piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 4

Siedziałem na fotelu i wpatrywałem się w migoczący telewizor, co chwilę zmieniając kanały. Jakie nuuudyyyyy…. Żeby chociaż w tej telewizji było coś ciekawego. Oczywiście wszyscy  wkręcili właśnie mnie w pilnowanie tej dziewczyny, dopóki się nie obudzi, a oni sobie poszli do jednego apartamentu i się zabawiają. No pewnie, przecież nie ma lepszych opiekunek niż dobry wujek Payne! Ugh, kiedyś zginę przez to moje miękkie serce. Cóż, jak to się mówi: kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę. Chyba coś w tym jest.

- Co do… - Usłyszałem pomruk ze strony łóżka. O, śpiąca królewna… Dziewczyna się obudziła i usiadła na łóżku, opierając się o ścianę. Wpatrywała się we mnie niebieskimi oczami – najpierw jak mnie zauważyła, to miałem wrażenie, że znowu zemdleje, ale po kilku sekundach na jej twarzy pojawiła się zwykła obojętność. – Gdzie ja jestem i kim ty, do cholery, jesteś? – zapytała, mrużąc lekko oczy.

- W swoim pokoju w hotelu. – Uśmiechnąłem się. Mam nadzieję, że nie wzięła mnie za żadnego zboczeńca. I naprawdę nie wie, kim jestem? Rzadki przypadek. – I mam na imię Liam, zemdlałaś na między innymi moim koncercie. – Zaśmiałem się i wstałem, aby podać jej rękę, ale ona ją otwarcie zignorowała i zaczęła grzebać w swojej torebce.

- A, rzeczywiście, koncert One Direction, już sobie przypominam. – Prychnęła. – Widocznie mój umysł i organizm wolał zemdleć niż was słuchać. Taki odruch obronny. – Zaśmiała się lekko na swój żart. A ja myślałem, że zemdlała z wrażenia na mój widok.

Skończyła grzebać w torebce i zrobiła „podkówkę”.

- Kurde, nie mam nic do jedzenia.

- Jesteś głodna? – zapytałem i chwyciłem za hotelowe menu. No co, to że nie lubi naszej muzyki nie znaczy, że nie mam być dla niej miły… - Masz, wybierz coś sobie. – Podałem jej kartę.

- Nie, dzięki. – Odłożyła ją od razu na stolik i spojrzała na mnie już zupełnie inaczej. Nazwałbym to spojrzeniem błagalnym. Ale z niej nastrojowy kameleon… - Liam, tak? – zapytała, a ja potwierdziłem skinieniem głowy. – Wiesz co, Liam? Zabiłabym za porządny zestaw z McDonalda…

- I rozumiem, że mam wziąć samochód i cię do niego zawieść? – zaśmiałem się, ale od razu przeszukałem kieszenie i wyjąłem kluczyki do samochodu, które Paul mi dał „na wszelki wypadek”.

- Jeśli mógłbyś byś tak miły… - Uśmiechnęła się. To już nie jestem ten zły z One Direction?

- Okej, ale w zamian będziesz na naszym jutrzejszym koncercie, nie zemdlejesz i zobaczysz, że nie jesteśmy tacy źli jak mówią ci wszyscy hejterzy. – Postawiłem warunek. W końcu nie zaszkodzi spróbować, nie?

- Dobra, to już lepiej wezmę taksówkę. – Machnęła ręką i nawet się nie obejrzałem, a ta już wyszła z pokoju, zabierając torbę. No pięknie, Payne, ty i twoje podejście do kobiet, za dużo czasu spędzasz z czwórką tych idiotów i niedługo nawet z własną matką nie będziesz umiał rozmawiać.

Westchnąłem, wrzuciłem telefon do kieszeni i wyszedłem z pokoju. Ku mojemu zdziwieniu, blondynka stała naprzeciwko drzwi, opierając się o ścianę. I nawet się uśmiechała.

- No chyba nie myślisz, że odpuściłabym sobie przejażdżkę z bożyszczem nastolatek? – zaśmiała się, puszczając mi oczko.

- Nawet jeśli jest z jakiegoś gejobandu? – odwzajemniłem uśmiech, idąc w stronę wind nie czekając na blondynkę.

- Ty to powiedziałeś! – usłyszałem za sobą i śmiejąc się pokręciłem głową, niedowierzając, że jestem w stanie polubić kogoś tak anty-directioner. A właśnie na to się zapowiada, bo wbrew wszystkim pozorom naprawdę dobrze jej patrzy z oczu.

- A gdzie jest reszta? – zapytała mnie, gdy już zjeżdżaliśmy windą na parking.

- Moja reszta i twoja reszta są w apartamencie Zayna z mojej reszty. Zrobili sobie wieczorek zapoznawczy.

- O, to kupimy coś dobrego do picia, wracając, i rozkręcimy imprezę. – Aż potarła dłońmi, wymyślając chyba jakiś demoniczny plan.

- Zapraszam, tędy. – Pokierowałem ją w odpowiednim kierunku, wychodząc z windy. – Coś słyszałem, że Polacy są wyjątkowo odporni na działanie alkoholu, ale postaraj się nas za bardzo nie spić. Potem pewnie zrobisz milion dziwnych zdjęć i sprzedasz gazetom…

- Nosz kurde, przejrzałeś mnie! – zaśmiała się, przekomarzając się ze mną. – Wiesz, Liam, z czegoś trzeba żyć. Jam jest biedna studentka przecie..

- Ej, ty mi tu liamujesz, a sama się nie przedstawiłaś… - Przypomniało mi się.

- A no przecież, Kate jestem. – Uśmiechnęła się. Boże, co za dziwna z niej osoba. Jeszcze chwilę temu leżała nieprzytomna, a teraz tryska życiem. Dziewczyna zagadka.

- Miło mi. – Podszedłem do czarnego SUVa i otworzyłem drzwi.

- Kurde, gdyby tylko Japonia należała do tych normalnych państw, gdzie jest ruch prawostronny, to w życiu bym ci nie pozwoliła prowadzić… I to w dodatku automat! – stwierdziła, gdy już odpalałem silnik.

- A co, boisz się ze mną jeździć?

- Może nie tyle, co się boję, po prostu chciałabym pojeździć takim autkiem. Tylko ten automat mnie odrzuca.

- Jesteś pierwszą dziewczyną, jaką znam, która woli manualną skrzynię biegów… - Zdziwiłem się i odpaliłem silnik.

- Jestem wyjątkowa. – Znacząco poruszyła brwiami, a ja znowu się zacząłem śmiać. O co tu chodzi? - A ty tak w ogóle możesz się ruszać z hotelu bez obstawy? – zapytała mnie, a ja sobie przypomniałem o tłumie fanek przed hotelem.

- Właśnie nie, Paul, nasz menadżer,  nie będzie szczęśliwy jak się dowie… - Mruknąłem i wyjechałem z parkingu. Chyba  sobie wykrakałem ten tłum, bo gdy tylko pojawiliśmy się na ulicy, nasz samochód oblężyły piszczące dziewczyny. – Nie cierpię takich sytuacji. Zawsze się boję, że którąś potrącę.

- Spokojnie, Liam, powolutku, dziesięć na godzinę, i się przedrzemy.

- A może jednak się cofniemy i zjemy w hotelu?

- Wiesz, ja bym ci to nawet wybaczyła. Ale mój pusty żołądek nawiedzałby cię w snach do końca twoich marnych dni. – Zaśmiała się i założyła ogromne okulary. W dodatku zabrała mi czapkę z głowy i nałożyła sobie, zakrywając się daszkiem dokładnie w momencie, gdy fanki zaczęły robić zdjęcia.

- Proszę, nie krępuj się… - Zaśmiałem się, przejeżdżając prawie cały odcinek drogi, gdzie były dziewczyny.

- A czy ja się krępuję? – zapytała retorycznie. – Po prostu chcę zachować jeszcze trochę swoją prywatność i anonimowość.

- Anonimowość… - Powtórzyłem po niej jak echo. – To zjawisko ostatnio prześladuje nasz zespół.

- Jakoś ciężko mi uwierzyć, że cokolwiek związanego z One Erection może być anonimowe. Ale chętnie o tym posłucham przy jakiejś okazji. – Stwierdziła, a ja się zaśmiałem na tę zmienioną nazwę, przy okazji ciesząc się możliwością szybszej jazdy, gdy już wyjechaliśmy z ulicy, na której był hotel.

- Naprawdę? Erection?

- Ty nie bądź teraz taki ciekawski, tylko jedź po mojego pysznego Big Maca i fryteczki. Wiesz w ogóle, gdzie jest ten McDonald?

- Coś tam wiem… - Odpowiedziałem, starając się sobie przypomnieć, gdzie go wczoraj widziałem, jak jechaliśmy do hotelu z lotniska.  Na szczęście Kate nie zauważyła, jak przez kilka minut błądziłem po Tokio, szukając tego zasranego fast foodu, ale w końcu udało mi się tam dotrzeć – co z tego, że nie był to ten, do którego miałem zamiar trafić, ona o tym nie wie. Taki samochód, a bez wbudowanego GPS’u…

 

 

 

And The Oscar goes tooooo…. Dokładnie tak. Za ostatnią prawie-godzinę powinnam dostać Oscara. Albo dziesięć. Najlepiej od razu we wszystkich kategoriach. Nie sądziłam, że będę musiała użyć całej swojej silnej woli, żeby się na niego nie rzucić z piskiem. I to w dodatku jest tylko Liam, co będzie jak się znajdę w pobliżu Horana..? Aż strach się bać.

Zaśmiałam się sama do siebie, gdy sobie przypomniałam chwilę tuż po przebudzeniu się. Na początku naprawdę myślałam, że śnię, to dopiero po chwili przypomniało mi się, że zemdlałam na koncercie. Ich koncercie. Kurczę, będę musiała to jakoś zrzucić na zmęczenie podróżą i zbyt dużą dawkę energetyków…

Nie mogę uwierzyć, że właśnie siedzę w samochodzie, obok Liama, TEGO Liama, na jakimś parkingu i zwyczajnie jem hamburgera i frytki. I nawet mamy wspólną colę, bo Payne stwierdził, że jemu się za bardzo pić nie chce, to „po prostu weźmie kilka łyków ode mnie”. O matko, teraz to już pewnie mam jego DNA… Czy to jest bardzo dziwne, że mam ochotę wziąć tę słomkę do domu i oprawić ją w ramkę? OGARNIJ SIĘ! Krzyknęłam do siebie w myślach, próbując się uspokoić. To przecież zwykły facet… Co z tego, że ostatnio spędził dużo czasu na siłowni, ma kilkudniowy zarost i śpiewa w najpopularniejszym boysbandzie na świecie?

- Najedz się porządnie, musisz mieć dużo siły na jutro. – Powiedział Payne, gdy już skończył swoją porcję.

- A co takiego będzie się jutro działo? – zapytałam zaciekawiona. Boże, tak trudno jest udawać, że się ich nie zna, nie lubi…

-Jak to co, mamy z wami warsztaty. – Oświadczył jakby to było coś oczywistego. O nie, jutro też będę musiała przebywać w ich towarzystwie? Justynaaaaa, pomocy!

- O.

- No, dawaj. Powiedz coś w stylu: jak takie beztalencia mają was czegoś nauczyć, czy coś. – Zaśmiał się, biorąc łyk coli. Nadal miałam na sobie okulary, mimo że słońce zaszło już kilka godzin temu, i aktualnie bardzo mi to odpowiadało, bo mogłam bezkarnie się na niego gapić. Dlaczego na żywo Liam wygląda lepiej niż na zdjęciach..?

- Powiedziałam, że was nie lubię, a nie, że nie umiecie śpiewać. Proszę nie mylić pojęć. – Uśmiechnęłam się.

- W takim razie jak już cię nakarmiłem, to może to pierwsze już też mamy za sobą? – O nie. Liam właśnie zrobił słodkie oczka. Kot ze Shreka przy nim wysiada, serio.

- Ale ja wcale nie powiedziałam, że się najadłam. – Wyszczerzyłam się. Tak łatwo to on ze mną dzisiaj nie będzie miał.  – Teraz czas na deser.

- O matko, ja chyba przez najbliższe trzy dni nic w siebie nie wepchnę, a ty jeszcze deser chcesz?

- Mhm. Dokładnie tak. Ale taki deser, na jaki mam ochotę, to nie jest łatwo zdobyć. Szczególnie w takim państwie, gdzie są Kit Katy o smaku ziemniaków czy sosu sojowego.

- Naprawdę są tu takie rzeczy? – zdziwił się. – Kubki smakowe Horana będą miały pole do popisu… - Udawałam, że nie wiem, o kim mówi. – To ten taki blondyn z zespołu. – Wyjaśnił, widząc moją minę.

- Dobra, wracając do tematu. Macie w swoich królewskich apartamentach aneksy kuchenne z piekarnikami?

- Po pierwsze, to nie są żadne królewskie apartamenty, tylko zwyczajne. A po drugie, nie. Nie mamy.

- No to zaraz zrobimy nalot na kuchnię. – Klasnęłam w dłonie. – Myślisz, że nam pozwolą coś tam upichcić?

- O Boże. Nie wiem. – Chyba go zaskoczyłam tym pomysłem. No ale cóż, miałam taką ochotę na ten deserek chyba jak nigdy w życiu. – Albo…

- Albo co?

- Niech Simon pogada z reżyserami X Factora i może nagramy to twoje gotowanie?

- Nie-e, mój drogi. NASZE gotowanie. Będziesz moim asystentem. – Cóż, teraz to już go nie tylko zaskoczyłam, ale i przestraszyłam. – No weź, chyba się nie boisz?

- Nie, skąd… Po prostu mi lepiej wychodzi konsumpcja niż samo gotowanie. – Mogę przysiąc, że właśnie zobaczyłam w jego oczach przerażenie. – Odkąd podczas X Factora z chłopakami prawie podpaliliśmy kuchnię, próbując upiec mrożoną pizzę, to staram się trzymać z dala od miejsca zwanego kuchnią. – Na tę przygodę, o której oczywiście doskonale wiedziałam już od dawna, zaczęłam się śmiać. Oj, szkoda, że tego wtedy nie nagrali...

- Damy radę. – Uśmiechnęłam się. – To dzwoń do Simona i jedziemy. Mój brzuszek się domaga tych pyszności. Jak Justyna się dowie, z kim spędziłam dzisiejszy wieczór, to padnie….

 

 

- Witamy państwa w pierwszym odcinku programu „Late in the kitchen”! – wyszczerzyłam się do kamery.

Oczywiście, jak można było od razu zgadnąć, pomysł Liama spodobał się Cowellowi i jak tylko zaparkowaliśmy samochód na parkingu, zostaliśmy przejęci przez dwóch ochroniarzy i reżysera, którzy nas odprowadzili do kuchni. Tam nas ubrali w cudowne fartuszki i czapki, dokładnie takie wysokie jak na bajkach. Nie powiem, oboje wyglądaliśmy przekomicznie. W ciągu pięciu minut dostałam wszystkie potrzebne składniki i sprzęt.

Tak to mogę się bawić w gotowanie, a nie jak na stancji, gdzie za mikser musi mi robić widelec…

- Dlaczego „Spóźniony w kuchni”? – zdziwił się chłopak.

- Nie żadne spóźniony, tylko połączenie Kate i Liama. Pierwsze co mi wpadło do głowy. – Wzruszyłam ramionami.

- Nie gadajcie, tylko gotujcie, jest już prawie dwunasta, chcielibyśmy pójść zaraz spać! – ponaglił nasz reżyser całego show. No dobra, to jedziemy...

- Dzisiaj przygotujemy najlepsze na świecie czekoladowe muffiny z płynną czekoladą w środku. – Zaczęłam mówić do kamery. – Na początku może to się wydawać kosmiczne zadanie, ale wbrew pozorom może je przygotować każdy, nawet Liam z One Er... Direction. – Na szczęście udało mi się ugryźć w język i szybko poprawić. Ale Payne wychwycił moje małe potknięcie i aż zaczął udawać kaszel, maskując śmiech. – Podam wam potrzebne składniki na standardowe cztery porcje. Ja, jako że piekę to dzisiaj dla małej armii, muszę je powiększyć. Więc będziemy potrzebować: 125 gramów masła, 140 gramów czekolady – najlepiej gorzkiej, 2 jajka, 120 gramów cukru i 2 łyżki mąki. Liam, -zwróciłam się do niego, gdy już się uspokoił, - mógłbyś rozpuścić to masło, co stoi przed tobą? – zapytałam go, biorąc się za łamanie czekolady na mniejsze kawałki.

- Ależ oczywiście, droga Kate! – od razu złapał za garnek i wrzucił do niego masło i czekał na cud.

- Jakby ci to powiedzieć... – Zastanowiłam się patrząc, co on wyczynia. – Może tak. Żeby masło się rozpuściło, to garnek musi być gorący. A żeby garnek był gorący, to trzeba włączyć kuchenkę. – Tym razem ja próbowałam się nie śmiać.

- No bardzo śmieszne, bardzo... – Mruknął, lekko się czerwieniąc i włączając palnik pod garnek. – Mówiłem ci przecież, że w kuchni jestem do niczego, więc teraz się nie śmiej.

- Ale ja się wcale nie śmieję! – broniłam się, kończąc łamanie czekolady i wrzuciłam ją do zaczynającego się topić masła. Zwróciłam się ponownie do kamery. – Teraz oddzielimy białka od żółtek i ubijemy je, stopniowo dodając cukier. Tylko nie patrzcie na mój sposób oddzielania jednego od drugiego, prawdopodobnie każdy jest lepszy. – Zaśmiałam się biorąc jajka i koślawo się nimi zajmując. Na szczęście wyszło mi to bez większych problemów. A Payne’owi nawet się udało rozpuścić masło razem z czekoladą.

- NIE PODJADAJ! – krzyknęłam i pacnęłam go po łapach, gdy ten zanurzył palucha w garnku.

- Podatek za wykonaną pracę! – zaczął się bronić.

- Przestań, bo będziesz gruby, cała siłownia pójdzie na marne i już cię żadna fanka nie zechce! – śmiałam się, gdy ponownie zanurzył paluchy w czekoladzie

- Czyli teraz uważasz, że widać efekty ćwiczeń i ogólnie wyglądam jak młody bóg?

- Kontynuując, włączamy mikser i w trakcie ubijania białek stopniowo wsypujemy do nich cukier... – Bardzo subtelnie zmieniłam temat, co Liam skomentował głośnym wybuchem śmiechu, ale udało mi się go zagłuszyć pracującym mikserem. – Liam, napełnij zlew zimną wodą do wysokości garnka i włóż go do zlewu, żeby ostudzić czekoladę. Tylko spróbuj zrobić to tak, żeby woda się nie wlała do garnka.

Po kilku minutach wszystko już było gotowe do następnego etapu pichcenia. A ja się czułam jak ryba w wodzie – i nawet chyba już się oswoiłam z towarzystwem Liama, co nie sądziłam, że szybko nastąpi.

- I co teraz, Masterchefie? – zapytał Liam, kładąc rękę na moim ramieniu i opierając się o mnie. W momencie, gdy nasze ciała się zetknęły, poczułam, jak przechodzi przeze mnie dreszcz. Jak ja mam się przy nim skupić, gdy mam przed oczami te ramiona? Boże, niech tylko Justyna się o tym wszystkim dowie!

- Teraz, gdy czekolada już wystygła do temperatury w miarę pokojowej, możemy wymieszać ją razem z białkami, dosypując mąkę. – Wyjęłam garnek ze zlewu i całą jego zawartość bardzo dokładnie przelałam do miski z pozostałą masą. – Garnek możemy oddać do wylizania sępom stojącym w pobliżu. – Z pełną powagą oddałam garnek brunetowi.

- Jakim sępom... – Oburzył się, ale i tak wziął garnek i zaczął ręką wydobywać z niego resztki. Oj, ktoś tu chyba spędza za dużo czasu z Niallem...

- Po dodaniu mąki staramy się to wszystko tak wymieszać, aby masa była jednolita. W tym celu możemy użyć miksera, ale lepiej na niskich obrotach. – Wszystko wymieszałam, a kamera prawie zanurzyła się w misce. – Teraz wszystko wlewamy do żaroodpornych kubeczków, podobnych do tych stosowanych do creme brulee i tak dalej, tak do około ¾ wysokości.  – Powoli wlewałam masę do kubeczków, uważając, aby nie zrobić większego bałaganu, co niestety często mi się zdarzało. – Wkładamy wszystko do piekarnika nagrzanego do dwustu stopni i pieczemy około dwanaścnie-piętnaście minut, tylko trzeba uważać, żeby ich nie spalić z góry. Im dłużej będziemy je piec, tym mniej będzie płynnej masy w środku. – Założyłam kolorowe rękawice i umieściłam moje pyszności w piekarniku, a kamerzyści zrobili sobie przerwę na czas pieczenia.

I wtedy spojrzałam na Liama. I nic nie było w stanie powstrzymać mnie od wybuchnięcia śmiechem. On, stojący w tej wielkiej czapce, z poważną miną, wysmarowany czekoladą w okolicy ust, brody i nawet nosa.  Wyjęłam telefon i zanim zdążył się zorientować, zrobiłam mu zdjęcie.

- Co jest? – zdziwił się, nie domyślając się, co może mnie tak bardzo cieszyć.

- Dzięki tobie zostanę milionerką. – Próbowałam się uspokoić. – To zdjęcie sprawi, że będę sławna i bogata, jak nic... – Weszłam na Twittera i pomyślałam, co powinnam teraz zrobić. Unfollow całą piąteczkę. Bo jak to tak, nie lubić ich, ale śledzić? Trzeba być konsekwentnym.

- Pokaż! – ożywił się, usiłując zajrzeć w ekran, ale ja dzielnie odparłam jego „atak”.

- Najpierw się umyj, brudasie. – Popchnęłam go w stronę zaplecza, gdzie był zlew i lustro.

W czasie, jak się mył, zdążyłam usunąć wszelkie ślady na prywatnym Twitterze po mojej „directionerowej” działalności.

- Jaką masz nazwę na Twitterze? – zapytałam, gdy wrócił, niestety już czysty. I nawet czapkę zdjął...

- Real Liam Payne, z dużych liter i oddzielone podkreślnikami. A co? – zapytał.

- A bo zaraz zobaczysz swoje zdjęcie...  – Zaśmiałam się, z zapewne szatańskim uśmiechem i od razu opublikowałam zdjęcie.

- Wpuścić Liama do kuchni? – zapytał, cytując opis zdjęcia. – No aż tak źle to ci tu ze mną chyba nie było...

- Pff, zawsze mogło być lepiej. – Schowałam telefon do kieszeni i skontrolowałam stan babeczek – cudowne, aż ślinka cieknie

 

 

 

- Dzięki chłopaki za miły wieczór, ale ja spadam do siebie spać, ta podróż mnie wymęczyła... – Powiedziała brunetka, Jane, wstając z fotela i idąc w stronę wyjścia. Za nią ruszyli też pozostali chłopacy z drużyny Simona, który już pół godziny temu zostawił nas samych.

- I jak myślicie, coś z nich będzie? – zapytał Zayn, rozwalając się na kanapie, na której właśnie się zwolniły miejsca.

- Cóż, jeszcze nie słyszeliśmy jak śpiewają. – Stwierdziłem. – Ale jak mają zamiar być tak dla nas sztucznie mili i wchodzić nam w dupę, to jutro będzie po prostu nudno.

- Gdzie jest Liam z tamtą dziewczyną? – zapytał Niall, patrząc na zegarek.

- Na pewno martwisz się o nich, czy o dostarczenie ci pod nos tego, co właśnie robią? – zaśmiał się Louis.

- No wiesz co? – zapytał Niall z udawaną powagą. – Martwię się o swojego przyjaciela, którego kilka godzin temu zostawiliśmy z obcą dziewczyną. A kto wie, czy ona jest normalna? A może jest jakąś nawiedzoną fanką i Liam już od dawna nie żyje, zakopany gdzieś w hotelowym ogródku?

- Ja tam myślę, że całkiem dobrze się bawi... – Zaśmiał się Zayn wpatrując w swój telefon. Podał go Louisowi i ten też zaczął się śmiać.

- Zdecydowanie dobrze. Albo raczej pysznie.

- Co jest? – zabrałem telefon od Tomlinsona i od razu zobaczyłem chyba najlepsze zdjęcie Liama od bardzo dawna. Nie mogłem się powstrzymać i sam dołączyłem do rechoczących Louisa i Zayna. – Niall, on chyba za dużo czasu spędza z tobą i udzielił mu się twój apetyt... – Stwierdziłem patrząc na zdezorientowanego blondyna, który już też szukał na Twitterze tego skarbu. – Wejdź w profil Liama, zretweetował to. Ma do siebie jednak dystans... – Naprawdę, w tej czapce, fartuszku i z całą twarzą pobrudzoną czekoladą wyglądał po prostu wybornie.

- Nie mogę patrzeć na to zdjęcie, bo aż się robię głodny i zaraz chyba odwiedzę ich w tej kuchni... – Mruknął Niall odkładając telefon na stolik. Nagle jakby ożył. – Ej, wysłaliśmy na tego maila z bloga wejściówki na nasz koncert?

- A skąd mamy wiedzieć, Liam miał się tym zająć... – Mruknął Zayn i dokładnie w tym momencie otworzyły się drzwi wejściowe i ukazał nam się właśnie Payne, trzymając wielką tacę z chyba tuzinem parujących małych miseczek. Za nim stała nieśmiało uśmiechająca się blondynka, pewnie nasza mdlejąca koleżanka.

- Cześć, niewdzięcznicy. – Liam wszedł do pokoju i postawił tacę na stoliku pomiędzy nami. – To jest Kate. – Uśmiechnął się stronę dziewczyny, przedstawiając ją. – A to Harry, Niall, Louis i Zayn. – Wskazał kolejno na nas. Naprawdę nie znała naszych imion? O Matko, może być ciekawie, to jest rzadkie zjawisko.

- Cześć wszystkim. – Pomachała do nas i zaczęła się rozglądać za wolnym miejscem, co chyba tylko ja zauważyłem. Popchnąłem lekko z łokcia Horana, aby się przesunął.

- Siadaj. – Uśmiechnąłem się do niej, klepiąc miejsce między mną a blondynem. Dziewczyna, wyraźnie zmieszana, jednak podziękowała kiwnięciem głowy i usiadła na „wyznaczonym” miejscu. – Osoby nas karmiące są uprzywilejowane.

- Miło mi to słyszeć. – Już śmielej się uśmiechnęła i sięgnęła w stronę tych czekoladowych kubeczków i razem z Paynem wszystkim je rozdała wraz z małymi widelczykami. Wszyscy ją dokładnie obserwowaliśmy, zauważając jej trzęsące się lekko ręce. Miała w sobie taką nutkę... tajemniczości? – A gdzie jest moja ekipa? – zapytała z dziwnym akcentem.

- Już wymiękli i poszli spać. – Treściwie powiedział Niall i wziął się za swoją porcję. – Mmmmmmm.... – Po chwili wydobyło się z jego ust.

- To jest znak, że Niallowi smakuje, nie musisz tak dziwnie na niego patrzeć. Wbrew wszelkim pozorom to nie jest orgazm. – Zaśmiał się Louis, wyraźnie próbując sprawić, aby dziewczyna poczuła się swobodniej w naszym towarzystwie. I chyba trochę mu się udało, wnioskując po jej śmiechu na ten komentarz. – I ma chłopak rację, to jest naprawdę pyszne. – Potwierdził reakcję Horana. Rzeczywiście, ten muffin rozpływał się w ustach.

- A z jakiego jesteś hrabstwa? Jakoś nie mogę rozgryźć twojego akcentu... – W końcu zapytałem, gdy zdołałem się oderwać od tych czekoladowych pyszności.

- Hrabstwa zwanego Polską... – Uśmiechnęła się.

- To Polacy mają już w UK własne hrabstwo? – zdziwił się Horan, a reszta, włącznie z naszą nową koleżanką wybuchnęła śmiechem.

- Nie, nie mamy własnego hrabstwa... Po prostu jestem z Polski. A od września jestem na wymianie studenckiej w Londynie. – Wyjaśniła naszemu pociesznemu idiocie z wyrozumiałym uśmiechem.

- Ty się, Horan, lepiej skup na jedzeniu. Nie możesz jednocześnie myśleć i jeść, bo wtedy dzieją się dziwne rzeczy... – Nie mogłem się nadziwić, że on naprawdę zadał takie pytanie.

- A wypchajcie się...  – Niall strzelił „focha” i powrócił do konsumowania już drugiej babeczki, które miały być dla reszty uczestników X Factora.

- O Boże. – Dziewczyna zerknęła na swój telefon. – Wybaczcie mi na chwilę, ale mam ponad dziesięć nieodebranych połączeń od przyjaciółki. Muszę oddzwonić. – Wstała i wyszła na balkon. Zauważyłem, że Liam dziwnie na nią patrzy.

- A ty co, znalazłeś sobie nową miłość? – rzuciłem go kawałkiem ciastka. Ten, czując na swojej twarzy ten jakże potężny cios, aż podskoczył.

- Nie... – Powiedział zamyślonym głosem. – Mam wrażenie, że już ją gdzieś widziałem, ale nie mam pojęcia, gdzie...

- Ja też! – a już myślałem, że coś mi się w głowie pomieszało. Odkąd tylko weszła do pokoju, jej twarz wydawała mi sie dziwnie znajoma. – Ale jeśli jest w Londynie dopiero od września, to nie mam pojęcia, skąd ją znam, skoro my cały wrzesień siedzieliśmy w studio...

- Ale nie powiem, miło mi się z nią spędzało czas... – Nagle się wyszczerzył Payne.

- Wiedziałem! – aż podskoczyłem, ciesząc się, że zgadłem. Mnie się nie da przechytrzyć!

- Ej, ale ona nie jest w twoim typie... Zero loków, jest blondynką. – Powiedział Louis.

- Dokładnie! – przyznał mu rację Zayn. – Nie jest w żadnym calu podobna do Danielle, a tym bardziej do Leony Lewis...

- I to jej główna zaleta... – Mruknął, powracając do jedzenia, wyraźnie nie zadowolony z przypomnienia mu o swojej eks.

- Uważaj, bo nasi fani wpadną w depresję jak ich wizja Niama się rozpadnie. – Zaśmiałem się i objąłem ramieniem blondynka. – Niall znajdzie swoją Moony, ty się weźmiesz za Kate i będziecie sobie chodzić na podwójne randki...

 

 

 

- TY CHOLERO JEDNA! NAJPIERW WIDZĘ W NECIE ZDJĘCIA LIAMA W SAMOCHODZIE Z JAKĄŚ LASKĄ ŁUDZĄCO DO CIEBIE PODOBNĄ, A POTEM TY DODAJESZ JEGO ZDJĘCIE NA SWOJE KONTO, A ON TO PODAJE DALEJ I CIĘ FOLLUJE! TY CHYBA ZAPOMNIAŁAŚ...

- Justyna, pozwól mi...

- ...  Z KIM MIESZKASZ, KTO JEST TWOJĄ PRZYJACIÓŁKĄ, KTO POWINIEN WIEDZIEĆ O TAKICH RZECZACH! NORMALNIE JAK TO ZOBACZYŁAM NA TWITTERZE, TO...

- Justyna, do cholery, zamknij się na chwilę!

- .... NIE PRZERYWAJ MI, JAK DO CIEBIE MÓWIĘ! JESZCZE NIE SKOŃCZYŁAM! JAK TO ZOBACZYŁAM NA TWITTERZE TO PRAWIE Z KRZESŁA SPADŁAM! DLACZEGO JA NIC O TYM NIE WIEM?! DLACZEGO NAWET NIE WIEDZIAŁAM, ŻE JESTEŚ W JAPONII JAK ONE PEDELSZYN TAM JEST, PRZECIEŻ TO OCZYWSITE, ŻE COWELL ZABRAŁ WAS TAM DO NICH! – Usłyszałam kilka głębszych wdechów w słuchawce. – Dobra, mów.

- Nie wiedziałam, że oni tu są. Popieprzyły mi się terminy. Simon zaprowadził nas na ich koncert. I teraz lepiej usiądź, najlepiej na podłogę, bo wtedy na pewno nie spadniesz z niczego ze śmiechu.  – Zaśmiałam się i oparłam się o barierki. Wiedziałam, że jak powiem jej o mojej utracie przytomności, to nie da mi żyć przez kilka miesięcy. No cóż, należy jej się trochę rozrywki... Tak naprawdę powinnam do niej zadzwonić od razu po przebudzeniu się. – Siedzisz?

- Tak, dawaj. Oby to było coś dobrego. – Mogłam sobie dokładnie wyobrazić jej demoniczny uśmiech.

- Zemdlałam.

- Co? – Justyna chyba nie sądziła, że dobrze usłyszała. Albo chciała się napawać moją „porażką”.

- Zemdlałam. Na koncercie. Na widok tych pięciu idiotów. – Śmiałam się, zakrywając wolną dłonią twarz, urywając przed śpiącym miastem swoje zawstydzenie. Najpierw w słuchawce zaległa cisza, Justyna chyba była w szoku, ale po kilku sekundach usłyszałam naprawdę głośny śmiech, który oczywiście mi się też udzielił.

- Wiesz, że będę z tego się śmiać jeszcze z moimi prawnukami? – zapytała, gdy już się uspokoiła.

- Zdaję sobie z tego sprawę. – Wytarłam dłonią pojedynczą łzę, która spływała po moim policzku. Dlaczego zawsze muszę płakać jak się śmieję? – Dobra. Możesz napisać na blogu, że mamy potwierdzoną informację, że One Direction będzie miało warsztaty z drużyną Simona w nowej edycji X Factora, a ta laska ze zdjęcia z Liamem to jedna z uczestniczek.

- A ty nie możesz czegoś napisać?

- W tym hotelu jest płatne WI-FI! Wolę tę kasę wydać na dziwne japońskie pamiątki dla ciebie niż na internet. – Zrobiłam krótką pauzę. - Chyba się ich jutro na tym warsztatach wypytam o AD, musimy ogarnąć, co oni o nas wiedzą... – Stwierdziłam, oglądając się za siebie, czy nikt z nich nie słucha tej rozmowy – mimo że po polsku, to mogliby kilka słów wychwycić takich jak właśnie AD i potem jako nie-fanka musiałabym się z tego nieźle tłumaczyć...

- O, dobry pomysł. A jak Horan? W ogóle, jak oni wszyscy?

- Boże, Justyna. Wyglądają jeszcze lepiej niż na zdjęciach! Nie miałam okazji z nimi jeszcze pogadać, bo tylko żrą moje słynne babeczki. Ale siedziałam między Harrym a Niallem. Wiesz jak on cudownie pachnie? – rozmarzyłam się.

- Harry?

- Nie, Horan, głupku... – Ona się po prostu nie umie nie przekomarzać. – I te jego oczy... Z bliska... Magia.

- Uspokój się, bo zaraz znowu zemdlejesz!

- No bardzo śmieszne, rzeczywiście...

- Wiem, że kochasz moje poczucie humoru. Ej, Kaś... – Nagle spoważniała. – Muszę ci coś powiedzieć w tej sytuacji. Tylko mnie nie zabij.

- A niby jak miałabym to zrobić, skoro jesteś dziesięć tysięcy kilometrów stąd?

- Po tym jak to usłyszysz, to będziesz w stanie pewnie zrobić to nawet telepatycznie albo jakoś przez telefon.

- Dobra, dawaj.

- Pamiętasz tamtą imprezę, jak przyleciałaś do mnie na kilka dni na majówkę?

- Tę, z której masz moje piękne pijackie zdjęcie na telefonie?

- Tsaaa... I pamiętasz jak mówiłam ci potem, że bawiłyśmy się tam z takim dwoma kolesiami?

- No tak. Nawet mówiłaś, że niezłe były z nich ciacha, tylko szkoda, że ja ich nie pamiętam. Nigdy więcej mieszania...

- To był Harry i Liam.

- Co..?

- Ja siedziałam głównie z Haroldem, a ty na większość imprezy gdzieś zniknęłaś z równie pijanym co ty Liamem.  – Prawie wypuściłam telefon z dłoni. Jakim cudem Justyna nie wpadła na to, żeby powiedzieć mi o tym trochę wcześniej? Na przykład po imprezie?

- Ty sobie chyba jaja robisz.

- I Harry wie o moim normalnym blogu. I jeśli połączy fakty, jeśli jakimś cudem przypomni sobie ciebie, jeśli skojarzy cię z tamtą imprezą...  Jeśli styl mojego bloga wyda mu się podobny do naszego...

- To nasz cały misterny plan pójdzie się...

- Kaś, słownictwo! – przerwała mi.

- Naprawdę w takiej sytuacji przejmujesz się moim słownictwem? Chyba mam prawo w tej sytuacji użyć słowa „jebać”?! – wkurzyłam się. – Przecież jak Loczka nagle oświeci, to nasza anonimowość będzie skończona! A ja wyjdę na idiotkę, bo udaję, że ich nie znam i gardzę ich muzyką!

- Po prostu trzymaj się możliwie z dala od Payne’a i Styles’a. Nie są aż tak błyskotliwi, żeby cię poznać. Przecież od maja schudłaś, zapuściłaś włosy, zmieniłaś grzywkę i przefarbowałaś się na blond. Gorzej byłoby ze mną.

- Czyli nawet nie waż się wychodzić po mnie na lotnisko, a nóż będą wracać ze mną.

- No tak, mają jeszcze jeden koncert jutro i koniec TMH...

- Ja pierniczę, ale mnie teraz załatwiłaś...

- Wybacz. Idź spać. A ja napiszę notkę.

- No, cześć.- Justyna się rozłączyła, a ja jeszcze chwilę stałam na tarasie i próbowałam oswoić się z tą rewelacyjną informacją.  Boże, co ja teraz mam zrobić? Przecież nie mogę narażać dobra naszej akcji, bo jeszcze wszystko odkryją  wtedy wszystko runie jak domek z kart. A jeśli któryś z nich jednak mnie pozna?

Nie wiem, ile stałam tam na tarasie i wpatrywałam się w panoramę miasta.

- Kate, zamarzniesz nam tu tutaj! – nagle obok mnie zmaterializował się nie kto inny jak pan Horan. – I kto będzie nam piekł takie pyszności?

- Czyli rozumiem, że Ci smakowało? – zaśmiałam się, lekko pocierając ramiona. Rzeczywiście, wieczory nie są tu teraz za gorące. Chociaż przy nim mechanicznie zrobiło mi się o wiele cieplej. I w ogóle życie stało się piękniejsze, jak się obok mnie pojawił.

- Pewnie, że tak. Liczę na powtórkę. – Okrył mnie swoją bluzą. O Jezusie. Właśnie mam na sobie bluzę Nialla Horana z One Direction. Tego Wymarzonego Jedynego. Nie mogłam oderwać od niego wzroku.

- Jestem brudny czy coś? – zapytał, a ja się obudziłam z tego transu i przeniosłam wzrok z powrotem na nocne Tokio.

- Nie, nie. – Speszyłam się.

- W takim razie milion za twoje myśli.

- W euro czy funtach? – uśmiechnęłam się z nadzieją, że jednak da mi spokój w tym temacie. Nie mam ochoty go okłamywać. Tak? Czyli według ciebie to wszystko nie jest już kłamstwem samo w sobie?, zapytał mnie dziwny głos w mojej głowie, prawdopodobnie rozsądku, ale udało mi się go uciszyć.

- Niech stracę, w funtach. – Puścił mi oczko.

- Nie mogę powiedzieć. – Szepnęłam konspiracyjnie. – Gdybyś wiedział, musiałabym cię zabić. – Na to Niall wybuchnął śmiechem. Cóż, nie wiedziałam, że tak łatwo go rozbawić.

- A wam tu nie za przyjemnie? – w wejściu pojawił się Liam.

- Właśnie mówiłam Niallowi, że muszę już iść. – Uśmiechnęłam się delikatnie, unikając kontaktu wzrokowego z brunetem. Bałam się, że jedno spojrzenie za dużo i mnie pozna. Zdjęłam bluzę.  – Dzięki, to było naprawdę miłe.

- Nie, weź ją ze sobą, jeszcze po drodze zmarzniesz i jutro będziesz miała chore gardło. – Zadecydował. – Na korytarzu jest silna klimatyzacja, przyda ci się. – Uśmiechnął się do mnie ciepło.

- W takim razie dziękuję.  – Nie mogłam się powstrzymać i pocałowałam go lekko w policzek, zaskakując go tym. Cóż, marzyłam o tym już naprawdę bardzo długo, nie mogłam takiej okazji zaprzepaścić. – Dobranoc, Nialler. – Odeszłam od barierki i prześliznęłam się obok Payne’a. Gdy tylko wypowiedziałam „Nialler”, przestraszyłam się, że zauważą użycie przeze mnie jego przezwiska, a nie imienia, ale na szczęście nie zwrócili na to uwagi.  – Dobranoc, Liam, dzięki za McDonalda i w ogóle.

- Odprowadzić cię? – chłopak wyszedł za mną z balkonu.

- Dzięki, poradzę sobie. – Uśmiechnęłam się, patrząc w ziemię i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, po drodze zabierając z podłogi swoją torbę. Ciężko było mi go ignorować, szczególnie, że był dla mnie taki miły cały wieczór i wcześniej mnie pilnował. – Cześć, chłopaki, do jutra! – krzyknęłam do pozostałej trójki zalegającej na kanapach i czym prędzej poszłam do swojego pokoju.

Od razu po wejściu rzuciłam się na łóżko. Zapięłam bluzę i nałożyłam kaptur, wdychając pozostałości zapachu chłopaka.

Miałam ochotę mu powiedzieć, wtedy na balkonie, że to ja, że to ja jestem jego Moony, że marzyłam o tej chwili odkąd ich poznałam jako Directionerka... Ale to nie był dobry moment i doskonale o tym wiedziałam. To tak nie może wyglądać. Poza tym najpierw muszę się zabawić w szpiega i się dowiedzieć, co oni tak naprawdę o nas, AD, myślą...

 

 

 

- Coś ty jej zrobił? – gdy tylko blondynka wyszła z naszego apartamentu, Liam na mnie wręcz naskoczył. – Tam, na balkonie?

- Nie wiem, o czym mówisz... – Mruknąłem, zbierając puste kubeczki po babeczkach i brudne widelczyki.

- Doskonale wiesz, o czym mówię, nie udawaj idioty.

- Ej, chłopaki, co się dzieje? – zapytał Zayn, obserwujący naszą wymianę zdań wraz z pozostałymi.

- Nic się nie dzieje, Liam coś sobie ubzdurał...

- Ubzdurał?! Naprawdę?! – krzyknął na mnie, a ja aż poczułem dreszcze na całym ciele. Nie wiem, czy to przez krzyk przyjaciela, czy przez ten buziak na dobranoc od dziewczyny. I to, jak na mnie wtedy patrzyła. Czyli tak, jakby bardzo chciała mi coś powiedzieć, ale coś ją powstrzymywało.               Co tu się dzieje..? – Spędzam z nią cały wieczór, świetnie się bawimy, uśmiech nie schodzi jej z twarzy, mamy cały czas kontakt wzrokowy, rumieni się przy mnie, wszystko wskazuje, że nieświadomie zaliczyliśmy pierwszą, zajebistą randkę, a tu nagle spędza z tobą pięć cholernych minut na tarasie i to ciebie całuje na dobranoc, to ty jej dajesz swoją bluzę, a mi nawet nie może spojrzeć w oczy! – Wow. Niezły monolog. Nawet jak na niego. Ale przecież ja nic nie zrobiłem! Po prostu byłem dla niej miły, noooo!

- Sami przecież powiedzieliście, że jako największy żarłok mam wyjść i jej podziękować za te muffiny! – Próbowałem się bronić.

- Podziękować, a nie podrywać! – Liam nie chciał mi odpuścić.

- Czekaj, czekaj... – Między nami stanął Louis. – Powiedziałeś „całuje”? –zapytał Payne’a.

- Oj, w policzek...

- Nieważne, w co, ważne, że pocałowała. – Warknął brunet i wściekłym krokiem pomaszerował do swojego apartamentu, głośno trzaskając drzwiami.

- No to ładnie, Niall... – Podsumował Harry i zagwizdał.

- Ale ja serio nic nie zrobiłem... – Załamałem ręce.


- Jemu to powiedz, nie nam. – Podsumował Zayn, smutno się uśmiechając.  Czuję, że jutrzejszy dzień nie będzie należał do najłatwiejszych.




***
Cześć, Misie moje kochane!
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba :)
Niestety musimy mieć przerwę dłuższą niż tydzień przed kolejnym rozdziałem, bo wyjeżdżam z kraju na 3 tygodnie, z czego przez 2 będę latać po chorwackich wioskach i szukać WI-FI bez hasła. Jeśli uda mi się coś znaleźć, to rozdział będzie standardowo w przyszły weekend, a jak mi się nie poszczęści z internetem, to nowy będzie dopiero jak odwiedzę braciszka w Budapeszcie, czyli około 29 lipca. Mam nadzieję, że nie będziecie przez to mocno na mnie krzyczeć ;)
Ale w ramach przeprosin mogę chętnym powysyłać kartki! :)

Buziaczki, 
@katie093

EDIT:
Zapomniałam dodać, że przepis w stu procentach autentyczny, a te "chocopots" są naprawdę pyszne! :)

7 komentarzy:

  1. Jejku! Dziś zaczęłam czytać twój blog i tak mnie wciągnął, że teraz to się zdziwiłam, że to koniec... Super opowiadanie, bardzo mi się podoba i będę tu regularnie zaglądać ;)
    Wiesz co mi się strasznie podoba? To że piszesz megaaaaa długie rozdziały! Serio... nie wiem, czy kiedykolwiek takie długie czytałam :) To jest super, bo czytam, czytam, i czytam i mam co czytać :D
    Nie wiem, czy wytrzymam tyle bez rozdziału. Strasznie mnie wciągnęło, więc jak tylko będziesz miała jak, to błagam Cię, dodaj go! :)
    Ciekawa jestem, jak potoczy się dalej znajomość Kate i chłopców z 1D... Z jednej strony Niall, który nie wie, że to jego Moony, ale wydaje mi się, że polubił tą dziewczynę, a z drugiej Liam, który lekko mówiąc chyba trochę się zauroczył w Kate (nie zapominając o tym, że oni może nieświadomie, ale się znają ;p)
    Strasznie jestem ciekawa, co będzie dalej i nie mogę się doczekać kontynuacji!
    Całuję xx.

    @charls_grey

    (http://little-things-and-me.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ktoś mi mówi, że wciągnął go MÓJ blog, to się rozpływam... :)
      Długie rozdziały, serio? Marne 7-8 stron w Wordzie, czasami w porywie do 9... ;)
      Szczerze mówiąc, to sama się zastanawiam, jak potoczą się losy bohaterów... Mam milion pomysłów i nie wiem, który wybrać, wszystko się zmienia z minuty na minutę w mojej głowie ;)

      Pozdrawiam,
      @katie093

      Usuń
  2. Normalnie namieszałaś mi w głowie... I sama nie wiem, czy się z tego cieszyć ;) Miałam taką super-zajefajną wizję przyszłości po przeczytaniu poprzedniego rozdziału, a tu figa z makiem. Nic nie zgadłam :( Masz szczęście, że twoje pomysły są lepsze ;)
    Gdy tak czytałam pierwszą perspektywę, to normalnie coś we mnie krzyczało... Tak się wypierać w żywe oczy? Ja rozumiem, że ona nie pokazuje przed przyjaciółmi, że kocha One Erection (podoba mi się nowa nazwa), ale żeby i przed nimi... No zobaczymy jak to się potoczy...
    Zarąbista "pierwsza randka" z Liamem była... zarąbista ;) Moja elokwencja dzisiaj mnie przeraża. Wybacz, że będziesz musiała przebrnąć przez ten stek bzdur ;) W każdym bądź razie... Dlaczego ty mi to robisz? Jest dopiero 9 rano, a ja przez to całe ich pieczenie umieram z głodu i aż mnie skręca, tak mi się chce czekolady. A przepis wypróbuję w weekend :) Oby był pyszny...
    Prawdę mówiąc trochę zastanawia mnie ta akcja z Twitterem... Przecież oni wszyscy już ją "follownęli" jakiś czas temu? Nawet jeśli zrobiła im teraz unfollow, to przecież widzą, że ją obserwują... A może ma inne konto? Hmmm... Sama się zaraz zamotam w swoich domysłach. To musi być inne konto, bo przecież od razu zobaczyliby, że ona to Moony. Musisz mi to wyjaśnić, bo inaczej będę się czepiać... Nie lubię nie wiedzieć wszystkiego dokładnie.
    A potem ta rozmowa telefoniczna z Justyną... Przekombinowały dziewczyny trochę za bardzo... No, ale nic. Zobaczę jak się akcja rozwinie, bo jak dla mnie to trochę dziwnie wyszło z tą "bombą". Też sobie moment wybrała...
    Jak wiadomo kłamstwo ma krótkie nogi i nie mogę się już doczekać, aż prawda wyjdzie na jaw... Naprawdę mam nadzieję, że Kate nie jest aż tak dobrą aktorką i jej zachowanie da chłopcom do myślenia...
    Zły Liam. Zazdrosny Liam. Pierwsza randka. Seksowny Liam :D Będzie ciekawie... Kate podoba się Niall, który marzy o Moony, którą przecież jest Kate, a tą z kolei interesuje się Liam, z którym Kate całkiem nieźle się bawiła... Będzie się działo (zacieram ręce)...
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. I jak nie znajdziesz tego wi-fi, to po prostu włam się do jakiegoś domu, weź zakładników, a jak podadzą ci hasło do ich wi-fi, to ewentualnie ich wypuścisz. Ale może najpierw dodaj rozdział - potem wypuszczaj. I rada ode mnie: jak już brać zakładników, to patrz, by były tam jakieś ciacha ;)
    Pozdrawiam i życzę wspaniałych wakacji ❤

    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kate, z tego co ja przeczytałam, to ona to na twitterze zrobiła ze swojego prywatnego konta, a nie z konta Moony ;)

      Usuń
    2. Taaaak, zdecydowanie seksowny Liam :D Szczególnie ostatnio, z małego chłopczyka stał się mężczyzną, niezmiernie mnie to cieszy :D

      Mówiłam już, że kocham Twoje komentarze?

      I mów, jak ciacha!

      Buziaki <3
      @katie093

      Usuń
  3. Świetny rozdział!

    Melanie

    OdpowiedzUsuń