piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 10

- Czyli podsumowując, przez trzy dni raz prawie zgwałciłaś Liama, raz się z nim tylko całowałaś i poza tym spędzałaś całkiem sporo czasu z Niallerem? – zapytała się mnie Justyna wychodząc z przymierzalni w kolejnym już sklepie. -  I jak? – Zatrzęsła tyłkiem w obcisłych spodniach, najwyraźniej bawiąc się w Shakirę.
- Ujdzie. – Upiłam łyk mojej Vanilla Latte, której smak towarzyszył mi od wyjścia z domu i od najbliższego Starbucksa od domu. Potem, mijając kolejne kawiarnie tej sieci, brałam kolejne porcje napoju, który trzymał mnie dzisiaj przy życiu. – Ale to nie jest tak, że miłość do Blondasa mi przeszła, ależ skąd! – broniłam się. – Po prostu wiesz, jak Liam się ostatnio zmienił... Te mięśnie w połączeniu z uśmiechem działają jak magnes, sama byś nie mogła się oprzeć.
- O nie, proszę mnie tu publicznie o zoofilię nie oskarżać! – usłyszałam zbulwersowany głos z przymierzalni. – Głupia jesteś, zamiast brać się z miejsca za Horana, to ty się bawisz w podrywanie faceta z dziwnymi eks.
- Nie wiedziałam, że Dan jest dziwna, dopóki nie zaatakowała jego i mnie na lotnisku. Boże, mam wrażenie, że ręka dalej mnie boli od tego jej uścisku... – Zaczęłam otwierać i zamykać prawą dłoń na wspomnienie tego „starcia”.
- Myślisz, że znowu będą razem? – zapytała, obijając się o ściany przymierzalni. Chyba zakładała jakieś nad wyraz niewygodnie spodnie, albo może ściągała tamte obcisłe.
- On mówił, że wszystko między nimi skończone, ale po niej jakoś tego nie widać. – Wzruszyłam ramionami. –Wow  – zawyrokowałam na widok przyjaciółki, która właśnie się wynurzyła zza zasłony. – Ty jesteś elegancka. – Dodałam bardzo odkrywczo. Naprawdę, nigdy jej nie widziałam w takim wydaniu – ołówkowa szara spódnica, biała koszula i żakiet do kompletu. Wyglądała poważnie... – To chyba nie jest na konwent?
- Nie, co ty, jutro ubiorę dżinsy, które zaraz kupię i koszulkę, którą jeszcze muszę znaleźć. A to – wskazała palcem na siebie – ma być mój profesjonalny wygląd, jako twojego menadżera. Może być?
- Pewnie, że może. Tylko nie myśl, że będę ci płacić za ten wolontariat.
- Wiem. Przynajmniej dopóki nie zaczniesz zarabiać. – Wróciła do przymierzalni. – To co z tym Liamem?
- Odpuszczam go sobie, w stu procentach. Nie będę się o niego bić z jakąś laską, tym bardziej taką, którą lubią wszystkie jego fanki.
- I słusznie. – Poparła mnie, wychodząc z przymierzalni z milionem wieszaków. Odłożyła to na stolik przy wejściu i ruszyła z kilkoma rzeczami do kasy. – A nie myślałaś o tym, żeby powiedzieć Niallowi o tym, że to ty jesteś Moony?
- Czy nie myślałam? – prychnęłam. – Myślę o tym cały czas. Ale to nie jest coś, co można komuś powiedzieć od tak sobie. Może i mogłam to zrobić na samym początku, ale nie teraz.
- Nie rozumiem, czemu od razu im nie powiedziałaś, jak zemdlałaś na tym koncercie?
- Cholera wie, najwyraźniej za mocno walnęłam się w głowę.
- Wiesz, że twoje kłamstwo rośnie z każdym dniem?
- A ty możesz przestać mnie dobijać? Jestem zmęczona, a ta kawa działa na mnie jak woda mineralna, tylko sikać mi się bardziej chce.
- Po prostu później się z tego nie wykręcisz.
- Od kiedy tak się o mnie martwisz? – ta rozmowa zaczynała mnie coraz bardziej irytować.
- Od zawsze, głuptasku. – Powiedziała, otwierając przede mną sklepowe drzwi.
Przez kolejne kilka godzin dreptałyśmy po sklepach, a moje powieki stawały się coraz bardziej ociężałe.
Gdy spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, która jest godzina, nagle stałam się pełna podziwu dla mojego organizmu, że jest w stanie tyle wytrzymać bez snu. Chociaż miałam już wątpliwości, czy nadal jestem przytomna, czy może jednak już lunatykuję.
- Kate? – usłyszałam za plecami, gdy siedziałam na kolejnej sklepowej kanapie, czekając aż Justyna obskoczy wszystkie wieszaki i będziemy mogły ruszyć w końcu do domu. Lekko się obróciłam i muszę przyznać, że się zdziwiłam widokiem osoby, której raczej już nie spodziewałam się zobaczyć.
- Jack? – wstałam i podeszłam kilka kroków do mojego byłego nauczyciela. – Nie spodziewałam się ciebie spotkać w takich pospolitych sklepach. – Zaśmiałam się, całując go w policzek na przywitanie.
- Siadaj z powrotem na tej kanapie i opowiadaj jak bootcamp, podobno był w sobotę w telewizji, ale akurat nie miałem jak obejrzeć. – Wykonałam jego polecenie i szeroko się uśmiechnęłam, cały czas ledwo wierząc w moje sukcesy.
- To już puszczają w telewizji? – zdziwiłam się. – W sumie ma to sens, teraz będą domy jurorskie, a za tydzień już występy na żywo. Mam tremę – powiedziałam nieśmiało.
- Czy ty właśnie sugerujesz, że będziesz w występach na żywo?! – prawie że krzyknął.
- Nie wiem, czy mogę o tym mówić, więc nie słyszałeś tego ode mnie. – Zaśmiałam się, a ten od razu uwięził mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Musimy to jakoś uczcić! Masz jakieś plany na wieczór?
- Tak. Moje łóżko. Dzisiaj wróciłam z Japonii i nie spałam tak porządnie od ponad doby, więc nie marzę o niczym innym. – Dla podkreślenia powagi sytuacji głośno ziewnęłam.
- Jestem w stanie to zrozumieć. A co z jutrem?
- Jutro... Poza małym epizodem jestem wolna. – Uśmiechnęłam się. Przyda mi się jeden wieczór w towarzystwie faceta, który nie ma nic do czynienia z One Direction.
- W takim razie chciałabyś być moją osobą towarzyszącą na londyńskiej premierze nowego Thora? – zapytał, a je pewnie zbladłam.
- Czy ty chcesz zabrać mnie na premierę filmu o superbohaterze, na którego widok ślinotok ma większość żeńskiej populacji? – chciałam się upewnić.
- Dokładnie to chcę zrobić. – Zaśmiał się, najwyraźniej mój szok jest bardzo zabawny. – A na zachętę dodam, że będzie tam sporo znanych osób, a Chris Hemsworth to już na pewno.
- Jack, ty już mnie nie musisz zachęcać! Mów o której mam być gotowa, to będę i tyle. – Miałam wrażenie, że już śnię. Przecież moje życie z nudnego, pospolitego, bez facetów, gdzie największą atrakcją tygodnia był nowy odcinek jakiegoś serialu, nie mogło tak szybko zamienić się w TAKIE życie. Przecież to jest niemożliwe!
- Mam twój numer, jak uzgodnię szczegóły z moim kierowcą to dam ci znać. – Pocałował mnie w policzek, wstając z kanapy. – Jutro na afterparty opowiesz mi wszystko o swoich występach! Do jutra, Katie! – pomachał mi wychodząc ze sklepu, a ja siedziałam oniemiała przez kilka kolejnych chwil.
- A tobie co znowu? Ćwiczysz spanie z otwartymi oczami? – przede mną stanęła Justyna, z kolejnymi torbami.
- Nie, nie. – Ocknęłam się. – Nie uwierzysz, kogo spotkałam. – Powiedziałam do niej, albo raczej do jej pleców, które kierowały się do wyjścia.
- Niall przybiegł do ciebie i powiedział, że odkrył twój sekret i cię nienawidzi? – prychnęła, wychodząc ze sklepu.
- Ho ho ho, bardzo śmieszne. Nie. – Pacnęłam ją w ramię, w końcu się z nią równając . – Jacka.
- Davisa? – autentycznie się zdziwiła. – Co on tu robił?
- W sumie nie wiem, ale zaprosił mnie na jutrzejszą premierę nowego Thora.
- No ty chyba sobie jaja robisz. – Aż przystanęła na środku chodnika i tupnęła nogą. – Ja też chcę! Dlaczego mnie omijają wszystkie takie atrakcje?
- Gdybyś szybciej mierzyła te ciuchy, to może poszłybyśmy razem...
- Życie to suka. – Aktorsko załkała.



- Cześć, mamo. – Na co dzień nie odczuwałam tęsknoty za rodzicami. Ale jak widziałam ich na swoim ekranie, siedzących w naszym salonie, to łzy prawie same zaczynały mi napływać do oczu. Na szczęście zawsze w porę udaje mi się je powstrzymać, inaczej płakałabym przez całą rozmowę. – Gdzie zgubiłaś swojego męża?
- Robi mi herbatę, zaraz przyjdzie. Oglądaliśmy w internecie bootcamp, byłaś świetna! – prawie pisnęła z radości. – Normalnie nie mogłam uwierzyć, że to moje dziecko, z dumy aż płakałam!
- Mamooo...
- No co? Chyba mam prawo być dumna z własnego dziecka jak odnosi sukcesy, nie?
- No masz. To teraz możesz być jeszcze dumniejsza, bo twoje dziecko przeszło przez Domy Jurorskie i za tydzień wystąpi na żywo! – szeroko się uśmiechnęłam do laptopa.
- O Boże, dziecko! – mama zaczęła się wachlować ręką. – Maciek, słyszysz?! Kaśka się dostała dalej! Będzie na żywo śpiewać!
- Od początku wiedziałem, że będzie dobrze.  – Do pokoju wkroczył mój tata dzierżąc dwa kubki z parującą herbatą.
- Opowiadaj lepiej jak było w tej Japonii, wiemy, że tam byłaś!
- No... Fajnie było. – Speszyłam się. Co, miałam im powiedzieć jak się spiłam z pięcioma facetami, z których z jednym prawie się przespałam? – Poznałam One Direction, z nimi mieliśmy warsztaty. – Usłyszałam jak mamusia krztusi się herbatą.
- To ten zespół, o których nie możesz przestać nawijać od dłuższego czasu? – zapytała, a ja kiwnęłam twierdząco głową.
- I co, którego już wyrwałaś? – Tata nie byłby sobą, gdyby nie zadał tego pytania.
- Nikogo... – Poczułam, jak moje policzki oblewają się purpurą.
- Kaśka, wiesz, że kogo jak kogo, ale własnych rodziców to nie oszukasz. – Mama udawała powagę, ale wiedziałam, że ta rozmowa odbywa się pół żartem, pół serio, za dobrze ich znałam.
- Proszę was, zlitujcie się. – Schowałam twarz w dłonie. – Nikogo nie wyrwałam, ale mam zamiar się z nimi zaprzyjaźnić, a potem może... Wiecie, ten ulubiony.
- Ten blondyn? – zapytała mama, zdziwiona unosząc brwi. – Nie wiem po kim masz ten słaby gust, ale na pewno nie po mnie! Przecież on jest z nich najbrzydszy!
- MAMO! – oburzyłam się. Nie pozwolę nikomu go obrażać, nawet swoim ukochanym rodzicom. – Od kiedy to każesz mi się sugerować wyglądem, co? – zaśmiałam się.  – Mówiłam wam, że on jest kopią mnie i na razie nic się tu nie zmieniło. Uwielbiam go, niezależnie od tego, co wy sobie o nim myślicie.
- Oj córcia, wiesz, że sobie żartuję... Ale kto by pomyślał, że aż takie marzenia mogą się spełnić?
- Najwyraźniej trzeba mocno marzyć. – Tata wzruszył ramionami z dumnym uśmiechem. – A co dalej, hmm?
- Jutro idę na premierę filmu jako osoba towarzysząca tego chłopaka, który mnie uczył śpiewu.
- No to ładnie, jakaś ty nagle światowa. – Mama pokręciła z niedowierzeniem głową. – Wiedziałam, że będziesz znana, już jak cię zobaczyłam pierwszy raz w moich szpilkach biegającą po domu. – Mimo że mama nie było najbliżej kamerki, to wiedziałam, że ledwo powstrzymuje łzy. -  A co ze studiami? Nie zapominasz, że pojechałaś do tego Londynu STUDIOWAĆ? – I mamy moją mamę z powrotem.
- Mamo, błagam, zlituj się. – Odruchowo wywróciłam oczami. – Pójdę w tym tygodniu na uczelnię zapytać się co i jak. Najwyżej zawalę ten semestr, trudno. Studiować mogę całe życie, a te wszystkie wspaniałe chwile wcale nie muszą wiecznie trwać.
- Po prostu chciałabym, żebyś pamiętała też o tych bardziej przyziemnych sprawach, a nie tylko chodziła z głową  chmurach.
- Wiem, mamo. – Musiałam wysilić całą swoją siłę woli, żeby moje oczy zostały na miejscu. – I uwierz mi, jakoś sobie z tym na razie daję radę. Po prostu chcę żyć chwilą, cieszyć się tym, co teraz się dzieje w moim życiu. Carpe diem!
- Carpie srarpie. – Mruknęła, biorąc spory łyk swojej ulubionej herbaty. – Pewnie jesteś zmęczona co? Ile nie spałaś?
- Pewnie jakoś ponad dobę... – Łóżko mnie woła. Moje własne, z wygodnym materacem, nie żadne hotelowe... Tak, ja ciebie też kocham, zaraz cię przytulę...
- To idź spać, pogadamy jeszcze. Trzymaj sie, córeczko, kochamy cię.
- Ja was też, do zobaczenia! – posłałam im buziaka i się rozłączyłam.
Łóżko. Łóżko. Łóżko...



- Kaś... Kaś... – Szeptałam, lekko uchylając drzwi do jej pokoju. Tak jak wczoraj poszła spać przed dziesiątą, tak do teraz nie dała znaku życia. A było już po dwunastej, czyli jak głosi nasza umowa, mogę już wejść do jej pokoju.
- Cooo... – Usłyszałam jęk gdzieś spod kołdry.
- Wychodzę, idę se na konwent. – Usiadłam na brzegu łóżka i lekko szturchnęłam te zalegające zwłoki.
- To se idź.
- Ale Kaś, jest już po dwunastej... A ty musisz się wystroić, żeby siary nie zrobić. I coś mówiłaś, że jeszcze dzisiaj musisz wpaść do Horana po wejściówki dla nas na koncert... – Zaczęłam ją popychać. Wiedziałam, że to ją wkurzy i wyskoczy zaraz zbulwersowana z łóżka. I w najgorszym przypadku zarobię poduszką w łeb. – Muszę iść, ale weź się w końcu rusz, bo nic dzisiaj nie załatwisz.
- Mhmmm... – Usłyszałam mruknięcie i jakoś tak mi się ją szturchnęło ciut za mocno i blondynka z hukiem spadła z łóżka. – JUSTYNA, DEBILU! – usłyszałam dziki wrzask.
- Muszę iść, kocham ciem! – szybko się zerwałam i tylko po drodze porwałam płaszczyk z wieszaka i już byłam za drzwiami – pewnie jeszcze kilka sekund opóźnienia i zostałabym zaatakowana wszelkimi wyzwiskami i przedmiotami, które blondynka miała akurat pod ręką.
Spojrzałam na zegarek i z ulgą stwierdziłam, że jeszcze mam całkiem sporo czasu. Spacerkiem przeszłam się do metra, opatulając się płaszczem – Londyn w listopadzie nie należy do najcieplejszych i bezwietrznych miejsc.
Siedząc na krześle w wagonie metra stwierdziłam, patrząc na moich współtowarzyszy podróży, że lubię to miasto. Miało w sobie coś magicznego... Nie mówię tu o jakiejś niesamowitej architekturze, która zapiera dech w piersiach, ale o ludziach. To oni sprawiali, że Londyn jest niesamowity. Taki różnorodny. Pewnie gdybym wyszła na miasto w rozciągniętej piżamie, to nikt by na to nie zwrócił większej uwagi, bo dziwne stroje są tu na porządku dziennym. Tutaj naprawdę każdy może być sobą i to jest piękne.
Po kilkunastu minutach stałam już w środku hali, na której odbywał się konwent. Miałam swoją plakietkę z napisem „gość” i adresem mojego bloga. No, tego „publicznego”, oczywiście.
Zdziwiłam się ilością ludzi, którzy tu przyszli. Wiedziałam, ile osób czyta moje wypociny, ale nie wiedziałam, że tyle czytelników, nie tylko moich, tutaj się zjawi.
- Cześć, Justine. – Usłyszałam za swoimi plecami, po których od razu przeszedł mnie dreszcz. Nie spodziewałam się go prędko spotkać. A już na pewno nie tutaj...
- Kogo my tu mamy... – Obróciłam się z najlepszą pokerową twarzą, na jaką tylko było mnie stać. – Nie wiedziałam, że jesteś fanem blogów.
- Wiesz, odkąd dałaś mi adres swojego, przy naszym ostatnim spotkaniu, nie mogę się oderwać od tej jakże ciekawej lektury. – Odpowiedział z tym swoim uśmiechem, na którego widok zawsze miękną mi nogi. Ogarnij się, Justyna... Jesteś ponad to, do cholery!
- Ciekawe, ciekawe... Chyba teraz powinnam powiedzieć, że jestem zaszczycona...
- Ale wiesz co? – zagryzł lekko dolną wargę, wbijając we mnie swoje zielone oczy, a ja poczułam jak moje serce zdecydowanie podejrzanie przyspiesza. Poker face, poker face, poker face...
- Nie wiem, oświeć mnie. – Wbijałam wzrok w punkt gdzieś za jego plecami, wiedząc, że jedno spojrzenie w te oczy i umrę. Na zawał.
- Nie mogę się zdecydować, czy wolę tego bloga, czy tego drugiego...
- Przecież nie mam drugiego, idioto... Słyszałam, że do najsprytniejszych nie należysz, ale sprawdzenie, w jakich blogach mam swój udział to dwa kliknięcia myszką.
- Chyba zapomniałaś o Anonymous Directioners. – Zaśmiał się, trzymając ręce w kieszeniach swoich rurek, kołysząc się w przód i w tył na stopach, schowanych w tych paskudnych butach, które już wszystkim się opatrzyły, tylko nie jemu.
Na dźwięk nazwy tego bloga, ponownie przeszedł mnie dreszcz. Anonimowi to anonimowi, w końcu nazwa o czymś mówi. Boże, czego on chce?
- O czym? – starałam się udawać, że nie mam zielonego pojęcia, o czym on do mnie rozmawia.
- No twój drugi blog, o pewnym jakże wspaniałym zespole. – Szeroko się uśmiechnął, ukazując dwa rzędy równych, białych zębów. – Nie musisz przede mną udawać, wiem, że to ty jesteś ShadowCat.
- Buahaha! – wybuchnęłam mu śmiechem w twarz mając nadzieję, że w jego uszach nie zabrzmiał on tak sztucznie jak w moich. – Ja? Miałabym pisać jakieś blogi o Łon Srajrekszyn? Powinnam w tym momencie się na ciebie obrazić. – Zrobiłam krótką pauzę na znalezienie odpowiednich argumentów, które by skierowały jego podejrzenia na kogoś innego. – Poza moją niechęcią do tego dziwnego muzycznego tworu, to co to w ogóle jest za pseudonim „ShadowCat” ? – prychnęłam. – Tylko skończona idiotka mogła coś takiego wymyślić. Może ma jakiś shadow, ale chyba tylko jedynie na mózgu.
- Hmmm... – Mruknął, świdrując mnie wzrokiem. Błagam, niech to połknie! – A jak miała na imię ta twoja koleżanka, z którą byłaś na tamtej imprezie? Kolega bardzo by chciał ją poznać, tym razem na trzeźwo.
- Ka... – W samą porę ugryzłam się w język. – Karolina. Caroline. Zależy czy po polsku, czy po angielsku.
- A może Kate? – podpowiedział, a jego kąciki ust lekko ruszały się ku górze.
- Nie znam aktualnie żadnej Kate, możemy już zakończyć ten wywiad? – udałam zirytowanie. Dlaczego pyta mnie o Kate? Naprawdę coś w tej Japonii wydawało mu się podejrzane?
- Jeśli chcesz autograf, to po mojej konferencji, na swoim stanowisku, będę siedzieć z czytelnikami i sobie z nimi gawędzić o życiu. A jak nie masz nic ciekawego do powiedzenia, to spadaj, Styles. – Odwróciłam się na pięcie i szybko podreptałam w nieznanym kierunku, byle tylko jak najszybciej się od niego oddalić. Jeszcze kilka sekund w jego towarzystwie i mogłyby stać się dwie złe rzeczy. Albo bym go zgwałciła przy setkach gapiów, albo bym mu się wygadała o AD i Katie by mnie zabiła. Nie wiem, która opcja jest gorsza...



Strumień letniej wody zdecydowanie potrafi działać orzeźwiająco.
Nie wiem, ile spałam, nawet nie zauważyłam momentu, kiedy zasnęłam.
Wychodząc z łazienki usłyszałam wibracje swojego wyciszonego telefonu.
- Och, pewnie Justynka spotkała swojego jakiegoś psychicznego fana i koniecznie musi się tym ze mną podzielić  – mruknęłam pod nosem, zawiązując na sobie okrywający mnie ręcznik. – Czego chcesz, poranna terrorystko? – odebrałam bez patrzenia na wyświetlacz, oczywiście mówiąc w swoim ojczystym języku.
- Nie mam pojęcia, co właśnie powiedziałaś, ale dość śmiesznie to zabrzmiało. – Usłyszałam wesoły śmiech po drugiej stronie.
- Niall? – zdziwiłam się. – Skąd masz mój numer?
- Jak się wie, gdzie szukać, to można zdobyć wszystko.  – Nie widziałam go, ale mogłabym przysiąc, że właśnie się szczerzył jak głupi. – Simon.
- Simon – powiedzieliśmy dokładnie w tej samej sekundzie i od razu potem się roześmialiśmy. – Dzwonisz, żeby się umówić po odebranie wejściówek, rozumiem?
- Też – stwierdził tajemniczo. – Potrzebuję twojej pomocy. Kobiecej ręki. – Jak na zawołanie gdzieś w słuchawce usłyszałam płacz dziecka. Od kiedy Niall Horan robi na drugi etat jako niańka?
- Czy u ciebie jest dziecko, czy to tylko jakiś film? – chciałam się upewnić.
- Jest u mnie dziecko, mój bratanek. Na kilka godzin mi go podrzucili i totalnie nie wiem, co z nim robić. – Usłyszałam rozpacz w jego głosie. – Jakieś straszne zrządzenie losu się stało, bo wszystkie znajome dziewczyny są zajęte albo nie ma ich teraz w mieście. Kate, jesteś moją ostatnią deską ratunku.
- O Boże. Dobra. – Złapałam się za czoło, starając zebrać myśli. – Może jest głodny? Albo trzeba go przewinąć?
- PRZEWINĄĆ?! – jego rozpacz wzrosła o jakieś sto procent. – Ja jestem facetem, nie jestem delikatny, pewnie go połamię! Boże, Kate, nie wiem, co robić...
- Hej, Niall, trzymaj się. Nie możesz płakać razem z dzieciakiem, to nie jest normalne. Ty jesteś tym dorosłym.
- Ja wiem, ale nie umiem... Błagam, przyjedź tu. Wyślę po ciebie taksówkę. Zapłacę, okej? I będę cię nosił na rękach do końca życia, tylko błagam, przyjedź tu...
- Dobra, przysyłaj tę taksówkę, będę tak szybko jak to możliwe. – Westchnęłam z rezygnacją.
- Jesteś boska, do zobaczenia! – jego głos od razu się zmienił i się rozłączył.
Przez kilka sekund tępo wpatrywałam się w wyświetlacz analizując tę rozmowę. Co się właśnie stało?
Masz się zajmować kilkumiesięcznym Theo, wielkie mi co... I zaraz masz taksówkę, warto by się ogarnąć, nie sądzisz?
Na głos rozsądku zawsze można liczyć. Wstałam i podeszłam do szafy, z której wygrzebałam spodnie z mojej kolekcji „skinny jeans”, zwykłą białą podkoszulkę i rozpinaną bluzę. Jeszcze mokre włosy związałam w zwykły kucyk i nałożyłam cienką warstwę podkładu.
- Dobra. – Podsumowałam się w lustrze i już miałam zabierać torbę i wychodzić z domu, gdy sobie uświadomiłam, że pewnie trochę czasu mi zleci u Horana, a przecież za kilka godzin jestem umówiona z Jackiem. Cholera.
Spod łóżka wygrzebałam jakąś większą reklamówkę i spakowałam w nią wszystkie potrzebne ciuchy i akcesoria, które mogą się przydać przy szykowaniu na premierę. Pewnie nie będę miała czasu wrócić do domu i zostanę skazana na łazienkę Nialla...
Usłyszałam pod oknem trąbienie i domyśliłam się, że to już pewnie zniecierpliwiony taksówkarz. Jakiś szybki chłopak!
Nałożyłam na siebie cienki płaszczyk, założyłam trampki i wybiegłam z torebką i reklamówką.
- Przepraszam, że musiał pan czekać – powiedziałam od razu po wejściu do taksówki.
- Nie szkodzi, taka praca. – Uśmiechnął się do mnie we wstecznym lusterku.
- Wie pan, gdzie jechać? – zapytałam, a kierownica kiwnął twierdząco głową. – To świetnie, bo ja nie mam zielonego pojęcia... – Zaśmiałam się, ciesząc się jak małe dziecko, że zaraz zobaczę mieszkanie Nialla, które do tej pory mogłam oglądać tylko na jego TwitCam’ach czy na Instagramie. Myślałam, że już do tej pory wykorzystałam limit szczęścia na najbliższe dwadzieścia lat, ale najwyraźniej się myliłam.
Po dość długim czasie taksówkarz zatrzymał się pod nowoczesnym wieżowcem.
- To tutaj  – oznajmił, a ja zobaczyłam, jak z budynku wybiega Niall z portfelem w ręku.
Ale zaraz. Co on tu robi?
- Niall? – zapytałam wychodząc z torbami z samochodu, gdy chłopak podawał przez okno pieniądze mężczyźnie. – Gdzie jest dziecko?
- No na górze, a gdzie by indziej? – zapytał, jakby to było coś oczywistego.
- ZOSTAWIŁEŚ NA GÓRZE MAŁE DZIECKO SAMO SOBIE?! CZY TY KOMPLETNIE OCIPIAŁEŚ?! – wydarłam się tak, że słyszało to pewnie pół Londynu. – MÓZG TEŻ TAM ZOSTAWIŁEŚ?! – dodałam, prawie biegnąc do windy. – Które piętro? – zapytałam trochę spokojniej, ale czułam jak się we mnie gotuje. Przecież tylko kompletny idiota robi takie rzeczy.
- Przepraszam, piętnaste. – Kątem oka widziałam, że Niallowi zrobiło się bardzo głupio, albo nawet i przykro. Ale wtedy byłam tak wściekła, że nawet jakby mi się rozpłakał, to nie zrobiłoby to na mnie większego wrażenia. – Nie wiem, co myślałem.
- Nie odzywaj się. Po prostu... bądź cicho i módl się, żeby Theo był jeszcze cały. – Warknęłam przestępując z nogi na nogę.
- Skąd znasz jego imię? – od razu zauważył.
- Z internetu, a skąd... – Wywróciłam oczami i dokładnie w tym momencie winda się zatrzymała. Przepuściłam chłopaka przodem, bo jednak nie wiedziałam, które mieszkanie akurat on zajmuje. Gdy otworzył drzwi, z miejsca rzuciłam się do salonu, i poczułam, jak ogromny kamień, a raczej jakaś potężna skała, spada mi z serca i rozbija się o podłogę. Szybko podeszłam do kanapy, na której leżał zapłakany chłopiec, zdjęłam płaszczyk i rzuciłam go na podłogę obok kanapy i wzięłam małego na ręce, lekko kołysząc.
- Tak na przyszłość, pacanie. – Zwróciłam się do Nialla. – Wyobraź sobie, co by się stało, gdyby Theo spadł z tej kanapy i zahaczył główką o stolik. – Blondyn zrobił przerażoną minę. – No właśnie. A teraz znajdź w jego torbie taką ceratę, chusteczki nawilżające i pampersa. Na kilometr czuć, że potrzebuje nowego. Prawda, Mały?
- Strasznie mi głupio... – Miałam wrażenie, że Niall się zaraz rozpłacze i będę mieć pod opieką nie jednego płaczącego faceta, a dwóch. – Rozłożyć tę ceratę na kanapie?
- Tak, tutaj. – Potwierdziłam, a blondyn trzęsącymi się rękoma wykonał moją prośbę. – Hej, Niall, już jest okej. – Położyłam malca na kanapie i stanęłam przed starszym Horanem, kątem oka cały czas obserwując Theo, czy oby nie znajduje się zbyt blisko krawędzi kanapy. – Przepraszam za mój wybuch, może trochę przesadziłam. I nie bój się, nikomu o tym nie powiem. – Przytuliłam go do siebie.
- Nie przesadziłaś, zachowałem się jak nieodpowiedzialny gówniarz. – Mruknął mi w szyję.
- Tylko mi się tu nie rozpłacz. – Odkleiłam się od niego i zabrałam się za rozbieranie bobasa. – Patrz, i ucz się. To naprawdę jest proste. – Posłałam mu delikatny uśmiech.
- Wy macie ten swój instynkt macierzyński, to nie jest sprawiedliwa walka.
- Może i tak... – Mruknęłam, odpinając pampersa.- Uuuuugh. – Zamachałam sobie ręką przed nosem.  –Taki mały, a sra bardziej niż niejeden dorosły... Boże, gdzie to się mieści w takim małym człowieczku? – zaśmiałam się, zawijając szczelnie źródło smrodu. O dziwo, Niall stał obok z workiem na śmieci. Brawo. Następnie wzięłam kilka chusteczek i starannie wyczyściłam Theo. – Za to normalnie powinieneś całować mnie po rękach...
- Nie ma sprawy, ale jak je już umyjesz... – Zaśmiał się nieśmiało, jakby nie był pewien, czy już wypada mu się śmiać, czy nadal musi cierpieć za swoją głupotę.
- Lepiej znajdź mleko w butelce w tej reklamówce, na pewno troskliwa mama dorzuciłam do bagażu coś od siebie. – Poleciłam mu, zakładając chłopcu świeżego pampersa. Kątem oka zauważyłam, że Niall wyjął butelkę z mlekiem z torby i stoi z nią jak słup, nie wiedząc, co ma zrobić z tym fantem. –  Teraz ją odkręć i wstaw do mikrofali na trzydzieści sekund. – Posłałam mu uśmiech. Zaczęłam ubierać dzieciaka, który, zapewne zaciekawiony nową osobą, już zupełnie przestał płakać. Gdy już skończyłam ubierać go w te malutkie, słodkie, dziecięce body, wstałam i wzięłam go na ręce, nie chcąc go zostawiać samemu sobie na czas, gdy będę w kuchni.
- Trzymaj go. – Podałam Niallowi jego bratanka i sama się wzięłam za mycie rąk. – Podgrzało się? – zapytałam, wskazując palcem na butelkę z mlekiem stojącą przy mikrofali.
- Nie wiem, chyba tak... – Chłopak wzruszył ramionami, kołysząc małego. Przez kilka sekund nie mogłam oderwać od nich wzroku – najwyraźniej geny Horanów były tak silne, że Theo był nawet podobny do Nialla. A może właśnie tak by wyglądał nasz dzidziuś... , usłyszałam jakiś szalony głos w głowie i od razu się ocknęłam.
- Hmmm... Jako że to pewnie mleko z cyca, to raczej nie będę próbować. Dobra, przed chwilą szorowałam ręce, co się będę krępować. – Wzięłam buteleczkę do ręki i lekko wymieszałam zawartość, a następnie zanurzyłam w niej czubek palca. – Okej, nie za ciepłe, nie za zimne. – Zakręciłam całość zakrętką ze smoczkiem. – Chcesz go karmić? – miałam wrażenie, że w oczach blondyna pojawiło się przerażenie. – Nie bój się, to nic skomplikowanego. – Posłałam mu szeroki uśmiech. – Najpierw połóż go sobie na jednej ręce, wiesz jak...  O, właśnie tak. A teraz trzymaj butelkę i po prostu go karm, ot cała filozofia.  – Nie mogłam się napatrzeć, jak Niall z uwielbieniem w oczach karmi to kilkumiesięczne maleństwo. Może na razie nie jest zbyt odpowiedzialnym facetem, jak widać, ale za kilka lat... Kto wie... – Chodź do salonu... – Szepnęłam, widząc, jak małemu z każdym łykiem coraz bardziej zamykają sie oczka.
Po kilku minutach butelka była już całkowicie pusta. Gdy Niall tylko odłożył ją na stolik, Theo otworzył szeroko oczka i jakby był pełen życia. A miał spać... Wiem!
- Daj mi go, a sam przynieś gitarę. – Zabrałam od blondyna bobasa, a ten bez słowa wykonał moją prośbę. Aż dziwne, jak on mało mówi... Mam nadzieję, że nie zaczął się mnie bać. – Zacznij grać „Little Things” – poprosiłam z uśmiechem. Nie musiałam długo czekać, żeby usłyszeć pierwsze dźwięki jednej z moich ulubionych piosenek.
-Your hand fits in mine like it’s made just for me... – Zaczęłam cichutko śpiewać wpatrując się w te piękne, malutkie oczka, trzymając tą mikroskopijną dłoń w mojej, która teraz wydawała się wielka niczym u olbrzyma.  Z każdym kolejnym wersem, cichutko śpiewanym i granym niczym kołysankę, Theo zamykały się oczka, a gdy skończyłam śpiewać już całą piosenkę, mały już spał.
- Chodź za mną – szepnął Niall, odkładając delikatnie gitarę na kanapę i idąc w kierunku zamkniętych drzwi do innego pokoju. Okazało się, że to jego sypialnia.
Poszłam za nim i położyłam małego ostrożnie na środku łóżka, kładąc się na boku obok niego i trzymając buty poza łóżkiem. Dziewczyno, jesteś w sypialni Nialla. W SYPIALNI!
- Tak się w niego wpatrujesz, że zaczynam się bać... Chyba zaraz mi go nie porwiesz, jak się tylko na chwilę odwrócę – szepnął blondyn kładąc się dokładnie w tej samej pozycji co ja, tylko z drugiej strony Theo.
- Nie porwę, nie bój się – odpowiedziałam, nie mogąc dalej oderwać wzroku od tego małego, śpiącego aniołka. – Może kiedyś mi się poszczęści i też będę miała takiego, swojego...
- Mam to traktować jako propozycję? – zapytał, próbując powstrzymać śmiech.
- Niall, nie przy dzieciach! – „krzyknęłam” szeptem, szeroko się uśmiechając. Położyłam głowę na kołdrze i poczułam jak oczy same mi się zamykają. – Nie psuj mu psychiki od pierwszych miesięcy życia...
- Będziesz spać? – zapytał, wpatrując się we mnie z szerokim uśmiechem. – Ja tam się dzisiaj wyspałem.
- Ale to ja ciebie pilnowałam całą poprzednią noc, żebyś nie wyłaził z pokoju i nie darł mordy na korytarzu... – Powiedziałam, szeroko ziewając.
- Tak, masz zdrowe zęby, nie zauważyłem żadnych ubytków. – Niall udawał, że wpatruje się w moją rozdziawioną paszczę. Wybaczcie, ale uniesienie dłoni do ust, aby zasłonić je w trakcie ziewania przekraczało moje aktualne możliwości.
- Oj, cicho... Tylko proszę bez żadnych zdjęć. – Spojrzałam na niego groźne i zamknęłam oczy. – Obudź mnie o trzeciej, okej?
- Postaram się, ale jestem pewien, że Theo zrobi to pierwszy jak tylko przetrawi tamto mleko, które przed chwilą pożarł.
- Twoja kolej na przewijanie, czas by dobry wujek Niall się nauczył – mruknęłam, stojąc już jedną nogą w krainie snów.
- Ej, a skąd znałaś na pamięć naszą piosenkę? – zapytał, mając pewnie na myśli „Little Things”.
- To nie jest wasza piosenka, tylko Sheerana...



Obudził mnie jakiś ściszony głos, jakby ktoś rozmawiał przez telefon tuż nad moją głową. Uchyliłam lekko powieki i naprzeciwko mnie zobaczyłam Nialla, który spał jeszcze całkiem twardym snem. Pomiędzy nami leżał Theo, również jeszcze śpiący. To kto w takim razie..?
- Wyglądacie jak młode małżeństwo z pierwszym dzieckiem. – Usłyszałam cichy śmiech. Obróciłam się w stronę, z której dochodził głos i zobaczyłam brata Nialla opierającego się o framugę drzwi.
- Rozumiem, że stęskniony tatuś przyszedł po swoje dziecko... – Uśmiechnęłam się wstając ostrożnie z łóżka. – Cześć, jestem Kate. – Podałam mu dłoń. – Ogólnie to studiuję i jakimś cudem wylądowałam w nowym X Factorze, a od wczoraj dorywczo robię za opiekunkę dzieciaków w otoczeniu One Direction.
- Greg. – Przedstawił się. - Wiedziałem, że Niall spanikuje i kogoś zmusi, żeby mu pomóc... – Zaśmiał się.
- Ale słodko wyglądają. – Przyglądałam się blondynowi i jego bratankowi.
- W trójkę wyglądaliście lepiej, serio. Niestety muszę zabierać małego, za trzy godziny mamy lot do Irlandii...
- Och, pomóc ci go spakować? – zaoferowałam.
- Wszystkie jego rzeczy już pozbierałem. Tylko go ubiorę i lecę. – Greg podszedł do łóżka i wprawnym ruchem wziął na ręce Theo, nie budząc go, i wyszedł do salonu. Poszłam za nim i z boku obserwowałam, jak duży facet potrafi tak dobrze, delikatnie ubrać taką małą istotkę i bezpiecznie usadowić ją w nosidełku.
- Dobra, gotowy do drogi. Dzięki za twoją, pewnie całkiem sporą, pomoc. – Zwrócił się do mnie. – Mam nadzieję, że nie sprawiał za dużo problemów?
- Niall czy Theo? – zaśmiałam się. Od razu na myśl przyszedł mi moment, gdy młodszy Horan zostawił bobasa samego w mieszkaniu, ale stwierdziłam, że lepiej nie wywoływać wojny w rodzinie. – Theo to aniołek, naprawdę.
- Czyli Niall nie jest aniołkiem? – odpowiedział mi śmiechem. – W sumie coś w tym jest. Dobra, jeszcze raz dzięki. Cześć. – Pożegnał się i wyszedł z mieszkania, zabierając wszystkie rzeczy małego.
Spojrzałam na zegarek i przeraziłam się nie na żarty. Wpół do czwartej. Mam pół godziny na wyszykowanie się. I jeszcze wysłać smsa do Jacka.
- Niall, cholera jasna! – szybko weszłam do sypialni i rzuciłam w niego jakąś poduszką, którą miałam pod ręką. - Miałeś mnie obudzić pół godziny temu, a nie samemu spać!
- Jak to samemu, przecież śpię z tobą i Theo... – Niall zaczynał się powoli budzić. –Theo? Gdzie on jest? – zerwał się na nogi rozglądając za dzieciakiem.
- Greg przed chwilą go zabrał, jak sobie spałeś.  Zajmuję łazienkę! – krzyknęłam, prawie biegnąc do tego przybytku i zamykając się od środka.
- Tylko się pospiesz, muszę się ogarnąć! O piątej idę na premierę! – usłyszałam zza drzwi.
- No popatrz, ja też! – krzyknęłam, wyciągając z reklamówki prostownicę i inne przybory do włosów. – W takim razie się tam spotkamy!
- Jeszcze się live’y nie zaczęły, a was już na premiery zapraszają?
- Nie wiem, ja tam idę jako osoba towarzysząca. Jack mnie zaprosił. – Odpowiedziałam, zaczynając bardzo dokładnie prostować włosy.
- Davis? Co sądzisz o białej koszuli i czarnych dżinsach? – usłyszałam. To teraz oprócz niańki bawię się w stylistkę?
- Nie, Daniels... – Wywróciłam oczami. – Jak założysz do tego czarnego śledzika, to będzie super!
- OK! Ale pospiesz się! – poganiał mnie.
Mężczyźni...
Po piętnastu minutach wyszłam z łazienki, aby zaprezentować się Horanowi w swojej kreacji.
- Ta daaa!
- No, Katie, szalejesz... Może jednak będziesz moją osobą towarzyszącą?
- Twoją propozycję uznam za komplement. – Nieśmiało się uśmiechnęłam. – Niestety, troszkę się z nią spóźniłeś. – Jak na zawołanie zadzwonił mój telefon. – Słucham?
- Cześć, Kate, podasz mi adres, pod który mam przyjechać?
- Tak, zaraz ci wszystko wyślę smsem, bo szczerze mówiąc, sama nie wiem, gdzie jestem. – Zaśmiałam się.
- Dobra, to czekam. Do zobaczenia! – i się rozłączył.
- Niall, wpiszesz mi swój adres? – podałam mu telefon. – I daj mi te wejściówki, w końcu po nie tu przejechałam.
- Jasne, zaraz. – Mruknął, wpisując do telefonu adres. -  Tylko go potem nie rozsyłaj fankom, okej? – przeszył mnie wzrokiem.
- Tylko tym ładniejszym. – Puściłam mu oczko.



Czułam się jak gwiazda. No, może taka połowiczna gwiazda. W końcu byłam na czerwonym dywanie, ale stałam za Jackiem, który właśnie udzielał komuś wywiadu, i czekałam aż skończy. Wokół mnie błyskały flesze, a ja raz czułam, że nie muszę się ich bać. Nareszcie wyglądałam jak człowiek...  Idealnie proste i wygładzone włosy związane w kucyk, a gumka, która do tego służyła została owinięta jednym kosmykiem włosów, maskując ją. Ubrana byłam w czerwoną sukienkę do kostek, bez ramiączek – prosta, z lekkim marszczeniem na piersiach. Do tego złoty naszyjnik, ekstremalnie wysokie białe szpilki i równie biała kopertówka. Makijaż jak zwykle naturalny, ale dzisiaj zrobiłam wyjątek – pomalowałam usta czerwoną szminką pasującą do sukienki.
Nagle przy wejściu na czerwony dywan rozległy się wręcz ogłuszające wrzaski, piski i ogólnie dźwięki niczym z rzeźni. Po chwili wszystko się wyjaśniło – One Direction dołączyli do gości.
- Idziemy? – zapytał Jack, gdy już skończył wywiad.
- Jasne – odpowiedziałam, zerkając w stronę chłopaków. Cóż, to było silniejsze ode mnie.
- Jeszcze czeka nas pozowanie na ściance...
- Nas? – zdziwiłam się.
- No tak, jesteś w końcu moją osobą towarzyszącą. Już się mnie pytali, kim jesteś. – Posłał mi uśmiech, a ja złapałam go pod ramię.
- I co im powiedziałeś?
- Że jesteś moją koleżanką, która się zlitowała nad samotnym mężczyzną i zgodziła się towarzyszyć mi dzisiejszego wieczoru.
- Na taką wersję mogę się zgodzić.
- Kate! – usłyszałam za sobą, jak ktoś mnie woła. – Kate, zaczekaj! – obróciłam się i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Liama. No, świetnie, niech tu robi jakieś dramaty przy setkach fanów i fotografów. Genialny pomysł, Payne. – Możemy porozmawiać? – zapytał, gdy znalazł się obok mnie, zezując na Jacka. Mój towarzysz zrozumiał jego niemą prośbę.
- Będę na przodzie – powiedział mi do ucha i oddalił się kilka metrów.
- To nie tak jak myślisz.
- Ale co? – zapytałam, udając, że nie wiem, o czym mówi. Poza tym, jeśli ktoś mówi „to nie tak jak myślisz”, to nie można mu wierzyć. W 99% przypadków jest dokładnie tak jak myślisz.
- Danielle. Nie zapraszałem jej na lotnisko. – Spuścił wzrok na ziemię.
- Najwyraźniej niektórzy nie potrzebują zaproszenia... – Powiedziałam sztucznie radosnym głosem. – Słuchaj, Liam. Nie będę się o ciebie bić z Danielle czy inną twoją byłą. Poza tym nie musisz mi się tłumaczyć, dopiero co się poznaliśmy i tak naprawdę nic nas nie łączy. Jesteśmy umówieni na zwykłe spotkanie na niedzielę, nic poza tym. – Wzruszyłam z obojętnością ramionami.
- Ale Kate, między mną a Danielle naprawdę wszystko jest już dawno skończone.
- Jakoś tego nie widać. – Wskazałam chłopakowi ruchem głowy dziewczynę, która właśnie udzielała wywiadu.
- Boże, co ona tu do cholery robi? – miałam wrażenie, że chłopak traci cierpliwość.
- Jak już mówiłam, niektórzy nie potrzebują zaproszenia... – Powtórzyłam własne słowa. – A teraz musisz mi wybaczyć, Jack na mnie czeka. Do zobaczenia na afterparty.
- Uważaj na niego, to kobieciarz. I wcale nie jest taki miły jak się wydaje.
- Takich pożeram na śniadanie, Liam. – Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę czekającego na mnie mężczyzny.
- Wszystko  w porządku? – zapytał Jack, gdy już szliśmy razem na ściankę, na pożarcie przez fotoreporterów.
- W jak najlepszym... – Ustawiłam się obok niego, trzymając go pod ramię i martwiąc się, gdzie jutro znajdę swoje zdjęcia. I z jakim opisem.



Film okazał się lepszy niż się spodziewałam. Oczywiście kocham wszystkie filmy Marvela i nie potrafię wybrać jednego ulubionego, ale nowy Thor na pewno znalazłby się w czołówce mojego rankingu, gdybym tylko taki miała.
- I jak ci się podobał film? – zapytał Jack, gdy byliśmy w drodze do klubu, w którym miało się odbyć afterparty.
- Film wiadomo, że super, ale bardziej mi się podobało, jak przed pokazem główni aktorzy opowiadali o filmie! – nie mogłam przestać się „jarać”. Mówię wam, Loki wygląda jeszcze lepiej na żywo niż na ekranie!
- Pierwszy raz widziałaś sławne osoby na żywo? – miałam wrażenie, że moje zachowanie bawi towarzysza i „sponsora imprezy”.
- No pewnie, proszę cię! Jestem zwykłą dziewczyną, to ostatnio moje życie wywróciło się do góry nogami... Boję się myśleć jak jeszcze się zmieni, kiedy zaczną się występy na żywo w X Factorze... – Zauważyłam, że Jack siedzi bliżej mnie niż gdy wsiedliśmy do samochodu. Oj, chłopie, nie radzę...
- Nie nazwałbym ciebie zwykłą... – Mruknął, a samochód się zatrzymał przed wejściem do jakiegoś klubu. Po ilości fleszy domyśliłam się, że to tutaj ma się odbyć cała impreza.
- Patrz, jesteśmy na miejscu! – szybko otworzyłam drzwi i wyskoczyłam z auta, unikając tej niezręcznej sytuacji.
- Chodź do środka, trzeba się czegoś napić i uczcić twój sukces. – Położył swoją rękę na moich plecach i lekko pchnął mnie w stronę wejścia.
Mijając ochronę pokazałam im nadgarstek, na którym była papierowa bransoletka, którą dostaliśmy w kinie.
- Poczekaj gdzieś, zaraz przyniosę nam jakieś drinki – powiedział, odchodząc w stronę baru. Rozejrzałam się po tym zapewne drastycznie drogim klubie w poszukiwaniu miejsca, w którym ilość aparatów była mniejsza niż pięć.  W końcu najwyraźniej przyjechał jakiś ważny gość, bo z większości miejsc wszyscy fotografowie zniknęli w tajemniczych okolicznościach. Wzrokiem znalazłam wolną kanapę i stolik pod ścianą i tam się właśnie udałam. Już po chwili dołączył do mnie Jack z dwoma kieliszkami białego wina.
- Dziękuję  – powiedziałam, biorąc od niego swój kieliszek, a ten usiadł obok mnie.
- To teraz opowiadaj mi, jak było w tym programie. I po zdjęciach, które dzisiaj znalazłem w internecie, wnioskuję, że warsztaty miałaś z One Direction...
Po mniej więcej godzinie i kilku kolejnych kieliszkach wina, Jack wiedział wszystko o moim X Factorze, a ja wiedziałam o wszystkich imprezach w Londynie i „kto z kim”. Czułam, jak alkohol zaczyna na mnie szybciej działać, mimo że byłam wypoczęta i nie piłam na pusty żołądek – przed wyjściem zrobiłam z Niallem sporo kanapek, żeby właśnie uniknąć pijackich kompromitacji. Jakieś mocne to wino...
- Może stąd wyskoczymy , co? – zapytał Jack. Jego lewa ręka wylądowała na oparciu za mną, a prawa na moim kolanie. Chwała Bogu mam sukienkę do kostek.
- Jack, to nie jest dobry pomysł... – Próbowałam się odsunąć, ale już byłam przy krawędzi kanapy i zwyczajnie nie miałam gdzie. Ale zrzucić jego rękę z mojego kolana mogłam. Ten jednak był nad wyraz uparty i prawą rękę przerzucił na moją drugą stroną sprawiając, że zostałam uwięziona.
- No weź, przecież muszę ci się podobać... – Mruknął mi do ucha, a ja próbowałam go od siebie odepchnąć. Niestety alkohol odebrał mi trochę z mojej siły, a Jack do najmniejszych facetów raczej nie należał.
- Zostaw... Mnie... – Mówiłam, próbując użyć całej mojej siły, aby się od niego uwolnić. Z dwóch stron oparcia kanapy, a z kolejnych Jack i jego ręka.
- Na pewno masz na mnie taką samą ochotę jak ja na ciebie, tylko zgrywasz taką niedostępną. – Zaczął się rozkręcać, zaś jego ręka z oparcia opadła na siedzenie, łapiąc za mój tyłek.
- Nawet się nie waż! – krzyknęłam, powoli wpadając w panikę. Czy to jest właśnie jedna z tych sytuacji, przed którymi przestrzegała mnie mama?
- A co mi zrobisz? – mruknął, głaszcząc nosem moją szyję. I to jest dobre pytanie, bo wydawało mi się, że byliśmy niewidzialni dla innych gości. Cholera jasna, czy naprawdę nikt nie widzi, co tu się dzieje?
- Ona może nic, ale ja to jednak coś już mogę, gnoju.



***
Cześć, Misie! :)
To już 10 rozdział! Słownie: dziesiąty! Wow, szybko zleciało... Tworząc pierwszy rozdział nie sądziłam, że tyle się tego uzbiera... I nawet jeszcze nie kończę, to największa niespodzianka dla mnie samej.
Z okazji tej okrągłej liczby rozdział jest dłuższy niż zazwyczaj, i to całkiem sporo :) 
Mam nadzieję, że Wam przypadnie do gustu ;)

Buziaki,
@katie093

30 komentarzy:

  1. Jsksnsjzkkwjzisbkskdnzidnsksi nie wiem normalnie co napisac o.O Genialny rozdzial ! Jestes niesamowita. Pewnie ta osoba co "uratuje" Kate bedzie Liam lub Niall (moje domysly tylko) Nie moge sie nexta doczekac Xx Buziaki i wenyyyy!Xox

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za Twoje miłe słowa :*
      Myślisz, że Kate lub Niall? A może jakiś inny bohater się znajdzie, kto wie? Ja na pewno jeszcze nie wiem, za dużo mam pomysłów w głowie ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
    2. To na pewno będzie Justine i obije komuś ryj.
      Pozdrawiam!:D

      PS. Tak, wlezie tam bez zaproszenia.

      Usuń
  2. O Ty, niedobra ;P Nie napisałaś kto wypowiedział ostatnie zdanie! Mimo, wszystko dalej jestem team Liam i obstawiam, że to on ;)

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja? Niedobra? Skąd! Raz tylko chciałam wprowadzić trochę napięcia, żeby tak nie wiało nudą ;)
      "Team Liam", jak to fajnie brzmi ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  3. Yyy... nie wiem co napisać! Może i ten rozdział był dłuższy ale ja jakoś tego nie odczułam! Znowu czuje niedosyt, mogła bym go czytać godzinami i by mi się nie znudził. Ale nie wiem kto powiedział ostatnią kwestie czy to był bohaterski Liam który ją ostrzegał? A może Niall się w końcu obudził i coś zauważył? A może to był jeszcze ktoś inny nie no nie wytrzymam tej presji musisz mi powiedzieć! AAAAA nie wytrzymam!!!
    Zaczyna się tak nie pozornie zwykłe babskie pogaduchy ( tylko mam nadzieja że mówiły po polsku a nie angielsku, nie wiem jak bym zareagowała gdybym usłyszała taką rozmowe w sklepie)Kate nawet nie musi szukać menadżera, menadżer sam przyszedł do niej( jak jej przyjaciółka się poświęca :))
    Tak Jack wydawał się naprawdę miły kto by się spodziewał.
    Rozmowy z rodzicami zawsze są trudne(wiem to z własnego doświadczenia), ale ta mnie rozbawiła.
    Szczęśliwi rodzice myślą o wszystkim ale szczególnie o nauce i o tym z kim się spotykamy (na prawdę typowi rodzice) Uuuu jej mama nadepnęła na czuły odcisk (czyli jak wyprowadzić córkę z równowagi obrażając jej obiekt westchnień )tak a najlepiej obrócić wszystko w żart a potem nawiązać do nauki (szybka zmiana tematu z lepszego na jeszcze lepszy). Kate chce żyć pełnią życia(zresztą jak każdy), a tu rodzice odcinają jej skrzydła (no typowi rodzice martwią się na zapas). Dobrze że łóżko tak mocno ją woła bo by pewnie na klawiaturze usnęła:)
    Normalnie jak bym widziała siebie z tym wstawaniem (zawsze jak mnie budzą wcześnie to mam zły humor i marudzę, tak i też pewnie bym ją zabiła za pobudkę). Dobra ucieczka nigdy nie jest zła!! I nie samowity zwrot akcji Harry!! Skąd on wie, że Justyna ma konwent!! I co no tam robi!! Dobrze to zagrała " co o czym on gada"
    Tak zwykle nie patrzenie kto dzwoni kończy się źle Opieka nad dziećmi mogło by być jej wyjściem awaryjnym Tak Niall ma zerowe pojęcie jak zajmować się dzieckiem. dobrze że chociaż grać na gitarze umie (jej podziw dla niej jak ona tak szybko wymyśliła to z tym Sheeranem... ja nie wiedziałabym co powiedzieć)
    Greg jest bardzo dobrym marzycielem skoro uważa że wyglądają jak młode małżeństwo( i podkreśla to jeszcze gdy mówi że lepiej to wyglądało jak leżeli w trójkę) Czas się szykować na premierę (nie wiem czy ja bym się zdążyła wyszykować w 15! minut) Ojj gdybyś Horan poprosił ją pierwszy... nie było by tak skomplikowanie.
    Ten Jack to dobry aktor, nie powiem że nie sama się na jego niewinność nabrałam nie powiem. Liam nie wie że jego eks już próbuje go odzyskać czy on jest ślepy ( a raczej zaślepiony Kate)
    Niech się Kate do tych fleszy przyzwyczaja bo(może) właśnie tak będzie wyglądała jej przyszłość. Kilka lampek wina i już snuje się na nogach (gdzie moja bohaterka która opiła Horana!!!) Nom i nasz niepozorny Jack odsłonił swoje oblicze!!! Tak ale nie wiem kto ja uratował przed tym zboczeńcem!!!
    Przerwałaś w tak ekscytującej chwili jak mogłaś!!? Rozdział mi się podobał bardzo mnie wciągnoł i nawet nie zwróciłam uwagi że jest trochę dłuższy. Strasznie mi się spodobał (powtarzam się, ale bardzo mi się podobał) Nie wiem co jeszcze mogę napisać brak mi słów (tak a wcześniej to jakoś byłam wylewna z tymi słowami co nie?) Trochę się rozpisałam i przepraszam jak nie chcesz to nie czytaj (sama siebie już nudzę)
    Dobra to do następnego rozdziału, trzymaj się ciepło( teraz to się przyda ze względu na tą "upalną" końcówkę lata)i życzę dużo weny żebym się nie zawiodła przy kolejnym rozdziale (nie wiem czy to jest możliwe, żebyś mnie zawiodła).
    Całuje, pozdrawiam i ściskam: Meggi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę Ci powiedzieć, nie miałabyś niespodzianki ;)
      Ależ oczywiście, że między sobą rozmawiają po polsku! Po co mają się męczyć po angielsku... Tylko jeśli są w międzynarodowym towarzystwie to korzystają z angielskiego, tego wymaga kultura :)
      Ja mam właśnie takie rozmowy z rodzicami, przeważnie, scena, można by powiedzieć, że "z życia wzięta" ;)
      Harry czyta bloga Justyny, jak było gdzieś mówione w pierwszych rozdziałach - wiedział, że będzie konwent ;)
      Jeśli powtarzasz się mówiąc, że podobał Ci się rozdział - tak możesz zawsze, dopóki w to w stu procentach ni uwierzę :)
      I wszystko przeczytałam! Lubię takie komentarze, chaotyczne i od serca :)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
    2. Nom tak szczerze to wolała bym nie mieć niespodzianki (albo chociaż szybciej dodaj rozdział bo ja nie wytrzymam, jestem niecierpliwa )I ciesze się że moje komentarze cie nie nudzą:)
      ~Meggi:)

      Usuń
  4. A ja wiem, kto wypowiedział ostatnie zdanie, ale nie powiem, hihihihihihihihihihihihihihihihi.
    W ogóle, się robi co raz fajniej. Kaśkę jak zwykle każdy kocha (z Justine na czele), ale brakuje mi tutaj jakiejś chryi, ostrej kłótni, albo MORDOBICIA.
    TAK.
    To jest to,co psychole lubią najbardziej.
    Ale Kashju, bardzo udany rozdział, w sam raz na sobotnie śniadanko. ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie wiesz, bo mi się to zmienia co 5 minut, już nie bądź taka cwana ;P
      Mordobicia, mówisz? Chyba coś się na to zapowiada, zoabczymy w kolejnym rozdziale ;P

      Usuń
    2. Zrób mordobicie! <3
      Ja jestem zawsze bardzo cwana i bardzo pewna siebie. No i porąbana.
      No i chyba pobierają mi się wzorce z Twojego opowiadania, po tym, jak kasza wybuchła boję się dotknąć do kuchenki...

      Usuń
  5. Czytają każdy kolejny rozdział zazdroszczę Ci talentu coraz bardziej! W zasadzie przeczytałam rozdział w nocy, ale było zbyt późno, żeby wyszedł mi jakiś sensowny komentarz. Chodź nie jestem pewna czy teraz wyjdzie jakiś sensowny, no ale cóż..
    Zakupy dziewczyny - nie wierzę że Katie dała radę tyle bez snu przetrwać. Chodź pewnie w towarzystwie Justine nie dało się zasnąć za bardzo. I po raz kolejny narobiłaś mi na coś ochoty! Tym razem na zakupy, co już będzie trudniejsze do zrealizowania niż naleśniki z poprzedniego rozdziału. A zaproszenie które dostała Katie trochę mnie zdziwiło.. Jack jest dziwny.
    Rozmowa z rodzicami była genialna.
    Budzenie Katie przez Justinie.. Nie lubię ludzi którzy budzą, więc zdecydowanie czuję to co Katie. A potem Justinie spotykająca Style'sa na konwencie.. Jednak nie jest on taki głupi, jak Katie podejrzewała. W końcu jednak się skapnął, że to te same osoby. Tylko oczywiście nikt mu tego nie potwierdzi.
    Telefon od Horana - rozwaliłaś mnie. Panikujący Niall odnośnie Theo.. to takie słodkie. ♥ Na serio myślałam, że on się w końcu popłacze z przerażenia co by się mogło stać jak Katie do ochrzaniała itd. Na szczęście dziewczynie udało się zapanować nad dwoma Horanami. I z oboma wylądowała w łóżku. Niezła jest. :D
    Danielle i Liam... To może być całkiem ciekawy wątek. On chce Katie, a jego chce Dan. Jestem bardzo ciekawa jak to się potoczy. Chodź osobiście jestem za Katie i Niall'em!
    A zakończenie? Wiedziałam, że Jack to dupek. Ale żeby aż taki?! No i kto uratuje Katie? Osoby wyżej w komentarzach piszą, że to będzie Niall albo Liam, ale jakoś po tym co powiedział pasuje mi to bardziej do Hazzy albo Zayn'a. No ale niestety muszę poczekać do następnego rozdziału żeby sprawdzić kto to jest..
    Nienawidzę czekać! Niestety nie mam wyjścia. :<
    Rozdział jest genialny! Wiem, powtarzam się, ale zdecydowanie uwielbiam Twojego bloga. I nawet nie zauważyłam, że rozdział jest dłuższy. Czy dłuższy czy krótszy i tak się genialnie czyta!
    Dobra, rozpisałam się chyba trochę. Mam nadzieję, że cokolwiek zrozumiesz. Bo pisze to na raty i nie wiem czy ma jakiś ogólny sens.
    Życzę weny i czekam na następny!
    Patricia. x
    PS. Zapraszam też do siebie: http://theway-i-feel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma żadnego talentu, to po prostu wynik wielu lat pisania różnych głupot i czytania naprawdę dużej ilości książek. Oraz też, oczywiście, konstruktywnej krytyki, którą przez lata otrzymywałam. I wiem, że jeszcze dużo nauki przede mną... ;)
      Nie-sensowne komentarze są najlepsze! :)
      Ja tam wierzę, że dała radę - miałam dokładnie taki maraton bez snu w ferie zimowe.. Pod koniec czułam się jak naćpana ;)
      Och, Harry ratujący Katie? Dziewczyno, działasz na moją wyobraźnię! Jeszcze przez Ciebie zmienię swoje plany... ;)
      Zrozumiałam wszystko, dziękuję za wspaniały komentarz i ciepłe słowa :)
      Na bloga chętnie zajrzę, jak wyskrobię trochę wolnego czasu, pewnie pod koniec września...


      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
    2. Nie zapominaj, czyj jest Harold!

      Usuń
    3. Przyznam się, że ja też miałam takie maratony bez snu. Tylko u mnie to się zazwyczaj objawia nadmiarem energii, a dopiero jak się położę do łóżka to jestem zmęczona.
      A ten Harry ratujący Katie mi tak jakoś przyszedł do głowy, bo cały czas Liam i Niall to by było za nudno. Może pijana Katie wygada się Harry'emu kim jest? Albo komukolwiek kto ją uratuję? :D

      Usuń
    4. Albo w ogóle wymyślę jakiego supermana... W sumie to była premiera filmu o supebohaterze, nie? ;)

      Usuń
    5. Też niezłe! Tajemniczy nieznajomy uratuję Katie i odstawi bezpiecznie do domy.. Przygoda jak z filmu. :>

      Usuń
  6. WOW ! mega rozdział ! oby Liam ją uratował !! aaaaaa... żeby to był Liam ! *.* nie wiem czy przeżyje do nastepnego piątku !!! achh to już bedzie prawie koniec wakacji ;// masakra ;c .
    no Harry sie skapnął ;c . nie no nie wiem co powiedzieć zatkalo mnie tym rozdział !! *.*
    /ziuta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też należysz do "Team Liam"? A gdzie się podziały osoby wspierającego naszego kochanego Nialla? ;P
      Koniec wakacji? Współczuję. Ja oprócz sesji poprawkowej mam jeszcze całe dwa tygodnie wolności we wrześniu ;)
      A Harry jednak ma coś w tej głowie, jak widać...


      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
    2. no szkoda mi Horankaaa ;c ale jestem zdecydowanie za LIAMEM !!! :*
      /ziuta

      Usuń
  7. Strasznie się zaczytałam! To jest G-E-N-I-U-S! I było tak nasiąknięte dramą! Powiem Ci, że mam dużo wspólnego z Kate, przez to czyta mi się jeszcze przyjemniej :D Nie mogę się doczekać na rozwój akcji Harry-Justyna (ciekawa jestem z której strony wypłynie prawda o AD) no i kto się czepił Jacka na końcu! Obstawiam Liama, choć jestem zdecydowanie team Niall! pisz pisz pisz! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pacz, a Kate ma dużo wspólnego ze mną... ;P Ciekawe, dlaczego?
      Relacje między Justine i Harry'm na pewno na tym rozdziale się nie zakończą, to mogę już teraz powiedzieć ;)
      A może to nie będzie ani Liam, ani Niall..? I co wtedy..?

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  8. Sadze ze uratował ja Harry lub Niall, bo w końcu Harry sie domyśla, a wie ze Niall szuka moony więc mysle ze to prawdopodobnie będzie on, chociaż z drugiej strony Niall mówił do Katy czy by z nim nie poszła, a ona mu powiedziala z kim idzie więc mógł sie domyślić co sie stanie i Jej zacząć szukać, bo i tak miała tam sie z nim spotkac, a Harry mógł mu powiedzieć o swoich domyslach. Rozdział jak zwykle GENIALNY *,* nie moge sie doczekać next ^^ pozdrawiam , buziaki xx Pau

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż za teoria spiskowa, jestem pod wrażeniem! :) Sama dokładnie jeszcze nie wiem, jak to będzie wyglądać, więc ciężko mi tutaj coś powiedzieć ;)
      Dziękuję za miłe słowa ;*

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  9. A więc tak... w końcu znalazłam czas na skomentowanie dwóch ostatnich rozdziałów. Przepraszam, że tak późno, ale byłam na wakacjach, a z komórki średnio się pisze komentarze ;p
    Co do rozdzialu 9... Hahaha... Niall i Kate w kuchni, są zdecydowanie śmieszni i poprosze takich cześciej ;)
    LIAM ZASPAŁ? Nie wierzę! XD Chyba wszystkich wzięło zdziwko, że Niall wstał pierwszy i jest już spakowany :D
    Jezu... Kate pogromco łyżek... hahahaha... chociaż czytałam już ten rozdział, to znów się śmieje... niedobra Ty! Wystawiłaś biednego Liama na pogrom łyżek... a on do tego jeszcze się obraził xD (no dobra, biedny Liam, biednym Liamem, ale za to jak Ja się przy tym uśmiałam! Dobrze że siedziałam na huśtawce w ogródku państwa u których mieszkałam i nikogo tam nie było... chociaż myślę, że pół budynku spokojnie słyszało mój śmiech xd)
    I teraz jedno wielkie KURWA!!! (sorry za takie słowa... ) „Wiem jak na Ciebie działam Kate i mam zamiar to wykorzystać...” OMG... nie jest dobrze, Kate... nie jest dobrze! Zastanów się lepiej czy wolisz Nialla, czy szczeniaczka-Liama... W sumie w innym wypadku, to współczułabym Ci tej akcji z Danielle na lotnisku, ale z drugiej, to dobrze, że tak się stało! Wybij sobie Liama z głowy ;D (no właśnie... żadne mieśnie Liama (chociaż są takieeee zajebiste *.*) nie mogą tobą zawładnąć! )
    Mrr... granie na kolanach Horanka? Podwójne Mrrrrrr... xD
    Ciekawe, czy Horan się czegokolwiek nauczył, czy tylko zajmował się oglądaniem Kate i wzdychaniem, jaka to ona nie jest cudowna :D
    HORAN! Popratrz jaka zajebista dziewczyna Ci się trafiła! Nie dość, że lubi to co Ty i jest twoją bratnią duszą, to umie zajmować się dziećmi! :D Bierz się za nią stary! XD

    Przejdźmy do 10 rozdziału:
    Justyna z tekstem: "Proszę mnie tu publicznie io zoofilię nie oskarżać" rozwaliła system totalnie! Po prostu uwielbiam to z jakim humorem Ty to piszesz! <3
    No i przyszedł Jack... zmora tego rozdziału (a myślałam, że choć trochę go polubię... ehh... teraz jest u mnie skreślony!)
    Rozmowa z rodzicami zawsze spoko: "Dziecko, ja nie wiem po kim ty masz taki słaby gust" O Boże... hahahahahahahahahahahaha xDD
    Mama się nie zna i tyle ;p (jeszcze rozumiałabym, gdyby powiedziała tak 3 lata temu o Niallu, ale teraz? Przecież to sam (może nie tak jak w tym momencie Liam) ale to sam seks (połączony z jego wewnętrzną słodkością, czyli mieszanka idealna!) :D
    Mamo moja... niedobrze! Harry nie jest taki głupi i jako ppierwszy skojarzyk fakty... niby Justyna się zapierała, że nie wie nic o AD, ale myślę że Harry wie swoje... i znów jedno wielkie (przepraszam) KURWAAA!!! niedobrze... ciekawe jak to będzie dalej...
    Wracaamy znów do śmieszniejszej części: NIALL i kilkumiesięczne DZIECKO! HAHAHAHAHAHAHA xDD
    Biedny Niall (gdyby Kate chciała mieć z nim kiedyś dzieci, to musi się dwa razy zastanowić, bo nie będzie miała dla siebie czasu xD) No ale na szczęście wiedział gdzie dzwonić i nasza Kate wszystko uratowała :D
    (mi też obraz Niall+Kate+dziecko bardzoooo pasuje, zastanów się nad tym xD) :D
    No i gala... hmm... nic dodać nic ująć... stawiam, że tym kto uratuje naszą damę, bedzie Liam... albo Niall... (chociaż prędzej Liam, bo on mi bardziej pasuje do takiego obrońcy xD) albo może Harry... Kurde. Nie wiem :P Teraz przez Ciebie będę cały dzień obmyślać możliwe sytuacje... mam nadzieję że skrócisz moje męki niewiedzy (jestem strasznie niecierpliwym człowiekiem) i za niedługo doczekamy się następnego rozdziału! :)
    Kocham Ciebie i Twoje opowiadanie... na prawdę piszesz cudownie! <3 Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz kocham! <3
    Czekam z niecierpliwością! :)
    Całuję! Xx.

    @charls_grey

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ponownie w moich skromnych progach po podróżach ;)
      Cieszę się, że Ci się spodobała akcja z łyżkami, ja też się nieźle przy niej ubawiłam, pisząc ją...
      Kate ma niezły dylemat, nie? I jeszcze ta Danielle... Kurde, nie jest lekko.
      Uważaj, bo jeszcze Niall Cię posłucha i nie da szansy Liamowi! :P

      Ja nie piszę tekstów Justyny z humorem, ja po prostu ją znam i wiem, co by powiedziała w takiej sytuacji ;D Te dialogi mało mają wspólnego z fikcją literacką ;D
      Oj, Harry nie jest głupi. Widać to po jego oczach, nie sądzisz?

      Dziękuję za wspaniałe słowa i tak dobrą recenzję! :*

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  10. Ten tydzień miałam sobie lepiej zorganizować, ale jak widać - mamy środę, a ja przebimbałam dwa dni. I tyle z moich postanowień. Może powinnam poprosić mojego menadżera, by mi zaplanował tydzień i podesłał grafik na maila? Co o tym myślisz?
    Chyba od razu powinnam cię przeprosić za ten komentarz, bo sama nie wiem, czy jestem w najlepszym nastroju do pisania go... Ale obiecałam sobie, że zacznę nadrabiać zaległości i doszłam do wniosku, że jak coś ma mi poprawić humor, to tylko twoje opowiadanie :) Oby zadziałało...

    Podsumowanie w wykonaniu Justyny? Krótko, zwięźle i na temat. I nagle już tak ciekawie nie wyglądają te przeżycia Katie ;) W dodatku muszę powiedzieć, że coś ta miłość do Nialla to nie taka wszechogarniająca i na zawsze... Czyli to raczej zauroczenie, no bo w innym przypadku, czy poleciała by na Liama? Wiem, że wygląda jak model z okładki Playgirl i na sam jego widok robi mi się morko (Nie napisałam tego! Boże! Jednak napisałam!), ale tak łatwo przesłonił jej miłość do blondynka? Mogę tylko powtórzyć słowa Justyny: "Głupia jest..." Powinna brać się za Horana (jakkolwiek to brzmi), a nie Liamowi na kolana wskakiwać...
    Danielle w dziwnym wykonaniu? Hmmm... Wprawdzie nic nie jest w stanie umniejszyć mojej sympatii do niej w rzeczywistości, to jednak potrafię ją sobie wyobrazić w takim wydaniu. A może to dlatego, że tak świetnie to opisałaś? Pewnie dlatego...
    Głos rozsądku przemawia ustami Justyny. Kłamstwo ma krótkie nogi i już nie mogę się doczekać, aż się na nich potknie... I oby jeszcze raz rąbnęła się w głowę. Może to jej pomoże ;) A już na pewno będzie miała na co zwalić winę... Chwilowa niepoczytalność w wyniku urazu głowy. Jest to przecież całkiem możliwe ;)
    Jack. Kompletnie o nim zapomniałam. Dla mnie odwalił swoje z lekcjami i tyle. A tu taki come back! Londyńska premiera Thora? Nienawidzę cię! Ja też chcę. Chcę się trochę poślinić na widok Chrisa... Matko, ja mam ślinotok na samą myśl o nim! Chyba muszę sobie jeszcze raz maraton z nim urządzić. Te sny potem...

    Takie rozmowy z rodzicami, to zdecydowanie coś, co mnie nigdy nie spotkało... Aż chwilami zazdrość bierze... A propos... Imiona rodziców "pożyczyłaś" od swoich? "...którego już wyrwałaś?" Uwielbiam pana Maćka! Brawa dla niego. Zna swoją córkę lepiej, niż myśli. Pewnie sam by się trochę zdziwił, gdyby opowiedziała mu wszystko jak na spowiedzi ;)
    Niall najbrzydszy? No ja was proszę! Zdecydowanie zalecam wizytę u okulisty... Oczywiście żartuję ;)
    No i co to by byli za rodzice, żeby o najważniejszym nie przypomnieli... Nauka. Studia. Ale przecież Katie studiuje życie i nawet zalicza na dwa fronty ;) No, prawie ;) A przynajmniej chciałaby...

    Czternaście godzina spania... Mimo wszystko podziwiam Justynę, że tak nie boi się ryzykować własnym życiem ;) Ja też "ciem" kocham, ale gdybyś mi kiedykolwiek urządziła taką pobudkę, to skończyłaby się miłość ;) Swoją drogą, coś małe musi mieć to łóżko ;)
    No ja cie proszę, że co?!? Harry wie? Ja coś czułam, że on nie ma amnezji... A ona jeszcze mu się wypiera w żywe oczy! I to było tyle, jeżeli chodzi o głos rozsądku w jej wykonaniu. najwyraźniej dobre rady serwuje tylko Katie. Boże, nie mogę z tymi kłamstwami... Karolina? To może teraz Katie będzie zmieniać imię? No i nie pozostało mi nic innego jak powiedzieć, że żałuję, iż nie pozostała w jego towarzystwie jeszcze tych kilku sekund, ponieważ jej wizje całkiem mi się spodobały... Teraz intryguje mnie tylko jedno - co tak naprawdę wie Harry...
    Chyba jeszcze nie skończyłam... Nie zanudziłam cię jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katie jako ostatnia deska ratunku przerażonego Horana? Normalnie już ją widzę w czerwonych rajtkach i z wielkim "S" na cyckach, jak pędzi do tego blondynka na ratunek ;) Boże, moje chore wizje czasami całkiem poważnie mnie przerażają...
      No ja cie proszę... On jest tym dorosłym? Jakbym widziała mojego przyjaciela, gdy miał się najmłodszą siostrą zająć... "Moje dłonie są większe niż ona cała... Nie mogę jej dotknąć, bo ją połamię..." I skończyło się na tym, że to ja byłam opluta, obrzygana i miałam ochotę kogoś zabić. Oczywiście nie małą, żeby nie było... To przyszło z czasem ;)
      A skąd on znał jej adres, by jej zamówić taksówkę? Też od Simona? Sorry, Monk mi się włącza ;)
      Nie ma to jak głos rozsądku ;) Ja gdybym miała się spakować na taką premierę, to pewnie zabrałabym pół pokoju i całą łazienkę ;) I oczywiście czegoś by mi potem zabrakło... No chyba, że mogłabym pójść w dżinsach, koszulce i w brudnych trampkach ;)
      Zostawić płaczącego malca na kanapie i zjechać na dół z 15-go piętra? Mój idol! Chyba dwóch minut mu to nie zajęło. Ma szczęście, że Theo najwyraźniej jest mało ruchliwym bobasem ;) Ze mną, gdy byłam mała, by mu się ta sztuka nie udała...
      Najpierw na niego nakrzyczała, a teraz go pociesza i przytula... Gdzie tu jest sprawiedliwość? Jednak Justyna ma racje. "Życie to suka..."
      Nie żebym była jakimś wielkim specjalistą, ale palcami się nie da dobrze sprawdzić temperatury mleka ;P Powinno się nakapać trochę na wewnętrzną część nadgarstka. A jednak czegoś mnie nauczyło posiadanie młodszego o tyle lat brata ;)
      Sypialnia Nialla. Z Niallem w środku. Jego łóżko. I on na nim. I ona. Nienawidzę jej w tym momencie z całego serca.

      Facet troskliwie zajmujący się bobasem, to za wiele na moją psychikę. włączyły mi się takie "feelings" (po polsku jakoś gorzej to brzmi), że normalnie rozważam nominacje Marka na ojca moich dzieci ;) Tylko jeszcze mu o tym nie powiedziałam, by go nie przerazić. Już się dopytuje, co tak dziwnie na niego patrzę, a gdyby wiedział...
      Ona ma adres Horana?!? Już bym namiot tam rozstawiała i serenady wyła do księżyca...

      Prawdę mówiąc ten czerwony dywan już chyba ma taka moc... Nie musisz być gwiazdą, by się tak poczuć...
      Normalnie teraz, gdy już wiem, co za świnia z tego Jacka, to każde jego słowo wydaje mi się podszyte kłamstwem... Niby taki ktoś, a takie z niego nic... Takich pożera na śniadanie? No cóż... najwyraźniej czasami kończy się to zgagą ;)

      Film o superbohaterze i to w dodatku takim... To musi być sukces ;) No i do tego wszystkiego premiera... A potem afterparty... Co za życie. Chyba powinnam się zgłosić do kolejnego X-Factora. Może twoje genialne opowiadanie wcale nie jest o tej Kate, o której myślę, że jest ;D
      Ja tu już myślałam, że ogłoszę święto narodowe, bo nie było nic o jedzeniu w rozdziale, a tu proszę - kanapki. A ja taka głodna jestem...
      Jack, ty świnio! "...muszę ci się podobać..." Taki pewny siebie, a musi zmuszać laski? Co za gnida... Ja też mam ochotę, ale raczej nie byłby zachwycony tym, co bym mu zaserwowała...
      I to ostatnie zdanie, które eksplodowało w mojej głowie niczym najdroższa raca. I tak jak ona uruchamia alarmy w samochodach w promieniu dwóch dzielnic, to mi się uruchomiło gdybanie... Kto? Co? Jak? Dlaczego? Oj, mam nadzieję, że możesz mu coś zrobić, panie X. I że to zrobisz.

      Rozdział był dłuższy niż zazwyczaj? Serio? Pamiętam swoją pierwszą myśl, gdy skończyłam go czytać... To było długie i bardzo zdziwione "już"... Zdecydowanie wydawał mi się krótszy niż zazwyczaj. W każdym razie wierzę ci na słowo i skoro tak, to znaczy tylko, że rozdział był wspaniale napisany. Z niecierpliwością czekam na kolejny i na wyjaśnienie tej cudownej końcówki. Mam nadzieję, że będzie się działo :)
      Całuję xx

      @KateStylees

      Kate ❤ Kate

      Usuń
    2. Kaś, Kaś, Kaś... We meet again, old friend ;)
      Widać jesteśmy podobne, bo ja też ostatnie dwa dni przebimbałam... Nie jesteś w tym sama.
      Jasne, Twój menadżer zawsze do usług! ;D Ja jestem mistrzem organizaji, jeśli tylko tego chcę. Właśnie, trzeba chcieć, a mi się tak strasznie ostatnio nic nie chce :( Oczywiście to stwierdzenie dotyczy tylko nauki.
      Mam nadzieję, że humor się poprawił. A jak nie, to może jakieś fragmenty Ci podeślę na GG..? ;)

      No cóż, konkretna dziewczyna z tej Justyny, nie sądzisz? Przynajmniej jeśli chodzi o Kate, bo samej siebie nie potrafi tak podsumować.
      Ej, w każdej miłości może być kryzys! W końcu to Liam, dla niego pewnie każda Święta byłaby skłonna zgrzeszyć! Poza tym, nie wskakiwała na kolana Liama, (tylko raz, ale to po pijaku i się nie liczy :P ), tylko Nialla, w samolocie! Już zapomniałaś, Kasiu? :P
      Ja świetnie opisałam Danielle? Cały czas nie mogę uwierzyć, że potrafię cokolwiek świetnie opisać...
      Tak, kłamstwo ma krótkie nogi... Ale Katie szybko się z niego nie uwolni... Znając ją, to tylko pogorszy swoją, i tak już nieciekawą, sytuację.
      A wiesz jak wybrałam Thora? Najpierw weszłam na filmweb. Potem w zakładkę „zapowiedzi” i wybrałam „listopad”. To był pierwszy nie-polski film, w miarę ciekawy, który miał premierę w listopadzie, i to tak, że nawet pasowało to czasowo do opowiadania ;D A że film na pewno świetny, to tylko dodatkowy plus.

      Ja mam takie rozmowy z rodzicami bardzo często... Jeśli akurat nie odbieram rozkazów „posprzątaj” lub „ugotuj” ;) Imiona zmieniłam, jednak swoje imię to co innego niż rodziców. Niech chociaż oni pozostaną anonimowi ;)
      Pytanie „wyrwałaś kogoś” czy coś w tym stylu dostaję po każdym wyjeździe, ale zazwyczaj od mamy. Tutaj jednak bardziej pasowało mi do tatusia, który jest wiecznie zazdrosny o swoją księżniczkę :)
      Moja mama bardzo często używa sformułowania „nie wiem, po kim masz ten gust, ale na pewno nie po mnie” w różnych sytuacjach i nie mogłam się po prostu powstrzymać, żeby tego nie użyć w tym fragmencie. A, że mamy zupełnie różne gusty co do typu mężczyzn, to pasowało mi to do Nialla.

      Mnie zawsze budził brat, dopóki się nie przeniósł do Budapesztu, a teraz do Warszawy. Zawsze się kład obok mnie i mnie męczył. Początkowo używałam delikatnych słów takich jak „spadaaaaaj”, ale z wiekiem przerodziło się to w bardziej dosadne stwierdzenia ;D
      Musisz wybaczyć to zachowanie Justynie, była w szoku! Paplała wszystko, co jej do głowy przyszło, byle się nie wygadać Harry’emu o AD.

      O nie, błagam, tylko nie kostium „Supermana”! Jeśli już to może jakiś CatWoman, czy Black Widow..? Tak, te wersje bardziej mi pasują ;D
      Simon to plotkarz, nie sądzisz? Wszystkim rozdaje jej numer telefony, adres... Nie podchodzi to pod jakiś paragraf?
      Wiedziałam, że się gdzieś walnę w tym opiekowaniu dzieckiem! Mówisz, że mleko na nadgarstek? Cholera, no... Biorąc pod uwagę mój brak młodszego rodzeństwa i kuzynostwa, to może jednak zdałam ten egzamin, co?

      Musisz mi dać nazwę Marka na TT czy jakiś inny kontakt do niego. Czuję, że mielibyśmy o czym rozmawiać ;D (a raczej o kim).

      Ahahahaha, właśnie coś znalazłam na TT. Boże, ale Harry jest śmieszny xD
      Patrz na to: https://twitter.com/firefoexs/status/372689295531720704/photo/1/large
      Cudo, nie?

      Zgłoś się do X Factora! Poznaj chłopaków! Tylko wtedy nie zapomnij o mnie, okej? Tylko pod tym warunkiem mogę Ci na to pozwolić ;)
      Rozdział bez jedzenia? Dziewczyno, o co Ty mnie oskarżasz?!
      Pan X... Podoba mi się ta tajemniczość. I postaram się ją jak najdłużej utrzymać w następnym rozdziale ;>

      Tak! Dłuższy! Dlaczego nikt tego nie widzi?! Normalnie ma 8, 8.5 strony. A tu było prawie 12! Widocznie nie muszę się wysilać i pisać dłuższych, skoro nikt i tak nie widzi różnicy... ;P Tutaj po prostu chciałam skończyć w tym momencie (zła ja) i tak wyszło z tą dlugością. A, że taki pierwszy jakby jubileusz, to tak przy okazji ;)

      <3
      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  11. Kto kto kto kto kto kto kto wypowiada ostatnie zdanie?!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń