie jego oddech, pełny alkoholu.
- Po prostu ją zostaw w spokoju i nikomu nic się nie stanie – warknąłem, nie odrywając od niego wzroku.
- Bo co? Zrobisz mi kuku? – prychnął. – A nie boisz się, że popsujesz sobie manicure?
- Nie pogarszaj swojej sytuacji... – Syknąłem, starając się jeszcze w miarę utrzymać moje nerwy na wodzy.
- Ja? Chyba raczej mówisz teraz o sobie. Nic mi nie zrobisz, dzieciaku. – Śmiał mi się w żywe oczy.
- Naprawdę chcesz się o tym przekonać na własnej skórze? - Czułem jak zaczyna się we mnie gotować. Może nie znałem jej za długo, ale jak byłem mały, to zostały mi wpojone pewne zasady, według których trzeba bronić kobiet, nawet jeśli ty możesz przy tym ucierpieć. W sumie bardzo dawno nikogo nie uderzyłem i nie wiem, czy potrafiłbym to teraz zrobić, ale z każdą milisekundą czułem, jak moje pięści się coraz mocniej zaciskają.
- To już prędzej ona zrobi mi jakąś krzywdę, na przykład nadużywając zębów, kiedy będzie mi ssać...  – Nie mogłem mu pozwolić na to, żeby skończył to zdanie. Jakiś wewnętrzny głos wręcz nakazał mi stanąć w obronie blondynki, która siedziała półprzytomna na kanapie.
- Nie rób tego! – usłyszałem za sobą krzyk Paula w momencie, gdy moja pięść dotknęła szczęki Davisa, przewracając go na ziemię.
Wow, nie wiedziałem, że mam w sobie tyle siły. Jednak adrenalina robi swoje.
- Temu panu już podziękujemy – warknąłem do ochrony obiektu, która natychmiast się tu zleciała. Cholera jasna, ciekawe, gdzie byli wcześniej. – Wyprowadźcie go i upewnijcie się, że dzisiaj już tutaj nie zawita. – Poleciłem im i poczułem ulgę jak zaczęli zbierać tego idiotę z podłogi, praktycznie niosąc go w stronę wyjścia, mimo że nie byłem ich przełożonym.
- Możesz ją sobie dzisiaj wziąć, szkoda by było, gdyby ten proszek się zmarnował... – Mruknął, przechodząc obok mnie. Niestety, zanim dotarło do mnie znaczenie jego słów, on już prawdopodobnie siedział w taksówce.
- Możesz mi, do cholery, powiedzieć,  co to miało być?! – wydarł się na mnie Paul, nie mogąc najwyraźniej uwierzyć własnym oczom. – Jutro będziesz w każdej gazecie!
Nie miałem teraz czasu bawić się z nim w jakieś wyjaśnienia, musiałem się upewnić, że z Kate jest wszystko w porządku.
- Boże, Katie, co on ci dał... – Szepnąłem do dziewczyny, starając się ją postawić na nogi. Tak jak przed chwilą była jeszcze całkiem przytomna i jedynie wyglądała na pijaną, to teraz nie mogła ustać na własnych nogach, a z jej ust zamiast słów wydobywały się jedynie dziwne, niezrozumiałe pomruki.
- Co ty z nią robisz? – zapytał ze zdziwieniem Paul, gdy brałem dziewczynę na ręce. – To jest ta dziewczyna od Cowella? Co ona tu w ogóle robi? – zbombardował mnie pytaniami.
- Dla twojej wiadomości, Paul, tamten facet przed chwilą ją prawie zgwałcił, a wcześniej coś jej najwyraźniej dosypał do drinków. A teraz ją zabieram do siebie, chcę mieć na nią oko.
- O Boże. – Nasz menadżer-opiekun był w wyraźnym szoku, idąc za mną. – Wysłać kogoś z tobą? – zapytał słabym głosem.
- Tak, zawołaj do samochodu Prestona, powinien gdzieś tu się kręcić  – krzyknąłem do niego, szybko opuszczając klub tylnym wyjściem, gdzie nie było paparazzi. – Cholera, Kate, musimy chyba jechać do szpitala na płukanie żołądka... – Powiedziałem do niej, kładąc ją na tylnym siedzeniu naszego busa.
- Nie... Szpital... – Zaczęła seplenić, gdy próbowałem w jakiś magiczny sposób zabezpieczyć ją pasami.
- Kate, do cholery, musisz mieć jakieś płukanie żołądka czy coś! Nie wiadomo, co ten pacan ci dał!- prawie krzyknąłem, tracąc przez nerwy cierpliwość.
Bałem się. Mimo że nie znaliśmy się jeszcze nawet tydzień, to czułem, że coś mnie z nią łączy, jakby przez te kilka dni powstała między nami jakaś więź. Myśl, że może coś jej się stać, oprócz tego, co się już się dzisiaj wydarzyło, zdecydowanie mi nie pasowała.
- Woda z solą... – Mruknęła z półotwartymi powiekami, gdy zamykałem drzwi. Gdzie, do cholery, jest Preston?
- Już jestem, jedziemy do ciebie czy do niej? – jak na zawołanie, obok mnie zjawił się ochroniarz.
- Chcę ją mieć na oku... - Westchnąłem bezradnie. – Do mnie. – Podjąłem szybko decyzję, zamkając tylne drzwi i usiadłem z przodu na miejscu pasażera.
- A może najpierw do szpitala? – zapytał mnie Preston, odpalając silnik samochodu.
- A ty byś chciał zaczynać karierę od wizyty w szpitalu na detoksie? – zapytałem retorycznie. – Zaraz zmusimy ją jakoś do wyrzygania resztek tego świństwa, co ma jeszcze w żołądku i będę jej pilnować, dopóki się nie obudzi...
- Masz w tym jakiś interes czy coś?
- Ona cierpi na chorobę o nazwie „za dobre serce dla wszystkich”. Zasługuje na to, żeby raz ktoś zrobił coś dla niej... Poza tym miałbym wyrzuty sumienia do końca życia, gdybym ją teraz zostawił gdzieś samą sobie.
- Jak chcesz, ty tu rządzisz.
Po około dwudziestu, niezbyt spokojnych, minutach wszedłem do mieszkania, trzymając blondynkę na rękach. Już ją przenosisz przez próg? Jak zwykle, nieodpowiednie myśli w nieodpowiednim czasie.
- Położę ją w sypialni, przynieś z kuchni miskę i szklankę z wodą i kilkoma łyżkami soli – powiedziałem Prestonowi, nie oglądając się za siebie.
Delikatnie położyłem dziewczynę na swoim łóżku. Następnie usiadłem obok jej głowy i tak ją do siebie przysunąłem, aby leżała na moich kolanach.
- Boże, ale jesteś blada... – Odgarnąłem jej włosy z twarzy, nie zauważając, kiedy obok mnie pojawił się ochroniarz. – Katie, teraz musisz wypić coś bardzo niedobrego, ale to dla twojego dobra... – Powiedziałem do niej, mając nadzieję, że chociaż podświadomie rozumie moje słowa. Lekko ją uniosłem i ustawiłem bokiem, żeby się zaraz się nie zakrztusiła. – Połóż miskę na moich kolanach, a mi daj szklankę z wodą – zwróciłem się do mężczyzny. – Katie, proszę, weź kilka łyków. – Poprosiłem dziewczynę, podstawiając jej pod usta szklankę. Jej widok sprawiał mi wewnętrzny ból. Taka nieprzytomna, blada, z kropelkami potu na czole...
Bóg chyba wysłuchał moich niemych modlitw, bo niebieskooka lekko rozchyliła usta, wydając z siebie niezrozumiałe pomruki.
Przechyliłem szklankę, wlewając do ust dziewczyny powoli przezroczystą ciecz, uważając, żeby się nie zakrztusiła. O dziwo, Kate przełknęła mały łyk tego świństwa, a przy drugim, kiedy chyba poczuła smak, zauważyłem u niej odruch wymiotny. Uniosłem szybko miskę pod jej brodę, a Preston pomógł mi trzymać dziewczynę w pozycji półsiedzącej. Z każdą sekundą, gdy patrzyłem jak do oczu dziewczyny nachodzą łzy spowodowane zwracaniem zawartości żołądka, byłem coraz bardziej wściekły na tamtego palanta. Chociaż nie, palant to zbyt łagodne określenie. Skurwysyna.
Czułem, że tak tego nie zostawię, jeszcze dostanie za swoje...
- Wezmę to, a ty ją połóż, czy coś... – Szepnął Preston, zabierając miskę, gdy już było wyraźnie widać, że Kate skończyła.  – Masz, wytrzyj jej usta. – Podał mi mokry, zimny ręcznik. Dobrze, że on pomyślał o tym, o czym ja zapomniałem. Położyłem ją ponownie na łóżku i usiadłem obok niej. Złożyłem ten niewielki ręcznik na pół i delikatnie wytarłem jej okolice ust. Następnie wstałem i uwolniłem jej stopy z tych obcasów, żeby jej było wygodniej.
Wyszedłem do salonu, gdzie był ochroniarz.
- Jak chcesz, to możesz już iść... – Zwróciłem się do niego. - W każdym razie ja dzisiaj nie zmrużę oka, wolę jej pilnować na wszelki wypadek.
- Nie ma mowy, że gdzieś pójdę, a nóż jeszcze będziesz mnie potrzebować. – Miałem wrażenie, że Preston poczuł się wręcz urażony, że w ogóle przyszło mi do głowy, że mógłby teraz mnie zostawić.
- To się chociaż się połóż na kanapie, na pewno jesteś zmęczony.
- A co powiesz na to, że będziemy mieli przy niej dwugodzinne zmiany? – zaproponował, a ja zacząłem w myślach rozważać tą możliwość.
- Dzięki, to bardzo miłe z twojej strony. – Zgodziłem się. – Szczególnie, że to zdecydowanie wykracza poza twoje służbowe obowiązki.
- Moim obowiązkiem jest również pomaganie wam w trudnych sytuacjach. A ta na pewno się do takich zalicza.
- W każdym razie i tak wiszę ci butelkę dobrej whisky. – Klepnąłem go przyjaźnie po plecach. – Biorę pierwszą zmianę. – Zacząłem iść z powrotem do sypialni.
- Mogę ci coś jeszcze powiedzieć? – zawołał za mną, a ja się do niego odwróciłem w oczekiwaniu na jego słowa. – W moich oczach, i na pewno tej Kate też, to ty jesteś dzisiaj superbohaterem, Niall. 




O kurwa.
Nie musiałam nawet otwierać oczu, żeby wiedzieć, jak bardzo jest źle. A było tragicznie.
Boże, nie czułam się tak paskudnie po piciu chyba od jednego Sylwestra, po którym miałam dwudniowego kaca...
Powoli otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju, w którym byłam, starając się za bardzo nie kręcić głową. Na widok znajomych mi już czterech ścian wydałam z siebie cichy jęk.
Aż tak się na tej premierze spiłam, że Niall odholował mnie do siebie? Ale mi wstyyyd... I w dodatku nic nie pamiętam, cholera jasna.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej, bez żadnych gwałtownych ruchów. Mój wzrok przyciągnęła szklanka z przezroczystym płynem stojąca na szafce nocnej tuż obok mnie.
WODA! NIALL, KOCHAM CIĘ ZA TEN GEST!, usłyszałam w myślach szczęśliwy głos. Podniosłam z szklankę z nabożeństwem i powąchałam zawartość, starając się zachować wszelką ostrożność. Gdy nie wyczułam żadnego podejrzanego zapachu, z ulgą uniosłam szklankę do ust i szybko wypiłam pierwszy łyk.
- O kurwa! – wymcknęło mi się dzisiaj już drugi raz, jednak teraz na głos. Nie wiedziałam, że mogę tak szybko biegać na takim kacu, ale jednak wszystko jest możliwe – w kilku susach dorwałam drzwi do łazienki i zaraz znalazłam się przy toalecie. Cała zawartość mojego żołądka, której za wiele nie było, znalazła się w porcelanowym wynalazku ludzkości. – Ja pierdole, kto do cholery trzyma przy łóżku roztwór pieprzonej soli... – Mruknęłam, cały czas trzymając głowę nad muszlą.
- Yyy... Cześć, Kate. – Usłyszałam obok siebie męski głos. Obróciłam się w tę stronę i zobaczyłam Nialla. Pod prysznicem.
- O Boże, przepraszam, było otwarte, nie wiedziałam! – wstałam i zasłaniając ręką oczy usiłowałam odnaleźć po omacku drzwi. Na szczęście, albo raczej nieszczęście, drzwi kabiny prysznicowej do mniej więcej linii talii chłopaka były matowe, więc nic nie widziałam, ale i tak... Co za wstyd! – Już wychodzę! – krzyknęłam panicznie uciekając do najbliższego pomieszczenia, czyli w wypadku tego mieszkania – kuchni.
Nie polecam biegania w sukience, która jest stosunkowo wąska i na tyle długa, że zamiatasz nią po podłodze.
- Hej, wszystko w porządku? – zapytał mnie jakiś facet, gdy leżałam na ziemi w progu kuchni.
- To zdecydowanie nie jest mój dzień. – Zasłoniłam ze wstydem twarz. – Najpierw napiłam się jakiejś solanki, potem wpadłam do łazienki na poranne rzyganko, podczas gdy Niall brał prysznic, a teraz wywinęłam orła przez tę cholerną kieckę...
- Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej – powiedział z półuśmiechem, pomagając mi wstać z ziemi. – Chcesz może świeżej herbaty?
- Oddam wszystko za gorzką. I jeszcze jakbyś gdzieś znalazł aspirynę, to poproszę tak od razu z dziesięć. – Jęknęłam, siadając przy kuchennej wyspie.
- Może na początek dwie? – po mniej niż minucie przed sobą miałam i kubek gorącego eliksiru szczęścia i dwie uzdrawiające tabletki. – A tak w ogóle, to jestem Preston, jeden z ochroniarzy chłopaków.
- Cześć, Kate. – Podałam mu dłoń. – Obiecuję, że jeśli jeszcze kiedyś się spotkamy, to nie będę wyglądała jak siedem nieszczęść.
- Widziałem gorsze przypadki – odpowiedział, puszczając mi oczko. – Pamiętasz coś z poprzedniej nocy? – zapytał udając się do salonu.
- Nie, właśnie nie. – Złapałam się za bolącą głowę, idąc za nim. – Ostatnie co pamiętam to to, że rozmawiałam z Jackiem w klubie. Potem zaczął się do mnie dobierać i jak przez mgłę pamiętam, że obok nas pojawił się Horan. I to wszystko.
- W takim razie masz o czym rozmawiać z Niallem przy śniadaniu... – Smutno westchnął, zakładając kurtkę. – Pożegnaj go ode mnie.
- Ale coś wczoraj zrobiłam? – wystraszyłam się. Jeśli coś wywinęłam, przy takiej ilości kamer i fotoreporterów jaka tam się znajdowała, to od razu mogę sobie odpuścić program.
- Niall lepiej to wytłumaczy, cześć. – Wyszedł z mieszkania, posyłając mi uśmiech, który raczej nie należał do tych wesołych. Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Najlepiej, żeby to było ciepłe i mokre.
Może jednak ten dzień nie jest taki zły?, zadałam sobie pytanie w myślach, gdy przy otwarciu pierwszej szafki kuchennej moim wygłodniałym oczom ukazało się opakowanie zupki chińskiej. Cóż, może nie jest to najzdrowszy posiłek, ale po zalaniu wrzątkiem będzie spełniał moje trzy wymagania: będzie jadalne, mokre i ciepłe.
Po kilku minutach z miską przeniosłam się do salonu i usadowiłam swoje skacowane cztery litery na kanapie przed telewizorem, do jednej ręki biorąc łyżkę, a do drugiej pilota.
Zaczęłam przeżuwać makaron w połączeniu z płynem, który smakiem miał prawdopodobnie przypominać rosół, gdy z łazienki wyszedł świeży i pachnący Niall.
- Rozgościłam się. – Wyszczerzyłam się, machając do niego łyżką, starając się nie przywoływać w pamięci obrazu nagiego chłopaka. Początkowo się uśmiechnął, ale po chwili jego twarz przyjęła poważny wyraz.
- Jak się czujesz? – zapytał z wyraźną troską i usiadł obok mnie.
- Kubek herbaty, aspiryna i czuję się jak nowonarodzona. – Trochę skłamałam, bo jednak nie było aż tak idealnie, ale może prysznic sprawi, że będę mogła nazwać swój stan w miarę „normalnym”.  – Preston wychodząc powiedział, że masz mi o czymś powiedzieć. – Zrobiłam zawstydzoną minę. –Mam nadzieję, że nie zbłaźniłam się kompletnie...
- Kate, to nie chodzi o ciebie. – Splótł swoje dłonie i spojrzał w podłogę. – To chodzi o Jacka i o to, jak cię potraktował. – Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. – On ci... – Zdanie przerwało mu walenie do drzwi, i to dość intensywne. – Cholera, kogo niesie.
- To ty sprawdź, a ja wezmę swoje rzeczy, które u ciebie wczoraj zostawiłam, i pójdę pod prysznic. Masz jakiś ręcznik? – zaczęłam iść w stronę sypialni, gdzie zostawiłam swoje pakunki.
- KATE! – usłyszałam za sobą głos, którego teraz raczej bym się nie spodziewała. Odwróciłam się na pięcie i od razu wpadłam w męskie ramiona.
- Liam? – zdziwiłam się. – Co ty tu robisz i dlaczego zachowujesz się tak, jakbym przed chwilą umarła, a teraz nagle zmartwychwstała?
- Co ten idiota ci wsypał do tych drinków... – Szeptał w moje włosy, mocno mnie do siebie przyciskając. – Nie powinienem spuszczać go z oka, wiedziałem to...
- CO ZROBIŁ?! – odsunęłam się od niego gwałtownie i zaczęłam błądzić wzrokiem między Niallem a Liamem. – Proszę, powiedzcie, że się przesłyszałam... – Poczułam, jak do moich oczu napływają łzy. Przecież to niemożliwe, żeby takie coś się mi przydarzyło! Jasne, czytałam o takich przypadkach, ale JA!?
- Nie powiedziałeś jej? – brunet zapytał z wyrzutem Horana.
- Właśnie miałem to zrobić, ale mi przerwałeś swoim waleniem do drzwi – warknął.
- Bo Paul mi powiedział i chciałem...
- ZAMKNIJCIE SIĘ OBOJE! – krzyknęłam, zaczynając nerwowo chodzić po pokoju. – Powiedzcie mi, błagam, że nie doszło do... – Słowo „gwałt” nie mogło mi przejść przez gardło. – Boże. – Załkałam czując, jak ta sytuacja zaczyna mnie przerastać. Usiadłam na podłodze w miejscu, w którym akurat stałam i schowałam coraz bardziej mokrą twarz w dłoniach.
- Hej, Katie, do niczego nie doszło. – Obok siebie natychmiast usłyszałam spokojny głos Nialla, a po sekundzie poczułam jak mnie do siebie przytula, siadając obok mnie. – Od razu jak zauważyłem, że zaczyna się do ciebie przystawiać, to do was podbiegłem i pokazałem mu, że masz nowych przyjaciół, którzy nie pozwolą mu cię skrzywdzić. – Powiedział mi do ucha, lekko mną kołysząc. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Nialla, który patrzył na mnie z niesamowitą troską. – Potem zabrałem cię do siebie i zrobiłem ci z Prestonem płukanie żołądka, żeby pozbyć się resztek tego świństwa. Całą noc cię na zmianę pilnowaliśmy. – Odgarnął włosy z mojej twarzy, które się do niej przykleiły. – Już jest dobrze. – Przygarnął mnie mocniej do siebie, zamykając w swoich ramionach. – Już jest dobrze... – Powtórzył jak mantrę najwyraźniej chcąc, abym sama w to uwierzyła.
Nie wiedziałam, co myśleć. Miałam w głowie całkowitą pustkę. Oczywiście wiedziałam, że takie rzeczy się zdarzają na świecie, ale nigdy nie przypuszczałam, że ja będę jedną z ofiar. Mogę jedynie dziękować Bogu i Horanowi, że nade mną czuwali, bo inaczej nie wiadomo, jak to się mogło skończyć.
- Dziękuję – szepnęłam do niego, czując, jaki on jest wyjątkowy. – Gdyby nie ty... – Odsunęłam się od niego, ocierając łzy.
- Nie, Kate, nie rób tego. – Natychmiast mi przerwał. – Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem. – Nieśmiało się uśmiechnął.
- Masz jakiś ręcznik? – postanowiłam zmienić temat.
- Co? – najwyraźniej ta zmiana nastąpiła zbyt gwałtownie.
- Chciałabym wziąć prysznic i przebrać się z tej cholernej kiecki w ciuchy, które wczoraj tu zostawiłam. – Wyjaśniłam, a chłopak tylko skinął głową i pobiegł gdzieś w głąb mieszkania mówiąc tylko „zaraz wracam”.
- Byłaś tu wczoraj? – zdziwił się Liam, który do tej pory siedział cicho, jedynie nas obserwując.
- Tak, pomagałam Niallowi w opiekowaniu się Theo. – Posłałam mu raczej wymuszony uśmiech. Nie mogłam przestać myśleć o Jacku i o tym, co mi zrobił, albo co miał zamiar zrobić.
- Mam być zazdrosny? – nerwowo się zaśmiał, a ja nie mogłam inaczej zareagować niż wywrócić oczami.
- Nie wiem, może poradź się w tej sprawie Danielle. – Wrednie się uśmiechnęłam, odrywając na chwilę uwagę od poprzedniej nocy.
- Taką ci załatwię rozrywkę na niedzielę, że już nigdy więcej nie pomyślisz, że coś mnie z nią jeszcze może łączyć. – Ściszył ton, gdy Niall wrócił do pokoju z ręcznikiem i...
- Szczoteczka do zębów? – zdziwiłam się, biorąc od blondyna ręcznik ze szczoteczką, jeszcze fabrycznie zapakowaną. – Aż tak śmierdzę? – zapytałam, kierując się już w stronę łazienki.
- Na razie to śmierdzisz jedynie zupką chińską, ale pomyślałem, że się przyda.
- I dobrze pomyślałeś, Misiu. – Posłałam mu najszczerszy uśmiech na jaki było mnie stać i zabierając po drodze swoje ciuchy, zamknęłam się w łazience i po chwili z radością weszłam pod strumień ciepłej wody.
Nie wiedziałam, jak mam się zachowywać. Jasne, czułam się dziwnie, jak jeszcze nigdy w życiu, ale nie byłam jakoś dziwnie przestraszona. W końcu do niczego nie doszło, prawda?
Jestem dziwna, przecież powinnam teraz wpaść w jakąś depresję, załamać się, czy coś... A ja się czuję prawie normalnie, tylko jestem taka trochę zszokowana, zdziwiona, że takie coś mi się przytrafiło.
Najwyraźniej dostałam od życia żółtą kartkę, jakiś sygnał ostrzegawczy, że nie mogę każdej napotkanej osobie ufać tak, jak do tej pory.
Bo świat jest pełen popaprańców i nigdy nie wiesz, kiedy jednego z nich spotkasz na swojej drodze.



- Misiu? – prychnąłem, gdy Kate zniknęła już za drzwiami łazienki.
- No co? – Niall wzruszył ramionami, udając, że nie rozumie mojej uwagi.
- Od kiedy to jesteś jej misiem? – nie mogłem przestać o tym myśleć.
- Najwyraźniej od dzisiaj... – Walnął się na kanapie i włączył jakiś pierwszy lepszy serial w telewizji. – Trzeba było ją obronić przed tym idiotą, zamiast latać gdzieś z Danielle – warknął, nawet na mnie nie patrząc.
- Niall, przecież wiesz, że z nią wszystko skończone. – Opadłem na miejsce obok niego. – Ile razy mam to wam powtarzać?
- Nam nie musisz, ale może Peazer powinna to usłyszeć? – Spojrzał na mnie poważne. – Stary, dopóki wszystkiego z nią nie skończysz, to nie mieszaj Kate w głowie... – Westchnął z troską. Ale nie byłem do końca pewny, czy martwi się o mnie, czy o dziewczynę.
- Właśnie, Kate. – Przypomniałem mu. – Nie sądzisz, że warto by było zgłosić to na policję, czy coś?
- Nie sądzisz, że warto by tę decyzję zostawić Kate? – zaczął latać między kanałami, nie mogąc przykuć swojej uwagi do jednego programu. – Nie wiem, co ona o tym sądzi, ale ja na jej miejscu nie chciałbym zaczynać kariery od skandalu.
Tym stwierdzeniem sprawił, że nie miałem już więcej pytań. W sumie miał rację, bo jeśli taka afera wyszłaby na początku programu, to nikt by nie kojarzył Kate z muzyką, tylko z Jackiem, który ją naćpał w wiadomym celu.
Ciszę między nami, oprócz grającego telewizora, nagle przerwał mój telefon.
- Paul – mruknąłem patrząc na wyświetlacz. – Tak, Paul? – odebrałem telefon.
- Cześć, Liam, jak sytuacja?
- Okej, o wiele lepiej niż się spodziewałem.
- To w takim razie zaraz widzę cię z powrotem w studiu. – Polecił mi stanowczym głosem.
- Ale Paul... – Jęknąłem niczym małe dziecko, któremu rodzic każe właśnie zrobić coś, na co zdecydowanie teraz nie miało ochoty.
-Nie ma żadnego ale, zaraz tu cię widzę.
- A Niall? – zapytałem, trochę specjalnie. Dlaczego on może mieć wolne, a ja nie? Gdzie tu jakaś sprawiedliwość?
- On będzie się męczył tu jutro, jak wy będziecie mieli wolne. – Wyjaśnił. – Masz dwadzieścia minut, zaraz cię tu widzę.
- Dobra, skoro nalegasz. – Nie podobała mi się myśl, że mam zostawić Kate i Nialla samych. Chciałem teraz przy niej być, w tej trudnej chwili. Chciałem ją wesprzeć. – Do zobaczenia, Paul. – Rozłączyłem się i wstałem z kanapy, kierując się do szafy, w której powiesiłem swoją kurtkę. – Muszę wracać do studia. Pożegnaj ode mnie Kate.
- Bardzo wylewnie sobie życzysz? – zaśmiał się.
- Coś ci się obniżył poziom żartów, Horan. – Wyszedłem z mieszkania, nie do końca zadowolony. Teraz tylko muszę obmyślić niesamowitą randkę na niedzielę, żeby Kate już się we mnie bezwzględnie zakochała i żaden Niall w srebrnej zbroi nie miał przy mnie już najmniejszych szans.



Wycierałam się miękkim ręcznikiem, cały czas czując w wilgotnym powietrzu zapach męskiego żelu pod prysznic, którym teraz i ja pachniałam. W użycie poszedł również szampon Nialla, dezodorant i pasta do zębów. Czyli teraz nie dość, że z charakteru jestem jak on, to jeszcze pachnę jak on, zaśmiałam się do tej myśli.
Po wczorajszej sytuacji, po tym, jak się mną zaopiekował, zmieniłam o nim zdanie o sto osiemdziesiąt stopni. Zanim go poznałam, wyobrażałam go sobie jako nieodpowiedzialnego dzieciaka, który ma cały czas głupie pomysły i przez pięć minut nie potrafi zachować powagi. A teraz... Teraz to mężczyzna, który potrafi odważnie stanąć w obronie kobiety i niesamowicie się nią zaopiekować, jeśli jest taka potrzeba.
Patrząc w swoje odbicie w lustrze przypomniałam sobie, czego chciałam jak przyjechałam do Londynu we wrześniu. Odpowiedź na to pytanie była prosta: jego. Rozglądałam się na każde strony zwiedzając to miasto z nadzieją, że go spotkam, jakby to było możliwe. Nie chciałam Liama, nie chciałam żadnego pseudo celebryty, tylko chciałam Nialla. Tego, jak wtedy myślałam, nieporadnego Irlandczyka, na którego widok zawsze się uśmiechałam, a którego sam śmiech powodował, że ja nie mogłam się przestać śmiać. Tego, który swoimi cechami charakteru mnie przeraził, bo jak to jest, do cholery, możliwe, żeby na świecie istniały dwie aż tak podobne do siebie osoby? Po prostu... Śpiew, gitara, taniec irlandzki, język hiszpański, brak tatuaży, tlenienie włosów, piłka nożna, obżarstwo, spanie, aparat na zęby, nieumiejętność jedzenia pałeczkami, nawet grupa krwi! Do dzisiaj pamiętam, jak mnie te informacje przeraziły... Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy mój tata nie był dwadzieścia lat temu w delegacji w Irlandii, no ale przecież nie zostawiły mojej mamy samej w ciąży.
Pamiętam, jak sobie wtedy robiłam nadzieję: skoro Bóg się natrudził, żeby stworzyć dwie takie same osoby, nawet urodzone w tym samym roku, to kiedyś MUSZĄ się one spotkać.  Chciałaś i masz, zaśmiałam się do swoich myśli. Właśnie, chciałam i mam... To co ja wyprawiam odkąd ich poznałam?  Dlaczego nie mówię mu, że to ja jestem tą Moony, która nie wiadomo kiedy jako osobistość urosła do niebotycznych rozmiarów?
To kłamstwo boli zdecydowanie bardziej po tym, co się stało wczoraj. Ja nie mówię mu prawdy, a ten mnie ratuje przed jakimś zboczeńcem.
Jestem najgorszym znanym mi istnieniem ludzkim.
- Katie, chcesz coś ze sklepu? – usłyszałam pukanie do drzwi i głos blondyna. – Muszę iść po coś na obiad.
- Czekaj, zaraz wyjdę! – szybko założyłam dżinsy, koszulkę i wyszłam z łazienki. – Ja zrobię ci obiad, w ramach wdzięczności.
- Ooo, jeśli tylko masz ochotę, to ja bardzo chętnie. Zrób listę, czego potrzebujesz. – Podał mi swój telefon.
- Sama nie wiem, bo nigdy tego nie robiłam, tylko jadłam w restauracji, i to kilka miesięcy temu... – Mruknęłam, wpisując w notatnik w telefonie składniki dania, które sobie potrafiłam przypomnieć.
- Wygląda ciekawie. – Skomentował listę, gdy mu ją dałam. – Mam za rogiem Tesco, powinienem szybko wrócić.
- Im szybciej wrócisz, tym szybciej będziesz jadł. – Uśmiechnęłam się do niego, wracając do łazienki, aby pozbierać swoje rzeczy.
- Wiesz, jak mnie zmotywować. – Zaśmiał się, zakładając buty. – Zakupy ekspresowe, start! – krzyknął, a zaraz usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.
- Wariat. – Zaśmiałam się sama do siebie.
Po jego wyjściu poszłam do kuchni zobaczyć, jaki sprzęt kuchenny ma w posiadaniu kawaler, który większość dni w roku spędza w hotelach. Okazało się, że nie jest u niego tak z tym źle, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest dobrze. Zaczęłam wyciągać z szafek potrzebne naczynia, patelnie, przyprawy i wszystko, co tylko mogło się przydać, i układać je na blacie na wyspie.
Nawet się nie zorientowałam, kiedy Niall wrócił do domu z zakupami.
- Widzę, że się rozgościłaś – powiedział, kładąc zakupy na blacie.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? – zapytałam przypominając sobie, że niekoniecznie każdy lubi, jak obcy ludzie grzebią mu po szafkach.
- Nie, skąd. – Oparł się o ścianę, wbijając we mnie wzrok. – Wpadłem po drodze na pewien pomysł. Ale tylko jeśli się zgodzisz.
- Jaki pomysł?
- Mogę zrobić TweetCama? – zapytał.
- A co ja mam do twoich TeetCamów? – zdziwiłam się. Jak chce, to niech robi. A ja sobie obejrzę go w domu na YouTube’ie. – Ty się baw z fankami, a ja będę gotować.
- No właśnie chodzi o to, że chciałbym zrobić to z tobą. – To teraz wszystko jasne. Nie wiem, czy jestem gotowa na pytania fanek w stylu „Who’s that bitch?”
- Ale jak to ze mną? – zapytałam, wyciągając piersi z kurczaka z opakowania i płucząc je pod strumieniem zimnej wody, od razu zabierając się do pracy.
- Normalnie. – Wzruszył ramionami, opierając się na blacie. – Zrobimy to w stylu programu kulinarnego, a ja będę jeszcze gadał z fankami. Postawimy laptopa na blacie i będziemy gotować, a fani na świecie zobaczą, jak gotujemy kolację.
- Ta, i potem sami będą to jeść przez miesiąc, bo ty to jadłeś. – Zaśmiałam się znając niektóre przypadki dziewczyn.
- Dobra, to coś na koniec powiem, jak ważne jest, żeby mieć zróżnicowaną dietę. – Puścił mi oczko z zabójczym uśmiechem. – To co, zgadzasz się?
- Jak odmówię, to będę miała wyrzuty sumienia, że zabieram TwitCama twoim fankom. – Teatralnie westchnęłam. Wzięłam drewnianą deskę i położyłam na niej dwie piersi, a następnie zaczęłam je przyprawiać solą i pieprzem. – Ale ja za bardzo się udzielać nie będę, na pewno sam mój widok wywoła burzę.
- Oj tam, dasz radę. – Krzyknął w moim kierunku, idąc po laptopa.
- Tak, biorąc pod uwagę wczorajsze przygody, to teraz dam radę wszystkim i wszystkiemu. – Mruknęłam pod nosem, wrzucając kawałki mięsa na rozgrzaną patelnię z niewielką ilością oleju.
- Okej, to jedziemy. – Przez ramię zauważyłam, jak do kuchni wrócił Horan z włączonym sprzętem i zaczyna coś pstrykać na klawiaturze. Ja tym czasem otworzyłam opakowanie z plastrami wędzonego boczku oraz ukroiłam kilka plasterków żółtego sera.
- Cześć wszystkim, słyszycie mnie? – usłyszałam za plecami i domyśliłam się, że transmisja z domu Horana właśnie się zaczęła. – Mam nadzieję, że tak, bo to będzie specjalny TwitCam. To jest Kate. – Obróciłam się w stronę laptopa i uśmiechając się, pomachałam w jego stronę. – Dzisiaj bawi się w moją kucharkę i robi coś na pewno pysznego. Kate, pomóc ci jakoś w gotowaniu? – zapytał.
- Na razie to możesz jedynie zrobić mi herbatę. Najlepiej cały dzbanek. – Posłałam mu najsłodszy uśmiech, jaki tylko potrafiłam z siebie wydobyć.
- Miałem na myśli gotowanie... – Zaśmiał się, ale wstał i wziął z blatu czajnik i zaraz napełnił go wodą.
- Uszczęśliwiając  kucharkę, pomagasz jej – powiedziałam, jakby to było coś najbardziej oczywistego na świecie.
- A może mogę cię uszczęśliwić w inny sposób? – cwano się do mnie uśmiechnął, przysuwając do mnie tak, że nasze boki się stykały.
- Nie żeby coś, ale właśnie cię ogląda pół świata. – Pomachałam mu drewnianą łopatką przed nosem. – Dziękuję bardzo, ale nie chcę być dzisiaj przez cały wieczór w światowych trendach, Nialler.
- Lubię jak tak mówisz, „Nialler”, z twoim akcentem brzmi to mega... – Szepnął mi do ucha.
- NIALL! Tam masz fanów, gadaj z nimi, nie ze mną! – przerwałam mu, czując jak moje policzki oblewają się rumieńcami. Co on świruje? Gdzie się podział ten nieśmiały chłopak, za którego go miałam? Po drodze ze sklepu walnął się w głowę, czy coś?
- Dobrze, mamo... – Udając skruchę, wrócił przed ekran. – Jak widzicie, kobiety rządzą światem. – Zaśmiał się. – Co mogę wam powiedzieć... Dwa dni temu wróciliśmy z trasy, oficjalnie ją kończąc. – Przez najbliższe kilka minut opowiadał o tym, jak bardzo dziękuje wszystkim Directioners za wsparcie podczas całej trasy, itd. A ja, zdolna, w tym czasie obsmażone piersi zdążyłam obwinąć bekonem, jeszcze wkładając do środka kawałki sera. Zmniejszyłam gaz pod patelnią i położyłam na niej ponownie mięsko, nakrywając patelnię przykrywką.
- Nie ma za co, Niall. – Powiedziałam, stawiając po chwili kubek herbaty przed blondynem.
- Ej, to ja miałem ci zrobić herbatę! – „oburzył się”. – Nie mogę się tak obijać, to nie sprawiedliwe!
- Zajmij się fankami, one potrzebują ciebie bardziej. – Uśmiechnęłam się, doskonale wiedząc, co czują teraz dziewczyny na całym świecie. – Chociaż jak bardzo chcesz, to możesz jakoś usmażyć frytki, bo zaraz będziemy jeść, jak tylko cycki w boczku się do końca usmażą. – Poinstruowałam go i dopiero po chwili zauważyłam, że dziwnie się na mnie patrzy. – Co jest?
- Cycki się usmażą?
- O Boże, no piersi z kurczaka... Cycki to cycki. – Wywróciłam oczami, kontrolując stan boczku na patelni.
- Jesteś niesamowita. – Pokręcił głową, śmiejąc się. Wstał i zaczął grzebać w szafce, wyjmując z niej metalowe sitko. Odwrócił się z nim w stronę laptopa. – W takim czymś usmażę zaraz najlepsze frytki, jakie widział świat. – Odłożył to sitko na blat i wlał całą butelkę oleju do garnka, kładąc go na płycie kuchennej. – Wszystko okej? – szturchnął mnie biodrem.
- Tak, jasne – odpowiedziałam z uśmiechem, a w jego oczach zobaczyłam ulgę po tych słowach.
- Jak skończę TwitCama, to będziemy musieli pogadać – szepnął tak, żeby jego słowa nie dotarły do laptopa.
- Mam się bać? Chociaż w sumie po wcześniejszych rewelacjach nic już mnie nie zdziwi... – Zapytałam, ściągając patelnię z palnika. – Wrzucaj frytki – powiedziałam, widząc pierwsze znaki tego, że olej jest wystarczająco gorący.
- Tak jest, Szefie! – krzyknął, rozrywając opakowanie i następnie wrzucił do oleju chyba z tonę frytek w sitku. Ja się wzięłam za układanie mieszanki sałat na dwóch talerzach, w towarzystwie pomidorków koktajlowych.
Niall ponownie wrócił do laptopa, odpowiadając na jakieś pytania fanek, które nas oglądały, a ja pilnowałam frytek, o których on już całkowicie zapomniał.
- Kate, dziewczyny chcą przepis! – powiedział, nie odwracając się do mnie.
- Jeśli to się okaże jadalne, to z wielką przyjemnością się nim podzielę w jakiś internetowy sposób! – krzyknęłam, żeby mikrofon mnie wychwycił.
Po kilku minutach frytki były już gotowe, więc wyjęłam sitko, odcedziłam ociekający olej i przesypałam do miski. Nałożyłam frytki i pachnące mięso (kurczak pachnący bekonem i serem, czy może być coś lepszego?) na talerze.
- Niall, gotowe – powiedziałam, wrzucając brudne naczynia do zmywarki. Kurczę, drugi dzień w tym miejscu i już czuję się jak u siebie...
- Wybaczcie, ale muszę iść. Wiecie, jak ktoś mi daje jedzenie, to poza talerzem nie widzę świata. I w dodatku ten zapach, który już chyba czuje pół Londynu... Możecie mi zazdrościć! Kocham was, do zobaczenia! – rozłączył się i zamknął laptopa.

- Oho, zaczyna się... – Poczułam wibracje telefonu w tylnej kieszeni. Doskonale już wiedziałam, co one oznaczają.



***
Witam Was, Kochani! :)
Dzisiaj mam dla Was trochę więcej "ogłoszeń parafialnych" niż zazwyczaj.

Zaskoczyłam Was? Chociaż troszkę? W końcu kto by się spodziewał, że ten Niall, który częściej zachowuje się jak klaun niż poważny facet, potrafi coś takiego zrobić..?

Przepis/sposób przygotowania tych piersi z kurczaka nie jest sprawdzony, więc się pod nim nie podpisuję. Ale jadłam takie coś w restauracji i niedługo pewnie spróbuję to sama zrobić, właśnie tym sposobem, z nadzieją, że będzie smakować przynajmniej podobnie...

BYŁAM DZISIAJ NA THIS IS US!!!! Boże, tak bardzo mi się podobało <3 ! Naprawdę, jeśli ktoś tylko może to zobaczyć, to powinien. A jak nie może, to trzeba czekać na kopie w internecie, pewnie niedługo się pojawią jakieś kwadratowe wersje (nie, piractwo to nie jest dobra rzecz! to zło!).
Zakochałam się w nich na nowo, po tym filmie. I nie mogę się doczekać publikacji wyciętych scen, chociaż kilku ;D 
Czuję, że jeszcze raz zawitam w kinie...

Niestety nie mogę Wam obiecać, że następny rozdział pojawi się za tydzień. Od poniedziałku zaczynają mi się poprawki na uczelni, na których bardzo mi zależy, i z tego powodu chciałabym cały swój czas poświęcić na naukę. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)
Jednak postanowiłam jakoś Wam to wynagrodzić - może pobawimy się trochę w pytania do bohaterów..? Ciekawi mnie, co moglibyście wymyślić ;) Jeśli macie tylko ochotę, to zapraszam na mojego Aska :)

Buziaki,
@katie093

10 komentarzy:

  1. Po prostu GENIALNE!
    Zawsze niecierpliwością czekam na każdy rozdział, może powoduje to, że świetnie się czyta, nie ma literówek i innych tego typu rzeczy. Drugim powodem dla którego tak z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział to Niall.
    Będę czekać z niecierpliwością na następny rozdział. Piszesz świetnie i masz talent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te cudowne słowa <3
      Takie komentarze dodają mi wiary w siebie i dodają skrzydeł do pisania, które sprawia mi tyle radości i satysfakcji.
      Przy każdym rozdziale staram się wyłapać wszystkie błędy, jakie tylko robię, bo sama doskonale wiem, jak to jest czytać opowiadanie, w którym właśnie one mnie rozpraszają ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  2. Nie masz nawet pojęcia jaki uśmiech pojawił się na mojej twarzy jak zobaczyłam, że dodałaś nowy rozdział! Nie mogłam się już doczekać, żeby dowiedzieć się kto uratuje Katie. Rozdział świetny! Tak dużo Niall'a ♥.
    Niall ratujący Kate - OMG! Szczerze, myślałam że ze tej dwójki to Daddy będzie tym, który ją uratuje. Ale cieszę się, że się pomyliłam. Taki troskliwy i przyjmujący się tym Irlandczyk jest słodki. Mimo sytuacji, nie mogłam powstrzymać od uśmiechu jak czytałam to jak on ją ratuję, a później się nią zajmuje.
    Akcja w łazience... tak, zdecydowanie się uśmiałam. Aż się boję pomyśleć co musiała czuć Kate. Ale być z nagim Horanem w łazience.. całkiem kusząca opcja.
    A potem jeszcze Liam.. To był chyba jeden z najmniej delikatnych sposobów żeby dziewczyna dowiedziała się o tym co się stało. Ale to Niall ją pocieszał, a nie Liam. W sumie dziwne, że on się nawet nie ruszył w jej kierunku tylko dał działaś blondynowi. A podobno ją lubi... Jednak mi to pasuje. Zdecydowanie jestem TEAM NIALL.
    Wspólne gotowanie.. Aż mi narobiłaś ochoty na jedzenie. ZNÓW! Czemu zawsze mi to robisz?! A na obiad muszę jeszcze czekać. I na dodatek średnio mi się podoba to co będę miała..
    Twitcam był genialny. Chłopak zamiast pomagać zajmował się wszystkim innym. W sumie to zupełnie tak samo jak ja zazwyczaj robię. Domyślam się już kto może dzwonić do Kate. Oj będzie się musiała tłumaczyć co się stało.
    Nie mogę już doczekać następnego rozdziału. Ale rozumiem, jak nie będzie go w następnym tygodniu. Powodzenia na poprawkach! One są ważniejsze niż blog. ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam nadzieję, że dzisiaj jak dodam rozdział pojawi się u Ciebie też taki uśmiech :)
      Dużo Nialla... No trochę. Może trzeba to zmienić? ;)
      Ha! Udało mi się Was zaskoczyć! NIKT się nie spodziewał naszego kochanego Horanka!I właśnie o to chodziło :D
      Wierz mi, Kate prawie nie chciała wychodzić z tej łazienki, tylko się do niego jeszcze przyłączyć ;) Resztki rozsądku ją wygoniły z tej łazienki...
      Robię wszystkim ochotę na jedzenie, bo sama nie chcę tylko żreć ;P
      Ktoś do niej dzwoni? A to nie tylko powiadomienia..?

      Dziękuję za cudowny komentarz <3

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  3. Heej :) Zarwałam dzisiaj noc, żeby przeczytać, bo już od pierwszego rozdziału opowiadanie mnie zaciekawiło. Takiej typu historii (tzn. dziewczyna idzie do X-Factor) jeszcze nie czytałam, a ona zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie :) Bardzo polubiłam ten blog i za chwilę dodaję się do obserwatorów (zyskałaś nową fankę, a ja totalnie mam bzika na punkcie takich opowiadań). Osobiście uważam, że Katy powinna być z Liamem, chociaż Niall... Jestem rozdarta w twej kwestii, bo oboje są genialni :) Liam - przystojny, odpowiedzialny, słodki , Niall - przystojny, opiekuńczy, słodki :/ Nie mam pojęcia, ale jestem TEAM LIAM :D A przez tego twitcama zrobiłam się głodna :3 Rozdział był meega, jak każdy z poprzednich. Czekam na następny, który mam nadzieję, ukarze się za dwa tygodnie (lub szybciej). Powodzenia na poprawkach ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) Zarywasz przeze mnie noc? Ej, czy ja dobrze widzę, czy godzina dodania tego komentarza to CZWARTA RANO?! Boże, dziewczyno, o tej godzinie się śpi, a nie czyta jakieś opowiadania, w dodatku moje :P Ale to chyba jednak dla mnie komplement, że moja pisanina aż tak Ci przypadła do gustu. Dziękuję <3
      Team Liam? Zaraz chyba zacznę robić jakieś sondy, bo ja się jakoś do końca nie mogę zdecydować ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  4. Narobiła nadziei Liamowi, a teraz co? ;P

    Melanie (Team Liam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona sama nie wie, co robi, wierz mi ;P

      Buziaki,
      @katie039

      Usuń
  5. Odzyskałam internet, więc powoli nadrabiam zaległości w komentowaniu... Niestety bardzo powoli ;) Miałam taką myśl, by zostawić u ciebie te kilka słów z komórki, ale dość szybko okazało się, że ja nie potrafię u ciebie zmieścić się w kilku słowach ;) Tak więc szykuj się ;)
    To, że jestem zaskoczona, że to był Niall, to naprawdę mało powiedziane... Obstawiałam Zayna, Louisa, Liama, a nawet Harry'ego, ale przez myśl mi nie przeszło, że to będzie tan słodki blondynek... Ale trzeba przyznać, że rodzice mu bardzo mądre zasady wpoili...
    Ale wiedziałam! Wiedziałam, że on jej musiał coś dosypać! Przecież wygrała niedawno pijackie zawody, więc nie padłaby tak szybko po kilku drinkach...
    Opiekuńczy Niall, to z pewnością widok, jaki chciałabym mieć każdego dnia przed oczami... A zły Niall okazuje się być baaardzo seksowny...
    Preston i jego życiowe rady o poranku... Facet wymiata! Katie dostał od życia żółtą kartkę, to prawda. Może nie tyle, że nie warto ufać ludziom tak łatwo, ale zdecydowanie powinna ograniczyć spożycie alkoholu, zwłaszcza z tymi dopiero poznanymi ;)
    Kac morderca? Nie zazdroszczę. Choć i tak jest mocną zawodniczką. Ja po takiej akcji zabiłabym gdyby ktoś mi włączył jakiekolwiek źródło dźwięku w obrębie pięciu mil. O ile oczywiście przeżyłabym te decybele... Jednak zdecydowanie życie ją nagrodziło widokiem nagiego Horana ;) Cholera, kto mu tam dał przydymione drzwi prysznicowe? Pojawienie się Liama zwaliło mnie z nóg. A zwłaszcza to, że zaraz po wejściu do mieszkania porwał ją w ramiona... I jeszcze ta obietnica... Umieram z ciekawości, co on wymyśli na tą (nie)randkę... I ta jego zazdrość na to słodkie "Misiu"... Jejku, normalnie chciałabym tam siedzieć z miską popcornu i oglądać to na żywo - jak w telenoweli :D
    Dobra, pozbyliśmy się Liama (Dzięki, Paul ❤) i mamy naszych dwóch głodomorków samych w mieszkaniu i w dodatku będą robić jedzonko. Dobry plan, Katie! U Horana zdecydowanie przez żołądek do serca ;) Kolejny raz zrobiłaś mi smaka na frytki... Jak pierwszy raz przeczytałam rozdział, to wieczorem opychałam się frytkami (przez ciebie), a teraz sobie przeczytałam kolejny raz i co będzie na kolację? Fryteczki :D
    Jestem ciekawa, czy ten spontaniczny Twitcam Nialla wywoła taką burze, jak wywołałby w rzeczywistości. Pamiętam tą akcję, gdy przytulił Amy na powitanie... Boże, co się wtedy działo na Twitterze... Tak właściwie już to sobie wyobrażam u ciebie... Niall pochyla się i coś jej tam szepcze do ucha, by mikrofon tego nie wyłapał... Dramat na Twitterze i milion domysłów! Ich przekomarzanie i to, jak swobodnie im ze sobą... Dramat numer dwa. Szybkie pożegnanie, by zjeść w towarzystwie Katie... Dramat numer trzy! Mam wyliczać dalej? Zresztą już to wystarczy, by Twitter zalewał się łzami...
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :) Choć muszę przyznać, że chyba powinnam podziękować za twoje poprawki, bo to tylko dzięki nim zdążyłam z komentarzem przed dodaniem nowego rozdziału ;)
    Kate ❤ Kate
    Całuję xx

    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zostawiaj u mnie kilku słów z telefonu! Twoje długie komentarze są mi potrzebne do życia niczym tlen i chipsy!
      Wiedziałam, że Was zaskoczę tym Niallem. Udało mi się mogę być z siebie dumna ;)
      Wiem, że wiedziałaś, że coś jej dosypał - ale przecież nie mogłam tak po prostu przyznać Ci racji, nie miałabyś niespodzianki ;)Mój Niall jest zawsze seksowny! Jeszcze o tym nie wiesz? :P
      Wszyscy mają jakieś magiczne oczekiwania względem tej randki a ja cały czas nie wiem, co Liam (ja) ma tam wymyślić! Cholera, chyba za wysoko sobie postawiłam poprzeczkę...
      Frytki rządzą <3 Dzisiaj w KFC brałam zestaw na wynos i w domu zauważyłam, że dali mi chyba odgrzewane z wczoraj... Takie za mocno wysmażone, suche i ogóle okropne. Moja złość nie znała wtedy granic.

      Dziękujesz za moje poprawki? No dzięki, ja tu odchodzę od zmysłów, a Ty się cieszysz :P

      K <3 K
      Buziaki,
      @katie093

      Usuń