sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 5


Z trzaskiem drzwi opuściłem apartament i niemal biegiem rzuciłem się w dół schodów, w stronę pokojów mieszczących się piętro niżej. Zakodowałem w myślach, że Kate zajmuje ten z numerem 638.
Nie mogłem tego tak zostawić, musiałem się dowiedzieć, o co jej chodziło. Dlaczego teraz potraktowała mnie z taką obojętnością? Muszę to wiedzieć, inaczej nie zasnę... Sam się zdziwiłem, że aż tak mi na tym zależy, ale ciągnęła mnie do niej jakaś dziwna siła.
Trochę czasu zajęło mi odnalezienie tego pokoju, ale gdy w końcu dostąpiłem tego zaszczytu, załomotałem do drzwi ciut mocniej niż zamierzałem. Słysząc kroki za drzwiami, wypuściłem ze świstem powietrze z płuc, lewą dłonią drapiąc się po głowie i rozwalając ten cały pseudo-artystyczny nieład. Dreszcz przebiegł po mym kręgosłupie, gdy ujrzałem te piękne, niebieskie tęczówki, prześwietlające mnie na wylot. Nie czekając na zaproszenie, bez żadnych ceregieli wlazłem do środka, jednakże blondynka nie wydawała się być tym faktem zaskoczona. Wręcz przeciwnie, wydawała się być zadowolona z mojej obecności. Zamknęła drzwi, opierając się o nie plecami i wtedy ujrzałem, w co była ubrana. Krótkie, dresowe szorty koloru szarego, a także różowy, szeroki t-shirt, kończący się zaraz pod dość obfitym biustem dziewczyny, aż ciężko było oderwać wzrok...
- Co cię do mnie sprowadza o tak późnej porze? – zmrużyła oczy pod wpływem światła z lampki stojącej w kącie pokoju, odrzucając przy tym włosy z twarzy w tak cholernie pociągający sposób, że niemalże poczułem, jak w moim środku wybucha ogień. Boże, co się ze mną dzieje? Nie znam jej nawet dwanaście godzin, a tak na mnie działa?
- Mamy sobie coś do wyjaśnienia, nie sądzisz? – zapytałem, nie mogąc oderwać od niej wzorku.
- Szczerze? Nie. 
- A ja sądzę, że tak – nie dawałem za wygraną, siadając na wielkim małżeńskim łóżku jak ostatni pacan, ale zwyczajnie czułem, że moje własne, prywatne kończyny same się uginają na ten widok. Kate przeszła tuż obok mnie, lekko ocierając swoimi nogami o moje kolana, powodując przyjemny dreszcz. Wyszła na balkon i wychyliła się lekko przez barierkę, spoglądając na pogrążone we śnie Tokio. Nie wiedząc, co uczynić, postanowiłem pójść jej śladem. I tyle było po moim zdrowym rozsądku. Czułem, że ktoś inny przejmuje kontrolę nad moim ciałem, które z każdą sekundą coraz bardziej jej pragnęło. Nie mogąc się powstrzymać, również wyszedłem na balkon i stanąłem kilka centymetrów za nią i objąłem ją w pasie. Położyłem podbródek na jej ramieniu tak, że moje usta znalazły się centralnie przy jej uchu.
- Robisz to specjalnie, prawda? – Mruknąłem wprost do jej ucha. Zadrżała, co uznałem za sukces. Mamy twój słaby punkt, skarbie. Delikatnie ucałowałem miejsce za jej uchem, przejeżdżając dłonią po odkrytym brzuchu, gdzie od razu poczułem gęsią skórkę. Czy to ja, czy chłodne japońskie powietrze..? 

- Ale co? – szepnęła słabo. Powtórzyłem pieszczotę, a jej dłonie, zaciskające się na moich przedramionach uznałem za zwiastun rychłego sukcesu.
- Kusisz mnie cały wieczór, a później przystawiasz się do Nialla? Oj, nieładnie – delikatnie przygryzłem skórę jej szyi, pozwalając dłoni błądzić po jej odkrytym udzie. Jej ciało idealnie przylegało do mojego, jakbyśmy byli stworzeni, aby się wzajemnie uzupełnić.
- Wiesz, że on ci nie da tego, co ja. Nikt ci tego nie da – obróciłem ją przodem, przyciskając mocniej do barierki. Miała wypieki na policzkach, lekko rozchylone usta i rozszerzone źrenice – Widzę, jak na ciebie działam – wyszeptałem wprost do jej ucha, delikatnie przygryzając jego płatek dokładnie w tym momencie, gdy moje dłonie lekko ścisnęły jej wspaniały tyłek. Jęknęła cicho, wsuwając dłonie pod moją koszulkę. Niby nic, ale jej dotyk sprawił, że natychmiast poczułem się gotowy na więcej. Jest tak chłodno, a jej ręce prawie mnie parzą... - Już więcej mi nie uciekniesz – odparłem, delikatnie muskając jej szczękę, kierując się w stronę ust – Ta noc będzie niezapomniana... – Mruknąłem z uśmiechem czując, jak zdejmuje mój t-shirt. No proszę, a niby taka nieśmiała.
- No, no... – mruknęła z podziwem, przyciągając mnie z powrotem do siebie. Przymknąłem z zachwytu oczy, podczas, gdy jej słodkie usta pieściły moją szyję najwspanialszymi pocałunkami, jakie dane mi było kiedykolwiek zaznać. - Tamta majowa noc też była niezapomniana... – Delikatnie przygryzła skórę tuż pod moim podbródkiem, co sprawiło, że moje dłonie, zsuwające jej szorty, zastygły tuż na jej udach – Nie pamiętasz jak się kochaliśmy? Jak możesz nie pamiętać naszej pierwszej wspólnej nocy, Kocie. Oj, oj, chyba odświeżę Ci pamięć. – Jej twarz znalazła się na tej samej wysokości, co moja, a po sekundzie naszym ustom było dane się wreszcie spotkać. I to był zupełnie inny pocałunek niż pozostałe, dzielone z moimi, niezbyt licznymi, eks. W tamtych nigdy nie było tyle pasji, zachłanności, namiętności...
Miałem ochotę mieć ją już tutaj, teraz, na oczach całego miasta.
Nie mogąc się pohamować, wziąłem ją na ręce, aby wnieść do pokoju, rzucić na łóżko i kochać przez resztę nocy. Jednakże blondynka wolała być górą. Już po chwili siedziała na mnie okrakiem, pieszcząc moją klatę. 

- Zdecydowanie wolę cię teraz niż tamtego niewinnego chłopca z początku zespołu... Teraz mam ochotę cię wręcz pożreć. – Szepnęła, zbliżając swoje gorące wargi do mojego brzucha.
- Boże, jak wspaniale, nie przestawaj… Oh, Kate… - Jęknąłem, przymykając oczy w zachwycie. Z tej magicznej krainy wyrwał mnie dziki jazgot, dziwnie znajomy. Ale co Styles może robić w pokoju Kate?
- HAHAHAHAHAH! OH, KATE! BIERZ MNIE! OH, OH, JAK DOBRZE! HAHAHA! – gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem na swoim brzuchu tego lokowanego potwora, który o dziwo raz w życiu ubrany był w coś, co można było wziąć za piżamę (koszulkę na ramiączkach i bokserki w smerfy), a w dodatku w dłoni trzymał coś, czym raz po razie okładał mnie po klatce piersiowej.
- GDZIE KATE?! – wrzasnąłem przerażony. – Co z nią zrobiliście, przecież tu była!
- Oh, OGIERZE! – w dalszym ciągu wrzeszczał ten psychol, a ja dojrzałem, co on tam dzierży tak dziarsko. Tym przedmiotem, o zgrozo, była łyżka.
- Chyba cię pojebało! – wrzasnąłem na niego i wybiegłem szybko z pokoju. O dziwo, nie byłem pierwszym, który już się obudził, bowiem w drugiej części mojego pokoju (jak oni tu wlazli..?) zasiadali już wszyscy, dodatkowo z Paulem. – Yyy, cześć, Paul. – Machnąłem nieśmiało, a ku mojemu zdziwieniu wzrok każdego z nich zatrzymał się „piętro niżej”. Dopiero teraz zauważyłem, ze jestem w pełnej gotowości.
- Liam, najpierw zaspałeś, a teraz to..? – Paul oderwał wzrok od mojej męskości i spojrzał na mnie ze zdziwieniem, tym razem jednak w oczy.
- Dobra, chłopaki, gdzie jest Kate? – zapytałem, zakrywając rękoma swoje krocze.
- OH KATE, TAK! RÓB TAK DALEJ! OCH, KATE, JESTEŚ WSPANIAŁA! – w salonie pojawił się Harry, zataczający się ze śmiechu.
- Zamknij mordę, idioto. – Warknąłem na dzikiego dziewiętnastolatka i spojrzałem pytająco na resztę ekipy.
- No jak to gdzie, pewnie jeszcze u siebie. Jak wczoraj wyszła, tak jej od tamtej chwili nie widzieliśmy... – Dziwnie na mnie spojrzał Louis. Czyli to był sen? Taki realistyczny?
Spojrzałem kontrolnie na Harry’ego, który był cały czas aż za bardzo rozbawiony.
- Jeśli coś dzisiaj przy niej palniesz, to tak ci zmasakruję co nieco, że na najbliższe kilka dni w ogóle stracisz głos, a potem przez kilka będziesz śpiewał takim falsetem, że sam się zdziwisz. – Zagroziłem mu i szybko poszedłem pod prysznic, żeby może chociaż strumień wody mnie uspokoił.
To będzie długi dzień, pomyślałem wspominając Stylesa.
- Streszczaj się, idziemy zaraz na śniadanie! – dobiegł mnie jeszcze głos Nialla, który pewnie od wczorajszych babeczek nie miał nic w ustach, i teraz pewnie już umiera z głodu...
- I może nawet spotkasz w restauracji swój nowy obiekt seksualny! – to był oczywiście pan Harold, a jakżeby inaczej... A niech tylko coś przy niej wywinie.





02.11.2013r.
Cześć, Brzydale!
Co tam u Was słychać?
Najpierw ogłoszenia parafialne: ta małpa, Moony, zostawiła mnie samą na jakiś czas nieokreślony i gdzieś się zabawia, a ja sama muszę sobie gotować – jeśli w najbliższych dniach nie pojawi się nowy post, to wiedźcie iż pewnie zginęłam w pożarze próbując odgrzać spaghetti w mikrofali, które M. mi zostawiła, żebym nie umarła z głodu podczas jej nieobecności. Wtedy tylko ona będzie prowadzić bloga, już Wam współczuję... Koniec ogłoszeń.

Dzisiaj odbył się pierwszy z dwóch koncertów One Direction w Tokio.
Był to koncert z serii popołudniowych, więc dzięki tej ogromnej różnicy czasów między Londynem a Tokio, mamy już dużo zdjęć, filmików i informacji o tym show!
Na przykład okazało się, że chłopcy są w stanie oczarować dziewczyny, które słyszały ich tam po raz pierwszy, do takiego stopnia, że aż mdleją! Hahahaha, pozdrawiam te panie!
Zdjęcia i filmy znajdziecie w Galerii w odpowiednim folderze.

Ale to nie koniec informacji na dzisiaj! I teraz mam dla Was newsa, którego podamy chyba jako pierwsi na ŚWIECIE! (Oh, Moony będzie ze mnie dumna, że się nie obijałam i dokopałam się do takich smaczków. Może nawet ugotuje mi coś pysznego jak wróci <3).
One Direction będą prowadzić warsztaty w nowej edycji X Factora w drużynie Simona Cowella!
Tak, ta informacja jest potwierdzona na 100% !
Zdjęcia do programu będą kręcone właśnie w Tokio!
Ciekawe, jak to się życie układa – jeszcze trzy lata temu sami byli oceniani, a teraz to oni będą pomagać Simonowi w decyzji, który z uczestników ma przejść dalej, a który musi się pożegnać z programem na etapie Domów Jurorskich...

Mamy dla Was także zdjęcia Liama z tajemniczą blondynką w samochodzie, gdy przedzierają się przez hordy nastolatek, próbując wyjechać z terenu hotelu.
Cóż, myślałam, że pan Payne ma lepszy gust w wybieraniu nowych koleżanek. To takie... brzydkie było. I pewnie wredne. I pewnie zostawia swoich przyjaciół na pastwę mikrofal ;<
W każdym razie dostałam informację, że to osoba z drużyny Simona. Pojawiły się słuchy na Twitterze, że widziano ich potem na parkingu w pobliżu McDonalda, ale to nie jest potwierdzone.
Wszystkie Panie Payne! Prosi się o nietrzęsienie portkami, doskonale wiemy, że Liam woli dziewczyny typu Leony Lewis, od takich tlenionych, niebieskookich pasztetów!

I jako nową tradycję, mamy kolejne randomowe pytanie do nas, od Was – naszych drogich czytelników: Z którym członkiem 1D wybrałybyście się na randkę i dlaczego?
Musiałam z tym pytaniem czekać, aż Moony odpisze mi króciutkim smsem, ale jej oczywiście jeden nie wystarczy...

ShadowCat: Zdecydowanie ten, który wydaje się być najbardziej świrnięty, nadpobudliwy i nieobliczalny. Czyli Harold. Mam wrażenie, że gdyby na tej randce byłby w stu procentach sobą, to to byłaby najbardziej dzika i odjechana randka, jaką świat widział, ale równie romantyczna co szalona. No i poza tym jest takim CIACHEM, że tylko schrupać. I nie ma twarzy szczeniaka jak Liam, którego ten fakt od razu dyskwalifikuje.
Z kolei na randce z Niallem bałabym się, że chłopak się rozpędzi w jedzeniu i mnie też zje, ale tak jak w „Milczeniu Owiec”, a nie w ten „seksowny” sposób. A Zayn i Tomlinson są zajęci, a ja z zajętymi nie randkuję ;)

Moony: Naprawdę każecie mi wybrać tylko jednego? Nie mogę wszystkich? Tak od poniedziałku do piątku innego? Chociaż dwóch! Mogę dwóch, prawda?
Oczywiście, pierwszym i dość oczywistym wyborem jest Niall. Dlaczego? Pewnie najpierw zabrałby mnie gdzieś, gdzie mogłabym się nażreć za wszystkie czasy i nie byłby zniesmaczony, gdyby, na przykład, mi się beknęło. Potem byśmy poszli do niego obejrzeć jakąś głupią komedię, na której byśmy oboje głupio rechotali, a potem zasnęlibyśmy na kanapie przed telewizorem i spali do południa. Obudziłabym się pewnie pod jakimś kocykiem i czekałoby na mnie śniadanie zrobione przez Blondynka. Ach, marzenia...
Drugim wyborem jest chyba Liam. No bo... WIDZIELIŚCIE, JAK ON SIĘ OSTATNIO ZMIENIŁ?! I nie mówię tu tylko o tych krótkich włosach, w których wygląda zniewalająco, ale co on zrobił ze swoim ciałem? Boże, modele Calvina Kleina przy nim wysiadają... Poza tymi cechami czysto fizycznymi jest na pewno cudownym człowiekiem, z którym miałabym pewnie bardzo udany wieczór i czułabym się przy nim jak królowa – taki prawdziwy dżentelmen, który kładzie swoją kurtkę na kałużę, aby jego dama nie zamoczyła swoich szpilek :)





Byłam padnięta. Śpiąc i śniąc, czułam, że jestem padnięta, tak przez sen. Myśl, że pewnie za kilka godzin muszę zostawić to wygodne łóżeczko była przerażająca. I w dodatku będę musiała jakoś funkcjonować...
To dzisiaj ma być kolejny etap konkursu? Help me God...
W pewnym momencie mój umysł, zanurzony w jakiejś dziwacznej sennej krainie (tym razem akurat latałam, genialne uczucie!) zaczął wyodrębniać znienawidzony dźwięk, czyli dźwięk budzika. Jednak wiedziałam, że trzy drzemki i budzik ucichnie – pośpię sobie jeszcze trochę, najwyżej nie będę miała czasu wyprostować włosów i zrobić makijażu. Cóż, wolę pospać, związać włosy w koczek i nałożyć tylko trochę maskary, niż stracić te cudowne dodatkowe kilkanaście minut błogiego snu.
Niestety ten sen nie był mi dzisiaj chyba dany, ponieważ w momencie, gdy właśnie ten trzeci, ostatni dzwonek budzika skończył dzwonić, w moje pokojowe drzwi ktoś zaczął pukać. Chociaż nie, to nie było pukanie, tylko walenie. Bardzo głośne walenie.
Ledwo trzymając się w pionie, jedną nogą cały czas w krainie snów, podeszłam do drzwi i je uchyliłam, a moim przymrużonym oczom ukazała się twarz Jane, dziwnie złej.
- Do jasnej cholery, te ściany są zdecydowanie za cienkie, wszystko przez nie słychać. – Powiedziała, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Jane, miejsce skarg, czyli recepcja, jest kilka pięter niżej... – Już zamykałam drzwi, z nadzieją na powrót do łóżka, ale dziewczyna włożyła stopę między drzwi a framugę, uniemożliwiając mi całkowite ich zamknięcie.
- Twój budzik dzwoni od prawie godziny, żyć się nie da, taki jest głośny i irytujący.
- Przekaż mu, że oddzwonię później... – Mruknęłam i zaczęłam szurać nogami w stronę łóżka, nie zważając na otwarte drzwi.
- O nie, moja droga. – Złapała mnie silnie za ramię, zatrzymując w pół kroku. – Wstajemy i idziemy na pyszne śniadanko.
Na to polecenie, nadal półprzytomna, obróciłam się na pięcie i już prawie wyszłam z pokoju w piżamie, gdy Jane ponownie mnie złapała, uniemożliwiając mi wyjście z pokoju.
- Najpierw to się może ubierz, Śpiąca Królewno. – Popchnęła mnie w stronę otwartej walizki. – I najlepiej weź zimny prysznic.
- Ale przecież kazałaś... Śniadanie... Jeść.
- Tak, tak, kazałam, ale najpierw weź się doprowadź do stanu użyteczności. – Czekała, aż wejdę do łazienki. – Boże, coś ty robiła całą noc, że teraz jesteś taka, o ironio, nieprzytomna?
- Spałam. – Odpowiedziałam jej przez drzwi i weszłam pod orzeźwiający prysznic. – Żyyyyyyyj! – rozkazałam samej sobie, mając nadzieję, że to coś da.
Już po dziesięciu minutach byłam gotowa, aby w końcu pójść na śniadanie, mając nadzieję, że będzie ono bardziej w stylu europejskim niż japońskim – szczególnie tym internetowym japońskim.
Gdy tylko zjechałam z Jane windą na parter, miałam wrażenie, że jedyne, co czuję w powietrzu, to cudowny zapach kofeiny, pieszczący delikatnie moje nozdrza. Ile espresso można wypić na raz i nie paść na zawał?
- Jane, jak myślisz, ile można wypić espresso i nie umrzeć? – zapytałam wchodząc do restauracji, w której już przy jednym, dużym stoliku zasiadali Nick, Jimmy i Michael. Wraz z Jane od razu zaatakowałyśmy jednak bufet, przywitamy się z nimi po prostu, gdy się do nich dosiądziemy.
- Spróbuj najpierw podwójne, potem zobaczymy. – Uśmiechnęła się do mnie i podała mi jeden talerz. Ominęłam szerokim łukiem miejsce, w którym leżały wszelkie rodzaje płatków do mleka i przeszłam na „dział mięsny” – nie cierpię zaczynać dnia od słodkich rzeczy, muszę poczuć smak mięsa, inaczej umieram.
- Trochę szyneczki, troszkę masełka, troszkę pomidorków, troszkę ogóreczka... – Mruczałam pod nosem, nakładając sobie na talerz kolejne rzeczy, a z każdym dodatkowym smakołykiem na talerzu rósł mi uśmiech. Nie ma chyba miłości większej na świecie niż moja do jedzenia, Romeo i Julia wymięka.
- Nie wiesz, że gadanie do siebie to pierwsza oznaka choroby psychicznej? – usłyszałam za sobą męski głos, ten, który sprawia, że chce się go słuchać w nieskończoność.
- Cześć, Harry. – Uśmiechnęłam się szeroko, nawet nie odwracając. – Co tam?
- Do tej pory wszystko w porządku...
- Jak to „do tej pory”? – zapytałam zdziwiona. – Aż tak mnie wczoraj nie polubiłeś, że mój widok dzisiaj psuje cały twój dzień? – zaśmiałam się, posyłając mu krótkie spojrzenie przez ramię. Muszę przyznać, że w internecie wydawał się o wiele niższy.
- Nie, nic z tych rzeczy. – Zaprzeczył. – Po prostu widząc, ile sobie nakładasz i wiedząc, ile nałożył sobie już Niall, zaczynam się martwić, że nic nie zostanie dla innych gości hotelu...
- Ha-ha-ha. No bardzo śmieszne, Styles, no bardzo... – Nieświadomie użyłam jego nazwiska, którego tak naprawdę nie powinnam, według nich, znać.
- A skąd znasz moje nazwisko? – no oczywiście musiał to wychwycić. To nie dość, że jest wyższy niż się wydaje na zdjęciach, to jeszcze o wiele bardziej inteligentny?
- Jak wczoraj wróciłam do pokoju, to spędziłam kilka ładnych godzin na internetowym poznawaniu was. – To chyba była najlepsza wymówka. – Wiem już o was wszystko. – Dodałam, zmieniając ton na groźny szept, niczym w filmach szpiegowskich.
- Mam się bać?
- Pewnie, że tak. – Lekko się zaśmiał, najwyraźniej nie mogąc sobie wyobrazić mnie w groźnej wersji. Albo wręcz przeciwnie, wyobraził sobie w wersji groźnej, ale takiej dla dorosłych, w końcu to Harry.
- Dobra, my tu gadu gadu, a ja mam do ciebie interes. – Zatarł ręce, cały czas za mną idąc. Jeszcze tylko kawa...
- Do mnie? – zdziwiłam się. – Jaki interes może mieć do mnie wielki, słynny Harold Edward Styles?
- No, wielki to na pewno... – Głupio zarechotał, a ja dopiero po chwili zrozumiałam, o co mu chodzi i jedynie przewróciłam oczami, starając powstrzymać własną wyobraźnię i przypadkiem nie spojrzeć na jego, hmmm, górną część ud w obcisłych rurkach. – Ale my nie o tym.
- W takim razie słucham... I pamiętaj, - spojrzałam na niego groźnie – nie ma nic za darmo.
- Dobra, dogadamy się jakoś. – Stanął obok mnie i położył rękę na moim ramieniu, obejmując mnie. – Chodzi mi o to, że jak będziemy mieli warsztaty, nie?
- No...
- To coś ci będę szeptał do ucha, patrząc co jakiś czas na Liama, a ty będziesz udawać bardzo zdziwioną i rozbawioną, możesz nawet się śmiać.
- Ale że o co chodzi? – zapytałam, wyciągając spod ekspresu swoją upragnioną, podwójną dawkę kofeiny.
- Nieważne, o co chodzi, ważne, że go to wkurzy i prawdopodobnie albo on umrze ze wstydu, albo ja umrę, bo on mnie zwyczajnie zabije. – Diabelsko się wyszczerzył. – To jak, dasz się na to namówić?
- Mam wrażenie, że to bardzo zły pomysł, ale... Co mi tam, wkurzanie ludzi to moje hobby. – Zgodziłam się. – Ale pamiętaj: masz u mnie dług i spłata może cię dużo kosztować.
- Dzięki ci, jesteś wielka! – ucieszył się i zaczynał odchodzić do stolika, przy którym siedziała pozostała czwórka z Paulem, którego wcześniej nie zauważyłam.
- Ej, to dość słaby tekst do dziewczyny! – zaśmiałam się, krzycząc za nim. Ten w odpowiedzi jedynie wybuchnął głośnym śmiechem i wysłał mi buziaka przez ramię. Oj, czaruś z niego... Na szczęście nie w moim typie. Rzuciłam jeszcze tylko wzrokiem na Nialla, który akurat coś przeżuwał, i posłałam mu ciepły uśmiech.
- Cześć wszystkim. – Dosiadłam się do swojej grupy, już w całości.
- Mogę cię o coś zapytać? – od razu przeszedł do rzeczy Michael.
- Jasne, dawaj. – Odpowiedziałam, wsypując do filiżanki cukier, bo kawa bez cukru to zło.
- Rozumiem, że już masz miejsce w występach live załatwione, tak? – przepraszam, to było pytanie?
- Nie, nie mam. I nie rozumiem, co masz na myśli.
- No bo cały wieczór spędziłaś z Liamem, potem zrobiłaś im jakieś babeczki, a teraz od rana lata za tobą Harry. Czyli już prawie cały zespół zaczarowałaś, namówią Simona, żeby cię wziął dalej. – Powiedział jakby to było coś oczywistego, a przy naszym stoliku zapadła nieprzyjemna cisza.
- Po pierwsze. – Zaczęłam, odkładając kawę na stolik, aby przez jakiś dziwny przypadek nie wylądowała ona na twarzy chłopaka. – Babeczki zrobiłam dla wszystkich, tylko wy się wcześniej zmyliście do swoich pokojów. Po drugie, jeśli tak bardzo się boisz o miejsce w kolejnym etapie, to nie szukaj winy u mnie, tylko w swoich umiejętnościach, które najwyraźniej nie są według ciebie wystarczające i teraz się boisz, że są za słabe, aby tak daleko dojść i chcesz sprawić, aby twoja konkurencja też w siebie zwątpiła. A po trzecie to się dziwię, że chłopaki z zespołu mogą dzisiaj tak swobodnie chodzić, bo słyszałam, że nieźle im wczoraj wchodziłeś w dupę, i to tak bez wazeliny... – Zmrużyłam oczy mając nadzieję, że może od mojego spojrzenia się spali czy coś podobnego. Niestety nie podziało, muszę nad tym spojrzeniem jeszcze troszkę popracować, bo chłopak zrobił się jedynie czerwony.
- Byłem po prostu miły... – Warknął, grzebiąc widelcem w swojej jajecznicy.
- Tak samo tutaj. – Sztucznie się uśmiechnęłam, robiąc sobie kanapki i uważając, żeby nóż mi się nie „wymcknął” w pewnym kierunku.





- Czego od niej chciałeś? – zapytał mnie Liam, gdy tylko usiadłem z powrotem przy naszym stoliku. Coś czuję, że mój demoniczny plan uda się idealnie.
- Pytałem jak zdrowie. – Wyszczerzyłem się do kumpla, wiedząc, że teraz i tak nie uwierzy w ani jedno moje słowo.
- To w takim razie pytałeś bardzo szczegółowo, bo coś długo to trwało.
- Oj, zostaw go w spokoju... – Stanął w mojej obronie Tomlinson, który doskonale znał mój plan (tak naprawdę to był jego pomysł) i który był w stanie utrzymać pokerową twarz.
Na moje szczęście, Paul właśnie skończył jakąś rozmowę i spojrzał groźnie na Liama. Tatuś coś przeskrobał? Nie powiedział komuś „dzień dobry”?
- Liam. – Zaczął, a wzrok bruneta od razu powędrował ku naszemu menadżerowi. Miałem wrażenie, że Payne doskonale wiedział, o co może chodzić Paulowi. – Dlaczego, powiedz mi, wyjechałeś wczoraj z hotelu bez żadnej obstawy? – zapytał. Ojoj, niedobrze. To jest nasze najważniejsze przykazanie: zawsze miej w trasie ze sobą ochroniarza, brak ochrony dozwolony tylko wtedy, gdy mamy wolne. – Mam wam przypomnieć, ile dziennie dostajemy gróźb pod waszym adresem?
- Przepraszam, Paul... – Mruknął Liam, wyraźnie skruszony. Cudowny widok. W końcu ktoś obrywa poza mną. – Po prostu nawet o tym nie pomyślałem. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.
- No, ja myślę... A teraz kończcie, zaraz macie wywiad z jakąś japońską gazetą dla nastolatek.
- Tak jest, sir! – zasalutowałem mu, a on tylko spojrzał na mnie z politowaniem i odszedł od stolika, znowu zaczynając jakąś rozmowę. Boże, nie chciałbym zobaczyć jego rachunku za telefon...
- Jeszcze cię dorwę. – Warknął w moim kierunku Payne, a potem skierował się do wszystkich. – Za godzinę widzimy się w sali konferencyjnej, tam ma być wywiad i od razu po nim warsztaty. - Mógłbyś mu już odpuścić... – Powiedział Zayn, gdy Liam już opuścił restaurację.
- O nie, nie ma takiej opcji. – Stanowczo zaprzeczyłem. – Zawsze to ja jestem ten zły i to ze mnie się wszyscy śmieją, to chociaż raz będzie na odwrót. Przecież i tak nic jej dokładnie nie powiemy, ta akcja będzie bazować na wyobraźni naszego tatusia.
- Co do której wiadomo, że ostatniej nocy uległa znaczącemu rozbudowaniu. – Zarechotał Louis, przypominając nam o tej wspaniałej porannej sytuacji. – Ale biedny chłopak z niego, raz ma jakiś przyjemny sen, to akurat ty musisz go przyłapać w najgorszym momencie...
- Oj tam biedny, gorzej jakby Kate coś wczoraj zostawiła u Zayna, i poszła do swojego starego jednodniowego przyjaciela, aby pomógł jej to odzyskać...
- Sugerujesz, że bałaby się przyjść prosto do mnie? – zdziwił się Malik.
- Ja tam rozumiem, co Hazza ma na myśli. – Stwierdził nasz blondynek, z poważną miną. – Blondynka, niebieskooka, a tu jakiś muzułmanin... Sam uciekałem w popłochu, w obawie przed porwaniem, jak cię pierwszy raz zobaczyłem. Wiesz, „Allah akbar” i te sprawy...
- Ha-ha-ha, ty i te twoje inteligentne żarty, Horan...





Cała nasza grupa dostała polecenie od Simona, aby po śniadaniu zebrać się w jednej sali konferencyjnej. Wydawało się to dość logiczne, że po wejściu zauważyliśmy ekipę z kamerami i mikrofonami, w końcu X Factor to program telewizyjny. Jednak zdziwiło nas to, że od razu po wejściu do sali nikt nas nie zaatakował z mikrofonami, które nam już kilka razy przyczepiali w trakcie podróży. Co więcej, nikt nie zwrócił na nas większej uwagi.
- Teraz zobaczycie, jak może wyglądać wasze życie po wygraniu programu. – Za nami zmaterializował się Cowell. – Teraz będziecie oglądać wywiad One Direction dla japońskiej telewizji. Jak skończą, to nagramy tu kilka scen do programu, a potem będziecie tu mieli swoje warsztaty. – Oświecił nas. Bycie świadkiem wywiadu chłopaków, bez żadnych kasowanych scen, może być ciekawym doświadczeniem. Może nawet coś dodam z tego na bloga, i to przed emisją programu? Jeszcze trochę z nimi pobędę i nasz blog stanie się czołowym źródłem informacji o tej piątce... – Usiądźcie gdzieś teraz tak, żeby nie przeszkadzać ekipie. Jak tylko chłopaki raczą przyjść z „hair&make up”, to zaczynają. – Zrobił krótką pauzę i spojrzał na nas świdrującym wzrokiem. – Przypatrzcie się uważnie, niech to będzie waszą motywacją. Chcę dzisiaj, po warsztatach usłyszeć, na co was stać. I niech mnie to lepiej zwali z nóg. – Skończył i odszedł kilka metrów i zaczął się witać z mężczyzną, którego wcześniej wzięłam za Paula, menadżera chłopaków. Kurczę, tak rzadko widziałam jego zdjęcia, że teraz aż ciężko jest mi go rozpoznać.
Dosłownie po kilku minutach drzwi wejściowe się otworzyły i do sali weszła cała piątka. Siedziałam schowana pod ścianą, przed mały telewizorkiem wyświetlającym obraz z jednej kamery, i na tyle była to dobra kryjówka, że żaden z nich mnie, ani nikogo z mojego zespołu, nie zauważył. W przeciwieństwie do mnie, oni zostali zaatakowani przez milion kabelków i dziwnych mikrofonów.
- Zaczynamy za trzy! – rozległ się po pomieszczeniu męski krzyk, po angielsku. Mam nadzieję, że cały wywiad będzie w tym języku...
- Już tak się w niego nie wpatruj... – Usłyszałam cichy szept blisko mojego ucha, z zaskoczenia aż lekko podskoczyłam. To była Jane.
- Niby w kogo? – zdziwiłam się, chociaż czułam jak moje policzki i tak oblewają się rumieńcem.
- Albo w Nialla, albo w Liama, nie jestem pewna. – Zaśmiała się, pokazując palcem w monitorze dwójkę siedzącą obok siebie.
- Tylko ci się wydawało... – Zawstydziłam się. – Patrz, zaczyna się! – odwróciłam uwagę dziewczyny od siebie dzięki rozpoczynającemu się właśnie wywiadowi.
Przez pierwszą minutę prowadząca wywiad dziewczyna mówiła po japońsku, ale potem przestawiła się na angielski i w tym języku był wywiad.
- Jak wrażenia po pierwszym koncercie? – zapytała dziewczyna po powitaniach.
- Dokładnie tak jak się spodziewaliśmy, było niesamowicie – zaczął Zayn. – Każdy koncert ma w sobie coś szczególnego, i z tym było podobnie. Japońska publiczność w trakcie ostatniego koncertu nas nie zawiodła i teraz również nie mamy się do czego przyczepić.
- A które momenty w takim razie są waszymi ulubionymi? Niall? – zwróciła się do chłopka.
- Wiesz, to naprawdę trudne zadanie wybrać jakiś jeden moment z ponad godzinnego show, które same w sobie jest czymś wspaniałym. Ale to są chyba te momenty, gdy wyciągam z uszu słuchawki i słyszę, jak publiczność śpiewa nasze teksty. To jest coś po prostu niesamowitego.
- Albo jeszcze - zaczął Zayn - jak zaczynasz śpiewać swoją część piosenki, a publiczność nagle robi się pięć razy głośniejsza...
- A co najlepiej zapamiętacie z wczorajszego koncertu? - Nie wiem jak reszta, ale mi się najbardziej podobał moment, jak Harry oberwał butelką wody w krocze. ZNOWU. – Zaczął się śmiać Louis, klepiąc biednego Harolda po plecach.
- No bardzo śmieszne. Na dzisiejszym koncercie sam ci tak przywalę i zobaczymy, kto wtedy się będzie śmiał...
- Dajcie spokój, to jest wywiad. – Skarcił ich Liam. – Mi się wczoraj bardzo podobało jak arena wyglądała w trakcie Little Things, miliony małych światełek, aż ciężko było oderwać wzrok.
- Właśnie, Liam, dzięki za przypomnienie o swojej obecności. – Uśmiechnęła się prowadząca. – Jak wiadomo, odkąd rozstałeś się z Danielle, nie było cię widać z żadnymi dziewczynami. Aż do wczoraj. Zechcesz nam coś o tym powiedzieć? Albo nie „o tym”, tylko „o niej”.
- Czekałem na to pytanie... – Ku mojemu zaskoczeniu, Liam unikał kontaktu wzrokowego z kimkolwiek z zespołu czy z dziennikarką, na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech, a jego policzki wzięły przykład z moich i również się zarumieniły. Dlaczego pytanie o mnie tak na niego zadziałało? Przecież jestem zwykłą dziewczynę, a on jest zupełnie spoza mojej ligi, wystarczy spojrzeć na mnie, a potem na niego... – Kate to tylko bardzo miła dziewczyna, którą wczoraj poznałem. Spędziliśmy razem miły wieczór i nic poza tym. – Powiedział, ale zabrzmiało mi to podejrzanie nieszczerze. Chociaż to pewnie tylko dziwna wyobraźnia "Forever Alone" w mojej skromnej postaci.
- Kłamczuch! – Wtrącił Harry, nieudolnie udając kaszel. Czy coś mnie tu ominęło? Spojrzałam na Liama, który właśnie był w trakcie zabijania Styles’a wzrokiem, ale już jednak nic nie mówił.
- To prawda, ona jest przemiła, dzięki niej zjadłem wczoraj coś pysznego, co zdecydowanie na długo zostanie w mojej pamięci smakosza! - Dodał Niall, przenosząc na siebie uwagę prowadzącej wywiad. – Mimo że znam ją tylko kilkanaście godzin, to mogę śmiało powiedzieć, że jeśli ktoś będzie chciał zdobyć jej serce, to najpierw JA będę musiał go zaakceptować – nie mogę pozwolić, żeby dziewczyna o takim talencie kulinarnym ...
- Dobra, dobra, koniec! – przerwał Malik. – Jeśli to było pierwotnie pytanie o nasze życie uczuciowe, to ja jestem nadal bardzo szczęśliwy z Perrie, Louis z Eleanor, a Harry, Liam i Niall są szczęśliwymi singlami i na razie nic w tym temacie się nie zmienia. Koniec.
- Wow, czyżby odpowiedzialność i powaga Liama przeszła ostatnio na ciebie? – zdziwił się Louis, ledwo powstrzymując śmiech. - Jak coś to można kilka fragmentów wyciąć, już się tak nie spinaj.
Późniejsza część wywiadu minęła już spokojnie, a ja nie dowiedziałam się niczego nowego o zespole. O dziwo, po skończonym wywiadzie, kamerzyści wcale się nie zmienili, tylko przestawili cały sprzęt o kilka metrów. Od razu podeszli do nas techniczni i podpięli nas do mikrofonów.
- Wy będziecie stać tam. – Reżyser show wskazał nam palcem miejsce, z którego widać było panoramę całego Tokio, dzięki przeszklonym ścianom. – Tam poznacie One Direction, a potem z każdym was trochę sobie pogadamy, wiecie, takie krótkie wstawki.
- Ale jak to, przecież my już ich wczoraj poznaliśmy? – zdziwił się Jimmy, ale na pewno nie jako jedyny, ponieważ i mnie to zaskoczyło. Mamy udawać wielkie zaskoczenie na ich widok?
- W telewizji będzie to wyglądać, jakby koncert był już po ich poznaniu. Wy się o to nie martwcie, to mój problem. – Wytłumaczył, a ja zrozumiałam, co moja mama miała na myśli mówiąc, że telewizja kłamie. – No, już, ustawiajcie się, nie mamy czasu do jutra! – pogonił nas, a my posłusznie ustawiliśmy się w rządku w wyznaczonym miejscu.
- Kamera! Gotowi! AKCJA! – krzyknął reżyser, a w całej sali zaległa cisza. Rozglądałam się za chłopakami z zespołu, ale cała piątka gdzieś nagle zniknęła.
- Pierwszy raz w historii programu, - zaczął Simon, stojąc przed nami – prowadzenie z wami warsztatów, a następnie pomaganie mi w wyborze finalistów, będę zawdzięczał więcej niż jednej osobie. Będzie ich konkretnie pięć. – Zrobił krótką przerwę, najwyraźniej chcąc zwiększyć napięcie, ale to chyba już tylko wśród widzów. – Są mi bardzo bliscy, kilka lat temu stali dokładnie w tym miejscu co wy, a ich talent zaprowadził ich na sam szczyt, gdzie są do dzisiaj. Żebyśmy mieli możliwość spotkania się z nimi dzisiaj, musieliśmy przebyć pół świata, aby dorwać ich w ostatnim punkcie ich światowej trasy koncertowej, na którą bilety sprzedały się w rekordowym czasie. Myślę, że już wiecie, o kim mówię, ale jeśli nie, to proszę państwa, powitajmy One Direction! – krzyknął, bijąc brawo, a my poszliśmy jego śladem próbując robiąc jak najbardziej zaskoczone miny, co w telewizji pewnie będzie wyglądać przekomicznie.
W tym momencie z drzwi, których wcześniej nie zarejestrowałam, wyszła cała piątka, machając nam. Przywitali się z nami i powiedzieli kilka ogólnikowych zdań, stojąc koło Simona, a po chwili usłyszeliśmy magiczne słowo „cięcie”.
- Kate, ciebie zapraszamy pierwszą. – Asystent reżysera pchnął mnie w kierunku korytarza, na którym już stał jeden kamerzysta i osoba trzymająca ten dziwny, włochaty mikrofon. – Dobra, to powiedz krótko, co sądzisz o One Direction w tej roli i tak dalej. Coś z tego sobie wybierzemy.

- Co o nich sądzę? Na to pytanie chyba najlepiej odpowiada fakt, że śpiewałam ich piosenkę na castingu, bo PRZEGRAŁAM zakład. Ale nie będę teraz oceniać ich twórczości, a prywatnie też nie mogę o nich wiele powiedzieć, bo widzę ich pierwszy raz w życiu. – Kłamstwo na potrzeby show po raz pierwszy. – Jednak mają duże doświadczenie w przemyśle muzycznym i myślę, że mogą dać nam wiele ciekawych wskazówek. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało...
- Wystarczy, mamy to. – Powiedział kamerzysta i w trakcie kilku sekund zniknął z całym sprzętem. Boże, ci to mają dopiero speeda...
- Naprawdę zaśpiewałaś naszą piosenkę, bo przegrałaś zakład? Aż tak nas nie lubisz? – usłyszałam za plecami, dziwnie zawiedziony. Kurczę, słaby początek znajomości... No, Katie, teraz się wykaż swoją kreatywnością...





***
Witam Was, moi mili, z gorącej Chorwacji! :D
Z miejsca przepraszam Was za błędy w datach, kilka rzeczy może się nie zgadzać, bo pisząc właśnie ten rozdział zorientowałam się, że pomyliłam daty koncertów w Tokio pisząc poprzedni rozdział :P
Po kilku dniach pobytu tutaj wzięłam telefon na plażę i patrzę – WIFI. Prawie spadłam z ręcznika ze szczęścia ;D
Pierwszy akapit w większości zawdzięczam mojemu osobistemu twórcy zboczeństw - Justynce :* Chciałam nawet się Wam pochwalić na TT kilkoma zdjęciami, ale niestety przesyłanie zdjęć o tak wysokiej rozdzielczości jak z telefonu jest ponad możliwości darmowego internetu ;)
Jeśli ktoś z Was wypróbuje przepis z poprzedniego rozdziału to proszę, podzielcie się swoimi opiniami! :)
I jeśli możecie przeczytać ten rozdział, to dziękuję bardzo @KateStylees, bo ma swój udział w publikacji ;*

Dobra, lecę smarować trzydziestką spalone stopki i smażę się dalej! :D
Buziaczki,
 

 @katie093

13 komentarzy:

  1. hahahahha... świetny! :D
    Przy pierwszej scenie, jak Liam już sie obudził, to płakałam ze śmiechu! Musiałam chwilę poczekać, aż łzy przestaną mi zamazywać obraz hahaha... to było geniane! (czuję, że Hazza nie da o tym zapomnieć Liamowi do końca jego dni xD)
    Bałam się już, że Kate zaliczyła wpadkę, ale nieźle to wyratowała mówiąc, że czytała o nich w internecie... teraz ma przynajmniej alibii, gdyby znowu coś palnęła ;)
    Ciekawa jestem, jak im się będzie 'pracowało' i co się wydarzy dalej. Nie mogę się doczekać kontynuacji. Czy jeżeli będziesz miała jeszcze WIFI, to jest możliwość że dodasz w najbliższym czasie nowy rozdział? :) Byłoby super
    Całuję i miłych wakacji! :) Odpocznij sobie w tej Chorwacji xx.

    @charls_grey
    (http://little-things-and-me.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że udało mi się Ciebie rozbawić :D
      Rozdział będzie planowo, czyli albo w piątek, albo w sobotę - z Budapesztu ;)
      I odpoczywam sobie cudownie, dziękuję :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  2. Kasia, opowiadanie jest bardzo wkręcające! przypomniały mi się czasy kiedy ja pisałam kilometry o McFly... :) Jedyny problem jaki mam to z narracją, często nie mogę się połapać kto się wypowiada w pierwszej osobie :P a sen Liama mnie rozjebał, miałam coś podobnego z Danem u siebie :DDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że Ci się spodobało :D
      Szczerze mówiąc, mam w planach krótki epizod z McFly, ale to zobaczymy... ;D A do narracji używaj wyobraźni, a niedługo od razu będziesz wiedziała, o kogo chodzi!

      Pozdrowienia z nocnej Chorwacji :*
      @katie093

      Usuń
  3. londons-ellite to ja, zrobiłam wreszcie porządek w googlach i wyświetlam się tak jak trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zapomniałam dodać, że urzeka mnie wątek xfactora, jest mi bardzo bliski <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, gdybyś ty widziała moją minę, gdy czytałam pierwszy akapit... Prawie wsadziłam nos w ekran telefonu, a moje usta wyglądały pewnie jak u karpia wyjętego z wody :o Dopiero, gdy do mnie dotarło, że to sen (na co potrzebowałam kilka minut), zaczęłam w miarę normalnie oddychać ;) Ja chcę takiego Liama (tu powinnam chyba tupnąć nogą... może to coś da).
    Uwielbiam fragmenty z bloga dziewczyn! No i ten humor Justyny :) Po prostu "leję" po nogach, czytając jej teksty. Teraz rzeczywiście będą miały newsy z pierwszej ręki. Podoba mi się ten tekst z mikrofalówką. Dla bardziej dociekliwych, to jawna wskazówka, kto siedział z Liamem w samochodzie ;)
    "Żyyyyyyj..." - leżę i nie wstaję (a jestem w pracy). Normalnie jakbym siebie z rana widziała. Zawsze tak próbuję się "zmotywować", ale i tak lodowata woda działa lepiej ;) Pomysły Harry'ego... Kocham go normalnie (i nienormalnie też). Mówiłam, że chcę Liama? Hmmm... A mogę dostać też Harry'ego? Marzy mi się taka szalona randka... I jeszcze ten "dużyyyy" on ;) Boże, o czym ja myślę? Ogarnij się Kaśka, w pracy jesteś!
    To był pomysł Louisa?!? I jeszcze tak się troszczy... To wiesz co, jednak jego bym poprosiła. Tylko nie bądź skąpa i nie wysyłaj go normalną przesyłką. Ja tu usycham z tęsknoty, więc poproszę priorytetem. A jest coś szybszego niż priorytet? To poproszę to ;)
    Jednak potwierdzone - oficjalnie kocham Harry'ego i ten jego "kaszel" ;) On jest genialny! Jak wiadomo telewizja kłamie i Kate sama może się przekonać jak to wygląda od kuchni... Hmmm... W sumie kuchnię już widziała :) Zawiedziony głos na końcu? Proszę, powiedz, że to był Niall... Już go sobie wyobraziłam, takiego zbitego pieseczka... Aż mi się smutno zrobiło...
    Wspaniały rozdział :) I jaram się jak pochodnia tym, że sobie go przeczytałam, jeszcze zanim pojawił się na blogu :D Hahaha... Fajnie mieć TAKIE znajomości ;)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny. I musi być coś z ich bloga - uwielbiam (wiem, powtarzam się). I wkręcanie Liama (już skaczę, podniecając się tą sceną).
    Pewnie zaskoczysz mnie tym, że oczywiście nic z tego, co mam w głowie się nie pojawi, ale to nie szkodzi. Jak będzie śmiesznie, to kupuję w ciemno ;)
    Pozdrawiam i życzę owocnych poszukiwań wi-fi ;)

    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś sama, ja też chcę Liama. Szczególnie po obejrzeniu BSE - JAK ON TAM WYGLĄDAM, OMÓJBOŻEUMIERAM!
      Pierwszy akapit... Miałam podobną minę jak go czytałam, bo większość zawdzięczam mojej prywatnej pisarce, Justynce :)
      I też lubię wpisy z bloga, nie wiem dlaczego, ale jakoś same mi się piszą - może to jest znak, że powinnam takiego prześmiewczego bloga założyć i AD przestanie być fikcją? ;)
      Chcesz ich priorytetem? Okej, nie ma sprawy. Mogę dorzucić ich do kartek? Tak cała paczka na raz, hurtowo - pójdę raz na pocztę i będzie z głowy ;D
      Co do Nialla na końcu, to nie powiem nic, bo nie chcę kłamać ;P
      Następny rozdział już dodam wieczorkiem z Budapesztu od braciszka, w końcu ze stałym sygnałem wifi (teraz jakimś cudem znalazłam sygnał na SWOIM ŁÓŻKU i ma radość jest ogromna, ponieważ trwa on dłużej niż 2 minuty). Więc tym razem nie będę Cię już męczyć ;D
      Wpisu z bloga niestety jeszcze nie będzie, bo za mało się działo u chłopaków od tego czasu :(

      Powinnam Cię ozłocić za Twoją pomoc w ostatnich dwóch tygodniach, naprawdę! Najpierw zabawa z wysłaniem Mystery, potem dwudniowe dodawanie rozdział i w końcu BSE. Gdyby nie Ty, zginęłabym tutaj marnie... ;)

      Buziaki,
      @katie093

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Och, do geniusza to mi pewnie jeszcze sporo brakuje, ale dziękuję :)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  7. AD nie chcą zostać odkryte, a z tego wpisu łatwo się domyślić, że Moony to ta dziewczyna z samochodu Liama ;P Ale kogo to obchodzi, Ty decydujesz kiedy kto się dowie ;)

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, z tego wpisu wynika tylko tyle, że Moony gdzieś wyjechała... :P A ShadowCat jest zła za to porzucenie i gada głupoty... Justynie ten post nie ujdzie na sucho, tego możesz być pewna ;)

      @katie093

      Usuń