sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 2

-  KAŚKAŚKAŚ KAŚKAŚKAŚ KAŚKAŚKAŚ KAŚKAŚKAŚ KAŚKAŚKAŚ! – zaatakowała mnie Justyna, gdy tylko odłożyłam patelnię po ostatnim naleśniku. Minę miała taką, jakby przed chwilą Brad Pitt do niej zadzwonił i powiedział, że już nie kocha Angeliny, tylko właśnie ją, Justynkę z Polski.
- Boże, zaprosili cię na kolejny konwent? – nic innego mi nie przyszło do głowy. W końcu o niczym innym od kilku dni nie mówi, tylko o swojej świetlanej przyszłości w dziedzinie blogowania.
- Nie! – aż klasnęła z radości. – Jakiś naiwniak odpowiedział na twoje modły i się zgodził trenować cię przez te dwa dni!
- Dwa dni?
- No, masz być dzisiaj u niego o trzynastej, jutro tak samo. Czyli masz trzy godziny. – Kilka sekund zajęło mi przetwarzanie tej informacji. Jednak się udało i nie zginę marnie? To jest zdecydowanie lepsze niż wyznanie miłość przez Brada Justynie!
- O matko. Masz adres? – odłożyłam widelec, zastanawiając się, od czego muszę zacząć.
- Tak, jakaś godzinka jazdy od nas. – Oświadczyła jakby to było nic strasznego. Spojrzałam na zegarek i doszła do mnie przerażająca wizja:
- PRZECIEŻ SIĘ NIE WYROBIĘ! – krzyknęłam w panice, szybko wycierając ręce w ścierkę i biegnąc do swojego pokoju. – W co się ubrać? – zapytałam, otwierając szafę.
- Kaśka, do cholery! – wrzasnęła na mnie tak, że aż podskoczyłam. – Uspokój się. Ubierz to, w czym ci wygodnie. Nie jedziesz na podryw, tylko się podszkolić, żeby całe Wyspy się z ciebie nie śmiały. Wyrobisz się, ale najpierw idź zjeść te swoje naleśniki. Przecież nie będziesz drzeć ryja przez kilka godzin z pustym żołądkiem. – Przytrzymała mnie za ramiona i powiedziała to prosto w oczy. – No, spadaj do kuchni. – Dała mi klapsa i pchnęła w kierunku wyjścia z pokoju.
- Nigdy nie przepuszczałam, że będziesz moim głosem rozsądku. – Zaśmiałam się, nakładając sobie naleśnika.
- Widzisz, jak cię umiem zaskoczyć… - Przez całe śniadanie, to jest jakieś pół godziny, śmiałyśmy się i wyobrażałyśmy miny czy reakcje mojego nowego trenera na mój śpiew. Kolejne pół godziny zajęło nam, a w sumie to mi, ubieranie/czesanie/malowanie, żeby wyglądać jak człowiek.  Może mój nauczyciel nie ucieknie z krzykiem na mój widok…
- Dobra, to dawaj teraz ten adres, żebym wiedziała gdzie mam iść.
- Gdzieś w Princess Park Manor, linia Piccadily, stacja Arnos Grove. Dokładny adres podasz stróżowi, to zamknięte osiedle. – Powiedziała jednym tchem przyjaciółka. Czasami rzeczywiście było widać, że ma to 21 lat i ogarnia życie. Czasami.
- Boże, od dzisiaj masz nowe nazwisko. Justyna Aniołstróż.
- Ubieraj buty i spadaj na metro, nie mam zamiaru cię cały dzień oglądać! – Uśmiechnęła się, prawie wyganiając mnie z naszych czterech ścian. – Powiedziałabym „połamania nóg”, ale to chyba inna kategoria artystyczna. Z drugiej strony „zerwania strun głosowych” to też tak średnio. No to powodzenia!


-Dzień dobry, ja do Jacka Davies’a. – Powiedziałam do stróża pilnującego wejścia na strzeżone osiedle. Za bramą rozciągał się nieprawdopodobny widok , niczym z „Dumy i Uprzedzenia”. Droga prowadziła do pięknego pałacyku w angielskim stylu, wokół rosły starannie przystrzyżone krzewy i drzewa. Nawet nie potrafiłam wyobrazić sobie ceny, jakiej są warte tutaj apartamenty. Za zameczkiem widać było dachy innych budynków, pewnie równie pięknych i imponujących.
Stróż gdzieś zadzwonił, a po chwili nacisnął guzik otwierający bramę.
- Sir Davies prosi, aby panienka zaczekała na niego za bramą. – O Matko. Sir? Panienka? Czy za tą bramą znajdę się nagle w XIX wieku? Coś w stylu „Doctora Who” i Tardisa?
- Yyy… Dziękuję. – Skinęłam niezręcznie głową, zupełnie nie znając się na panującej tutaj etykiecie. Jak polecił mi ten pan, usiadłam na pobliskiej ławce, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Nie mogłam się napatrzeć na otaczające mnie widoki – tak blisko od miasta, a tak cicho, spokojnie. Jedyny dźwięk jaki teraz docierał do moich uszu to śpiew ptaków, zamieszkujący prawdopodobnie okoliczne drzewa., mieszający się z dźwiękiem telewizora z budki, w której był strażnik. Postanowiłam sobie, że jak będę już sławna, piękna i bogata i nie będę miała co zrobić z pieniędzmi, to zdecydowanie zainwestuję w jakiś skromny apartament w tym miejscu.
Nagle panujący wokół mnie spokój przerwał dźwięk nadjeżdżającego samochodu. Nigdy w życiu nie widziałam takiego auta, chyba że było to jedno z kolekcji  Jamesa Bonda. Kolokwialnie mówiąc – szczena mi opadła. A opadła jeszcze niżej, jak zatrzymał się przede mną. Zdążyłam jedynie zauważyć, że to jest słynne Bugatti. O Jezu, chyba śnię…
Drzwi kierowcy się otworzyły i z auta wysiadł  dwudzestokilkuleni chłopak.
- Panienka Kate Bitner?
- T-tak, to ja… - Mruknęłam pod nosem, a chłopak otworzył drzwi na tylnie siedzenie.
- Zapraszam. – Wskazał ręką wnętrze auta, ponaglając mnie.
- Pan Davies? – zapytałam go, próbując się odnaleźć w tej sytuacji. Taki młody chłopak, a z takim samochodem? I on ma mnie uczyć? Jakoś to dziwnie wygląda. Skąd Justyna go wytrzasnęła?
- Nie, ja jestem tylko jego kierowcą. – Zaśmiał się. – Dostałem polecenie, aby panienkę przywieźć w wyznaczone miejsce.
- O. – Tylko tyle się ze mnie wydobyło. Wstałam z ławki i ostrożnie wsiadłam do tego luksusowego w stu procentach samochodu. Szczerze mówiąc miałam ochotę całą drogę stać albo siedzieć na podłodze, bo bałam się, że zaraz coś zniszczę i nie spłacę tego do końca życia, nawet żyjąc tylko o chlebie i wodzie. Jednak się przemogłam i delikatnie, bez żadnych gwałtownych ruchów, usiadłam na cudownie miękkich i wygodnych fotelach, które sprawiały wrażenie, że są stworzone specjalnie dla mojej sylwetki. W głębi duszy dziękowałam sobie i Bogu, że założyłam spodnie bez żadnych metalowych dodatków z tyłu.
Kierowca odpalił silnik i zaczął jechać boczną drogą, omijając pałacyk i wszystkie budynki mieszkalne, które się za nim znajdowały. Boże, gdzie on mnie wiezie?, zapytał strachliwy głos w mojej głowie. Tak naprawdę zaczęłam dzielić z nim swoje obawy – w sumie jestem na tzw. „końcu świata”, nikt mojego krzyku nie usłyszy. Otaczająca mnie sceneria zdecydowanie nie wyglądała jak ta z filmów, gdzie są seryjni mordercy i gwałciciele, ale i tak byłam w pełnej gotowości.
Samochód zatrzymał się przy zadbanym parku, a gdzieś w oddali słychać było jakąś rzeczkę. Moje myśli zaczęły przestawiać się z „horroru” na „komedie bardzo romantyczną”.
Dźwięk otwieranych drzwi od mojej strony wyrwał mnie z moich myśli, lekko strasząc. To zdecydowanie nie był już kierowca. Za  to był to ktoś nieprzyzwoicie przystojny,  5 lub 6 lat ode mnie starszy. I dałabym sobie rękę uciąć, że już go gdzieś widziałam.
- Cześć, jestem Jack. – Uśmiechnął się, ukazując śnieżnobiałe zęby. Podał mi rękę, pomagając wysiąść z auta.
- Kate. – Uśmiechnęłam się onieśmielona. – Myślałam, że będziesz… starszy. – Musiałam. No po prostu musiałam to powiedzieć na głos. Rzadko potrafię ugryźć się w język. Na całe szczęście to stwierdzenie wywołało u niego tylko wybuch śmiechu.
- Czyli mnie nie znasz? – zapytał, wskazując na swoje ramię, abym go złapała i dała się prowadzić. Gentelman. Lubię takich, przeszło mi przez myśl, ale od razu się skarciłam. Nie przyjechałam tu na podryw, tylko czegoś się nauczyć. Na jego pytanie pokręciłam przecząco głową, z lekko zawstydzoną miną. Czyli był tu kimś sławnym? – W takim razie niezmiernie mnie to cieszy, że mam do czynienia z osobą, która nie czyta rubryk plotkarskich. Po twojej minie wnioskuję, że nie możesz zgadnąć skąd taki smarkacz jak ja może sobie pozwolić na mieszkanie w takim miejscu i prywatnego kierowcę. – Uśmiechnął się do mnie, a ja próbowałam nie myśleć o tym, jak bardzo mu do twarzy z tym uśmiechem.
- W tych angielskich jeszcze wiele nie wyczytałam, to prawda. – Odpowiedziałam, patrząc pod nogi.
- W skrócie, mój ojciec ma udziały w większości firm w City i dzięki temu mogę robić w życiu co kocham, czyli zajmować się śpiewem. A że mam dość duże kieszonkowe, a lekcje śpiewu do charytatywnych też nie należą, to mogę sobie na to wszystko pozwolić. Ale nie myśl, że to mi jakoś poprzewracało w głowie! – Wyjaśnił.
- Bardzo nie charytatywne..? – wystraszyłam się.  – Nie wiem, czy mnie na ciebie stać.
- Nie bój się, twoje lekcje są już opłacone z góry.
- Ale jak to? – zdziwiłam się. Może i Justyna ma coś z reklam, ale to chyba nie są aż takie sumy.
- Jestem stałym bywalcem na blogu twojej współlokatorki. Ostatnio nawet pokusiłem się o określenie siebie jako „fan”. Wyświadczenie jej tej dwudniowej przysługi to czysta przyjemność. – Oświadczył. Zdziwił mnie jego język, zdecydowanie nie brzmiał jak typowego dwudziestopięciolatka. W tym momencie doszliśmy do spokojnej rzeczki, przy której brzegu leżał rozłożony duży koc.
To wszystko coraz bardziej wyglądało jak randka, niż jakakolwiek lekcja. Na tę myśl się aż zarumieniłam.
- Wiem, jak to może wyglądać. – Powiedział, najwyraźniej zauważając dwa różowe placki na moich policzkach i czytając w moich myślach. – Ale musisz mi wierzyć na słowo, tutaj po prostu nie będziemy przeszkadzać sąsiadom muzyką i śpiewaniem. Mam wobec ciebie tylko czysto dydaktyczne zamiary.. – Tłumaczył się siadając na kocu i dodał po chwili, obracając głowę w przeciwnym kierunku, abym chyba nie miała tego usłyszeć. – Przynajmniej dzisiaj… - Cóż, postaram się udawać, że nie mam aż tak wyostrzonego słuchu i to wcale nie dotarło do moich uszu. Usiadłam na kocu.
- A nie, nie, ty na razie stoisz. Nie będziesz mi tu ściskać przepony, ma być w dobrej pozycji. Wstajemy, wstajemy! – Zaklaskał w dłonie, pospieszając mnie. – Dobra, to myślałaś już o jakiejś piosence na bootcamp?
- Od soboty nie myślę o niczym innym… - Zaśmiałam się. – Waham się nad „Rolling In the Deep” Adele.
- OK., zobaczmy jak sobie z tym radzisz. To dość ambitne jak na kogoś, kto podobno wyje jak kot podczas kastracji. – Zaśmiał się, wyciągając z torby sportowej, której wcześniej nie zauważyłam, laptopa i dwa głośniki.
- JAK CO?! – zdziwiłam się, ale i tak rozbawiło mnie to porównanie.
- No tak napisała Justyna na blogu, w apelu o pomoc. – Spojrzał na mnie rozbawionymi oczami, włączając cały sprzęt.
- Oczywiście, u niej zawsze mogę liczyć na dobre słowo. – Przewróciłam oczami.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko karaoke. – Uśmiechnął się z nadzieją, gdy przestał już szperać w komputerze. – Najpierw trochę sobie pośpiewasz na luzie, a ja zobaczę jaki masz głos i co ciekawego można z nim zrobić.
- Jasne, nigdy nie pogardzę karaoke. – Ucieszyłam się, bo w karaoke byłam podobno całkiem niezła. A ta wersja Adele krążącej na różnych serwisach też zawsze mi pasowała. Może uda mi się uniknąć kota podczas kastracji, zaśmiałam się sama do siebie.
- No to lecimy. – Jack puścił wideo z karaoke i obrócił ekran w moją stronę, abym miała widoczny tekst. Lecz ja go wcale nie potrzebowałam. Znałam tę piosenkę perfekcyjnie, pewnie potrafiłabym ją zaśpiewać nawet od tyłu, gdyby ktoś chciał. Zamknęłam oczy, wczuwając się w każdą nutkę, która wpadała mi do ucha. Zaczęłam śpiewać wyobrażając sobie, co czuła Adele pisząc ten tekst - taka empatia zawsze ułatwiała mi śpiewanie. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam chodzić po otaczającym nas trawniku i po prostu „śpiewać całą sobą”.
- Wow.  – Podsumował mój skromny występ brunet z fryzurą, jakby dopiero co wyszedł z salonu fryzjerskiego. – Zdecydowanie będę musiał ochrzanić Justine za porównanie cię do jakiegokolwiek zwierzęcia.
- W takim razie dziękuję. – Uśmiechnęłam się z ulgą i usiadłam obok niego.
- Zauważyłem, że przy wyższych tonach, pewnie nawet nieświadomie, przechodzisz z gardła na przeponę, co jest świetne – masz wtedy głęboki, bardzo intrygujący głos. Skupimy się na tym, żebyś potrafiła tak śpiewać, w sensie przeponą, też na tych niższych dźwiękach, okej?
- Mnie się o zgodę nie musisz pytać, to ty tu jesteś profesjonalistą.
- Mówię ci, dzisiaj jeszcze jakieś trzy godzinki, jutro też coś koło tego i w sobotę rozbijesz bank.
- To zabierajmy się do pracy.
- Zaczniemy od nawilżania strun głosowych, nawet nie wiesz, jakie to jest ważne. – Powiedział, rzucając mi dużą butelkę wody. – Najwyżej potem skorzystasz z darów natury, jakim są krzaki.


-  KAŚKAŚKAŚ KAŚKAŚKAŚ KAŚKAŚKAŚ KAŚKAŚKAŚ KAŚKAŚKAŚ!
- Zacięłaś się ostatnio, czy coś? – zaśmiałam się, gdy już drugi raz jednego dnia Justyna tak mnie zaatakowała. Ledwo zdążyłam usiąść po powrocie do domu, a tu już na mnie naskakuje.
- NIE UWIERZYSZ!
- Kolejny konwent? Albo jakieś inne cholerstwo? Albo coś ze mną? – opadłam na łóżko.
- Co ty tak z tymi konwentami cały czas? W moim życiu dzieją się także inne ciekawe rzeczy. – „Oburzyła się”, ale po kilku sekundach i tak znowu na jej twarz powróciła cała ekscytacja. - Pamiętasz tamten wywiad, o który cię męczyło The Sun i w końcu zmęczyło?
- Noo taaak, ostatnio podobno nawet gdzieś krążył po necie. – Przypomniałam sobie. – Potem sporo niemiłych komentarzy dostawałyśmy. Najwyraźniej Directioners zapomniały o tym, co wcześniej same propagowały, że nieważne gdzie, jak, i kiedy, ale wszystkie jesteśmy rodziną…
- To teraz wejdź na Twittera i zobacz, kto dołączył do zacnego grona naszych followersów!
- Uważaj, bo zaraz zrobisz dziurę w podłodze albo w suficie… - Mruknęłam, widząc jak podskakuje. Wyjęłam telefon z torebki i kilka razy przejechałam po ekranie, włączając aplikację. Jak tylko zobaczyłam to, co Justyna próbowała mi przed chwilą powiedzieć, zaczęłam się śmiać, a ta spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- Z czego rżysz?
- Nie wiem. – Przyznałam, wycierając samotną łzę, gdy już się uspokoiłam. – Tyle się ostatnio dzieje, że chyba to był sposób, żeby to ze mnie zeszło. I teraz jeszcze to. Robimy coś z tym?
- A co mamy zrobić? Przez Twittera ich nie zgwałcimy. – Szatynka usiadła obok mnie z laptopem na kolanach, otwierając „niebieskiego ptaszka” na większym ekranie niż mój telefon.
- No właśnie, szkoda… - Przyznałam jej rację, lekko się śmiejąc w duchu.
 

- Patrzcie! Dodały nowego tweeta! – Niall się praktycznie na nas rzucił z laptopem. To było niewiarygodne, ile razy w trakcie jednego dnia sprawdzał Tweetera, aby w końcu dorwać którąś z AD online.  Mam wrażenie, że nasz samotny blondynek naprawdę uwierzył w to, że jego modły o dziewczynę z Directioners się w końcu spełniły.
- No, dawaj. – Zachęciłem go do przeczytania wiedząc, że i tak nam nie odpuści. Spojrzałem na resztę chłopaków myśląc, że ich to obchodzi równie mocno co mnie, ale ku mojemu zdziwieniu byli równie zaciekawieni co Horan. Czwórka debili znalazła sobie rozrywkę…
- Cześć wszystkim, tu Moony. – Zaczął czytać podekscytowany. – Moja Moony! – Wyszczerzył się. Myślałem, że zaraz zacznie całować ekran, ale na szczęście oszczędził nam tego widoku.
- Czytaj! – Ponaglił go Liam. Niby taki poważny, ale jak przychodzi co do czego, to zachowuje się jak dziecko. W sumie ta dwójka razem z Harry’m wyglądała jak jakiś dziwny fanklub. Tylko Louis z boku gadał z El, co chwilę kontrolnie na nas zerkając. Właśnie, muszę zadzwonić do Pers.
- Miałam dzisiaj niesamowity dzień! Poznałam bardzo przystojnego i miłego dżentelmena, który mnie sporo nauczył. Jutro nauki ciąg dalszy. A jak Wam minął dzień? Jakiego miłego dżentelmena?! –wydarł się Niall
- Spokojnie, stary, jak się dadzą zaprosić na koncert to je poznasz. Dasz tej całej Moony jakiś powiększony zestaw z McDonalda i będzie twoja. – Poklepałem go plecach, śmiejąc się.
- Jaki McDonald? – oburzył się. – Ona na pewno lubi wykwintne dania w eleganckich restauracjach. Zabiorę ją do Nandos! – w tym momencie już nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem, a po mnie od razu i reszta. Nandos jako wykwintne jedzenie – takie rzeczy tylko u nas. – No co? Nie wszystko musi być w pięciogwiazdkowych restauracjach, żeby było dobre.
- Ej, dodały coś jeszcze! – Harry zanurzył nos w swoim telefonie. – To o nas! – wyszczerzył się. – I przede wszystkim, news dnia: witamy wśród naszych Followersów @NiallOfficial, @Real_Liam_Payne, @Harry_Styles, @Louis_Tomlinson i @zaynmalik. Kochamy was! Anonimowo, ale za to jak mocno!  I kolejny… Za chwilę z ShadowCat dodamy kilka newsów i  nowy wpis na bloga!
- Ja byłem pierwszy, to na pewno znak! – ucieszył się Niall.
- Daj spokój, to na pewno nie ma z tym nic wspólnego… Przestań się jarać jak Rzym za Nerona i idź spać. – Liam go pogonił. – Jutro od rana mamy próby w Melbourne, Paul nas zabije jak znowu będziemy niewyspani. W sumie to już dzisiaj. Jest prawie druga, za sześć godzin wstajemy. – Klasnął w dłonie wstając z kanapy. – To się tyczyło wszystkich, marsz do łóżek. – Wydał rozkaz, a po chwili dodał, śmiejąc się – Jak się szybko wyrobicie, to tata Payne może i nawet da wam buzi na dobranoc i zaśpiewa kołysankę.
- Spadaj, pedale! – Louis ze śmiechem rzucił w niego poduszką. – Nie będziesz mnie całować!
- Właśnie, tylko ja mogę go całować. – Payne dostał drugą poduszką, tym razem od Harolda.
- Dobra, będzie tylko kołysanka, ale idźcie już do tych łóżek! – krzyknął chłopak, chowając się za kanapą przed nadlatującymi przedmiotami.
- Dobrze, tato. – Zaśmiałem się idąc w stronę naszych łóżek. – A mogę jeszcze zadzwonić do Perrie, czy to już będzie zaliczanie jako zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem?
- Spoko, tylko nie pal. Potem śmierdzisz na cały autokar. – Skrzywił się tak, jakbym właśnie dmuchnął mu dymem prosto w twarz.
- No przecież mówiłem, że rzucę… - Mruknąłem, wychodząc z na świeże powietrze. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Pers, licząc w głowie, która jest godzina w Londynie. Siedemnasta.
- Cześć piękny, czemu jeszcze nie śpisz? – Odebrała po trzech sygnałach.
- Zdecydowanie wolę jak ty mnie się o to pytasz niż Payne. – Zaśmiałem się do telefonu, wyobrażając sobie jej karcącą minę.
- A co, on też do ciebie mówi per „piękny”? Mam powód do zazdrości?
- Wiesz, Skarbie, co się dzieje w  busie zostaje w busie… - Powiedziałem głosem a’la Casanova. Uwielbiałem się z nią przekomarzać.


- Opowiadaj jak lekcja! – Justyna usiadła naprzeciwko mnie i spojrzała wyczekująco.
- A post na bloga? Mówiłam, że zaraz dodam… - Mruknęłam, otwierając naszą stronę i wchodząc w edytor tekstu.
- Od kiedy to nie możesz robić dwóch rzeczy na raz? – prychnęła. – Poza tym mogą poczekać kilka minut, nic im się nie stanie. To jak?
- No co jak, super! – wyszczerzyłam się. – Dlaczego nie mówiłaś, że to taki przystojniak, w dodatku kilka lat starszy od nas?
- Naprawdę? – zdziwiła się. – Ja tam o nim wiedziałam tylko tyle, że ma na imię Jack i uczy śpiewać.
- Serio? I nie bałaś się mnie wysłać do zupełnie obcego faceta? – Tym razem ja się zdziwiłam. Nie sądziłam, że znała go tylko po nicku i adresie mailowym.
- Oj tam, nie przejmuj się tym tak. Miałabyś coś z życia chociaż. To jaki on jest, nadaje się na męża? – Poruszyła dwuznacznie brwiami.
- Daj spokój… To, że jest nieziemsko przystojny, ma samochód niczym Tony Stark , jest samotny, szarmancki izabawny wcale nie znaczy, że mi się podoba. – Justyna zaczęła się śmiać.
- Tak, to wcale nie znaczy, że byś go rwała jak te gwiazdki z Milky Way’a, jak pierwszy raz weszłaś do spożywczego po przyjeździe. Wcale. Ani trochę.
- Justyna! Staram się być profesjonalistką. – Uśmiechnęłam się niczym niewiniątko.
- No, ale musisz przyznać. Na pewno o TYM pomyślałaś przynajmniej raz. – Męczyła mnie jak to tylko potrafi.
- Wiesz… Jakby na to dyplomatycznie odpowiedzieć… Mój brak faceta od dwóch lat dał się dzisiaj we znaki, przypominając o sobie, aczkolwiek w najbliższych tygodniach będę cierpieć na brak wolnego czasu i raczej szukanie partnera byłoby w tym momencie złym pomysłem. – Starałam się zachować powagę, ale widząc minę Justyny było to naprawdę trudne.
- Już tak się z tym wolnym czasem nie rozpędzaj, pogonią cię po bootcampie i znowu będziesz się nudzić na wykładach.
- Dzięki za wsparcie, serio. – Wywróciłam oczami, udając focha.
- A poza tym wszystkim, nauczyłaś się czegoś?
- Tak mi się wydaje. Chłopak wie co robie, a przynajmniej takie sprawia wrażenie, więc jestem dobrej myśli.  – Podsumowałam, biorąc komputer do łóżka i na kolana.


27.10.2013r.
Cześć, Misiaczki!
Dzisiaj z newsów oczywiście wczorajszy koncert w Sydney. Tradycyjnie, pod postem znajdziecie wszystkie zdjęcia i filmiki nadesłane przez Was i znalezione w różnych, dziwnych Internetach ;)
Oczywiście wszystko opisane naszymi niewybrednymi komentarzami, niekoniecznie miłymi – plusy anonimowości.

Chłopcy mieli dzisiaj wolne. Z naszych źródeł wiemy, że Niall został w hotelu i możemy zgadywać, że cały dzień spał, jadł (macie w Australii Nandos?) i oglądał filmy. Pewnie robił jeszcze różne inne ciekawe rzeczy, skoro nie ma dziewczyny, ale podobno to czytają również osoby poniżej osiemnastu lat, więc sobie darujemy tę informację ];->
Natomiast Liam, Louis i Zayn zrobili sobie zwiedzanie Sydney, z którego mamy również zdjęcia (wszystko pod postem). Może udało im się znaleźć Nemo, o którym pisał Lou na Twitterze..?
Chodzą plotki, niepotwierdzone, że pan Styles wykorzystał dzień imprezowo. Ciekawe, who was this lucky girl tonight? ;) Harry, kiedy nas zabierzesz na jakąś imprezę?! Ale mam warunek (Moony) – musi tam być jedzenie, inaczej słaba impreza. 
Teraz nasza piątka przystojniaków pewnie słodko śpi, patrząc na czas australijski. Chociaż kto ich tam wie... Liam, pogoń ich, jutro muszą być wyspani i piękni dla fanów w Melbourne!

Musimy się Wam pochwalić, jeśli jeszcze nie zauważyłyście. Cała piątka jakimś cudem zaczęła nas śledzić na Twitterze! To jest chyba wiadomość dnia, nie tam Gdzie Jest Nemo by 1D. Nie jesteśmy pewne, czy zawdzięczamy to The Sun, ale i tak – DZIĘKUJEMY ZA ARTYKUŁ!

Dostałyśmy od Was masę pytań. Odpowiemy dzisiaj na jedno, losowe wybrane.
„Kogo macie na tapecie w telefonie?”
Moony: Aktualnie Nialla, bo znalazłam ostatnio dwa cudowne zdjęcia, które się do tego nadają. Po prostu nie mogę od nich oderwać wzroku!
ShadowCat: Moje zdjęcie z Moony z jednej imprezy, gdzie ona zasnęła i ma pięknie przyozdobioną twarz, a ja się obok niej pijacko szczerzę. Zawsze poprawia mi humor ;-) PS. I ona kłamie, wcale nie ma tych zdjęć „aktualnie”, tylko już chyba od dwóch miesięcy. Kłamczucha, wstydzi się Horana – w sumie co się dziwić… Taki brzydzielski irlandzki skrzat, co by tylko jadł ;P


xoxo
Moony&ShadowCat
PS. Jeśli ambitne plany Moony wypalą, to w najbliższym czasie będzie jej tutaj troszkę mniej. Ale na szczęście telefonu z Twitterem nikt jej nie zabierze, to będzie Was zamęczać nawet z drugiego końca świata ;-)


Nie mogłem wyrzucić z głowy obrazu tej dziewczyny. Oczywiście tylko takiego obrazu stworzonego przez moją wyobraźnię. Miałem tyle pytań, na które na razie nie mogłem poznać odpowiedzi… Jaki ma kolor włosów i oczu? Jak się śmieje? Czy ma delikatną skórę? Jakiej muzyki słucha? Jaki jest jej ulubiony film? Co najbardziej lubi jeść? Czy płacze na komediach romantycznych? Lubi podróżować? Czy… byłaby w stanie mnie pokochać? Nie, nie Nialla Horana z One Direction, ale zwykłego chłopaka z niewielkiego miasta w Irlandii, który lubi grać na gitarze, wydurniać się ze znajomymi, ma czarną dziurę w żołądku i pije duże ilości piwa rozwalony przed telewizorem… Po tamtym artykule pojawiła się we mnie jakaś nowa iskierka nadziei, że może rzeczywiście jest tam, gdzieś na świecie, kobieta stworzona właśnie dla mnie. I naprawdę mam ochotę zrobić wszystko, żeby móc ją poznać i się o tym przekonać na własnej skórze.
Usłyszałem, że Harry też już się obudził. Miał łóżko po drugiej stronie busa, dzielił nas jakiś metr – cholera, ten debil tak chrapie, że pół nocy spać nie mogłem. Ale nie wiem do końca, czy ta bezsenność była spowodowana jego chrapaniem, czy tą tajemniczą dziewczyną…
- O kurwa, ja je znam! – podniecony wrzask Hazzy wystraszył i wyciągnął z łóżka nie tylko mnie, ale i chyba większość ludności w Melbourne, do którego już dojechaliśmy.
- Boże, kogo tak znasz, że musiałeś tak wrzeszczeć… - Mruknął Zayn, przeciągając się. Harry chyba nie..?
- AD! – krzyknąłem rzucając się na bruneta. Próbowałem wyrwać mu telefon, który kurczowo do siebie przyciskał, ale nie było to łatwe, skubany jest ode mnie większy i silniejszy. – Pomóżcie mi, do cholery! – krzyknąłem w stronę reszty, która nas obserwowała śmiejąc się.
- Nie, nie możecie! – Harry chyba zdał sobie właśnie sprawę, że nie podoła czwórce facetów. I tak się stało, zaraz telefon był w rękach Payne’a.
- I co to za sensacja? – zapytał zdziwiony patrząc na elektroniczną zdobycz. – To tylko moje zdjęcie z tamtej imprezy. Po co masz je na tapecie?
- Bo masz całą gębę wymazaną markerem. – Zaśmiał się zdyszany. – I zawsze jak myślę o tamtej imprezie, to mi się jakoś humor od razu poprawia.
- No bardzo śmieszne, rzeczywiście. – Liam podał mi telefon. – Jak ty kiedyś tak się schlejesz, że nie będziesz nic pamiętał z całej nocy, to inaczej pogadamy…
- Hahaha, ale ty mi powiesz, co robiłem, okej?
- Pod warunkiem, że w końcu ty mi powiesz, co się wtedy działo. – Warknął na niego.  – Stary, minęło już pół roku, a ja dalej nic nie wiem… - W sumie mu się nie dziwię, gdybym ja miał takiego „black-outa”, a nikt nie chciał mi powiedzieć, co robiłem i z kim, to też nie byłbym przeszczęśliwy. Spojrzałem na ekran. Rzeczywiście, to zdjęcie nie przedstawiało nic, czego wcześniej bym nie widział. A już na pewno nie nic, co miałoby mi zdradzić tożsamość Moony i ShadowCat.
- Ale tu nic nie ma… - Odrzuciłem telefon Stylesowi.
- Dla was, moje małe rozumki, nie ma.  Ale dla mnie, - wskazał palcem na siebie-, geniusza w czystej postaci, to zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów.
- Ta, jasne, Einstein się znalazł… - Mruknął Liam najwyraźniej ciągle nie mogąc pogodzić się ze swoją niewiedzą na temat tamtego wieczoru. Wziął laptopa i zaczął grzebać w Internecie. – O, dziewczyny dodały nowego posta. Przeczytam wam na głos. – Oświadczył i zaczął czytać, zgadując, że każdy z nas chce znać treść tego wpisu.
- Ej, przecież brak dziewczyny wcale tak się na mnie nie odbija! – oburzyłem się po „moim” fragmencie. – Przecież wcale tak często się nie… – Prześmiewczy wzrok chłopaków mnie uciszył. Boże, co to za blog..? One naprawdę się z nas otwarcie śmieją! Ale to w sumie nawet fajne. Takie nietypowe dla tych stereotypowych fanek.
Gdy Liam skończył czytać, cztery przerażone pary oczu spojrzały na cieszącego się Harry’ego.
- Nie mów, że… - Nie mogłem z szoku sklecić jednego zdania. On tylko z dziwną radością potwierdził ruchem głowy. W tym momencie Harry ponownie przeczytał pytanie od czytelniczki bloga i odpowiedź ShadowCat.
- Ta impreza… Pół roku temu… - Liam najwyraźniej podobnie jak ja stracił zdolność mówienia z sensem. – Tamte dwie laski, o których mówiłeś…
- A których ty nie pamiętasz… - Zaśmiał się Hazza.
- …to były Moony i ta Shadowcat? – dokończył Payne. – To zdjęcie, o którym pisze jedna z nich, to takie samo jak ty masz na tapecie, tylko że ty masz mnie, a ona ma tą Moony! Byliśmy z nimi na imprezie! – Payne zaczął się dziwnie podniecać. Już miałem go opieprzyć, że „ona jest moja!”, ale Harry zaczął dalej tłumaczyć, co aktualnie było ważniejsze.
- No ja głównie gadałem z Justine, ona mi coś pasuje do stylu tej ShadowCat, bo czytałem jej „normalnego” bloga. Ale Liam dzielnie dotrzymywał towarzystwa jej przyjaciółce. Pamiętam, że miała na brzuchu bliznę w kształcie księżyca, to jest szansa, że to była Moony. – Jeszcze szerzej się wyszczerzył, a gdzieś w sercu zapaliła mi się iskierka nadziei. Może nie wszystko stracone? – Niestety jakieś dwa miesiące temu Justine pisała o totalnych metamorfozach. Nie było żadnych zdjęć, ale i ona, i ta druga, mają podobno zupełnie nowe fryzury i  wzięły się za sport i sporo schudły. Za Chiny ich nie poznamy. – Mina trochę mu zrzedła. – Szczególnie, że ja też trzeźwy nie byłem… - Przyznał się.  – Może i nie mam czarnej dziury w głowie jak Payne, ale szczerze mówiąc ich twarze i tak mam mocno rozmazane…
- Liam poznał moją Moony..? – załamałem się, siadając na łóżku.
- I to dogłębnie! – Harold teraz już wybuchnął szczerym śmiechem.

- CO?! – wydarłem się na niego wraz z głównym podejrzanym, Li.


***

Cześć, Misiaczki! 
Jest weekend, jest koniec sesji, mi się udało zdobyć tyle ECTSów, żeby dostać się na trzeci semestr, czyli można świętować i z tej okazji jest nowy rozdział ;) Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu :)
Nie mogę się przyzwyczaić do myśli, że mam wakacje - ostatnie dwa miesiące były tak intensywne, że wizja słodkiego lenistwa jest strasznie nierealna.  A moje wakacje będą się głównie opierać na tym blogu i tym: https://twitter.com/katie093/status/350737429285707778/photo/1   Więc powinno być całkiem miło :)
Ostatnio sporo bawiłam się w ustawieniach bloga - zmieniłam sporo w kategorii "komentarze" i teraz może komentować już każdy bez żadnych przeszkód.
Jeśli ktoś miałby jakieś pytania, zapraszam na Aska i Twittera :)

6 komentarzy:

  1. Rozkręcasz się ;D
    Dłuższe rozdziały poproszę! I Stylesa w akcji ;D
    Chociaż i tak najbardziej pocieszny jest Niall xD
    Szybko dalej dawaaaaajjjjjj <3

    ThatGrl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że się rozkręcam, na tym to właśnie polega ;D I chyba spełnię Twoje życzenie, bo rozdział się napisał o trzy strony dłuższy niż powinien ;P Styles w akcji? To będzie na pewno, tylko jeszcze zobaczymy kiedy, bo sama nie jestem w stanie tego stwierdzić... :)

      Buziaki!

      Usuń
  2. Katie mól książkowy,hohoho.
    Takie długaśne te notki,że w kolejnej wyczerpiesz zapasik.
    Bierz leniwą dupę do roboty i pamiętaj,taka uprzywilejowana dupa jak ja, ma mieć wszystko przed terminem!
    A do Pani nade mną - Harold jest mój,znajdź se innego.
    Cmok w krok xoxo
    Justine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja? Leniwa? Skąd takie podejrzenia..? :P
      I tak, Harold jest Twój - dwa takie same dziwaki, to będzie duet idealny <3

      Usuń
  3. Już prawie (i tu wyobraź sobie taki przerażający piska radości jak... aż mi gęsia skórka wyszła... jak paznokciami po tablicy! Już prawie będzie coś, czego jeszcze nie czytałam! Kocham Nialla ❤ Oczywiście tak wiesz... Nie będę tam tobie w paradę wchodziła ;) Może być, że jak brata (powiedzmy). Jeżeli on będzie tutaj cały czas takim słodkim przyjacielem wszystkich, to normalnie jego fanklub założę. Taka przytulanka, co marzy o tej wyjątkowej dziewczynie... Payne, ty pijaku! Jak mogłeś? I od kogo Niall teraz wyciągnie szczegóły wyglądu swojej księżycowej damy?
    Rozdział cudny, ale to już ci wcześniej mówiłam/pisałam :) Wprost nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów. Uwielbiam twój humor, który przelewasz na bohaterów :) Męczą mnie już te wszystkie opowiadania, w których tragedia goni tragedie. A w końcu życie to nie tylko złe chwile...
    Tej sterty książek to ci tak strasznie zazdroszczę... Ja ostatnio po polsku czytam głównie blogi... A sama wiesz, że nie każdy jest ciekawą lekturą... Wprawdzie braciszek przywiózł mi kilka książek (dokładnie trzy), ale już dawno zdążyłam je przeczytać ;) Może powinnam je sobie serwować w mniejszych dawkach? Ale już i tak za późno...
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :) A przede wszystkim wspaniałych wakacji. Gratuluję ukończenia roku.
    Całuję ❤

    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, Kasiu <3 Wiesz, że uwielbiam Twoje komentarze, prawda?
      Jak już będziesz zakładać ten fanklub Nialla, to bądź tak miła i mnie poinformuj, chętnie dołączę ;D
      Co do Liama... No cóż, wiadomo co alkohol robi z ludźmi, tak jakoś wyszła, przecież to nie jego wina... To było tuż po zerwaniu z Danielle późną wiosną, musiał chłopak odreagować.
      Staram się pisać wesoło, bo (tutaj się muszę przyznać), nie umiem pisać takich smutasów na dłuższą metę, poza shotami. Mam za dużo głupich/śmiesznych pomysłów, żeby miało z tego wyjść coś płaczliwego ;P
      Jak potrzebujesz jakieś książki, to złóż zamówienie, a ja Ci je wyślę, żaden problem ;)

      Buziaki <3

      Usuń