niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 1

- Wchodzisz za 10! – krzyknął chłopak w stronę przestraszonej blondynki, otoczonej przez kilka roześmianych osób, na oko dwudziestoletnich. Cóż, jej wyraźnie nie było do śmiechu. Starała się głęboko oddychać, aby przełamać swój stres, ale w tym momencie już nic nie było w stanie pozbawić jej tremy – a przynajmniej nic, co nadawałoby się na pokazanie w telewizji. – 3…! 2…! 1! Jazda! – machnął do niej gestem wskazującym na schodki prowadzące w miejsce, które jak ona sądziła – miało być największą kompromitacją jej życia.
Jeden, dodatkowy głęboki wdech i udało jej się pokonać te kilka schodków prowadzących, jak niektórzy twierdzą, do zupełnie innego życia. Mijając „technicznych” z kamerami poczuła, że serce jej przyspieszyło, mimo że wcześniej myślała, że to już nie jest możliwe. W głowie miała zupełną pustkę, słyszała tylko bicie własnego serca i czuła pulsującą krew w żyłach. Zrobiła kilka kroków i wyszła na ogromną scenę, a jej oczom ukazała się największa publiczność jaką w życiu widziała. Miała ochotę uciec stamtąd z krzykiem, ale wiedziała, że to byłaby jeszcze większa kompromitacja niż jej dziki fałsz. Gdy weszła na scenę, po sali rozległy się ciche, jakby niepewne oklaski, które chyba miały dodać jej otuchy. Blondynka przez całe dwadzieścia lat swojego życia źle znosiła stres, tym razem wcale nie było inaczej. Czuła, jak na czole pojawiają się jej mikroskopijne kropelki potu, a całe jej ciało drętwieje – tak naprawdę każdy jej ruch był mechaniczny, ona nad tym nie miała żadnej kontroli. Po prostu. Dojdź Do tego. Iksa, pomyślała. Potem się w miarę naturalnie uśmiechnij i już pójdzie z górki.
- Dzień dobry! – uśmiechnęła się sztucznie stając na krzyżyku przyklejonym do podłogi, trzęsącymi się rękoma trzymając mikrofon. Nie mogła przestać myśleć o tym, jak dużo jest tu ludzi. I oni wszyscy się dokładnie teraz wpatrywali się w tę nie najwyższą, przestraszoną osóbkę, która robiła wszystko, aby tylko zachowywać się naturalnie. Pewnie wyczekiwali jakiejś gafy czy okropnego fałszu, które nagrają na swoich telefonach i dzięki którym zdobędą sławę na YouTube.
- Cześć, jak się nazywasz? – zapytał jeden z członków jury, podpierając się łokciami na stole. Miał znudzoną minę, a na dziewczynę patrzył jak na zło konieczne – wyraźnie widać było zmęczenie castingami od rana. Nie marzył chyba o niczym innym niż o powrocie do hotelu.
- Kate Bitner, mam 20 lat, aktualnie mieszkam w Londynie. – Odpowiedziała. Na szczęście stres nie odebrał jej zdolności mówienia.
- A skąd jesteś, masz nietypowy akcent? – zapytała kobieta, siedząca pośrodku. Ta, w przeciwieństwie do poprzednika, obdarzyła uczestniczkę show uśmiechem.
- Z Polski. – O dziwo, publiczność nie zaczęła dziwnie wyć, najwyraźniej Polacy nie są tu aż tak nielubiani jak głoszą plotki.
- O, a co cię sprowadza do UK i do programu?
- Do Anglii sprowadził mnie Erazmus, taki program wymiany studenckiej. A do X Factora… - Przerwała, nie będąc do końca pewną, czy dobrze robi, mówiąc prawdę. – A do programu sprowadził mnie przegrany zakład.  – Przez salę przeszedł śmiech, a ona się nieśmiało uśmiechnęła.
- A co, sama byś tu nie przyszła? – zapytał się najgroźniejszy z jury, Simon.
- Szczerze mówiąc nigdy nie byłam fanką swojego głosu, zawsze się raczej wstydziłam śpiewać przed publiką większą niż 2 osoby. – Zaśmiała się, lekko się rozluźniając. Może nie będzie tak źle jak to sobie wyobrażała?
- No dobra, a co dla nas zaśpiewasz?
- Będzie to „More Than This” One Direction. – Wypowiedziała to dziwnym tonem, a damskie głosy z publiczności zaczęły piszczeć z aprobatą.
- Tak to powiedziałaś, jakby ta piosenka też była efektem przegranego zakładu. – Zaśmiał się „ojciec chrzestny największego boysbandu XXI wieku”.
- Właściwie to jest. – Skrzywiła się i przeczesała włosy rękoma, próbując ukryć zawstydzenie.  – Z boysbandów wyleczyłam się kończąc 13 lat, ale szczęścia do hazardu to chyba nigdy nie miałam.
- To teraz to już musisz nam powiedzieć co to za zakład! – zaczęła się śmiać Cheryl
- Raczej nie nadaje się to do programu, którego emisja jest przed 20. – Odpowiedziała, a po widowni przeszła kolejna fala śmiechu.
- No to w takim razie nie zostaje nam już nic innego jak posłuchanie twojej wersji More Than This!
W głośnikach rozległ się dźwięk gitary. Kate zamknęła oczy i zanurzyła się w tych dźwiękach, starając się zapomnieć o tym, że w tym momencie patrzy na nią właśnie kilkaset osób (jak nie kilka tysięcy!), a wokół niej kręcą się kamery, nagrywając każdy jej ruch. Zamiast tego wyobraziła sobie, że jest w swoim pokoju, w Polsce, że trzyma w ręku szczotkę do włosów i wydurnia się przed lustrem, słuchając swoich ulubionych piosenek i udając, że właśnie jest na swoim koncercie, że kochają ją tłumy i nikt wcale nie chce w nią rzucać zgniłymi pomidorami. „Wbiła” się w pierwszą nutę, zapominając już kompletnie o całym świecie – była tylko ona, mikrofon, muzyka i jej głos. Kochała to. Tylko podczas śpiewania czuła się naprawdę sobą, że żyje. Wczuwała się w każde słowo tej piosenki, która tak bardzo pasowała do jej życia. Śpiewając ją miała wrażenie, że tekst to wpisy z jej pamiętnika.
Gdy skończyła refren, Simon nagle podniósł rękę, dając znać ekipie, że ma wyłączyć podkład.
No to dupa, tak jak myślałam, kompletna kompromitacja, pomyślała od razu dziewczyna, przerywając śpiewanie. Przecież skoro jej przerwał, to znaczy, że mu się nie spodobało do tego stopnia, że nie chciał jej dalej słuchać, prawda?
- Powiem od razu. – Zaczął Cowell. – Może to nie jest twoja piosenka, może to nie jest twój dzień, ale jakoś niespecjalnie to do mnie przemówiło. Louis?
- Co mogę powiedzieć, masz ciekawy głos, ale dużo trzeba by nad nim popracować. Wyglądasz na osobę, która mimo wszystko kocha to co robi. Myślisz, że dobrze wykorzystałabyś tę szansę? Myślisz, że dałabyś radę poświęcić naprawdę dużo czasu i energii na ćwiczenia wokalne?
- Może i nie jestem tu do końca z własnej woli, ale mimo to… to i tak zawsze było moim marzeniem. – Powiedziała.  – Myślę, że jestem w stanie mocno nad sobą i swoim głosem pracować i robiłabym wszystko co w mojej mocy, żeby was nie zawieść, jeśli dostałabym taką szansę. – No co, skoro tu jestem, to może coś z tego będę miała?, pomyślała.
- Cheryl?
- Nie będę się rozwodzić nad twoim występem. Po części zgadzam się i z Simonem, i z Louisem. Jeśli wzięłabyś kilka lekcji śpiewu, może i nawet byliby z ciebie ludzie.
- No to głosujemy. – Zdecydował Cowell. – Ja jestem na nie.
- Jestem na tak. – Uśmiechnęła się do dziewczyny.
- Hmmm… Niech ci będzie, piłem ostatnio dobre polskie piwo, jestem na tak! – Powiedział „menager z zawodu”. – Ale jak na bootcampie nie pokażesz czegoś lepszego, to osobiście ci kupię bilet do Polski! – zagroził palcem.
- O Boże! – nie mogła w to uwierzyć. – Bardzo wam dziękuję! – Zaczęła się wachlować dłonią, aby powstrzymać łzy. – Obiecuję, nigdy więcej wam nie zaśpiewam żadnej piosenki żadnego boysbandu! – dodała, schodząc ze sceny, wywołując śmiech wśród jurorów i publiczności.


O Boże. Powtarzałam ten zwrot jak mantrę schodząc ze sceny. Nie mogłam w to uwierzyć. Ja? W X Factorze? W UK? Jasne, marzyłam o castingu do takiego programu odkąd tylko się pojawiły w telewizji, zawsze jak widziałam plakat to coś kazało mi iść spróbować, ale jakiś głos za każdym razem mówił mi – jesteś za słaba, tylko się skompromitujesz, cała Polska będzie się z ciebie śmiać. A teraz? A teraz schodzę za kulisy, gdzie stoi drąca się niczym stare prześcieradło przyjaciółka i dwóch prowadzących program, wyciągających w moją stronę mikrofon.
- Jak się czujesz, jak wrażenia? – zapytał jeden z prowadzących, gdy już zeszłam ze schodów.
- Nie mam pojęcia. – Odpowiedziałam oszołomiona przykładając rękę do czoła. – Nie wiem jak się czuję, nie wierzę, że to się właśnie stało. – Nawet nie zauważyłam, jak łzy napłynęły mi do oczy.
- To uwierz, bo za tydzień widzimy się tutaj na bootcampie! – drugi przybił mi piątkę, a Justyna się na mnie rzuciła.
- Ty pałko, nie sądziłam, że komuś może się spodobać to twoje wycie! – krzyknęła mi do ucha, jak zwykle kochana. – Chodź stąd, musimy zrobić z ciebie gwiazdę. – Objęła mnie ramieniem i prowadziła do drzwi. – Już widzę te tabloidy w Polsce! Fakt i SuperExpress będą się o tobie tygodniami rozpisywać! „Polskie beztalencie podbija rynek muzyczny w Wielkiej Brytanii!”, „ Nie ma głosu, ma cycki, podbija świat!” – machnęła wolną ręką w powietrzu, jakby za nią miały się pojawić te gazety wraz  tytułami, czym od razu wywołała u mnie śmiech, zmniejszając stres do poziomu, z którym jestem w stanie żyć. Ona doskonale wiedziała, że nic lepiej na mnie nie działa jak śmiech.
- Wiesz, że cię nienawidzę? – zapytałam ją retorycznie, śmiejąc się, a w duchu dziękując Bogu, że mam ją teraz przy sobie. Za drzwiami czekał na nas fotograf z polaroidem.
- Dobra, ustawcie się przed plakatami, zróbcie „iksa” rękoma i jakoś ładnie się uśmiechnijcie. – Polecił nam, a my posłusznie zrobiliśmy to, co nam kazał. – A teraz sama uczestniczka. – Justyna usunęła się z planu i dziwnie się cieszyła. Jej do szczęścia wiele nie trzeba. Studiuje w Londynie filozofię, potajemnie pisze do szuflady jakąś dziwną książkę i prowadzi bloga, w którym chyba tylko ona wie, o co chodzi – moda (oczywiście wg Justyny), muzyka, filozofia jako sens życia, kuchnia, filmy – czyli jeden wielki chaos.
Fotograf skończył tę mini sesję i oddał mi jedno zdjęcie, a drugie zachował na potrzeby programu.
- SERIO?! – krzyknęłam przez śmiech widząc pozę szatynki za moimi plecami. -  Ja się normalnie uśmiecham, starając się wyjść jak człowiek, a ty za moimi plecami robisz najdziwniejszą minę, jaką w życiu u ciebie widziałam, a widziałam ich wiele?
- Nie marudź, będzie idealne na lodówkę! – dalej się szczerzyła jak głupia, idąc w stronę stolika, przy którym urzędowały osoby zajmujące się „tymi wybranymi przez jury”. Cóż, trzeba się dowiedzieć, co muszę teraz z sobą zrobić. Przy stoliku siedziała kobieta w średnim wieku, z miły uśmiechem.
- Kate Bitner, tak? – zapytała, a ja potwierdziłam ruchem głowy. – Tutaj masz wszystkie szczegóły Bootcampu, - podała mi kilka kartek a4, - i widzimy się za tydzień. – Uśmiechnęła się na pożegnanie.
- Dziękuję, do zobaczenia. – Posłusznie ruszyłam za pędzącą Tyś, której bardzo się spieszyło do domu, bo jej „fani” czekali na nowy wpis na blogu.
- Mówię ci, jak się dowiedzą, że moja współlokatorka dostała się do X Factora, to dopiero mi wzrosną  statystyki! – nie mogła przestać się ekscytować. – A jak napiszę o zakładzie, to w ogóle mój blog zdobędzie tytuł Blog Roku 2013! I 2014 pewne też, na zapas!
- Nawet się nie waż! – krzyknęłam. – Zamiast się zajmować głupotami,  to lepiej znajdźmy mi kogoś od nauki śpiewu, żeby za tydzień może też mi się tak poszczęściło.
- W twoim przypadku to tylko chyba magia.tv, inne cuda nie pomogą. – Dodała swoje trzy grosze Justyna, gdy wchodziłyśmy do metra.



- Aaaaaaaa! Kaśka! – obudziły mnie jakieś wrzaski. – Wstawaj, do cholery, nie uwierzysz! – wynurzyłam oczy spod kołdry i zobaczyłam chodzącą nerwowo po moim pokoju Justynę.
- Co, ktoś w końcu odpowiedział na moje maile i zgodzi się nauczyć mnie śpiewać do soboty? – mruknęłam, znowu naciągając głowę kołdrą.
- Lepiej! – powiedziała z dziwnym entuzjazmem. – Dostałam zaproszenie! – po tej jakże wyczerpującej informacji zamilkła. Wywróciłam oczami i usiadłam na łóżku, wiedząc, że i tak już nie pozwoli mi spać. Jak na współlokatorki słabo się dobrałyśmy – ja nie wstaję przed 12 jeśli tylko mogę, dla niej taka godzina to już środek dnia.
- Kolejny pokaz niesamowitych garnków albo innych pościeli? – mruknęłam opierając głowę o dłonie, patrząc z przerażeniem na zegarek, który wskazywał, że do mojej normalnej ewentualnej pobudki zostały jeszcze 3 godziny. – Ile razy mam ci mówić, że to..
- NA KONWENT! BLOGERÓW! – tą informacją zwaliłaby mnie z nóg, gdybym tylko stała. Ona? Jej najbardziej dziwaczny blog?
- Ale że jako kto? – dopytywałam się, nie mogąc uwierzyć w to, że ktoś to czyta oprócz niej i mnie, gdy mnie do tego zmusza.
- Mam mieć spotkanie jako autor. – Uśmiech nie schodził jej z twarzy. – No rozumiesz to?AUTOR! – śmiała się sama do siebie, przyciskając do siebie ten list, jakby był to największy skarb na świecie.
- Wow. – Wstałam, sięgając po kubek z wczorajszą herbatą. – To jakie masz statystyki, że cię tam zapraszają? – zapytałam, biorąc łyk ulubionej herbaty, która smakuje idealnie nawet jeśli stoi w kubku całą noc.
- Nigdy nie sprawdzałam, ale tak sto komentarzy pod postem to norma, czasami w porywach do dwustu. – Aż się zakrztusiłam herbatą, przy okazji opluwając swoją piżamę.
- No to gratuluję, zdolniacho. – Uśmiechnęłam się do niej nie mogąc wyjść z podziwu. – To teraz zaproś wszystkich swoich fanów na ten cały konwent, poczujesz się jak gwiazda. – Zaproponowałam, próbując wygramolić się z łóżka. Jak to jest możliwe, że rano moje ukochane łóżko wytwarza jakieś własne pole grawitacyjne, które jest tak strasznie, strasznie, strasznie silne? -  A ja z tej okazji pójdę pod prysznic. – Zabrałam świeże ciuchy z szafy. – Możesz mi zrobić kawę? – zrobiłam do niej maślane oczka. – A najlepiej jakieś dwa litry?
- Ej, to ja tu jestem teraz gwiazdą, ty masz mi usługiwać! – zrobiła minę, która wskazywała wyraźnie na jej wyższość nade mną.
- A ja będę w telewizji, bum! Wygrałam! – zaśmiałam się, zamykając za sobą drzwi do łazienki. Jeszcze wchodząc pod prysznic, słyszałam jak dziewczyna stuka kubkami w kuchni, która znajdowała się za ścianą. Zaśmiałam się, gdy w myślach przywołałam jej wyraz twarzy dzisiaj rano. Kochałam tę dwudziestojednoletnią idiotkę, której głównym mottem życiowym było „carpie diem”, a tak przynajmniej było, zanim zaczęła dwa lata temu te całe swoje studia filozoficzne. Teraz jej motto zmienia się codziennie, w zależności od tego, co mądrego usłyszy na wykładach. Ku zdziwieniu wszystkich naszych znajomych, poznałyśmy się przez Internet i już w sumie w trakcie pierwszych kilku rozmów wiedziałyśmy, że możemy sobie powiedzieć wszystko, a przede wszystkim – że możemy się z siebie nawzajem śmiać, bez większych konsekwencji. Pierwszy raz spotkałyśmy się, twarzą w twarz, gdy przyjechałam tutaj na rocznego Erazmusa, dokładnie miesiąc temu. Jak już tylko pojawił się pomysł przyjechania na studia do Londynu, zostałam poinformowana, że mam nie szukać mieszkania – u niej na stancji zwalnia się pokój, i mam go obowiązkowo przygarnąć, żeby nie czuł się samotny.  Z takim argumentem nie miałam co walczyć ;) I tak, po 6 latach znajomości, w końcu się spotkałyśmy. Wbrew pozorom, nie było to ani trochę niezręczne spotkanie – jak zwykle śmiałyśmy się z siebie nawzajem i wymyślałyśmy najróżniejsze głupoty. Cały czas nie mogę wyjść z podziwu dla nas, że dałyśmy radę utrzymać tę specyficzną w pewien sposób przyjaźń, opierającą się jedynie na rozmowach przez Internet czy smsy. I to tyle lat!
Z zamyśleń wyrwał mnie strumień zimnej wody lejącej się na moją głowę.
- Cholera jasna! – „wyrwało” mi się. – ZNOWU WYCZERPAŁAŚ CAŁĄ CIEPŁĄ WODĘ?! DLACZEGO NIE POWIEDZIAŁAŚ, ŻEBYM POCZEKAŁA AŻ SIĘ WODA NAGRZEJE PO TWOIM PRYSZNICU?!
-Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje ciepłą wodę! – odkrzyczała z kuchni. No super, nie ma to jak zimny prysznic deszczową jesienią. Jak będę chora to ona płaci za lekarstwa…
W takich okolicznościach mój prysznic nie mógł długo potrwać - jak można się domyślić, woda poniżej 20*C nie należy do przyjemnych doznań.
Po wyjściu z łazienki ubrałam dodatkową bluzę, żeby się ogrzać i szybko poszłam do kuchni, gdzie miała na mnie czekać gorąca kawa.



- Kawa raz! – powiedziałam stawiając kubek przed siną blondynką. – Kawa dwa. – I tym razem kawa dla mnie. – Boże, jesteś cała sina… - Zauważyłam spostrzegawczo. – Sorki, zawsze wstajesz o 12.
- Taaa, jeśli ktoś do tego momentu nie wyciąga mnie z łóżka jakimiś rewelacjami…
- Nie jakimiś, tylko coś się ruszyło z moją karierą! – Broniłam się. – Kocham te studia, ale jakiekolwiek możliwości po moim kierunku skończyły się wraz ze średniowieczem, więc w blogowaniu i pisaniu pokładam całą moją nadzieję! – Kasia objęła dłońmi kubek i wpatrywała się pustym wzrokiem w stół. – A tobie co?
- Nic… Ale to chyba bez sensu. Od trzech dni wydzwaniam po wszystkich nauczycielach śpiewu w Londynie i nic. Albo zajęci, albo nie odbierają, albo mają inne powody, przez które muszą odmówić. A dzisiaj jest czwartek. Czyli pojutrze jest ten cały bootcamp. I co? I dupa, jak zwykle.
- I cały misterny plan też w pizdu. – Zaśmiałam się, cytując legendarną polską postać, przy okazji próbując chociaż trochę rozśmieszyć blondynkę. Niestety miała tendencję do szybkiego poddawania się chyba już we krwi.  – Kaś, dzisiaj ci pomogę i kogoś znajdziemy. Dodam zaraz jakąś notkę u siebie z krzykiem rozpaczy o pomoc. A jak nie to sama cię nauczę! – wpadłam na genialny pomysł, na co dziewczyna wybuchnęła śmiechem, prawie krztusząc się kawą. – Czego rżysz? – udawałam złą, chociaż nawet mi wizja uczenia kogoś śpiewu przez moją skromną osobę wydawała się komiczna.
- Nie, nic, po prostu wyobraziłam sobie ciebie w roli nauczyciela czegokolwiek związanego z muzyką. – No, chociaż zaczęła się uśmiechać.
- Oj tam, to nie może być nic trudnego. – Wzruszyłam ramionami. – Przepona, kontrolowanie oddechu i tak dalej?
- No, przepona, oddech, głos, taka sytuacja…  - Teraz to już otwarcie się śmiała.
- Daj spokój, może i słoń mi nadepnął na ucho jak byłam mała, ale aż tak źle to chyba ze mną nie jest..?
- To musiał być jakiś bardzo duży słoń. – Zaśmiała się jeszcze wstając od stołu – Naleśniki? – No, to jak jej chciało coś gotować na śniadanie, to już musiało być dobrze.
- Wiesz, że ja nigdy ci nie odmówię jeśli chodzi o twoje gotowanie. – Przyłożyłam dramatycznie rękę do serca. – Misiu, to ty rób, a ja poszukam czegoś z tym całym śpiewaniem.
- Mam nadzieję, że nie będzie to „instrukcja śpiewania”.  – Usłyszałam wychodząc z kuchni.
- Fuck you too!
- Sprawdź mojego maila, może ktoś się zlitował i odpisał, że nie pragnie niczego bardziej na świecie niż trochę mnie potrenować! – zawołała jeszcze zanim wzięłam laptopa na kolana.



- Bjsaknxugqpeiru… - Doszedł do mnie dziwny dźwięk od strony chłopaka, którego usta były całkowicie pełne. Aż dziw, że nic z nich nie wypadło jak ją otworzył. Nienawidziłem, jak tak robił. A on doskonale o tym wiedział.
- Niall, ile razy mam ci powtarzać, że nie każdy chce oglądać, co właśnie przeżuwasz…  - Jęknąłem zniesmaczony przewracając oczami. Znamy się już od ponad trzech lat, a jeszcze nie zdołałem nauczyć go podstawowych zasad kultury.
- Abheudndwjwo! – krzyknął, ale tym razem niestety pojemność jego ust została zdecydowanie nadwyrężona i co nieco uciekło mu na spodnie. – Fuuuuuck! – to już powiedział, gdy przełknął, na szczęście.
- No i Bozia cię pokarała. – Stałem dalej przy swoim , rozglądając się wokół siebie, czy któryś z pozostałych mieszkańców Magicznego Autobusu nie nakręcił tego, aby pogrążyć kumpla w Internecie. Na jego szczęście, byliśmy tu sami, reszta bawiła się laptopem udając nasze własne fanki w drugim pomieszczeniu, skąd cały czas dochodziły ich głosy w „dziewczęcych” wersjach. Z wrażenia aż przewróciłem oczami – czasami czułem się wśród nich jak stary dziadek, który wyrósł już  z tych zabaw. A niby jesteśmy wszyscy (prawie)rówieśnikami…
- Żeby ciebie zaraz nie pokarała, jak się rano obudzisz między łyżkami! – Zarechotał blondynek pakując kolejną porcję Big Maca do buzi. – Jakie to piękne, że McDonald na całym świecie tak samo njnwowxnek… - Niestety nie było mi dane zrozumieć, co Niall chciał powiedzieć. Jednak wolałem już nie kombinować, gdy sobie przypomniałem, co mi wywinął  w trakcie pierwszej trasy… Pewnego dnia obudziłem się, a wszędzie wokół mnie – pod kołdrą, poduszką, na ziemi – były łyżki. A naprzeciwko siedział Horan wraz z Harry’m i Louisem, nagrywając mnie kamerą. Zdziwili się, że mimo swojego przerażenia, byłem w stanie wyjść z tego łóżka i skopać im trzem tyłki.  Ale i tak potem brałem najdłuższy prysznic w życiu. No co? Niektórzy nie lubią pająków, węży czy ciemności, ja akurat nie lubię łyżek, jakkolwiek to się może wydawać dziwne.
- Liam, zobacz co napisało The Sun! – z horańskich nieszczęść wybawił mnie Harry, który nagle się zmaterializował obok mnie z laptopem. Zaraz za nim przybiegli Louis i Zayn.
- Boże, po co to czytacie? To już ciekawsze są programy przyrodnicze, a czegoś byście się przy okazji nauczyli. – Moje oczy po raz kolejny w ciągu kilku minut zawędrowały na sufit. – Znowu któryś z nas zrobił coś bardzo ciekawego, o czym wie tylko ta gazeta?
- Nie, lepiej! – Stwierdził Styles. – A może gorzej.  – Nie mógł się zdecydować. - Sam zobacz. – Boże, co oni znowu wymyślili…
- „Nowy odłam Directioners! Aż tak z nimi źle, że fanki się ich wstydzą?” – Przeczytałem nagłówek. – Co to ma być? – zdziwiłem się.
- Czytaj, to się dowiesz! – pogonił mnie Louis, a cała akcja przykuła uwagę nawet Nialla, co oznaczało, że to pewnie musi być coś naprawdę dziwnego, skoro było  wstanie odciągnąć go od jedzenia. No dobra, no to jedziemy…


 Wśród Directioners wyodrębnił się nowy ruch.  A konkretniej, są to osoby określające się jako Anonymous Directioners. Co to właściwie oznacza? Sami do końca nie wiedzieliśmy, dlatego udaliśmy się do jednej z dwóch założycielek tego „ruchu”, a przy okazji bloga i konta na Twitterze, których popularność z każdym dniem się zwiększa. Więc, co to tak naprawdę jest „Anonymous Directioners”? 

Ciężko tak naprawdę to krótko zdefiniować, - wyjaśnia jedna z założycielek, posługująca się pseudonimem Moony, - ale głównie chodzi o to, że jesteśmy za stare na te piski, zasypywanie chłopaków i ich rodzin milionem tweetów  o treści serduszek czy „FOLLOW ME PLS <33333”. Nie walczymy o ich uwagę. Mamy po te 20+ lat, studiujemy, pracujemy, wchodzimy w dorosłe życie. I jak mamy w nie tak naprawdę wejść będąc taką „prawdziwą” Directioner, jak te, które widać na zdjęciach z koncertów czy na YouTube? W koszulce „I love Harry Styles”? Jesteśmy z tego rodzaju ludzi, którzy chcą być traktowani poważnie, a kochanie boysbandu raczej w tym nie pomaga. Przecież nie napiszemy w CV, w rubryce „zainteresowania” One Direction! Oczywiście, kochamy ich tak samo jak nasze młodsze koleżanki, ale po prostu… już się tego wstydzimy. Tak naprawdę nikt z moich znajomych nie wie, że słucham 1D, oprócz tych pojedynczych najbliższych mi osób. Ale spacerując po mieście w uszach mi gra ich nowy album, który znałam na pamięć po tygodniu. Ale znam każde video z nimi na YT. Odświeżam Twittera co minutę, bo „może coś nowego dodali, i może Niall mnie kocha”.  Czyli nazwa „Anonymous Directioner” doskonale odzwierciedla to, co się dzieje w naszych głowach.

No dobra, coś nam się już rozjaśnia…  Czyli co, poza tą sferą bloga/TT jak to wygląda?

Albo udajemy, że ich w ogóle nie znamy, albo tylko kilka piosenek z radia. Niektóre z nas, np. ja, mają ich płyty schowane pomiędzy innymi tak, żeby się za bardzo nie rzucały w oczy. Ewentualnie kilka ulubionych zdjęć czy gifów na telefonie.

To teraz czas na najważniejsze pytanie: którego z nich kochacie najbardziej?

Źle sformułowałeś pytanie. Przede wszystkim, każda z nas ma swojego ulubieńca. Chociaż ja nie potrafię z nich wybrać  „tego jedynego”. Oczywiście, nie mówmy tu o kochaniu – to słowo opisuje zbyt poważne uczucie, żeby określać nim kogoś, z kim się nie zamieniło nigdy w życiu nawet jednego słowa, i pewnie nigdy tego się nie zrobi. A co do chłopaków… Każdego z nich lubię za coś innego. Niall jest identyczny jak ja, z tego co o nim czytam. Jedzenie, gitara, spanie, lenistwo, brak tatuaży, hiszpański nawet taniec irlandzki czy farbowanie włosów na blond, a nawet grupa krwi – to wszystko nas łączy. W pewnym momencie aż mnie to zaczęło przerażać, ale biorąc pod uwagę fakt, że nigdy go nie spotkam, to raczej nie mam czym się przejmować. Z kolei Harry jest najsłodszym dzieciakiem na świecie. Po prostu kilka zdjęć czy filmów na YT, a już się można w nim zakochać. I ten jego głos! Mogłabym go słuchać w nieskończoność. Cóż,  jest na maksa pociągający, ciężko byłoby mu się oprzeć w dwuznacznej sytuacji. Louis to przystojniak, nie da się ukryć. I nie zliczę, ile razy przez niego płakałam – oczywiście ze śmiechu. Jest to facet, z którym można „konie kraść”. Natomiast Liam jest jak „głowa rodziny”. Sprawia wrażenie najbardziej odpowiedzialnego z całej piątki, jakby dbał o nich wszystkich. I nie zapominajmy o jego wokalu czy wyglądzie, który dzięki nowej fryzurze i kilku wizytom na siłowni można zdecydowanie określić jako „bardzo seksowny” . I na pewno czułabym się przy nim bezpiecznie. Te kilka rzeczy, plus o których nie wspomniałam, sprawiają, że jest chodzącym ideałem dla każdej dziewczyny – chociaż mnie osobiście przerażają czasami jego tweety, w których zdecydowanie nadużywa saaaamooooogłooooseeeeek w pojedynczych wyrazach. O Zaynie umiem powiedzieć najmniej – wiem, że jest spokojny, na maksa troskliwy i romantyczny. I tworzy cudowną parę z Perrie z Little Mix, zresztą jak Louis z El. Życzę im wszystkiego co najlepsze.

 Rzeczywiście nie brzmi to jak stereotypowa fanka, prawda? Moony, powiedz nam, dlaczego uważasz, że jest między wami, a waszymi młodszymi koleżankami aż taka różnica? Czujecie się lepsze?

Nie, broń Boże! Jak miałam 12/14 lat też miałam totalnego świra na punkcie takiego boysbandu, ja je całkowicie rozumiem! Pamiętam, jak wtedy podziwiałam te starsze dziewczyny, które umiały zachować trzeźwość umysłu jak o nich rozmawiałyśmy. Nie mamy żadnego powodu, żeby się czuć od nich lepszymi! Po prostu podchodzimy do tej sprawy inaczej. Nie łatwo się domyślić, jaką grupą docelową kieruje się menagment zespołu, czyli są to dziewczyny od około 8 do 18 lat, wyżej to są jakieś wybryki natury, czyli właśnie my. Nawet widać to po ich jednej piosence, „Last First Kiss”. Czy widział ktoś dziewczynę 20+, która się jeszcze NIGDY nie całowała? No proszę cię. Dlatego my, Anonymous Directioners, ustępujemy im miejsca. Niech krzyczą. Niech do nich piszą. Niech tworzą listy, rysunki, flashmoby, filmy. My to nawet chętnie oglądamy i rozsyłamy dalej. My, jak to głosi nasze główne hasło, “we are just too old for this shit”.

 Cóż, Moony nam chyba dość mocno rozjaśniła sytuację. Niestety nie udało nam się dostać do jej współautorki, nazywającej się tajemniczo ShadowCat (autorki najwyraźniej naoglądały się za dużo Czarodziejki z Księżyca jak były małe…). Jak widać, One Direction może być także guilty pleasure, a nie tylko pleasure. Po tak wyczerpujących wypowiedziach jednej z założycielek AD nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić was na ich bloga i Twittera, do których linki znajdziecie pod artykułem!



- O Boże, jak jeszcze głośno pierdzi i beka… - Rozmarzył się Horan. – TO MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA! MUSZĘ JĄ ZNALEŹĆ!
- Niall, człowieku, opanuj się. – Mruknąłem. – Właśnie się dowiedzieliśmy, że poszerza się liczba naszych fanów, którzy się nas wstydzą, a ty się jarasz ich przywódczynią… - Szczerze mówiąc, to mam mieszane uczucia co do tego całego Anonymous Directioners. Z jednej strony, lepiej żeby tak nas słuchały niż w ogóle. Ale co to za fanki, które się nas wstydzą..? Chociaż miło się o mnie wypowiedziała, co w sumie jest fajne. Na głupią też nie wygląda.
- Wstydzą, nie wstydzą, ta laska jest taka jak ja. – Buntował się, pakując frytki do buzi. – Aż nie wierzę! Jeśli to wszystko co powiedziała jest prawdą, to jest kopią mnie!
- O Matko, dwa Horany na raz… - Louis się przeraził i wykonał znak krzyża nad kolegami. – Strzeż nas Panie od złego.
- I pewnie waży 300kg, bo nie znam innej osoby oprócz ciebie, która może tyle bezkarnie jeść. – Zaśmiał się Zayn, poklepując go po plecach. Chyba właśnie teraz zaczyna się ten moment, który kocham w naszej paczce, czyli śmianie się z nas samych i przekomarzanie. – Ale to nie powinno być problemem, więcej do kochania!
 - Spadaj, Malik, na pewno jest piękna. – Stanął w obronie swojej wyimaginowanej dziewczyny. Ten jak już się uprze, to ciężko go od tego odwieźć. Ale jak dotąd ta zasada dotyczyła tylko jedzenia… Jak dotąd.- Tak jak ja!
- Ej, wyślijmy im zaproszenia na jakiś nasz koncert, z wejściówkami za kulisy! – wpadł na genialny pomysł najmłodszy z zespołu, przynajmniej według metryki urodzenia, ignorując stwierdzenie Irlandczyka o jego pięknie, po co mają się kłócić…
- A gdzie im je wyślesz, geniuszu? – wyśmiałem go sceptycznie. – Imię: Anonymous Directioners, adres: Planeta Ziemia? – troszkę go tym uciszyłem. Jednak Niall po przełknięciu porcji frytek się musiał znowu odezwać.
- Każdy kto ma jakiegoś bloga czy Twittera musi mieć przecież maila, na który jest on zarejestrowany. – Oświeciło go. – I na pewno nas follują. Znajdziemy to konto, damy im follow i zapytamy się o maila i w jakim mieście mieszkają, żeby wybrać im bilety na najbliższy koncert.
- Boże, Horan, właśnie wywróciłeś mój świat do góry nogami. – Odpowiedział w szoku Louis.  – Nie jesteś takim idiotą, jakim zawsze się wydawałeś. Może rzeczywiście masz mózg zamiast małpki krzyczącej „NANDOS”.
- Pfff! – Blondynek udał, że się obraża i wybrał się do łazienki.

- Poczekaj z pewnymi rzeczami aż dojedziemy do hotelu i będziesz miał własny kibel w własnym pokoju z własnym wentylatorem! – krzyknął za nim Zayn, wiedząc, co chłopak dzisiaj jadł, w jakich ilościach i jak bardzo było to zdrowe.  Cóż, z ust mi to wyjął…


****

Cóż, pierwsze koty za płoty ;)
Szczerze mówiąc, to nie wiem, co tu napisać poza tym, że mam ogromną nadzieję, że się to komuś spodoba :) 
Pierwszy rozdział zdecydowanie dedykowany Justynie - bo gdyby nie ona, to moje pisanie skończyłoby się już dawno temu, bo zawsze daje mi miliard głupich pomysłów i jest wredną małpą nie tylko w tym opowiadaniu ;D

11 komentarzy:

  1. Genialne ciekawy masz pomysł i zakochała się od razu;)<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne ciekawy masz pomysł i zakochała się od razu;)<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Cieszy mnie, że spodobał Ci się mój pomysł, mam nadzieję, że to się nie zmieni przy kolejnych rozdziałach :)

      Usuń
  3. BożeBożeBoże, chcesz mnie zabić!
    Masz pisać codziennie bo umrę tu inaczej ;P
    I tak btw, już jesteś po egzaminach? ;D

    ThatGrl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ciebie wcale nie chcę zabić! No, chyba że mi jakoś kiedyś podpadniesz ;P A pisać to będę codziennie, ale gdzieś dopiero od czwartku albo piątku - wtedy mi się zaczną wakacje :) Ale rozdziałów nowych codziennie jednak nie będzie, nie ma tak dobrze :P Będę ćwiczyć Twoją cierpliwość...

      Usuń
  4. HAHAHHAHAHAH!
    No i jest!
    Ale powiem w sekrecie,że moje jest i będzie bardziej zue od Twojego.
    Co nie zmienia faktu, że ja uwielbiam jak piszesz.
    Dawaj szybko kolejny.:D
    xoxo Justine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wcale nie ma być złe xD Ono ma być w miarę normalne, na ile jest to możliwe. Twoje to jakiś dziki, śmieszny chaos xD Ale i tak je uwielbiam, o czym doskonale wiesz.
      Buziaki!

      Usuń
  5. Już jakiś czas temu zapisałam sobie twojego bloga, choć jeszcze nic na nim nie było... Wiedziałam, że nie wytrzymasz do wakacji i ruszysz wcześniej :) A raczej miałam taką nadzieję ;)
    Mam deja vu, bo właśnie kolejny raz przeczytałam sobie ten rozdział i również po raz kolejny się nim zachwycam :)
    Tym razem nie będę przynudzać i pisać jeszcze raz tego wszystkiego, o czym już ci mówiłam. Poczekam do nowych rozdziałów ;)
    Piszesz cudownie i naprawdę dobrze się czyta. Praktycznie bezbłędnie. jedynie przy dialogach są czasami niepotrzebnie wielkie litery po myślniku, ale to tylko taki drobiazg.
    Już zakochałam się w dziewczynach, a i Niall zrobił na mnie niezapomniane wrażenie. Perspektywa Liama - cudo. Ja chcę takiego chłopaka! Tu powinnam chyba tupnąć nogą, ale akurat siedzę, więc nie będę się popisywać ;)
    Co do wyglądu bloga, to podoba mi się, że nie jest krzykliwy i nie "bije" po oczach.
    Życzę ci wytrwałości, nieprzerwanej weny i wielu czytelników...
    Pozdrawiam xx

    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, lejesz miód na moje serce! :D
      I ja też czułam, że nie wytrzymam z tym do wakacji ;) Ale i tak mogę być z siebie dumna, bo blog był dość długo pusty - oj, ciężko było go tak utrzymać...
      Jak przeglądałam szablony przy zakładaniu, to właśnie moim hasłem przewodnim była "prostota". Niech się czytelnik skupia na treści, niech nic go nie rozprasza ;) Minimalizm górą!

      Buziaki!

      Usuń
  6. Nawet nie wiem jak tu trafiłam? Jedno jest pewne- przez przypadek.
    Kurka, spodobało mi się.;)
    Piszesz bardzo fajnie i świetnie się 'to' czyta. :)
    Justynę i Kaśkę polubiłam od pierwszego zdania, że tak to nazwę! ;d
    Niall jest przeuroczy. *,*
    Chłopaki wyszli Ci bardzo naturalnie, co jest dużym plusem.;))
    Jednak jest jeden minus- tak późno odkryłam Twoje opowiadanie.. ;/
    Cóż.. Nie przynudzam, zabieram się za 2. ;))
    xo

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie przypadki, które sprowadzają na mojego bloga nowe czytelniczki, lubię najbardziej ;) Witam w moich skromnych progach!
    Cieszę się niezmiernie, że Ci się spodobało i zabierasz się za kolejne rozdziały...
    Mam nadzieję, że zostaniesz tu na dłużej :)

    Pozdrawiam,
    @katie093

    OdpowiedzUsuń